Dodaj do ulubionych

Samotnosc w zwiazku

05.02.09, 23:44
Witam serdecznie :-)Zbieram sie od dawna, zeby napisac. Wiem, ze moze to nie
jest wielki problem, ale mnie bardzo dreczy. Moj maz bardzo duzo pracuje, ma
nienormowany czas pracy, praktycznie nigdy nie wiemy co bedzie robil i kiedy.
Czasami jest w drodze na obiad i za chwile telefon, ze jednak nie wraca.
Bardzo czesto nie ma go w weekendy, a nawet jak sie zdarzy, ze jest, to i tak
nie mozna nic planowac, bo moze ktos zadzwoni z pracy.
Nie uzalam sie, ale probuje cos zmienic w naszym zyciu. Te prace ma od 1.5
roku i wiadomo, kazdy potrzebuje kasy. Od paru lat mieszkamy za granica i tak
sie zlozylo, ze musielimy zaczac tu od nowa. Mamy dwoch synkow, 7 i 8 lat.
Wydaje mi sie, ze bardzo duzo traca nie majac ojca na co dzien, a i on traci
na budowaniu z nimi wiezi. Rozmawiamy z mojej inicjatywy wiele razy na ten
temat, ale on zawsze kwituje, ze musi pracowac, bo potrzebujemy kasy i juz. A
potrzebujemy, bo niedawno kupilismy dom itp. Ja to wiem, ale tez chce, aby
rodzina sie po drodze nie pogubila. Nie moge do niego dotrzec, pokazac
problem. On twierdzi, ze by chcial byc w domu wiecej, ale nie moze. Widze
jednak, ze sie oddalamy, my jako malzenstwo od dawna, ale on nie widzi czy nie
chce, a na moje zwracanie na to uwagi zawsze cos odpowie, ze w sumie sprowadza
sie do tego samego, ze musi :-(
Ja jestem bardzo osamotniona, zwyczajnie brakuje mi jakiegos czlowieka,
chcialabym normalnosci, niedzielnego leniuchowania z dziecmi, spacerow, a tu
wszystko takie trudne.
Wykancza mnie to, ze nigdy nie wiem, kiedy wroci (taka natura pracy, sam nie
wie, kiedy skonczy).
A jesli sie zdarzy, ze bierzemy dzien wolny na wypad rodzinny, to ktos do
niego dzwoni i on sie denerwuje, ze musi odmawiac. Nie musze pisac, ze radosc
z takiego wyjazdu nie jest wielka.
Z zazdroscia patrze na sasiadow, ktorzy razem spedzaja czas z cala rodzina, a
ja wiecznie sama z chlopcami. Do tego mam wrazenie, chociaz chcialabym sie
mylic, ze jak juz maz jest w domu, to nie potrafi sie cieszyc dziecmi, jak sie
zdarzy, ze ma dzien, poltora wolnego, bo nikt nie dzwoni, to jest ciagle
podminowany, ze nie bedzie mial pracy. Bardzo staram sie go wspierac i
zrozumiec, poniewaz nie mial pracy przez jakis czas i mielismy troche stresu z
tego powodu.
Widze tez, ze nie ma potrzeby spedzania czasu z synami, musze jemu mowic, ze
jest im potrzebny, ze sam nie mial dobrego ojca, zeby nie zmarnowac tego ze
swoimi synami. Czasami przyzna mi racje, ale to na krotko.
Tak to sie toczy miesiac po miesiacu i nic sie nie zmiena. Naprawde jestem
zmeczona tym wszystkim, widze, ze dzieci tez sie od niego odzwyczajaja, bardzo
mi przykro, ale co ja moge zrobic? Niech mi ktos madry napisze, moze ktos tez
tak mial w zyciu. Do tego naprawde czuje sie samotna.
Przepraszam, ze tak sie rozpisalam, troche mi glupio, bo wiem, jakie ludzie
maja problemy, naprawde tragedie zyciowe, a ja tu smece, ze mam meza, ktory
chce nam nieba przychylic, a ja niezadowolona. Tak sobie czasami mysle i
czuje sie winna, ale czy to tak wiele, chciec mies kogos kolo siebie i dla
swoich dzieci.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie!
Obserwuj wątek
    • sioster62 Re: Samotnosc w zwiazku 06.02.09, 11:24
      Wiem, że ci trudno i chciałabys więcej od życia, ale nie obarczaj męża tymi
      wszystkimi zarzutami, bo on pracuje, chcesz go miec wiecej i częściej-zamień sie
      obowiązkami i ty pracuj tyle a jesli nie pogódz sie z tym, skup sie na synach i
      nie marudz!
      • klimea Re: Samotnosc w zwiazku 06.02.09, 11:39
        Dzieki za odpowiedz.
        Niestety nie moge sie pogodzic z tym, ze dzieci w ogole nie widza ojca. Jesli ja
        zaczne pracowac tyle co maz, to jaka rodzine beda one mialy i przede wszystkim
        kto sie bedzie nimi opiekowal???
    • serendepity Re: Samotnosc w zwiazku 06.02.09, 12:08
      Rozwiazanie problemu jest dosc proste - zmiana pracy meza. Tylko nie pisz, ze
      nie moze zalezc innej pracy i nie ma absolutnie zadnego wyboru. Przeciez sa
      normalne prace, gdzie nie jest sie pod telefonem i nie zyje sie dla pracy tylko
      pracuje, zeby zyc.

      Przeciez nie wymagasz od meza, zeby w ogole nie pracowal, tylko zeby zmienil na
      taka, zeby mial czas dla siebie i rodziny. Mozesz mu wytlumaczyc, ze jak tak
      dalej bedzie to oddalicie sie od Ciebie, dzieci go wylacza ze swojego zycia i
      straci zwyczajnie rodzine. Czy praca jest warta tego, zeby stracic rodzine?

