Rozwody - patologia rodzinna? Dodaj do ulubionych


Jestem najmłodsza w rodzinie. Mam trójkę rodzeństwa. Wszyscy są już po
nieudanym małżeństwie i rozwodzie. Mojego brata zdradzała żona, siostrę
zdradzał mąż,ale to dla mnie było zrozumiałe, że nie chcą już być razem.
Natomiast mój drugi brat po prostu był dla mnie ideałem. Nigdy nie żalił się
rodzicom ze swoich problemów-dzięki temu najmniej mu sie od nich obrywało.
Więc zrozumiałam że to najlepszy sposób przetrwania z nimi do czasu
opuszczenia domu. Ale gdy on też powiedział nam o tym że chce się rozwieść, to
mnie po prostu dobiło. Nigdy się nie dowiem co było prawdziwym tego powodem,
ale to już nie o to chodzi..

Czasem czuję się jak ta "czwarta na liście do rozwodu". Jestem już rok po
ślubie i układa nam sie dobrze, dogadujemy się, a mąż jest moim najlepszym
przyjacielem. Wiele razy rozmawialiśmy już o moim rodzeństwie i rodzicach
szukając bezpośredniej i pośredniej przyczyny rozwodów.. żeby nie popełnić
tego samego błędu... nie pójść tym samym schematem.

Moim rodzicom już od początku nie układało się dobrze(wiem to z opowieści
mamy) zresztą ślub był bo zaliczyli wpadkę. Mama pochodzi ze wsi, a miłości
matki nigdy nie doświadczyła, rodzina wielodzietna i w wieku kilkunastu lat
została wysłana na służbę do cioci bo była wystarczająco duża by pomocą w domu
cioci "zarobić" na własne utrzymanie. Nie wiem czy to jakiś uraz jej pozostał,
bo co by sie nie działo zawsze wini kobietę. Nawet za to że moją siostrę
zdradzał mąż - ją obwiniała!! Dla mnie to absurd. Dlatego wiem że jeśli
cokolwiek złego się wydarzy w moim życiu to nie będę miała nikogo z rodziny
kto mógłby mnie wesprzeć. A jeśli jej się pożalę to dostanę takie psychiczne
baty że na długo nie będę mogła się pozbierać.

Zawsze jak do nas przyjeżdża czuję się jak na prześwietleniu, wiem że później
każdy mój i męża gest i słowo będzie roztrząsane. Bo rzucił moje spodnie
zamiast położyć- wg mojej mamy tzn że mnie nie szanuje, (to nic że leżały tam
od tygodnia więc miał prawo się zdenerwować). Bo marudził że kwiatów nie
podlałam -wg mamy tzn że mnie wykorzystuje, bo ja haruje cały dzień w pracy a
on mi jeszcze każe kwiaty podlewać (nieważne że on pracuje na dwóch etatach i
jeszcze studiuje, więc ma jeszcze mniej czasu). Ale to wszystko oczywiście
moja wina bo sobie na to pozwoliłam.A jeśli mi pomaga -wg mamy tzn. on tak nie
robi na co dzień, to tylko na pokaz (mimo, że z mężem ustaliliśmy co leży w
czyich obowiązkach)

Tata? Ogólnie niewielki miał na nas wpływ przy wychowaniu. Mama wciąż na niego
narzeka i ciągle mówi że się z nim męczy już tyle lat. Choć ostatnio się
zastanawiałam jak on wytrzymał tyle lat gderania. Razem jest im źle ale bez
siebie żyć nie potrafią.

Czy moja rodzina jest patologiczna? Jeśli nie, to skąd te rozwody? Zbieg
okoliczności? A co jeśli mam zakodowany w psychice sposób zachowania? Co
zrobić by nie powtórzyć schematów?

Będę wdzięczna za Wasze opinie, a także opinię pani Agnieszki.

Przeczytaj całą dyskusję
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.