• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Poradźcie jak zmotywować nastolatka do nauki? Dodaj do ulubionych

  • 18.05.08, 13:38
    Syn ma 14 lat. Jest samgwinikiem,lubi towarzystwo i zabawę, lekko
    podchodzi do niektórych spraw. Najbardziej interesuje go sport- w
    tym się realizuje. Chodź jest chłopcem inteligentnym i zdolnym nie
    wykorzystuje tego. W szkole podstawowej nauczyciele znali jego
    osobowość, dzięki nim potrafił panować nad swoim rozgadaniem na
    lekcjach (na temat i nie na temat) i dziecięcymi wybrykami. Do
    gimnazjum ponieważ miał wysoką średnią na świadectwie i wysoki wynik
    testu 6-klasisty trafił do b.dobrej klasy. Stać go na dobre oceny z
    każdego przedmiotu, jednak odpuszcza sobie, nie uczy się bo
    twierdzi, że mu wystarcza to co na lekcji, często nie odrabia zadań
    domowych, odmawia odpowiedzi. Mówi lekceważąco o niektórych
    nauczycielach że tylko wymagają a nie uczą. Niektórych jednak
    potrafi docenić i mówi ze wymagają ale da sie z nimi dogadać.
    Jestem w stałym kontakcie z nauczycielami i zuważyli oni, że
    stworzyła się grupka uczniów skorych do popisów, bazowania tylko na
    tym co nauczą się z lekcji. Są rozgadani i przeszkadzają na
    lekcjach. Syn twierdzi że szkoła mu nie jest potrzebna zostanie
    piłkarzem jak skończy gimnazjum (oby skończył)i nie zależy mu na
    opinii nauczycieli (zaznaczam niektórych)
    Nie mam nic do sportu, lecz beztroskie podejscie do nauki nie
    przysparza chyba sportowcowi chwały.
    Jak mu kontroluję czy odrobił prace domowe, przygotował się na
    sprawdzian otrzymuje oceny dobre i b.dobre. Gdy trochę mu zaufam że
    będzie sie sam pilnował to znów jest to samo. Czy nad gimnazjalistą
    trzeba siedzieć aby sie uczył???
    Może ktoś miał podobne doswiadczenia. Podobno różne bunty
    nastolatków to norma, ale przez to zadziera z nauczycielami, którym
    nie podoba sie takie luzackie podejscie do nauki i trudno się dziwic
    bo to szkoła a nie "kółko wzajemnej adoracji".
    Chcę uniknąć sytuacji gdy okaże się, że nie zda do następnej klasy,
    w porę zaiterweniować. Poradźcie jak naprowadzić go aby miał
    motywację do nauki.
    Zaawansowany formularz
    • 18.05.08, 14:28
      Zapomniałam dodać, że oprócz doświadczonych rodziców proszę o poradę
      panią psycholog.
    • 18.05.08, 23:49
      Tak jak Pani sama zauważyła, syn przechodzi okres buntu i to
      przechodzi go klasycznie. Być może obiektem buntu wobec świata
      dorosłych najbardziej stała się szkoła i nauczyciele.
      Gimnazjalistę, także zbuntowanego, nadal trzeba kontrolować, również
      w sprawach nauki, ale metody tej kontoli powinny się zmieniać. To
      już nie jest wspólne odrabianie lekcji, sprawdzanie zeszytów, ale
      raczej wymagania określonego poziomu stopni, frekwencji w szkole,
      wiedzy, gospodarowania czasem wolnym i obowiązkami oraz ustalenie
      konsekwencji wynikających z przekroczenia ustaleń lub zobowiązań.
      Trzeba także pamiętać, że to jest również czas poznawania ludzi,
      kształtowania własnych zainteresowań i budowania przyjaźni. Na to
      idzie sporo energii i jest to także ważna sfera życia dziecka, którą
      także warto obserwować i wspierać.
      W takiej sytuacji proponuję ustalić poziom minimalny, jaki syn
      powinien osiągać w szkole, który Panią zadowoli, będzie możliwy do
      osiągnięcia dla syna Oczywiście ustalacie to razem. Spadek
      poziomu - wchodzą konsekwencje np: czasowy zakaz treningów i wymóg
      poprawyocen.
      Warto interesować się życiem pozaszkolnym syna , sukcesami w
      sporcie, tak aby nie odczuwał, że jedyną sferą ziaiteresowań Pani są
      jego wyniki w nauce.
      Mimo naiwności poglądów syna, wchodzić z nim w poważne dyskusje na
      ten temat, ale o charkterze neutralnym. Czyli nie dyskusja w
      formie kłótni, ale spokojne, rzeczowe rozmowy.
      Chodzi o to, żeby motywacja była budowana jakby "tylnymi drzwiami"
      i wydawała się też sprawą syna a nie jedynie Pani oraz aby syn miał
      poczucie, że on ja sam tworzy i ma na nią wpływ.
      No i, że jest poważnie traktowany.
      Jednak trzeba założyć, że te metody i działania nie pomogą. Syn
      nadal będzie się uczył niezadawolająco. Z czasem, ale jeszcze nie
      taraz, być może będzie musiała się Pani z tym pogodzić, że syn
      będzie inny od Pani oczekiwań.
      Jeszcze 2 uwagi na koniec.
      Czy nie ma Pani zbyt wygórowanych oczekiwań od syna w sprawie
      stopni? Jeśli jest bystry, inteligentny, ma zaineresowania
      pozaszkolne, to może warto trochę odpuścić.
      Na ile sport jest ważny w jego życiu? Ile czasu mu poświęca? Jakie
      ma wyniki? Czy w istocie ma szanse na sportową karierę? Może to jest
      ważna i poważna sfera w jego życiu i trzeba będzie zaakceptować
      fakt, że zwiąże swoje życie ze sportem.
      Ważne jest to rozróżniać, aby sport nie był jedynie wymówką przed
      obowiązkami. Życzę wytrwałości. Agnieszka Iwaszkiewicz




      • 19.05.08, 17:55
        Jeszcze jedna dygresja (osobista). Pani Ekspert pisała by pytać czy
        syn w istocie ma szansę na karierę w sporcie... Rozumiem, ze od
        tego, czy ma szansę, czy nie zalezałoby dalsze postępowanie rodziców
        w tej kwestii. Umówmy się, że kariery robią jednostki. uważam, ze
        nie zawsze chodzi o wyniki i perspektywy. Wyjaśnie na osobistym
        przykładzie. Od dziecka byłam posiadaczka talentu - jednak nie tego,
        który widziałaby we mnie moja mama i ojciec. Nigdy tego talentu nie
        wspierali ani mentalnie ani finansowo czy technicznie. Mama dość
        chetnie podcinała mi skrzydła. Jeździłam na gapę, nie oddawałam
        całej reszty z zakupów by cichaczem uzbierać sobie na opłacanie
        warsztatów i lekcji. Po latach trochę się nauczyłam, i ów talent
        pozwalał mi na dorabianie sobie na studiach, zrobiłam kilka
        wartościowych rzeczy, którymi mama potem chętnie chwaliła się wśród
        znajomych. Później nie informowałam jej o niczym, co związane było z
        tym talentem bo uznałam, ze nie ma moralnego prawa dowartościowywac
        się moimi osiągnięciami (małymi ale zawsze). Nie odniosłam wielkiego
        sukcesu w tej dziedzinie ale zyskałam poczucie własnej wartości
        świadomośc, że jestem w czyms niezła, że ludzie chętnie ze mną
        współpracują, poczucie kreatywności itd. Oczywiście moim zadaniem
        było "uczyć się" (co tez robiłam, jednak w III Lo z 3 miejsca w
        klasie spadłam na ostatnie - skończyło się zaoczna maturą. Nie
        przekresliło to wprawdzie studiów - to tak na marginesie. Miałam
        nauczyć się niemieckiego bo tak chciała mama (owszem, miałam same 5-
        tki z tego przedmiotu) ale dziś ledwo co sie dogadam, mówię po
        angielsku. Kursu angielskiego nie chciała mi finansować choć
        marzyłam o tym. Konkluzja? Ano taka, ze pozostaje ogromny żal za
        niepodążanie za potrzebami i próbę uczynienia dziecka swoją
        miniaturą.

        Chciałabym wychowac swojego synka tak, by dac mu możliwośc
        poszukiwań - jednego dnia poleci za piłką, drugiego chwyci za pędzel
        a trzeciego bedzie chciał zostac cyrkowcem. nieważne, czy cokolwiek
        z tego wyjdzie. Wiem, ze będzie miał prawo do poszukiwań. Chciałabym
        tylko po latach mieć świadomośc, że nadążałam krok za nim.
        Chciałabym miec "czyste sumienie", że pozwalałam mu na swobodę
        poszukiwań, że go wspierałam. I chciałabym by on miał takie
        odczucie. bez względu na to czy zostanie znanym sportowcem czy
        skończy szkołe podstawowa i będzie szczęśliwy pracując jako stróż.
        Nie ma to absolutnie żadnego znaczenia.

        Wspieraj jego pasję. Żeby nigdy nie miał do Ciebie żalu. bo to się
        pamięta całe zycie.
    • 19.05.08, 10:05
      Pozwolę sobie na komentarz choć moje dziecko jeszcze maleńkie,
      jednak sama też byłam nastolatką, pracowałam z nastolatkami i w
      rodzinie nastolatków " z problemami" mam co niemiara :-)

      Z Twojej relacji wyłania mi sie fajny, inteligentny młody człowiek.
      Dlaczego tak myślę? Bo pomimo buntu młodzieńczego, mam wrażenie, że
      kontroluje ten bunt. Tzn. "odpuszcza sobie" pomimo bycia zdolnym, co
      uważam za atut, nie wadę z racji tego, że bierze od szkoły tyle, ile
      mu potrzeba, najwidoczniej konfrontuje swoję potrzebę wiedzy
      szkolnej, ocen etc. z tym, co "społecznie
      usankcjonowane", "współcześnie pożądane", na rzecz tego, co JEMU
      jest potrzebne. Dla mnie to dowód, że jest odporny na wpływy
      otoczenia, mysli, podważa - a to raczej cecha ludzi inteligentnych.
      Wie, czego pragnie w zyciu, realizuje się w sporcie i najwidoczniej
      na tej działalności buduje swoją samoocenę, a nie na tym, co
      powiedzą nauczyciele. Jednocześnie potrafi zakwestionować
      działalność jednych nauczycieli, a docenić innych - to kwestia
      odwagi i siły wewnętrznej. To kolejny dowód na kontrolowany bunt -
      nie kwestionuje świata dorosłych "z zasady" tylko tam, gdzie widzi
      niedociągnięcia. Ma do tego całkowite prawo.

      > Nie mam nic do sportu, lecz beztroskie podejscie do nauki nie
      > przysparza chyba sportowcowi chwały.

      Myslę, że skoro syn osiąga średnią przeciętną w szkole, a energię
      koncentruje na sporcie, to nie można mówic o "beztroskim "podejściu
      do nauki. Co innego, gdyby notorycznie wagarował, był zagrozony z
      jakichs przedmiotów. Ale tego, co piszesz, tak nie jest. Skoro
      stawia na sport, to trudno oczekiwać by był genialny także w szkole.
      Wiekszość sportowców nie było w szkole prymusami bo nie było to
      technicznie i czasowo wykonalne.

      > Podobno różne bunty nastolatków to norma, ale przez to zadziera z
      nauczycielami, którym nie podoba sie takie luzackie podejscie do
      nauki i trudno się dziwic bo to szkoła a nie "kółko wzajemnej
      adoracji".

      Nauczyciele gimnazjum zadzieranie mają na codzień. Tacy są
      nastolatkowie. Jeśli poprez zadzieranie rozumiesz "luzackie
      podejście do nauki", a nie np. zakładanie kosza na smieci
      nauczycielowi na główę to to problem stary jak świat, z którym
      nauczyciele jakos sobie radzą, a uczniowie z niego wyrastają.
      I paradoksalnie szkoła jest "kółkiem wzajemnej adoracji" - to
      najintensywniej socjalizujące miejsce w okresie nastoletnim dla
      twojego syna, bo spedza tam najwięcej czasu, tam sa jego koedzy i
      nauczyciele. szkoła nie służy jedynie do zbierania ocen w dzienniku.

      > Mówi lekceważąco o niektórych nauczycielach że tylko wymagają a
      nie uczą.

      Czy wypowiedzenie własnej opinii przez syna, że wymagają a źle uczą
      (zakładam, że człowiek, także nastoletni ma prawo do wyrażenia
      własnej opinii) jest rozumiane przez Ciebie jako lekceważenie?

      > Poradźcie jak naprowadzić go aby miał motywację do nauki.

      1. zawrzeć jakis kontrakt, w którym on będzie w połowie
      współdecydujący, za co będzie mógł wziąć na siebie odpowiedzialność
      bo był współautorem tego kontraktu. Z wersji "jedynie słusznej" i
      narzuconej przez Ciebie nic nie wyniknie bo chocby z przekory czy
      walki o swoja potrzebę samorealizacji, on ją zakwestionuje. I nie
      będzie odpowiedzialności za to bo "inni mi to narzucili". Jak
      będzie nadmiernie kontrolowany i naciskany, t w końcu zbuntuje sie
      na poważnie, odpuści także sport nabierając przekonania, że "skoro
      jestem beznadziejny w szkole, to jestem beznadziejny w ogóle totez
      nic mi sie nie nalezy, nie mam prawa do własnych potrzeb." A stąd
      juz prosta droga w narkotyki, podejrzane towarzystwo itd.

      2. okreslić w tym kontrakcie jego realne mozliwości osiągnięcia
      celu. Bo jesli np. będziesz oczekiwała po nim samych piątek,
      szóstek, elitarnego liceum w sytuacji gdy on spełnia się w sporcie,
      to będzie to nie w porządku.

      3. zastanowić się, kogo on ma uszczęsliwić - siebie (poprzez wizję
      zycia pt, " w szkole jestem średniak ale w sporcie daję z siebie
      wszystko i to mi jest niezbędne do szczęścia") czy Ciebie... Czy
      pragniesz szczęścia swojego syna "po Twojemu" czy zgodnego z jego
      aspiracjami?
      • 19.05.08, 13:51
        Jako matka trojga dzieci, z ktorych żadne nie bylo i nie jest orłem,
        jesli chodzi o stopnie) , ani w podstawowce, ani w gimnazjum radzę
        zastanowic się nad podstawową kwestią.
        Po co młody czowiek się uczy? Dla stopni? Chyba jednak tak, bo
        wiedza ogólna, pozaszkolna, zainteresowania, ktore nie procentują
        stopniami nikogo nie interesuja (oprócz nastolatka). Liczy sie tylko
        jedno - srednia, średnia i jeszcze raz srednia.
        Srednia spada - to psycholog od radzi - nie pozwol dziecku
        realizowac swoich zainteresowań, zabierz go z treningów, w ktorych
        odnosi sukcesy, niech się uczy, bo nie on się liczy, ale stopnie.
        M_zonak ma racje w kazdym slowie. Ja dodam jeszcze jedno -
        nastolatka nie da się w zaden sposób zmusic do nauki. natomiast co
        można i co trzeba - to starac się w sposób przyjemny i nieszkolny
        rozszerzać jego wiedzę i zainteresowania. prawde mowiac, mnie
        zaniepokoiloby o niebo bardziej to, ze nie ma ambicji zawodowych,
        niż to jak się uczy. Bo to znaczy, zenauka jest dla niego tylko
        zdobywaniem stopni, zero przyjemnosci.
        Kto pamięta jakie stopnie miał w wieku 14 lat? Na co się to
        przelozylo w jego zyciu? Na nic? Mój syn bez wysilku ukonczył studia
        w terminie i chodzi na seminarium doktoranckie. Córka studiuje dwa
        kierunki i ma stypendium naukowe. Corki mojej przyjaciółki - w
        kazdej klasie czerwony pasek - zawalaja kolejny rok...
        Pisze to osoba, która na 100% zrobi pieklo najmlodszemu, 13-letniemu
        gimnazjaliscie po dzisiejszej wywiadówce. Ale nie ma nadziei, ze
        rodzic może tu coś zmienić. I nie martwi sie za barzo, bo trójkowy
        gimnazjalista jest bardziej oczytany i wiecej wie od wiekszosci
        licealistów.
        I dzis wlasnie kupiłam nu koszulkę z napisem " Life's too short to
        do homework". czym jestem starsza, tym bardziej widzę, ze to
        prawda...

        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • 19.05.08, 17:37
          > I dzis wlasnie kupiłam nu koszulkę z napisem " Life's too short to
          > do homework". czym jestem starsza, tym bardziej widzę, ze to
          > prawda...

          Na 100% kupię swojemu synkowi identyczną koszulkę :-)
          • 19.05.08, 21:48
            No więc byla wywiadówka, bylo piekło, po czym córka, dobrze znajaca
            angielski zaczęła przepytywac go z tego angielskiego (jest trojkowy
            niemal ze wszystkiego, ale na angielskim mi zalezy).
            I szok. Syn umie wszystko. Owszem, ma klopoty zze słowkami - rozumie
            w kontekscie, nie umie się nauczyć "oddzielnie", ale to problem
            dyslektyczny, nie do przeskoczenia.
            Z polskiego ma troje, przy opinii nauczyciela, ze jest najlepszym
            humanista, jakiego widział od lat.
            I cholera, co JA mam robić???? Na razie odwolalam awanturę.
            --
            Mops i kot

            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
      • 19.05.08, 21:50
        Bardzo dziękuję za zainteresowanie i cenne uwagi. Muszę je
        dobrze "przetawić" i wykorzystać.
        Nie jestem przeciwna zainteresowaniom syna sportowym czy innym, ani
        też nie zmuszam go do przynoszenia samych szóstek czy piątek.
        Jego beztroskie podejście do nauki to nieodrabianie zadań domowych i
        odmawianie odpowiedzi (czyli jedynki) i "gadulstwo" na lekcjach,
        czym podpada nauczycielom. Te negatywne oceny równoważy pozytywnymi
        ze sprawdzianów i wychodzą z tego niezłe oceny. Z jednego przedmiotu
        może być zagrożony. Bo ocena z przedmiotu jak tłumaczą nauczyciele
        to nie tylko sprawdziany lecz przygotowanie do lekcji, porzadny
        zeszyt(jego jako dysgrafika i dysortografika nie zawsze jest ok)
        Po rozmowie z nauczycielami wiem że nie używa w rozmowach z nimi
        wulgarnych słów jest jedynie jak to określiła wychowawczyni "zbyt
        pewnym siebie" i pozwala sobie na ciągłe żarty, a do tego brak
        zadań "znaczy że coś jest nie tak i nie będzie to tolerowane"
        Inny tekst to że "z nauczycielem i tak nie wygra".
        Chcąc zmotywowac go do nauki miałam nadzieję aby "mądrym podstępem"
        skłonić go do nauki jako normalnej czynności, którą lubi sie czy nie
        trzeba wykonać. Co do wyrażnia swojego zdania dobrze że je ma i nie
        boi się go wypowiadać.
        Może to co napisałam jest bez ładu i składu jednak sa to moje
        przemyślenia i pewna bezradność jak postąpić aby wszystkie strony
        czyli syn, my rodzice i nauczyciele byli zadowoleni
        • 19.05.08, 22:38
          Moim zdaniem wszystkie te "problemy", które nakresliłaś nie sa
          jakies specjalnie niepokojące. Z gadulstwem nauczyciel powinien
          sobie poradzic na lekcji. Twoje zwrócenie uwagi synowi na to raczej
          na niewiele się zda. Skoro wychodzi na swoje za pomoca wdzianów to
          nie ma o co kruszyc kopii. Jedynka za brak odpowiedzi czy zeszytu
          jest naturalna konsekwencją jego postępowania. Naprawdę, zostałabym
          przy tej konsekwencji. Ja bym podkreslała, ze uczy się dla siebie,
          za przygotowanie do odpowiedzi czy prowadzenie zeszytu
          odpowiedzialny jest on - nikt inny, i nie przymuszałabym i tyle. Nie
          jest przygotowany = pała. Za swoje nieprzygotowanie poniósł
          konsekwencje w szkole, po co dokładac mu domowe? Najwidoczniej chce
          być szkolnym średniakiem (jak większość chłopaków zresztą). Myslę,
          że warto odpuścic na takim etapie i ewentualnie dyskretnie
          kontaktowac się z nauczycielami, czy nie dzieje się coś naprawdę
          zagrażającego jego karierze szkolnej. Jak nie będziesz za dużo
          motywować i trzymać pieczy, to moim zdaniem, na podstawie tego co
          napisałas o synu, on ma spore szanse by sobie wypracować własną
          samokontrolę i wewnętrzną mobilizację. tyle że na to trzeba czasu. i
          to jest chyba wazniejsze niż koniecznośc zadowolenia wszystkich
          stron :-)
          • 19.05.08, 22:58
            Jedynka dla dysgrafika za zeszyt to skandal.
            --
            Mops i kot

            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
            • 20.05.08, 08:22
              Jeszcze raz dzięki za komentarze. Opinia osób postronnych pozwoli mi
              spojrzeć na tę sytuację inaczej :)
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.