Dodaj do ulubionych

Problem z nastolatkiem

02.10.07, 23:28
Może zacznę od momentu pójścia mojego syna do gimnazjum(teraz jest w 2-giej
klasie)Bardzo szybko okazało się ,że klasa jest bardzo słaba.Większość
chłopców sprawiała problemy-prawie sami chuligani.Mój syn też nie jest
aniołkiem ale to dlatego,że ma słaby charakter(ulega wpływom silniejszych
kolegów co zawsze mnie martwiło).Od początku nauki syn zaczął przyjaźnić się z
jednym chłopakiem z klasy a właściwie to ten chłopak(nazwę go "X") zaczął
często u nas bywać.Dość szybko zorientowałam się,że ta znajomość źle wpływa na
mojego syna.Opuścił się w nauce,zaczął często wychodzić z domu.Nie dał sobie
powiedzieć złego słowa o "X".Wychowawczyni na zebraniu powiedziała mi aby
zakończyć tą przyjaźń,bo"X" ściągnie mojego syna na dno.Była u "X"w domu i
okazało się,że rodzice się nim praktycznie nie interesują.Starałam się
wytłumaczyć synowi ,że nic dobrego nie będzie z tej znajomości ale on nie
słuchał.W tym roku szkolnym do syna zaczął przychodzić inny kolega.Fajny
,sympatyczny chłopak.Rozmawiałam z jego ojcem na zebraniu i on też radził
rozdzielić syna z"X".Przez jakiś czas chłopcy często się spotykali aż nagle
nowy kolega przestał przychodzić .Spytałam co się stało ,czy się pokłócił?I
wtedy syn powiedział coś co zmusiło mnie do szukania rady na tym forum
.Okazało się,że syn mój jest zastraszany przez "X".Wymusza on na nim niejako
przyjaźń.Powiedział,że jeśli nie będzie się z nim kolegował to naśle na niego
kogoś i mu mordę obiją.Jestem przerażona .Nie wiem co robić.Rozmawiałam z
synem.Mówiłam że pójdę do rodziców "X"(nauczycielka rozmawiała kiedyś z
rodzicami ale bez skutku)ale syn powiedział,żeby nie iść, bo mogę nie
wrócić.Nie wiem czy sama mam porozmawiać z "X"?Czy to nie pogorszy bardziej
sytuacji?Już kiedyś dałam mu jasno do zrozumienia ,że nie chcę aby do nas
przychodził.Nie przyjął tego do wiadomości.Wiem,że jak jestem w pracy to on
bywa u nas w domu.Jestem po rozwodzie .Były mąż nie pomoże mi.Teraz zdałam
sobie sprawę,że być może syn od dawna się go bał i był pod jego wpływem a nie
jest złym dzieckiem .Został w tym roku gospodarzem klasy .Nauczycielka
stwierdziła,że jest odpowiedzialny i może pełnić tą funkcję.Co mam
robić?Myślałam o przeniesieniu syna do innej klasy ale to będzie dodatkowy
stres dla niego i ucieczka nic nie pomoże.Proszę o radę.Boję
się o syna .Takie straszne rzeczy się teraz dzieją na świecie
Obserwuj wątek
    • iwucha Re: Problem z nastolatkiem 03.10.07, 09:52
      Powiem szczerze, że jestem przerażona pytaniem, "co robić". Przynajmniej
      wiadomo, skąd się bierze przyzwolenie na zastraszania dzieci w szkołach przez
      inne dzieci. Jeden zastrasza drugiego (co jest przestępstwem) a mama się pyta co
      robić?

      1) pedagog szkolny, dyrekcja szkoły,
      2) pracownicy socjalni,
      3) policja i prokuratura,
      4) zebranie się w kupę z innym,i rodzicami (w kupie - siła),
      5) dzielnicowy,
      6) wyrabianie w synu umiejętności obrony

      Jest łatwym celem, podobnie jak Ty, która nie wie, co robić (pewnie dlatego nim
      jest). Strach to wręczenie chuliganowi oręża do ręki.
      • vika35 Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 20:07
        To,że mogę iść do dyrektora czy pedagoga wiem bardzo dobrze ale wiem
        jednocześnie jak się kończy donoszenie na kolegów i czy w ten sposób bardziej
        nie zaszkodzę mojemu dziecku.W tym cały problem.To nie jest takie proste jak się
        wydaje.Mój syn nie jest "celem" jak to napisałaś.Jest lubiany przez kolegów a
        jeden z nich okazał się po prostu bardzo zaborczy i zazdrosny o innych.Nie
        jestem pewna czy syn się go bardziej boi czy po prostu nie chce mu narobić
        problemów.Może ja bardziej panikuję niż on.Dzisiaj zresztą syn dostał od tego
        chłopaka wiadomość,że nie będzie z nim gadał i tyle .I tak chyba zakończy się ta
        przyjaźń.Mam nadzieję.Muszę przeczekać i obserwować co się będzie dalej działo
        a jeśli sytuacja się pogorszy wtedy będę interweniować.Zresztą syn nie chciał
        abym komukolwiek mówiła.Myślę,że jest w stanie ocenić kiedy sytuacja będzie
        naprawdę poważna.A jeśli chodzi o rodziców to nie jestem pewna czy są w stanie
        załatwić problem w "kupie".W podstawówce w klasie był chłopak,który terroryzował
        wszystkich uczniów i nikt nie był w stanie rozwiązać tego problemu.Jego rodzice
        nie pojawiali się w szkole wogóle,nauczycielka bywała w domu i nic a kiedy jeden
        z rodziców poszedł na skargę to tatuś tego chłopaka powiedział,że jeśli jeszcze
        raz się pojawi to ...zrzuci go ze schodów.I tak to trwało 3 lata aż w końcu
        chłopak się przeprowadził i było po problemie.Ciekawi mnie jeszcze to-czy ci co
        dają takie dobre i mądre rady mieli podobne problemy z dziećmi ?Czy ich mądrość
        to jedynie wiedza książkowa że się tak wyrażę.Najłatwiej jest stać z boku i
        krytykować nie będąc nigdy w podobnej sytuacji.Tak myślę.
