Jak życ z kimś kto kocha inną? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Jestem mężatką od 5 lat, z mężem znamy się od 10. Mamy 3,5 letnią
    córeczkę, za dwa miesiące spodziewamy się drugiego dziecka.
    W naszym małżeństwie zaczęło się psuć już jakiś czas temu. Brakowało
    porozumienia, oddalaliśmy się, myślałam że to nic poważnego, że
    kryzys jakich wiele, że to nic groźnego, że minie.
    Na drugie dziecko zdecydowaliśmy się świadomie, ale mam wrażenie że
    to od momentu jak zaszłam w ciąże mąż zrobił się jeszcze bardziej
    obcy i jakby zaczął się bardziej oddalać, jakby mu się nie chciało
    starać i było mu wszystko jedno.
    Jakieś trzy tygodnie temu powiedział że musimy porozmawiać, że jest
    rozbity emocjonalnie, bo się zakochał, że to fascynacja kimś i nie
    może sobie z tym dać rady, że nie wie co będzie, ze potrzebuje
    czasu, żeby sobie wszystko w głowie poukładać ( trwa to od dwóch
    miesięcy).
    Wszystko mi się zawaliło, nie mogę dać sobie z tym rady. Jesteśmy
    razem a go jakby nie było. Strasznie to boli być z kimś kto kocha
    kogoś innego, kto za kimś innym tęskni.
    Powiedział że może między nami już nigdy nie będzie tak jak było, a
    może będzie. Że on tego dzisiaj nie wie.
    Bardzo go kocham, wybaczyłam, byle tylko on mnie kochał. Twierdzi że
    mnie kocha ( ale nie wiem czy to prawda), że mamy dziecko i będziemy
    mieli drugie, że na dzień dzisiejszy nie ma wyboru- zostaje z nami.
    Ale sam mnie nie przytuli, nie pocałuje, jest jakaś bariera między
    nami. Wiem że na to wszystko trzeba czasu, że czas pokaże, ale jak
    żyć dzisiaj i jak sobie radzić ze świadomością, że człowiek którego
    kocham, z którym mieszkam kocha kogoś innego. Strasznie to boli i
    strasznie przygnębia. Ciężko mi z tym żyć. Nie wiem co robić.
    • Przede wszystkim, twoj maz nie kocha innej - co najwyzej jest nia zauroczony,
      zafascynowany, w najgorszym raziue - zakochany. Milosc to dojrzale uczucie,
      ktore rodzi sie z czasem, odpowiedzialnie, i dotyczy nie tylko serca, ale i glowy.

      Twoja sytuacja jest o tyle trudna, ze jestes w koncowce ciazy, co oznacza, ze
      jestes mniej mobilna, atrakcyjna, niezalezna. Tym niemniej sadze, ze powinnas
      sie zastanowic, jak zachwiac przekonaniem meza, ze ty jestes jego, a on moze
      sobie fikac jak chce, a ty jestes skazana na znoszenie jego numerow.
      Gdybys nie byla w ciazy doradzilabym ci, bys zakomunikowala mezowi, ze ty masz
      rowniez watpliwosci wobec sensownosci kontynuowania waszego zwiazku i zaczela go
      unikac - moze wyprowadzka bylaby najlepsza? No ale trudno ci sie teraz
      zdecydowac na radykalna akcje,, ale mimo wszystko apeluje, bys nie pozwolila sie
      traktowac jak domowego mebla, ktory jest zawsze, gdy sie go potrzebuje, ale z
      ktorego uczuciami nie trzeba sie liczyc.


      --
      Being the change you want to see
      • A ja uważam, ze musisz to przetrwać, spiąc się w sobie, być silna i
        skupic sie teraz na dziecku. Gdyby mój mąż tak się zachował na pewno
        robiłabym wszystko, aby odczuł moja obojetnosć. Nie wyobrażam
        przytulac sie do męża gdy ten kocha inną. Byłoby to poniżej mojej
        godnosci.Zawsze uważałam, ze " tego kwiatu jest pół światu" i jak
        ktos nie jest przygotowany na prawdziwą miłość niech po prostu
        odejdzie. Zycze Tobie wytrwaóści i nie poddawaj się!!!!!!!
    • "Powiedział że może między nami już nigdy nie będzie tak jak było, a
      > może będzie. Że on tego dzisiaj nie wie. "- współczuję, naprawdę, bo takie
      zachowanie żonatego faceta, który będzie ojcem 2 dzieci, to gó...arstwo czystej
      wody.
      "Bardzo go kocham, wybaczyłam, byle tylko on mnie kochał."- za bardzo się
      starasz, on jest za pewny ciebie, jesteś jak oswojone kapcie, taka pewna i
      zwyczajna, dlatego szuka nowości, tylko że to dalej świadczy o jego gó...arstwie.
      • Mój mąż oświadczył mi że jest w jego życiu inna ważniejsza kobieta
        na 3 tygodnie przed moim porodem - urodziłam dwa tygodnie temu.
        Zaproponował że zostanie w domu przez jakieś dwa miesiące a potem
        zobaczymy. Też użył podobnego twierdzenia że może jeszcze będzie
        dobrze. Ja zadecydowałam że nie mam ochoty być kulą u nogi i tą
        trzecią i wyprowadził się do tej swojej miłości życia. Przeryczałam
        trzy rygodnie ciąży, schudłam 3 kg, dziś nawet nie za bardzo widać
        żebym dopiero co była w ciąży. Jechałam na porodówkę czując się jak
        ostatnia... ale wiesz co jak przytuliłam swoją kruszynkę to nagle
        wszystko przestało być ważne. Zrozumiałam że co ma być to będzie z
        nim czy bez niego jestem przede wszystkim matką. Też bardzo kocham
        swojego męża ale nie mogę zrobić nic tylko pozostać sobą. Ciężko to
        wszystko ogarnąć. Też mamy starsze dziecko i mąż wpada praktycznie
        codziennie żeby się z nim zobaczyć. Wpada tryskając pełnią szczęścia
        i energią młodzieniaszka. Ja za to jestem zmęczona i nie wyspana ale
        cieszą mnie inne drobiazgi np pierwsze werandowanie. Nie jest łatwo
        dalej mam momenty że ryczę jak bóbr, czeka mnie wizja spędzenia
        samotnego Sylwestra z maluszkami. Nie mam pojęcia jak się to
        zakończy ale modlę się żeby się od niego uwolnić. Żeby przestało
        boleć, żeby stanąć na nogi i poprostu żyć.
        Trzymaj się dzielnie
        • Trzymaj sie dzielnie, bo masz rację. W sumie - ludzie się schodza i
          rozchodzą, to chyba znak czasów, ale dzieci to piekna sprawa. Tak
          krótko są malutkie... niecaly rok a juz nie ma niemowlaczka...
          Masz calkowita racje - trzeba wierzyc w siebie i zyc swoim zyciem, a
          wtedy powoli wszystko sie ulozy..
          Na ile to mozliwe, nie zazdroscic 'szczescia' bylemu.. tylko walczyc
          o wlasne szczescie, nawet jesli na poczatku sa to tylko drobne
          chwile.
          To wszystko nie jest latwe, ale mozliwe. Bo usmiechnieta mama to
          najlepsza mama.
        • Jak już mi minął szok, kiedy normalnie wieczorem dopadał mnie
          straszny lęk, taki wręcz chorobliwy, i zaczynam powoli myslec
          racjonalnie- to wtedy zaczyna sie patrzeć inaczej. Bo tak normalnie
          w takiej sytuacji, to trzeba powiedzieć,że nikt nikogo na siłę
          trzymać nie będzie, bo ma się swój honor i do miłości się nie da
          nikogo zmusić. Wczoraj powiedziałam mężowi, żeby sie zastanowił, czy
          jakby się wyprowadził, to wtedy będzie się czuł mniej "rozbity
          emocjonalnie". Niech sie nad tym zastanowi. Bo ja tez zaczynam
          uważać że w sumie najlepsze w tym momencie byłaby chyba jego
          wyprowadzka.
          Trzymaj się dzielnie, ja próbuję, ale kazdego dnia sobie popłakuję,
          bo mi tak strasznie żal tego wszystkiego co było. Co nie znaczy że
          równocześnie nie ma we mnie gniewu, bo jest. Zaczynam sobie zdawac
          sprawę że to chyba trzeba juz kogoś nie kochać, żeby móc cos takiego
          zrobić i to w takim momencie życia.
          Teraz nasze dzieci są najważniejsze.
    • mój mąż oznajmił mi ze mnie nie kocha gdy młodsza córka miała
      niecałe 2 latka (było to 8 miesięcy temu) Też na początku bardzo
      płakałam, schudłam 6 kg.Cały czas liczyłam, że mąz opamięta się i
      minie mu jego zauroczenie inną...Z tym, że on od poczatku twierdził,
      że między nami koniec. Ja chciałam mu wybaczyć, ratować małżeństwo,
      ale on nie.
      Teraz jest dobrze. Wyprowadziłam się z dziećmi, zajęłam urządzaniem
      nowego domu, zmieniłam pracę... i ból minął. Czasami łapię się nawet
      na takich myślach, ze tak jest lepiej. Wiem że moge liczyć tylko na
      siebie, nie denerwuje mnie widok męża, siedzącego ciągle przed
      komputerem z piwem w ręku. Być moze kiedyś zwiąże się z kimś z kim
      będę chciała spędzić starość, ale na razie nie chcę. Cieszę się
      każdym kolejnym dniem spędzonym z moimi dziećmi. To one nadaja sens
      mojemu życiu i wiem że mnie kochają.
      Uwierz, rozstanie boli tylko na początku. Trzeba wypłakać swój zal,
      tak jak po stracie bliskiej osoby, a potem jest juz coraz lepiej.
      Czas to cudowne lekarstwo.

      PS. Sylwestra tez spędzę ze swoimi dziećmi i cieszę sie z tego
      powodu :))) Jesli boisz się samotności, to zapraszam do siebie

      --
      Karolinka 12.07.2006
      Kamiś 20.09.2002
      • Dziękuję Ci bardzo za słowa otuchy- to naprawdę dużo daje, nie czuję
        sie juz taka sama.
        Z pewnymi rzeczami nie ma sensu sie szarpać i im się z nimi szybciej
        pogodzimy tym lepiej dla nas.
        Za zaproszenie bardzo dziekuję , Sylwestra jakoś przetrwam- od
        czegos trzeba zacząć :).
        • Wiesz, najwazniejsze to zacząc w siebie wierzyć. A im szybciej
          staniesz na własnych nogach tym lepiej.
          Ja staram się doszukiwać pozytywnych stron rozstania z mężęm i
          znajduję ich naprawdę duzo. Np. świeta spędziłam ze swoją naprawdę
          sporą rodziną w hotelu nad morzem i było super. Gdybym była nadal z
          mężęm to prawdopodobnie nie wyjechalibyśmy.
          Wierzę, że i Ty ułozysz sobie zycie na nowo.
          A na Nowy Rok życzę Ci duuużo spokoju, optymizmu, wsparcia ze strony
          bliskich i łatwego porodu :))

          --
          Karolinka 12.07.2006
          Kamiś 20.09.2002
    • > Bardzo go kocham, wybaczyłam, byle tylko on mnie kochał. Twierdzi że
      > mnie kocha ( ale nie wiem czy to prawda), że mamy dziecko i będziemy
      > mieli drugie, że na dzień dzisiejszy nie ma wyboru- zostaje z nami.

      Primo -- wybaczyłaś, jakby zrobił coś złego. A od kiedy to zauroczenie kimś czy
      zakochanie się jest świadomym działaniem?
      Secundo -- widać, że stara się zachować odpowiedzialnie i uczciwie w stosunku do
      Ciebie i dzieci.

      • > Primo -- wybaczyłaś, jakby zrobił coś złego. A od kiedy to
        zauroczenie kimś czy
        > zakochanie się jest świadomym działaniem?

        Zakochanie sie może i nie jest niczym złym, ale nigdzie nie
        pisałam ,ze to było platoniczne uczucie.

        > Secundo -- widać, że stara się zachować odpowiedzialnie i uczciwie
        w stosunku d
        > o
        > Ciebie i dzieci.

        Pewnie i tak. Jest szczery aż do bólu.
      • Primo -- wybaczyłaś, jakby zrobił coś złego. A od kiedy to zauroczenie kimś czy
        > zakochanie się jest świadomym działaniem?
        > Secundo -- widać, że stara się zachować odpowiedzialnie i uczciwie w stosunku d
        > o
        > Ciebie i dzieci.

        No to rzeczywiscie fascynujaca metoda na usprawiedliwienie niewiernosci i
        okrucienstwa obraczania ciezarnej zony wiedza o tejze.
        Zakochanie to nie wirus grypy, ktory sie lapie, czy sie chce czy nie - ba, nawet
        przed wirusem mozna sie w jakims stopniu zabezpieczyc.

        Osoba pozostajaca w zwiazku malzenskim powinna unikac sytuacji, ktore moga
        doprowadzic do zdrady. To bardzo oproste. Zanim poznalam mojego partnera, czesto
        chodzilam na lunche czy kawe z kolegami z pracy, ze studiow. teraz, kiedy jestem
        z kims zwiazana, unikam wyjsc sam na sam z mezczyznami, jesli gdzies ide tomw
        wiekszym gronie. Dlaczego - bo znam zycie i znam siebie i wiem, jak latwo mozna
        przekroczyc granice. A tego nie chce, bo to byloby nieuczciwe.

        Maz autorki postu chyba raczej zapomnial o tym, ze podjal zobowiazanie do wiernosci.
        --
        Being the change you want to see
    • wiesz powie ci ze jestes silna tylko to takie nie sprawiedzliwe ze on moze sie
      zakochac odejsc a kobieta musi byc silna i wziasc sie w garsc powiem cie maja
      racje kobiety ze rozstanie boli tylko na poczatku z czasem czlowiek uklada sobie
      i dzieciom zycie wiem jak bylo jak maz zaczal wyjezdzac w delegacje i bylo
      fajnie nareszcie pilot byl tylko moj ha ha ale wiem jedno ze gdybysmy sie
      rozstali to nie bedzie czegos takiego ze maz bedzie wpadal do dzieci w wolnych
      chwilach niewiem jakby to wygladalo ale dzieci mieszkaly troche z tata a troche
      ze mna lacznie z lekcjami chdzeniem do szkoly lekarzem bo dlaczego jak facet
      odejdzie to odpowiedzialnosc spada na mame a facet wpada radosny jak skowronek z
      rozpierajaca go nowa miloscia i prowadzi kawalerskie zycie a kobieta z worami
      pod oczmi po nie przespanych nocach moj maz wie za gdyby odszedl to bedzi taki
      uklad ze dzieci napewno beda u niego mieszkac troche u niego a roche u mnie a ja
      w koncu bede miala czas dla siebie pozdrawiam
      • Widzisz, bo im sie wydaje ze są tacy odpowiedzialni i uczciwi i jak
        jesteś w sziódmym miesiący ciąży to Ci walą prosto z mostu co i jak.
        Tylko niech taki sobie wejdzie na forum wczesniaki i zobaczy jakie
        tragedie ludzie przeżywają- to wtedy jego problemy miłosne to nic.
        • Gdy przeczytałam twoją wypowiedź pomyślałam: co za drań, przecież
          jesteś w ciąży i to wspólnie zapalnowanej itd. Nagle przypomniałam
          sobie: przecież przeżyłam prawie to samo.To było tak dawno (10 lat)-
          że już zapomniałam, wymazałam to cierpienie i potrafię na to patrzeć
          z boku, nawet z usmiechem. Ja byłam na etapie palnowania ciąży,
          kiedy mąż oświadczył mi że inna Pani jest z nim w ciąży.Byłam
          zrozpaczona i w szoku.Wydawało mi się że jesteśmy dla siebie
          stworzeni, dwie połowki itd.Stało się tak że za dwa tygodnie okazało
          się że ja też jestem w ciąży.Mąż właściwie nie wiedział z kim chce
          być i kogo kocha.Całą ciąże kurczowo trzymałam się myśli, że nie
          odszedł, że jest, mimo tego, że był zimny jak lód.Kiedy urodził się
          synek, jego 3-mes.siostrzyczka była już na świecie.Mąż dalej był w
          rozterce.Stopniowo jednak zaczął topnieć i wracać do mnie, wiem że
          ze mną było mu wygodniej i na swój sposób mnie kochał.Ja próbowałam
          ułożyć nam życie, akceptacja siostrzyczki, ciuszki dla niej,pomoc -
          mama była dosyć biedna.Uświadamiałam sobie jednak że nie czuję do
          meża tego co kiedyś,byłam wewnętrznie pusta ale przecież rodzina
          jest dla mnie taka ważna.Kiedy synek miał dwa lata okazało się: tu
          niespodzianka: że będzie miał następne przyrodnie rodzeństwo.Mąż
          powiedział mi o tym przez telefon.Pamiętam tę chwilę jako jedną
          wielką ulgę:wiedziałam w jednej chwili,że go nie kocham, że będę
          sama i że już się tego nie boję.Dzięki rozstaniu z nim: bardzo
          rozwinęłam się zawodowo, skoncentrowałam się na sobie:schudłam i
          pięknie teraz wyglądam :-)i byłam najlepszą matką na świecie.Dwa
          lata temu wyszłam za mąż i mam drugiego 11-mes. synka.Ten związek
          jest zupełnie inny, jestem przeszczęśliwa ale najważniejsze jest
          to,że potrafię być sama i wiem, że wtedy też można być szczęśliwym.Z
          moim byłym mężem widuję się często, rozmawiamy z usmiechem,mamy
          przecież synka.Na marginesie- nie jest z mamą swoich dwóch
          córeczek.Złe chwile minęły i nie pamiętam o nich.Życzę Ci dużo
          wytwałości i myśl teraz o spokoju swojego dzieciątka, naprawdę to
          jest najważniejsze.
    • Odpowiadając wprost na Pani tytułowe pytanie można powiedzieć, nie da się.
      I dlatego warto, oczywiście po zastanowieniu się czy to Pani odpowiada i czy
      jest Pani na to gotowa w aktualnej sytuacji, męża skonfrontować z
      rzeczywistością i ukrócić jego hamletyzowanie. Z całym szacunkiem będąc
      oczywiście, dla jego życiowych wątpliwości oraz prawa do przeżywania i
      fascynacji i miłości i szczęścia.
      Mąż powinien dokonać teraz wyboru i żyć zgodnie z nim. Jeśli z Panią to starając
      się zadbać o związek , ciążę i rodzinę i swoje uczucia do Pani, którą kocha,
      jak twierdzi.
      Jeśli z nową kobietą, to bez możliwości życia z Panią. Wtedy kontakty Wasze
      powinny się ograniczyć do organizowania kontaktów z dziećmi. Mąż powinien poczuć
      stratę lub zagrożenie nią. Inaczej będzie żył w rozkroku korzystając z obu
      pozycji. Pani, natomiast, będzie ciągle zdezorientowana i niepewna. A to zwykle
      nie sprzyja korzystaniu z życia, cieszeniu się pełnią macierzyństwa i
      swobodnej realizacji swoich planów. Życzę , aby z Nowym Rokiem przyszło
      najlepsze rozwiązanie. Agnieszka Iwaszkiewicz

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.