      Druga opcja to pojscie do pracy lub zmiana pracy przez Ciebie na lepiej platna.
      • klimea Re: Samotnosc w zwiazku 06.02.09, 12:34
        serendepity, dziekuje za odpowiedz. To wszystko wydaje sie proste, ale jak to w
        zyciu bywa - nie jest. Maz ma dobrze platna prace, zmiana jej na bardziej
        regularna nie wchodzi w gre, nawet nie chcialby i tym slyszec. Zanim zaczal
        robic to co robi szukal pracy ponad pol roku i uwierz mi nie bylo to latwe.
        Zalozylismy, ze on pracuje, ja zajmuje sie domem. Ja dorabiam w domu, ale nigdy
        nie zarobie tyle co on, wiec zamiana rol rowniez nie wchodzi w gre. W sumie
        wystarczyloby, zeby nie bral wszystkich zlecen, tak sie czasem dzieje, ale ja to
        wszystko wymuszam, np. dziecko ma urodziny i chcialam pojechac cala rodzina w
        jakies fajne miejce na dzien itp. Chce dzieci zabrac cala rodzina w niedziele do
        kina, a on mowi 'Zobaczymy jak bedzie z praca'. Moge isc z nimi sama itp, ale
        jaki to sens miec rodzine, jak sie czuje jak samotna matka.
        serendepity, ja mu to wszystko tlumacze, ale problem wlasnie w tym tkwi, ze on
        nie rozumie, nie dociera do niego, no nie wiem. Wiem, ze nikt za mnie nie
        rozwiaze sutuacji, nie oczekuje tego, ale moze cos mnie olsni, moze uda sie z
        nim porozmawiac, zeby zrozumial, bo na wszystko odpowiada, ze musi i juz.
        Oczywiscie, ze nie oczekuje, zeby w ogole nie pracowal. On potrafi czasem
        ironizowac, ze ja bym chciala, zeby siedzial caly dzien w domu, on by tez
        chcial, ale nie moze.
        Czlowiek przyzwyczaja sie do wszystkiego, kiedys tesknilam, a teraz juz sie
        przyzwyczailam, dzieci tez pocaatkowo pytaly, kiedy tata wroci itp, a teraz
        czasem nawet nie zauwaza, ze wyszedl, czy nie ma go caly dzien.
        No i jeszcze jak jest w domu, to z kolei musi nadgonic papierkowa robote, wiec
        czesto jest obecny tylko cialem.
        Szczerze to po cichu sie martwie, czy on w ogole nas potrzebuje, to ze musi
        pracowac robi sie taka wielka wymowka do wszystkiego. Nigdy sam z wlasnej
        inicjatywy nie zajmie sie dziecmi.
        • mir-ann Re: Samotnosc w zwiazku 06.02.09, 12:35
          ja Cie rozumiem bo mam podobnie. zycie za granica, meza nie ma w domu prawie
          nigdy, nie jest nonstop na telefon alee po 12 godzin w pracy, niejednokrotnie w
          soboty. Do tego jest w niesamowitym stresie. Dzieci sie juz prawie odzwyczaily
          od niego, o wakacjach juz nawet nie marze. Do tego klopoty finansowe, bo obcieli
          mu pensje a pracy coraz wiecej. Moja pensja tez sie zmniejszyla, wiec trudne
          chwile przed nami, nie chce mi sie nawet narzekac, staram sie z nim rozmawiac
          normalnie i nie wprowadzac nerwowki, ale czasami sama siebie pytam. a ja co? kto
          sie troszczy o mnie?
        • marzeka1 Re: Samotnosc w zwiazku 06.02.09, 13:00
          Moim zdaniem twój mąż wpadł w pracoholizm, bo normalny człowiek musi wiedzieć,
          że czas dzieli się na pracę i odpoczynek z rodziną (jeśli się ją ma). Też mam 2
          synów i wiem, jak bardzo chłopcy potrzebują ojca. Mąż z tego też powodu zmienił
          pracę na taką, która pozwala mu czas spędzać z synami wieczorami i w każdy
          weekend (zobaczył, ile traci, gdy były delegacje, wyjazdy, praca po godzinach).
          Oboje pracujemy sporo, ale w tygodniu,mąż zarabia więcej ode mnie,ale i ja nie
          zarabiam "na waciki". Za jakiś czas ojciec będzie dla synów bankomatem, obcym
          facetem, nie nawiążą z nim więzi, bo i kiedy? nigdy żadna kasa nie jest warta,
          by dla niej poświęcić małżeństwo i rodzinę.
        • musiavicky Re: Samotnosc w zwiazku 06.02.09, 13:02
          Witam Cie i powiem ze calkowicie cie rozumiem bo mam dokladnie taka
          sama sytuacje. do tego tez mieszkam na obczyznie i jestesmy tutaj
          calkowicie sami a moge nawet powiedziec ze same ( ja i coreczka).
          Maz pracuje ciagle i zawsze jest ta sama wymowka ze robi to dla nas
          zeby utzrymac dom i itd. a tak naprawde to on tak zyl cale swoje
          zycie jest uzalezniony od pracy a bezczynne siedzenie w domu
          poprostu doprowadza go do szalu. tez nie potrafi odmowic klientom.
          Jestesmy razem od ponad 4 lat po drodze urodzilo sie dzieko i on
          zawsze pracuje. mnie to zajelo dokladnie 4 lata zeby sie
          przyzwyczaic i ulozyc sobie zycie. NAuczylam sie jezyka, szukam
          pracy , chodze do szkoly, mam kilkoro znajomych i przestalam
          narzekac bo to nic nie daje a wrecz przeciwnie sytuacja stala sie
          nie do zniesienia. Zrozumialam ze w tej sytuacje sa tylko 2 wyjscia,
          pogodzic sie z tym , przestac nad soba uzalac i ulozyc wlasne zycie
          z dzieckem albo odejsc i zaczac zyc na wlasna reke. Od kiedy
          zmienialm swoje nastawienie mam swoje zajecia i ciesz sie zyciem on
          stara sie tez czesciej zadzwonic z pracy( bo dodam ze kiedyc byl tak
          pochloniety praca ze nawet przez caly dzien nie zadzwonil zapytac
          jak sie mamy)odwiedzamy go w pracy - ja przymuje jego obowiazki a on
          bawi sie z mala, staram sie go odciazyc we wszystkim, dom , ogrod,
          papierowe sprawy, oplaty tak zeby po powrocie do domu mial jzu tylko
          czas dla nas. To on pracuje na relacje z dzieckiem i to on bedzie
          sie z tego rozliczal, juz sie tym nie przejmuje. Ja sie czuje o
          wiele lepiej choc nie jest to szczyt moich marzen, ale on nie jest
          calym moim zyciem tylko jego czescia. ja spedzam cudowne chwile z
          moja corka, spelniam sie na swoj sposob do pelni szczescia brakuje
          mi tylko pracy choc na jedzenie i wlasne wydatki mam wlasne
          pieniadze. nie czekam nie zmuszam do nieczego.
          Zycze powodzenia i wytrwalosci zacznij myslec o sobie a gwarantuje
          ci ze bedziesz sie lepiej czula, choc to moze potrwac i wymaga
          duzego samodyscypliny.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Samotnosc w zwiazku 11.02.09, 16:40
      Jeśli mąż wcześniej nie wykazywał takich tendencji, a zdarzyło się to teraz, w
      nowej pracy, to można się zastanowić, skąd taka zmiana.
      Może być wynikiem wcześniejszego niepokoju o pracę i lęku, że jak zacznie
      odmawiać, to starci pracę. Może to mieć związek z niskim poczuciem wartości u
      męża a może też być wynikiem zaangażowania męża w to co robi i jego naturalnej
      aktywności.
      Sądząc jednak z tego co Pani pisze mąż zaczął traktować pracę jako jedyny obszar
      w którym jest sprawdzany, oceniany, doceniany i potrzebny. Wyeliminował
      pozostałe ważne obszary rodzinę, relacje, odpoczynek. Niestety, do zmiany
      potrzebna jest motywacja męża, a on jej w tym momencie nie ma. Mało tego, ma
      bardzo dobre i emocjonalnie działające argumenty, że nie powinien niczego zmieniać.
      Pozostaje Pani jedynie stale anonsować co się dzieje i mieć nadzieję, że mąż
      dostrzeże Pani wysiłki i sam coś zacznie zmieniać. Mogę tylko życzyć wytrwałości
      i przyznać rację Pani obserwacjom i stanowisku. Agnieszka Iwaszkiewicz
      T
    • izabelski Re: Samotnosc w zwiazku 15.02.09, 02:23
      jesli jestescie w UK, to niech maz z toba usiadzie i popatrzy na finanse

      moze jemu sie wydaje, ze MUSI ciagle pracowac
      kredyt na dom mozna zmienic - powiedzmy, ze macie go na 20 lat - rozlozcie go na
      25 lat, oplaty beda mniejsze to i stres bedzie mniejszy

      kredyty ostatnio stanialy i jesli macie dobry credit score, to mozecie zmienic
      pozyczkodawce

      moi znajomi w czasie, jak mieli male dzieci nie splacali kredytu, tylko same
      odsetki ,zeby miec wlasnie wiecej czasu dla rodziny

      a moze mozna wynajac komus na pewien czas pokoj i w ten sposob podreperowac budzet?

      nie wiem jaki rodzaj pracy maz wykonuje, ale zawszze mozna sie z kims dzielic
      tymi emergency calls - on w jeden weekend a koleg w inny
      jesl iboi sie wylaczenia komorki i bycia niewidocznym przez 48 godzin ....

      samo odbudowywanie relacji z synami moze potrwac lata - i im pozniej to zacznie
      robic, tym dluzej ono potrwa, a jak potrwa to za dlugo, to moze nigdy sie nie
      przywiaza do siebie tak na prawde ....

      moze zamiast proby rozmowy z mezem - napisz do niego list ze swoimi obawami
      maz go przeczyta i na pewno sie do niego jakos ustosunkuje
      --
      Radzę, żeby pan nie zadawał sobie pytania: dlaczego mnie to spotkało? Niech pan
      pomyśli, jak z tego wyjść.
      • klimea Re: Samotnosc w zwiazku 16.02.09, 18:41
        Bardzo dziekuje wszystkim za odpowiedzi, daly mi one duzo do myslenia.
        Rozmawiamy z mezem, on mi przyznaje racje, wie, ze sie odsuwa, mowi, ze zdaje
        sobie z tego sprawe i .... malo co sie zmienia. Ostatnio byl cala sobote w domu,
        ale wiekszosc dnia porzadkowal swoje papiery. W niedziele byl w pracy, a wczoraj
        wieczorem w rozmowie i po moim zauwazeniu, ze nadal nie zajmuje sie dziecmi
        stwierdzil, ze przeciez cala sobote "siedzial" w domu. Nie umiem z nim
        rozmawiac, bo takie stwierdzenia po prostu odbieraja mi rozum i nie wiem, co
        mowic, skoro onuwaza, ze samo bycie w domu juz wystarcza. Trafil mi sie
        wyjatkowy egzemplarz, wyjatkowo uparty mam na mysli, zawsze uwaza, ze on wie co
        robi i robi dobrze, rozmawiac sie nie da, bo od razu czuje sie atakowany, nawet
        jesli z nim spokojnie chce porozmawiac, zaczyna sie bronic i zawsze to samo, ze
        chcialby calymi dniami siedziec w domu, ale nie moze. Tak jak ktos tu napisal,
        czasami czuje, ze chyba nie moge juz nic zrobic i moge tylko zyc sobie z
        chlopakami. To nie jest tak, jak chcialam zyc, ale nie mam sily sie z nim szarpac.
        Teraz owszem mamy wieksze wydatki, ale cale zycie takie jest i trzeba znalezc
        sposob, zeby mimo wszystko byc rodzina.
    • kol.3 Re: Samotnosc w zwiazku 15.02.09, 07:22
      Z tego co piszesz wynika, że praca męża to stan wyższej
      konieczności. Mąż pracuje w trybie ciągłym, Ty dorabiasz w domu, ale
      rozumiem, że to na nim spoczywa główny obowiązek utrzymania rodziny.
      Dodatkowo mąż trzyma się tej pracy kurczowo, bo zakosztował
      dłuższego bezrobocia, no i mamy recesję, a więc o zmianę pracy
      trudno.
      Doradzałabym podobnie jak inni - idź do lepiej płatnej pracy i
      zacznij się martwić o męża, bo na dłuższą metę to się może
      skonczyć zawałem.
      • klimea Re: Samotnosc w zwiazku 16.02.09, 19:07
        > Doradzałabym podobnie jak inni - idź do lepiej płatnej pracy i
        > zacznij się martwić o męża, bo na dłuższą metę to się może
        > skonczyć zawałem.
        Lepiej platna praca, no tak .... Nie zawsze wszystko jest w zyciu takie proste.
        Zeby wiecej zarabiac, musialabym wiecej pracowac, wobec tego co z dziecmi? Czesc
        obowiazkow domowych musialoby spasc na meza, w rezultacie on musialby ograniczyc
        prace, czego by nie zrobil.
        Moje martwienie sie o niego nic nie pomoze, jesli on sam nic nie zmieni.
    • nick_ze_hej Re: Samotnosc w zwiazku 15.02.09, 08:41
      Tak czytam i się zastanawiam na co wam ta kasa, te domy skoro jesteście tam - na
      emigracji tak nieszczęśliwi? Czy siła nabywcza pieniądza jest w stanie
      zrekompensować rozpad więzi rodzinnych, poczucie osamotnienia, brak poczucia
      szczęścia. Odwieczny dylemat - MIEĆ czy BYĆ. Jedno i drugie ma swoją cenę, więc
      jak wybraliście tak teraz płacicie.
      • klimea Re: Samotnosc w zwiazku 16.02.09, 19:14
        nick_ze_hej, nie chcesz chyba powiedziec, ze te sytuacje stworzylismy sobie sami
        poprzez wyprowadzke zagranice? Nie bylam juz pare lat w Pl, ale nie uwierze, ze
        w Polsce ludzie nie musza tyle pracowac i kazdy moze kupic dom/mieszkanie i
        przezyc spokojnie do kolejnej wyplaty oplacajac rachunki, zarcie, ubrania itp.
        To juz chyba nie te czasy, ze sie wraca do domu o 14 czy 15? A moze? Tylko
        dlatego zatem ruch emigracyjny odbywa sie w te strone, a nie do Polski?
        • marianka_marianka Re: Samotnosc w zwiazku 18.02.09, 10:41
          W Polsce również ludzie sporo pracują. Nie widzę żadnej różnicy. Tak sobie myślę, że najgorsza sytuacja jest wówczas, kiedy rodzina jest rozdzielona - żona z dziećmi w Polsce, a mąż ciężko pracujący za granicą. Mam kilka koleżanek, które płaczą mi w rękaw z powodu takiej sytuacji. Mężowie zakładają, ża za granicą pobędą tylko jakiś czas dopóki nie zarobią na dom lub..(dowolne wstawić). Niestety zazwyczaj jest tak, ze uświadamiają sobie, że w Polsce już tyle nie zarobią, a przyzwyczaili się do życia na wyższym poziomie, lub po prostu na takim, żeby nie trzeba było przez całe życie odmawiać sobie przyjemności - bo co to za życie... A apetyt rośnie w miarę jedzenia. Rozumiem Cię i potrafię sobie wyobrazić, że Ci ciężko. Większość osób pisze mądrze, na pewno skorzystasz z rad. Głowa do góry i postaraj się zadbać o Twojego przepracowanego męża. Może pomyśli o tym, żeby częściej i wcześniej wracać:)
    • krzysztof-lis Re: Samotnosc w zwiazku 16.02.09, 21:16
      > Nie uzalam sie, ale probuje cos zmienic w naszym zyciu.

      Tak naprawdę, to próbujesz, by mąż coś zmienił.

      > Rozmawiamy z mojej inicjatywy wiele razy na ten temat, ale on
      > zawsze kwituje, ze musi pracowac, bo potrzebujemy kasy i juz.

      No i ma rację, nieprawdaż? Jak nie będzie pracować, to nie będziecie mieć kasy?
      Samą miłością i więziami z ojcem dzieci się nie wyżywi.

      > Mamy dwoch synkow, 7 i 8 lat.

      A oni do szkoły chodzą, czy trzeba przy nich non-stop siedzieć?
      • kicia031 Re: Samotnosc w zwiazku 16.02.09, 21:58
        Mamy dwoch synkow, 7 i 8 lat.
        >
        > A oni do szkoły chodzą, czy trzeba przy nich non-stop siedzieć?

        wyjatkowo sie z toba zgodze - przeciez to sa juz naprawde duze dzieci, chodza do
        szkoly, ktora w Uk trwa dluzej niz u nas. Idz kobieto do roboty i odciaz troche
        meza.
        --
        Being the change you want to see
        • klimea Re: Samotnosc w zwiazku 17.02.09, 10:24
          Widze, ze Ty kicia zupelnie nie zrozumialas, o czym ja pisalam. Moje pojscie do
          pracy na caly dzien nie rozwiaze problemu, to jus pisalam.
          Nikt przy nich nie siedzi non-stop, nie wiem po co takie zlosliwosci.
          • krzysztof-lis Re: Samotnosc w zwiazku 17.02.09, 11:39
            > Widze, ze Ty kicia zupelnie nie zrozumialas, o czym ja pisalam.
            > Moje pojscie do pracy na caly dzien nie rozwiaze problemu, to jus
            > pisalam.

            Nie spowoduje, że mąż przestanie siedzieć długo w robocie, fakt.

            Ale spowoduje, że zostanie z niego zdjęta cała odpowiedzialność za utrzymanie
            finansowej płynności rodziny. I rzeczywiście, nie od razu przyniesie to skutek.
            Ale docelowo (za kilka miesięcy) facet zrozumie, że nie musi przecież tak się
            ścierać w robocie, bo nawet jeśli z niej wyleci, krzywda się Waszej rodzinie nie
            stanie.

            Ja rozumiem, że łatwiej jest się tłumaczyć "pójście do roboty nie rozwiąże
            problemu", bo nikomu nie chce się chodzić do roboty. I każdy pretekst, by
            siedzieć w domu jest dobry.

            Ja tylko nie rozumiem jednego -- co Ty właściwie w tym domu robisz, skoro
            dziećmi nie trzeba się zajmować?
              • klimea Re: Samotnosc w zwiazku 17.02.09, 16:57
                Dziecmi nie trzeba sie zajmowac, a to dobre :-) Widac, ze Pan krzysztof ma wiele
                do powiedzenie w kwestii wychowywania dzieci i obowiazkow domowych. Zwlaszcza
                nie podoba mi sie brak szacunku dla osob, ktore "siedza" w domu z dziecmi,
                zamiast podrzucac komu sie da, bo pedza do pracy. A czasownik siedziec jest w
                tym przypadku zupelnie nie na miejscu.
                Wczesniej wspominalam, ze dorabiam w domu, ale nie bede sie tlumaczyc ludziom,
                ktorzy nie potrafia konstruktywnie pomoc w temacie, a sila sie na zlosliwosci i
                osadzanie.
                Bardzo sie ciesze kicia, ze lubisz swoja prace i ze Ci sie chce, tylko co to ma
                do rzeczy? Chcesz kosztem innych poczuc sie lepsza? Skad wiesz, jaka ktos ma
                sytuacje, skad znasz mnie i wiesz, ze nie chce mi sie pracowac, czy chodzic do
                roboty?? A moze jestem inwalida i nie moge chodzic? Kurcze naprawde ludzie
                wiecej serdecznosci i zrozumienia zycze, zawsze to zycie jest milsze.
                Tymbardziej dziekuje dziewczynom w podobnej sytuacji, ktore podzielily sie swoim
                doswiadczeniem, a nie wyskoczyly ze zlosliwa krytyka. Bardzo to doceniam.
                • krzysztof-lis Re: Samotnosc w zwiazku 18.02.09, 13:09
                  > Dziecmi nie trzeba sie zajmowac, a to dobre :-)

                  Na pewno nie wtedy, gdy są w szkole.

                  A siedmio- i ośmiolatek raczej właśnie tam są, prawda? Ustaliliśmy już w tym
                  wątku, że spędzają w tej szkole masę czasu.

                  > Widac, ze Pan krzysztof ma wiele do powiedzenie w kwestii
                  > wychowywania dzieci i obowiazkow domowych.

                  Mam wiele do powiedzenia w kwestii spędzania czasu z dziećmi, które są wtedy w
                  szkole. :)

                  Zaś zasłanianie się obowiązkami domowymi to kiepska wymówka. Jeśli dla Ciebie
                  ważniejszy jest kurz na półkach niż udział Twojego męża w wychowaniu dzieci, to
                  nie rozumiem, po co się tak złościsz na niego?

                  > Wczesniej wspominalam, ze dorabiam w domu, ale nie bede sie
                  > tlumaczyc ludziom, ktorzy nie potrafia konstruktywnie pomoc w
                  > temacie, a sila sie na zlosliwosci i osadzanie.

                  Nie musisz się tłumaczyć. Przecież wszystko jest jasne. Nie chce Ci się pójść do
                  pracy na cały etat a uzasadniasz to, że nic by się nie zmieniło. Tymczasem na
                  moją rzeczową argumentację, że WŁAŚNIE WTEDY SIĘ POZMIENIA odpowiadasz, że nie
                  będziesz się tłumaczyć.

                  Czy sensem tego wpisu jest tylko marudzenie na męża, czy poszukiwanie rozwiązania?

                  > A moze jestem inwalida i nie moge chodzic?

                  A możesz pracować?

                  Jeśli możesz DOrabiać, możesz też ZArabiać. Nawet siedząc w domu. Tylko, że
                  wtedy nie mogłabyś narzekać na męża i musiałabyś się wziąć za robotę.

                  Za dobrze Ci jest po prostu.
                  • wielbicielnaruto cięzkie baty ode mnie 18.02.09, 15:51
                    wielu ludzi radzi Ci abyś poszła do pracy. Nie chodzi o pracę w domu
                    ale o pracę, gdzie 9-10 godzin będziesz myślała o pracy, a nie o
                    melancholii życia z zapracowanym mężem.
                    Smutna prawda jest taka, że jak jesteś zapracowana pozostaje mniej
                    czasu na rozmyślanie.
                    Druga sprawa - będzie to jasny sygnał dla męża, że rodzina jest
                    dwojako zabezpieczona. Łatwiej wtedy powiedzieć nie klientowi.
                    Łatwiej znaleźć wspólny czas. Jest to w miarę proste rozwiązanie,
                    które podpowiedziały Ci min. 3 osoby.
                    Jak dla mnie warte przemyslenia ... i ralizacji. Czego życzę.
                    • klimea Re: cięzkie baty ode mnie 18.02.09, 16:44
                      Moj maz zarabia duzo, moje pojscie do pracy na pewno nie zmieni tego, ze rodzina
                      sie zabezpieczy i on poczuje sie bezpieczniej. On nie zrezygnuje z pracy na
                      rzecz mojej, bo to sie po prostu nie oplaca. Pojscie do pracy na caly dzien -
                      wykluczone, 9-10 godzin, dzieci spedzaja w szkole okolo 6, a gdzie ferie,
                      przerwy i choroby?? Kto sie wowczas nimi zajmie? Koszty dodatkowej opieki,
                      opiekunki czy "swietlicy"sprawia, ze moj zarobek skurczy sie i to znacznie.
                      Poza tym moim glownym zmartwieniem bylo jak uzmyslowic ojcu, ze jest potrzebny
                      synom i powinien spedzac wiecej czasu z nim, kiedy on sam nie przejawia checi.
                      Moje troski nie sa wynikiem nudzenia sie w domu. Wbrew temu, co niektorzy sadza
                      godzenie pracy zawodowej wykonywanej w domu z przyziemnymi obowiazkami domowymi,
                      ktore sa tak pogardzane jak scieranie kurzu, zajmuja dosc duza czesc dnia i energii.
                      • musiavicky Re: cięzkie baty ode mnie 18.02.09, 21:31
                        nie przejuj sie tymi komentarzami bo ile ludzi tyle opini. ja wiem o
                        czym ty mowisz i cie rozumiem.tez zawsze myslalam ze jak bede
                        pracowala to maz zwolini, teraz jestem bliska dostania pracy ktora
                        wiaze sie 5 dniowym wyjazdem i nie mamy z kim dziecka zostawic, maz
                        musi pracowac.wiem tez ze jak juz bede peacowala to ja bede musiala
                        sie glowic co zrobic z mala jak zachruje do tego pies i caly dom na
                        glowie. ja z mala nie rozstawalam sie nidgy na dluzej niz 6 godzin.
                        poza tym po tym jak przestalam mu truc aby szybko wracal do domu on
                        zaczal duzo chetniej spadzac czas w domu i z dzieckiem. czyli da sie
                        wszsystko pogodzic. a zastawianie sie koniecznoscia zarobku to tylko
                        glupie wymowki.to jest kwestia samodyscypliny i checi.trzymaj sie
                        cieplutko, powiem tylko tyle ze to maz musi zrozumiec ze cos jest
                        nie tak. bo ja jestem pewna ze moze znalezc pare godzin aby jak
                        ojciec zajac sie swoimi dziecmi lub sie z nimi pobawic.Ci ktorzy nie
                        sa w sytuacji kiedy nie ma sie z kim dzieka zostawic nie wiedza o
                        czym my mowimy.
                      • sarah25 Re: cięzkie baty ode mnie 18.02.09, 22:17
                        Witam.Doskonale wiem o czym piszesz bo przezylam dokladnie to samo.
                        Sprawa jest bardzo trudna bo faceci to specjalisci od chowania glowy
                        w piasek.oni mysla ze jak maja prace to reszta jest nie wazna.
                        i to nie prawda ze jak nie pracujesz to masz za duzo czasu na
                        myslenie.teraz twoje dzieci maja praktycznie tylko ciebie kiedy
                        pojdziesz do pracy to zostana same. to sa chlopcy ktos musi nad nimi
                        czuwac.u mnie pomoglo ignorowanie meza ,zaczelismy go traktowac tak
                        jak chcial jak maszynke do zarabiania pieniedzy. troche to trwalo za
                        nim sie polapal ale efekt byl taki ze to on zabiegal o nas a nie my
                        o niego.Teraz to on pilnuje aby byc na bierzaco w naszym zyciu i
                        jakos zapomnial o stresie w pracy.Nie obwiniaj sie bo napewno jestes
                        wspaniala mama walczysz o dobro dzieci.Powodzenia walka jest trudna
                        ale sie oplaca.I bycie dobra mama to jest praca na caly etat nie
                        potrzebujesz dodatkowych obciazen. Pozdrawiam i trzymam kciuki
                        • klimea Re: cięzkie baty ode mnie 19.02.09, 11:57
                          Sarah25 i musiavicky, bardzo Wam dziekuje za podzielenie sie swoimi przezyciami.
                          Ciesze sie, ze jest ktos, kto rozumie i to pozwala mi zebrac sily, zeby cos
                          robic. Powoli jakos sie udaje cos osiagnac. Male kroczki, ale jednak kroczki.
                          Tez obralam taktyke spokoju i milej atmosfery w domu, jako, ze z nie lubie
                          cichych dni i niedomowien. Mysle, ze maz zaczal sobie zdawac sprawe, ze duzo
                          traci i ze dzieci sie powoli od niego odzwyczajaja, a nastapilo to jak mial
                          akurat wolny dzien, zadnych zlecen i chcial cos z nimi robic, a one nie chcialy,
                          a raczej nie wiedzialy co moga z nim robic i sie zdziwil. Ale dzieci sa
                          wdzieczne i wystarczylo pare godzin i juz bylo lepiej, wiec mysle, ze dalo mu to
                          do myslenia, chociaz cudow sie nie spodziewam od razu. Dziekuje Wam kochane
                          dziewczyny za zrozumienie.:-)))
                      • krzysztof-lis Re: cięzkie baty ode mnie 19.02.09, 09:20
                        > Moj maz zarabia duzo, moje pojscie do pracy na pewno nie zmieni
                        > tego, ze rodzina sie zabezpieczy i on poczuje sie bezpieczniej.

                        Zarabia dużo, bo dużo pracuje. Jakbyście mieli więcej pieniędzy, miałby
                        świadomość, że MOŻE pracować mniej. Wtedy zabrałabyś mu argument, że MUSI tyle
                        pracować, bo inaczej zostanie zwolniony a Wy zdechniecie z głodu. Poza tym, z
                        tego co zrozumiałem, to jest raczej kwestia "muszę tyle pracować, bo mnie
                        zwolnią" a nie "muszę tyle pracować, bo potrzebujemy tyle pieniędzy". Jak
                        będziecie mieć więcej pieniędzy (a więc i, jak rozumiem, oszczędności), to
                        będziecie lepiej zabezpieczeni na sytuację jego ewentualnego zwolnienia z pracy.

                        Zrozum, widocznie dla niego ważniejsze jest to, żebyście mieli co jeść, niż żeby
                        uczestniczył w wychowaniu Waszych dzieci.

                        > Pojscie do pracy na caly dzien - wykluczone, 9-10 godzin, dzieci
                        > spedzaja w szkole okolo 6, a gdzie ferie, przerwy i choroby??

                        No popatrz, a jakoś miliony matek ogarniają zarówno ferie, wakacje, choroby i
                        wcześniejsze powroty dzieci ze szkoły.

                        > Koszty dodatkowej opieki, opiekunki czy "swietlicy"sprawia, ze moj
                        > zarobek skurczy sie i to znacznie.

                        Ale lepiej zarabiać 1 500 PLN i oddawać 1 000 na świetlicę a pozostałe 500
                        dokładać do wspólnej kasy żeby odciążyć męża, niż nie dokładać tych pieniędzy.

                        > Poza tym moim glownym zmartwieniem bylo jak uzmyslowic ojcu, ze
                        > jest potrzebny synom i powinien spedzac wiecej czasu z nim, kiedy
                        > on sam nie przejawia checi.

                        No popatrz, a tu niektórzy nie chcą Cię pogłaskać po główce. I próbują Ci
                        uświadomić, że może są inne lepsze metody na rozwiązanie tego problemu...

                        > Wbrew temu, co niektorzy sadza godzenie pracy zawodowej wykonywanej
                        > w domu z przyziemnymi obowiazkami domowymi, ktore sa tak pogardzane
                        > jak scieranie kurzu, zajmuja dosc duza czesc dnia i energii.

                        Oczywiście, że zajmuje to dużą część dnia i energii. Bo się nie potrafisz
                        zorganizować. Moja żona też cały dzień gotuje i sprząta mieszkanie o powierzchni
                        35 m^2. No, tak przynajmniej twierdzi.

                        Jeśli dla Ciebie ważniejsze są kurze na półce niż szczęście dzieci, nie miej
                        pretensji do męża, dla którego ważniejsze są złotówki na koncie niż szczęście
                        dzieci. Bo wcale od niego lepsza nie jesteś.
                        • klimea Re: cięzkie baty ode mnie 19.02.09, 11:51
                          > Oczywiście, że zajmuje to dużą część dnia i energii. Bo się nie potrafisz
                          > zorganizować. Moja żona też cały dzień gotuje i sprząta mieszkanie o powierzchn
                          > i
                          > 35 m^2. No, tak przynajmniej twierdzi.
                          >
                          > Jeśli dla Ciebie ważniejsze są kurze na półce niż szczęście dzieci, nie miej
                          > pretensji do męża, dla którego ważniejsze są złotówki na koncie niż szczęście
                          > dzieci. Bo wcale od niego lepsza nie jesteś.

                          Oj, Krzysztof, wyraznie nie rozumiesz, o co chodzi w tym watku, a jednak sie
                          uparles, zeby odpowiadac. Ty za to masz za duzo czasu wolnego, a po Twoich
                          komentarzach o zonie widze, ze po prostu jestes przeczulony na punkcie kobiet
                          "siedzacych" w domu, a zarazem widac wyraznie, ze raczej nigdy nie zrobiles nic
                          w domu, nie pomogles zonie, ani nie zajmowales sie dziecmi, jesli je w ogole masz.
                          Ja nie oczekuje glaskania po glowce, ale nie mam ochoty wciagac sie w
                          zlosliwosci. Ty przedstawiles swoj punkt widzenia i nikt nie jest
                          zainteresowany, mysle, ze kulturalnie bedzie jak po prostu odpuscisz.
                          No i plusem z twoich odpowiedzi jest to, ze zdalam sobie sprawe jakiego meza
                          mam. Moze i pracuje, moze i go duzo nie ma, ale zdecydowanie docenia wszystko co
                          robie z dziecmi i w domu.
                          • krzysztof-lis Re: cięzkie baty ode mnie 19.02.09, 13:27
                            > Oj, Krzysztof, wyraznie nie rozumiesz, o co chodzi w tym watku,

                            Zdaje Ci się. Po prostu nie podzielam Twojego punktu widzenia. I, jak się
                            okazuje, nie tylko ja!

                            > po Twoich komentarzach o zonie widze, ze po prostu jestes
                            > przeczulony na punkcie kobiet "siedzacych" w domu,

                            Nie, po prostu jestem feministą i głoszę równouprawnienie kobiet i mężczyzn. A
                            równouprawnienie to również równy podział obowiązków.

                            > zarazem widac wyraznie, ze raczej nigdy nie zrobiles nic w domu,
                            > nie pomogles zonie, ani nie zajmowales sie dziecmi, jesli je w
                            > ogole masz.

                            Ależ ja robię i robiłem w domu bardzo dużo. W momencie, gdy moja żona pracowała.
                            Od czasu gdy nie pracuje nie zamierzam w domu robić nic. Nawet kanapki do pracy
                            przestałem sobie robić, bo to jest nieprzyzwoite, żebym ja wstawał o 6:05
                            zamiast o 6:15 żeby zrobić sobie kanapki podczas gdy moja żona śpi sobie do 9:00
                            i ma przed moim powrotem czas na oglądanie telewizji.

                            Dzieci nie mam, ale niedługo się to zmieni. Termin mamy obliczony na 28 lutego.

                            > Ja nie oczekuje glaskania po glowce,

                            Oczekujesz odpowiedzi na pytanie "jak zmusić męża do angażowania się w
                            wychowanie dzieci".

                            Pytanie uważam za źle postawione, bo nie uważam, by w tej sytuacji zmuszanie go
                            do czegokolwiek było dobrym rozwiązaniem. Uważam, że skuteczniejszą metodą
                            będzie najpierw odciążenie męża od obowiązku zarabiania na dom. Potem, jak już
                            będziecie bezpieczniejsi, nie będzie mógł się zasłaniać koniecznością pracowania
                            w robocie za dwie osoby w trosce o etat.
                            • die_blume Re: cięzkie baty ode mnie 19.02.09, 14:31
                              Ja pracuję z domu i wstaję ok. godz. 8, mój mąż wstaje o 5 i kanapki sobie sam
                              do pracy robi i sam sobie prasuje koszule bo nie chce mnie budzić. I nie widzę w
                              tym nic dziwnego, pomaga mi też sprzątać w weekendy. W weekendy to on gotuje
                              obiady, ja na tygodniu oczywiście. Żona w ciązy, a ty jej w domu nie pomagasz?
                              Dobre podejście. Nieprzyzwoite to nie jest wstać 10 minut wcześniej, by zrobić
                              kanapki, tylko kogoś budzić, zwłaszcza ciężarną.
                              • krzysztof-lis Re: cięzkie baty ode mnie 19.02.09, 15:30
                                > Ja pracuję z domu i wstaję ok. godz. 8, mój mąż wstaje o 5 i kanapki
                                > sobie sam do pracy robi i sam sobie prasuje koszule bo nie chce mnie
                                > budzić.

                                Ja wstaję, ubieram się, myję zęby, zabieram kanapki z lodówki i idę do roboty.

                                Do głowy mi nie przyszło budzić żonę tylko po to, żeby zrobiła mi kanapki do pracy.

                                > pomaga mi też sprzątać w weekendy.

                                Jeśli nie wyrabiasz się ze sprzątaniem w tygodniu, słusznie robi.

                                > Żona w ciązy, a ty jej w domu nie pomagasz? Dobre podejście.

                                Mogę jej pomagać, jeśli będzie spędzać na domowych obowiązkach tyle czasu, ile
                                ja jestem w pracy i się z nimi nie da rady wyrobić.

                                > Nieprzyzwoite to nie jest wstać 10 minut wcześniej, by zrobić
                                > kanapki, tylko kogoś budzić, zwłaszcza ciężarną.

                                No popatrz, a nie jest nieprzyzwoite wyciąganie pochopnych wniosków?
                                  • krzysztof-lis Re: cięzkie baty ode mnie 20.02.09, 12:30
                                    > To tym bardziej kanapki sobie sam możesz zrobić wieczorem.

                                    Oczywiście. Ale to byłoby, jak wspomniałem, nieprzyzwoite.

                                    > Liczysz godziny pracy w domu kobiecie w ciąży?

                                    Oczywiście, że tak. Równouprawnienie polega na tym, że ludzie powinni być
                                    obciążeni obowiązkami w równym stopniu, proporcjonalnie do możliwości.

                                    Jeśli żona wstaje o 8. rano, robi obiad, odkurzy, zrobi zakupy a oprócz tego ma
                                    czas na oglądanie telewizji przez 2 godziny przed moim powrotem do domu, nie
                                    może liczyć na moją pomoc w domowych obowiązkach.

                                    To chyba logiczne, prawda?
                            • musiavicky Re: cięzkie baty ode mnie 19.02.09, 16:01
                              krzysztofie jestes takim feminista a pozwalasz ciezarnej zonie aby
                              robila rano Tobie kanapki to moze ty ja ponos z tym wielkim brzuchem
                              pare godzin bo nie zdajesz sobie sprawy co znaczy dla kobiety
                              noszenie takiego ciezaru. to sa dla niej ostatnie momenty kiedy
                              moze sie wyspac albo i nie bo roznie to bywa. podzial obowiazkow
                              hahahahah ale to nie ty bedziesz karmil dziecka co pol godziny bo
                              pewnie pojdziesz do pracy a jak wrocisz to bedziesz chcial miec
                              ugotowane i posprzatane.
                              Ja nigdy nie wymagalam od maza pomocy w domu ja lubie to robic i juz
                              na pewno nie robie tego dla niego a dla wlasnej satysfakcji.ale
                              oprocz kobiecych zajec robie dokladnie cala jego robote(
                              przepychanie zlewu, naprawa roweru, ostatnio siadla mi zmywarka i
                              tez musialam sobie z tym poradzic sama, ogrod , pies,
                              akwarium,zakupy) chodze do szkoly i nie wpomne juz o opiece nad
                              dzieckiem i wiele innych spraw. Ale z tego nie ma pienieszy Prawda?
                              ojj faceci.
                              Piszesz ze to blad ze nie zostawilam dziecka na dluzej niz 6 godzin
                              to powiedz mi co mam z nia zrobia jak cala rodzina mieszka o jakies
                              1000 km od nas a kto ze znajomych bedzie chcial zostac z obcym
                              dzieckiem? wiekszosc kobiet ma cala armie babci i dziadkow do pomocy
                              a jak ktos mieszka sam na obczyznie to wierz mi nie ma za duzo do
                              wyboru.
                              mam nadzieje ze jak juz sie urodzi Twoje dziecko to zrozumiesz
                              troche i zmieni sie twoje nastawienie. JA uwazam ze jak ma sie
                              malutkie dzieko zostawiac na 8-9 godzin w przdszkolu to rownie
                              dobrze lepiej ich nie miec.
                              pozdrawiam
                              • 3-mamuska Re: cięzkie baty ode mnie 20.02.09, 01:00
                                smiac mi sie chce jak czytam wypowiedzi tego krzysztofa,watek jest nie ,o tym
                                tylko o tym ze dzieci do rozwoju potrzebuja ojca matki a nie przedszkoli ,ty
                                liczysz godzinny pracy 8 godzin tylko ktora kobieta po 8 godzinnach siada i nie
                                robi nic?robota w domu to caly dzien i noce tez. wtaje o 7 o 8 wychodz z 3
                                dzieci 1 ,5 ,10 lat o 9 zostawiam starsze w szkole idze na zakupy jestem w domu
                                ok 10 sprzatam po sniadaniu sciele lozka ,jem sama ,karmie malego, wstawiam
                                pranie ,gotuje zupe bawie sie z malym ok 13 maly je zuke i idzie spac wtedy
                                prasuje ukladam w szafkach podszykowuje 2 danie lub robie cos innego myje okna
                                lub cos co trzeba zrobic, jem zupke budze dziecko i jedziemy po dzieci o 15.30
                                ich odbieram jedziemy do domu ,16.30 w domu jedza zupe i ja gotuje 2 danie jemy
                                ok 17 ,a potem 3 razy w tygodniu dodatkowe zajecia karate gimnastyka albo w tych
                                gozinach odrabiaja lekcje ok 18.30 wraca moj maz je obiad chwila z dziecmi
                                rozmowa zapakowac zmywarke o 19.30 kapiel dzieci kolacja o 20.30 sa w lozkach
                                bajka na dobranoc schodze na dol i szykuje ciuchy na 2 dzien mundurki szkolne
                                dzieci same sobie szykuja kolacje syn lub maz ale malemu czy corce trzeba pomoc
                                jeszcze dochodzi do tego sprzatanie za rocznym dziekiem ktore zaglada we
                                wszystkie katy nie masz ... o niczym pojecia ,maz tez ze mna sprzata i dzieci
                                kazdy ma swoje zajecie, ale jesli dziecko wrzeszczy po nocach to kobieta i tak
                                musi wstac i funcjonowac prez caly dzien a ja teraz siedze z malym bo wracajac
                                z kaate zasnal i niedawno sie obudzi proby polozenia go spelzly na niczym i
                                czekam a gdzie jeszcze prysnic moj.ja w kazdej cizay mialam cholestaze i przez
                                to nie mozna spac po nocach swedzi cholernie cale cialo nie pisz o czym o czym
                                nie masz pojecia placenie rachnkow stanie w sklepie w kolejce czy kupinie ubran
                                dziecia czy ksiazek tez zabiera czas a z synkiem chodze do przedszkola 2 razy
                                wtygodniu i jestem tam razem z nim to tez 3 godziny jak starsze sa w szkole .do
                                tego klopoty zezdrowiem moje wizyty w szpitalu 1 w tygodniu.rospisamal sie ale
                                facet to po prostu ..., dobrze za mam meza ktory mnie rozumie a nie zycze
                                dziecka jak moja corka darla sie 6 miesiecy jezdzilismy po szpitalach badania i
                                nic poprostu chcarakterek.powies sobie 10 kolo cukru naa brzuchu i myj podloge
                                lub prasuj koszule wtedy pgadamy, wspolczuje tylko twojej zonie ze trafil jej
                                sie taki egzemparz wybrakowany.no ale mnie zdrzaznil facet jeden sorry za
                                pomylki ale synek probuje tez sie udzielic pozdrawiam kobitki
                                • marianka_marianka :) 20.02.09, 11:05
                                  Mnie też się chce śmiać momentami jak czytam recepty na wychowywanie dzieci przez osoby, które ich nie mają. Z własnego doświadczenia powiem, że można wiele spraw zaplanować przed pojawieniem się dzieci, można przewidywać swoje zachowanie w określonych sytuacjach, można chcieć się zachowywać w taki a nie inny sposób, można itp... Kiedy dziecko zachowa się w sposób irracjonalny, nieprzewidywalny lub cztery wersje naszego zachowania na taką właśnie okazję nie zadziałają to co wtedy? Metoda prób i błędów...
                                  A co do żon w ciąży (i nie tylko), którym mężowie pomagają wg zasady "coś za coś", to mi tak po ludzku smutno.
                                  Moja druga ciąża była zagrożona poronieniem od 20 tyg. W 7 m-cu ciąży mój lekarz zmusił mnie do pójścia na zwolnienie (a chciałam bardzo chodzić do pracy - w pierwszej bezproblemowej ciąży byłam do dnia porodu) pod groźbą zrezygnowania z opieki nade mną, więc nie miałam wyboru. Miałam nakaz polegiwania i absolutnego nie przeciążania, a tu cały dom na głowie i ruchliwy roczniak w domu.
                                  Wg. opinii w/w Pana skoro miałam leżeć w domu (i tak nie potrafiłam leżeć), to mąż absolutnie nie powinien był mi pomagać, a pomagał.
                                  Myślę, że miłość do żony kiedy nosi w sobie dziecko powinna być przede wszystkim bezwarunkowa.. Nie wiem czy potrafię to jasno wyrazić...
                                  • krzysztof-lis Re: :) 20.02.09, 12:46
                                    > Wg. opinii w/w Pana skoro miałam leżeć w domu (i tak nie potrafiłam
                                    > leżeć), to mąż absolutnie nie powinien był mi pomagać, a pomagał.

                                    Wydaje Ci się.

                                    Nigdzie nie twierdziłem, że wymagałbym od mojej żony pracy w domu gdyby była w
                                    zagrożonej ciąży czy gdyby z jakiś innych przyczyn fizycznie nie mogła
                                    utrzymywać domu.

                                    To dopiero byłoby nieprzyzwoite.

                                    Ja się po prostu nie zgadzam na sytuację, w której hipotetycznie ja spędzam
                                    10-11 godzin poza domem w pracy i w drodze do niej i z powrotem a żona przez ten
                                    czas ogląda sobie telewizję a oczekuje mojej pomocy w sprzątaniu czy gotowaniu
                                    gdy już jestem w domu.

                                    Dlaczego miałbym w takiej sytuacji pomagać żonie?

                                    > A co do żon w ciąży (i nie tylko), którym mężowie pomagają wg
                                    > zasady "coś za coś", to mi tak po ludzku smutno.

                                    Czyli nie podoba Ci się równy i sprawiedliwy podział obowiązków między męża a żonę?
                                • krzysztof-lis Re: cięzkie baty ode mnie 20.02.09, 12:37
                                  > watek jest nie ,o tym tylko o tym ze dzieci do rozwoju potrzebuja
                                  > ojca matki a nie przedszkoli

                                  Dokładnie tak.

                                  Tylko, że rozwiązaniem w sytuacji wątkotwórczyni nie jest zmuszanie męża do
                                  zwiększenia udziału w wychowywaniu dzieci. Najpierw trzeba zmniejszyć obciążenie
                                  męża zarabianiem na dom, potem można go zmuszać do udziału w wychowywaniu dzieci.

                                  > nie pisz o czym o czym nie masz pojecia placenie rachnkow

                                  Zajmuje 5 minut. I robi się to raz w miesiącu.

                                  > stanie w sklepie w kolejce

                                  Doskonały obowiązek, który może robić mąż.

                                  > powies sobie 10 kolo cukru naa brzuchu i myj podloge lub prasuj
                                  > koszule wtedy pgadamy,

                                  Żona nie prasuje mi koszul.
                                  Podłogę myję ja.

                                  Jakieś dodatkowe pytania?
                              • krzysztof-lis Re: cięzkie baty ode mnie 20.02.09, 12:33
                                > krzysztofie jestes takim feminista a pozwalasz ciezarnej zonie aby
                                > robila rano Tobie kanapki

                                Pozwalam jej, by robiła mi je wieczorem. Czytaj uważnie.

                                > nie zdajesz sobie sprawy co znaczy dla kobiety noszenie takiego
                                > ciezaru.

                                Zgadza się. Nie zdaję sobie z tego sprawy.

                                Ale ja nie wymagam od żony, by myła okna, zmieniała firanki, myła podłogi na
                                kolanach i robiła zakupy.

                                > to sa dla niej ostatnie momenty kiedy moze sie wyspac albo i nie
                                > bo roznie to bywa.

                                No widzisz... A ja nie mogę się wyspać, bo ja pracuję.

                                Zresztą nie rozumiem, dlaczego po urodzeniu dziecka tylko ona miałaby się nie
                                wysypiać...

                                > Piszesz ze to blad ze nie zostawilam dziecka na dluzej niz 6 godzin
                                > to powiedz mi co mam z nia zrobia jak cala rodzina mieszka o jakies
                                > 1000 km od nas a kto ze znajomych bedzie chcial zostac z obcym
                                > dzieckiem?

                                Masz męża, prawda? Czasem w weekendy bywa w domu, zgadza się? No a weekend trwa
                                dłużej, niż 6 godzin.

                                Chodziło mi tylko o to, że najpierw kobiety siedzą z dzieckiem non-stop a potem
                                marudzą, że dziecko ich nie odstępuje ani na krok i nie mogą się wyrwać z domu.
                                Podczas gdy same na to zapracowały.
                                • musiavicky Re: cięzkie baty ode mnie 20.02.09, 16:02
                                  CZy myslisz ze jak moj maz raz na miesiac ma wolny dzien bo tak
                                  niestety bywa(tak on pracuje 7 dni w tyg i nie zaczal tak zycie w
                                  momencie kiedy stalismy sie rodzina on tak zyl zawsze nawet jak nie
                                  musial pracowac to musial jechac to restauracji tylko po to zeby
                                  sprawdzic czy sie przypadkiem nie zawalila) to ja sobie zrobie wolny
                                  dzien?
                                  Nie ja wole go spedzic z nim i dzieckiem. jak juz wczesniej
                                  wspomnialam od kiedy zaczelam to wszystko brzydko mowiac olewac i
                                  zyc wlasnym zycie i zyciem dziecka on chetniej do nas wraca i robi
                                  wszystko aby spedzic troche czasu z nami. czyli mozna czasem zamknac
                                  interes i swiat sie nie zawali.Ja od niego nie wymagam sprzatania bo
                                  ja sobie swiatnie z tym daje rade ale zawsze zalezalo mi na tym by
                                  poswiecal troche wiecej czasu corce. Ja choc jestem czasem zmeczona
                                  tym ciaglym niedstepowaniem ani na krok( bo nawet ci ktorzy bardzo
                                  lubia swoja prace to czasem maja dosc)to mnie dziecko w niczym nie
                                  przeszkadza i pozwalam jej na uczestniczenie we wszystkim co robie.

                                  Nie rozumiesz czemu ona miala by sie nie wysypiac po porodzie? to
                                  juz Ci mowie. Ja nie przespalam calej nocy przez 16 miesiecy, mala
                                  uzywala mnie jako smoczka budzila sie nieraz co godzine i przy
                                  szczerych checiach meza nie wchodzily w gre zadne formy zastepcze
                                  (smoczek, butelka)czy uwazasz ze jak bedziesz chodzil do pracy to
                                  bedziesz chetnie wstawal w nocy do dziecka zeby zona sie mogla
                                  wyspac?nie sadze. zycze Ci aby Wasze dziecko bylo spokojne bo ja po
                                  3 latach od narodzenia corki nadal nawet nie mysle o 2 dziecku
                                  najzyczajniej sie boje, od ciaglego niewyspania zaczelam dostawac
                                  tak silne migreny ze nie wiedzialam jak zyje. Krzysztofie pogadamy
                                  za jakis miesiac i zobaczymy jakie wtedy bedziesz mial opinie.
                                • triss_merigold6 Czy możemy ustalić 20.02.09, 18:56
                                  Czy możemy się dowiedzieć czy Twoja żona jest bezrobotna czy tuż
                                  przed porodem przebywa na zwolnieniu lekarskim? Bo jeśli jest na
                                  zwolnieniu to OWSZEM, PRACUJE. Jest wówczas zatrudniona i otrzymuje
                                  wynagrodzenie tylko nieco zmniejszone. To samo dotyczy urlopu
                                  macierzyńskiego - jest płatny. I oczekiwanie, że przejmie 90%
                                  obowiązków domowych tylko z racji przebywania w domu jest deko
                                  absurdalne.
                            • kicia031 o nieprzyzwoitosci 20.02.09, 12:45
                              Nawet kanapki do pracy
                              przestałem sobie robić, bo to jest nieprzyzwoite, żebym ja wstawał o
                              6:05
                              zamiast o 6:15 żeby zrobić sobie kanapki

                              Dla mnie nieprzyzwoitoscia jest oczekiwanie obslugi od partnera.
                              Kiedy moj chlop zostaje w domu, a ja ide do pracy, wciaz robie sobie
                              kanapki sama, a nawet o zgrozo pozwalam mu spac do 10 czy do ktorej
                              tam chce i sama wyprawiam mlodsze dziecko do przedszkola. starsze
                              dziecko samo od dawna robi sobie kanapki do szkoly, bo raczek mu nie
                              upie...lo, a ja nie zamierzam wychowywac kaleki zyciowego.
                              Nie odnosi sie to oczywiscie do sytuacji choroby czy jakiegos
                              kryzysu, ale ogolnie wyznaje zasade samoobslugi.

                              --
                              Being the change you want to see

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka