Dodaj do ulubionych

Problemy z dzieckiem..:(

08.11.08, 10:10
Mam problem ze swoim 12-letnim dzieckiem.Nie wiem, co mam dalej z
nim zrobic.Mam nowego partnera, przeprowadzilismy sie do innego
miasta, urodzilam dziecko.Do tej pory moj syn wszystko
akceptowal.Owszem zdarzaly sie, jakies drobne problemy, jak zylam
jeszcze z jego tata, ale to bylo nic.On bal sie taty i zachowywal
sie normalnie.Teraz poczul chyba za duzy luz.Krzyczy na caly dom,
jak czegos chce, rzuca przedmiotami po swoim pokoju, jak nie zgadzam
sie na jego zachcianki.Wpada w furie, jak wylaczam mu
komputer.Zaczynam slyszec, jak po cichu brzydko sie wyraza.Zmienil
totalnie swoje zachowanie.Nie reaguje na moje uwagi.W szkole z 4-5
ucznia spadla na 3, czasem i 2.Stracil cala motywacje do
nauki.Rozmawiam z nim czesto, nie jest tak, ze po urodzeniu dziecka
stracilam kontakt.To bylo zywe, ale radosne dziecko, nie sprawial mi
problemow.W szkole panie go chcwalily, jest lubiany przez
kolegow.Nowy partner nie chce sie wtracac, cierpiliwie wysluchuje
wszystkiego i jest w szoku, ze tak dziecko odzywa sie do
matki.Zwraca mi uwage, stara sie mi pomoc, ale czuje, ze bez udzialu
meskiej reki, chyba sobie nie poradze.Syn potrafi zachowywac sie
poprawnie, ma takie napady, kiedy nie chce spelniac jego
oczekiwan.Przeciez, nie moge na wszystko pozwolic i mam prawo karac
go za zle oceny w szkole.Nie wiem dlaczego staje sie momentami taki
agresywny?Brakuje mu pokory i wstydu.Straszy mnie, ze pojdzie do
taty mieszkac.Zachowuje sie, jak rozpuszczone dziecko od jakiegos
czasu- w sumie od czasu kiedy rozstalam sie z mezem.Ja juz nie wiem,
jak mam z nim rozmawiac.Jest mi strasznie wstyd za niego, boje sie
co bedzie z nim dalej.
Obserwuj wątek
    • phantomka Re: Problemy z dzieckiem..:( 08.11.08, 11:05
      Masz odpowiedzi:
      - nowe miejsce zamieszkania, czyli nowe otoczenie, nowi znajomi.
      - nowy partner
      - nowy czlonek rodziny.
      Malo? Bardzo wielkie zmiany, do tego dla syna zaczyna sie trudny
      okres dojrzewania. Polecam skonsultowac sie z psychologiem, na pewno
      przed wami ciezka praca, ale dobrze ze juz teraz zwrocilas uwage na
      problem. Macie wieksze szanse powodzenia.
      Nie podoba mi sie stwierdzenie " ale czuje, ze bez udzialu
      meskiej reki, chyba sobie nie poradze" Bez wzgledu na to, co
      dokladnie to mialo znaczyc, to brzmi zle. Nie traktuj w ten sposob
      partnera, bo brzmi to troche jak straszak na dziecko. Ojciec czy
      opiekun powinien wzbudzac zaufanie i milosc, a nie strach. Dlatego
      tez jezeli twoj partner ma ci pomoc w tej kwestii, to na pewno nie
      jako silny, rosly mezczyzna z mocna reka, ale jako troskliwy czlonek
      rodziny.
      --
      Maryjka
      • wikkka6 Re: Problemy z dzieckiem..:( 08.11.08, 11:23
        meskiej reki mialo byc w przenosni- raczej nie jestem za karceniem
        cielesnym, chodzilo o to, ze on bardziej reaguje na slowa mezczyzny
        niz moje.Ojciec powiedzial raz i spokoj byl, a na moje slowo, slysze
        kilka dodatkowych...
        • kag73 Re: Problemy z dzieckiem..:( 08.11.08, 13:48
          Mysle, ze warto spojrzec, czy dziecko czuje sie "pewnie" w nowej rodzinie, czy
          czuje, ze poswieca mu sie uwage i czas. Wazne, zeby mama miala czas wylacznie
          dla niego, chociaz 30 minut dziennie, na wspolna rozmowe, zabawe, itp. Poza tym
          czas rodzinny, wszyscy razem, wspolny spacer, zakupy, posilki. I nie krytykowac,
          sprobowac chwalic za dobre.
          Duzo zmian w tak krotkim czasie, wiadomo, ze dzieciak potrzebuje czasu, zeby sie
          przyzwyczaic. Dziecko musi widziec, ze ma miejsce w rodzinie i nie jest
          odsuwane(niechcacy, bo male dziecko ito) na drugi plan.
          Moja przyjaciolka miala podobny temat z dzieckiem, jak mu cos nie pasowalo,
          mowil, ze wyprowadzi sie do taty. Bylo jej wtedy bardzo przykro. Az pewnego dnia
          po takim stwierdzeniu z jego strony, powiedziala "Dobrze, chodz, pomoge Ci sie
          spakowac". Odpowiedz byla natychmiastowa "Nie, nie, mamusiu, nie chce".
          Od tego czasu juz tak nie mowil. Wiadomo, ze rzecz byla ryzykowna, ale u niej
          poskutkowalo.
        • hosta_73 Re: Problemy z dzieckiem..:( 11.02.18, 13:33
          wikkka6 napisała:

          > a na moje slowo, slysze
          > kilka dodatkowych...

          U nastolatka? No proszę Cie! Normalny objaw. Ja tez taka byłam i taki byl mój syn.
          Sytuacja u mnie podobna do twojej - drugi związek i dziecko (różnica wieku -12 lat). Mąż nie wtrącał się do wychowywania syna, nie wydawał mu poleceń, nie wtrącał sie do naszych kłótni, poza sytuacjami gdy syn zbyt bezczelnie sie do mnie odniósł. Wtedy mówił coś w stylu: Nie tymi słowami, Maciek! Skutkowało, bo wiedział wtedy ze przegiął. Gdy miał ok 16-17 odgrażał sie ze gdy skończy 18 przeprowadzi sie do ojca. I jakos się nie wyprowadził. Hormony sie uspokoiły, zaczęliśmy sie znowu dogadywać i teraz mogę powiedzieć,ze mam fajnego młodego faceta w domu. A Twojemu dziecku jest na pewno ciężej, totalna rewolucja w życiu (zmiana miasta, szkoly), pozwól mu czasem się wygadać a nawet wykrzyczeć, dorasta i nie będzie zawsze "grzecznym chłopcem".
      • agaze9 Re: Problemy z dzieckiem..:( 16.01.18, 01:43
        Zaczynając od początku, to oczywiste, że świat chłopca wywrócił się do góry nogami. Z życia, kiedy miał oboje rodziców , nagle przeniósł się do otoczenia z Twoim nowym partnerem, nowymi znajomymi i dodatkowo małym dzieckiem. Z jedynaka , który mimo wszystko jak twierdzisz bał się ojca, czyli respektował wyznaczone przez niego zasady stał się starszym bratem , który musi dzielić się mamą, która w tym nowym otoczeniu była dla niego najbliższą osoba. Zważając na fakt, iż chłopiec jest w wieku, kiedy zaczynają mu szaleć hormony jest wyczulony na wszystkie wpływające na niego bodźce, które nie do końca mu odpowiadają przez co staje się agresywny, gdyż nagromadzone w nim emocje w ten sposób znajdują swoje ujście. Jest to wiek i czas, w którym Twój syn potrzebuje tzw „ męskiej ręki”, która wyznaczy mu granice, ale jednocześnie zrozumienia. Ty, Twój partner i były mąż powinniście w porozumieniu wyznaczyć zasady i sposób działania w kontaktach z chłopcem. Wydaje mi się, że przede wszystkim może brakować mu komunikacji i poczucie wsparcia z każdej strony. Twój partner chcąc lub nie stał się częścią rodziny Twojego starszego syna i również powinien wkładać wysiłek w jego wychowanie , a nie tylko Ciebie krytykować, ponieważ słysząc to Twój syn traci szacunek i respekt do Ciebie i Twoich zasad, dlatego chce szukać ucieczki do ojca. Brak pokory i wstydu może być spowodowany brakiem odpowiednich wzorców z waszej strony. Musisz okazać synowi wsparcie i zrozumienie, chłopak musi widzieć, że go nie odtrącisz. Jesteś świadoma tego, że Twój syn poczuł za duży luz, więc sama dałaś na to przyzwolenie. Może warto zagłębić się bardziej w środowisko koleżeńskie, to, że syn jest lubiany nie musi oznaczać , że wszystko jest w porządku, gdyż to nowi koledzy mimo sympatii mogą przekazywać mu złe wzorce, które bardzo chętnie będzie przyjmował w geście buntu skierowanego w waszą stronę i sytuacji jaka jest w domu. Ze swojej strony chciałabym polecić Ci książkę pt.: „Pozytywna Dyscyplina” autorstwa Jane Nelsen, która ułatwi Ci znalezienie odpowiedzi na wiele rodzicielskich pytań, takich jak np.: Co mam robić, gdy nie mogę się dogadać z dzieckiem? A także, jak nauczyć się mówić, żeby dziecko słyszało i jedocześnie częściej słuchało

    • marzeka1 Re: Problemy z dzieckiem..:( 08.11.08, 15:00
      12 lat do początek burzy hormonów, a tu jeszcze dziecko, które powoli dzieckime być przestało postawiono w nowej sytuacji: nowe miasto, nowy pan w życiu mamy, nowe dziecko- to mało???? A w dodatku nie potrafi sobie radzić z emocjami- dlatego zachowuje się w ten sposób.Piszesz,że starszy cię, że pójdzie mieszakac do taty- a dlaczego by nie mógł- ojciec to swojskośc, pewnie mieszka w mieście, które opuścił- dlaczego nie mógłby byc z męzem- może woli to niż nowa szkoła, nowy pan w domu i nowe dziecko?- może to własnie byłoby dla niego dobre.
      Poza tym sama sobie odpowiedziałaś- stał się taki od czasu, gdy rozstała się z męzem, a dziecko to nie mebel, który przestawisz do nowego zycia.
      • wikkka6 Re: Problemy z dzieckiem..:( 13.11.08, 10:56
        Niestety, w zyciu czasami bywa tak, ze nie warto byc z czlowiekiem,
        ktory na to nie zasluguje.Wystarczajaco z dzieckiem przezylismy
        zlych chwil i czas bylo powiedziec: dosc.Ojciec uciekl za granice, a
        ja walcze o alimenty.
    • eastern-strix Nie chcialabym byc Twoim dzieckiem... 08.11.08, 20:09
      ...bo nie wygladasz na wrazliwa osobe... Wyobraz sobie,co czuje dwunastolatek,
      kiedy jego mama zaczyna nowe zycie z nowym panem. Rozmawialas z nim o tym?
      Pytalas, jak sie czuje, czy lubi partnera, jak sobie wyobraza relacje? Maly bal
      sie ojca - to zle. Piszesz,ze byl 'posluszny' i przykro mi,ale wydaje mi sie, ze
      wychowanie mylisz z TRESURA. Kazdy jest inny, Twoje dziecko tez i nie masz prawa
      wymagac, zeby wszystko bez wahania akceptowal. Jesli bedziesz to robic,
      skrzywisz mu psychike, wychowasz go na lekliwego albo przeciwnie, agresywnego
      czlowieka, jednym slowem, uczynisz go nieszczesliwym.
      Za wszysko winisz dziecko,a to jest dwunastolatek,nie dorosly i ma prawo
      oczekiwac od Ciebie ciepla, milosci i poczucia bezpieczenstwa.On sie nie prosil
      na swiat. Ty i maz daliscie mu zycie, to byl Wasz wybor i Wasza
      odpowiedzialnosc. Nigdzie nie napisalas,ze go kochasz, ile czasu razem spedzacie
      i jak. Masz problem,bo on wchodzi w wiek dojrzewania i zaczal manifestowac swoje
      zdanie. Dopoki byl potulny bylo ok. To straszne. Straszne i az mi sie zachcialo
      plakac jak przeczytalam Twoj post, bo mi Twojego dzicka zwyczajnie zal.
      Mam wrazenie,ze Twoje zycie, emocjonalne, seksualne, rodzicielskie to jeden
      wielki balagan. Znalazlas winnego,a to jest tzw. PACJENT IDENTYFIKOWALNY (wpisz
      to w google). Rodzina jest systemem i nic nie dzieje sie bez przyczyny. Twoje
      dziecko dorasta, zmienia sie i probuje sobie radzic z nowa sytuacja. Nie wyglada
      na to,ze go wspierasz, bo nawet nie przyszlo Ci to do glowy. Idz po rozum do
      glowy poki czas bo maly wpadnie w zle towarzystwo, narkotyki i zniszczy sobie
      zycie. Usiadz z nim w pokoju i zapytaj,co czul przez ostatnie 5 lat. Moze nie
      chciec z Toba rozmawiac, a wtedy potrzebna bedzie terapia. Wydaje mi sie,ze w
      Twojej rodzinie cos nie gra a dziecko za to placi.
      • wikkka6 Re: Nie chcialabym byc Twoim dzieckiem... 13.11.08, 10:45
        Jestes w duzym bledzie, latwo kogos skrytykowac nie znajac calej
        sytuacji.Gdybym nie byla wrazliwa osoba, nie szukalabym rady
        innych.To jest forum, ludzie pisza tu w skrocie...Nigdzie nie
        pisalam, ze opieram sie na rygorystycznym wychowaniu dziecka, ze nie
        szanuje zdania dziecka itd.Kazda moja decyzja, czy o rozwodzie, czy
        o przeprowadzce, czy nowym partnerze byla przedyskutowana z moim
        synem.Nigdzie nie pisalam,ze za wszystko winie dziecko.Staram sie go
        jak najlepiej wychowac.Poswiecam mu bardzo duzo czasu.Czy po zwiazku
        (toksycznym), nie moge ulozyc sobie zycia z kims innym?Przeciez nie
        cofne czasu.Przeczytaj moj post ze zrozumieniem, a potem atakuj.
        • marzeka1 Re: Nie chcialabym byc Twoim dzieckiem... 13.11.08, 13:56
          "Czy po zwiazku
          > (toksycznym), nie moge ulozyc sobie zycia z kims innym?"- możesz, tylko,że mając dziecko w tzw. trudnym wieku, zafundowałaś mu za dużo zmian: i nowy pan, i nowe rodzeństwo (był przecież dotychczas jedynakiem),i nowe miasto, szkoła- WSZSYTKO, i z tego powodu masz teraz z synem problemy, a tylko w taki wkurzajacy sposób on to potrafi wyrazić.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Problemy z dzieckiem..:( 10.11.08, 23:30
      Może nie byłabym taka radykalna w poglądach jak niektóre z forumowiczek, ale
      wydaje mi się, że przecenia Pani możliwości emocjonalne dwunastolatka.
      Na podobne trudności: zmiany, straty, rozstania,kolejne dziecko i nowy związek
      mamy, małe dziecko reaguje często marudzeniem i płaczliwością lub regresją do
      wcześniejszych, już pokonanych , faz rozwoju. Rodzice takie zmiany rozumieją i
      są skłonni to akceptować.
      Dwunastolatek zareaguje na to buntem, wycofaniem lub agresją. Myślę, że zamiast
      obwiniania go i pretensji oraz szukania sposobów radzenia sobie z objawami jego
      zachowania, proszę spróbować wniknąć w jego świat i zrozumieć jego trudności. To
      jest jednak zadanie trudne, długotrwałe i nie zawsze przynoszące spodziewane
      skutki. W okresie długofalowym może skutkować tym, że syn, nawet jak się
      radykalnie nie zmieni, będzie miał doświadczenie, że ktoś się nim zajął i go
      rozumiał. Trzeba poznać przyczynę zachowań dziecka. Porozmawiać z nim, zobaczyć
      czy i jak widzi skutki swoich zachowań, jak czuje się w obecnej sytuacji. Nie
      oznacza to uległości. Nadal mogę obowiązywać Pani zasady, ale po wcześniejszym
      zanalizowaniu stanu dziecka. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • mamagapka Re: Problemy z dzieckiem..:( 07.02.16, 23:25
        Jeśli ten stan będzie się przedłużał, dwunastolatek może zareagowac depresją. Ja poszukałabym dobrego terapeuty i z nim porozmawiała o dziecku, a potem przyprowadziłabym do niego dziecko. Bo to po prostu może się źle skończyć.
    • kingaaa92 Re: Problemy z dzieckiem..:( 07.02.16, 21:35
      Witam Drogich Rodziców. Jestem w trakcie opracowywania projektu, który ma pomóc Nam Rodzicom. Sama jestem matką dwójki urwisów i spotykają mnie różne problemy. Aby udoskonalić projekt chciałabym poznać Wasze zdanie, dlatego proszę o wypełnienie ankiety:
      www.survio.com/survey/d/W6X8W4I9E2N1B2W5I
      Zdanie Mam i Tatusiów jest dla mnie bardzo ważne.
      Z góry dziękuję.
      • asia_i_p Re: Problemy z dzieckiem..:( 08.02.16, 02:25
        To bardzo miło, że chcesz pomóc Nam Rodzicom, ale nie wywlekaj wątków z 2008.

        --
        Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
    • myelegans Re: Problemy z dzieckiem..:( 07.02.16, 22:21

      Wyglada na to, ze bardziej meczy Cie poczucie wstydu przed partnerem, nauczycielami i pewnie reszta rodziny. Wstydzisz sie, za syna, I wlasnej nieudolnosci rodzicielsko-wychowawczej. Ja tu nie widze dziecka jako podmiotu.
      Przewrocilas mu swiat do gory nogami, przeprowadzilas w inne miejsce, inne srodowisko, zamieszkal z kims obcym, pojawilo sie rodzenstwo. Matka skupiona na nowej rodzinie, chce tylko, zeby syn zachowywal sie przyzwoicie, zeby w oczach partnera wyszla na dobra matke, i wyciaga wnioski, ze syn potrzebuje twardej, meskiej reki, bo bez niej rozpuscil sie, czyli ze ma zyc w poczuciu strachu, i strach ma go motywowac do dobrego zachowania.
      Ja tu widze zagubione dziecko, prawie nastolatka, ktory wola o uwage i ja otrzymuje?. Zlym zachowaniem, bo dobrym pewnie niewiele by zdzialal.
      Nie karalabym za oceny w szkole absolutnie, tym go nie zmotywujesz do lepszej nauki. Gdzies w przeszlosci popelnilas blad. Terapia rodzinna by sie przydala, dla wszystkich partnera rowniez.
    • sonia_siemionowna Re: Problemy z dzieckiem..:( 10.02.16, 00:46
      "Mam nowego partnera, przeprowadzilismy sie do innego
      miasta, urodzilam dziecko".

      I Ty uwazasz za normalne, ze dwunastolatek taka hustawke bez problemu akceptowal zachowywal?

      Nie akceptowal, a teraz mu sie ulewa, bo juz zdusic nie potrafi w sobie.

      Straszne jest, w jaki sposob piszesz o problemach swojego dziecka. Jedyne, na czym sie skupiasz to to, ze Tobie sprawia problemy i nie chodzi jak szwajcarski zegarek. Nie widze nawet cienia troski o to, co sie dzieje w glowie tego juz przeciez nastolatka, ktory tyle przeszedl.

      Twoj syn czuje gniew i wyraza go w sposob normalny dla dwunastolatka. Ty natomiast powinnas chyba zatroszczyc sie o jego zdrowie psychicznie (czy on sie w ogole czuje kochany?) a nie o to, ze go panie w szkole nie chwala. Jesli cala wine zwalisz na syna, to gwarantuje, ze za jakis czas jego szkolne niepowodzenia zbledna wobec nowych wyzwan.

      Terapia dla calej rodziny to chyba jedyna droga, bo cos czuje, ze syn jest pacjentem identyfikowalnym, czyli kozlem ofiarnym, ktorego mozna obwinic I sie wyladowac.
              • verdana Re: Problemy z dzieckiem..:( 01.02.18, 13:53
                Nie, rozwód nie gwarantuje złego wychowania. To absurd. Znam sporo rozwiedzionych rodziców, którzy wychowali doskonale swoje dzieci. Czy sugerujesz, że lepiej, aby dziecko żyło w rodzinie, gdzie rodzice sa skłóceni, nie kochają sie i udają przed dzieckiem rodzinne szczęście, niż w rodzinie rozwiedzionej?
                    • alpepe Re: Problemy z dzieckiem..:( 02.02.18, 00:14
                      Mieszkam w Niemczech, w klasie moich córek większość dzieci była z niepełnych związków. Normalne dzieci. Kwestia podejścia, brak histerii na punkcie pełnej rodziny i małżeństwa.

                      --
                      Tak walczę ze złem
                      A zło rośnie we mnie z każdym dniem
                        • verdana Re: Problemy z dzieckiem..:( 03.02.18, 10:02
                          Czyli co? Niezależnie od sytuacji nie rozwodzić się? Udawać, ze wszystko jest OK? Uznać, ze oszczędzamy dziecku stresu kosztem zmarnowanego życia dwojga dorosłych ludzi, którzy gdy mają dziecko powinni zrezygnować ze szczęścia osobistego? Tak sie nie da. Po kilkunastu latach, gdy dziecko dorośnie, pozostanie dzieckiem sfrustrowanych rodziców, ich jedynym obiektem uczuć, jedyna bliską osobą - i wtedy okaże się, że dziecko drogo zapłaci za brak stresu wczesniej.
                          • plater-2 Re: Problemy z dzieckiem..:( 04.02.18, 11:27
                            Przekonanie, ze rozwod i nowy zwiazek w obliczu powinnosci wobec dzieci z pierwszego zwiazku da nam osobiste szczescie doczesne bez stresu i frustracji, jest równie naiwne, co kazdy inny stereotyp.

                            Skupiłabym sie na trosce o szczescie wieczne, ktore jest zabukowane dla tych, co nie uciekaja od rozwiazywania problemow. Zyja metoda wyrywania "calkiem dobrych zębów".
                            Moze drugi zwiazek da szczescie, a moze nie da, powtorzymy te same bledy w wyborze partnera i stylu zycia rodzinnego.

                            Nie wyrywa sie zdrowych zebow, chore nalezy leczyc , ile sie da, bo za 3o lat nie bedzie na czym protezy zaczepiac.

                            Na czterdziestoleciu matury mej,ktos rzucil hasło:"O co maja do was pretensje wasze dorosle dzieci?'

                            Okazalo sie, ze pretensje do rodzicow sa zjawiskiem tak powszechnym, ze typowym:

                            "Nasz maja , ze wyjechalismy z Polski i w tej durnej Kanadzie do nieczego szcezgolnego nie doszlismy..."
                            "Nie martw sie, nasze maja, ze nie wyjechalismy z Polski i w Polsce nieczego..."


                            Nasze maja ze bylismy rodzina wielodzietna i kazda zlotowke dzielilismy na cztery".
                            Nie martw sie, moj zglasza pretensje,ze jest jedynkiem

                            "Moje, ze pracowalam zawodowo, zajmowalam sie praca naukowa a nie nimi
                            "Moje, ze nie pracoalam i bylam nadopiekuncza i przeze mnie sa niezaradni zyciowo".

                            Moje ze ich wychowalam w agnostycyzmie i na bazie etyki swieckiej
                            Moje - ze zmuszalam ich do chodzenia na religie i do kosciola...


                            ITd. ITp. zawsze "Winna była mama, mamy to był błąd, nie mój."
                • srebrnarybka Re: Problemy z dzieckiem..:( 01.02.18, 17:35
                  Stwierdzam jedynie, że rozpad rodziny to dla najsłabszego jej członka, jakim jest dziecko, trauma, za którą na dodatek nie jest odpowiedzialne, w odróżnieniu do rodziców. Zdaje się, że żaden psycholog tego nie kwestionuje. Dlatego małżeństwa należy zawierać rozważnie, by zarówno sobie, jak i ewentualnym dzieciom oszczędzić traumy. Znam sporo dzieci osób rozwiedzionych, z nieżyjącą od ponad ćwierć wieku moją rodzoną babką na czele (taki secesyjny skandal, moja prababka uciekła od pradziadka w 1908 r. Kto wtedy o rozwodach słyszał?). Przez lata stawiałam na nogi mojego przyszywanego bratanka, którego rodzice uszczęśliwili rozwodem. Owszem, bywają sytuacje, kiedy nie ma innego wyjścia, tak, jak czasem trzeba amputować nogę. Ale opowiadanie, że rozwód w ogóle nie odbija się na dziecku i to samo dobro dla dziecka, co funkcjonuje na forum jako aksjomat, to oczywista nieprawda. Dlatego też należy zawierać małżeństwa rozważnie i rozważnie decydować się na dziecko. Także np. w konkubinacie, jeśli kogoś tak bardzo uwiera konieczność dopełnienia formalności w USC. Bo to są bardzo odpowiedzialne decyzji. Życie to nie jest zabawa i skutki lekkomyślnych decyzji ponosimy nie tylko my, ale i nasi bliscy. Rozwód oczywiście może być lepszym wyjściem, niż trwanie w jakiejś patologicznej rodzinie (nie chodzi o patologię w sensie warstwy społecznej, tylko o patologiczne relacje rodzinne), ale dlatego też należy mieć rozum i unikać pakowania się patologiczne relacje. I nie opowiadać, że rozwód nie ma negatywnych konsekwencji dla dziecka.
                      • plater-2 Re: Problemy z dzieckiem..:( 02.02.18, 11:31
                        Nie ponosi sie moralnej odpowiedzialnosci za to, czego przewidziec sie nie dalo, ale a wybory w obliczu faktow zaistnialych lub latwo dajacych sie przewidziec.

                        KK przewiduje "unieważnienie" małżeństwa z osoba niedojrzala do obowiazkow malzenskich, uzalezniona, psychicznie niezdolną do malzenstwa.

                        Dzieci z takiego zwiazku uniewaznic sie nie da.
                        • jeszczeniestara Re: Problemy z dzieckiem..:( 02.02.18, 12:42
                          No właśnie. Verdano chyba zgodzisz się tu jednak z nami, że są związki, które już na starcie nie rokują. Natomiast może być i tak, że coś w związku się popsuje poważnie po latach, jednak gdyby uważnie przyjrzeć się wybrance, wybrankowi, to można znaleźć przyczynę tego popsucia związku już na etapie poznawania się. Tyle tylko, że wtedy większość udaje, że nic nie widzi.
                  • sonia_siemionowna Re: Problemy z dzieckiem..:( 04.02.18, 01:57
                    Jako dziecko rozwiedzionych rodzicow napisze, ze to byla najlepsza z mozliwych decyzji.

                    Dzieciom zycie rujnuja rodzice niedojrzali. Niewazne, rozwiedzeni czy nie. Sto razy wole dojrzalych i odpowiedzialnych rodzicow osobno niz niedojrzalych i nieodpowiedzialnych razem.
                    • plater-2 Re: Problemy z dzieckiem..:( 04.02.18, 12:11
                      Dzieciom rujnuja zycie rodzice niedojrzali umyslowo, ale takim kandydatom malzenstwa cywilnego ani konkordatowego nie dadza, pozostaje im plodzic dzieci bez błgosławienstwa USC i biskupa;)

                      Niedojrzalosc psychiczna moze byc punktem wyjscia w kierunku dojrzalosci a moze byc podstawa do stwierdzenia, ze malzenswo w zarodku bylo juz niewazne.

                      KKK zaleca separacje, ktora z zalozenia jest sytuacja czasowa, rozdzieleniem "od stołu i łoża" czyli zawieszeniem pożycia intymnego i rozdzial majatkowy, gospodarczy, szansa na terapie, mediacje, ostudzenie emocji, prace nad niedojrzaloscia swego (obopólnego) zycia emocjonalnego itd.

                      Dzieciom rujnuje zycie drugi (pochopny) zwiazek malzenski rodzicow.
                  • marsylvik Re: Problemy z dzieckiem..:( 06.02.18, 13:44
                    srebrnarybka napisała:

                    > Ale opowiadanie, że rozwód w ogóle nie odbija się na dzieck
                    > u i to samo dobro dla dziecka, co funkcjonuje na forum jako aksjomat, to oczywi
                    > sta nieprawda.

                    Kto i w którym miejscu na tym forum tak stwierdził?
                    Chodzi mi o jakąś wypowiedź bezpośrednio na to wskazującą, ale nie że inni tak wg niego myślą, tylko konkretnie, że to on sam tak właśnie uważa i opowiada, że rozwód nie ma negatywnego wpływu na dziecko.
                    Przydałyby się też jakieś przykłady na to, że taki pogląd jest tu podzielany (już nawet nie mówię, że powszechnie, ale w ogóle przez kogoś...) i funkcjonuje jako aksjomat.
                • srebrnarybka Re: Problemy z dzieckiem..:( 01.02.18, 18:03
                  Dla jasności, bo może źle się wyraziłam na początku: nie chodziło mi o złe wychowanie w tym znaczeniu, że dziecko z rozbitej rodziny będzie człowiekiem złym, nieuczciwym etc. Oczywiście niekoniecznie. Natomiast w moim przekonaniu wychowanie w rozbitej rodzinie jest dla dziecka tak dużą traumą, że z pewnością pozostawi ślady w postaci w rozmaitej postaci, które się na dziecku odbiją i w jakiś sposób je okaleczą. Oczywiście może być tak, że rozwód jest lepszym wyjściem, niż pozostawanie w jakimś wyjątkowo patologicznym układzie, tak jak amputacja nogi jest lepsza, niż gangrena i śmierć. Ale nie ma co udawać, że dla dziecka rozbicie rodziny to szczęście i opisany wypadek ilustruje to najlepiej. Z tym, że oczywiście rodzina formalnie istniejąca też może być rozbita.
                  • verdana Re: Problemy z dzieckiem..:( 01.02.18, 18:30
                    Tak, a wychowanie w rodzinie, gdzie rodzice sie nie znoszą, oczywiście żadną traumą nie jest. Nie musi być patologii, wystarczy, ze sie nie lubią, albo zaczęli mieć wstręt do współżycia. Oczywiście,z ę dla dziecka jest najlepiej, jak wychowuje sie w pełnej rodzinie, ze szczęśliwymi rodzicami, gronem zdrowego rodzeństwa i kochającymi dziadkami. Tylko życie to nie bajka. Być moze, jakby rodzice bratanka nie uszczęśliwili go rozwodem, tylko pozostali ze sobą, głęboko skłóceni, nieszczęśliwi i w dodatku mający świadomość, że przyczyną pozostawania w nieudanym związku jest syn - to też nie wyrósłby na szczególnie radosnego człowieka.
                    Negatywne konsekwencje dla dziecka ma nieudany związek, nie sam rozwód. Ala naprawdę, nie da sie przewidzieć, wiążąc sie z człowiekiem, jak będzie za 5-10-15-20 lat. Dwoje bardzo kochających sie, przyzwoitych ludzi moze po kilku latach nie móc na siebie patrzeć. Co wtedy?
                    • plater-2 Re: Problemy z dzieckiem..:( 01.02.18, 19:13
                      KKK dopuszcza rozwody i separację, bo "Kto oddala żonę i bierze inną..." i "Żona niech nie odchodzi od męża, a jesli odejdzie, niech pozostanie samotną".

                      Nie ma potrzeby żyć i wychowywac dziecka w rodzie, gdzie rodzice sie nie znosza i maja wstret do wspolzycia. Trauma jest przeprowadzka i zmiana szkoly, ale najwieksza trauma dla dziecka jest nowe malzenstwo/zwiazek rodzica (ów) i przyrodnie rodzeństwo.

                      • verdana Re: Problemy z dzieckiem..:( 01.02.18, 20:43
                        A tak. Za to nie jest żadną trauma bycie wychowywaną przez samotną matkę, która nie ma nikogo do pomocy, żadnego partnera i żadnego życia osobistego. Jak wiadomo wychowanie bez wzorca męskiego, przez zmęczona matkę, bez żadnych szans na rodzeństwo jest dla dziecka doskonałe. Dlatego kiedyś radzono wdowom i wdowcom , aby znaleźli jak najszybciej "drugą matkę", czy "drugiego ojca" dla swoich dzieci - dla dobra tych dzieci. Jednak ważniejsze od dobra dzieci jest przypilnowanie, aby ten, kto sie rozstał z mężem czy zona z nikim nie sypiał. Dobro dziecka nie ma tu nic do rzeczy, najważniejszy jest ten straszny, straszny pozamałzeński seks. Dziecko naprawdę jest tu absolutnie nieważne, a jego dobro nikogo w tym wypadku nie interesuje.
                        • plater-2 Re: Problemy z dzieckiem..:( 02.02.18, 11:15
                          Szczególnie cieżko jest samotnej matce, ktora zlosliwie alienuje swoje dziecko od rodziny ojca ;)

                          Wdowa lub wdowiec moga smialo sie zenic, trauma dziecka mniejsza, ojciec jest "szacownym nieboszczykiem",fotografia stoi na pianinie, nie zachodzi "rozdarcie" dziecka miedzy ojca i matke i nowego partnera.
                            • srebrnarybka Re: Problemy z dzieckiem..:( 02.02.18, 16:22
                              Oczywiście może, ale zazwyczaj rodzice wkręcają dzieci w swoje konflikty i wymagają od nich lojalności wobec siebie. To niestety bardzo częste. Ale ja doprawdy, w odróżnieniu od Plater, nie piszę z powodów religijnych. Uważam po prostu, że rozpad rodziny to wielka krzywda dla dziecka i należy dołożyć starań, by mu tego oszczędzić. Nie wypowiadam się np. o rozwodach osób bezdzietnych. Nie wiem zresztą, czy rodzice tego chłopca, od którego zaczął się wątek, mieli w ogóle ślub kościelny. Przecież nie musieli. Może być tak, że ślub kościelny jest dopiero w drugim związku i ten pierwszy jest "grzeszny", a ten drugi, który sprawia cierpienie dziecku, uświęcony i sakramentalny. Po prostu przypominam, że rozwód jest krzywdą dla dziecka i opisany wątek dobrze to ilustruje.
                              • plater-2 Re: Problemy z dzieckiem..:( 02.02.18, 18:42
                                Nieboszczyk ZAWSZE jest "szacowny", bo o zmarłych źle sie nie mówi.

                                Nie wykluczam, że zdarzają sie mężowie-nieboszczycy i żony-nieboszczki, do których trudno sie przyczepic.

                                Grzeszny jest zwiazek nie wtedy, gdy nie jest sakramentalny, ale zawarty ( lub realizowany) z nieczystych intencji.
                              • verdana Re: Problemy z dzieckiem..:( 03.02.18, 10:07
                                Nalezy apelować, aby nie wkręcać dzieci w swoje konflikty. Przy czym skonfliktowane małżeństwo, nie znoszące sie, mieszkające razem "dla dobra dziecka" wkręca dziecko w konflikty w niemniejszym stopniu. Rozpad rodziny to nie tylko rozwód. Rozwód to skutek rozpadu rodziny. Dwoje ludzi, którzy mieszkają razem, ale nie sa w stanie sie porozumieć, nie uprawiają seksu, nie lubią sie wzajemnie to nie jest środowisko przyjazne dziecku. "Krzywda" dziecka jest tu pochodną pewnych spraw, na które czasem nie ma się wpływu. I nie jest krzywdą, jest problemem rodziny, w którym dziecko uczestniczy. Krzywdą dziecka można w tym kontekście nazwać także utratę pracy, czy wyjazd jednego z rodziców, ba - nawet wspólną z dzieckiem emigrację. To wszystko jest dla dziecka stresem.
                                • plater-2 Re: Problemy z dzieckiem..:( 04.02.18, 11:36
                                  Powtarzam, KKK nie zabrania separacji i rozwodu.
                                  KKK nie przewiduje wywieszania na drzwiach kosiola tabliczki - osoby zyjace w zwiaku niezarejestrowanym w usc oraz niezareajestrowanym w naszej kanclarlii nie maja prawa tu wchodzic, ich dzieci nie beda ochrzczone itd.

                                  W KK nie ma mozliwosci slubu koscielnego z osoba, ktora jest zwiazana sakramentalnie z kims innym lub zlozyla wazny publicznowieczysty slub zakonny lub ma wazne swiecenia kaplanskie.
                                • srebrnarybka Re: Problemy z dzieckiem..:( 05.02.18, 18:02
                                  Zwykle, jeśli rodzica wywalą z pracy, to nie jest to rzecz, którą on sam spowodował. Rozpad małżeństwa zwykle jednak bierze się z braku wysiłku małżonków lub jednego z małżonków lub jednego w stopniu bardzo wielkim, drugiego w minimalnym, pracy nad związkiem.
                                  Pozorne małżeństwo podtrzymywane dla dobra dziecka nie jest najlepszym wyjściem, a może być bardzo złym, ale ostateczna decyzja zazwyczaj jednak przypieczętowuje rozpad, zaś w bardzo złym małżeństwie, które jednak nie podjęło decyzji o rozstaniu, mogą być jakieś elementy łączące, które w jakimś momencie "zagrają". Wiem, że nie każde małżeństwo da się uratować, ale ponieważ rozpad rodziców jest krzywdą dla dziecka, krzywdą przez to dziecko w żaden sposób niezawinioną, przeto kochający dziecko rodzice powinni dołożyć starań, by ratować rodzinę. A jeśli decydują się tych starań poniechać, a tym jest rozwód, to powinni zdawać sobie sprawę, jaką krzywdę wyrządzą tym dziecku. A co ilustruje post założycielski.
                                  • verdana Re: Problemy z dzieckiem..:( 08.02.18, 18:44
                                    Naprawdę nikogo nie wywalają z pracy z jego winy? A jaką winę za rozpad małżeństwa ponosi zdradzana żona? Kochający rodzice powinni ratować dobre samopoczucie dziecka, niekoniecznie swój związek. Przyjmujesz absolutnie nieprawdziwe założenie, ze każdy rozwód jest dla dziecka krzywdą , a kazda próba ratowania małżeństwa jest dla dziecka dobra. A jest różnie - czasami rozwód jest najlepszą rzeczą, jaka sptyka dziecko, czasami rzeczywiście jest dla dziecka fatalne - ale zależy to nie od rozwodu, ale od tego, jak rodzice się względem siebie zachowują, czy dziecko moze utrzymywać z obojgiem swobodne kontakty, czy oboje uczestniczą w wychowaniu i biorą pod uwagę wybory dziecka.
                                    • plater-2 Re: Problemy z dzieckiem..:( 09.02.18, 08:32
                                      Moze ponosic wine, choc nie zawsze.

                                      Na przykład pochopnie poszla pod pierzyne z facetem uzaleznionym od seksu. Pojawia sie pytanie o przyczyne pochopnosci (wzorce kultury masowej, niska samoocena...)

                                      W wyniku igraszek pod pierzyna rodzi sie dzidzius (nieplanowany ?) -"małżeństwo naprawcze" z faceatem o mentalności Piotrusia Pana.

                                      Rozwód jest krzywda, ale nie zawsze. Tak jak nie zawsze krzywda jest wyrwanie zeba.
                                      Generalnie zeby nalezy kontrolowac, leczyc male dziurki, nie odkladac leczenia do czasu, gdy tylko ekstrakcja jest rozwiazaniem.

                                      Krzywda jest NOWY zwiazek za zycia ojca/ matki dziecka.
                                      Implanty sa kosztowne, nie zawsze sie przyjmuja.

                                      A sztuczna szczeka nieelegancko klapie.
                                      • verdana Re: Problemy z dzieckiem..:( 09.02.18, 20:14
                                        Tak, nowy związek jest krzywdą, bo matka będzie spała z obcym facetem, a to grzech. Nowy związek wdowy z wdowcem z trójką dzieci jakoś krzywdą nie jest. Nie jest też żadną krzywdą, jesli dwudziestoparoletnia dziewczyna ma na najbliższe kilkanascie lat zrezygnować z seksu, z kogoś dorosłego, z którym moze pogadać i zajmie się wyłącznie dzieckiem. Dziecko na pewno nie odczuje w żaden sposób, że matka nie jest najszczęśliwszą kobieta na świecie. I na pewno nie będzie miało problemu, aby matkę, która dla niego poświęciła życie osobiste zostawić i założyć własna rodzinę w odległym mieście. Nie będzie miało żadnych wyrzutów sumienia, ani poczucia, ze ma się teraz matką zająć.
                                        • plater-2 Re: Problemy z dzieckiem..:( 09.02.18, 21:15
                                          Najszczesliwsza bedzie jak dziecko powie nowemu tatusiowi - "wal sie facet od mojej matki i ode mnie" lb (grzeczniej) "nie jestes moim ojcem, nie bedziesz sie wypowiadal w moich i mamusi sprawach".

                                          Jaka gwarancja,ze nowy zwiazek bedzie funkcyjny ?
                          • hosta_73 Re: Problemy z dzieckiem..:( 11.02.18, 13:56
                            plater-2 napisała:

                            > Wdowa lub wdowiec moga smialo sie zenic, trauma dziecka mniejsza, ojciec jest
                            > "szacownym nieboszczykiem",fotografia stoi na pianinie, nie zachodzi "rozdar
                            > cie" dziecka miedzy ojca i matke i nowego partnera.

                            Śmiem sie nie zgodzić. Mój syn zawsze uważał, ze "ma lepiej" niż jego przyjaciel, który ojca nawet nie bardzo pamiętał. Szczerze mu współczuł jego braku, często nie opowiadał mu, ze byl u taty i o tym co wspólnie robili, bo widział, ze koledze robiło się przykro. Były z chłopakiem problemy wychowawcze, czy z powodu braku ojca-nie wiem, ale wiem, że gdy mój syn nie mogł się ze mną dogadać, dzwonil do swojego taty, żeby się na mnie pożalić. Miał do kogo.
                          • hosta_73 Re: Problemy z dzieckiem..:( 11.02.18, 14:10
                            plater-2 napisała:

                            > Wdowa lub wdowiec moga smialo sie zenic, trauma dziecka mniejsza, ojciec jest
                            > "szacownym nieboszczykiem",fotografia stoi na pianinie, nie zachodzi "rozdar
                            > cie" dziecka miedzy ojca i matke i nowego partnera.

                            I jeszcze jedno: znajoma pani związała sie z wdowcem, któremu żona zmarła gdy ich córki były w wieku przedszkolnym. Małżeństwo nie należało do udanych, ale dzieci były za małe by to pamiętać i rozumieć. Lata płynęły i gdy pani weszła do tej rodziny zobaczyła w tym domu ( juz licealnych panienek) nie fotografie na pianinie lecz dosłownie ołtarzyki zbudowane ze zdjęć, pamiątek, laurek. Dziewczyny bardzo cierpiały z powodu braku matki i oczywiście żadna kolejna kobieta nie byla godna ich ojca i żadna nie miała prawa wstępu do ich życia.
                            • plater-2 Re: Problemy z dzieckiem..:( 11.02.18, 14:44
                              Sa inne pozytywne przyklady np. małżeństwa prof. Józefa Rostafińskiego, który młodo owdowial i druga żona wychowywała jego i wspolne dzieci. Sa wpomnienia dzieci (prof.Jan Rostafiński i jego siostra ) bardzo pozytywne swiadectwo daja.

                    • leyre2 Re: Problemy z dzieckiem..:( 01.02.18, 19:59
                      verdana napisała:

                      > Tak, a wychowanie w rodzinie, gdzie rodzice sie nie znoszą, oczywiście żadną tr aumą nie jest.

                      Oczywiscie ze jest, dlatego lepiej sie rozstac. To jednak nie oznacza ze od teraz bedzie juz super,to sa jednak trudne sytuacje dla dzieci bo dla doroslych bezdzietnych to zakonczenie nieudanego zwiazku jest czyms pozadanym i moga zaczac nowy rozdzial. Niestety ale tzw prawo do ulozenia sobie zycia poprzez wejscie w nowy zwiazek jest problemem dla dzieci a im starsze tym wiekszym. Prawo oczywiscie tak ale jednak obowiazki wobec wlasnego dziecka/i sa pond tym prawem a w zwiazku z tym nalezaloby nie wchodzic w zwiazki ktore skutkuja wspolnym mieszkaniem, wspolnymi nowymi dziecmi , dodatkowymi ze strony nowego partnera itp do czasu az dzieci nie osiagna pelnoletnosci. Takie uklady sa dla nich szkodliwe, powoduja dodatkowy stres z ktorym dziecko musi zyc. Mniejsze ryzyko problemow istnieje gdy dziecko jest mlode max do 4-5go roku zycia i nie ma kontaktu z rodzicem bologicznym.
                      • verdana Re: Problemy z dzieckiem..:( 01.02.18, 20:47
                        Tak. Dokładnie to samo dotyczy wdów, a jakoś nikt nie mówi, że wdowa absolutnie nie ma prawa ułożyć sobie życia. I wątpię, czy idealnym układem dla dziecka jest samotna matka, bez szans na jakikolwiek związek niż ta sama matka z parterem, który dziecko lubi i akceptuje.
                        • leyre2 Re: Problemy z dzieckiem..:( 01.02.18, 21:11
                          verdana napisała:

                          > Tak. Dokładnie to samo dotyczy wdów, a jakoś nikt nie mówi, że wdowa absolutni
                          > e nie ma prawa ułożyć sobie życia. I wątpię, czy idealnym układem dla dziecka j
                          > est samotna matka, bez szans na jakikolwiek związek niż ta sama matka z partere
                          > m, który dziecko lubi i akceptuje.

                          W ukladach gdy bologiczny rodzic nie zyje sa wieksze stansze ze bedzie latwiej.
                          I nie idelanym ukaldem to nie bedzie ale duzo lepszym dla dziecka jesli nie bedzie musialo zyc na codzien z obcym czlowiek w roli zastepczego ojca i nowym rodzenstem w polowie bilogicznym czy przyrodnim.
                      • iziula1 Re: Problemy z dzieckiem..:( 01.02.18, 20:54
                        leyre2 napisał(a):

                        > verdana napisała:
                        >
                        > > Tak, a wychowanie w rodzinie, gdzie rodzice sie nie znoszą, oczywiście ża
                        > dną tr aumą nie jest.
                        >
                        > Oczywiscie ze jest, dlatego lepiej sie rozstac. To jednak nie oznacza ze od te
                        > raz bedzie juz super,to sa jednak trudne sy

                        To był sarkazm.
                        Chyba nie sądzisz,że Verdana poleca trwanie w "uświeconym związku" za wszelką cenę i "noszenie swego krzyża" ;-)

                        --
                        "Nie wierzę w żadną magię ani inny zabobon. Pradawni bogowie mnie chronią!"
                        By Julian
                      • jeszczeniestara Re: Problemy z dzieckiem..:( 02.02.18, 16:37
                        Ludzie sa różni, dzieci też. Są dorośli dla których rozwód jest łamiącym życie przeżyciem. Przechodzą go jako koniec swojego świata. Nie akceptują faktu, że ten rozdział życia im nie wyszedł. Są dzieci, które nie wyobrażają sobie, że z ich matką może żyć ktoś inny niż ojciec. Uważam, że to normalne. Są ludzie, którzy wchodzą w wiele związków, mają dzieci z nich, a te dzieci funkcjonują w tym bez uszczerbków na psychice w poważnym tego słowa znaczeniu, tzn w przyszłości dobrze funkcjonują we własnych związkach i w społeczeństwie. Kiedy jednak dla dziecko nowa rodzina mamy to za dużo, matka powinna się z tym liczyć.
                    • jeszczeniestara Re: Problemy z dzieckiem..:( 01.02.18, 21:32
                      To wszystko nie jest takie proste. Rozwód dla dziecka nawet jeśli działo się źle w rodzinie nie jest bezbolesny. Było źle i nadal jest źle. Ma się cieszyć, bo rodzice już nie skaczą sobie do gardeł? To ma wystarczyć? A ból, że coś mu należnego, pełna dobra rodzina już nigdy mu się zdarzy, to nie powód do załamania? Na pewno tak. Nowa rodzina, nowy pan,dziecko. I świat się wali. Nie rozumiem po co ten pośpiech ze strony kobiet, by wejść w nowy związek. Piszesz, że masz prawo być szczęśliwa. Masz. Ale po rozwodzie czas winien być dla dziecka, tylko dla niego. Porządkowanie nowego świata, budowanie bliskości z synem, za kilka lat nowa miłość. Myślę, że teraz będziesz miała pod górkę. Nie opuszczaj syna, nie krytykuj, nie odtrącaj, rozmawiaj i jeszcze raz rozmawiaj zapewniając o swojej miłości do niego. Do znudzenia i bez zniechęcenia, kiedy powie, że ma to gdzieś.
                      • verdana Re: Problemy z dzieckiem..:( 01.02.18, 22:37
                        Tak. Mąż porzuca kobietę z dzieckiem. Oczywiście, ze nie ma za wszelką cenę rzucać sie od razu w nowy związek. Nie ma też uznać, ze wobec tego, że została porzucona nie ma prawa do swojego zycia, do następnych dzieci, do miłości. Że dziecku nie zaszkodzi, jeśli zrezygnuje z kolejnego związku, bo musi mu wynagrodzić rozwód. Że na pewno dziecku będzie gorzej z dobrym ojczymem niz z samotną matką. Obawiam sie, że sporo kobiet tak myślących wychowuje dzieci, które potem czują sie do końca życia zobowiązane wobec matki, która poświęciła im swoje życie, dla ich dobra z nikim sie nie związała, wiec przecież jakżeby mogły ja porzucić? Matka nie ma przecież nikogo, oprócz dziecka, a nie ma, bo chciała aby dziecku było dobrze. Obawiam sie, ze ten typ matki, która swoim życiem wynagrodzi dziecku rozwód moze dziecko wykończyć czasem nie gorzej, niz miły ojczym i o zgrozo, jakieś rodzeństwo.
                        • srebrnarybka Re: Problemy z dzieckiem..:( 02.02.18, 00:08
                          Jeśli już do rozwodu dojdzie, nie ma tu jednej recepty dla wszystkich. Po pierwsze, pomijając sytuacje, kiedy powodem rozwodu jest nowy partner/partnerka, niekoniecznie samotny rozwiedziony/a ojciec/matka muszą natychmiast znaleźć kolejną połówkę. Mogą nie mieć ochoty pakować się w kolejny związek, mogą nie spotkać nikogo odpowiedniego etc. Ewentualny nowy związek może ułożyć się tak, że dziecko zaakceptuje ojczyma/macochę, złapie dobry kontakt i zyska coś ważnego, a może się ułożyć inaczej. Tak samo może być z pojawieniem się przyrodniego rodzeństwa - może to być wspaniałe przeżycie, a może być poczucie odtrącenia. Na relacje między ludźmi nie ma wzorów matematycznych. Porzucona matka, która "poświęciła się" dla dziecka i nie ułożyła sobie życia, jest toksyczna, ale taka pewnie byłaby i bez rozwodu. Zawsze mogła się poświęcić, bo zrezygnowała z kariery w balecie, straciła zęby, figurę, głos, przestała jeździć na nartach i codziennie odprowadzała gimnazjalistę do szkoły, co skutecznie uniemożliwiło jej pracę zawodową. I można to robić będąc w poprawnym małżeństwie.
                          Kwestii religijnych świadomie nie poruszam, bo to zupełnie inna sfera motywacji. Opuszczona matka, która rezygnuje z drugiego małżeństwa ze względów religijnych, a nie w imię "poświęcenia się" dla dziecka, nie musi być toksyczna, bo to nie dziecko jest przyczyną świadomie narzuconego sobie ograniczenia. Nie mogłaby zawrzeć nowego związku nawet wtedy, gdyby była bezdzietna.
                        • jeszczeniestara Re: Problemy z dzieckiem..:( 02.02.18, 12:50
                          A czy ja pisałam, że ma się poświęcać dla dziecka, coś mu wynagradzać? Jest czas na nowy związek. Na pewno nie jest szybko po rozwodzie. Ten czas jest dla dziecka. Nic w tym toksycznego nie ma. To czas, kiedy buduje się z dzieckiem nowy świat, taki w którym ma odzyskać poczucie bezpieczeństwa, złapać oddech. Każde dziecko potrzebuje tego czasu w innym wymiarze, są dzieci, które nie są gotowe na nowego tatusia z marszu. A matka nie myśli tylko o sobie. Dziecko to nie kwiatek na parapecie, który może rosnąć w innym domu, choć są też rośliny, które takie przenoszenie źle znoszą.
                          • plater-2 Re: Problemy z dzieckiem..:( 02.02.18, 18:45
                            Sa kraje w ktorych kodeks rodzinny zabrania malzenstwa przed uplywem iles tam czasu od ustania popredniego (wdowienswo) lub rozwodu. Jest karencja. Wlasnie po to, by nie wiazac sie pochopnie, w stresie, w żałobie itd.
                            • iziula1 Re: Problemy z dzieckiem..:( 02.02.18, 18:48
                              Jakie to kraje?

                              --
                              Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
                              Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
                              Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
                              które bije coraz prędzej, goręcej...
                    • srebrnarybka Re: Problemy z dzieckiem..:( 01.02.18, 23:55
                      1. Powodzenie związku to nie jest rzecz dana raz na zawsze, tylko coś, nad czym trzeba pracować i wymaga to wysiłku z obu stron. Zauroczenie drugą osobą przemija, pojawia się szare życie, które trzeba dzielić z osobą wychowaną w innym domu, z innymi przyzwyczajeniami, nauczoną np. jeść kolację o innej porze niż my, albo uwielbiać jeść śniadanie w szlafroku, gdy my uważamy, że trzeba być zapiętym na ostatni guzik. Albo mąż lubi słuchać radia 24 godziny, a żona niekoniecznie. To są d..rele, ale przez takie głupstwa rozpada się wiele związków. I nad związkiem trzeba pracować, zwłaszcza, jeśli się ma dziecko. Owszem, nie wszystkie związki da się uratować, ale niektóre dałoby się, gdyby oboje małżonkowie/partnerzy włożyli w to więcej wysiłku. 2. Nie jestem pewna, czy każde nieudane małżeństwo jest dla dziecka gorsze, niż rozwód. Mimo wszystko rodzice od czasu do czasu kłócący się bywają jednak razem, a rozwód powoduje całkowity rozpad domu. Oczywiście nie mówię o sytuacji, gdy ojciec alkoholik regularnie katuje matkę, ale o trudnym między nimi porozumieniu. Rzeczony przyszywany bratanek mówił, że wolałby, by było tak, jak było, zanim mama odeszła. 3. Zawarcie małżeństwa z zamiarem posiadania dzieci czy też zdecydowanie się na dziecko w konkubinacie to decyzje poważne. Jasne, że na 100% niczego przewidzieć się nie da, ale nie powinno się takich decyzji podejmować pochopnie, bo życie to nie zabawa. 4. Nigdzie nie odwoływałam się do poglądów Kościoła w tej sprawie, a nawet mówiłam o odpowiedzialnym płodzeniu dziecka w konkubinacie, co z pewnością jest wbrew naukom Kościoła. Nie wszyscy na świecie, a zwłaszcza na forum, są katolikami, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by byli odpowiedzialni.
                      • alpepe Re: Problemy z dzieckiem..:( 02.02.18, 00:12
                        Nie wiem, czy jesteś wierzącą chrześcijanką, ale jeśli tak, to ja, jako była katoliczka spełnię właśnie zaraz uczynek miłosierny wobec Ciebie i Cię napominam, że strasznie właśnie zgrzeszyłaś pychą.
                        To jest życie.

                        --
                        Tak walczę ze złem
                        A zło rośnie we mnie z każdym dniem
                      • plater-2 Re: Problemy z dzieckiem..:( 02.02.18, 11:26
                        Niekoniecznie dziecko w konkubinacie lub konkubinat bez dziecka. bo moze nie byc dostepu do ksiedza lub sytuacja bardzo skomplikowana prawnie i wtedy jak komus zalezy, mozna wystapic o dyspense na chodzenie do komunii, albo i nawet (jak Piłsudski) przerobic sie na protestanta lub prawosławnego. Czyli niekoniecznie wbrew naukom Kosciola.
                        • srebrnarybka Re: Problemy z dzieckiem..:( 02.02.18, 16:29
                          Plater, na Syberii pewnie tak, ale mnie nie o to chodzi. Jeśli ktoś w Warszawie żyje w konkubinacie i decyduje się na dziecko, to raczej z naukami Kościoła nic to nie ma wspólnego. Ale nie wszyscy są wierzący, więc jeśli niewierzący konkubenci po dojrzałym namyśle decydują sie na dziecko, bowiem zamierzają żyć w trwałym związku i stworzyć dla dziecka trwałą rodzinę, to jest to decyzja odpowiedzialna i dziecko prawdopodobnie mieć krzywdy nie będzie.
                          • plater-2 Re: Problemy z dzieckiem..:( 02.02.18, 18:53
                            W krajach, gdzie pomoc matce "samotnej"/ ojcu "samotnemu" (rzadziej) jest rozbudowana do paradoksalnych rozmiarów, masa zwiazkow wykorzystuje ten fakt, odklada rejestracje do czasu, az dzieci osiagna wiek, gdy skoncza sie bonusy na przedszkola poza kolejnoscia itd.
                            Przykladem jest Kanada, Irlandia. Da sie z child benefit odlozyc na aport do banku na kupno calkiem-calkiem mieszkania.
                            Znam osobiscie sytuacje, gdy matka "samotna" -( ojcu nie zalezalo) miala dyspense i widziałam ja idaca do komunii w dniu I komunii jej wlasnego dziecka.

                            Jest to wlasnie przyklad na szczegolną sytuacje.

                            Innym przykladem może byc niemożliwość przeprowadzenia "unieważnienia" małżeństwa, bo małżonek(a) zaginął bez wieści, nie ma z nim kontaktu, odmawia stawienia sie w sadzie kurialnym.
                      • verdana Re: Problemy z dzieckiem..:( 02.02.18, 13:24
                        To, ze bratanek wolałby hipoteczne dobre życie w pełnej rodzinie jest oczywiste, tylko co z tego? Nie jest w stanie ocenić, co sie dzieje w małżeństwie rodziców, nie jest w stanie przewidzieć, co by się stało, gdyby matka została. Nie jest też powiedziane, ze wola dziecka ma być decydująca, gdy ważą sie losy trzech osób.
                        • srebrnarybka Re: Problemy z dzieckiem..:( 02.02.18, 16:36
                          bratanek wolałby hipoteczne dobre życie w pełnej rodzinie jest oczywiste, tylko co z tego?
                          To z tego, że 1. matka bratanka podjęła decyzję nie tylko w swoim imieniu, ale i dziecka. Być może, gdyby jej bardziej zależało na dziecku, włożyłaby więcej wysiłku w uratowanie małżeństwa. Relacje między ludźmi to jest praca, a nie chodzenie na randki. 2. "Wola dziecka", by żyć w pełnej rodzinie, to nie jest jakaś niesłychana faneberia, tylko raczej norma. Więc ludzie, którzy decydują się na małżeństwo i dzieci, albo na same dzieci bez formalnego małżeństwa, powinni brać pod uwagę, że ewentualny rozwód skrzywdzi dziecko. Więc należy takie decyzje podejmować bardzo rozważnie, a następnie pracować nad związkiem. 3. Na forum, ilekroć jakaś emama napisze, że mąż na nią krzywo spojrzał, natychmiast podnoszą się tysiące rad, że należy się rozwieść, bo należy dać panu nauczkę, pokazać, nie dać się etc. Dzieci w tej sprawie w ogóle sie nie liczą. 5. Na forum są tasiemcowe wątki o traumie, jaka spotka dziecko, jeśli matka na pół godziny zostawi je pod opieką babci, zamknie się w kiblu i nie pozwoli mu towarzyszyć przy defekacji albo nie przerwie ważnej rozmowy telefonicznej, gdy dziecko przybiegnie pokazać jej narysowanego kwiatka. Sądzę, że rozwalenie dziecku domu to znacznie większa trauma i należy mieć tego świadomość. 6. Nie ja wymyśliłam sytuację opisaną w poście założycielskim. Tyle, że mnie ona nie dziwi.
                            • plater-2 Re: Problemy z dzieckiem..:( 02.02.18, 19:00
                              Przed slubem cywilnym powinny byc obowiazkowe nauki z zakresu prawa rodzinnego i opiekunczego, ustrojów małżeńskich, spotkanie z psychologiem. Na wzor nauk koscielnych.
                              Skoro mozliwe jest "uniewaznienie" malzenstwa katolickiego oraz zwiazku cywilnego z tytulu braku wiedzy o tym, w co sie ktos pakuje, to brak pouczenia jest naduzyciem.
                              Z faktu zarejestrowania zwiazku w kosciele czy urzedzie wynikaja konsekwencje prawne.

                              Inna rzecz ,ze moze sie rozpasc zwiazek niegdzie nie rejestrowany z czworka dzieci i nic USC i ksiedzu do tego.
                          • verdana Re: Problemy z dzieckiem..:( 03.02.18, 10:16
                            Naprawdę, nikt niema pojęcia, z bratankiem na czele, co sie dzieje w cudzym małżeństwie. Nie zawsze małżeństw da sie naprawić, czasem nawet nie warto się wysilać, gdy straciło się na przykład szacunek dla partnera, albo odczuwa się wstręt przed kontaktami seksualnymi. I nie, dzieci nie wolą zyć wcale w pełnej rodzinie, tylko w dobrej rodzinie. Jest bardzo wiele dzieci przyjmujących rozwód rodziców z ulgą, albo mających pretensje, ze rodzice sie nie rozstali. Można sie nie rozwodzić, przyjmując, że dobro dziecka jest ważniejsze, niz zmarnowane życie rodziców, ale zazwyczaj nie da się przerobić fatalnie funkcjonującej rodziny w dobrą rodzinę. Fakt, nie nalezy sie rozwodzić z byle powodu, ale nie należy też tkwić w nieudanym małżeństwie tylko ze względu na dziecko, bo to zazwyczaj wcale dziecku na dobre nie wychodzi. To, ze ludzie przesadzają, piszac o rzekomych traumach dziecka nie zmienia w niczym sytuacji, że rozwalenie domu to nie rozwód, a wszystko co jest przed nim i jest to czasami nieodwracalne. Rozwód porządkuje sytuację, a nie ją rozpoczyna. Rozwiedzeni rodzice powinni zrobić wszystko, aby dziecko nie było wmieszane w ich rozgrywki między sobą i aby wiedziało, że opuszczamy męza/żonę, a nie dziecko. Jak rozumiem matka bratanka opuściła także jego, a nie tylko ojca i tu jest podstawa dramatu, a nie jest nią rozwód.
                            • plater-2 i stana sie jednym ciałem... 04.02.18, 11:45
                              Naprawianie rodziny i malzenstwa (metoda wywalania do kosza szwankujacych elementow ?) jest mechinistyka.
                              Rodzina, spoleczenstwo - nie jest mechanizmem, ktory ma sie dobrze krecic, bo to jest "instrumentalne traktowanie czlowieka" ;)!!!

                              Rodzina , spoleczenstwo - to organizm. Nie naprawianie a uzdrawianie. Bez POCHOPNYCH amputacji i wyrywania zebów.

                              Przeszczepy czasem sie udaja, czasem sa odrzucane. Zeby sie udaly nie wystarczy klasnac w rece lub przygrywac na flecie.
                            • plater-2 Re: Problemy z dzieckiem..:( 04.02.18, 12:03
                              W malzenstwie (udanym lub nieudanym) nie nalezy "tkwić", bo "tkwienie" to konsekwencja "wetknięcia".
                              Małżeństwo zawarte "niedbale" , "nieuważnie" ma spore szanse byc tym systemem realizowane.
                              Co nie znaczy, że nic sie z tym nie da na pewno zrobić. Kazde malzenswo jest zadaniem, szansa na przebudowe wlasnego charakteru, ego...

                              Malzenstwo w ktorym sie tkwi, bo ktos nam je wetknął podstepem, oszustwem, ukradkiem, bez naszej woli - nadaje sie do "uniewaznienia" (takze koscielnego).
                              • verdana Re: Problemy z dzieckiem..:( 04.02.18, 12:45
                                Dzieci będą w wyniku takiego unieważnienia cierpieć! Chyba , że zupełnie inaczej reaguje dziecko na unieważnienie małżeństwa i na rozwód.
                                A założenie, ze człowiek się przez całe życie nie zmienia i ze człowiek, za którego wyszliśmy za maż z dobrej woli na 100% nie zrobi nic, co by spowodowało rozpad małżeństwa przez najbliższe 30 lat jest co najmniej naiwne.
                                • plater-2 "a my ojcu żenić się nie dozwolim "! 04.02.18, 13:10
                                  Będą cierpiec, gdy wetknieci w malzenstwo" nic nie beda robic w kwestii pracy nad zwiazkiem.

                                  Jest caly wachlarz mozliwosci pracy nad "nieudanym" małżeństwem, sa propozycje terapii, mediacji, warsztaty, wczasy terapeutyczne, domy pojednania (powinno byc to dofinansowane z Funduszu lub innego źródła podatkowego). Na wychowaniu rodzinnym, naukach przedmalenskim nie należy rozdmuchiwac tematu -"przeslanki do rozwodu i uniewaznienia" a mówic o realnych mozliwosciach naprawczych,szansach gdy uzdrawiac zacznie się w porę.

                                  Decyzje o rozstaniu ( czasowym ?) podjac mozna zawsze, nie zaleca sie bezczynnego tkwienia w toksycznym zwiazku.

                                  Beda cierpiec takze gdy rodzice sie rozwioda, pozostawac beda latami w stanie "wojennej separacji", uzyskaja koscielny rozwod lub np. prawoslawni dyspense na nowy zwiazek, ktory nie jest nazywany malzenstwem.

                                  Ale niedojrzali emocjonalnie rodzice dodadza dzieciom cierpienia pochopnie wchodzac w nowe najczesniej nieco tylko mniej niedojrzale zwiazki, powolujac w nich na swiat kolejnych dzidziusiow.
                                  Krzywda, bo sa nowe zobowiazania emocjonalne, towarzyskie, finansowe, czasowe, majatkowe, spadkowe.

                                  Maciej Boryna był trzykrotnym (?) wdowcem (!) a pomysł na małżeństwo z Jagusią wzbudził u dorosłych (!) dzieci "spore emocje".
                            • srebrnarybka Re: Problemy z dzieckiem..:( 05.02.18, 18:23
                              Bratanek nie musi mieć pojęcia, co dzieje się w małżeństwie rodziców, bo on nie jest za nie odpowiedzialny. To rodzice są odpowiedzialni za dobro dziecka i dlatego powinni dołożyć starań, by rodzinę utrzymać, pracując nad swoimi relacjami. Skoro bratanek twierdził, że chciałby, by było tak, jak przed odejściem matki, to widać mimo narastania kryzysu w małżeństwie rodziców czul się lepiej, mając rodziców w komplecie. Idealnych rodzin nie ma. Rodziny, gdzie małżonkowie są ze sobą szczęśliwi, także mogą być z jakichś powodów niedobre dla dziecka, a poza tym w najlepszym małżeństwie bywają spory i awantury, więc dziecko może awantur między rodzicami nie uważać za coś zaburzającego jego bezpieczeństwo. Niewkręcenie dziecka w rozwód rodziców jest niemal niemożliwe. Przecież dziecko widzi spór między rodzicami i trudno jednak to ukryć. Jest na forum żona męża przemocowca, która nie rozwiodła się z nim, bo prosiły ją o to dzieci.
                              Dojrzali ludzie zawierając małżeństwo zdają sobie sprawę z tego, że będą się zmieniali i że małżeństwo to nie jest chodzenie na randki, tylko życie razem z człowiekiem wychowanym w innej rodzinie, w jakimś sensie obcym, którego cały czas poznajemy i który cały czas się zmienia. Owszem, może zdarzyć się coś niemożliwego do akceptacji (narkomania współmałżonka, molestowanie przez niego dzieci, regularne bicie), ale takie przypadłości dotyczą jednak mniejszości społeczeństwa. Wiem, zaraz przeczytam o powszechności przemocy domowej. No, mimo wszystko tych ileś tam przypadków rocznie to nie jest jednak powszechne. No i jednak pewne symptomy można zauważyć. Pamiętam pewną przyjaciółkę mojej Matki, damę dzisiaj pod 90tkę, która opowiadała, że gdy pojechała z narzeczonym do jego rodziców, mieszkających na wsi, była przerażona tym, jak jej przyszły teść traktuje przyszłą teściową i miała z tego powodu wątpliwości, czy wyjść za swego narzeczonego. Ostatecznie do ślubu doszło, kobitka była dużo bardziej przebojowa od męża-safanduły, więc chyba jej nie bił, a w każdym razie to ona była dominującą osobą w tym małżeństwie, wychowali 4 dzieci i przeżyli ze sobą chyba ponad 50 lat. Ów mąż przeniósł się już do wieczności, żona 2 lata temu jeszcze żyła, a że była nie do zdarcia, to pewnie jeszcze chodzi po świecie. Tak czy owak kobita zastanawiała się, czy wzory, jakie jej narzeczony wyniósł z domu, dobrze rokują przyszłemu małżeństwu. Widać pozytywy przeważyły nad negatywami, ale podejmując tak ważną decyzję warto rozważać różne okoliczności, a nie decydować na łapu-capu, bo potem można się rozwieść.
                              • verdana Re: Problemy z dzieckiem..:( 06.02.18, 14:04
                                Nie zawsze da się niechęć do drugiej osoby, pracując usilnie nad tym zamienić w radosną akceptację. Bratanek czuł się dobrze byc może takze dlatego,że matka nie uznała małżeństwa za więzienie i wiedziała, ze moze odejść. Miedzy awanturami w małżeństwie a kompletną nieakceptacją drugiej osoby jest zasadnicza różnica. Niewkręcenie dziecka w to,że rodzice sie ie znoszą i mieszkają razem jest także raczej niemożliwe. Nie do akceptacji jest naprawdę nie tylko przemoc - jest także kompletny brak porozumienia, inne systemy wartości, wstręt fizyczny, zdrada. I to jest znacznie bardziej powszechne.
                                Wyobraż sobie, że dla dobra nawet własnego dziecka musisz mieszkać z kimś, kogo nie lubisz, nie szanujesz i kto Cię denerwuje. Codziennie wracasz do domu, w którym mieszka osoba, której nie znosisz. Codziennie musisz udawać, że wszystko jest w porządku, musisz zatroszczyć sie o tą osobę, musisz ją znosić w łóżku. Jk długo będziesz w stanie udawać przed dzieckiem, ze wszystko jest w porządku? Taki przykład - jestem pewna, ze jako dziecko kochałaś i akceptowałaś matkę. I w pewnym momencie okazałoby sie, że musisz z matką mieszkać jeszcze kilkanaście lat dla dobra swojego dziecka, choć nie jesteś w stanie wytrzymać jej charakteru. Sądzisz, że dziecko nic by nie zauważyło? Wiem, matka to nie mąż, ale psychicznie sytuacja podobna.
                                • plater-2 Re: Problemy z dzieckiem..:( 06.02.18, 17:51


                                  Jak to się dzieje, że jakaś pani/pan po kilkunastu latach pożycia uznaje swe małżeństwo za więzienie ?

                                  W momencie zawierania nie zdawała sobie sprawy, że kompletnie nie akceptuje kandydata na mężą/żonę, nie znosi go, partner(ka) mąż "stosuje przemoc" (bije, znęca się ?), ma inny system wartości, odczuwa wstręt fizyczny i kompletnie nie może się z nim porozumiec,denerwuje on ja (a ona jego) i nie znosi go ?


                                  To chyba nie jest powszechne.

                                  To jest przypadek do uniewaznienia, także kościelnego, bo przynajmniej jedno, jesli nie oboje sa do małżeństwa niezdolni z przyczyn psychicznych.
                                  Maja jedno lub oboje tzw "hypcium-dyrdum".

                                  Nawet dla dobra własnego dziecka goraco rekomenduje się separację, zamiast codziennie udawać, że wszystko jest w porządku.

                                  Separacja jest rozdzialem małżeństwa od loza i stolu.

                                  Troszczyc sie o separowanego ojca (matke) naszego dziecka jak najbardziej trzeba, n.in. dla dobra tego wlasnie dziecka. Tylko w innej formie niż bez separacji.

                                  Coś sie przyrzekało - "miłość, wierność i uczciwość małżeńską".


                                • srebrnarybka Re: Problemy z dzieckiem..:( 07.02.18, 12:35
                                  Matkę, lat 90, muszę akceptować z jej humorami, niedostosowaniem społecznym, tym, że utrudnia mi pomagania sobie, a właściwie torpeduje wszystkie moje wysiłki w tym celu i stwarza problemy, których by być nie musiało. Zrezygnowałam dla niej z własnego życia, poza zajmowaniem się Matką zajmuję się tylko pracą zawodową, a i to niestety mniej intensywnie, niż bym chciała. Matki nie kocham i nie szanuję, bo nie ma za co, ale opieka nad Matką to mój święty obowiązek i gdybym postępowała inaczej, nie mogłabym spojrzeć w lustro. Są ważniejsze sprawy od własnego dobrego samopoczucia i własnej przyjemności. To tak na temat trwania przy nielubianej osobie.
                                  Nie bardzo jestem w stanie pojąć tą kompletną nieakceptację i niechęć do osoby, którą 10 lat temu dobrowolnie wybrało się na małżonka, a w każdym razie na ojca dziecka. Rozumiałabym plagę rozwodów w społeczeństwie, gdzie małżeństwa są aranżowane. Ale wszak małżonkowie czy partnerzy dobierają się DOBROWOLNIE. Ja Matki sobie nie wybierałam, ale małżonkowie wybrali się DOBROWOLNIE i dobrowolnie (wiem, że zdarzają się wpadki, ale jednakowoż istnieją sposoby planowania rodziny) zdecydowali się wydać na świat i wspólnie wychowywać dziecko. To bardzo poważna decyzja, z ogromnymi konsekwencjami, które grożą krzywdą trzech osób, bo także dziecka, więc nie należy jej podejmować pochopnie.
                                  • verdana Re: Problemy z dzieckiem..:( 07.02.18, 13:39
                                    No i teraz wyobraź sobie żonę, która męża nie kocha i nie szanuje, czuje, ze marnuje sobie zycie, a ma zostać z nim ze względu na szczęście dziecka. Jak długo mieszkając z mężem będzie w stanie udawać przed dzieckiem dobry humor i że nic się nie dzieje? Czy w tej chwili mieszkając z matką na stałe byłabys w stanie innej mieszkającej z Tobą osobie tak ułożyć życie, aby nie zauważyła, co się dzieje i aby w tym układzie była szczęśliwa? Naprawdę, ludzie się zmieniają - jesli 10 lat temu wychodziło się za faceta, to w sytuacji, gdy nie miało sie dziecka, kredytu, obciążeń domowych, gdy często sytuacja zawodowa była kompletnie inna. Nie sposób przewidzieć, jak potoczy sie związek dwojga ludzi. Mam znajomą, która odeszła od faceta, bo z niemal hippisa, faceta który miał szalone pomysły i to jej bardzo odpowiadało zmienił się w pracoholika, który nie bywał w domu. To nie jest rzecz do przewidzenia, naprawdę. Małżonkowie nie sa w stanie przewidzieć, gdy mają lat 25 ,z ę druga osoba nie będzie dobrym ojcem, ze będzie przepuszczała pieniądze na szalone przedsięwzięcia, czy siedziała całymi dniami na czatach erotycznych. Nie sa też w stanie przewidzieć, czy życie seksualne za 10 lat nie stanie się koszmarną udręką. Uznanie, że każdy moze udawać latami, ze nie jest głęboko nieszczęśliwy, ze nic złego sie nie dzieje i wychować dziecko w szczęśliwej rodzinie, która istnieje tylko na użytek dziecka to naiwność. Na ogół kończy się tak, ze dziecko jest głęboko nieszczęśliwe, bo żyje w atrapie rodziny, w totalnym kłamstwie.
                                    • srebrnarybka Re: Problemy z dzieckiem..:( 07.02.18, 16:17
                                      Odpowiedziałam, że sobie wyobrażam. Jestem czymś w rodzaju takiej żony. Owszem, nie mieszkam z Matką, ale to powoduje jeszcze więcej komplikacji. Gdybym mieszkała, mogłabym zapobiec pewnej części głupstw, które ona robi, i opieka nad nią byłaby prostsza. Nie musiałabym w każdą niedzielę jeździć do innego miasta - nie jestem w końcu najmłodsza i fizycznie znoszę to coraz gorzej. Na moje uczucia wobec Matki nie mam wpływu, ale staram się wywiązać z obowiązków wobec niej najlepiej, jak potrafię, bo mam coś takiego, jak sumienie. Reszta, w tym moje tzw. "szczęście", mnie nie interesuje. Interesuje mnie lustro w przedpokoju, w które, jak na razie, mogę spojrzeć. Myślę, że ludzie, którzy 10 lat temu byli sobie bardzo bliscy, a obecnie mają wspólne dziecko, które przecież kochają, w większości wypadków powinni znaleźć w sobie siłę, by się dogadać i pójść na jakiś kompromis, a przynajmniej tego próbować.
                                      Dla mnie novum na forum jest jedno zjawisko: jest oczywiste, że rozwód bywa czasem najlepszym wyjściem, ale dotychczas panowała powszechna opinia, że to trauma dla dziecka i że to generalnie zło chociaż czasami mniejsze. Obecnie zaś czytam, że to w ogóle żadne zło, wszystko w porządku, matka (ojciec) ma prawo do samorealizacji, ma się odegrać na misiu, nie ma się patyczkować, a dziecku przecież to nie zaszkodzi. Ilekroć jakaś forumka napisze o problemach małżeńskich, doradza jej się rozwód. Dla mnie to niezwykle groźna tendencja.
                                      No, a co do faktu, że ludzie się zmieniają. To oczywiście prawda. Ale z tego wynika, że człowiek nie może być pewny nie tylko współmałżonka, ale i dziecka, rodzeństwa, przyjaciół, znajomych i nie musi pielęgnować takich relacji. Zapewne Twoim zdaniem, gdyby nie to, że MOPS doprowadziłby mnie do porządku, mogłabym zniknąć z życia mojej Matki, bo jest upierdliwa bardziej, niż jak miała 50 lat, a ludzie się zmieniają. Matka może porzucić 15letniego syna, bo zaczął palić albo brać narkotyki. Nie ma sensu się zaprzyjaźniać, bo najlepsza przyjaciółka "się zmieni" i za rok sprzeda moje najintymniejsze informacje komuś innemu w ramach plotek, a ktoś, komu regularnie opiekowałam się dziećmi zrobi mi świństwo, bo "się zmienił". Świat bez żadnych więzi, na które można liczyć, jest światem strasznym, a rozgrzeszanie rodziców za krzywdę wyrządzaną dzieciom przez dopuszczenie do rozpadu małżeństwa jest jednym z czynników pogłębiania tego piekła na ziemi.
                                      • verdana Re: Problemy z dzieckiem..:( 08.02.18, 15:29
                                        Nie. Nie jesteś. Przede wszystkim nie wychowujesz w tych warunkach nikogo i nie musisz być w dobrym humorze i udawać, ze wszystko z matką układa sie doskonale, ze jest osobą godną miłości i szacunku. Nie musisz z matką spać, a to jest w małżeństwie jednak jeden z zasadniczych problemów - seks z kimś, kogo sie juz nie kocha i nie szanuje, albo całkowita odmowa seksu, co raczej nie wpłynie na uratowanie małżeństwa. Z kolei wychowanie dziecka w przekonaniu, ze mamusi jej własne szczęście nie interesuje i poświęca je, po to by dziecko było szczęśliwe (a dlaczego właściwie ma byc, skoro szczęście w życiu w ogóle jest nieważne?) jest demoralizujące. Innymi słowy matka dziecka, która uwaza, że najważniejsze w tym wszystkim jest jej poświęcenie i jej moralność, nawet kosztem tego, ze dziecko będzie wychowywało sie w domu, w którym wszystko opiera sie na udawaniu, oznacza, że dla matki dziecko jest na drugim miejscu, na pierwszym są wyznawane wartości, dla których to dziecko warto poświęcić.
                                        Żlem nie jest rozwód. Złem jest rozpad związku, gdy jest w nim dziecko. Tylko w wielu wypadkach to zło jest niezawinione. Pielęgnowanie relacji, jednostronne, jest zazwyczaj podręcznikowym mitem. Ma sens się zaprzyjaźniać, brać ślub, mieć dzieci, nie ma jednak sensu przyjęcie założenia, że związek jet nierozerwalny, niezależnie od sytuacji. Świat, gdzie każde więzi są dożywotnim zobowiązaniem jest światem niemniej strasznym.
                                        A rozpad małżeństwa to nie jest coś, co następuje, bo tak sobie wybraliśmy, serio.
                                    • plater-2 wiezi to nie wiezy 07.02.18, 18:26
                                      Jesli ta żona/mąż "kochanie" męża/ zony rozumie w ten sposob, że przebywanie wspolne dostarczyc ma uniesien emocjonalnych, to szybko sie małzeństwem rozczaruje.

                                      Zona stracila figure, mąz mało romantyczny, nie dostracza gratyfikacji uczuciowej, nie komplementuje, nie dostarcza pozywki, by byc nieustannie w dobrym humorze. itd.

                                      Takie małżeństwa wystepują wyłącznie w reklamach sprzetu AGD ;)

                                      Niekoniecznie marnuje sobie zycie, bo "zostać" z problematycznym męzem pod jednym dachem NIEMUSI. Separacja nie jest niemoralna.

                                      Ze wzgledu na szczescie meza i dziecka ma obowiazek wywiazac sie z obietnicy miłosci, która mu złozyła.

                                      Ze go nie opusci az do smierci. Nie do momentu, jak zacznie uwierac zycie z pochopnie wzietym kredytem, zmieniona sytuacja mieszkaniowa i zawodowa oraz - patrzecie państwo - kompletnie nieprzewidywalne - urodza sie im dzieci !

                                      Malzenstwo to zwiazek szczególny, nie ma obowiazku sie wiazac, jak ktos sie nie czuje na silach, a juz tym bardziej z hipisem.

                                      A jak sprzedali jej dobrego, a facet zepsuł sie w drodze ze sklepu do domu i okazało sie, że nam sie z calkiem dobrego faceta przeistoczył w hipisa, to mamy do wyboru perswadowac, by zaprzestal, zaakceptowac, separowac sie (czasowo lub na stale) od stolu i loza.

                                      To samo jak nam sie hipis zepsuł na pracoholika.

                                      Puszczanie pieniedzy - recepta rozdzielnosc majatkowa dorobkowa lub bezdorobkowa, rozdzielnosc dzentelmenska, separacja, co kto lubi.

                                      Zycie seksualne z tym konkretnym facetem stanie sie udreka, czy zycie seksualne z dowolnym facetem ?

                                      Miłość małzenska nie polega na wzajemnym konsumowaniu przyjemnosci emocjonalnej,wzajemnej adoracji, a polega na odpowiedzialnym przyczynianiu sie do rozwoju partnera.

                                      W sensie wszechstronnego rozwoju, tez fizycznego, moralnego, intelektualnego, dobijania "do pełni", czyli pomoc w osiagnieciu szczescia wiecznego.
                                      Które na konsumowaniu przyjemnosci, wruszen wyniklych z tego, ze mnie ktos lubi, nie polega.

                                      Malzonkowie zobowiazuja sie byc do smierci malzenstwem, nie opuscic sie ( zerwac wiez, nie kontaktowac sie) , nawet w wypadku separcaji sa zobowiazani do zainteresowania wzajemnym rozwojem, j/w, obecnosci, wsparcia duchowego i czasami pomocy materialnej.

                                      Analogia z wychowywaniem dziecka.

                                      Rozwod z dzieckiem, bo okazalo sie trudne wychowawczo, chorowite, zaburzone mentalnie i psychicznie, spozywajace narkotyki itd ?
                                        • plater-2 Re: wiezi to nie wiezy 08.02.18, 16:53
                                          Cz rozwód czy separacja - niech pozostanie samotnym i nie bierze innego/innej, by sie nim/ją zająć, utrzymywać, dac udział w spadku.

                                          Dziecku nie jest wszystko jedno, czy tatus/ mamusia ma nowego pana/pania i nowe dzidziusie sie z tego zwiazku urodza.

                                          Wdowiec/wdowa ponownie sie wiazacy to nieco inna, aczkolwiek trudna sytuacja, bo nie ma konkurencji. Konkurent jest nieboszczykiem.
                                          • verdana Re: wiezi to nie wiezy 08.02.18, 18:22
                                            Pewnie, że nie jest. Może woleć mieć rodzeństwo i rodzinę, niż mieszkać wyłącznie ze sfrustrowana matką. Nawet przyrodnie rodzeństwo bywa fajniejsze niz bycie "jedyną pociechą mamusi".
                                            • plater-2 Re: wiezi to nie wiezy 09.02.18, 08:23
                                              Zalozenie, ze kobieta, ktora "odeszla od meza i pozostala samotna" jak zaleca NT, bedzie przezywac frustracje, to równiez stereotyp, nowoczesny zabobon.


                                              Przyrodnie rodzenstwo z ojca wdowca lub wdowy jest mniejszym problemem niż nowy "przyrodni" tatus lub mamusia (rzadziej). Konflikty z "ojczymem" to wlasnie te fakty łatwe do przewidzenia, o których pisałam powyzej.
                                                  • verdana Re: wiezi to nie wiezy 11.02.18, 09:52
                                                    Naprawdę życie seksualne to seksoholizm? Brak życia seksualnego w niczym nikomu nie przeszkadza i jest absolutnie normalny u zdrowych, młodych ludzi? Jesli tak sądzisz, to głęboko współczuję i niewiedzy i jak by to... braku potrzeb w jednej z istotnych dziedzin życia. Rozumiem osoby kompletnie nie widzące potrzeby seksu, ale uważam, ze w takim wypadku nie należy wychodzić za mąż.
                                                  • plater-2 idea nadwartościowa ? 11.02.18, 10:59
                                                    Nieprawda, że zycie seksualne to seksoholizm, ale uzależnienie od seksu się zdarza dość często.

                                                    Przekonanie, że seks gwarantuje zaspokojenie podstawowych potrzeb jest kolejnym stereotypem.

                                                    Czasem daje bliskość z partnerem i zaspokaja , a czasem nie daje (np. w burdelu, ale to oczywiście przykład ekstremalny)

                                                    Niskie i wysokie "potrzeby seksualne" sa wynikiem nie tylko biologii, psychiki, ale sa uwarunkowane kulturowo, co ostatnio w zwiazku z masowym napływem emigrantów socjalnych z krajów o innej kulturze dało się zauważyc.

                                                    Zdarzaja sie osoby aseksualne, ale to nie ja (do yomy !), jest coś takiego jak hipolibidemia.

                                                    Brak seksu moze zaburzac życie, a może dodawać sił.

                                                    Kluczem do oceny sytuacji jest stosunek do spraw seksu. Czy wstrzemięźliwość wynika z niechęci do współzycia,zaburzeń, choroby i przyjmowanych leków, czy z decyzji np. o zachowaniu wierności mężowi/żonie , z którą się już nie dzieli stołu i łoża.
                                                  • verdana Re: idea nadwartościowa ? 11.02.18, 11:15
                                                    Prowadzenie normalnego zycia seksualnego nie jest uzależnieniem. Seks jest jedną z podstawowych potrzeb i nie gwarantuje "zaspokojenia podstawowych potrzeb" tylko potrzeby seksualnej. Obiektywnie odczuwanej przez większość ludzi. Pisanie w tym kontekście o burdelach i uchodźcach jest absurdem. Brak seksu - wymuszony, nie dobrowolny - życia nikomu nie poprawi. A nawet dobrowolny jest bardzo trudno utrzymać, co widać na przykładzie księży. I dochodzimy tu do sprawy kluczowej - nie należy zakładać nowej rodziny nie dlatego, ze to źle dla dziecka, ale dlatego, ze grzechem jest nie dotrzymać wierności facetowi, który odszedł z kochanka w siną dal, bo tak mówi KK. I tyle. Kosztem własnego zycia, kosztem dziecka, które nie bedzie miało rodzeństwa,m ani męskiego wzorca, kosztem matki. Bo nie ma gorszego grzechu niz sie z kimś przespać, skoro nie ma się ślubu kościelnego.
                                                    Natomiast brak bliskiego człowieka w domu przez kilkanaście lat i wymuszona samotność jest dla większości ludzi trudna do zniesienia. Wiele osób, o ile nie większość robi sobie wtedy z dziecka "partnera zastępczego", na co zwracają uwagę psychologowie. To jest dla dziecka fatalne.
                                                  • plater-2 Re: idea nadwartościowa ? 11.02.18, 12:06
                                                    Ja nie wmawiam, że wszyscy , ktorym malzenstwo sie nie udalo i zdecydowali na rozwód, separacje faktyczna czy niefaktyczna powinni sobie wyciac seks.

                                                    Życie seksualne jest normalne w sensie "najczesciej spotykane' czy "takie, jakie powinno być"?

                                                    Kto ustala normy ? Kultura ?

                                                    Burdel byl przykladem ekstremalnym aczkolwiek czesto spotykanym.

                                                    Potrzeby uchodzcow tez sa przykladem czesto przywolywanym na odmiennosc kulturowa w podejsciu do seksu.

                                                    Decyzja o "pozostaniu samotna", "nie braniu innej żony" jest osobista decyzja, która w
                                                    żadnym wypadku nie może być podjeta pod wpływem oddziaływania SIŁOWEGO !.

                                                    Przyklady księży potwierdzaja, ze trudno/trudniej jest utrzymac abstynencje od pozycia mężczyznom. Abstynencje podjeta dobrowolnie nie wymuszoną. Ksiądz może odejść z kapłaństwa i żyć w związku cywilnym. Może wystapić o zwolnienie celibatu, moze wystapic o stwierdzenie niewaznosci swiecen.

                                                    Nie moze JEDNOCZESNIE byc kaplanem i miec pania na boku.


                                                    Dla dobra dziecka przede wszystkim.

                                                    Ze strachu przed samotnoscia, problemami ekonomicznymi i wychowawczymi ?

                                                    To jest traktowanie nowego partnera jako srodka do realiacji WŁASNYCH potrzeb.
                                                    Nie brak slubu koscielnego, a przedmiotowe traktowanie ludzi, na ktore sie powołujesz (!) jest niemoralne.

                                                    Instrumentalne traktowanie czlowieka w kwestii życia seksualnego i erotycznego jest grzechem nieczystości.

                                                    Słowa, słowa...
                                                    A jak pani odeszla w sina dal, wywiozła dziecko do nowego pana bez podania adresu (nie wiadomo, czy zamierza zalozyc z nim nową rodzine, czy doic socjal jako mamusia samotna) ?


                                                  • yoma Re: idea nadwartościowa ? 11.02.18, 11:22
                                                    Plater, hypolibidemię możesz sobie mieć. Bywa. Może z przyczyn fizycznych, a może psychicznych, może ci w dzieciństwie wpojono, że ludzkie ciało jest brudne, a seks razem z nim. Ale na bogów, jeśli ja mam hypotyroksję, to nie wmawiam wszystkim naokoło, że powinni sobie wyciąć tarczycę, bo sprawnie działająca to grzech.

                                                    --
                                                    Najdłuższy miesiąc w roku to trzeci.
                                                  • verdana Re: idea nadwartościowa ? 11.02.18, 12:18
                                                    Reasumując.
                                                    Jeśli mąż porzuci panią lat powiedzmy 25-30 z dzieckiem, to pani ta, o ile ma być dobra dla dziecka musi
                                                    -nie uprawiać seksu do czterdziestki
                                                    - pozostać samotna, majac za jedyne codzienne towarzystwo własne dziecko
                                                    - stłumić instynkt macierzyński, o ile taki ma i nie chcieć mieć innych dzieci
                                                    - nie czuć potrzeby bezpieczeństwa i nie zastanawiać sie, co się stanie np. w wypadku choroby, z dzieckiem
                                                    - pracować, aby utrzymać siebie i dziecko, oraz zapewnić dziecku opiekę na czas swojej pracy, nawet, gdy jest ono małe lub chore
                                                    Znalezienie sobie partnera, posiadanie kogoś, kto będzie kochał, dbał i będzie towarzyszem życia w zamian za miłość, opiekę itd jest instrumentalnym taktowaniem drugiego człowieka. W tym rozumieniu takze pierwszy ślub jest instrumentalny, bo jest realizacją własnych potrzeb. Juz nie mówię o posiadaniu dzieci, które także są tylko realizacją własnych potrzeb.
                                                    W wypadku dziecka idealna sytuacja to
                                                    -wychowanie tylko przez matkę(ojca), bez możliwości odwołania sie do drugiej osoby w razie problemów
                                                    -jedynactwo
                                                    -brak męskiego/kobiecego wzorca
                                                    -w wieku dorosłym pozostanie jedyną rodziną matki i jedyną osobą, na którą moze ona liczyć
                                                    Po prostu raj...
                                                  • plater-2 "miłośc nie szuka swego" 11.02.18, 12:51
                                                    Nie musi, ale powinna sie zastanowic, czy nowy zwiazek zawarty w celu realizacji wlasnych potrzeb dobrze rokuje.

                                                    Matka samotna nie musi miec za codzienne towarzystwo jedynie własne dziecko.
                                                    Nikt jej nie zmusza do bycia alimenciara, czyli zycia z alimentow na siebie i dzieci oraz sobieskiego, musi jak kazdy zarobkowac celem utrzymania wlasnej osoby i czesciowo dziecka.
                                                    Może pracowac zawodowo, odwiedac przyjaciółi rodzinę.

                                                    Nie musi tłumić/spętać/okiełznać/dławić instynkt rozmnazania, poczucie bezpieczenstwa itd.itp a rozumnie i powsciagliwie nimi kierowac, co zalecali już starożytni.

                                                    Bo kiełznać, dławic itd. można tylko zwierzę !
                                                    Chodzi o dobro wyzszego rzedu niz realizacja za pomoca seksu/malzenstwa wlasnych usprawieliwionych jak najbardziej potrzeb.

                                                    [i]Znalezienie sobie partnera, posiadanie kogoś, kto będzie kochał, dbał i będzie
                                                    towarzyszem życia [b]w zamian[b] za miłość, opiekę[i] JEST wzajemnym instrumentalnym taktowaniem drugiego człowieka !

                                                    Bez znaczenia jest kolejność slubu.

                                                    Dzieci sie nie "posiada", bo to jestjak najbardziej realizacja WŁASNYCH potrzeb.

                                                    Matka samotna , która utrzymuje więzy z ojcem dziecka ma możliwość odwołania sie do biologicznego (!) ojca dziecka w razie problemów.

                                                    Nie zawsze do zrealizowania, ale pożądane i zalecane. Zabezpieczy dziecku męski wzorzec !

                                                    Niekoniecznie w wieku dorosłym pozostanie jedyną rodziną matki i jedyną osobą, na którą moze matka liczyc (nadumieralność mężczyzn).




                                                  • verdana Re: "miłośc nie szuka swego" 11.02.18, 13:58
                                                    Na 100% związek zawarty nie dla własnych potrzeb w ogóle nie rokuje.
                                                    Matka samotna może mieć znajomych, ale w domu ma towarzystwo tylko własnego dziecka. Żadnych rozmów po nocach, wspólnego oglądania telewizji, dyskusji z kims dorosłym o dorosłych problemach, wsparcia po ciężkim dniu pracy i przyniesienia szklanki herbat. Chyba, że te obowiązki przerzuci na dziecko, a wtedy to mozna dziecku tylko współczuć.
                                                    Zarobkowanie na dziecko jest obowiązkiem rodziców, tylko jak dziecko wymaga oopieki, to chyba Ty sama zdecydowałaś, ze lepiej, jak ma matkę w domu, a nie siedzi cały dzień samo? Czy jednak dziecku nie tylko ojciec, ale i matka są niepotrzebni, a potrzebne sa tylko pieniądze? Wyjazd służbowy, zostawania po godzinach - przecież dziecko sobie świetnie poradzi, prawda?
                                                    Po co znajduje sie partnera, jeśli nie po to, aby kochał i dbał i aby kochać i dbać? Z obowiązku, bo wypada? Bo trzeba spełnić się jako żona, z byle kim?
                                                    Matka samotna moze odwołać sie do ojca dziecka, albo nie moze. Bardzo często nie moze. Jak nie moze, to coż, po co dziecku facet?
                                                    Nadumieralność mężczyzn nie ma nic do rzeczy. Matka, która ma faceta i więcej niz jedno dziecko zazwyczaj jednak zostaje samotną wdową raczej po 70-ce i ma kilkoro dzieci do pomocy, a nie zostaje samotną panią przed 50, gdy jej jedyną rodziną jest synuś czy córeczka.
                                                  • plater-2 Re: "miłośc nie szuka swego" 11.02.18, 14:40
                                                    Realizowac swe uzasadnione potrzeby (nie kaprysy i zachcianki, fanaberie, fumy, dąsy, ambicje, chrapki...) jak najbardziej nalezy. Ale nalezy caly czas stawiac sobie pytanie o sposob realizowania. Czy sluzy dobru, czy szkodzi.

                                                    Glod zaspokajac mozna jedzac snikersy lub zdrowa zywnosc.

                                                    Co do męskiego wzorca - ktoś tu wyżej pisze, że nowy mąż "nie wtrąca sie do wychowywania dziecka". Szczególny wzorzec męskości ;)
                                                  • hosta_73 Re: "miłośc nie szuka swego" 11.02.18, 15:09
                                                    plater-2 napisała:

                                                    > Co do męskiego wzorca - ktoś tu wyżej pisze, że nowy mąż "nie wtrąca sie do wy
                                                    > chowywania dziecka". Szczególny wzorzec męskości ;)

                                                    😁 no wyobraź sobie, ze od wychowywania syna byłam ja i ojciec dziecka. Nawet po rozwodzie ten "proces" prowadziliśmy wspólnie. Nie mieści się w glowie, co?

Popularne wątki