    • marzena604 Re: Problem z nastolatkiem 03.10.07, 11:05
      Powiem Ci tak. Trzeba tym X "potrząsnąć". Pracuję w szkole i kiedyś był u nas
      taki incydent, że kilku chłopaków ukradło z samochodu znaczek, a mi przepchnęli
      samochód, który zostawiłam na biegu (mogli mi skrzynię biegów uszkodzić). Dla
      dyrektora to był świetny żart (oczywiście przy uczniach tego nie okazał, ale nam
      dał do zrozumienia, że wolałby nie robić afery. Wtedy mąż koleżanki (tej od
      znaczka przy samochodzie) poszedł do dyrektora i powiedział, że jeżeli on czegoś
      nie zrobi-to on weźmie sprawę w swoje ręce. Wtedy dyrektor ruszył tyłek i wezwał
      policję. Delikwenci się nieźle przestraszyli (a byli to właśnie gimnazjaliści) i
      jeszcze od nas usłyszeli, że teraz to im radzimy pilnować naszych aut, bo jak
      coś sie znów stanie, to będą pierwsi podejrzani i skończy się na tym, że będą
      mieli kuratora albo wylądują w poprawczaku (skoro rodzice sobie nie radzą).
      Opowiadam Ci to dlatego, że wydaje mi się, że powinnaś delikatnie mówiąc zrobić
      z tego małą aferę. Czyli nie to, że prosisz, tylko NATYCHMIAST ma być coś z tym
      zrobione ze strony szkoły. Idź do wychowawcy, pedagoga i dyrektora-bo to oni
      mogą coś zrobić. Jak będą chcieli to jakoś polubownie załatwić, to postrasz
      policją, że sama pójdziesz i to załatwisz,skoro oni nie chcę. Nie zgadzaj się
      na przeniesienie syna do innej klasy, bo to będzie dodatkowe przeżycie dla
      niego, a w końcu to nie on ma być ukarany tylko X.
      Wierz mi, jeśli to będzie nagłośnione, to ani ten X nie podskoczy do Twojego
      dziecka (bo jak coś się stanie to będzie na niego-możesz mu to na wszelki
      wypadek powiedzieć w razie jakby sam na to nie wpadł) ani dyrektor tego nie
      zostawi (bo straci reputację-on i szkoła).
      Ważne jest tylko żebyś to z synem uzgodniła, powiedziała mu co zamierzasz
      zrobić-on się musi zgodzić na to. Mam nadzieję, że to pomoże. Pozdrawiam. Marzena
      • kingoo Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 08:18
        a co zrobić, jeżeli nastolatek pezychodzi z obitą twarzą i przedramionami i
        twierdzi, że kolega uderzył go przez przypadek????????Nie chce mojej pomocy, nie
        chce abym robiła aferę bo on chce mieć święty spokój , bo może się boi??????????
        • misiulec7 Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 08:32
          > a co zrobić, jeżeli nastolatek pezychodzi z obitą twarzą i przedramionami i
          > twierdzi, że kolega uderzył go przez przypadek????????Nie chce mojej pomocy, ni
          > e
          > chce abym robiła aferę bo on chce mieć święty spokój , bo może się boi?????????
          > ?


          to, że mówi, że nie chce to wcale nie oznacza, że NIE CHCE! Dziwne to wszystko,
          ale moim zdaniem Twój syn potrzebuje pomocy, może nie chce bo myśli że sam sobie
          poradzi, mówi, że nie chce bo się po prostu boi. Boi się, że będzie jeszcze
          gorzej, że wyjdzie przed swoimi rówieśnikami na łamagę, który sam nie umie
          załtwiać swoich spraw.
          Ja też byłam dzieckiem nielubianym w szkole, miałam problemy z jedną dziewczyną
          która buntowała przeciwko mnie całą klasę, chodzenie do szkoły to był dla mnie
          koszmar, niemal każdego dnia przychodziłam do domu zapłakana, nie raz ta
          dziewczyna mnie popchnęła, wyśmiała, nie raz się pobiłyśmy...i też błagałam
          matkę by nic z tym nie robiła! Prosiłam, by nie szła do dyrektorki, bo bałam się
          ze wszyscy się dowiedzą, że nie jestem lubiana, nie wiem teraz dlaczego ale
          czegoś się bałam....i matka nie poszła, nie zareagowała, a sytuacja skończyła
          się dopiero gdy skończyłam edukację w tamtej szkole, i choć wtedy ją o to
          prosiłam, dziś mam żal że mnie nie obroniła, że nie stanęła po mojej stronie, że
          powinna była mnie chronić a nie zrobiła tego! I uraz w psychice już zawsze będzie...
          Dlatego NIE ZOSTAWIAJ SYNA Z TYM SAMEGO!
          Wierz mi, że chce byś mu pomogła, wierz mi ze chce byś była obok!!!!
          Boi się afery, cięzko rozwiązać problem dyskretnie, ale musisz jakoś mu pomóc!
          Nie możesz go zostawić z tym problemem samego!
          • kingoo Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 09:13
            ale ja już nie mam siły....w 3-m tygodnia września wagary, rozmowa z
            wychowawczynią, z pedagogiem, nie musze dodawać ze ze mą też...powtarza VI klasę
            bo nie chce się uczyć, z tymi wagarami to niby przez chłopaków którym "podpadł",
            ja nie umiem walczyć, już mnie to przerasta ale wiem że mojemu dziecku dzieje
            się krzywda, że chce mojej pomocy ale nie chce mi tego wyartykułować, nie wim
            gdzie mam z tym iść. Byłam u psychologa sama i psycholog stwierdziła, że mam
            obsesję na punkcie nauki, no mam i co z tego, jeżeli moje dziecko się nie uczy a
            ja patrzę trochę dalej?Moim synem z kolei psycholog szkolny ineteresowała się
            przy okazji innych spraw(plecak koleżanki w szkolnym WC czy pobicie kolegi,
            gdzie mój syn był świadkiem tych zdarzeń) i nie zauważył, że dzieciak potrzebuje
            pomocy...Ja jestem za głupia aby być matką
            • misiulec7 Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 09:41
              > ale ja już nie mam siły....

              Ty nie masz siły???????????
              a co ma powiedzieć Twój syn???????????
              to on musi sobie z tym radzić nie Ty! A Ty piszesz, że Ty nie masz sił!
              Nikt nie móił, że życie, że macierzyństwo jest łatwe!
              Wiem, że jest trudno, że jest ciężko i Tobie i jemu przede wszystkim, ale co
              zrobić, poddac się? pozwolić by tak się działo dalej???
              Nie ma wyjścia trzeba coś zrobić! A problemem nie są wagary! Dzieci wagarują
              zawsze z jakiegoś powodu. Pewnie boi się chodzić do szkoły. To wszystkoz aszło
              już tak daleko, że sobie po prostu chłopak nie radzi. A to, że nie otwiera się
              jak książka z której można wszystko wyczytać to normalne. Człowiek raz zraniony
              zamyka się w sobie. Musisz sprawić by Ci zaufał, a wtedy dopiero będzie z Tobą
              rozmawiał. Nie wiem jak to zrobić, bo nie znam Ciebie, nie znam Twojego syna,
              nie znam sytuacji, ale musisz próbować do skutku, aż dowiesz się w czym tkwi
              problem, aż go wspólnie z synem się pozbędziecie...Nie możesz się poddać, przede
              wszystkim rozmawiaj z synem, jeśli on nie chce mówić Ty mów, powiedz mu jak Ci
              cięzko, jak bardzo się o niego martwisz
              I nie jesteś za głupia na bycie matką, bo by być dobra matką nie trzeba wcale
              być mądrym, wystarczy kochac swoje dziecko i słuchać tego co do nas mówi
              • kingoo Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 09:52
                nie pomyślałam, że on starcił zaufanie do mnie, bo niby dlaczego...zły był na
                mnie, że poszłam do szkoły i zrobiłam aferę, że był na wagarach..może powinnam
                byłam z nim najpierw porozmawiać co się dzieje, a nie zrobić akcję na dobrą
                sprawę przeciw niemu????może to był błąd ? ale on tyle razy mnie zawodził, że ja
                mu też nie za bardzo wierzę, chcę mu ufać, ale tyle razy mnie okłamał zawiódł,
                że nie potrafię...mamy tylko siebie, wychowuję go sama, mieszkamy samodzielnie,
                nie z dziatkami czy inną rodziną, myślałam, że to nas zbliży, a to sprawiło, że
                ja w pogoni za spłatami kredytów i zabezpieczeniem finansowym uważałam, że jest
                na tyle dorosły, że sobie poradzi i teraz mam efekty. On sobie nie radzi a do
                tego udaje dzielnego, bo sam sobie da radę . Właśnie dowiedziałam się że dzisiaj
                znowu nie ma w szkole i we wtorek też nie był. Do mnie twierdzi, że we wtorek
                był w szkole, a dzisiaj miałam telefon, że zaspał i już jest na zajęciach(sam
                zadzwonił - przypadek?)Mam w planach iść dzisiaj do wychowawcy i porozmawiać już
                mnie w tyłku drapie bo jeszcze nie mogę wyjść...Zle to wygląda i boję się o
                niego, nie potrafię dotrzeć..może za mało się staram..
                • misiulec7 Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 09:58
                  po co do wychowawcy?
                  co Ci wychowawca powie?
                  że syna nie było w szkole, przecież to już wiesz!
                  wychowawca nie powie Ci dlaczego go nie było, wychowawca nie powie Ci jak to
                  rozwiązać....
                  Tego wszystkiego możesz dowiedzieć się tylko od syna!
                  To z nim powinnaś jaknajszybciej porozmawiać!!!!!!!
                  • kingoo Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 10:14
                    masz rację powinnam poprostu zrobić z nim nasiadówkę i pogadać.....Uświadomiłaś
                    mi, że porzez te moje działania (pedagod, wychowawca, wymuszanie obecności na
                    zajęciach,)on w tych swoich problemach stacza się po równi pochyłej,a może ja
                    poprostu chcę by ktoś za mnie rozwiązał te problemy?? Może to ja rzucam mu kłody
                    pod nogi każąc chodzić do szkoły w której ma problemy z realcjami współuczniów.
                    Tak myślę że te problemy powinnam rozwiązywać (albom próbować rozwiązywać)w domu
                    z dzieckiem a nie w szkole z nauczycielami no i muszę chyba po cichu
                    usprawiedliwić te jego nieobecności o czym on nie musi wiedzieć Jestem już
                    zaplątana.
            • misiulec7 Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 09:49
              nie wim
              > gdzie mam z tym iść.

              a po co masz gdzies chodzić. To Twoje dziecko, to Ty go znasz najlepiej, to Ty
              powinnas Go chronić, nie psycholog!
              A nauka to naprawdę nie wszystko, co z tego, że wykuje na pamięć cała historię,
              żebyś była zadowolona, i co z tego będzie miał?
              Wiesz ile zarabiają fryzjerki? Niby po zawodówce a zarabiają więcej niż niejeden
              student. Wiadomo, że im lepsze wykształcenie tym lepiej o pracę i większe
              możliwości zarobkowe (pewnie o to Ci chodzi z tą nauką), ale dziś studenci nie
              mają pracy, a pracodawcy miesiącami szukają wyszkolonych techników!
              • kingoo Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 10:04
                ale to jak ..mam nie przejmować się, że to są kolejne jedynki..że po raz kolejny
                nie zda klasy, że ma takie lekceważące podejście do obowiązków? ja będę
                zadowolona, jak będzie spokojnie przechodził z klasy do klasy, ja w obecnej
                chwili nie oczekuję niczego więcej, ale on nawet tego nie chce. To mnie
                przeraża, zawsze miałam nadzieję ,że kiedyś zapali sie lampka i zrozumie, że
                nauka jest konieczna...ale niestety to jeszcze nie ten etap. A ja nie mogę
                siedzieć przy chłopaku 13-letnim i pilnować czy ma odrobione lekcje i czy
                spakowany plecak.
                • misiulec7 Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 10:12
                  Uwierz mi, że nie jedynki są tu problemem. Chłopak ma inne problemy i to dlatego
                  ma jedynki. Trzeba rozwiązać główny problem, ten najważniejszy, ten przez który
                  chłopak nie chodzi do szkoły, ten przez który nie uczy się....bo te wagary i
                  jedynki to tylko następstwo problemów...innych problemów!
                  A żeby pozbyć się wagarów i jedynek trzeba zlikwidowac problem w zalążku, wagary
                  i jedynki to tylko skutki problemów syna z "kumplami". Syn będzie chodził do
                  szkoły i będzie się uczył jak będzie się czuł bezpiecznie, jak przestanie się bać
                  • kingoo Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 10:19
                    tylko widzisz to trwa już 3 lata od IV klasy szkoły podstawowej Spowodowałao to
                    przeniesienie sie do innego miasta i utrata bliskiego kontaktu z kolegami
                    (rozmawia z nimi przez komputer i telefon)
                    • kingoo Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 10:28
                      a może też brak ojca, brak konsekwencji z mojej strony, W tej chwili koóo się
                      napędza zabrała mu komputer ( chociaż tłumaczę, że nie za karę ale dlatego, że
                      ten sprzęt nie pozwala mu na zwykłe odrabianie lekcji i na zawieranie znajomości
                      tu na miejscu) więc co się stało ? Do tej pory nie miał kolegów a teraz ma ich
                      nadmiar, w domu nie mogę go upilnować więć ma przykaz wracania o konkretnej
                      godzinie, wychodząć musi mieć aktynybtelefon ( gdy nie mogłam się dodzwonićlub
                      nie odbierał w następnym dniu nie wychodzi na dwór) zaczął spraszać kolegów do
                      domu pod moją nieobecność kolegów których nie zam. Nigdy nie robiła problemu gdy
                      coś tam zrobili sobie do jedzenia ale teraz to nie tylko fajna przystań na
                      wagary (ciepło, jedzenie, TV, itp) ale jeszcze wypalona dziura papierosem w
                      kanapie Wściekłam się więć następny zakaz i potrącenie z kieszonkowego, w
                      efekcie we wrześniu kieszonkowe dostał tylko raz. I tak się wszystko nakręca .
                      Próba sił? W dodatku w spodniach od jakiegoś czasu zapałki, zapalniczki a
                      ostaniu wyczułamm paierosy Co zrobiłam? Kazałam zdjąć mu te cuchnące rzeczy
                      włącznie z gaciami ( wiem, że przesadziałam) do prania i się przebrać, ale nie
                      wiem co zrobię następnym razem....
                      • misiulec7 Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 10:45
                        o ja Cię kręcę, sorry ale w szoku jestem przez tą akcję ze spodniami!
                        Sorry, ale do czego to prowadzi???
                        Słusznie zauwazyłaś, że koło się zamyka...Ty swoimi zakazami próbujesz mu dac do
                        zrozumienia, że to Ty rządzisz, że to Ty masz ostatnie zdanie, że to Ty masz
                        rację, on - jak normalny w świecie nastolatek chce Ci pokazać, że to on ma
                        rację, więc po kolejnym zakazie wymyśla sobie kolejny "problem", kolejny sposób
                        by udowodnić Ci że staje się dorosły, chce swojej prywatności, chce byś mu
                        ufała, chce sam o sobie decydować.
                        Trudne to, ale to błędne koło musi się skończyć!
                        Każdym kolejnym zakazem tracisz szacunek w oczach dziecka, po każdym kolejnym
                        zakazie, po każdej takiej akcji jak ta ze spodniami on coraz bardziej Cię
                        nienawidzi, wierz mi, że zawsze po takich akcjach tak własnie mysli i coraz
                        bardziej się od siebie oddalacie.
                        Musisz to jaknajszybciej przerwać!!!!
                • misiulec7 Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 10:24
                  a może on próbuje w ten sposób zwrócić na siebie Twoją uwagę, wie, że na jego
                  nauce Ci najbardziej zalezy, więc specjalnie wagaruje, specjalnie się nie uczy.
                  Cięzko to zrozumieć, ale jak się jest dzieckiem, nie ma znaczenia czy mama
                  krzyczy czy przytula, ważne że się nami zajmuje, że zwraca na nas uwagę, dopiero
                  później gdy jestesmy dorośli zdajemy sobie sprawę z tego, że coś było złe.
                  Gdy się poświęca dziecku za mało czasu, gdy się z nim nie rozmawia, gdy się nie
                  zna swojego dziecka, dzieci włąsnie w ten sposób próbują nam dac coś do
                  zrozumienia. Syn mówi, że nie chce Twojej pomocy, że sam sobie poradzi, a
                  jednocześnie znów wagaruje, zn ów dostanie jedynke i doskonale zdaje sobie
                  sprawę z tego, że będziesz o tym wiedziała. Może w ten sposób chce Ci pwoiedzieć
                  że jednak potrzebuje Twojej pomocy, że jednak sobie nie radzi.
                  Sama napisałaś, że mieszkacie sami, że zawsze oczekiwałaś, że syn sobie poradzi,
                  wychowałaś go w ten sposób, że skoro nie ma ojca musi sobie jakoś sam radzić.
                  Najwyraźniej sobie nie radzi. Przykro mi to pisać, ale najwyraźniej nie ma w
                  Tobie wsparcia. Rozmowy z nim nie zaczynaj od wyrzutów dlaczego nie był w
                  szkole, dlaczego znów dostał jedynkę. Powiedz mu jak Ci przykro, że się od
                  siebie oddaliście, jak się boisz o niego, jak chcesz dla niego dobrze, powiedz
                  mu że Ty sobie nie radzisz, powiedz mu o swoich obawach, że masz wątpliwości czy
                  jesteś dobrą matką....jak zobaczy, że Ty otworzyłaś się przed nim, że Ty mu
                  zaufałas i powiedziałaś co tak naprawdę czujesz....może i on to zrobi! Bądź jego
                  przyjacielem, nie osobą która rozlicza ze złych rzeczy!
                  • kingoo Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 10:37
                    ale jak się jest dzieckiem, nie ma znaczenia czy mama
                    > krzyczy czy przytula, ważne że się nami zajmuje, że zwraca na nas uwagę
                    Masz rację Muszę przemyśleć to wszystko raz jeszcze. Muszę koniecznie porawić
                    relacje z dzieckiem. Mną jak byłam mała też nikt się nie interesował i chyba
                    dlatego dobrze się uczyłam, żeby mam była ze mnie zadowolona. A mój mały
                    potrzebuje chociaż wspólnych wieczorów. Od dwóch lat pracuję na 2 etaty, żyję w
                    biegu, jestm wiecznie zmęczona, śpiąca i rzeczywiście nie bywam z nim tylko
                    przekazuję suche instrukcje.On nie musiał nic robiś bo miałam tak zorganizowane
                    że sama dawałm rdę i chyba wyszło to tak, że on został zsunięty przeze mnie na
                    bok. Nawet jak coś było nie zrobione to specjalnie mnie to nie ruszało, dopiero
                    teraz... mniej pracuję i chyba przestanę ciągnąć ten drugi etat bo naprawdę
                    stracę dziecko
                    Dziękuję Ci, że mi to uświadomiłaś
                    • misiulec7 Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 10:49
                      nie dziękuj mi tylko sobie, bo to Ty to zrozumiałaś, to Ty otworzyłaś oczy, nie
                      ja Ci je otworzyłam!
                      Bo gdybyś nie chciała, na nic zdałyby się moje posty...
                      wierzę, że wszystko się ułoży
                      Czego oczywiście Wam życzę
                      i pamiętaj, że masz cudownego syna, który Cię potrzebuje
                  • kingoo Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 11:28
                    sądziłam że dzieci w wieku lat 13-stu wiedzą jakie maja lekcje i co muszą wziąć
                    do szkoły. Warunek tylko taki, że te dzieci musza mieć jakieś poczucie
                    obowiązku. Mój syn mimo wcześniejszego pilnowania do tej pory nie nauczył się
                    pakować do szkoły długopisu i ołówka, książki nosiłby wszystkie. Ja robię akcję
                    3-2 w tygodniu co uważam że nie jest normalne, czy przez całe życie ktoś będzie
                    musiał go pilnować ,bo nie będzie chciał sam zadbać o siebie? Musi ponosić
                    konsekwencje swoich zaniedbań, niesty problem w tym, że mój syn nie wyciąga
                    wniosków i nie uczy się na błędach.
                    • modonia Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 14:42
                      Masz naprawdę trudną sytuację. Myślę, ze niechęć chodzenia syna do szkoły
                      wynika z tego że ma duże zaległości w nauce. Pisałaś, że zaczęło sie to w klasie
                      4 szkoły podstawowej. Po tylu latach słabych wyników on już nie wierzy, że
                      potrafi sie nauczyć. Musisz mu uświadomić, że przy ciężkiej pracy napewno sobie
                      poradzi. Konieczna będzie twoja pomoc, sam nie podoła. Moja córka, jeździ np. do
                      babci co sobotę na kilka godzin i uczy się tam matematyki. Bardzo jej to pomogło
                      w poprawie samooceny. Nadrobiła materiał i z innych przedmiotów sama już sobie
                      radzi b. dobrze. Nie możesz w tej chwili wymagać od niego, żeby zaczął przynosić
                      dobre oceny. Postaraj się regularnie np. w piatek po południu, lub sobotę
                      pomagać mu w nadrobieniu materiału (najwyżej nie posprzątasz mieszkania). Nie
                      licz, że nie będzie się buntował - będzie i to bardzo. Nie możesz krzyczeć i
                      podnosić głosu, musisz wykazać się maksymalną cierpliwością. Po pewnym czasie
                      zaakceptuje to, że w danym dniu będziecie razem się uczyć.
                    • marzena604 Re: Problem z nastolatkiem 04.10.07, 21:57
                      Odbuduj relacje z synem teraz,bo w gimnazjum będzie za późno, wierz mi. Uczę w
                      gimnazjum i wiem, że to jest taki czas kiedy dzieciaki zaczynają się potwornie
                      wstydzić uczuć do rodziców. Poza tym Twój syn zmieni szkołę i będzie się starał
                      za wszelką cenę pokazać kolegom, że jest fajny, twardy, itp. zwłaszcza przed
                      uczniami ze starszych klas (bo Ci starsi najczęściej są najbardziej
                      "podziwiani")-to nie jest już czas gdzie innym imponuje, że ktoś się uczy, więc
                      jeśli przez ten rok mu nie wpoisz jak jest nauka ważna to nie będzie się uczył w
                      gimnazjum tym bardziej. Tylko nie żądaj od niego żeby Ci nagle same szóstki
                      przynosił-powiedz, żeby się uczył zgodnie ze swoimi możliwościami (jeśli jest
                      humanistą to bądź przygotowana i na 2 i na 3 z przedmiotów ścisłych) -ciesz się
                      każdym jego sukcesem (jeśli dostanie ze sprawdzianu 1 i poprawi to na 2+ to
                      chwal, bo to już jest ocena pozytywna i nigdy nie mów,że to TYLKO 2+). To Twoje
                      dziecko i jest dla Ciebie najwspanialsze na świecie, bądź dla niego oparciem, bo
                      ucieknie od Ciebie do kolegów-może tych z marginesu... Jak ucieka, to pytaj
                      dlaczego bez pretensji w głosie tylko z troska. Wytłumacz mu, że jest ważne
                      rozwiązanie tej sytuacji, ponieważ za to co ktoś robi, on obrywa. A skoro to
                      ktoś go krzywdzi to nie powinien tej osoby kryć. A jeśli chodzi o załatwienie
                      tej sprawy, to wybadaj jakiego psychologa i pedagoga ma syn w szkole. Jeśli są
                      to mądrzy, godni zaufania ludzie, to u nich szukaj pomocy. Jeśli chcesz to
                      zapytam pedagoga w mojej szkole co ona by zrobiła w tej sytuacji. Pozdrawiam i
                      życzę siły i wytrwałości. Marzena
                      • kingoo Re: Problem z nastolatkiem 05.10.07, 09:01
                        Wczoraj z nim rozmawiałam bez krzyków dlaczego nie chodzi do szkoły odpowiedział
                        że to strata czasu, bo lepiej ten czas spędzić z kolegami i kolezankami. Zaczął
                        popalać i nie jestem pewna, ale chyba w grę wchodzi też piwo. Jest strasznie
                        zły na mnie, że nie wyraziłam zgody na całonocną zabawę o koleżanki, grozi, że
                        ucieknie, bo wszyscy mogą, ale on nie. Powiedziałam, że zgodzę się jeżeli będę
                        mogła porozmawiać z rodzicami tej dziewczyny. Odburknął, że ja to tylko siare mu
                        robię. Dzisiaj też do szkoły nie poszedł (miałam telefon ze szkoły). Mimo tego,
                        że rozmawiałam z nim, tłumaczyłam jak to jest ważne, siedziałm z nim przy
                        matematyce...On ma to "wylane", on nie chce chodzić do szkoły i zaczynam się
                        obawiać, że nie chodzi tu o to, że ktoś go zastrasza tylko poprostu ma to
                        gdzieś. Czy ja mam mu zabronić się spotykać z tymi koleżankami/kolegami? Bo to
                        wszystko nasiliło się w momencie gdy zabrałam mu komputer a on w zaastępstwie
                        zaczął rowijać znajomości i to chyba bardzo złe znajomości. Ale ja sama go nie
                        upilnuję, ja wychodzę do pracy po godz 6-stej, wracam po 15-stej, mam wynajć
                        niańkę? Boże ja nie wiem co mam robić! Nie podobają mi się te jego koleżanki:
                        brzydkie, wulgarne słownictwo, w GG wyczytałam, że chcą się spotkać aby się
                        napić, nie wiadomo co jeszcze przyjdzie do głowy, bo mają tam być też
                        chłopacy.......

                        Do Marzeny604...wiem, że masz rację, ja nie żądam od niego cudów, ja tylko chcę
                        aby spokojnie skończył szkołę i on o tym wie, moje aspiracje spadły .Boję się,
                        że przez to, że mało czasu mu poświęcałam mógł czuć się mi nie potrzebny, bo
                        rzeczywiście wrażliwe dziecko mogłoby całą tę sytuację odebrać w ten sposób, byc
                        może maskuję swoje prawdziwe emocje a ja nie umiem dotrzeć bo co krok to robię
                        błąd. Piszesz, że masz możliwość zaytania pedagoga co on by zrobl z takim
                        problemem. Bardzo proszę zapytaj. U mnie w szkole podjęto decyzję, że będzie
                        podpisywał zeszyt na każdym przedmiocie, aby potwierdzić obecność, dodatkowo
                        będzie w nim zapisana informacja o pracy domowej i sprawdzianach, zalecony był
                        termin nadrobienia zaległośći . Ponieważ w zeszłym tygodniu miał obiecany wyjazd
                        do babci, nadrobił te zaległosći zgodnie z planem i chodził do szkoły, w tym
                        tygodniu wagary, pobicie, brak zeszytów. Nie tylko tego gdzie miały być podpisy,
                        ale też zeszytów przedmiotowych. Przyszło mo do głowy, że koledzy z którymi ma
                        na bakier mogli zabrać ten zeszyt i zrobili pośmiewisko, nie wiem, ale to chyba
                        był zły pomysł. Nie wiem co robić, jak do niego dotrzeć, nie umiem. Wczoraj
                        prosiłam, aby nie umawiał się z kolegami spędzimy wieczór razem, pogadamy,
                        jeszcze wtedy nie powiedziałam, że wiem o wagarach...Nie chciał ze mną siedzieć,
                        woli koleów, nie dał mi szansy
                        • modonia Re: Problem z nastolatkiem 05.10.07, 10:07
                          Może sprobuj zmienić mu towarzystwo zapisując go np. na jakieś fajne zajęcia
                          pozalekcyjne: kółko modelarskie , judo, karate. Będzie miał alternatywę dla
                          spędzenia wolnego czasu i zupełnie innych kolegów.
                          • kingoo Re: Problem z nastolatkiem 05.10.07, 11:05
                            Nie chce nic robić, chodził chwilę na break dance, troche na karate, trochę na
                            wiosła, na paletki....... i nic go nie wciągnęło. Czy zatem mam siebie obwiniać,
                            że nie umiem go do niczego zmotywować? Może to ja jestem taka nieudolna.

                            Tego nie rozumiem, mną nikt się nie zajmował, oboje rodzice pracowali, niedziela
                            przed telewizorem, nie mogłam wychodzić do koleżanek do domu bo to nieprzystoi..
                            i uważam, że wyrasłam na dobrego , obowiązkowego człowieka, mam dobrą pracę,
                            mozliwości dorobienia, utrzymuję sama naszą dwójkę, jestem odpowiedzialna.. o co
                            w tym chodzi? Czy naprawdę ja tak bardzo skrzywdziłąm swoje dziecko, że nie ma
                            żadnych wartości????????Ze nic mu się nie chce???
                            • lady68 Re: Problem z nastolatkiem 05.10.07, 13:38
                              ja mam równiez problemy z 13-latka tylko raczej są one innego
                              rodzaju. Zastanawiam kiedy człowiek poełnia bład i traci kontrole
                              nad dzieckiem. Z drugiej strony przeciez wbrew pozorom rodzice
                              równiez nie poswięcali nam dużo czsu. Na tygodniu szkoła, niedziela
                              przed telewizorem, a jednak myśle ze mniej było w dzieciach agresji,
                              złości i znudzenia.
                              Mimo że ja byłam bardzo zywym dzieckiem to jednak nie ma to
                              porównania do nadpobudliwości mojej córki. Może w tym coś jest, że
                              za duzo telewizji, komputerów tego pędu do komfortowego zycia.
                              Chociaż świat idzie naprzód i głupotą byłoby z tego zrezygnować.
                              Tylko szkoda że to odbija sie w taki sposób na naszych dzieciach.
                              pozdr.
                            • marzena604 Re: Problem z nastolatkiem 05.10.07, 18:36
                              Weź chłopaka do psychologa, idźcie tam razem. Chyba tylko terapia tu pomorze.
                              Widziałam kiedyś program, w którym psycholog pracował ze zbuntowaną nastolatką.
                              Postawił dziewczynę na macie z 4 kwadratami i powiedział,że zielony to jej
                              odczucia, niebieski-odczucia znajomych a czerwony-odczucia rodziców. Potem kazał
                              jej stawać na tych kwadratach i mówić co każda z tych osób czuje jak ona
                              np.wychodzi na całonocną imprezę i wraca pijana. To pozwoliło tej dziewczynie
                              uświadomić sobie co czują jej rodzice. Była tam mowa o tym, żeby dziecku ciągle
                              podkreślać, że jest ważne, wyjątkowe i podkreślać jego zalety. I nie probować od
                              razu wszystkiego zmienić, tylko małymi kroczkami.
                              Ale do psychologa idź koniecznie, może na pierwsze spotkanie sama-on Ci pomoże
                              przekonać syna,aby i on przyszedł z Tobą.
                              Pozdrawiam. Marzena
    • marzena604 Re: Problem z nastolatkiem 08.10.07, 15:14
      Hej. Opowiedziałam pedagogowi o Twojej sprawie. Powiedziała, że najgorsze co
      możesz zrobi, to nic nie robić. Jeśli dobrze pamiętam, Twój syn groził, że coś
      sobie zrobi jak pójdziesz z tym do szkoły. Jeśli dasz mu się tym zastraszyć-to
      wszystko przepadnie. Zawsze jak będziesz coś od syna chciała, to będzie tym
      straszył. Powinnaś mu wprost powiedzieć, że zdecydowałaś się pójść do szkoły i
      dowiedzieć się jak to jest z tymi jego nieobecnościami i że wspólnie z
      wychowawcą, pedagogiem i psychologiem spróbujecie dociec jaka jest tego
      przyczyna. Powiedz mu,że zanim to zrobisz ma szansę powiedzieć Ci jak to
      naprawdę jest. Może wtedy chłopak sie przestraszy, pęknie i się przyzna o co w
      tym wszystkim chodzi. Pozdrawiam i życzę powodzenia. Daj znać jak to się
      skończyło,ok? Marzena
      • kingoo Re: Problem z nastolatkiem 10.10.07, 08:32
        Ja dalej walczę raczej sama ze sobą, ale łudze się że widzę maleńkie światełko,
        bo w poniedziałek sam zaproponował że zrobi mi zakupy i nie zginęła ani
        złotówka, zauważył, że ma bałagan w pokoju (co prawda nie sprzątnął, ale
        zauważył..-))),chwilami udaje się nam rozmawiać...ale to tamci koledzy go
        przyciągają, papierosy (co prawda kilka machów, ale zawsze, jeszcze nie znajduję
        paczek ani tytoniu w kieszeni), łyczki piwka, a ostatnio strasznie mnie oszukał.
        Zapytał się czy kolega może nocować, więc ja mówię, że nie ma przeszkód , jestem
        w domu zatem to nie kłopot. Kilka dni wcześniej pytał sie mnie o pozowlenie
        wyjścia na całonocną imprezę u koleżanki!!!(przypomnę, że ma dopiero 13-lat).
        Oczywiście powiedziałam , że nie, krótko i zdecydowanie wyłożyłam argumenty
        dlaczego nie, ale zaproponowałam kompromin pójdzie do godz 21-ej a ja przyjdę i
        go odbiorę. Co zrobił mój mały? Skorzystał z mojej propzycji razem z kolegą,
        który miał być pod moją opieką , wrócili nawet o 20-stej bo potem zmieniłam
        zdanie i grzecznie o 22-ej poszli spać. A o 2-ej w nocy budzi mnie szczęk
        otwiernanych drzwi i wchodzi kawalerka........ Nie musze mówić jaki to był dla
        mnie szok....Ale cóż tego pewnie nie uniknę. Na razie cieszę się, że chodzi do
        szkoły. Niestety nadal się nie uczy a ja wczoraj dostałam schizy, uderzyłam go w
        twarz, dzieciak wyszedł z domu, więc za jakiś czas poszłam go szukać, stała pod
        klatką, bez protestów wszedł do domu i nie dyskutowała, ale to co stało się ze
        mną ......sama nie wiem...puściły mi nerwy. Krzyczałam? Wrzeszczałam, że po
        cholerę zabiegam o normalny dom jak on ma to gdzieś, że lepiej będzie jak w
        pokoju postawię taboret i będziemy żreć, nie jeść, ale żreć na nim, bo to mu
        imponuje, będziemy pić piwko na śniadanie i zawędzać fajeczkami, niech dalej się
        nie uczy bo i po co jeszcze miejsc pod śmietnikami jest dość...... kopałam
        ścianę rzucałam szkłem, a na koniec w tej całej histerii rozryczał się jak małe
        dziecko, dostałam spazmów zakończonych wymiotami. Młody po jakimś czasie
        posprzątał bałagan jaki zrobiłam, przyszedł do mnie do łóżka, usiadł w nogach ,
        on nie wiedział jak się zachować , ja też nie, próbował ze mna normalnie
        rozmawiać jakby nic się nie stało, ale ja odpowiadałam półsłówkami...Dzisiaj
        rano zadzwoniłam, obudziałam go do szkoły, życzył powodzenie na sprawdzianie i
        że będę trzymała kciuki. Wiem, że muszę z nim porozmawiać o tym co się
        stało........

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka