Dodaj do ulubionych

juz zawsze samotna......

02.05.07, 11:37
Jak zwylke nie mogłam zasnąc wieczorem i myślałam. Mojego męza nie ma juz rok
i dwa miesiace. Pierwszy raz naszły mnie mysli czy ja jeszcze kiedys bede
potrafiła kogos pokochac i byc z kims. Wydaje mi sie ze kocham meza tak bardzo
ze jest to nie mozliwe ale jak pomysle ze mam juz byc zawsze tak sama z
dziecmi to mnie to przeraza.Tak bardzo chciałabym miec jeszcze taki prawdziwy
dom Mama Tata i dzieci "RODZINA" czy kiedys jest to jeszcze mozliwe??

Wszystkim pogody ducha...
Ania
Obserwuj wątek
    • dusia75 Re: juz zawsze samotna...... 02.05.07, 16:24
      Tak to jest kolejny aspekt naszej nieciekawej sytuacji.
      Mojego męża nie ma niecałe dwa miesiące i tak jak ty nie wyobrażam sobie abym
      mogla kogoś pokochać. Z drugiej strony jak pomyślę że już nigdy nie będę miała
      wsparcia na męskim ramieniu .... Nie wiem może czas coś zmieni w końcu mam
      niecałe 32 lata. Śmieszne ale na tego typu temat rozmawiałam kiedyś z moim
      Adamem, fakt że rozmowa skoncentrowana była na tym czy on dałby radę żyć sam,
      powiedzmy z dziećmi, i oboje byliśmy przekonani że to byłoby nierealne na
      dłuższą metę. Dlatego nie mówię że nie i nigdy, ale długo będzie to trwało abym
      była na to gotowa. Teraz moje uczucia do Adama są zbyt "intensywne" abym
      zauważała jakichkolwiek mężczyzn.
      Jesteśmy też osobami które potrzebują bliskości drugiej osoby więc odpowiadając
      na twoje pytanie myślę że prawdziwy dom jest również dla nas jeszcze możliwy,
      oczywiście w odpowiednim czasie i z odpowiednią osobą ( może podesłaną nam
      przez naszych najbliższych ). Pozdrawiam Edyta
      --
      W życiu piękne są tylko chwile...
      • aniawdowa Re: juz zawsze samotna...... 02.05.07, 17:08
        Witam Edytko
        Ja mam 28 lat i spedzenie reszty zycia tylko z dziecmi mnie przeraza. Wierze ze
        takie osoby jak my tak bolesnie skrzywdzone utrata ukochanej osoby zasługuja na
        to aby byc jeszcze szczesliwymi. Dla mnie mój maz był jakby ideałem choc podobno
        nie ma ideałów ale on był wszystkim tym czego potrzebowałam. Czy jest gdzies na
        swiecie jeszcze osoba która uda mi sie pokochać. Najgorzej kiedy zjedzie sie
        rodzina szwagrowie i ich zony same szczesliwe małzenstawa, smutno patrzy sie na
        to kiedy ja nie mam mojego mezczyzny juz blisko. Najgorzej kiedy wszyscy sie
        rozjezdzaja a ja stoje na podwórku z dziecmi i macham im na pozegnanie potem
        wracam do pustego domu. Jestem osoba wesołą bardzo wesoła nawet po tym co
        przezyłam potrafie sie smiac i żartować zawsze taka byłam mam nadzieje ze
        rzyjdzie taki czas ze znajdzie sie ktos z kim bede mogła dzielic moja radosc.
        Co do podsyłania przez bliskich to hm... moja tesciowa podsyłała mi swojego
        drugiego syna az w koncu wytłumaczyłam jej ze to nie jest mozliwe wtedy odpusciła.
        Pozdrawiam Ania
        • zeng Re: juz zawsze samotna...... 02.05.07, 18:04
          Ja co ciekawe mam wiekszy problem z teściową w kwestii nacisków na ułożenie
          sobie zycia niż z moją własną mamą. Może nie podsyła mi konkretnych propozycji,
          ale sugeruje że mam się zabrac za siebie i stworzyć jeszcze rodzinę. Dwuznaczne
          teksty w stylu "Piotruś pojechał do babci to ja Ci teraz daję spokój na 2
          tygodnie żebyś miał czas dla siebie" są u tesciowej na porządku dziennym. Wiem,
          że chce dobrze, ale denerwuje mnie, że nie potrafią zrozumieć, że ja nadal
          kocham moją Anię jakby żyła i nie chcę nawet myśleć o kimś innym...
    • magdatysz Re: juz zawsze samotna...... 02.05.07, 19:19
      Aniu mi to uczucie też nie jest obce. Nadal kocham męża, jednak czuję się
      strasznie samotna i od pewnego czasu marzy mi się żeby mieć jeszcze rodzinę.
      Jednak nie boję się o to czy uda mi się kogoś pokochać - myslę że jest to
      możliwe o ile znajdzie się odpowiedn człowiek. Boję się innej rzeczy - że
      będę "szukała" drugiego Rafała, człowieka o podobnym wygądzie, podobnych
      zainteresowaniach, każdy inny bedzię be... A przecież wiem że to niemożliwe.
      Boję się też tego że będę porównywała, że będę patrzyła na każdego innego
      mężczyznę przez pryzmat Rafała.
      Na razie nikogo nie szukam - jestem z tych co twierdzą, że jeśli mam kogoś
      spotkać to na pewno się on mi "napatoczy". Rafał tez mi się "napatoczył" - w
      Bieszczadach i ten nasz związek przetwał pomimo lat odległości, dojazdów i
      pisania listów gdy nie było internetu, a komórki tylko dla wybrańców.
      Może jeszcze będę z kimś szczęśliwa - to jedno z moich marzeń.
      Na szczęście w rodzinie nikt nikogo mi nie podsuwa, nikt nie naciska i nikt nie
      próbuje układać mi życia.
      • aniawdowa Re: juz zawsze samotna...... 02.05.07, 19:47
        Mysle ze moja tesciowa chciała mi podsunac szwagra z obawy o to aby miec dobry
        kontakt z wnukami, jesli moge to tak nazwac " to aby wszystko pozostało w rodzinie"
        Ja tez nie szukam na siłe mysle tak jak ty ze jesli juz bedzie to pewnie
        przypadek i ktos sie napatoczy jak to okresliłas :-).
        Choć boje sie tego samego co Ty ze bede szukała kogos podobnego do Pawła ale to
        co bedzie czas nam pokaze.
        Tak mysle ze w przyszłosci spotka nas szczescie i kazdemu z nas zycie sie
        ułorzy, tego wszystkim zycze z całego serca.
        Pozdrawiam
        Ania
        • dusia75 Re: juz zawsze samotna...... 02.05.07, 20:25
          Pisząc wcześniej że może w odpowiednim momencie nasi najbliżsi podeślą nam
          odpowiednie osoby, myślałam o naszych mężach/żonach. Jeżeli tylko jest to
          możliwe to myślę, że pomagają oni nam w każdej kwestii, nawet w tej pomogą nam
          dokonać odpowiedniego wyboru. Życzę nam wszystkim abyśmy potrafili dostrzec
          kiedyś naszą drugą, drugą połówkę.
          --
          W życiu piękne są tylko chwile...
    • manuskrypt Re: juz zawsze samotna...... 02.05.07, 22:09
      To trudny temat i nalezy go rozpatrywać z wielu stron. Jedna strona to inni
      ludzie, którzy uwielbiają wręcz pocieszając w żałobie określenia "zobaczysz
      zakochasz się znów", "młoda jeszcze jesteś życie przed Tobą" i setki podobnych
      frazesów (z pewnością każdy z Was je słyszał). A zatem nasze otoczenie nie
      zakłada, że w żałobie będziemy trwać wiecznie i z góry wiedzą, że założymy nowe
      rodziny. Ciekawe skąd ta pewność? Druga strona to my i nasze obawy. Pisze tu o
      nich Magda czy ewentualnego nowego partnera/partnerkę nie będziemy porównywać
      do zmarłego. Gdyby tak się stało, to nowy partner jest przegrany już na
      wejściu, bowiem wszyscy nasi zmarli z czasem stają się wyidealizowani.
      Problemem też jest nasze podejście do nowego związku. Ktoś mnie kiedyś zapytał
      czy gdy minie już jakiś czas to mogłabym zacząć nowy związek? Ponieważ rozmowa
      była na serio to moja odpowiedź też była na serio i przemyślana. I myślę, że
      nie mogłabym z kilku powodów: pierwszy to nie spotkam już drugiego Jacka (kto
      będzie miał do mnie taką świętą cierpliwość jak on :-), drugi powód: nie
      chciałoby mi się już nikogo "oswajać" (związek dwojga ludzi to w dużej mierze
      kompromisy, a ja już nie mam na nie ochoty), a trzeci powód (nie wiem czy nie
      najważniejszy): nikt nie pokochałby mojej córeczki tak jak jej tata ją kochał i
      zawsze miałabym obawę, że nowy partner tylko ją toleruje.
      I ostatnia strona to nasz ukochany zmarły/zmarła. I tą stronę proszę traktować
      z przymrużeniem oka, a mianowicie, gdy już umrzemy to czyją żoną/mężem będziemy
      w obliczu Boga, pierwszego, drugiego i ewentualnych kolejnych mężów/żon. Czy
      będą toczyć o nas pojedynki?
      Pozdrawiam i mimo wszystko życzę ukojenia bólu w samotności bądź nie.
      Anna
      • zeng Re: juz zawsze samotna...... 02.05.07, 22:33
        Manuskrypt, podpisuję się pod każdą z Twoich wątpliwości. Nie da się nie
        porównywać, zawsze będziemy porównywać z naszymi pierwszymi. Poza tym
        zmarnowane lata na dopracowywanie związku u kogoś i u siebie, tyle zmienialismy
        dla kogoś i co teraz z tego mamy, drugi raz nie będzie tak łatwo... No i
        oczywiście zastępstwo kochającego rodzica to na pierwszym miejscu, bo przecież
        dla nas wazniejsze w zyciu są dzieci niz my.

        Jedyne co bym dodał to niekoniecznia traktowanie z przymrużeniem oka tego czyim
        małżonkiem będziemy bardziej umierając. Myślałem już o tym. Przecież wypada
        kiedyś wyrazić swoje oczekiwania co do tego gdzie (czyt. z kim) chcemy
        spocząć... Zdradzić swoją miłość pierwszą czy powiedzieć przyszłej żonie, że
        sorry, ale chcę być pochowany z moją pierwsza żoną ?
        • aniawdowa Re: juz zawsze samotna...... 02.05.07, 22:52
          Własnie tego sie boje zeby trafic na taką osobe która bedzie dobra dla moich
          dzieci. Mąz był bardzo dobrym ojcem dzieci szalały na jego punkcie zwłaszcza syn
          córka nie pamieta go dobrze. Nigdy nie pozwole aby ktos skrzywdził moje dzieci
          ich dobro stawiam na pierwszym miejscu.
          Ania
          • hafal Re: juz zawsze samotna...... 02.05.07, 23:08
            Cudowny wątek! Naprawdę:) Tak mi się dobrze i wesoło zrobiło! Kochani, świetne
            rzeczy wypisujecie! I mimo różnych przedstwionych tu wątpiliwości, oznacza to,
            ze każde z was, z nas, albo prawie każde bierze pod uwagę jakiś związek w
            przyszłości. Nie ma "nigdy", "na zawsze"(chociaż coś jest w tytule:))...Mówię
            wam: WIOSNA ROBI SWOJE:)
            Pozdrawiam, z bardzo wesołą miną:)
            Hania
            • aneri59 Re: juz zawsze samotna...... 03.05.07, 15:12
              Wczoraj, gdy wracałam z cmentarza spotkałam znajomą /62l/, która owdowiała w wieku 45 lat. Opowiedziała mi o swoich trudnych dniach po odejściu męża.
              Było jej bardzo ciężko, została z 2 synami i im poświęciła się bez reszty.
              Teraz po odejściu synów z domu została sama i powiedziała, że popełniła ogromy błąd, izolując się od ludzi i nie nawiązując żadnych znajomości. Przerażający dla niej jest powrót do pustych ścian. Radziła mi, abym nie popełniła tego samego błędu, abym się nie izolowała.
              Wiem, że u mnie jest jeszcze za wcześnie na bywanie wśród ludzi, przecież to zaledwie 18 dni kiedy zostałam sama, ale czasem warto posłuchać tych którzy ten najtrudniejszy okres po odejściu najukochańszej osoby mają już za sobą.
              • blue_ice1 Re: juz zawsze samotna...... 03.05.07, 17:31
                nie badzcie samotni- nie skazujcie sie na to juz teraz,swiadomie.... wiem- u
                Was to wszystko jeszcze *swieze* :( jescze nie mozna sobie wyobrazic
                nawet zycia z kims innym......
                wierzcie mi- niedobrze, niedobrze jest zyc samotnie- z wielu wzgledow......
                Ja przynajmniej- nie jestem (w zwlaszcza- nie BYLAM, kiedy owdowialm jako 29-
                latka) stworzona, zeby wiesc samotne zycie.....
                .......

                • muszka31 Re: juz zawsze samotna...... 05.05.07, 19:53
                  Moja przyjaciółka Basia zmarła 4,5 roku temu zaraz po porodzie, zostawiła męża i
                  synka. Pamiętam jak mówiła mi że gdyby jej zabrakło chciałaby aby jej mąż nie
                  był długo sam. Niedługo po śmierci śniła mi się że ona żyje nadal w ciele innej
                  dziewczyny, jej kuzynki i opiekuje się z oddaniem swoim małym synkiem. Okazało
                  się że jej mąż wkrótce poznał i zakochał się w jej kuzynce. Zastąpiła dziecku
                  mamę a 2 lata potem wzięli ślub i mają drugie dziecko, córeczkę. Ja wierzę i
                  jestem mocno przekonana że Basia z tamtej strony życia pomogła swojemu mężowi i
                  synkowi.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka