Dodaj do ulubionych

Wakacje, wakacje, wakacje:)!!!

20.06.08, 10:19
Heloł, heloł! Mija już ponad tydzień od naszego powrotu z wakacji,
ale ponieważ i ja i Magda zostałyśmy od razu brutalnie wrzucone w
wir pracy, w związku z tym piszę dopiero teraz.
A więc drogie forumowiczki, byłyśmy, widziałyśmy, przeżyłyśmy wiele
i było świetnie:) No, może za wyjątkiem kłótni dzieciaków, które
nieco uprzykrzały nam ten wyjazd...
Więc po koleji:
Najpierw była Austria. Jak się okazało, nie tylko przystanek w
naszej podróży, ale przede wszystkim, piękny kraj z mnóstwem
ciekawych miejsc do zwiedzania. Zwiedziłyśmy sobie Zell am See,
wjechałyśmy kolejką na 2 tys m, na szczyt Schmitzenhohe, oglądałyśmy
z bliska Krimml - najwyższe wodospady w Europie. Ale najbardziej
ekstremalna była wyprawa do największej jaskini lodowej na świecie!!
I gdybym wiedziała, jak bardzo będzie to ekstremalne, to bym się
mocno zastanowiła, czy się tam pchać. Już sam wjazd samochodem po
górskich serpentynach był mocnym przeżyciem, a ja modliłam się
tylko, zeby silnik się nie zatarł i nie utknęliśmy po środku
wąskiej, krętej drogi. Ale się udało. Potem 20 minut marszu, wjazd z
dużym przyspieszeniem kolejką górską, potem znowu masz w skwarze i
już jesteśmy przed jaskinią. A tam....75 minut w temperaturze 0
stopni, wspinaczka po 700 drewnianych, czasem bardzo stromych
schodkach, potem znowu 700 stoni w dół. Ale było niesamowicie!!
Potem była Italia.....Dla dzieciaków raj. Siedziały godzinami w
basenach (o dziwo wtedy się nie kłóciły), ganiały na bosaka,
brudziły się i całymi dniami przebywały na świeżym powietrzu. Były
dyskoteki dla dzieci, ciuchcia, lody w dużych ilościach. A baseny
były rzeczywiście fantastyczne:) No i oczywiście trochę
pozwiedzałyśmy. Wenecja, Padwa, Vicenza oraz okoliczne wysepki:
Burano, Torcello i Murano. Jednym słowem: wrażeń moc!
A w drodze powrotnej - Praga. Przepiękna! No i na sam koniec postój
w zamku Wessenstein, niedaleko Drezna.
Mówię wam, było bardzo kolorowo. Miałyśmy też różne ciekawe sytuacje
i przygody, włączając w to przymusowy postój na autostradzie i
błyskawiczną akcję czyszczenia wnętrza samochodu - domyście się
dlaczego;)
Czyli wyjazd bardzo, bardzo udany. W przyszłym roku również
kierunek: Austria (jeszcze zostało sporo do obejrzenia) i Jezioro
Garda a potem chyba Bawaria:) No chyba że zmienimy trasę;)
Namawiam was do oderwania się od codzienności i wyjazdu gdzieś w
nieznane, nowe miejsca. I naprawdę nie musicie porównywać,
wspominać, szlochać. Za to musicie korzystać z uroków świata, o ile
możecie, bo uroki są to niewątpliwe. Dołączam link do zdjęć, ale
zaznaczam że jest ich 150, więc potrzeba trochę czasu....Jednego
tylko żal....... że się wakacje skończyły.....Pozdrawiam


foto.onet.pl/145e,2g5q02sceo5s,u.html?P=0&V=1
Edytor zaawansowany
  • dusia75 20.06.08, 12:07
    Zaparło mi oddech. Podziwiam Was dziewczyny. Super, super wakacje
    dla dzieciaków i nie tylko. Piękne zdjęcia i na pewno super
    wspomnienia. Co do kłótni dzieci to moje robią to cały czas i
    zastanawiam się czy kiedyś to im przejdzie, bo ja momentami
    wymiękam. Mam nadzieję że kiedyś będę na tyle silna i odważna aby
    wybrać się na taką, lub podobną wyprawę z dzieciakami. Pozdrawiam
    Edyta
    --
    W życiu piękne są tylko chwile...
  • inquisitive 20.06.08, 15:48
    Haniu ciesze sie, ze udaly Wam sie wakacje :) Fantastyczne fotki! Ja w przyszlym
    roku, jak mala juz troche podrosnie tez planuje jakis wypad w miejsce, gdzie
    jeszcze nie bylam. Moze uda mi sie namowic kogos jeszcze :) Bylyscie w
    Salzburgu? Fantastyczne miejsce. Pozdrawiam

    Edyta

    --
    "I never think of the future - it comes soon enough."
  • karnivora 20.06.08, 21:51
    O rany, Wy jak z innego forum, z jakieś z witryny turystycznej.
    Prośba tak dla przypomnienia PO JAKIM CZASIE TAK SIĘ ROBI,
    ŻE WAKACJE, UROKI ŚWIATA, WODOSPADY I
  • magdatysz 20.06.08, 22:45
    im szybciej tym lepiej :)
    Nasze pierwsze wspólne wakacje były w długi majowy weekend 2006 r.
    czyli dla mnie coś ponad rok po wypadku. I powiem jedno był to
    świetny wyjazd zresztą tak jak i kolejne - ponownie Holandia z
    Niemcami w 2007 (maj), Bieszczady 2007 (sierpień) i teraz Austria i
    Włochy. I mówię Wam na prawdę można się cieszyć urokami świata,
    wakacjami, odpoczynkiem i oderwaniem się od codzienności. To daje
    dużo sił.
    Nie macie z kim jechać albo boicie się pojechać ze znajomymi którzy
    mają pełne rodziny? No to się tu dogadujcie między sobą :)

    A my teraz tak jak pisała Hania opracowujemy plan kolejnych wakacji.
    A ja zreszta już nawet mam pomysł na wyjazd jak nam dzieci podrosną
    i będzie je można wysłac na kolonie lub do babć :)
    Marzy mi się wynajęcie kampera i pojechanie nim gdzieś gdzie jeszcze
    nie byłam. Na pewno bedzie fajnie
    A teraz znikam bo jutro znowu w teren i poranna pobudka mnie czeka.
    Wakacje niestety mi się już skończyły pozostają jakieś jednodniowe
    wypady gdzieś niedaleko.
    Magda
  • karnivora 20.06.08, 23:57
    .......„Im szybciej, tym lepiej”......

    no to niestety to chyba ja mam gorzej – bo ani szybciej ani lepiej.

    Chętnie jadę na cmentarz, i tylko tam zieleń drzew tak nie boli i
    błękit
    nieba nie uwiera.

    Inne wyjazdy to służbowe – mechaniczne, z zobowiązania,
    wdzięczności, dyscypliny
    obowiązku, poczucia
    bycia „w trybach”

    Dla relaksu –obca kategoria, po prostu się nie chce. Nie chce i już.
    Czy się zmuszać, udawać, ubrać się kąpielówki czy trampki
    i „rozpocząć relaks”?.
    I potem się na forum pochwalić, że coś przełamałam. Czy to trzeba tę
    niechęć
    przełamywać, czy to idzie samo, czy trzeba jakiegoś zaklęcia.

    Zbyt aktywnie i radośnie spędzaliśmy z Mężem każdą wolną chwilę.
    Właśnie wyjazdy- to była NASZA mocna strona.
    mam do tego uraz, jakąś trwogę i zaklinowanie. Ni cholery – ani
    basen, łyżwy, narty ,
    rower, żagiel..... nie działa morze, jezioro czy góry.
    NAWET UPIĆ SIĘ NIE POTRAFIE ......ANI NIE CHCĘ.
    Główkuję - która to strefa „potencjalnego relaksu” byłaby najmniej
    dokuczliwa.
    No ale ja nie wiem od czego mam odpocząć, od bólu i cierpienia?

    Jak nic nie wymyślę – to odpadam?
  • hania_2006 21.06.08, 01:12
    Witam wszystkich!
    Takie same pytania zadawałam na tym forum ok. roku temu. Karnivora,
    u mnie od śmierci męża do chwili, kiedy pomyślałam że chcę żyć,
    minęło półtorej roku. Nie zmuszaj się do niczego, to nie ma sensu.
    Każdy ma swój czas na obejrzenie gruzów a potem budowanie nowego
    życia, bo tamto już nie wróci :( . W literaturze przyjmuje się że
    zajmuje to około dwóch lat. Trzeba sobie ten czas dać, w ogóle
    trzeba być dla siebie dobrym i wyrozumiałym :).
    Dziewczyny piszą o swoich wakacjach trochę "ku pokrzepieniu serc" i
    dobrze że to robią, trudno w to teraz uwierzyć ale one kiedyś czuły
    to samo co Ty teraz.
    Swoją drogą to zdumiewające jak można żyć tak długo bez snu,
    odpoczynku, przyjemności, planów i marzeń ale za to z wielkim bólem
    i cierpieniem :(.
    Serdecznie pozdrawiam
    Hanka
  • manuskrypt 21.06.08, 11:12
    Witajcie!
    Widzisz Karnivora (przepraszam za formę, ale nie znam Twojego
    imienia) nigdy nie będzie dobrego terminu byś zaczęła podziwiać
    świat. Drogi do tego moi zdaniem są dwie albo sama zechcesz albo
    ktoś Cię zmusi byś zechciała. Jeśli się nie mylę to mija u Ciebie
    właśnie pierwszy rok. A zatem nasi mężowie "wybrali" piękny miesiąc
    czerwiec by odejść. Dzieli nas tylko 1 rok straty. U mnie minęła
    właśnie druga rocznica. Po raz pierwszy pojechałam na wakacje
    właśnie w momencie w którym Ty jesteś teraz, czyli po roku, ale nie
    dlatego, że sama chciałam tylko dlatego, że rodzice mnie wypchnęli.
    W ciągu roku znajomi mnie wypychali na krótkie wypady. Wtedy byłam
    zła, teraz jestem im wdzięczna za to. Sama pewnie nigdy bym nie
    zechciała.
    Nie wiem czy masz dzieci czy nie, ale mając dzieci część własnego
    egoizmu trzeba poświęcić. Moja córeczka, gdy straciła tatę miała 2,5
    roku i nic z tego nie rozumiała. Dziś ma 4,5 i mam nadzieję, że jest
    szczęśliwa. Nadal nie rozumie, że śmierć jest nieodwracalna. Jest z
    pewnością dojrzalsza od rówieśników np. w dpowiedzi na pytanie: "a
    dlaczego nie masz taty?" tłumaczy dzieciom, "że tata chorował na
    raka, walczył z nim, ale że jeszcze nie ma skutecznego lekarstwa na
    tą chorobę i że tatuś umarł". Wierzy, że jest w niebie i nie wiem
    skąd, ale uważa, że tam go zaprowadziły Anioły. Ostatnio
    zapytała: "czy walczyć z rakiem to znaczy walczyć jak na wojnie?" A
    ma dopiero 4,5 roku. Ja na jej etapie rozwoju byłam pewnie
    nieskończenie beztroskim dzieckiem. Jestem z niej dumna, że umie
    przejść przez żałobę tak dzielnie. Wiem, że mogło być inaczej. Moja
    psychiatra przedstawiła mi różne zachowania dzieci po stracie
    rodzica. Nie powiem psychiatra mnie chwali (a co pochwalę się :-),
    że to też i moja zasługa, że Mała sobie radzi, ale by sobie radziła
    ja musiałam poświęcić ten kawałek egoizmu, m.in. jadąc na wakacje.
    Na początku żałoby zadawałam sobie pytanie czy będę umiała kiedyś
    dziękować za 15 lat wspaniałego życia z moim mężem zamiast
    pytać "dlaczego tylko 15?" I dziś po dwóch latach ciągle
    pytam: "dlaczego tylko 15"? Ale umiem już dziękować za Zuzię i
    każdego dnia w myślach mówię "dziękuję za Zuzię, bo dzięki niej są
    kolejne dni i jest szansa na dalsze". Wiem, że ludziom bez dzieci
    jest o wiele gorzej powrócić do żywych.
    Piszesz, że chętnie jedziesz na cmentarz i tylko tam zieleń tak nie
    boli. Każdy jest inny mnie np. piękno naszego cmentarza bardzo boli.
    Kiedyś uwielbiałam to miejsce, a teraz nie lubię. Mimo, że jestem
    tam bardzo często.
    A ewentualny wyjazd gdzieś potraktuj nie jako odpoczynek od bólu i
    cierpienia tylko jako zmianę codzienności, czyli dni bez pracy, bez
    obowiązków domowych, zmianę miejsca. I nie koniecznie musisz ubierać
    strój bikini i trampki :-), jak wolisz możesz w szpilkach po plaży
    lub górach, w końcu Hanka chodziła po śniegu w sandałkach :-).
    I jeszcze tylko jedno zdanie, ktoś w tym wątku napisał, że
    niedowiary, że Hania i Magda przeżywały kiedyś to samo co inni
    teraz. Zastanówcie się, a może przeżywają nadal, ale wiedzą, że
    życie jest jedno i gdy kiedyś się będzie kończyć to będą mogły
    powiedzieć, że mimo wszystko były szczęśliwe. Czego im i Wam z
    całego serca życzę.
    Ja zadaję sobie jeszcze inne pytanie: "Kiedy nadchodzi taki moment,
    że człowiek rezygnuje z forum, nie pisze, nie czyta, nie pomaga?"
    Jak widać są tu bywalcy, którym ciągle chce się pocieszać :-)
    Pozdrawiam wszystkich.
    Anna
  • jo39 21.06.08, 12:06
    co do formy zwracania sie do siebie nawzajem: forum jest otwarte,
    wiele postronnych osob tu zaglada, nagla smierc mojego meza byla
    swoista sensacja w tzw. srodowisku, jego znajomi wciaz pracuja w GW,
    stad wybaczcie, ale nie przedstawiam sie imieniem - reklama jest
    ostatnia rzecza potrzebna synowi i mnie.
    A co do wyjazdow, to mamay z synem za soba dwa takie na przestrzeni
    dwu lat, wcale nie byly radosne, smutek przeciez nie ustaje, ale
    tak, jak piszesz, nalezaly sie dziecku. Teraz tez wybieramy sie na
    dwa tygodnie, calkiem sami, troche sie niepokoje, czy dam rade
    atrakcyjnie zapelnic mu czas, ale bedzie mial mnie przez 24/dobe, z
    dala od ciekawskich i wscibskich spojrzen - bezcenne. Ten wyjazd nie
    ma dac mi szczescia, tylko ma byc spokojnym czasem dla syna.
  • manuskrypt 21.06.08, 14:00
    Jo39!
    Na wakacjach czas się sam zapełnia :-). Najczęściej atrakcja goni
    atrakcję, a dla dziecka pewnie i tak największą atrakcją
    jest "posiadanie" rodzica 24h/24h. W maju byłam z córką przez 3
    tygodnie w sanatorium i uwierz czasu nie miałam na nic :-) A to, że
    byłyśmy cały czas razem było faktycznie - bezcenne.
    Życzę udanego urlopu.
    A co do anonimowości na forum. Jak napisałaś śmierć Twojego męża
    była sensacją w tzw. środowisku. Zauważ, że była. Czas upływa, a
    ludzie żyją już innymi sensacjami.
    Pozdrawiam.
    Anna
  • jo39 21.06.08, 22:23
    obys miala racje - dzieki
  • hania_2006 21.06.08, 14:04
    > Ja zadaję sobie jeszcze inne pytanie: "Kiedy nadchodzi taki
    moment,
    > że człowiek rezygnuje z forum, nie pisze, nie czyta, nie pomaga?"
    > Jak widać są tu bywalcy, którym ciągle chce się pocieszać :-)
    Też się nad tym zastanawiałam :). Czasami mam ochotę tu nie
    zaglądać, czasami mi sie udaje przez kilka dni. A potem znów, nawet
    nie wiem jak to się dzieje że tu jestem, chyba myszka sama klika :).
    A poza tym pamiętam jak bardzo potrzebowałam okreslenia
    jakichkolwiek granic czasowych, chciałam wiedzieć czy kiedyś będzie
    lepiej a jeżeli będzie to kiedy? Teraz wiem, że tego nie da się
    dokładnie powiedzieć ale można pisać o swoich doswiadczeniach - a
    nuż komuś się przyda?
    A to, że Hania i Magda są na innym etapie żałoby niż Karnivora to
    akurat jest pewne. Jak również to, że kiedyś przeżywały swoją żałobę
    bardzo podobnie jak my wszyscy tutaj - i nie są to moje domysły :).
    Moim zdaniem faktem jest też to, że Ci "starzy stażem" nadal mają
    bardzo trudne chwile, chyba tęsknota zostaje na zawsze.
    Serdecznie pozdrawiam
    Hanka
  • karnivora 21.06.08, 01:37
    No właśnie też się nie mogę nadziwić,
    że można tak długo żyć.
    Musi cierpienie nie zabija...
  • karnivora 21.06.08, 14:03
    Dla jasności – ja prawidłowo interpretuję intencje tych osób,
    które swoją traumę mają zmetabolizowaną bardziej efektywnie,
    i mam świadomość, że dla nich wspieranie tych bardziej
    nieudolnych z forum to „cofanie się” we własnych emocjach,
    grożące rozbabraniem własnych świeżych blizn czy wręcz
    ledwo przyklepanych ran.

    TE INTENCJE SĄ BŁOGOSŁAWIONE!!!!!!

    i to nie podlega dyskusji.

    .
    Ja po prostu panikuję, bo mimo rewelacyjnego procedowania
    na zewnątrz (mam wpojone nie okazywać, nie manifestować
    swojej traumy, od początku nic podobno po mnie nie widać,
    nie chodzę ubrana na czarno, wymiękam zawsze w ukryciu)
    a w środku jak było, tak jest. Stoję w miejscu.
    Potrafię z tej własnej słabości nawet szydzić, przynosi to
    nieraz chwilową ulgę....
    Wizja takich opcji jak wypadu, leżenia na leżaku,
    oglądania zabytków, moczenia nóg w jeziorze, cokolwiek-
    powoduje autentyczną reakcję ciała, jest mi fizjologiczne
    mdło, serce szybciej wali.

    Panika – powinnam czegoś chcieć,
    a tę zdolność zatraciłam......

    Zgadzam się co do skuteczności przymusu, wyrzeczenia
    się egoizmu. No przecież mogę się dać wsadzić np. na
    rower i rytmicznie pedałować. Rowerów u mnie pod
    dostatkiem. Czujecie tę groteskę??
    Czy jak się zmuszę do relaksu raz, 2-gi - to potem już mi się
    będzie podobało?

    Z obowiązku wszystko mi wychodzi rewelacyjnie, choć
    satysfakcji nie daje.

    Nadmieniam, że antydepresanty pod kontrolą idą od 1,5 roku.
    (+opieka psychonkologiczna). Wiara też mi się nie nie
    potknęła.

    Cmentarzem się również nie zachwycam, ale mnie tam
    spontanicznie ciągnie jak magnes, choć od początku
    wiedziałam że Męża tam nie ma - przecież logiczne!!
    No ale przecież nie rozbiję namiotu na cmentarzu!!!
    No ale rzeczywiście... może pojechać tam rowerem?,
    ........tyko kółka muszę dopompować.. MUSZĘ.


    P.S. Chyba na jakiś czas odpuszczę na forum,
    bo innym jeszcze coś zniweczę..
  • hania_2006 21.06.08, 14:54
    > i mam świadomość, że dla nich wspieranie tych bardziej
    > nieudolnych z forum to „cofanie się” we własnych emocjach,
    > grożące rozbabraniem własnych świeżych blizn czy wręcz
    > ledwo przyklepanych ran.
    Tu nie masz racji, to nie jest „cofanie się” tylko próba oddania
    chociaż w części tego, co się kiedyś tutaj otrzymało (przynajmniej z
    mojej strony). Poza tym jak ktoś nie chce rozgrzebywać ran to może
    tu nie wchodzić i już.
    > Zgadzam się co do skuteczności przymusu, wyrzeczenia
    > się egoizmu. No przecież mogę się dać wsadzić np. na
    > rower i rytmicznie pedałować. Rowerów u mnie pod
    > dostatkiem. Czujecie tę groteskę??
    Tutaj też mam zupełnie inne zdanie, przymus nie może być skuteczny!
    Owszem, można się zmusić do wykonywania obowiązków czy pracy ale nie
    można się zmusić do bycia szczęśliwym.
    A groteskę czuję, u mnie też rowerów dostatek, szykowaniem rowerów
    zawsze zajmował się mąż więc czułam wewnętrzny sprzeciw przed
    wykonaniem jakiejkolwiek czynności przy rowerze. Pierwszą jazdę
    wykonałam "z przymusu" i wyglądało to tak że jechałam i płakałam.
    Teraz myslę, że zupełnie niepotrzebnie bo na długo miałam dość.
    > Cmentarzem się również nie zachwycam, ale mnie tam
    > spontanicznie ciągnie jak magnes, choć od początku
    > wiedziałam że Męża tam nie ma - przecież logiczne!!
    > No ale przecież nie rozbiję namiotu na cmentarzu!!!
    > No ale rzeczywiście... może pojechać tam rowerem?,
    > ........tyko kółka muszę dopompować.. MUSZĘ.
    Za to z cmentarzem mam do tej pory tak jak Ty, lubię tam być.
    Dopompowanie kółek to tragedia, też ryczałam i byłam wściekła że
    MUSZĘ to robić. Wyczaiłam ostatnio pompkę "na nogę", jeszcze nie
    kupiłam ale pompowałam taką u koleżanki, naprawdę znacznie
    łatwiej :).
    > P.S. Chyba na jakiś czas odpuszczę na forum,
    > bo innym jeszcze coś zniweczę..
    Nie rób tego, nic nie zniweczysz bo jak się poprawia po ponad roku
    żałoby to jest to raczej trwale. Przecież wiesz dobrze, że żałoba
    rządzi się swoimi prawami i nie da się tu zrobić nic na siłę. Nie da
    się też od niej uciec, np. jadąc na wycieczkę, trzeba ją przeżyć do
    końca, tu nie ma drogi na skróty!
    I nic nie musisz!
    Hanka
  • ewu.sia 21.06.08, 15:29
    Witam wszystkie.Ja jestem ta osoba z dużym stażem,bo 14 lat.Z małym stażem na
    forum,ale wchodzę tu teraz codziennie.Co do wakacji to jeżdziłam z synem i ze
    znajomymi.Chciałam z kimś jechać ale było różnie nie to co z mężem.Teraz syn mój
    jest już dorosły,wyjeżdża sam.Mam 2 koleżanki,które są też wdowy i z jedną z
    Nich planujemy jechać nad morze.Musze powiedzieć,ze będąc samą w ogóle jest
    oczywiście ciężko,ale w wakacje jeszcze gorzej.Jak jest daleko do urlopu znajomi
    mi mówią w tym roku pojedziesz z nami,ale jak się termin zbliża nie mówią
    nic.Myślałam już ,że może pojade na wczasy dla singli,ale brak odwagi.Ale z
    drugiej strony myśląc może to dobry pomysł? Co Wy na to? Pozdrawiam
  • kasik2222 22.06.08, 11:48
    pewnie że jedź na wczasy sla singli, musisz dać sobie samej szansę.
    Na znajomych nie ma co liczyć, choć ja w tym roku właśnie jadę z
    koleżanką i kolegą, i z moimi rodzicami na działkę, to będę miala
    pomoc przy małej. Ale czuję taki wewnętrzny opór przed pojechaniem w
    miejsce, które mój mąż tak kochał, boję się tego wyjazdu, naszego
    pokoiku na dziłce, naszych ścieżek, naszych miejsc, jego ukochanych
    miejsc. To jego tam ciągnęło jak magnez, nie mnie, to on kochał to
    miejsce. Na rower nie wsiądę napewno, bo co z jego rowerem, będzie
    stał ? Rozklejam się dzisiaj.
  • trelka10 22.06.08, 14:10
    Witam wszystkich serdecznie
    i ..pozdrawiam z wakacji. Tak, tak jak nabrałam odwagi i po
    pierwszym wyjezdzie z domu i wiem, i mam pewność ze MUSI być ok.
    Spędzam z dzieciakami wakacje. Teraz zwiedzamy jure krakowsko-
    czestochowska. I naprawdę nie ma nic piekniejszego niz ich uśmiech i
    krystaliczny śmiech. Fakt, nie minęło jeszcze dużo czasu odkad maż
    opuścił ten nasz świat (bo to dopiero i jednocześnie aż 6 miesiecy)
    ale wiem, jedno, że my i dzieci musimy żyć. Owszem są chwile, kiedy
    chce się wyć z żalu i bólu ale... Wiem jedno na razie pokazuje
    dzieciakom miejsca, w których razem nie byliśmy na razie nie jestem
    w stanie wrócic do miejsc gdzie spędzaliśmy wakacje wspólnie to
    byłoby zbyt trudne ...
    pozdrawiam cieplutko
    Ela
  • hafal 22.06.08, 22:30
    Oj, kobitki, kobitki! Wątek wakacyjny przerodził sie w wątek
    cmentarzowy...no, ale to by było dziwne, gdyby TU było inaczej,
    co?:)Mam nadzieję, ze wszystkie, którym znacznie bliższe są
    cmentarze niż podróże, znajdą się nie za długo na etapie, kiedy te
    proporcje się odwrócą.
    Dla mnie - teraz - wakacje są jakimś punktem w nieodległej
    przyszłości, celem, któremu podporządkowuję wysiłki i moblizuję siły
    w ciągu całego roku, zeby na nie zarobić. Mam też po drodze inne
    mniejsze cele, mniejsze przyjemności, ale wakacje, to taka
    przyjemność bardziej spektakularna:)
    Zdaję sobie sprawę, że wiele z was jest wypalonych, zniechconych do
    wszystkiego, ale uwierzcie, jeśli tylko zechcecie, może być lepiej.
    Oczywiście nie od razu, to proces powolny, ale im szybciej staniecie
    na nogi i zaczniecie czegoś chcieć, tym lepiej. Doły wrócą, ale będą
    coraz płytsze...
    Poza tym fajne jest też to, ze coś się udało zrobić, że
    przejechałyśmy we dwie z trójką małych dzieci ponad 3 tys km, że
    dałyśmy radę:) Kiedyś powiedziała mi jedna dziewczyna: ale wy to
    odważne jesteście. Oczywiście mówiła to z pozycji kobiety mającej
    obrońcę w razie co, w postaci męża. I z tej perspektywy, to ja też
    bym tak powiedziała. Ale się udało, choć wcale się nie uważam za
    odważną.

    Więc klamka zapadła: w przyszłym roku znów Austria (bo w Salzburgu
    nie byłyśmy i nie wjechałyśmy na lodowiec) a porem Jezioro Garda:):)
    Pozdrawiam i więcej optymizmu MIMO WSZYSTKO życzę.
  • magdatysz 23.06.08, 17:31
    Wiem jedno na razie pokazuje
    > dzieciakom miejsca, w których razem nie byliśmy na razie nie
    jestem
    > w stanie wrócic do miejsc gdzie spędzaliśmy wakacje wspólnie to
    > byłoby zbyt trudne ...

    Ja na swoje pierwsze wakacje też wybrałam miejsce które nie za
    bardzo kojarzyło mi się z mężem - wówczas nie było tyle
    niepotrzebnego bólu. Liczyło się "tu i teraz" i to było bardzo dobre
    rozwiązanie.
    Cieszę się Ela że masz udane wakacje :) Jura jest bardzo ładna,
    napisz później gdzie dokładniej byłaś. Ja musze się am znowu wybrać
    bo bardzo dawno nie byłam no i nie wszystkie zamki widziałam.
    Jeszcze sporo mam tam do pooglądania.
    A Was dziewcztny również zachęcam do wyjechania i pokazywania
    dzieciom ciekawych miejsc. Jesli nie dla siebie to dla dzieci
    postarajcie sie wykrzesać trochę radości. One się wam odwdzięczą i
    zwrócą tą radość w dwójnasób.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.