• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Rozwody - patologia rodzinna? Dodaj do ulubionych

  • 08.11.07, 12:37
    Jestem najmłodsza w rodzinie. Mam trójkę rodzeństwa. Wszyscy są już po
    nieudanym małżeństwie i rozwodzie. Mojego brata zdradzała żona, siostrę
    zdradzał mąż,ale to dla mnie było zrozumiałe, że nie chcą już być razem.
    Natomiast mój drugi brat po prostu był dla mnie ideałem. Nigdy nie żalił się
    rodzicom ze swoich problemów-dzięki temu najmniej mu sie od nich obrywało.
    Więc zrozumiałam że to najlepszy sposób przetrwania z nimi do czasu
    opuszczenia domu. Ale gdy on też powiedział nam o tym że chce się rozwieść, to
    mnie po prostu dobiło. Nigdy się nie dowiem co było prawdziwym tego powodem,
    ale to już nie o to chodzi..

    Czasem czuję się jak ta "czwarta na liście do rozwodu". Jestem już rok po
    ślubie i układa nam sie dobrze, dogadujemy się, a mąż jest moim najlepszym
    przyjacielem. Wiele razy rozmawialiśmy już o moim rodzeństwie i rodzicach
    szukając bezpośredniej i pośredniej przyczyny rozwodów.. żeby nie popełnić
    tego samego błędu... nie pójść tym samym schematem.

    Moim rodzicom już od początku nie układało się dobrze(wiem to z opowieści
    mamy) zresztą ślub był bo zaliczyli wpadkę. Mama pochodzi ze wsi, a miłości
    matki nigdy nie doświadczyła, rodzina wielodzietna i w wieku kilkunastu lat
    została wysłana na służbę do cioci bo była wystarczająco duża by pomocą w domu
    cioci "zarobić" na własne utrzymanie. Nie wiem czy to jakiś uraz jej pozostał,
    bo co by sie nie działo zawsze wini kobietę. Nawet za to że moją siostrę
    zdradzał mąż - ją obwiniała!! Dla mnie to absurd. Dlatego wiem że jeśli
    cokolwiek złego się wydarzy w moim życiu to nie będę miała nikogo z rodziny
    kto mógłby mnie wesprzeć. A jeśli jej się pożalę to dostanę takie psychiczne
    baty że na długo nie będę mogła się pozbierać.

    Zawsze jak do nas przyjeżdża czuję się jak na prześwietleniu, wiem że później
    każdy mój i męża gest i słowo będzie roztrząsane. Bo rzucił moje spodnie
    zamiast położyć- wg mojej mamy tzn że mnie nie szanuje, (to nic że leżały tam
    od tygodnia więc miał prawo się zdenerwować). Bo marudził że kwiatów nie
    podlałam -wg mamy tzn że mnie wykorzystuje, bo ja haruje cały dzień w pracy a
    on mi jeszcze każe kwiaty podlewać (nieważne że on pracuje na dwóch etatach i
    jeszcze studiuje, więc ma jeszcze mniej czasu). Ale to wszystko oczywiście
    moja wina bo sobie na to pozwoliłam.A jeśli mi pomaga -wg mamy tzn. on tak nie
    robi na co dzień, to tylko na pokaz (mimo, że z mężem ustaliliśmy co leży w
    czyich obowiązkach)

    Tata? Ogólnie niewielki miał na nas wpływ przy wychowaniu. Mama wciąż na niego
    narzeka i ciągle mówi że się z nim męczy już tyle lat. Choć ostatnio się
    zastanawiałam jak on wytrzymał tyle lat gderania. Razem jest im źle ale bez
    siebie żyć nie potrafią.

    Czy moja rodzina jest patologiczna? Jeśli nie, to skąd te rozwody? Zbieg
    okoliczności? A co jeśli mam zakodowany w psychice sposób zachowania? Co
    zrobić by nie powtórzyć schematów?

    Będę wdzięczna za Wasze opinie, a także opinię pani Agnieszki.

    Zaawansowany formularz
    • 08.11.07, 14:52
      Co robić? Zaufać sobie, cieszyć się udanym małżeństwem, rozwiązywać
      na bieżąco problemy i nie porównywać się z rodzeństwem :))).
      Jesteś dorosłą, odrębną osobą. Dobre samopoczucie dorosłej osoby nie
      opiera się na tym co powie mama, ani jak sie wiedzie rodzeństwu.
      Rozwód to nie jest zaraźliwa choroba, tylko brak umiejętności życia
      z drugą osobą. Każda osoba jest inna, każdy związek - też. Pozdrawiam
      • 17.11.07, 21:02
        Dobra odpowiedź, rozwód nie jest chorobą przekazywaną droga kropelkową.Ważna jest chęć tworzenia związku i PRACY nad związkiem, nic nie przychodzi samo z siebie.Równie ważny jest powód bycia razem, bo często ludzie mylą pożądanie z miłością, związek budują na zauroczeniu albo dziecku w drodze,nie wiedzą nic o swoich poglądach na różne sprawy, często drobne, ale to one tworzą w małżeństwie codzienność.
    • 18.11.07, 05:56
      smoczek dobrze pisze.nie patrz na rodzenstwo,Ty jestes inna,oni sa
      inni,wasze zwiazki sa inne.nikt sie nie rozwodzi bo inni sie
      rozwodza.nie martw sie co bedzie dalej,ciesz sie szczeciem i mysl
      otym jak kochasz meza i jak ci z nim dobrze.
    • 19.11.07, 13:43
      Myślę, że jedną z przyczyn rozwódów Twojego rodzeństwa jest nieudane
      małżeństwo Twoich rodziców. Mając przykład jak rodzice tyle lat
      męczą się ze sobą i widząc że poprawy nie ma - dzieci wychodza z
      założenia że jeśli małzeństwo jest nieudane to lepiej się rozejśc
      niż męczyć.
      Rozwód to nie choroba przenoszona droga kropelkową ALE moim zdaniem
      jeżeli w czyjejś rodzinie było dużo rozwodów(rodzice, rodzeństwo,
      dalsza rodzina) to istnieje większe prawdopodobieństwo że ta osoba
      gdy pojawi się kryzys w małżeństwie również się rozwiedzie. Ponieważ
      jest z tym oswojona i rozwód nie jest dla niej czymś szokującym. Ale
      to wcale nie oznacza że w Twoim przypadku tak będzie. Pozdrawiam.
      • 21.11.07, 13:57
        ja sie nie rozwiodlam ale mysle ze przewazajacej wiekszosci milosc przemija-
        wczesniej czy pozniej i zyje sie z kims z przyzwyczajenia lub rozwodzi. jak sie
        jest mlodym to wierzy sie w idealy a zycie jest inne.
    • 26.11.07, 16:19
      ... i oswoj się z jedną ważna prawdą: jeśli nie zyjesz tak jak oni,
      czyli nie powtarzasz losu ich wszystkich, nie jesteś tak samo
      nieszczęsliwa, to będa umniejszać Twoje szczęście róznymi sposobami
      w imię zasady: skoro ja nie mogę czegos mieć to muszę umniejszyc
      znaczenie tego, co ona ma by było mi lżej. Im więcej będzie Ci się w
      zyciu udawało, im bardziej będziesz kochana i szczęśliwa, tym
      bardziej będzie ich bolało, tym mniej miłości i zainteresowania z
      ich strony dostaniesz (ja właśnie tego doświadczam i naprawdę, nie
      jest to fajne doświadczenie ale nie ma na to rady). Albo będziesz
      krakać tak jak oni (czytaj: upodabniać swój los do ich losu), albo
      będziesz krakać po swojemu żyjąc zyciem niezależnym od ich
      nieszczęść i ich widzimisię. Ja mam dokładnie tak samo: tez jestem
      najmłodsza i jedyna mam szczęśliwe życie, szczęśliwe małżeństwo i
      jakoś na rozwód się nie zapowiada choć dziedzictwo rodzinne rozwodów
      mam na co najmniej 2 pokolenia wstecz.

      Tak juz jest, że jak przełamujesz pewien schemat (dobry, zły) -
      taki, który jest znany, to nie pasujesz do drużyny. Coś kosztem
      czegoś. Nie mozna zadowolić całego świata i wszystkim się podobać.
      Bądź szczęsliwa po swojemu to Twoje dzieci nie zaznają tego starego
      schematu. Koncentruj sie na swoim życiu i małżeństwie. Każdy jest
      kowalem swojego losu :-) ty jestes odpowiedzialna za swój los, oni -
      za swój.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.