Dodaj do ulubionych

całe życie na mojej głowie

10.03.09, 13:37
Zachęcony wieloma pojawiającymi się tu rozwiązaniami trudnych problemów,
postanowiłem podzielić się i moim problemem i poprosić o pomoc w jego rozwiązaniu.

### Wprowadzenie.

Znamy się od maja 2006. Małżeństwem jesteśmy od maja 2008. Mieszkamy razem od
maja 2007. Żona ma lat 22, ja mam lat 25. W lutym urodził się nam syn.

Ja od niemal trzech lat (minie w kwietniu) pracuję na cały etat. Oprócz tego
hobbystycznie zajmuję się prowadzeniem różnych stron internetowych, na czym
też zarabiam. Etat mnie nudzi, strony bawią, więc docelowo chciałbym
utrzymywać się tylko z tych stron. Jestem przekonany, że jest to możliwe.

Żona studiuje zaocznie do licencjata. Powtarzała jeden z semestrów drugiego
roku studiów. Do końca 2007 roku pracowała na pełen etat, potem nie
przedłużono jej umowy. Od tamtego czasu nie ma pracy, tylko pomysły:
* doradztwo finansowe (początek zeszłego roku, niemal nie było z tego pieniędzy),
* tipsy (kurs zrobiła jeszcze w 2007 roku, od czasu do czasu robi tipsy),
* przedłużanie rzęs (kurs zrobiła w ubiegłym roku),
* firma -- od września wynajmowała gabinet w salonie kosmetycznym, w którym
miała robić te rzęsy i tipsy, nie była w stanie opłacić czynszu, więc
zrezygnowała z tego pomysłu; teraz sprzedaje (z moją sporą pomocą) troszkę
książek na Allegro i od czasu do czasu robi te tipsy / rzęsy.

W tej chwili siedzę drugi tydzień na urlopie by w razie czego żonie w czymś w
domu pomóc. Obiady póki co robi teściowa. Pomijając ten okres, utrzymaniem
domu zajmuje się żona.

### Plany i cele.

W ciągu kilku najbliższych lat chcielibyśmy się przeprowadzić z małego
mieszkania lokatorskiego do własnego domu. Działkę już mam, z posiadanych w
tej chwili oszczędności nie bylibyśmy w stanie domu postawić, starczyłoby ich
może na 1/3-1/2 domu (nie robiłem dokładnych szacunków).

Chcę wykorzystać ostatnie 6 tygodni urlopu macierzyńskiego a później pójść na
urlop wychowawczy. Założenie sprzed pół roku było takie, że żona będzie w tej
kosmetyce zarabiać więcej niż ja na etacie, więc to ja pójdę na urlop
wychowawczy. W czasie jej urlopu macierzyńskiego jestem w stanie brać 2 dni
urlopu w tygodniu by pozwolić jej na pracę w wymiarze niemal pół etatu (mam 43
dni urlopu w sumie do wykorzystania w tym roku). Ja będę więc siedzieć w domu,
zajmować się dzieckiem i swoimi ebiznesami.

### Problemy.

1. Czuję, że cała odpowiedzialność za dom jest na mojej głowie. Za utrzymanie
domu, za gromadzenie oszczędności. Nie podoba mi się to, chciałbym to zmienić.

2. Dodatkowo widzę, że tych celów życiowych (praca w domu to cel mój,
posiadanie domu to cel wspólny) nie osiągniemy, bo nas na to nie stać.

3. Żona nie potrafi gospodarować pieniędzmi.

Co pół roku kupuje sobie nowy telefon komórkowy. Starego nie sprzedaje, dopóki
nie zrobię o to kilka awantur.

Zakupy do domu (żywnościowe) robi bez specjalnego pomysłu co kończy się tym,
że sporo z lodówki rzeczy później wywalamy, bo nie nadają się do zjedzenia.
Wywalalibyśmy więcej, bo żona ma wstręt przed jedzeniem czegoś po terminie
ważności, ale ja jestem szczęśliwie odporniejszy. ;)

4. Żona jest bierna.

Tak naprawdę to jej firma jest na mojej głowie. Nie zastanawia się nad tym, co
zrobić, by zarabiać więcej pieniędzy. Co zrobić, by zarabiać w ogóle.

Do studiów się nie przykłada za bardzo, choć ostatnio jest już lepiej. Wcale
jej się, nota bene, nie dziwię, bo

### Rozwiązania?

Moim pierwszym pomysłem było, żeby wziąć się za żonę i zagonić ją do roboty.

Tyle tylko, że nie chcę żoną zdalnie sterować. Do tej pory starałem się to
robić (zmuszanie do wstawania o 8. a nie spania do 10., robienia zakupów
powyżej 20 PLN tylko z przygotowaną w domu kartką, pisanie artykułów na jej
bloga w celu promowania jej firmy, wystawianie w jej imieniu książek na
Allegro), ale to nic nie zmieniło.



Proszę o pomoc.

Że robię źle to już wiem, więc połóżcie nacisk na to, co i jak powinienem
robić, by było lepiej, a nie na krytykowanie mojej postawy. Choć trochę
krytyki na pewno się przyda, zwłaszcza konstruktywnej.

Dodam tylko, że jestem z natury oszczędny. :)

Edytor zaawansowany
  • mama-cudownego-misia 10.03.09, 13:51
    > Chcę wykorzystać ostatnie 6 tygodni urlopu macierzyńskiego a później pójść na
    > urlop wychowawczy. Założenie sprzed pół roku było takie, że żona będzie w tej
    > kosmetyce zarabiać więcej niż ja na etacie, więc to ja pójdę na urlop
    > wychowawczy.
    Widać założenie jest błędne. Szczerze mówiąc nie znam kosmetyczki (a znam 6),
    która byłaby w stanie na poziomie utrzymać 3-osobową rodzinę, nie mówiąc już o
    zaoszczędzeniu na budowę domu. Kryzys nie jest tez dobrym momentem, by "płotki"
    zajmowały się doradztwem finansowym, więc zysków z tego raczej wielkich nie będzie.
    Poza tym w lutym urodził Wam się syn, nie ma jeszcze połowy marca, a Ty ją
    wyganiasz do roboty. Plisss...
    Proponuję na pół roku-rok zawiesić plany budowy domu. Działka nie ucieknie, te
    oszczędności, które masz, możesz już wpakować w projekt i np. fundamenty (co
    sprawi, ze nie zeżre ich ewentualna inflacja).
    Za rok ustalicie, co dalej, a na razie ciesz się synkiem.
    I gratulacje :-)
    --
    Miś
    Panoramy Wrocławia, zdjęcia mojegoautorstwa :-)
  • mama-cudownego-misia 10.03.09, 13:55
    A tak ogólnie to widziały gały, co brały. Wybrałeś sobie żonę bierna, pozbawioną
    energii czy motywacji, pewnie nie wierzącą we własne siły... Musisz albo
    wzmacniać jej poczucie wartości, i właśnie "ręcznie nią sterować", albo
    zaakceptować ją z całym dobrodziejstwem inwentarza i cenić za inne zalety, które
    na pewno posiada.
    --
    Miś
    Panoramy Wrocławia, zdjęcia mojegoautorstwa :-)
  • krzysztof-lis 10.03.09, 14:11
    Pozwolę sobie odpowiedzieć na obie Twoje wypowiedzi podpinając się pod jedną.

    > Widać założenie jest błędne.

    Teraz to widać. Jednak trudno jest mi pozbyć się tej myśli, że już za kilka
    miesięcy powiem "pa pa" obrzydliwemu etatowi i już nigdy więcej nie pójdę do pracy.

    > Szczerze mówiąc nie znam kosmetyczki (a znam 6), która byłaby w
    > stanie na poziomie utrzymać 3-osobową rodzinę, nie mówiąc już o
    > zaoszczędzeniu na budowę domu.

    Żona cały czas twierdziła, że będzie zarabiać co najmniej 5 000 miesięcznie. To
    więcej, niż teraz zarabiam na moim etacie i na moich stronach internetowych.

    > Kryzys nie jest tez dobrym momentem, by "płotki" zajmowały się
    > doradztwem finansowym,

    Ten etap, szczęśliwie, jest już dawno za nami.

    > Poza tym w lutym urodził Wam się syn, nie ma jeszcze połowy marca,
    > a Ty ją wyganiasz do roboty. Plisss...

    Wyganiam i uważam, że słusznie.

    Przykładowo te nieszczęsne rzęsy przedłuża się raz a potem trzeba to
    przedłużenie uzupełniać. Jeśli żona odpuści sobie całkowicie na te kilka
    miesięcy tę robotę, straci przez ten czas już pozyskane klientki.

    Branie przeze mnie urlopu na jeden-dwa dni w tygodniu pozwoliłoby jej jeździć do
    pracy nawet na 3 dni co tydzień, przez co nie straciłaby tych klientek.

    > Proponuję na pół roku-rok zawiesić plany budowy domu.

    No ale co dalej? :)

    > I gratulacje :-)

    Dziękuję! :)

    > A tak ogólnie to widziały gały, co brały. Wybrałeś sobie żonę
    > bierna, pozbawioną energii czy motywacji, pewnie nie wierzącą we
    > własne siły...

    Właśnie sęk w tym, że tego nie było widać dalej, niż powiedzmy pół roku temu.
    Celowo napisałem tę całą historię włącznie z datami, żeby się przed tym zarzutem
    obronić. Gdy obydwoje pracowaliśmy (jak było na początku naszego wspólnego
    mieszkania) i zarabialiśmy, mogłem doczepiać się tylko o rozrzutność.

    Dlatego szukam innego rozwiązania, niż to "zdalne sterowanie". Wzmacnianie
    poczucia wartości -- w tym dobry nie jestem, tu też liczę na konstruktywne rady.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 14:17
    > ale jazda.....
    > trzeba było założyć rodzinę mając 30 lat

    1. Co by to zmieniło?
    2. Co zmienia ta informacja w moim dzisiejszym życiu?
  • attiya 10.03.09, 14:41
    fakt - wiek nie jest wyznacznikiem.
    Czy coś zmieni? Może gdyby nie ta informacja o pogonieniu hehe żony do pracy po
    miesiacu od urodzenia dziecka, to powazniej potraktowałbym swą odp. No chyba, że
    faktycznie jest tak jak napisałeś - a co z relacją drugiej strony? Sory ale lata
    nie gwarantują poważnego podejścia do życia gdy ktoś za tą osobę myśli, robi
    wszystko, doradza itd itd....
    --
    Proszę o klikanie :-)
    www.rosniemyrazem.pl/competition_details.php?id=371&cat=ab
  • krzysztof-lis 10.03.09, 15:15
    > Może gdyby nie ta informacja o pogonieniu hehe żony do pracy po
    > miesiacu od urodzenia dziecka, to powazniej potraktowałbym swą odp.

    Przecież to nie działa tak, że mówię "żono, jutro jedziesz do pracy".

    Ustaliliśmy, że na pierwsze dwa tygodnie po urodzeniu się dziecka, biorę urlop.
    Potem będę go brał w razie potrzeby, nawet dwa dni w każdym tygodniu, żeby żona
    mogła jeździć do pracy. I tych ustaleń się trzymam.

    Co nie oznacza, że żonę do roboty wyganiam. Dziś sama pojechała...

    > Sory ale lata nie gwarantują poważnego podejścia do życia gdy ktoś
    > za tą osobę myśli, robi wszystko, doradza itd itd....

    Właśnie tego się obawiam, że czekanie niczego nie zmieni...
  • mama-cudownego-misia 10.03.09, 14:37
    > > Poza tym w lutym urodził Wam się syn, nie ma jeszcze połowy marca,
    > > a Ty ją wyganiasz do roboty. Plisss...
    >
    > Wyganiam i uważam, że słusznie.
    To niestety powinno zależeć wyłącznie od jej stanu. Jak się czuje na siłach,
    niech jeździ. jednak poród to naprawdę ciężkie przeżycie, a i wysiłek dla
    organizmu niemały, a i potem do dziecka człowieka ciągnie. Weź to pod uwagę.
    Generalnie w ogóle radziłabym dostosowywać plany do realiów, a nie realia na
    siłę naciągać, żeby pasowały do planów.

    > > Proponuję na pół roku-rok zawiesić plany budowy domu.
    >
    > No ale co dalej? :)
    Za pół roku zobaczysz, czy to już, czy jeszcze trzeba czasu. Oczywiście nasze
    rozwiązanie nie jest jedynym słusznym, ale my zawiesiliśmy marzenia o domku na
    jakieś 5-6 lat - po podliczeniu, ile czasu trzeba na rozkręcenie firmy i wzięciu
    poprawki na to, że zegar biologiczny tyka i chciałoby się mieć jeszcze jedno
    dziecko, na razie nas na domek nie stać i czasowo, i finansowo. Nie musimy mieć
    wszystkiego od razu, jak domek będzie za 10 lat, też wytrzymamy.
    A na razie, żeby Ci oszczędności nie przepadły - projekt, fundamenty...
    Wszystko poza dachem możesz robić po kawałku (pod warunkiem, że ściany nie będą
    z siporexu). Dom mojej mamy budował się 7 lat.

    > Właśnie sęk w tym, że tego nie było widać dalej, niż powiedzmy pół roku temu.
    Hormony, a potem dziecko zmieniają priorytety? Daj kobiecie trochę czasu, to nie
    plan dziesięcioletni...

    > Dlatego szukam innego rozwiązania, niż to "zdalne sterowanie". Wzmacnianie
    > poczucia wartości -- w tym dobry nie jestem, tu też liczę na konstruktywne rady
    To ja Ci opowiem, jak robi mój mąż. Zajmuję się tłumaczeniami, jestem w tym
    dobra, mam ogromne doświadczenie, renomę, biorę... pół ceny rynkowej, albo i
    mniej. Zawsze mi się wydaje, że biorę za dużo, że ta praca nie jest tyle warta,
    że jak już się klient zgodzi na te 30zł/str., a stron wyjdzie 150, to powinnam
    jeszcze dać rabat...
    Mąż mnie chwali za to, co robię dobrze (gotowanie, wychowanie Małgosi, że jestem
    bystra, ze fajnie się ze mną rozmawia, etc), mówi, że docenia i co docenia,
    unika krytyki, jak mnie napadnie paraliż organizacyjny, ustala konkretnie i w
    formie prośby "zrób to, kup to, skontaktuj się z kimś tam", chwali za
    załatwienie mu różnych spraw, no i pilnuje, żebym lepiej wyceniała swoją pracę,
    nie dawała niepotrzebnych rabatów, etc. Generalnie nie oszukujmy się, jest to
    syzyfowa praca i chłop ma przerąbane, bo wciąż musi zaczynać od nowa, ale jakoś
    ze mną wytrzymuje do tej pory.
    --
    Miś
    Panoramy Wrocławia, zdjęcia mojegoautorstwa :-)
  • krzysztof-lis 10.03.09, 15:13
    > To niestety powinno zależeć wyłącznie od jej stanu.

    No i zależy. Nie będę przecież jej wyganiać z domu do roboty, gdy nie będzie w
    stanie.

    > Generalnie w ogóle radziłabym dostosowywać plany do realiów, a nie
    > realia na siłę naciągać, żeby pasowały do planów.

    Plany są nie po to, by dopasowywać je do realiów. Inaczej nie byłyby planami. ;p
  • miacasa 10.03.09, 15:15
    > Plany są nie po to, by dopasowywać je do realiów. Inaczej nie byłyby planami. ;
    > p

    ale to właśnie sztywne trzymanie nie niezbyt realistycznego planu rodzi frustrację
  • krzysztof-lis 10.03.09, 15:24
    > ale to właśnie sztywne trzymanie nie niezbyt realistycznego planu
    > rodzi frustrację

    Na pewno -- mam jednak wrażenie, że większość tej mojej frustracji nie bierze
    się z tego, że plan się z życiem "rozjeżdża".
  • mama-cudownego-misia 10.03.09, 19:30
    No nie, przede wszystkim dlatego, że trzymasz się nierealnego wyobrażenia żony.
    W efekcie jak nie dociąga do wymagań, to ją deprecjonujesz (patrz np.: nic
    niewarte studia). Absolutnie nie chcę Cię atakować, ale z całą sympatią powtórzę
    raz jeszcze: człowieku, zatrzymaj się, przestań myśleć w kółko o tym, czego
    oczekujesz i czego byś chciał, a nie masz. Ciesz się synkiem, daj żonie się nim
    nacieszyć i dojść do siebie, wspieraj ją i nie deprecjonuj (bo widziały gały, co
    brały i co to "coś" studiuje), codziennie rano powtórz, jakie ma zalety (jej
    też, ale przede wszystkim sobie)...
    Na wszystko jest czas. Przed Tobą jeszcze z 50-70 lat życia, zdążysz sobie ten
    dom wybudować.
    --
    Miś
    Panoramy Wrocławia, zdjęcia mojegoautorstwa :-)
  • aiczka 10.03.09, 18:18
    A w naszym związku jest tak, że od czasu do czasu któreś z nas wpada w nastrój
    typu "niczego nie umiem, nic mi nie wychodzi, nie wiem, co robić i jak my sobie
    poradzimy". Wtedy ta druga osoba
    - zapewnia o swojej miłości, co kolwiek by się działo,
    - przywołuje wszelkie osiągnięcia podłamanego,
    - przedstawia jego sytuację umiejętnościowo-zawodową, wybierając wszystkie
    pozytywne aspekty,
    - zagrzewa do działania, zapewniając, że podłamany da sobie radę,
    - jeszcze raz zapewnia o swojej miłości i chęci wspierania,
    - podpowiada w miarę możliwości konstruktywnie, jakie podjąć działania (np. jak
    porozmawiać z szefem o pieniądzach).
    Oboje czujemy, że gdyby nie tego rodzaju wsparcie, zdecydowanie słąbiej
    radzilibyśmy sobie w życiu.

    W przypadku Twojej żony pozytywna motywacja może obejmować:
    - kończysz studia i wtedy będziesz miała wyższe wykształcenie, w wielu pracach
    wymagają go domyślnie (choć może niepotrzebnie),
    - masz doświadczednie zawodowe i już MASZ klientki, zadbaj by ich nie stracić,
    na pewno sobie z tym świetnie poradzisz, bo najtrudniej jest znaleźć klientów a
    potem to już sobie polecają itd.
    - gdyby udało Ci się zarabiać, mielibyśmy szanse na dom,
    - pamiętasz, kiedy pracowałaś na etacie zarabiałaś 2200 - teraz też na pewno Ci
    się uda przynajmniej tyle,
    - pochwały za każde małe osiągnięcie.

    Bardzo dobry pomysł z pomocą w planowaniu zakupów. Przy robieniu listy warto
    przejrzeć stan lodówki/szafek (jakich podstawowych produktów brakuje lub się
    kończą) i zaplanować sobie, co będzie potrzebne na obiady/śniadania/kolacje w
    ciągu kilku najbliższych dni. Dobrze jest wykombinować sobie kilka zestawów dań
    (mam na myśli coś takiego, że jak jednego dnia jeszcz na śniadanie ananasa z
    jogurtem, to następnego dodajesz ananasa do sosu słodko-kwaśnego na obiad -
    takie podpowiedzi można znaleźć na forum Kuchnia).
  • krzysztof-lis 10.03.09, 19:24
    > Oboje czujemy, że gdyby nie tego rodzaju wsparcie, zdecydowanie
    > słąbiej radzilibyśmy sobie w życiu.

    Dziękuję za tę sugestię.
  • chicarica 10.03.09, 22:33
    Pół roku temu, psitku, to wg moich obliczeń twoja żona była w ciąży. I to w tym
    najbardziej rzygająco-zdechłym okresie. Nic dziwnego że nie miała energii i
    motywacji, żeby te rzęsy przedłużać, walcząc z pawiem i zastanawiając się czy
    zaraz nie obrzyga klientki. Nienormalny jesteś - od niecałego roku jesteście
    małżeństwem, przez większość tego czasu żona była w ciąży, teraz macie maleńkie
    dziecko, a ty się dziwisz że ona nie jest prężną businesswoman? Chory jesteś i
    tyle.
    --
    Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
    Forum Avon
  • krzysztof-lis 10.03.09, 23:14
    > Pół roku temu, psitku, to wg moich obliczeń twoja żona była w ciąży.
    > I to w tym najbardziej rzygająco-zdechłym okresie.

    Droga psitko, była w ciąży, ale nie w stanie rzygająco-zdechłym.

  • chicarica 11.03.09, 09:16
    Ok. To ja bym jeszcze na twoim miejscu sprawdziła, jak na ciążę wpływa wdychanie
    megaśmierdzących rozpuszczalników do akrylu. Gdzieś swego czasu o tym czytałam.
    --
    Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
    Forum Avon
  • krzysztof-lis 11.03.09, 09:47
    > Ok. To ja bym jeszcze na twoim miejscu sprawdziła, jak na ciążę
    > wpływa wdychanie megaśmierdzących rozpuszczalników do akrylu. Gdzieś
    > swego czasu o tym czytałam.

    Znam sprawę. Przez okres ciąży żona robiła tylko tipsy żelowe.
  • chicarica 11.03.09, 10:53
    A co z klientkami na akryle? Poodchodziły! Co za straty! Jak ona mogła!
    --
    Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
    Forum Avon
  • krzysztof-lis 11.03.09, 12:18
    > A co z klientkami na akryle? Poodchodziły! Co za straty! Jak ona
    > mogła!

    Sam jej powiedziałem, że ma nie robić tipsów akrylowych. Widzisz, żebym marudził
    z tego powodu?
  • evelne 10.03.09, 14:57
    tak sobie myślę, że Twoja żona (i Ty też!) jesteście w bardzo młodym
    wieku... widzę, że wcześnie założyliście rodzinę, ale może daj jej
    trochę czasu? w tym wieku z reguły studiuje się i imprezuje, a nie
    myśli o obowiązkach utrzymania rodziny. skoro już jest matką, daj
    jej trochę czasu do namysłu, co tak naprawdę chce robić. przede
    wszystkim powinieneś ją wspierać w ukończeniu studiów.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 14:59
    > może daj jej trochę czasu?

    Trochę czasu na co?

    > w tym wieku z reguły studiuje się i imprezuje,

    Ja tam imprezować nie lubię, żony też specjalnie nie ciągnie. Albo o tym nie wiem.

    > przede wszystkim powinieneś ją wspierać w ukończeniu studiów.

    No tak, to jasne, ale jej studia naprawdę niewiele w naszej sytuacji zmienią, bo
    są niewiele warte.
  • miacasa 10.03.09, 15:09
    Na wszystko w życiu przychodzi odpowiedni czas, teraz macie czas na odchowanie
    dziecka i odnalezienie się w roli rodziców. Naiwnie uwierzyłeś w bajkę o złotym
    interesie i dopasowałeś swoje życie do tego wyobrażenia. Czas dopasować życie do
    realiów a realia są takie, że o wychowawczym to sobie możesz pomarzyć. Jesteście
    bardzo młodzi i wcale nie jest to bez znaczenia bo inaczej na życie patrzy osoba
    po zawodówce, która pracuje od osiemnastego roku życia a inaczej ktoś, kto
    studiując dziennie miał przywileje dorosłego a obowiązki dziecka (jeszcze co
    nieco pamiętam z tego uroczego okresu). Za dużo chyba od swojej żony oczekujesz,
    ona musi jeszcze dorosnąć, poznać siebie, odnaleźć własną drogę (z tego co
    piszesz to właśnie jest na etapie poszukiwań, jeszcze jej nie odnalazła).
    A jak twoja żona zapatruje się na zostawienie dziecka i udanie się do pracy?
    Chce tego? A może zmieniła zdanie i nie widzi tymczasem takiej możliwości, może
    oczekuje bardziej elastycznego podejścia. A to, że jest od ciebie teraz zależna
    to naturalny etap w życiu i nie staraj się tak jej za rączkę prowadzić bo etap
    zamieni się w stały układ.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 15:24
    > Naiwnie uwierzyłeś w bajkę o złotym interesie i dopasowałeś swoje
    > życie do tego wyobrażenia.

    Zgadza się.

    Żona mi naopowiadała jaki to złoty interes a ja w to uwierzyłem, bo nie znam się
    na tym, by móc to zweryfikować.

    > Czas dopasować życie do realiów a realia są takie, że o
    > wychowawczym to sobie możesz pomarzyć.

    Rzeczywiście, zaczynam to sobie uświadamiać. Jednak nie chcę się pogodzić z tym
    i dlatego, między innymi, założyłem ten wątek.

    > Za dużo chyba od swojej żony oczekujesz, ona musi jeszcze
    > dorosnąć, poznać siebie, odnaleźć własną drogę (z tego co piszesz
    > to właśnie jest na etapie poszukiwań, jeszcze jej nie odnalazła).

    Żona jest pod tym względem dziwna.

    Po maturze wcale nie chciała iść na studia. Bo wcale nie miała ochoty dalej się
    uczyć. Chciała od razu iść do pracy. Jak dziś o tym pomyślę, wynika to chyba z
    tego, że chciała wreszcie mieć swoje własne pieniądze i gospodarować nimi bez
    czyjegoś nadzoru. Tak czy siak poszła na zaoczne studia w prywatnej szkole, na
    jakiejś turystyce, żeby sobie w tygodniu pracować a w weekendy pochodzić do
    fajnej szkoły. Bo usłyszała, że w tym konkretnie miejscu studia są fajne.

    Ja na te studia patrzę z przymrużeniem oka, bo wiem, ile warci są tacy
    absolwenci z "kupionym" licencjatem na marnej uczelni i na równie marnym kierunku.

    > A jak twoja żona zapatruje się na zostawienie dziecka i udanie się
    > do pracy? Chce tego?

    Z tego, co mi wiadomo, tak.

    Ale może się jej jeszcze odmieni, w końcu to dość nowa sytuacja.

    > A może zmieniła zdanie i nie widzi tymczasem takiej możliwości,
    > może oczekuje bardziej elastycznego podejścia.

    Może tak -- zmieniła zdanie, a przez to nie chce tego umożliwić sobie. Myślę
    jednak, że by mi po prostu powiedziała.

    > to, że jest od ciebie teraz zależna to naturalny etap w życiu i
    > nie staraj się tak jej za rączkę prowadzić bo etap zamieni się w
    > stały układ.

    Że TERAZ jest ode mnie zależna to mnie nie dziwi. I nie martwi. Martwi mnie, że
    była ode mnie zależna przez ostatnie 14 miesięcy i nic nie wskazuje, by miało
    się to zmienić w dającej się przewidzieć przyszłości.

    A ja nie godziłem się na to, by mieć na głowie utrzymanie całej rodziny. I
    dlatego przed tym się buntuję.

    O prowadzeniu za rączkę już pisałem.
  • miacasa 10.03.09, 15:34
    Tu naprawdę trudno cokolwiek radzić. Jak się mocniej zastanowię to Bogu
    dziękuję, że nie wyszłam za mąż za żadnego ze swoich "narzeczonych" ze studiów,
    nie żeby to byli źli chłopcy, zwyczajnie bylibyśmy niedopasowani (zakochanie to
    za mało, są jeszcze poglądy, wartości, plany, sposób spędzania czasu, stosunek
    do wydawania/zarabiania pieniędzy, układy rodzinne). Mam wrażenie, że
    przypisałeś żonie cechy, których być może nie posiada a które chciałbyś by miała
    i czujesz się oszukany. Tylko, że najgorzej jest gdy sami siebie zwiedliśmy iluzją.
  • graue_zone 13.03.09, 13:35
    "A ja nie godziłem się na to, by mieć na głowie utrzymanie całej rodziny. I
    dlatego przed tym się buntuję."
    To co z Ciebie za mężczyzna? Może należało żonę ze szpitala batem do roboty
    popędzić, żeby straty nie było? Czytałam Twoje wypowiedzi do tej pory i już się
    niczemu nie dziwię. Młody jeszcze jesteś i żyjesz na poziomie fantazji, że
    wszystko da się w życiu zaplanować. A nie da się, czasem trzeba zrezygnować,
    zmodyfikować palny.
    --
    Ja też mam jajko! A co! Kliknie ktoś? Bardzo proszę... :-)
    [url=http://dragcave.net/view/K8Gr][img]http://dragcave.net/image/K8Gr.gif[/img][/url]
    [url=http://dragcave.net/view/ugge][img]http://dragcave.net/image/ugge.gif[/img][/url]
  • eastern-strix 16.03.09, 13:05
    he he naiwna...

    czasy kiedy to mezczyzni utrzymywali dom a kobiety siedzialy w nim z dziecmi juz
    bezpowrotnie minely... i wiesz co? ja sie ciesze z tego (a jestem kobieta), bo
    mezczyzni traktowali wtedy kobiety jak sprzet domowy - bylo nawet specjalne
    prawo mowiace, jak grubym kijem mozna zone bic i za co.

    jak chcesz miec Pana i Wladce to polecam wycieczke do Iranu. Tylko sie nie
    zdziw, bo realia moga znacznie odbiegac od Twojego cukierkowego wyobrazenia.

    Jesli ludzie sie umawiaja,ze jedo siedzi w domu a drugie pracuje to ok, ale nie
    wiem, skad wynika to polskie myslenie ze jedna plec powinna utrzymywac druga.
    Utrzymuje to sie dzieci i one nie maja za duzo do powiedzenia wlasnie dlatego,ze
    sa od doroslych zalezne. Jesli Ci taki uklad odpowiada,to ja sie nie wtracam,ale
    nie mysl, ze mozesz z tego uczynic powszechnie obowiazujacy model.
  • graue_zone 16.03.09, 20:48
    A umiesz czytać ze zrozumieniem? Gdzie ja napisałam, że "jedna pleć powinna
    utrzymywać drugą?" Napisałam o braku dojrzałości autora, pośrednio o jego
    egoizmie i lenistwie. O jakim Panu i Władcy piszesz? Gdzie to u mnie widzisz?
    Pisałam o podziale ról w pewnym momencie życiowym, kiedy ewidentnie rolą
    mężczyzny jest zaopiekować się żoną i NOWO NARODZONYM dzieckiem, a nie wymagać
    od niej skoku w życie zawodowe zaraz po porodzie. Pisałam, że jet to normalnym
    odruchem, każdego dojrzałego i normalnego mężczyzny. autor wątku sprawia
    wrażenie rozpieszczonego, niedojrzałego chłopczyka, którmy obraża się na los, że
    nie układa się tak, jak sobie zaplanował. I jeszcze raz polecam czytanie ze
    zrozumieniem (ja wiem, że to trudne) i nie przypisywanie mi słów, których w
    mojej wypowiedzi nie ma.

    --
    Ja też mam jajko! A co! Kliknie ktoś? Bardzo proszę... :-)
    [url=http://dragcave.net/view/K8Gr][img]http://dragcave.net/image/K8Gr.gif[/img][/url]
    [url=http://dragcave.net/view/ugge][img]http://dragcave.net/image/ugge.gif[/img][/url]
  • krzysztof-lis 16.03.09, 20:51
    > niedojrzałego chłopczyka, którmy obraża się na los, że
    > nie układa się tak, jak sobie zaplanował.

    Chłopczyk obraża się na żonę, że nie zachowuje się tak, jak miała się zachowywać.
  • krzysztof-lis 16.03.09, 20:53
    > Jesli ludzie sie umawiaja,ze jedo siedzi w domu a drugie pracuje to
    > ok,

    O to chodzi!

    Gdybym chciał mieć żonę, która siedzi w domu i sprząta (albo lepiej -- siedzi w
    domu i pachnie), to bym nie marudził. Gdybyśmy się na to umawiali -- też bym nie
    marudził.
  • sanciasancia 10.03.09, 15:34
    Przypomina mi się mój dentysta, który strasznie chciał się ożenić z miłą
    dziewczyną, niezbyt ambitną, żeby z nim starała się nie konkurować, z dużym
    instynktem macierzyńskim, a potem się zdziwił, że wszystkie decyzje są na jego
    głowie.
    Rozumiem, że tak logicznie myślący mężczyzna, jak Ty, wybrał sobie żonę z pełną
    świadomością konsekwencji swojego wyboru.
    Teraz masz dwa wyjścia - pokochać odpowiedzialność, która na Tobie spoczywa albo
    próbować coś zmienić, ale Twoja żona wygląda mi na twardą sztukę, a z takimi
    twardymi sztukami obydwojga płci najlepiej działa stawianie przed faktami. A
    poza tym, nie oszukujmy się, fajne ma życie. Też na jej miejscu pewnie nie
    chciałabym niczego zmieniać.
    A próbowałeś z nią po prostu porozmawiać, co Cię boli? Przedstawić jej swój
    punkt widzenia? I znaleźć rozwiązanie kompromisowe, które satysfakcjonowałoby
    obie strony?
    --
    Loitering with content.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 15:48
    > Rozumiem, że tak logicznie myślący mężczyzna, jak Ty, wybrał sobie
    > żonę z pełną świadomością konsekwencji swojego wyboru.

    Owszem. Trochę czuję się oszukany, bo decyzję podjąłem w obliczu, jak widać,
    niepełnej informacji o tym, jaka żona jest.

    > Twoja żona wygląda mi na twardą sztukę, a z takimi twardymi
    > sztukami obydwojga płci najlepiej działa stawianie przed faktami.

    No stosowane przeze mnie metody na pewno nie działają. ;)

    > A próbowałeś z nią po prostu porozmawiać, co Cię boli? Przedstawić
    > jej swój punkt widzenia? I znaleźć rozwiązanie kompromisowe, które
    > satysfakcjonowałoby obie strony?

    Nie raz i nie dwa.

    Takie rozmowy kończą się zawsze tak samo.

    Ja się wściekam, ona ryczy i wyrzuca mi "a co ty myślisz, że ja chcę, żeby tak
    było?!".

    A ja myślę, że chce. A nawet, jeśli nie chce, to nic nie robi, by to zmienić.
    Tak to przynajmniej odbieram.

    Właśnie zastanawiam się też nad tym, jak ma zatem wyglądać to rozwiązanie
    kompromisowe. Chyba pora powoli odzwyczajać się od pomysłu urlopu wychowawczego
    w lipcu. Ale to pozostawia jedynie wyjście, w którym żona będzie coś dorabiać w
    domu. I naprawdę nie wiem, ile musiałaby dorabiać, żeby było nam lepiej. Co
    najmniej ze 2 000 miesięcznie. Nie bardzo to sobie wyobrażam.
  • vienetta 10.03.09, 15:56
    A w ogóle to tak sobie dzisiaj na forum usiadłam, a wszędzie pełno
    Ciebie Krzysiu...Może weź się za pracę, bo od pisania na forum to Ci
    nie przybędzie pieniędzy. Powiem Ci szczerze, że poczytując trochę
    Twoich wpisów zaczynam czarno widzieć to Twoje małżeństwo. I szkoda
    mi tej kobiety i dziecka, bo pewnie jak wyjdzie z pieluszek, to
    zagonisz je do roboty.
    A w ogóle to na małzeństwo z taką młódką i zrobienie jej dzidziusia
    to moze sobie pozwolić tylko facet albo bogaty (patrz Czaruś Pazura)
    albo pracowity:) A Ty do żony masz pretensje, że nie macie
    pieniędzy...tak to jest jak się nie myśli głową tylko główką...Nie
    udzielaj się tak na tych forumach bo Twoje pretensje życiowe
    zaczynają się robić żenujące:(
  • krzysztof-lis 10.03.09, 16:25
    > A w ogóle to tak sobie dzisiaj na forum usiadłam, a wszędzie pełno
    > Ciebie Krzysiu...

    Mam urlop, to sobie siedzę na forach.

    > Może weź się za pracę, bo od pisania na forum to Ci nie przybędzie
    > pieniędzy

    Mylisz się. ;)

    > A Ty do żony masz pretensje, że nie macie pieniędzy...

    Przeczytaj tytułowy wpis w wątku, bo chyba nie zrozumiałaś, o co mam pretensje
    do żony.

  • vienetta 10.03.09, 16:32
    > Przeczytaj tytułowy wpis w wątku, bo chyba nie zrozumiałaś, o co
    mam pretensje
    > do żony.

    Masz pretensję o bierność i niepracowanie:)
    Rozumiem to doskonale, stąd własnie moje odpowiedzi takie a nie
    inne, bo czasem sam się prosisz o złośliwości:) Szkoda mi Ciebie i
    Twojej żony, a najbardziej szkoda mi dzidziusia. Oddajcie mi to
    maleństwo, to ja z nim posiedzę:) Swoje ostatnie jescze karmię
    piersią, to co mi tam, pokarmię i Wasze, a Twoja żonka może w końcu
    zrobi karierę.
    A poważnie mówiąc, to moze ona w domu ma taki własnie wzorzec
    odpowiedzialności? (absatrahując od jej młodego wieku)
  • krzysztof-lis 10.03.09, 16:34
    > A poważnie mówiąc, to moze ona w domu ma taki własnie wzorzec
    > odpowiedzialności?

    Gdyby wcielała w życie model z domu rodzinnego (ojciec i matka pracują, matka
    zajmuje się domem), byłoby naprawdę sielankowo. ;)
  • sanciasancia 11.03.09, 12:34
    > Gdyby wcielała w życie model z domu rodzinnego (ojciec i matka pracują, matka
    > zajmuje się domem), byłoby naprawdę sielankowo. ;)
    Dla Ciebie? Nie wątpię. Dla żony chyba mniej.
    Może po prostu Twoja żona świetnie wie, co ją w klasycznym małżeństwie czeka i
    torpeduje wszelkie próby zaprowadzenia czegoś, co jej "prawdziwym patriarchatem"
    pachnie.
    --
    Loitering with content.
  • krzysztof-lis 11.03.09, 13:02
    > Może po prostu Twoja żona świetnie wie, co ją w klasycznym
    > małżeństwie czeka i torpeduje wszelkie próby zaprowadzenia czegoś,
    > co jej "prawdziwym patriarchatem" pachnie.

    Jeśli rzeczywiście spodziewa się tego, że będzie musiała zarówno pracować na
    etacie jak i w domu, to nie dziwię się, że tego pierwszego unika. :)
  • boryska_only 12.05.09, 11:26
    Krzys potrzebuje woła nie żony :(
  • krzysztof-lis 12.05.09, 13:31
    > Krzys potrzebuje woła nie żony :(

    Jeśli "żona" to według definicji "kobieta niepracująca", to owszem -- żony mi
    nie potrzeba.
  • sanciasancia 10.03.09, 16:17
    > Owszem. Trochę czuję się oszukany, bo decyzję podjąłem w obliczu, jak widać,
    > niepełnej informacji o tym, jaka żona jest.
    Ludzie się zmieniają, tylko zwykle problemem jest to, że na gorsze.
    > Ja się wściekam, ona ryczy i wyrzuca mi "a co ty myślisz, że ja chcę, żeby tak
    > było?!".
    >
    > A ja myślę, że chce. A nawet, jeśli nie chce, to nic nie robi, by to zmienić.
    > Tak to przynajmniej odbieram.
    To jej to powiedz. Że zachowuje się tak, jaby naprawdę tego chciała i było jej
    wygodniej i zostaw ją z tym, niech sobie przemyśli. Tylko na spokojnie, nie w
    nerwach.
    > Właśnie zastanawiam się też nad tym, jak ma zatem wyglądać to rozwiązanie
    > kompromisowe. Chyba pora powoli odzwyczajać się od pomysłu urlopu wychowawczego
    > w lipcu. Ale to pozostawia jedynie wyjście, w którym żona będzie coś dorabiać w
    > domu. I naprawdę nie wiem, ile musiałaby dorabiać, żeby było nam lepiej. Co
    > najmniej ze 2 000 miesięcznie. Nie bardzo to sobie wyobrażam.
    Twój urlop wychowawczy w takiej sytuacji jest chyba poza dyskusją.
    A poza tym może należy zmierzyć zamiary podług sił i nie oczekiwać za dużo.
    --
    Loitering with content.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 16:26
    > To jej to powiedz. Że zachowuje się tak, jaby naprawdę tego chciała
    > i było jej wygodniej i zostaw ją z tym, niech sobie przemyśli. Tylko
    > na spokojnie, nie w nerwach.

    Ten etap przerobiliśmy. Czekam na efekty. ;)
  • vienetta 10.03.09, 15:42
    Krzysiu drogi, to co opisałeś przypomina mi moje małżeństwo sprzed
    lat. Miałam 21 lat jak urodziłam 1-sze dziecko, a mąż 27. Jak sobie
    przypominam z obecnej perspektywy tamtą siebie, to widzę, jakim ja
    byłam dzieckiem. Na szczęście mój mąż był bardziej dojrzały i wziął
    odpowiedzialność za rodzinę i niedojrzałą kobietę (mnie)z którą się
    związał. Na szczęście pozwolił mi dojrzeć i cieszyć się
    macierzyństwem. Nie musiałam pracować, bo najważniejsze według nas
    było dobro dziecka i zapewnienie mu najlepszego dzieciństwa. Potem
    przyszło kolejne i nie pracowałam w sumie 7 lat. W tym czasie
    skończyłam studia, które wobec mojego męża też były zbędne (a mąż ma
    wykształcenie wyższe:) i dzięki studiom poznałam ludzi, którzy
    zaprotegowali mnie do pracy jako osobę inteligentną, odpowiedzialną
    i pracowitą (jak widzisz studia się jednak opłacają, może nie od
    razu, ale w dłuższej perspektywie na pewno tak).
    Niech żona zajmie się wychowaniem dziecka, a Ty zajmij się
    zarobieniem na nich - w końcu to Ty myślałeś, że żona będzie na
    Ciebie zarabiała, ale stało się odwrotnie i też trzeba tą żabę
    zjeść. Piszesz, że etat Cię nudzi - nie rozumiem tu czegoś, bo sam
    żonę wysyłasz do jakiejkolwiek roboty, a Ciebie praca
    nudzi,hmmmm...Ona miesiąc temu urodziła dziecko, nawet pewnie nie
    minął jeszcze termin połogu...pewnie żona karmi dziecko piersią, jak
    Ty sobie dalej to wyobrażasz, że pójdzie do pracy i będzie
    tak "latać" jak pies z jęzorem, a Ty będziesz w domu stronki sobie
    robił i siedział z dzdziusiem, będziesz dziecko butelką karmił? Jak
    jesteś taki oszczędny to zapewne wiesz, że naturalny pokarm jest
    najlepszy i najtańszy.
    Macie takie różne charaktery i niestety musisz ze swoją
    oszczędnością i pracowitością wziąć na wstrzymanie, a Twoja kobieta
    jest naprawdę jeszcze dzieckiem. A studia w życiu są teraz naprawdę
    niezbędne, ponieważ bez studiów nie ma dobrej pracy.
    Twoje plany są nierealne i warto by było abyś się z tym pogodził, bo
    inaczej bedziesz żył w ciągłej irytacji. Wyznacz sobie plany metodą
    małych kroczków i pamiętaj, że w tym biegu do majątku nie mozesz
    zagubić najważniejszej rzeczy: dobra rodziny. Bo nikt jeszcze nie
    udowodnił, że pieniądze są w życiu najważniejsze:) A poważnie to
    ludzie mogą żyć na różnej stopie majątkowej i są szczęsliwi,
    dysonans pojawia się dopiero wtedy, kiedy rzeczywistość rozmija się
    z oczekiwaniami. Moze warto na razie cieszyć się rodziną i
    wychowaniem dziecka, a nie planować postawienia pałaców? Pojawienie
    się dziecka ZAWSZE przewartościowuje małżonków i jest dla nich
    testem, życzę Ci, abyście z niego wyszli zwycięsko i dobądź ze
    swojego wnętrza pokłady cierpliwości:)
  • krzysztof-lis 10.03.09, 16:06
    > Nie musiałam pracować, bo najważniejsze według nas było dobro
    > dziecka i zapewnienie mu najlepszego dzieciństwa.

    To podobna sytuacja, jak u nas -- żona też nie musi pracować. Stać nas na to, by
    siedziała w domu na urlopie wychowawczym. Tyle tylko, że ja się na to nie godzę,
    bo nie godzę się na to, by odpowiedzialność za całe finanse naszego domu spadła
    na mnie. Nie tak się z żoną umawialiśmy...

    > Niech żona zajmie się wychowaniem dziecka, a Ty zajmij się
    > zarobieniem na nich - w końcu to Ty myślałeś, że żona będzie na
    > Ciebie zarabiała, ale stało się odwrotnie

    To nie jest tak, że żona miała zarabiać na mnie.

    W tej chwili zarabiam na swoich stronach internetowych 1 500 - 2 000 PLN
    miesięcznie. Tyle dokładam do pensji. Rezygnując z etatu miałem zrezygnować z
    pensji i zwiększyć te zarobki z moich stron, bo mógłbym na to poświęcać więcej
    czasu.

    Żona miała zarabiać więcej ode mnie. W takiej sytuacji zrezygnowanie z pracy
    przez nią byłoby po prostu niemądre.

    > ale stało się odwrotnie i też trzeba tą żabę zjeść.

    Część mojej frustracji wynika z tego, że moim zdaniem to nie "stało się" tak,
    tylko żona do tego doprowadziła. I moim zdaniem nie robi nic, by to odkręcić.

    Bo jej jest dobrze...

    > Piszesz, że etat Cię nudzi - nie rozumiem tu czegoś, bo sam żonę
    > wysyłasz do jakiejkolwiek roboty, a Ciebie praca nudzi,hmmmm...

    Ten konkretny etat mnie nudzi, bo praca nie jest twórcza, rozwijająca, ciekawa.
    Być może gdybym znalazł inny etat, byłoby lepiej.

    Moim życiowym planem było zarabiać z internetu 5 000 miesięcznie do ukończenia
    29 roku życia i wtedy zostawić etat. Tymczasem okazja do tego (urlop
    wychowawczy, firma żony) nadarzyła się wcześniej i wcześniej chciałem z niej
    skorzystać.

    Żonę wyganiam do jakiejkolwiek pracy, bo uważam, że zarówno mężczyzna jak i
    kobieta powinni zarabiać pieniądze na dom.

    > jak Ty sobie dalej to wyobrażasz, że pójdzie do pracy i będzie
    > tak "latać" jak pies z jęzorem, a Ty będziesz w domu stronki sobie
    > robił i siedział z dzdziusiem, będziesz dziecko butelką karmił?

    Dokładnie tak to sobie wyobrażam.

    Bo alternatywą jest to, że to ja "latam" jak pies z jęzorem, do tego robię
    chałtury (te strony internetowe) a żona siedzi z dzidziusiem i karmi piersią.

    Wydaje mi się, że taki układ jest nieuczciwy.

    > A studia w życiu są teraz naprawdę niezbędne, ponieważ bez studiów
    > nie ma dobrej pracy.

    Trochę masz racji, tylko że te studia mojej żony naprawdę są niewiele warte.

    Chociaż mam nadzieję, że się mylę.

    > Moze warto na razie cieszyć się rodziną i wychowaniem dziecka, a
    > nie planować postawienia pałaców?

    Ciężko się tym cieszyć siedząc w pracy z dojazdami w sumie niemal 11 godzin a
    sporo popołudnia spędzając na dłubaniu w stronach internetowych.
  • vienetta 10.03.09, 16:24
    krzysztof-lis napisał:

    > > Nie musiałam pracować, bo najważniejsze według nas było dobro
    > > dziecka i zapewnienie mu najlepszego dzieciństwa.
    >
    > To podobna sytuacja, jak u nas -- żona też nie musi pracować. Stać
    nas na to, b
    > y
    > siedziała w domu na urlopie wychowawczym. Tyle tylko, że ja się na
    to nie godzę
    > ,
    > bo nie godzę się na to, by odpowiedzialność za całe finanse
    naszego domu spadła
    > na mnie. Nie tak się z żoną umawialiśmy...

    Twoja żona jest bardzo młoda i niekoniecznie mogła rozumieć, w co
    się "pakuje". Takie umowy weryfikuje życie i Tobie własnie życie
    pokazało,że masz za żonę osobę niedojrzałą. Ja też rodząc dziecko
    miałam inne plany, a nie okopać się na 7 lat w pieluchach itp.
    Dziecko, a szczególnie małe, to jest 24-godzinny etat i żeby go
    wykonywać dobrze trzeba się na jakiś czas poświęcić. Chyba, że
    oddasz dziecko do 24-godzinnego żłobka...Zaczekaj aż dziecko pójdzie
    do przedszkola lub żlobka a żona dojrzeje do pracy. Pogódź się z
    tym, że Twoja żona jest osobą, która nie znajdzie teraz pracy, bo:
    nie ma wykształcenia, nie ma doświadczenia, jest niedojrzała, i
    najważniejsze powinna zająć się uszczęśliwieniem małego dzidziusia,
    który potrzebuje matki. Czy Ty naprawdę tego nie rozumiesz??? Mamona
    Ci oczy całkiem zamuliła???
    Nie rozumiem w ogóle Twoich wywodów, z których prześwituje zmęczenie
    zaistniałą sytuacją. Nie dopuszczasz do siebie w ogóle tego, że masz
    teraz dziecko, za które jesteś odpowiedzialny, i jeżeli jest taka
    możliwość, bo Ty nie zarabiasz najgorzej, to powinienneś stworzyć mu
    najlepsze warunki do rozwoju, a to się równa obecności matki w
    początkowym okresie jego życia.
    Robisz z tej swojej żony jakiąś monstrualną pijawkę, a ona jest
    miesiąc po porodzie!!! Może jest bierna i nieoszczędna, ale Ty z
    kolei przesadzasz z tym wszystkim. Małżeństwa mające dziecko robią
    wszysto dla jego dobra, ale to dobro to przez Ciebie jest trochę
    opacznie pojęte. Ogarnij się człeku i skonfrontuj marzenia z realem,
    bo źle będzie...

    >
    > >
    > To nie jest tak, że żona miała zarabiać na mnie.
    >
    > W tej chwili zarabiam na swoich stronach internetowych 1 500 - 2
    000 PLN
    > miesięcznie. Tyle dokładam do pensji. Rezygnując z etatu miałem
    zrezygnować z
    > pensji i zwiększyć te zarobki z moich stron, bo mógłbym na to
    poświęcać więcej
    > czasu.
    >
    > Żona miała zarabiać więcej ode mnie. W takiej sytuacji
    zrezygnowanie z pracy
    > przez nią byłoby po prostu niemądre.
    >
    > > ale stało się odwrotnie i też trzeba tą żabę zjeść.
    >
    > Część mojej frustracji wynika z tego, że moim zdaniem to
    nie "stało się" tak,
    > tylko żona do tego doprowadziła. I moim zdaniem nie robi nic, by
    to odkręcić.
    >
    > Bo jej jest dobrze...
    >
    > > Piszesz, że etat Cię nudzi - nie rozumiem tu czegoś, bo sam żonę
    > > wysyłasz do jakiejkolwiek roboty, a Ciebie praca nudzi,hmmmm...
    >
    > Ten konkretny etat mnie nudzi, bo praca nie jest twórcza,
    rozwijająca, ciekawa.
    > Być może gdybym znalazł inny etat, byłoby lepiej.
    >
    > Moim życiowym planem było zarabiać z internetu 5 000 miesięcznie
    do ukończenia
    > 29 roku życia i wtedy zostawić etat. Tymczasem okazja do tego
    (urlop
    > wychowawczy, firma żony) nadarzyła się wcześniej i wcześniej
    chciałem z niej
    > skorzystać.
    >
    > Żonę wyganiam do jakiejkolwiek pracy, bo uważam, że zarówno
    mężczyzna jak i
    > kobieta powinni zarabiać pieniądze na dom.
    >
    > > jak Ty sobie dalej to wyobrażasz, że pójdzie do pracy i będzie
    > > tak "latać" jak pies z jęzorem, a Ty będziesz w domu stronki
    sobie
    > > robił i siedział z dzdziusiem, będziesz dziecko butelką karmił?
    >
    > Dokładnie tak to sobie wyobrażam.
    >
    > Bo alternatywą jest to, że to ja "latam" jak pies z jęzorem, do
    tego robię
    > chałtury (te strony internetowe) a żona siedzi z dzidziusiem i
    karmi piersią.
    >
    > Wydaje mi się, że taki układ jest nieuczciwy.
    >
    > > A studia w życiu są teraz naprawdę niezbędne, ponieważ bez
    studiów
    > > nie ma dobrej pracy.
    >
    > Trochę masz racji, tylko że te studia mojej żony naprawdę są
    niewiele warte.
    >
    > Chociaż mam nadzieję, że się mylę.
    >
    > > Moze warto na razie cieszyć się rodziną i wychowaniem dziecka, a
    > > nie planować postawienia pałaców?
    >
    > Ciężko się tym cieszyć siedząc w pracy z dojazdami w sumie niemal
    11 godzin a
    > sporo popołudnia spędzając na dłubaniu w stronach internetowych.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 16:29
    > Pogódź się z tym, że Twoja żona jest osobą, która nie znajdzie
    > teraz pracy, bo: nie ma wykształcenia, nie ma doświadczenia, jest
    > niedojrzała, i najważniejsze powinna zająć się uszczęśliwieniem
    > małego dzidziusia, który potrzebuje matki.

    Dlatego nie chodzi o to, by żona szukała etatu, tylko korzystała z tego, co już
    ma -- firmy, umiejętności i kontaktów.

    Dzidziuś potrzebuje jedzenia, przewijania i spania. Te potrzeby może mu równie
    dobrze zaspokoić ojciec czy opiekunka.

    > Nie dopuszczasz do siebie w ogóle tego, że masz teraz dziecko, za
    > które jesteś odpowiedzialny, i jeżeli jest taka możliwość, bo Ty
    > nie zarabiasz najgorzej, to powinienneś stworzyć mu najlepsze
    > warunki do rozwoju, a to się równa obecności matki w początkowym
    > okresie jego życia.

    Zgadza się -- nie chcę dopuścić do takiego wariantu.

    > Robisz z tej swojej żony jakiąś monstrualną pijawkę, a ona jest
    > miesiąc po porodzie!!!

    Nie miesiąc, tylko 12 dni po porodzie.

    I nie czepiam się tego, że teraz siedzi w domu, tylko tego, że od 14 miesięcy
    jest na moim utrzymaniu i nie robi praktycznie nic, by to zmienić.
  • vienetta 10.03.09, 16:47
    krzysztof-lis napisał:

    > > Pogódź się z tym, że Twoja żona jest osobą, która nie znajdzie
    > > teraz pracy, bo: nie ma wykształcenia, nie ma doświadczenia, jest
    > > niedojrzała, i najważniejsze powinna zająć się uszczęśliwieniem
    > > małego dzidziusia, który potrzebuje matki.
    >
    > Dlatego nie chodzi o to, by żona szukała etatu, tylko korzystała z
    tego, co już
    > ma -- firmy, umiejętności i kontaktów.
    >
    > Dzidziuś potrzebuje jedzenia, przewijania i spania. Te potrzeby
    może mu równie
    > dobrze zaspokoić ojciec czy opiekunka.

    POTRZEBY NOWORODKA MOŻE ZASPOKOIĆ TYLKO MATKA (CHYBA ŻE NIE ZYJE)!!!
    CO TY WYPISUJESZ??? PIENIĄDZE CI GŁOWĘ WYPALIŁY???


    >
    > > Nie dopuszczasz do siebie w ogóle tego, że masz teraz dziecko, za
    > > które jesteś odpowiedzialny, i jeżeli jest taka możliwość, bo Ty
    > > nie zarabiasz najgorzej, to powinienneś stworzyć mu najlepsze
    > > warunki do rozwoju, a to się równa obecności matki w początkowym
    > > okresie jego życia.
    >
    > Zgadza się -- nie chcę dopuścić do takiego wariantu.


    NIE CHCESZ DOPUŚCIĆ DO TEGO, ŻEBY MATKA WYCHOWYWAŁA DZIECKO, TYLKO
    MA TO ROBIĆ OPIEKUNKA??? jesteś przedziwny, delikatnie mówiąc...
    To co z Ciebie tu wychodzi już zupełnie mi się nie podoba...


    >
    > > Robisz z tej swojej żony jakiąś monstrualną pijawkę, a ona jest
    > > miesiąc po porodzie!!!
    >
    > Nie miesiąc, tylko 12 dni po porodzie.
    >
    > I nie czepiam się tego, że teraz siedzi w domu, tylko tego, że od
    14 miesięcy
    > jest na moim utrzymaniu i nie robi praktycznie nic, by to zmienić.

    To się z nią rozwiedź, wygląda na to, że zrobisz jej
    przysługę...Ręce i cycki opadają....
  • krzysztof-lis 10.03.09, 17:11
    > POTRZEBY NOWORODKA MOŻE ZASPOKOIĆ TYLKO MATKA (CHYBA ŻE NIE ZYJE)!!!

    Które? Które konkretnie?

    > To się z nią rozwiedź, wygląda na to, że zrobisz jej
    > przysługę...Ręce i cycki opadają....

    Wiesz, myślałem o tym, ale nie chcę się rozwodzić.
  • aiczka 10.03.09, 18:01
    > > (CHYBA ŻE NIE ZYJE)!!!

    A co, wtedy dziecko też umiera, czy jak?
  • attiya 11.03.09, 09:29
    krzysztof-lis napisał:
    opiekunka.
    >
    > > Robisz z tej swojej żony jakiąś monstrualną pijawkę, a ona jest
    > > miesiąc po porodzie!!!
    >
    > Nie miesiąc, tylko 12 dni po porodzie.
    >
    no teraz przegiąłes.....a do pracy moze isc od następnego poneiziałku czy od jutra?
    ja 12 dni po porodzie nie miałam jeszcze wszystkich szwów zdjęcych i ledwo
    chodziłam.
    bredzisz...naprawdę bredzisz....
    > I nie czepiam się tego, że teraz siedzi w domu, tylko tego, że od 14 miesięcy
    > jest na moim utrzymaniu i nie robi praktycznie nic, by to zmienić.


    --
    Proszę o klikanie :-)
    www.rosniemyrazem.pl/competition_details.php?id=371&cat=ab
  • krzysztof-lis 11.03.09, 09:49
    > no teraz przegiąłes.....a do pracy moze isc od następnego
    > poneiziałku czy od jutra?
    > bredzisz...naprawdę bredzisz....

    Niech idzie do pracy od kiedy będzie mogła, byle w ogóle poszła. Byle w ogóle
    zaczęła cokolwiek robić w tym kierunku. Przecież może zarabiać pieniądze siedząc
    również w domu.
  • attiya 11.03.09, 10:02
    krzysztof-lis napisał:

    > > no teraz przegiąłes.....a do pracy moze isc od następnego
    > > poneiziałku czy od jutra?
    > > bredzisz...naprawdę bredzisz....
    >
    > Niech idzie do pracy od kiedy będzie mogła, byle w ogóle poszła. Byle w ogóle
    > zaczęła cokolwiek robić w tym kierunku. Przecież może zarabiać pieniądze siedzą
    > c
    > również w domu.
    ktoś juz tu pisał, żebys spokojnie pogadal z żoną, raz, drugi, piąty, dziesiąty.
    Przeanalizowac wszystko, zastanowic sie. Niech dojdzie do siebie, wykorzysta
    cały macierzyński bo jej sie nalzey jak psu buda. I nie pisz, ze siedziala 14
    m-cy bo to inna sytuacja była - i odejmij 9 miesięcy ciązy - ja wiem ze tonie
    choroba ale co innego pisze facet a co innego mysli kobieta jak w ciazy chodzi.
    Jelsi żona wg ciebie MA pacowac, to tez niech przemysli swą sytuację - jesli nie
    chce i lepiej jej będzie bez ciebie - moze tez taki scenariusz wezmiesz pod
    uwage - to zyjcie oddzeilnie - ty będizesz dorabiał sie a ona z rodzicami
    siedziała i ono bedą ją utrzymywac.....no jeszcze o alimentach na dziecia pamietaj

    --
    Proszę o klikanie :-)
    www.rosniemyrazem.pl/competition_details.php?id=371&cat=ab
  • mala-beti 06.05.09, 17:53
    krzysztof-lis napisał:

    > > Pogódź się z tym, że Twoja żona jest osobą, która nie znajdzie
    > > teraz pracy, bo: nie ma wykształcenia, nie ma doświadczenia, jest
    > > niedojrzała, i najważniejsze powinna zająć się uszczęśliwieniem
    > > małego dzidziusia, który potrzebuje matki.
    >
    > Dlatego nie chodzi o to, by żona szukała etatu, tylko korzystała z
    tego, co już
    > ma -- firmy, umiejętności i kontaktów.
    >
    > Dzidziuś potrzebuje jedzenia, przewijania i spania. Te potrzeby
    może mu równie
    > dobrze zaspokoić ojciec czy opiekunka.
    >
    > > Nie dopuszczasz do siebie w ogóle tego, że masz teraz dziecko, za
    > > które jesteś odpowiedzialny, i jeżeli jest taka możliwość, bo Ty
    > > nie zarabiasz najgorzej, to powinienneś stworzyć mu najlepsze
    > > warunki do rozwoju, a to się równa obecności matki w początkowym
    > > okresie jego życia.
    >
    > Zgadza się -- nie chcę dopuścić do takiego wariantu.
    >
    > > Robisz z tej swojej żony jakiąś monstrualną pijawkę, a ona jest
    > > miesiąc po porodzie!!!
    >
    > Nie miesiąc, tylko 12 dni po porodzie.
    >
    > I nie czepiam się tego, że teraz siedzi w domu, tylko tego, że od
    14 miesięcy
    > jest na moim utrzymaniu i nie robi praktycznie nic, by to zmienić.

    Jesteś beznadziejny naprawde, mój mąż nigdy nie kazał by mi iść do
    pracy 12 dni po porodzie! A już na pewno nie wyżalałby się z tego
    powodu na forum!
    Człowieku plany i kasa ci przesłoniły normalne spojżenie na życie!
    A jakby za pół roku poszła do pracy, a już na pewno po macieżyńskim
    to coś by ci się stało?
    Po co w ogóle brałeś z nią ślub -aby ubić dobry interes? Ateraz jest
    mało opłacalny?
    to może ty lepiej wspólnika znajdź? Bo żona to nie tylko - druga
    osoba dorabiająca na dom, a tak ją traktujesz, to dla ciebie
    priorytet.
    Nie widzę nic dziwnego w jej zachowaniu i nie dziwię się ,że jej się
    nawet chociażby, nie chce iść do pracy.
    Dopiero urodziła!!!

    Ja pracowałam 4,5 roku przed zajściem w ciąże, syn ma prawie rok i
    tyle+6m z ciąży nie pracuje. Planuje iść we wrześniu.
    I mąż nie ma żadnych pretensji. Nie należę do leniwych osób. Lubię
    pracę.
    Razem podjeliśmy taką decyzję, dla niego nie ma żadnego problemu, że
    utrzymuje nas troje. Bo chciał, aby synek rok posiedział z mamą.

    A ty robisz z igły widły.

    Ona i tak jest za dobra że się na to wszystko godzi, wysłuchuje..
    Oj ja bym ci powiedziała co na ten temat myślę.

    O rozwodzie nawet myślałeś.. z tego powodu.. !

    Śmieszny, żałosny jesteś.
    To ona powinna się wyżalać na tym forum.
  • krzysztof-lis 06.05.09, 23:15
    > Człowieku plany i kasa ci przesłoniły normalne spojżenie na życie!

    Co to jest "normalne spojrzenie na życie"? Bo chyba nie jest nim harówka przy
    braku wkładu finansowego drugiej strony.

    > Razem podjeliśmy taką decyzję, dla niego nie ma żadnego problemu,
    > że utrzymuje nas troje. Bo chciał, aby synek rok posiedział z
    > mamą.

    Ale widzisz -- dla mnie też nie jest problemem to, że TERAZ żona siedzi w domu
    (*). Problem jest dobrze opisany w pierwszym wpisie w wątku, wystarczy przeczytać.

    (*) Teraz to żona siedzi w domu przez 3 dni w tygodniu. Pozostałe 2 dni
    pracujące ja siedzę w domu, w ramach urlopu wypoczynkowego. A od początku
    czerwca idę na urlop macierzyński.
  • kklekss 10.03.09, 16:14
    Nie dorosłeś do roli męża a tym bardziej OJCA . Po co wogóle
    zakładałeś rodzinę? Ty męczysz żonę , która teraz cały czas powinna
    poswięcić maleństwu.Okropny jesteś .I na dodatek leń.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 16:29
    > Nie dorosłeś do roli męża a tym bardziej OJCA . Po co wogóle
    > zakładałeś rodzinę? Ty męczysz żonę , która teraz cały czas powinna
    > poswięcić maleństwu.Okropny jesteś .I na dodatek leń.

    Dziękuję za ten jakże konstruktywny komentarz.
  • kklekss 10.03.09, 16:35
    Żal mi Twojego dziecka Ty okropny materialisto.
  • moreno68 10.03.09, 16:39
    tak powinien brzmieć Twój infantylny wpis.Dla mnie nie dorosłeś do
    roli męża, do roli ojca tym bardziej nie.Miesiąc po porodzie
    wysyłasz kobietę do pracy ,może zapatrzyleś się na film z De Niro i
    sobie piersi do karmienia dzieciaka przykleisz.
    Najbardziej Ci żal utraconych wyimaginowanych zarobków żony , nie
    biorąc pod uwagęże czas jaki teraz poświęci dziecku jest dla jego
    rozwoju najważniejszy.
    Dobrze,że na porodówce nie kazałeś jej przykejac rzęs i tipsów
    położne, w sumie sam poród to takie mało dochodowe zajęcie.
    Dla mnie jesteś zdziecinniałym leniem o wielkim ego;)
    przynajniej wiem czemu Twoje forumowe wpisy są takie infantylne.
    A tak na marginesie gratuluje Teściowej .Obiadki smakują , bo sam
    masz chyba dwie lewe ręce żeby przygotować?
    może tania zupa w proszku z supermarketu , będzie taniej.Bo
    Teściowej chyba za kucharzenie płacisz...wkońcu to też praca;)
  • krzysztof-lis 10.03.09, 16:44
    > Miesiąc po porodzie wysyłasz kobietę do pracy ,

    Jak już wspomnieliśmy, nie MIESIĄC po porodzie, tylko 12 dni.

    I nie wysyłam jej do pracy dziś, tylko od 14 miesięcy. To chyba ma znaczenie,
    prawda?

    > Najbardziej Ci żal utraconych wyimaginowanych zarobków żony , nie
    > biorąc pod uwagęże czas jaki teraz poświęci dziecku jest dla jego
    > rozwoju najważniejszy.

    Gdyby żona pracowała przez ten czas, bylibyśmy o, lekko licząc, 30 000 PLN do
    przodu. Tak, szkoda mi tych utraconych pieniędzy.

    > A tak na marginesie gratuluje Teściowej .Obiadki smakują , bo sam
    > masz chyba dwie lewe ręce żeby przygotować?

    Jak mi ktoś oferuje pomoc, dzięki której będę miał więcej czasu, nie zwykłem
    odmawiać. Bo i po co?
  • moreno68 10.03.09, 16:49
    nie dość ze leń to jeszcze wygodnicki;0)Że z darmowej pomocy nie
    zrezygnujesz to już wiadomo po Twoich wpisach.
    A te 30000 to urojona suma ,która powstała w Twojej głowie z
    absurdalnych wyliczeń.Naprawdę tego nie widzisz.
    A jeśli od porodu minęło 12 dni to tym bardziej gratuluję
    krótkowzrocznosci.
    Rozumiem,że bycie ojcem nic nie zmieniło w Twojej głowie?Nadal tylko
    masz w niej kalkulator;)
  • krzysztof-lis 10.03.09, 17:07
    > A te 30000 to urojona suma ,która powstała w Twojej głowie z
    > absurdalnych wyliczeń.Naprawdę tego nie widzisz.

    Żona zarabiała ponad 2 000 netto miesięcznie. Pracę straciła 14 miesięcy temu.
    Nie trzeba być orłem, by przemnożyć jedno przez drugie i uzyskać dodatkowy
    dochód w wysokości ok. 30 000 PLN.
  • moreno68 10.03.09, 17:33
    14000 x 2000= 28000 nie trzeba być orłem żeby to policzyć.Oczywiście
    przy założeniu ,że nie wolno jej nic wydać z zarobionej kasy.
    wogóle szczerze dziwię się ,że żonie udało się zajść w ciąże...taki
    facet u boku to najlepszy i najtańszy środek antykoncepcyjny.

    A teraz konkretnie
    jeżeli nie dojrzejesz do roli ojca i męża wróżę krótki żywot waszego
    związku.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 17:53
    > 14000 x 2000= 28000 nie trzeba być orłem żeby to policzyć.

    To wpisz to do kalkulatora i zobacz, czy aby na pewno dobrze policzyłaś. :)

    14 miesięcy razy 2 200 PLN miesięcznie = 30 800 PLN.

    > Oczywiście przy założeniu ,że nie wolno jej nic wydać z zarobionej
    > kasy.

    Te 30 800 PLN mielibyśmy więcej w naszej wspólnej kasie. Tej naszej wspólnej
    kasie, z której ona wydaje pieniądze.
  • moreno68 10.03.09, 18:05
    Raz piszesz 2000 netto póżniej 2200 a teoretycznie miała zarabiać
    5000...
    W wirtualnej gotówce jesteś niezły;)
    No a 14 x teoretyczne 5000 =70.000

    Chłopie straciłeś o 40000tys więcej ...To już powód do rozwodu;)

    i cały czas zero kasy na własne wydatki bez Twojej zgody...
    tylko takich kwot nie przenieś na PIT Roczny....bo jeszcze oprócz
    żony będziesz mieś Urząd Skarbowy
  • krzysztof-lis 10.03.09, 19:23
    > Raz piszesz 2000 netto póżniej 2200 a teoretycznie miała zarabiać
    > 5000...

    Napisałem:
    > Żona zarabiała ponad 2 000 netto miesięcznie.
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=92484308&a=92494535
    2 200 to PONAD 2 000? Czy może się mylę.

    Twierdziła, że po kursie robienia rzęs i założeniu firmy będzie zarabiać te 5
    000 netto miesięcznie.

    > i cały czas zero kasy na własne wydatki bez Twojej zgody...

    O czym Ty piszesz?
  • boryska_only 12.05.09, 11:56
    a to ona nic nie wydawałaby ze swojej pensji?ze taka okrągła sumka
    ci wyszła?
  • kacpercio1 12.05.09, 13:09
    no tak "całe życie" bo Pan autor ma już ponad 50 lat i szeroki
    wachlarz doświadczeń;)
    --
    Kacperek - jesteś całym naszym światem...
  • krzysztof-lis 12.05.09, 13:31
    > no tak "całe życie" bo Pan autor ma już ponad 50 lat i szeroki
    > wachlarz doświadczeń;)

    Pisząc "całe życie" nie miałem na myśli długiego okresu, tylko szeroki zakres
    zagadnień, które są na mojej głowie.
  • krzysztof-lis 12.05.09, 13:33
    > a to ona nic nie wydawałaby ze swojej pensji?ze taka okrągła sumka
    > ci wyszła?

    Wydatki żony niewiele się zmieniły. A skoro po stronie przychodów mielibyśmy o
    30 000 PLN więcej to przy niezmiennej stronie kosztów, dokładnie tyle by nam
    zostało.

    Może nie będzie to 30 000 złotych, tylko 25 000 albo 20 000. Rozumiem, że to
    zasadniczo zmienia postać rzeczy?
  • vienetta 10.03.09, 16:51
    Nie dosyć, że paskudny, to jeszcze hipokryta...
    Oj, kup dzieciaku duże lustro i się w nim przejrzyj...
    Pozbądź się problemu, jak już wcześniej mówiłam, ja chętnie
    zaadoptuję twojego dzidziusia:), a mój mąż Twoją młodą żonkę:)
  • krzysztof-lis 10.03.09, 17:06
    > Nie dosyć, że paskudny, to jeszcze hipokryta...
    > Oj, kup dzieciaku duże lustro i się w nim przejrzyj...

    Cieszy mnie, vienettko, że tak dobrze bawisz się w tym wątku.

    Powstał on jednak nie po to, byś mogłam nie zwymyślać tylko po to, byś mogła mi
    pomóc.

    Chyba, że chcesz mi pomóc mieszając mnie z błotem. Zmartwię Cię jednak, bo to
    niewiele zmieni. Naprawdę. Szkoda Twojego czasu.
  • denay 10.03.09, 16:55
    krzysztof-lis napisał:

    > > Miesiąc po porodzie wysyłasz kobietę do pracy ,
    >
    > Jak już wspomnieliśmy, nie MIESIĄC po porodzie, tylko 12 dni.

    Tym gorzej o Tobie świadczy
    6 tygodni trwa połóg i kobieta ma prawo
    do absolutnie ŚWIĘTEGO SPOKOJU w tym czasie
    proponuje nieco dokształcić się w temacie fizjologii
    kobiety po porodzie

    >
    > I nie wysyłam jej do pracy dziś, tylko od 14 miesięcy. To chyba ma
    znaczenie,
    > prawda?
    >
    > > Najbardziej Ci żal utraconych wyimaginowanych zarobków żony , nie
    > > biorąc pod uwagęże czas jaki teraz poświęci dziecku jest dla jego
    > > rozwoju najważniejszy.
    >
    > Gdyby żona pracowała przez ten czas, bylibyśmy o, lekko licząc, 30
    000 PLN do
    > przodu. Tak, szkoda mi tych utraconych pieniędzy.

    było dziecka nie płodzić skoro tak na kasie Ci zależy...

    >
    > > A tak na marginesie gratuluje Teściowej .Obiadki smakują , bo sam
    > > masz chyba dwie lewe ręce żeby przygotować?
    >
    > Jak mi ktoś oferuje pomoc, dzięki której będę miał więcej czasu,
    nie zwykłem
    > odmawiać. Bo i po co?


    Przy tym wszystkim dobrze jest mieć jednak świadomość,
    że po tym łez padole chodzą normalni mężczyźni,
    którym mózgu nie przeżarła idea
    dopasowywania całego świata do własnych wyobrażeń
    jak do matrycy na zasadzie: "bo ja uważam, że tak będzie najlepiej"


    --
    Wściekła koza...
    "Prawda jest córą czasu poczętą w przypadkowym i krótkotrwałym
    romansie ze zbiegiem okoliczności" (A.Sapkowski)
  • vienetta 10.03.09, 17:00
    Odpowiadając na posta Krzysia-lisa nie spodziewałam się aż takiego
    bagna... Całe szczęście, że ja mam takiego męża, jakiego mam, bo
    jakbym trafiła na krzysiopodobny egzemplarz, to porażka.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 17:09
    > Tym gorzej o Tobie świadczy
    > 6 tygodni trwa połóg i kobieta ma prawo
    > do absolutnie ŚWIĘTEGO SPOKOJU w tym czasie

    Rozumiem, że w połowie kwietnia mogę żonę literalnie wykopać z domu do pracy?

    > było dziecka nie płodzić skoro tak na kasie Ci zależy...

    1. To nie ze względu na dziecko nie mamy tych pieniędzy, tylko ze względu na to,
    że żona nie pracuje. Chyba nie doczytałaś.
    2. Kasa to środek do osiągnięcia celu a nie cel sam w sobie.

    > jak do matrycy na zasadzie: "bo ja uważam, że tak będzie najlepiej"

    Jak więc, według Ciebie, będzie najlepiej?

    Ale napisz konkretnie, jak sobie wyobrażasz życie moje i rodziny w takiej
    sytuacji, jaką opisałem.
  • kklekss 10.03.09, 17:22
    Jesteś bardzo niedojrzały albo gł... .
  • demonsbaby 10.03.09, 17:22
    krzysztof-lis napisał:

    > > Tym gorzej o Tobie świadczy
    > > 6 tygodni trwa połóg i kobieta ma prawo
    > > do absolutnie ŚWIĘTEGO SPOKOJU w tym czasie
    >
    > Rozumiem, że w połowie kwietnia mogę żonę literalnie wykopać z domu do pracy?

    Przepraszam za chamstwo... Czy to, drogi Krzysiu, tobie dupę przy porodzie
    rozerwało czy jej? Przede wszystkim mówisz o 22letniej dziewczynie, którą w
    głównej mierze ciężko obarczać odpowiedzialnością za brak precyzji planów co do
    założonego przez Ciebie celu. Znam kobiety dojrzałe, którym macierzyństwo
    wywróciło też świat wartości i codzienny tryb życia do góry nogami. Czasu wymaga
    pogodzenie roli rodzica małego dziecka i rodzica pracującego.
    >
    > > było dziecka nie płodzić skoro tak na kasie Ci zależy...
    >
    > 1. To nie ze względu na dziecko nie mamy tych pieniędzy, tylko ze względu na to
    > ,
    > że żona nie pracuje. Chyba nie doczytałaś.

    Jak to nie doczytała? Próbowała swoich sił w różnych kierunkach. To, że grzejesz
    dupsko w 3letniej stało etatowej posadce - tym bardziej kreuje Cię w moich
    oczach jako całkowitego ignoranta w stosunku do kobiety, która w lutym (na Boga
    w lutym) dała Ci syna!!!
    Powtórzę się po raz kolejny - kobietom cięzko wrócić po 4mcach macierzyńskiego
    do pracy - bo żal im rozstać się z maleństwem, przywiązanym do cycka i
    wymagającego szczególnej troski!
    A czy TY jej robisz łaskę - pomagając w codziennych obowiązkach domowych, skoro
    sobie nie radzi jak świeża mama???? Łaska???? TO JEST TWÓJ OBOWIĄZEK!!!! A jeśli
    ciężko ci pojąc takie zależności - to właśnie w rolki ojca się
    zdyskwalifikowałeś. Brak ci kasy??? To rozwiedż się z żoną i zakładaj rodzinę z
    karierowiczką, a jej przynajmniej skończysz truć w życiu!

    > 2. Kasa to środek do osiągnięcia celu a nie cel sam w sobie.
    >
    > > jak do matrycy na zasadzie: "bo ja uważam, że tak będzie najlepiej"
    >
    > Jak więc, według Ciebie, będzie najlepiej?
    >
    > Ale napisz konkretnie, jak sobie wyobrażasz życie moje i rodziny w takiej
    > sytuacji, jaką opisałem.

    Najlepiej będzie jak wyżej.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 17:38
    > Przepraszam za chamstwo... Czy to, drogi Krzysiu, tobie dupę przy
    > porodzie rozerwało czy jej?

    Ani mnie, ani jej.

    > Przede wszystkim mówisz o 22letniej dziewczynie, którą w głównej
    > mierze ciężko obarczać odpowiedzialnością za brak precyzji planów
    > co do założonego przez Ciebie celu.

    Nie mam do żony pretensji o "brak precyzji planów" (cokolwiek to znaczy), tylko
    o to, że jest bierna i nie chce zmienić sytuacji, w której jesteśmy od
    kilkunastu miesięcy.

    > Znam kobiety dojrzałe, którym macierzyństwo wywróciło też świat
    > wartości i codzienny tryb życia do góry nogami.

    Mojej żonie wiele to nie zmieniło w życiu, tak siedziała w domu, tak i teraz
    będzie siedzieć. Tyle tylko, że nie będzie mogła spać do 10.

    > Jak to nie doczytała? Próbowała swoich sił w różnych kierunkach.

    2 próby w ciągu 14 miesięcy to mało. A może się mylę?

    > Powtórzę się po raz kolejny - kobietom cięzko wrócić po 4mcach
    > macierzyńskiego do pracy - bo żal im rozstać się z maleństwem,
    > przywiązanym do cycka i wymagającego szczególnej troski!

    Powtórzę po raz kolejny -- nie w tym jest problem.

    > A czy TY jej robisz łaskę - pomagając w codziennych obowiązkach
    > domowych, skoro sobie nie radzi jak świeża mama???? Łaska???? TO
    > JEST TWÓJ OBOWIĄZEK!!!!

    Obowiązkiem żony jest również utrzymywanie domu. Od stycznia 2008 do teraz
    niespecjalnie się do tego obowiązku przykładała. Chcę by to się zmieniło. Nie
    wiem, jak do tego doprowadzić.

    Naprawdę, zamiast punktować miejsca, w których się mylę, wysiliłabyś się na
    bardziej konstruktywny komentarz.

    Nie uważam, że pozjadałem rozumy. Nie uważam, by nasz dotychczasowy plan dało
    się za wszelką cenę zrealizować. Chcę go jednak realizować, bo nie chcę być
    sprowadzony w domu do roli robobankomatu.
    Jeśli znasz inną, lepszą, metodę na to, by roli robobankomatu uniknąć, napisz ją
    tu proszę.

    > Brak ci kasy???

    Nie głoduję, przyjemności sobie niespecjalnie odmawiam, ale cele w życiu będzie
    mi z tymi pieniędzmi niesamowicie trudno osiągnąć.

    > To rozwiedż się z żoną i zakładaj rodzinę z karierowiczką, a jej
    > przynajmniej skończysz truć w życiu!

    Wydaje mi się, że to nie rozwiązanie.
  • demonsbaby 10.03.09, 18:08
    krzysztof-lis napisał:

    > > Przepraszam za chamstwo... Czy to, drogi Krzysiu, tobie dupę przy
    > > porodzie rozerwało czy jej?
    >
    > Ani mnie, ani jej.

    Wybacz do wyjątków medycznych należą pierworódki, które rodząc naturalnie nie mają nacinanego krocza ... bądź to krocze rozerwały. No chyba, że mówimy o cesarce - po tym się dochodzi ciężej do siebie niż po naturalnym.

    Powtarzam Ci z uporem maniaka: TO TY NIE DOROSŁEŚ DO ROLI OJCA.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 19:23
    > Powtarzam Ci z uporem maniaka: TO TY NIE DOROSŁEŚ DO ROLI OJCA.

    Dziękuję za kolejną zupełnie bezużyteczną wypowiedź.

    Ani nie sprawi ona, że nagle dorosnę, ani nie zmieni mojej sytuacji.
  • demonsbaby 10.03.09, 21:34
    O bezużyteczności obiektywnej odpowiedzi obiketywnego obserwatoa może jedynie
    świadczyć twoja ignorancja.
    Zweryfikuj własna postawę, kto wie, może dojdziesz do konstruktywnych wniosków.
    --
    Rodzinna stronka
  • krzysztof-lis 10.03.09, 22:19
    > O bezużyteczności obiektywnej odpowiedzi obiketywnego obserwatoa
    > może jedynie świadczyć twoja ignorancja.

    Rozumiem, że gdy ktoś obiektywny powie Ci, że jesteś głupia, pomoże Ci to w życiu?
  • demonsbaby 11.03.09, 08:42
    krzysztof-lis napisał:

    > > O bezużyteczności obiektywnej odpowiedzi obiketywnego obserwatoa
    > > może jedynie świadczyć twoja ignorancja.
    >
    > Rozumiem, że gdy ktoś obiektywny powie Ci, że jesteś głupia,
    pomoże Ci to w życ
    > iu?

    hahaha z pewnością słysząc to od 80 na 100 pytanych - zaczęłabym
    odbierać takie stwierdzenie jako obiektywizm. Tutaj masz jednak 100%
    podzielających moją opinię, że NIE DOROSŁEŚ:
    - DO ZAKŁADANIA RODZINY I BYCIA JEJ GŁOWĄ;
    - OCHRONY WŁASNEJ ZAŁOŻONEJ JUŻ RODZINY;
    - RODZICIELSTWA

  • demonsbaby 11.03.09, 08:43
    P.s zabawnie było poczytać inne twoje wypowiedzi -chcoiazby na temat
    uprawienia seksu na "drugą dobę" po porodzie :)))
  • krzysztof-lis 11.03.09, 09:50
    > Tutaj masz jednak 100% podzielających moją opinię, że NIE DOROSŁEŚ:

    I powiedz, co z tego ma dla mnie wynikać?

    W żaden sposób nie pomaga mi to w rozwiązaniu problemu.
  • triss_merigold6 11.03.09, 11:25
    Z tego powinna wynikać zmiana. Wszelkie zmiany zaczynamy OD SIEBIE,
    powie Ci to każdy psycholog, psychiatra, terapeuta, mediator etc.
    Ty masz zmienić nastawienie i założenia a na początek zrezygnować z
    realizacji planu, który nie wytrzymał konfrontacji z realem.
    Żony nie zmienisz więc zmień siebie i dostosuj sie do nowych
    okoliczności.
  • krzysztof-lis 11.03.09, 12:19
    > Żony nie zmienisz więc zmień siebie i dostosuj sie do nowych
    > okoliczności.

    Rozumiem, że ta zasada obowiązuje w każdym małżeństwie, a nie tylko tam, gdzie
    to mężczyźnie żona nie pasuje?
  • triss_merigold6 11.03.09, 12:26
    Interesują Cię wszystkie małżeństwa czy Twoje? Nie ma uniwersalnego
    wzoru na relacje pary ani uniwersalnej recepty co robić kiedy
    oczekiwania i możliwości nie idą w parze.
    Być może jeśli Ty zmienisz nastawienie i schematy zachowań to żona
    również się zmieni. Być może.
    Nie myśl za dużo tylko przyjmij real na klatę albo za chwilę
    będziesz upierdliwie zamieszczał posty na temat wygórowanej
    wysokości alimentów.
  • krzysztof-lis 11.03.09, 12:32
    > Interesują Cię wszystkie małżeństwa czy Twoje?

    Nie o to mi chodziło -- odniosłem wrażenie, że w typowym wątku rozpoczętym tu
    przez kobietę (w rodzaju "mąż nie pomaga w domu") odpowiedzią byłoby nie
    "zaakceptuj, że taki jest" tylko "weź się za niego". Tymczasem od Ciebie
    dostałem dokładnie odwrotną radę...

    Natomiast przeoczyłem fragment Twojej wcześniejszej wypowiedzi, więc odniosę się
    do niego tutaj:
    > Ty masz zmienić nastawienie i założenia a na początek zrezygnować z
    > realizacji planu, który nie wytrzymał konfrontacji z realem.

    Tylko że ja mam wrażenie, że to nie plan przegrał w konfrontacji z niezależnymi
    od nas okolicznościami, tylko że plan przegrał z żoną.
  • demonsbaby 11.03.09, 13:16
    Pronuję zacząc naukę od cztyania tekstu ze zrozumieniem. Przede
    wszystkim, powtórzę się poraz kolejny, WERYFIKACJA WŁASNEJ POSTAWY
    (ROSZCZĄCEJ).
  • verdana 10.03.09, 17:22
    Najlepiej? Nie ma najlepiej - b Ty w małzenstwie widzisz tylko
    siebie. Żona do pracy nie moze teraz wrocic, nawet z punktu widzenia
    prawa - nie wolno podejmowac pracy na urlopie macierzyńskim, wlasnie
    po to m in. by chciwy mąż nie wyganiał do pracy żony, lekcewaząc jej
    zdrowie i dobro dziecka, a liczac wyłącznie na pieniądze. Nie
    rozumiem tez, po co Ci dziecko - to jest dopiero strata pieniędzy.
    Myślę, ze wyslesz jed do pracy w pierwszym możliwym momencie, by
    przynosilo dochod, a nie zajmowalo się głupia szkołą.
    jest dla kazdego myslacego człowieka oczywiste, ze przez pewien
    czas, gdy rodzi się dziecko, jedna osoba utrzymuje cały dom - facet
    najczęściej. Nie wpadło Ci to do glowy?
    Rozumiem, zę idealna sytuacja jest taka, ze żona ma cały dom na
    glowie - bo Twoja wizja zajmowania się niemowleciem to zmarnowanie
    dziecka na 100%.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • krzysztof-lis 10.03.09, 17:31
    > Najlepiej?

    Tak. Najlepiej.

    > jest dla kazdego myslacego człowieka oczywiste, ze przez pewien
    > czas, gdy rodzi się dziecko, jedna osoba utrzymuje cały dom - facet
    > najczęściej.

    Jak już napisałem, ten wątek nie dotyczy mojej sytuacji od 12 dni, tylko mojej
    sytuacji od 14 miesięcy. Sytuacji, w której to jedna osoba utrzymuje dom a druga
    nie stara się tego zmienić.

    > Rozumiem, zę idealna sytuacja jest taka, ze żona ma cały dom na
    > glowie - bo Twoja wizja zajmowania się niemowleciem to zmarnowanie
    > dziecka na 100%.

    W jaki sposób ta wypowiedź ma mi w czymkolwiek pomóc?
  • demonsbaby 10.03.09, 17:41
    krzysztof-lis napisał:

    >
    >
    > W jaki sposób ta wypowiedź ma mi w czymkolwiek pomóc?
    W uświadomieniu Ci człowieku, żebyś przeanalizował swój świat wartości ponownie
    - jeśli po takiej czynności nie dojdziesz do konstruktywnych wniosków w stosunku
    do własnej osoby, to my ci tu pomożemy ... dojść do wniosku, że rola ojca nie
    jest Ci pisana, podobnie jak rola człowieka, który swoją rodzinę chronić powinien.
  • vienetta 10.03.09, 17:26
    Ależ wszyscy Ci to już napisali, przeczytaj uważnie dyskusję od
    początku, bo powtarzanie tego samego nie ma sensu.
    Piszesz, że Cię mieszam z błotem, ale to nieprawda, tylko po prostu
    Ty nie chcesz żadnych rad, tylko przytaknięcia Twoim pomysłom na
    życie. A od myślących inaczej oczekujesz jakiejś innej "formy" na
    życie, która Ci zapewni to samo, co chciałeś w poprzedniej "formie"?
    Tak się NIE DA.
    Oczekujesz od ludzi recepty na życie i zarabianie pieniędzy?
    Oczekujesz recepty na zmianę żony?
    Oczekujesz biznesplanu, dzięki któremu zrealizujesz swoje plany?
    To Twoje życie i od Ciebie tylko zależy jakie będzie, a będzie
    zapewne przykre, jeżeli nie zmienisz swojego podejścia do żony,
    dziecka i pieniędzy.
    Żal mi po prostu tego dzieciaczka, kiedy się pytasz, do czego
    potrzebna mu mama. Żal mi tej kobiety, że chcesz z niej na siłę
    zrobić kogoś, kim nigdy nie była, a o czym doskonale wiedziałeś. Żal
    mi jej matki, przychodzącej zrobić obiadki dla zięciula, który
    uważa, że tak mu się po prostu należą.
    Jesteś jakimś wyjątkowo nieczułym, niewdzięcznym osobnikie, w
    dodatku myślącym, że wszystkie rozumy pozjadał. Więcej pokory, bo co
    będzie, jak przydarzą Ci się jakieś nieoczekiwane losowe sprawy?
    Po prostu żal ściska, jak się czyta te Twoje przepełnione
    kalkulacjami posty.
  • moreno68 10.03.09, 17:39
    Planowaliście dziecko czy to była wpadka?Bo ciąża trwa z reguły 9
    miesięcy , może być zagrożona i nie można pracować.W okresie ciązy
    trzeba wyluzować i odpoczywać , a Ty wyliczasz utracone dochody nie
    biorac tego pod uwagę.
    14miesięcy - 9 ciąża= 5 miesięcy
    5 x 2000 = 10.000 tys.

    A ruszyć samemu dupsko do lepiej płatnej pracy to nie łaska.Skoro
    jesteś takim geniuszem stron internetowych;)
  • krzysztof-lis 10.03.09, 17:57
    > Planowaliście dziecko czy to była wpadka?Bo ciąża trwa z reguły 9
    > miesięcy , może być zagrożona i nie można pracować.

    Nie była zagrożona. Żona mogła pracować. Nie biorę więc pod uwagę wariantu,
    który istnieje tylko w teorii.

    > 14miesięcy - 9 ciąża= 5 miesięcy
    > 5 x 2000 = 10.000 tys.

    Okay -- więc mam prawo być niezadowolony z powodu tych utraconych 10 000?

    > A ruszyć samemu dupsko do lepiej płatnej pracy to nie łaska.

    Dlaczego ja mam ruszyć dupsko do lepiej płatnej pracy, skoro żona nie chciała
    ruszać dupska do JAKIEJKOLWIEK pracy. Bo to, co żona kombinowała, to tak
    naprawdę mydlenie oczu opowieściami "jaka to ja biedna pszczółka jestem, nic mi
    się nie udaje, chciałam dobrze a wyszło jak zwykle".

    Jak już napisałem -- rozwijać strony będzie mi łatwiej, gdy będę w domu.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 17:47
    > Ty nie chcesz żadnych rad, tylko przytaknięcia Twoim pomysłom na
    > życie.

    Chcę rad, jak zmienić nastawienie żony do tego małżeństwa. Uważam, że
    oczekiwanie partnerskich relacji w związku jest jak najbardziej na miejscu.

    Nie interesuje mnie wysłuchiwanie, że:
    * krzysiopodobny egzemplarz to byłaby porażka,
    * jestem paskudnym hipokrytą,
    * jestem dzieciakiem,
    * pieniądze wypaliły mi głowę,
    * zrobię żonie przysługę rozwodząc się,
    * jestem wyjątkowo nieczułym osobnikiem,
    * pozjadałem wszystkie rozumy,
    * nie myślę głową, tylko główką.

    To wyciągnięte wyłącznie z Twoich wypowiedzi. I Ty twierdzisz, że nie mieszasz
    mnie z błotem?

    > A od myślących inaczej oczekujesz jakiejś innej "formy" na życie,
    > która Ci zapewni to samo, co chciałeś w poprzedniej "formie"?

    Zgadza się, bo nie podoba mi się życie w schemacie, w którym to tylko jedna
    osoba jest odpowiedzialna za życie rodziny. Choć dla kobiety takiej jak moja
    żona jest to z pewnością spełnienie marzeń.

    > Oczekujesz od ludzi recepty na życie i zarabianie pieniędzy?

    Tę już mam.

    > Oczekujesz recepty na zmianę żony?

    Tak -- na zmianę nastawienia żony.

    > Żal mi tej kobiety, że chcesz z niej na siłę zrobić kogoś, kim
    > nigdy nie była, a o czym doskonale wiedziałeś.

    Na jakiej podstawie twierdzisz, że doskonale o tym wiedziałem?

    > Żal mi jej matki, przychodzącej zrobić obiadki dla zięciula, który
    > uważa, że tak mu się po prostu należą.

    Na jakiej podstawie twierdzisz, że przychodzi ona do nas robić mi obiady? Gdzie
    napisałem, że uważam, że mi się one należą?

    > Więcej pokory, bo co będzie, jak przydarzą Ci się jakieś
    > nieoczekiwane losowe sprawy?

    Właśnie -- co będzie, jeśli stracę pracę albo zdolność do pracy? Przecież żona z
    takim nastawieniem do życia nie da sobie rady.
  • vienetta 10.03.09, 17:56
    Czsami musi być dosadniej, bo jeden zrozumie od razu, a inny nie:(
    Ty jesteś własnie tym drugim przypadkiem.
    Ale i tak nie zrozumiałeś, bo zamiast się zastanowić na treścią, to
    wyławiasz z tekstu co smakowitsze kąski i rozmieniasz je na drobne.
    Nic nie wyniosłeś z całej dyskusji.
    Zamiast analizy proponuję syntezę.
    Ale w sumie te przytoczone przykłady moich wypowiedzi to doskonała
    ilustracja Twojego zachowania:)
    I nie dziw się ludziom, że nie rozumieją twojego podejścia do żony,
    dziecka i życia, bo ono jest poniekąd oryginalne.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 18:03
    > Czsami musi być dosadniej, bo jeden zrozumie od razu, a inny nie:(

    Czyli jednak przyznajesz, że wielokrotnie mieszałaś mnie z błotem? Dobre i to...

    > Nic nie wyniosłeś z całej dyskusji.

    O ile mieszanie mnie z błotem nazywasz dyskusją -- masz rację.

    > I nie dziw się ludziom, że nie rozumieją twojego podejścia do żony,
    > dziecka i życia, bo ono jest poniekąd oryginalne.

    Zgadza się. Jest oryginalne. To w końcu coś nietypowego, że mężczyzna chce, by
    kobieta zarabiała pieniądze. Gdy kobieta tego chce i nie chce być sprowadzona do
    roli kury domowej, jest wszystko w porządku. Gdy zaś kobieta chce nie robić nic,
    mężczyzna też musi jej taką możliwość zapewnić.

    Ja się po prostu czuję głęboko rozczarowany tym, co ustalaliśmy z żoną a tym, co
    z tego wyszło. Tym, że związek miał być partnerski, a przez ostatnie miesiące ja
    byłem sprowadzony do roli robobankomatu a żona łaskawie ugotowała obiad i
    sprzątnęła w domu.

    Rozumiem, że w dobie emancypacji kobiet takie poglądy są oryginalne.
  • moreno68 10.03.09, 18:07
    posiadanie penisa jeszcze Ciebie nim nie czyni...:)Nie pochlebiaj
    sobie ;)
  • moreno68 10.03.09, 18:12
    dodam ze literówka zamierzona bo poczucia humoru i dystansu też u
    Ciebie brak;)
  • vienetta 10.03.09, 18:16
    krzysztof-lis napisał:

    > > Czsami musi być dosadniej, bo jeden zrozumie od razu, a inny nie:
    (
    >
    > Czyli jednak przyznajesz, że wielokrotnie mieszałaś mnie z błotem?
    Dobre i to..

    Miało być dosadnie i było, bo miało wywołać u Ciebie żywsze emocje,
    a nie tylko kręcenie się w kółko (ale jak widać nie udało się)


    > .
    >
    > > Nic nie wyniosłeś z całej dyskusji.
    >
    > O ile mieszanie mnie z błotem nazywasz dyskusją -- masz rację.

    Mówię nie tylko o moich dosadnych twierdzeniach, ale także o innych
    interlokutorach tego wspaniałego wątku:)

    >
    > > I nie dziw się ludziom, że nie rozumieją twojego podejścia do
    żony,
    > > dziecka i życia, bo ono jest poniekąd oryginalne.
    >
    > Zgadza się. Jest oryginalne. To w końcu coś nietypowego, że
    mężczyzna chce, by
    > kobieta zarabiała pieniądze. Gdy kobieta tego chce i nie chce być
    sprowadzona d
    > o
    > roli kury domowej, jest wszystko w porządku. Gdy zaś kobieta chce
    nie robić nic
    > ,
    > mężczyzna też musi jej taką możliwość zapewnić.
    >
    > Ja się po prostu czuję głęboko rozczarowany tym, co ustalaliśmy z
    żoną a tym, c
    > o
    > z tego wyszło. Tym, że związek miał być partnerski, a przez
    ostatnie miesiące j
    > a
    > byłem sprowadzony do roli robobankomatu a żona łaskawie ugotowała
    obiad i
    > sprzątnęła w domu.
    >
    > Rozumiem, że w dobie emancypacji kobiet takie poglądy są
    oryginalne.

    To skoro jesteś za taką emancypacją to zacznij karmić noworodka
    piersią (również w nocy), wsadź sobie podpaskę i rozchechłaj małego,
    żeby Ci z niego krew leciała przez 6 tygodni. A następnie zapłać
    żonie i teściowej za jej pracę w domu (podobno praca sprzątaczki i
    niani to razem około 3 tysięcy - wychodzi więcej niż wyimaginowane
    dochody Twojej żony, których nie osiągnęła.)
    Co to w ogóle za myślenie - rachunkowość zarządczą w domu stosujesz,
    że liczysz utracone korzyści i alternatywne koszty???
    Myślisz, że nie rozumiem Twojego problemuy biernej żony i ze czujesz
    się oszukany? Doskonale rozumiem, ale wybrałeś jak najgorszy czas na
    rozwiązanie tego problemu. W taki sposób to ucierpi cała Wasza
    rodzina i najbardziej to dziecko, nie rozumiesz tego naprawdę?
    Czasem odnoszę wrażenie, że Ty się na żonie teraz mścisz i odgrywasz
    za ten czas niepracowania, bo uważasz,że za duzo pozwalała sobie w
    ciąży, a że teraz już nie jest to można sobie na niej pofolgować.
    Dlatego absolutnie nie mogę się z Tobą zgodzić, bo straszna jakaś
    agresja w stosunku do żony wynika z Twoich postów.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 19:12
    > Myślisz, że nie rozumiem Twojego problemuy biernej żony i ze czujesz
    > się oszukany? Doskonale rozumiem, ale wybrałeś jak najgorszy czas na
    > rozwiązanie tego problemu.

    Lepiej przygotować się do tego teraz i wdrożyć w życie za kilka miesięcy, niż za
    kilka miesięcy pytać o wskazanie drogi.
  • vienetta 10.03.09, 21:13
    Jak zwykle pominąłeś to, co Ci nie pasuje...Ech życie, życie....
  • krzysztof-lis 10.03.09, 21:23
    > Jak zwykle pominąłeś to, co Ci nie pasuje...Ech życie, życie....

    To znaczy co konkretnie?

    Z dyskusji polegającej tylko na udowadnianiu mi, że jestem niedojrzały,
    rzeczywiście nie wyniosłem nic. Gdyby ta dyskusja była konstruktywna, coś bym
    pewnie z niej wyciągnął.

    > To skoro jesteś za taką emancypacją to zacznij karmić noworodka
    > piersią (również w nocy), wsadź sobie podpaskę i rozchechłaj
    > małego, zeby Ci z niego krew leciała przez 6 tygodni.

    Te 6 tygodni to mały fragment w stosunku do 14 miesięcy, o których mowa. Nie
    awanturuję się tu o to, że mi jest TERAZ źle, tylko o to, że jest źle od
    długiego czasu. Tak, to zły moment na jakiekolwiek zmiany, ale cierpliwość mi
    się wyczerpuje i wolę coś wymyślić ZANIM mi się ona wyczerpie.

    > A następnie zapłać żonie i teściowej za jej pracę w domu (podobno
    > praca sprzątaczki i niani to razem około 3 tysięcy - wychodzi
    > więcej niż wyimaginowane dochody Twojej żony, których nie
    > osiągnęła.)

    Nianią to moja żona może być od 12 dni. Przez 14 miesięcy pracy po 2h dziennie
    nad sprzątaniem i gotowaniem, przy założeniu, że w miesiącu są 22 dni robocze (w
    weekendy robiliśmy to wspólnie) a za taką pracę należy się 10 PLN za godzinę,
    "zarobiłaby" ok. 6 200 PLN. Nijak się to nie ma do tego, co by zarobiła, gdyby
    poszła do pracy. Posiadanie gospodyni zamiast pracującej żony w naszym wypadku
    się nie kalkuluje. Jak by nie liczyć.

    > Czasem odnoszę wrażenie, że Ty się na żonie teraz mścisz i
    > odgrywasz za ten czas niepracowania, bo uważasz,że za duzo
    > pozwalała sobie w ciąży, a że teraz już nie jest to można sobie na
    > niej pofolgować.

    Mylisz się. Ja nie zamierzam jej teraz gonić do roboty. Ja chcę, żeby zmieniła
    się jej postawa, żeby zaczęła myśleć o przyszłości a nie zadowalać się taką
    bylejakością, jaką mamy teraz. Tu nie o same pieniądze chodzi, tylko o postawę
    żony. Chodzi o to, by to założenie o moim pójściu na urlop wychowawczy było
    możliwe do zrealizowania. Przy aktualnej postawie żony jest niemożliwe.
  • amb25 10.03.09, 17:38
    hej, a moze nasz Krzys sobie te historie wymyslil, bo jest temat do
    nowej dyskusji, bo ja nie wierze, zeby normalny czlowiek gonil
    kobiete w zaawansowanej ciazy i w pologu do pracy. A wydawalo mi
    sie, ze on ma w miare zdrowe poglady :)
    Lis to sprytne stworzonko.
  • vienetta 10.03.09, 17:39
    Odsłonił swoje prawdziwe oblicze:)
  • moreno68 10.03.09, 17:42
    Jego żona o takiej ni słyszała i teraz ma;)Takiego lisia obiboka
    Krzysia;)
  • jagodzianka05 18.03.09, 10:52
    Pracowałam od 19 roku życia, skończyłam ponoć "marne studia" pedagogikę, po
    porodzie straciłam pracę w szkole , razem podjeliśmy decyzję że znajdę nową po
    kilku miesiącach.Mąż pracował dosyć cięzko ale wciąż brakowało, wysyłałam
    podania ale tak naprawdę modliłam się żeby nie odpowiedzieli... nie dlatego że
    mi się nie chciało lub bo miałam złe nastawienie tylko po prostu pokochałam moje
    dziecko całym sercem, wiedziałam że przez pewien czas ja dla niego będę
    naj...potrzebniejsza-naj lepsza naj ukochańsza itp...
    Mąż to zrozumiał sam też tak myślał..
    Mąż zmienił pracę na baaardzo ciężką , po 10 godzin, lepiej płatną fizyczną
    Czy kiedyś się skarżył?
    Tak na bolące plecy, bolesne przetarcia na rękach, przemarznięcie, ale...NIGDY
    nie usłyszałam że nie ruszam tyłka do pracy, że nie robię tego czy tamtego w
    domu a bywało różnie choć bardzo się starałam.
    Ale usłyszałam za to że Jagoda cudownie się rozwija, jest nad wiek rozwinięta MA
    UMIEJĘTNOŚCI WYPRZEDZAJĄCE RÓWIEŚNIKÓW ...
    Mąż JEST DUMNY.
    Wiem jest mu ciężko ale oboje wiemy że taka sytuacja potrwa już niedługo, bo
    istnieje przedszkole, że za jakiś czas wyjdziemy wreszcie sami, że się zabawimy,
    że on zmieni stare auto na wymarzone za jakiś czas.
    My wiemy że tak będzie.
    Czekamy na to patrząc na naszą córkę, jak wspaniale rośnie, każde z nas wkłada w
    to wile z siebie, takie jest życie i na wszystko przyjdzie odpowiedni czas, są
    rzeczy ważne i ważniejsze.
    Ale nie kazdemu jest dane być mądrym odpowiedzialnym człowiekiem, mającym taką
    hierarchię wartości,gdzie rodzina jest najważniejsza
  • krzysztof-lis 18.03.09, 20:30
    > Ale nie kazdemu jest dane być mądrym odpowiedzialnym człowiekiem,
    > mającym taką hierarchię wartości,gdzie rodzina jest najważniejsza

    Jagodzianko, przeczytaj raz jeszcze cały wątek (albo choćby moją pierwszą
    wypowiedź) i zastanów się, czy na pewno chodzi mi o sytuację, jaką Ty opisujesz.
    Czy może o "trochę" inną, w której siedzenie w domu mojej żony nie było
    uzasadnione ani wychowywaniem dziecka ani kłopotami zdrowotnymi w ciąży.

    Ale rozumiem, że i rodzina składająca się z leniwej żony powinna być najważniejsza.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 17:50
    > hej, a moze nasz Krzys sobie te historie wymyslil,

    Fajnie by było, naprawdę.

    > nie wierze, zeby normalny czlowiek gonil kobiete w zaawansowanej
    > ciazy i w pologu do pracy.

    Aleście się uparły na ten połóg i zaawansowaną ciążę. Przypominam, że chodzi o
    okres trwający 14 miesięcy.
  • moreno68 10.03.09, 17:57
    Jeżeli tak liczysz przyszłe zyski ....jak te 14 miesięcy sprawoności
    żony do pracy to już widać ze orłem z matematyki nie jesteś.
    Umawiałeś się z żoną przed ciążą , że 12 dni po urodzniu dziecka
    będzie pracować;)
    Bo jeśli nie umawialiście się tak wcześniej to skąd wiesz ,że tak
    być powinno.
    Może jeszcze lepiej było ustalić to przed ślubem?wtedy miałbyś
    jasność sytuacji?

    Wszak usta umowa i jej dotrzymywanie to Twoja super recepta na
    problamy innych.Czemu nie działa u Ciebie?
    Naprawdę zapomniałeś uzgodnic to przed ślubem albo chociaż przed
    ciążą?..Trudno uwierzyć;)
  • denay 10.03.09, 17:59
    ostatnie 14 m-cy
    w trakcie których 9 m-cy Twoja żona byla w ciązy
    żeby nie zapomnieć o 12 dniach od porodu...
    czyli w sumie około pół roku wychodzi.

    Szczerze mówiąc to nikt Ci nie poda prawdy objawionej
    żeby mieć pełny obraz to trzeba dwóch stron wysłuchać
    I być może od Twojej ślubnej usłyszelibyśmy
    zupełnie inną wersję wydarzeń niż Ty raczysz opisywać.

    Jedno co widzę w tym co piszesz...
    Podobną sytuację sama znam z autopsji.
    Net to net, więc bez szczegółów.
    Mozesz mi wierzyć, możesz i nie
    ale Twoje podejście - bez zwracania życzliwej
    uwagi na partnera i usiłowanie dopasowania go do własnych wizji
    tylko i wyłącznie na własnych zasadach
    to równia pochyła...
    Prawdopodobnie Twoja żona pewnie będzie stawała okoniem, a
    jednocześnie obiecywała, chociaż i tak dalej będzie robiła swoje.
    Ty będziesz coraz bardziej sfrustrowany, że taka ona
    śmaka owaka, nie docenia Twoich wysiłków, że to przecież
    "dla naszego dobra"...
    A ona po prostu będzie broniła siebie, własnego ja
    (jakiekolwiek by ono nie było), usiłując nie dopuścić
    do zmian, od których Ty uzależniasz dalsze "być/nie-być"
    aż się możesz - czego w zasadzie nie życzę, obudzić
    z ręką w nocniku.
    I zupełnie szczerze - skoro nie chcesz się rozwodzić
    chcesz mieć rodzinę
    to poszukaj dobrego terapeuty.
    Czasami od środka żadna ze stron problemu nie widzi...


    --
    Wściekła koza...
    "Prawda jest córą czasu poczętą w przypadkowym i krótkotrwałym
    romansie ze zbiegiem okoliczności" (A.Sapkowski)
  • miacasa 10.03.09, 18:07
    To po jakiego grzyba płodziłaś długotrwale bezrobotnej, niezaradnej,
    bluszczowatej kobiecie dziecko?
    Zapewniam cię, że twoja wizja posiadania dużej ilości czasu na robienie stron
    internetowych podczas urlopu wychowawczego jest jeszcze bardziej utopijna niż
    wizja doradcy finansowego twojej żony. Wasze dziecko to noworodek, który je, śpi
    i wymaga zmiany pieluchy. Już za dwa tygodnie rozpoczniecie ciekawy etap kolek
    związany z niedojrzałością przewodu pokarmowego. Maraton wielogodzinnych
    wieczorno-nocnych wrzasków, brak snu, potworne zmęczenie i huśtawka nastrojów
    żony jeszcze przed tobą. Obawiam się, że nie podołasz tej sytuacji, brakuje ci
    siły, dystansu i pokory.
  • verdana 10.03.09, 18:15
    I jak wyliczyłeś te 10 tysiecy, ktore stracileś? Te 10 tysiecy
    najwyzej straciliscie oboje, chyba że uwazasz, ze masz prawo
    zabierac zonie całą kase - czyli stracileś najwyżej 5 tysiecy...
    % tysiecy to niecałe 500 zł. miesiecznie - wiesz co? Jak Ci tak
    straszliwie żal pieniedzy, to dlaczego chcesz iść na wychowawczy,
    zeby zona Cię utrzymywała - lepiej dajcie dziecko do źłobka i
    pracujcie oboje.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • krzysztof-lis 10.03.09, 19:15
    > I jak wyliczyłeś te 10 tysiecy, ktore stracileś?

    Ja wyliczyłem 30 000, które straciliśMY.

    > Jak Ci tak straszliwie żal pieniedzy, to dlaczego chcesz iść na
    > wychowawczy, zeby zona Cię utrzymywała - lepiej dajcie dziecko do
    > źłobka i pracujcie oboje.

    Pieniądze nie są dla mnie celem samym w sobie. Chcę za jakiś czas zostawić w
    cholerę etat i urlop wychowawczy jest doskonałym momentem do tego.

    Tak, jak napisałem -- żona nie będzie mnie utrzymywać. Już teraz mógłbym z
    powodzeniem rzucić robotę, gdyby ona dokładała do wspólnych pieniędzy tyle, ile
    ja zarabiam z internetu.
  • kklekss 10.03.09, 19:21
    A gdzie miłość do żony i do dziecka ? Ty nie wiesz co to jest
    rodzina i niepotrzebnie ją zakładałeś .Nie dorosłeś do tego.Smutne ,
    że widzisz tylko kasę , przeciez całe życie przed tobą i co
    dalej?????????? Będziesz żył w/g jakiegoś planu , dzieciom też
    ułożysz jakiś plan.Rozpisz swoje życie na kartce i żyj w/g planu.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 19:26
    > A gdzie miłość do żony i do dziecka ?

    Nie rozumiem, w jaki sposób moja postawa wyklucza miłość do żony i do dziecka?

    > Ty nie wiesz co to jest rodzina i niepotrzebnie ją zakładałeś .Nie
    > dorosłeś do tego.Smutne , że widzisz tylko kasę , przeciez całe
    > życie przed tobą i co dalej?????????? Będziesz żył w/g jakiegoś
    > planu , dzieciom też ułożysz jakiś plan.

    Abstrahując od tego, czy się z tym zgadzam, czy nie -- taka wypowiedź mi w
    niczym nie pomaga.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 19:13
    > To po jakiego grzyba płodziłaś długotrwale bezrobotnej, niezaradnej,
    > bluszczowatej kobiecie dziecko?

    W maju zeszłego roku nie wyglądała na długotrwale bezrobotną, niezaradną i
    bluszczowatą. Zresztą o dziecko staraliśmy się kilka miesięcy.

    > Obawiam się, że nie podołasz tej sytuacji, brakuje ci siły,
    > dystansu i pokory.

    Niewykluczone, że masz rację.
  • verdana 10.03.09, 19:32
    Powtarzasz jak manre "To mi nie pomaga". człowieku, jestes podobno
    dorosly - nie rozumiesz, ze nic ci nie pomoze? Marzysz o domu i
    wysokich dochodach, a masz mentalność 13-latka - sadzisz, ze ktos ci
    te pieniadze zarobi, że masz dziecko, ale to nie powinno wplynąć na
    zdolność zarobkowania Twojej żony, ze masz dziecko, ale zajmowanie
    sie nim, to w ogole nie jest żadna praca, bo dziecku niczego procz
    jedzenia i przewijania nie potrzeba.
    Powim Ci cos, co Ci na pewno nie pomoże - jestes niedojrzay, za
    wczesnie się ozenileś, za wczesnie miales dziecko. Domu nie
    postawisz, choćby żona zaharowala sie na śmierć, dziecko zmarnujesz.
    A nawet, jak sie rozwiedziesz, to nic nie zyskasz - bedziesz mosiał
    placic alimenty.
    Czyli - albo sam sobie pomozesz, weźmiesz się do pracy, pozwolisz
    zonie odpocząć po porodzie, nie będziesz chciał stawiac domu nie
    majac kasy, albo wlasnie zmarnowałeś sobie zycie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • krzysztof-lis 10.03.09, 19:53
    > Powtarzasz jak manre "To mi nie pomaga".

    Nie pomaga mi to, że piszecie, że jestem niedojrzały.

    Tak jak mojej żony nie zachęca do wysiłku awantura o to, że nic nie robi.

    > Czyli - albo sam sobie pomozesz, weźmiesz się do pracy,

    Co konkretnie masz przez to na myśli?

    > sadzisz, ze (...) masz dziecko, ale to nie powinno wplynąć na
    > zdolność zarobkowania Twojej żony,

    Nie w stopniu, który uniemożliwiłby jej przez 14 miesięcy zarobienie dających
    się zauważyć pieniędzy.
  • mama-cudownego-misia 11.03.09, 15:55
    Ubawiłam się setnie i pozwolę sobie jednak być niekonstruktywna. Mam nadzieję,
    że ona Cię puści w skarpetkach i znajdzie sobie kogoś dojrzałego. Obawiam sie,
    że tu sprawa jest przegrana, ale nie z winy żony, która najpierw pracy znaleźć
    nie mogła, potem nie zarabiała tyle, ile zaplanowaliście, a teraz się nie daje w
    miesiąc po cesarce wykopać do pracy. Wina leży tu po stronie nieprzemakalnego na
    argumenty i roszczeniowego egocentryka o dziwacznych i mocno usztywnionych
    priorytetach, który uważa, że cały świat się powinien dostosować do jego
    oczekiwań. Ułatw kobiecie zadanie i weź się rozwiedź, zamiast jej głowę zawracać.
    A jak nie, to idź do psychologa, może on coś pomoże...
    --
    Miś
    Panoramy Wrocławia, zdjęcia mojegoautorstwa :-)
  • kicia031 11.03.09, 16:41
    ona Cię puści w skarpetkach

    No wlasnie, bo dopoki dziecko nie skonczy 3 lat, to matka swobodnie
    moze ubiegac sie rowniez o alimenty na siebie, zwlaszcza jesli
    dodatkowo studiuje. Sama pobieralam alimenty na siebie w takich
    okolicznosciach, i rozwod nie jest do tego niezbedny.
    --
    Being the change you want to see

    Wiedźmowo
  • martabmw 10.03.09, 20:50
    Zapewniam cię, że twoja wizja posiadania dużej ilości czasu na robienie stron
    > internetowych podczas urlopu wychowawczego jest jeszcze bardziej utopijna niż
    > wizja doradcy finansowego twojej żony.

    bingo... pan zrezygnuje z etatu, założy działalność, będzie zarabiał na
    stronkach, wózek postawi przy kompie, coby niemowlę pobujać. Za pół roku
    poczytamy posty znerwicowanej żony, że mąż chyba pracoholik;)
  • musiavicky 10.03.09, 20:58
    jesli chodzi o te 14 miesiecy ktore byly to po jaka cholere sie nad
    tym rozczulasz teraz kiedy wlasnie rozpoczal sie nowy , cudowny etap
    w waszym zycie. poco teraz w tym momencie stresujesz zona. BADZ
    MEZCZYZNA( facetem z j..) i nie rozczulaj sie nad soba. ciesz sie ze
    macie co jesc urodzilo wam sie zdrowe dziecko. pozwol zonie
    dorosnac. mnie sie noz w kieszeni otwiera jak czytam te twoje
    teksty. poczatek malzenstwa, 14 miesiecy biedaczyna musial na zone
    pracowac. juz zapomniales co przyzekales przed oltarzem. partnerswo
    partnerswtem ale to nie ty byles 9 miesiecy w ciazy!!!!!!!!!!!!!!!!!
    liczysz na to ze ci ktos pomoze ze poradzi ale jak widac ze nikt nie
    jest w stanie ci doradzic bo nikt sie z toba nie zgadza. i to juz
    powinno dac ci do myslenia. otrzasnij sie i nie rob niczego za
    wszelka cene. piszesz ze ty tak sobie wyorbarzasz zycie a pytales
    zony jak ona to sobie wyobraza? nie wszytko da sie przeliczyc na
    pieniadze, nie wszytko ma realna wartosc. Ludzie dlugie lata buduja
    dom dochodza do wszystkiego a ty sobie cos ubzdurales. zaplanowales.
    Rany dorosniej. jestes dlowa rodziny i twoim obowiazkeim jest
    zepewnienie bytu. ja nie wierze w ta twoja wersje partnerstwa bo
    napisales ze ojciec i matka zony pracuja , matka zajmuje sie domem a
    to jest sytuacja 100 % sielankowa!!!!!!!!!!!!!!!!smieszny
    jestes!!!!!!
  • krzysztof-lis 10.03.09, 21:12
    > jesli chodzi o te 14 miesiecy ktore byly to po jaka cholere sie nad
    > tym rozczulasz teraz kiedy wlasnie rozpoczal sie nowy , cudowny etap
    > w waszym zycie.

    O rany, tak się złożyło, że teraz nastąpiło to zmęczenie materiału. Przecież nie
    robię tego celowo w momencie, w którym wprowadzenie jakichkolwiek zmian jest
    trudniejsze, niż kiedykolwiek było czy będzie.

    > jak widac ze nikt nie jest w stanie ci doradzic bo nikt sie z toba
    > nie zgadza. i to juz powinno dac ci do myslenia.

    Nie jest aż tak źle, że NIKT się ze mną nie zgadza.

    Zresztą nie spodziewałem się głaskania po główce ze strony kobiet, które dość
    wybiórczo traktują zagadnienia związane z równouprawnieniem w związku.

    > piszesz ze ty tak sobie wyorbarzasz zycie a pytales zony jak ona
    > to sobie wyobraza?

    W sytuacji, w której konkretne plany dotyczące mojego odejścia z pracy na urlop
    wychowawczy snujemy wspólnie, można powiedzieć, że tak.

    > Rany dorosniej. jestes dlowa rodziny i twoim obowiazkeim jest
    > zepewnienie bytu.

    To prawda. Co nie zmienia faktu, że czuję się z tym źle.

    Podobnie obowiązkiem niepracującej kobiety jest opiekowanie się dzieckiem i
    domem, a wątków z marudzeniem na ten temat jest tu sporo.

    > ja nie wierze w ta twoja wersje partnerstwa bo napisales ze ojciec
    > i matka zony pracuja , matka zajmuje sie domem a to jest sytuacja
    > 100 % sielankowa!!!!!!!!!!!!!!!!smieszny jestes!!!!!!

    Przecież nie napisałem, że tak ma wyglądać moje małżeństwo, prawda? To byłaby
    sielanka, ale nawet o takim wariancie nie marzę.
  • brak.polskich.liter 10.03.09, 19:34
    Interesujace... Nie tak dawno temu lansowales zgola inny poglad na kwestie
    odpowiedzialnosci finansowej i motywacji w pozyskiwaniu pieniedzy, gdy ma sie
    male dziecko w perspektywie. Poniewaz to, co wtedy napisales, brzmialo dosc
    sensownie, zastanawiam sie, skad taka radykalna zmiana rozmaitych koncepcji?
    Tylko, pliz, nie pisz, ze ta zmiana to dlatego, ze z malzonki nagle wyszedl
    bluszcz i meduza.

    "Z drugiej strony przyznać trzeba, że gdy się ma dziecko, ma się większą
    motywację, by zarabiać pieniądze, niż gdy się go nie ma. Na moim przykładzie,
    nie mam motywacji by napisać pracę dyplomową. Motywację bym miał, gdybym miał
    dziecko w drodze i wiedział, że za pół roku muszę mieć lepszą pracę, bo będę
    potrzebować więcej pieniędzy."

    Swiete slowa, swiete slowa. W zwiazku z tym mam pytanie - co z ta zmiana pracy
    na lepiej platna? Pomysl upadl? To byloby jakies rozwiazanie Twoich problemow -
    ktore, zreszta, sam zaproponowales poltora roku temu.
    Sorry, ze odswiezylam Ci pamiec, ale slowa napisane na forum maja te wlasnosc,
    ze nie znikaja.

    --
    <kocia> kochanie, jak szybko stracić 20 kg?
    <kamil> utnij sobie noge.
  • kklekss 10.03.09, 19:53
    A tu nie chodzi o dziecko i jego potrzeby ale o urlop wychowawczy
    dla 'tatusia'.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 19:58
    > A tu nie chodzi o dziecko i jego potrzeby ale o urlop wychowawczy
    > dla 'tatusia'.

    Tak -- tu chodzi o to, by ten cel jakim jest rzucenie etatu, osiągnąć wcześniej.
  • brak.polskich.liter 10.03.09, 20:00
    No, sam tatus circa about poltora roku temu inaczej spiewal - vide
    zamieszczony cytacik.
    Ale coz - okolicznosci przyrody sie zmienily - i spiewka wraz z nimi, najwyrazniej.
    Z grzecznosci nie zapytam o te prace dyplomowa, ktorej motywatorem mialo byc
    rowniez dziecko w drodze...

    --
    <kocia> kochanie, jak szybko stracić 20 kg?
    <kamil> utnij sobie noge.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 20:53
    > Z grzecznosci nie zapytam o te prace dyplomowa, ktorej motywatorem
    > mialo byc rowniez dziecko w drodze...

    Praca dyplomowa się obroniła półtora roku temu, we wrześniu 2007. :)

    Ale do dziś dyplomu z uczelni nie odebrałem, bo do niczego nie jest mi
    potrzebny. Jak będzie potrzebny, to po niego pojadę.

  • krzysztof-lis 10.03.09, 19:57
    > Interesujace... Nie tak dawno temu lansowales zgola inny poglad na
    > kwestie odpowiedzialnosci finansowej i motywacji w pozyskiwaniu
    > pieniedzy, gdy ma sie male dziecko w perspektywie. Poniewaz to, co
    > wtedy napisales, brzmialo dosc sensownie, zastanawiam sie, skad
    > taka radykalna zmiana rozmaitych koncepcji? (...)
    >
    > "Z drugiej strony przyznać trzeba, że gdy się ma dziecko, ma się
    > większą motywację, by zarabiać pieniądze, niż gdy się go nie ma.
    > Na moim przykładzie, nie mam motywacji by napisać pracę dyplomową.
    > Motywację bym miał, gdybym miał dziecko w drodze i wiedział, że za
    > pół roku muszę mieć lepszą pracę, bo będę potrzebować więcej
    > pieniędzy."
    >
    > Swiete slowa, swiete slowa. W zwiazku z tym mam pytanie - co z ta
    > zmiana pracy na lepiej platna? Pomysl upadl? To byloby jakies
    > rozwiazanie Twoich problemow - ktore, zreszta, sam zaproponowales
    > poltora roku temu.
    > Sorry, ze odswiezylam Ci pamiec, ale slowa napisane na forum maja
    > te wlasnosc, ze nie znikaja.

    Nie przepraszaj, bo nie ma za co. Sytuacja trochę różni się od tej, o której
    wtedy pisałem.

    Póki co moje dzisiejsze zarobki wystarczą na utrzymanie domu i rodziny. Chęć
    osiągnięcia wolności finansowej (czyli tych zarobków z internetu) i budowy domu
    nie jest aż tak wielka, by zaharowywać się na śmierć i pracować więcej niż do
    tej pory. Albo żeby szukać innej, lepiej płatnej pracy.

    Dlatego jej nie szukam.

    Ale może rzeczywiście masz rację, może powinienem żonie dać tyle czasu, ile
    będzie potrzeba a dopiero potem przykręcić śrubę. ;) Z drugiej strony chcemy
    mieć trójkę dzieci, więc to "potem" wypadnie lekko licząc za jakieś 6-10 lat...
  • brak.polskich.liter 10.03.09, 20:12
    Yyy, chyba nikt nie proponowal "zaharowania sie na smierc" ani niczego w tym
    guscie. Ot, skoro aktualna sytuacja finansowa nam nie odpowiada (bo chcemy kupic
    wieksza chalupe, bo mamy dziecko, ktore generuje koszty, bo mamy w planie wiecej
    takich generatorow, whatever) robimy cos, zeby te sytuacje zmienic na lepsza -
    bardziej nam odpowiadajaca. Oczywiste i normalne, IMHO.
    Lepiej platna praca to niekoniecznie praca w _wyzszym_ wymiarze godzin i
    niekoniecznie na etat, to tak na marginesie.

    Poniewaz w ilus-tam-postach narzekasz na aktualna sytuacje polaczona z
    biernoscia malzonki, totez zaproponowalam cos, co moglbys zrobic TY SAM,
    niezaleznie od zony, celem poprawy wlasnej sytuacji. A teraz Ty z kolei
    twierdzisz, ze w zasadzie to problemu nie ma, bo nie jest az tak zle i potrzeby
    zmieniania czegokolwiek tez w zasadzie nie ma...
    W zwiazku z czym mam propozycje: facet, okresl sie.

    --
    <kocia> kochanie, jak szybko stracić 20 kg?
    <kamil> utnij sobie noge.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 21:00
    > Yyy, chyba nikt nie proponowal "zaharowania sie na smierc" ani
    > niczego w tym guscie.

    Nie, naturalnie. :)

    Tyle tylko, że czuję się przytłoczony tą odpowiedzialnością za rodzinę i
    zastanawiam się, dlaczego tylko ja mam pracować aby zrealizować nasze wspólne cele?

    > Ot, skoro aktualna sytuacja finansowa nam nie odpowiada (...)
    > robimy cos, zeby te sytuacje zmienic na lepsza - bardziej nam
    > odpowiadajaca.

    Dokładnie to chcę osiągnąć. Tyle tylko, że zachęcając żonę do zarabiania
    pieniędzy a nie samemu szukając dodatkowych źródeł pieniędzy, z powodu opisanego
    wyżej.

    > teraz Ty z kolei twierdzisz, ze w zasadzie to problemu nie ma, bo
    > nie jest az tak zle i potrzeby zmieniania czegokolwiek tez w
    > zasadzie nie ma...

    Zaraz zaraz...

    Tak naprawdę to nie ma potrzeby zmieniania czegokolwiek. Mamy gdzie mieszkać.
    Nie musimy budować domu. Na utrzymanie nas stać i jeszcze trochę zostaje. Status
    quo da się utrzymać. W zacytowanym przez Ciebie fragmencie odnosiłem się do
    sytuacji, w której sytuacja zmienia się do tego stopnia, że trzeba pracować
    więcej. Gdyby nagle z jakiś przyczyn okazało się, że MUSIMY mieć więcej
    pieniędzy a żona nie może pójść do pracy, to bym zacisnął zęby i pracował
    więcej, lepiej, zarabiał więcej, itd.

    Tymczasem czuję, że moja żona mogłaby zarabiać pieniądze, gdyby tylko chciała.
    Mogłaby robić to w sposób, który by nie kolidował z wychowaniem dziecka. Bo nie
    uważam, by wygospodarowanie dwóch czy trzech dni w tygodniu przez matkę na pracę
    byłby jakąś krzywdą dla niego. Tak teraz jak i w perspektywie kilku lat. Okazuje
    się jednak, że żonie jest dobrze tak jak jest -- i ta postawa mi się nie podoba.
    Tę postawę chcę zmienić.
  • chicarica 11.03.09, 09:20
    Czy ty normalny jesteś? W 12, no faktycznie - dzisiaj już 13 ;) - dni po
    urodzeniu dziecka żona ma wygospodarować czas na pracę nie kolidującą z
    wychowaniem dziecka? Facet, ty nie możesz być prawdziwy, przyznaj się, jesteś
    projektem internetowym...
    --
    Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
    Forum Avon
  • krzysztof-lis 11.03.09, 09:52
    > Czy ty normalny jesteś? W 12, no faktycznie - dzisiaj już 13 ;) -
    > dni po urodzeniu dziecka żona ma wygospodarować czas na pracę nie
    > kolidującą z wychowaniem dziecka?

    Tak się zastanawiam, ile razy będę jeszcze w tym wątku tłumaczyć, że nie jestem
    wielbłądem.

    Moja frustracja bierze się z tego, że żona od 14 miesięcy nie przyniosła
    zauważalnych pieniędzy do domu. Nie oczekuję, że pójdzie do pracy teraz, choć
    mam nadzieję, że stanie się to tak szybko, jak tylko to możliwe. Jeśli nie,
    potem będzie jej w ogóle trudno cokolwiek zarobić.
  • attiya 11.03.09, 10:47
    krzysztof-lis napisał:
    >
    > Tymczasem czuję, że moja żona mogłaby zarabiać pieniądze, gdyby tylko chciała.
    > Mogłaby robić to w sposób, który by nie kolidował z wychowaniem dziecka. Bo nie
    > uważam, by wygospodarowanie dwóch czy trzech dni w tygodniu przez matkę na prac
    > ę
    > byłby jakąś krzywdą dla niego. Tak teraz jak i w perspektywie kilku lat. Okazuj
    > e
    > się jednak, że żonie jest dobrze tak jak jest -- i ta postawa mi się nie podoba
    > .
    > Tę postawę chcę zmienić.
    no dobra - łapię - w takim razie daj żonie kilka tygodni na odpoczynek po
    porodzie, na dojście do siebie, ot taki czas, żeby przyzwyczaiła sie, że
    sytuacja zmieniła sie. Dopiero później pogadaj z nią, że wydatki sie zwiększyły,
    ze potrzeby rosną, zycie jest coraz drozsze, czy i ona ma zamiar coś w tej
    sytuacji zmienić? Czy na początku nie zechciałaby wrócic do pracy na kilka
    godizn w tygodniu, później dobrze byłoby zwiększyc tę liczbę godzin - powoli.
    Za każdym razem gdy placisz za prąd, wodę, scieki, czynsz, telefony, internet
    pokazuj jej rachunki. Gdy chce kupic cos sobie mów ze wszystko kosztuje - moze
    to nie najlepszy pomysł - ale moze zadziała.
    --
    Proszę o klikanie :-)
    www.rosniemyrazem.pl/competition_details.php?id=371&cat=ab
  • chicarica 11.03.09, 11:06
    Nie wiem tylko jak ten gościu chce mieć trójkę dzieci i oprócz tego ma ambitne
    plany typu firma, budowa domu, skoro na razie problemy są przy jednym dziecku i
    to dopiero co narodzonym. Trójka dzieci to kolejne ciąże i urlopy macierzyńskie
    żony, on chyba sobie nie wyobraża, że żona w ciąży i z maleńkimi dziećmi przy
    piersi będzie prężnie prowadzić tipsiarnię?
    --
    Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
    Forum Avon
  • rumpa 10.03.09, 21:19
    hehe, dawno nie pisałam, ale nie wytrzymałam...
    drogie panie, nie zapominajcie że Krzysztof jest 25 letnim
    inżynierem.
    No jak sie miał pochwalić że został ojcem? prawdę mówiac czegos
    takiego oczekiwałam :)))
    gdyby to był wygadany romantyczny humanista, ale mamy do czynienia z
    geekiem, tak się to nazywa?
    mnie tamn wręcz czasem wzrusza choc czasem i irytuje, jak wszystko
    chce skontrolować, dobrze ustawić itd... jakby chcial siebie
    zapewnić, że wszystko przewidział, jasno powiedział, sprecyzował,
    nie skłamał, jest w porzadku, przyszłość jest opanowana ( żeśmy
    wzielismy kontrakt dogadalismy) i bezpieczna.
    Oczywiście dupa z tego ale tego sie musi jeszcze nauczyć, dajcie
    spokój, ma 25 lat i uczyć się chce.A skoro od lat głównie siedzi
    przed kompem, to skąd ma to wiedzieć?
    Co do pracy żony, to dociera do mnie że ma problem bo babka te 5
    miesięcy przed ciążą nie pracowała, a nie że ma natychmiast lecieć
    do pracy...
    sama wiele lat nie pracowałam, mój mąż na tym tle dorobił się
    nadcisnienia - strach przed utrata pracy jest naturalny, strach, co
    będzie jak jemu coś się stanie - też...
    Tyle że teraz to nie najlepszy moment...na obgadywanie tego z
    żoną...
    poglądy na karmienie piersią - kuriozalne, jux od czasów
    eksperymentu Fryca wielkiego bodajże wiadomo, jak na dziecko wpływa
    przytulanie i bliski kontakt z ciałem matki - ciagle pamietam
    rozkosz, jaką jest przytulanie maleńkiego ciałeczka do piersi,
    gołego albo zapobiegliwie w pieluszce. Ile godzin spędziłam po
    prostu rozkoszując sie tym - chwilo trwaj - niestety skończyła się
    za szybko :((( czas tak szybko płynie...
    żeby było jasne, a propos lęków o seks - ja byłam z tych co już
    tydzień po porodzie miały ochotę, ale...ale...uczucie jakiego
    doświadczałam przytulając maluszka do nagiego ciała - to był kosmos,
    orbitowałam.
    co do zaś optymistycznych wyobrażeń o pracy na urlopie ojcowskim -
    wiesz Krzysztof, rozkoszuj się bezproblemowym noworodkiem. Niedługo
    zaczną się kolki, ząbki, wielogodzinne spacery - a zapewniam cie że
    jest masa dzieci co bez pudła rozpoznają czy są wożone czy kołysane
    nogą ( jakbys sobie wyobrażał że z laptopikiem w parku...) i w tym
    drugim wypadku wściekle protestują - miałam i taki i taki
    egzemplarz, starszego w ogóle musiałam nosić jak nie spał, bo furii
    dostawał że widzi tylko niebo i gałęzie, młodszemu ten widok
    wystarczał w zupełnosci,ilośc snu też się zmniejsza piorunująco,
    gotujesz obiadek i gadasz, sprzątasz i gadasz, potem siedzenie
    chodzenie
    pracowałam i po 12 godzin dziennie, ale nigdy nie byłam tak zmęczona
    jak "siedząc" z dzieckiem w domu - pod wieczór zdarzało się że po
    prostu patrzyłam tępo w scianę - totalne wyplucie - ale moje dziecko
    starsze było z tych co ADHD miało już w brzuchu - jak tylko nauczył
    się stać, usiłował wyskoczyć z kojca i prawie mu sie udało - znaczy
    złapałam w ostatniej chwili
    może się zdarzyć Krzysztof, że za parę miesięcy będziesz błogosławił
    nieruchawośc biznesową żony - zwłasza jak znajdziesz sobie ciekawszy
    etat i z ulga zamkniesz drzwi za dzieckiem cierpiacym trzeci tydzień
    bo ta cholerna pierwsza jedynka nie chce wyjść, zapryszczona buzia,
    katar, gorączka i żałosny płacz, popuchniete dziąsełka, które trzeba
    masować zimną grzechotką ... mówię ci luz blus
    I jeszcze jedno - Twoja żona 12 dnia po porodzie, o ile dobrze
    zrozumiałam pojechała do klientki. Człowieku, czego Ty chcesz?
    To buldożer nie kobieta :)))
    12 dni po porodzie to w jednym wypadku miałam 40 stopni gorączki z
    powodu zaczopowania się kanalika mlecznego, a w drugim - osłabiona
    cukrzycą i anemią - ledwo stałam na nogach i dojście do kibla 5m
    było problemem.
    Chyba jej nie doceniasz, naprawdę...

  • krzysztof-lis 10.03.09, 21:29
    > No jak sie miał pochwalić że został ojcem? prawdę mówiac czegos
    > takiego oczekiwałam :)))

    Dokładnie celem tamtego wątku było pochwalenie się, ale co tam. I tak nikt nie
    uwierzy. ;)

    > wszystko chce skontrolować, dobrze ustawić itd... jakby chcial
    > siebie zapewnić, że wszystko przewidział, jasno powiedział,
    > sprecyzował, nie skłamał, jest w porzadku, przyszłość jest
    > opanowana ( żeśmy wzielismy kontrakt dogadalismy) i bezpieczna.

    Masz rację -- nie jestem człowiekiem, który dobrze radzi sobie w nowych,
    nieznanych sytuacjach. Wolę mieć wszystko rozplanowane -- co mam zrobić, kiedy,
    gdzie i JAK.

    > Co do pracy żony, to dociera do mnie że ma problem bo babka te 5
    > miesięcy przed ciążą nie pracowała, a nie że ma natychmiast lecieć
    > do pracy...

    Przez moment miałem wrażenie, że nie wyartykułowałem problemu we właściwy sposób...

    > co do zaś optymistycznych wyobrażeń o pracy na urlopie ojcowskim -
    > wiesz Krzysztof, rozkoszuj się bezproblemowym noworodkiem.

    Dziękuję za pocieszenie. ;) Wydaje mi się po prostu, że w ciągu 10 h siedzenia z
    dzieckiem znajdę więcej czasu na pracę w internecie niż w ciągu 10 h siedzenia w
    pracy, ale może sam siebie okłamuję?

    > I jeszcze jedno - Twoja żona 12 dnia po porodzie, o ile dobrze
    > zrozumiałam pojechała do klientki. Człowieku, czego Ty chcesz?
    > To buldożer nie kobieta :)))

    Super byłoby, gdybym nie musiał być kierowcą tego buldożera. ;) O to tylko chodzi.

    > Chyba jej nie doceniasz, naprawdę...

    To też jest całkiem niewykluczone.

    Za jakiś czas pokażę jej ten wątek, co by powiedziała (napisała może?), jak ona
    sprawę widzi.
  • rumpa 10.03.09, 22:48
    Masz rację -- nie jestem człowiekiem, który dobrze radzi sobie w
    nowych,
    > nieznanych sytuacjach. Wolę mieć wszystko rozplanowane -- co mam
    zrobić, kiedy,
    > gdzie i JAK.


    Super byłoby, gdybym nie musiał być kierowcą tego buldożera. ;) O
    to tylko chod
    > zi.


    albo wóz albo przewóz - przecież taki buldożer nie kierowany mógłby
    zboczyć z jedynie słusznej drogi :)))
    zaskoczyć czymś :)))
    naprawdę, to nie jest przypadek że poślubiłeś tę właśnie kobietę
    :)))
    przecież ona doskonale do Ciebie pasuje
    a że masz taki męczący dla samego siebie charakter to już naprawdę
    nie jej wina
    może nieco zluzuj kontrolę, może jakaś terapia, skąd ci sie biorą te
    trudności, pamietasz jak napisałeś że tobie komp nie zaszkodził mimo
    że dużo czasu przy nim spędzasz? nie jest to tak do końca jasne,
    może zabrał ci czas w którym mógłbyś poćwiczyć - prawdziwe życie, z
    frustracjami, niespełnionymi marzeniami itd, może już wcześniej
    miałeś tym problem i zasłoniłeś się monitorem, innym światem z
    innymi regułami, nie bez przyczyny na przykład ludzie z ADHD czyli z
    problemami z kontrolą szaleją za komputerami - bo są przewidywalne,
    kontraktowe, łatwe do opanowania itd...
    bo jak widzisz, zgodnie z moją prywatną teorią na temat ludzi -
    najwieksze krzywdy robimy sobie sami :(((
  • krzysztof-lis 10.03.09, 22:54
    > albo wóz albo przewóz - przecież taki buldożer nie kierowany mógłby
    > zboczyć z jedynie słusznej drogi :)))

    No kurde, ale ja się nie pisałem na etat operatora buldożera. ;)

    > naprawdę, to nie jest przypadek że poślubiłeś tę właśnie kobietę
    > :)))
    > przecież ona doskonale do Ciebie pasuje

    Nie do końca to widzę, do mnie raczej pasowałaby kobieta, która umie wziąć
    sprawy we własne ręce i MNĄ pokierować. Bo ja sam sobą pokierować nie potrafię a
    co dopiero kierować całą rodziną...

    > może nieco zluzuj kontrolę, może jakaś terapia,

    Rozważam to. :)

    > pamietasz jak napisałeś że tobie komp nie zaszkodził mimo że dużo
    > czasu przy nim spędzasz?

    Pamiętam. Upośledził mnie społecznie, przez co nie wyszalałem się w momencie,
    gdy normalni ludzie w moim wieku by się wyszaleli. Ale to nie wina samego
    komputera, tylko splotu okoliczności (moja osobowość, przeprowadzka, komputer).
  • rumpa 10.03.09, 23:05
    albo wóz albo przewóz - przecież taki buldożer nie kierowany mógłby
    > > zboczyć z jedynie słusznej drogi :)))
    >
    > No kurde, ale ja się nie pisałem na etat operatora buldożera. ;)
    >

    może i nie, ale jeśli nie znosisz sytuacji nieprzewidywalnych,
    nowych, to wyjasnij mi jakim cudem mógłbyś zrezygnowac z tej
    funkcji?

    przecież byś zwariował ze stresu...

    Nie do końca to widzę, do mnie raczej pasowałaby kobieta, która
    umie wziąć
    > sprawy we własne ręce i MNĄ pokierować. Bo ja sam sobą pokierować
    nie potrafię
    > a
    > co dopiero kierować całą rodziną...

    to widać :))) że rzeczywistość nieco cie przerasta
    ale jak już zauważyłam, to by oznaczało że tracisz kontrolę, dzieją
    się rzeczy tak jak chce ta pani a nie jak ty - chyba że
    optymistycznie zkładasz że ta pani chciałaby dokładnie tak jak ty -
    jakaś mamusia, co wie co najlepsze dla dziecka?

    Ale to nie wina samego
    > komputera, tylko splotu okoliczności (moja osobowość,
    przeprowadzka, komputer).

    no jasne, dobrze że to widzisz

    Krzysiek, terapia, zanim sobie życiorys spieprzysz
    mądry z ciebie facet, starasz się, pytasz, nie obrażasz, do analizy
    skłonnosci masz, weź i opracuj z jakimś profesjonalistą schemat
    budowy emocjonalnej Krzysztofa, popraw parę śrubek, stwórz
    podręcznik obsługi i ... puść ten buldożer na żywioł :)))
    ide spać
  • krzysztof-lis 10.03.09, 23:17
    > może i nie, ale jeśli nie znosisz sytuacji nieprzewidywalnych,
    > nowych, to wyjasnij mi jakim cudem mógłbyś zrezygnowac z tej
    > funkcji?

    No chodzi o to, by wykształcić tego przewidywalnego i kompetentnego kierowcę
    buldożera. :)

    > to widać :))) że rzeczywistość nieco cie przerasta

    Nie da się ukryć.

    > ale jak już zauważyłam, to by oznaczało że tracisz kontrolę, dzieją
    > się rzeczy tak jak chce ta pani a nie jak ty - chyba że
    > optymistycznie zkładasz że ta pani chciałaby dokładnie tak jak ty -
    > jakaś mamusia, co wie co najlepsze dla dziecka?

    Rozmawiałem z żoną na te tematy na tyle dużo razy, by tak zakładać.

    > Krzysiek, terapia, zanim sobie życiorys spieprzysz
    > mądry z ciebie facet, starasz się, pytasz, nie obrażasz, do analizy
    > skłonnosci masz, weź i opracuj z jakimś profesjonalistą schemat
    > budowy emocjonalnej Krzysztofa, popraw parę śrubek, stwórz
    > podręcznik obsługi i ... puść ten buldożer na żywioł :)))

    Dziękuję. :)

    > ide spać

    Ale zajrzyj tu jutro, plizz. :)
  • rumpa 13.03.09, 14:58
    No chodzi o to, by wykształcić tego przewidywalnego i kompetentnego
    kierowcę
    > buldożera. :)

    ale aby go wykształcić, sam musiałbyś mieć papiery mistrzowskie, a
    jak sam już zauważyłeś, do nich Ci daleko...

    Rozmawiałem z żoną na te tematy na tyle dużo razy, by tak zakładać.
    >

    ona jest młoda i ty też - generalnie teraz to moxna zkładać - nogę
    na nogę żeby zacytować klasyka
    takie rzeczy wychodzą w praniu a nie w ogniu hormonalnych dyskusji
    geeka i dziewczynki - oboje z ambicjami i marzeniami

    A teraz z mojej beczki - czujesz się oszukany itd... bo nie tak
    miało być
    Jakbym siebie słyszała - ja to się tak oszukana w końcu poczułam, że
    rok seksu nie było, prawie "gnoja" znienawidziłam i małżeństwo
    prawie poszlo się kisić.
    Mąż też czuł się oszukany i niezrozumiany, wykorzystany i
    niedoceniany...
    Dziwnie nam się symatrycznie te uczucia układały...
    też chciałam dom i najpierw uwaxałam że mąż też chce, potem
    zauważyłam że nie za bardzo, więc go postanowiłam...zmotywować, potm
    się obraziłam że się nie dał zmotywować więc, to chyba jasne co z
    ciebie za fecet, inni to...
    a potem otrzeżwiałam i zaczęłam się zastanawiać, co ja wyrabiam i w
    zasadzie , po co mi ten dom aż tak bardzo, żeby gnoić drugiego
    człowieka za to że ma nieco inny projekt na życie. wyszło przy tym
    szydło z worka, dlaczego, jak i po co mi ten dom - było cos tam z
    ambicji, chęci pokazania się, i ponieważ ja z rozbitej rodziny -
    namalowania sobie w rzeczywistości takiego domku z pomarańczowymi
    firankami i czwórką dzieci. To była ułuda. Okazzało się że o czworce
    dzieci mogę zapomnieć, bo dwójka wykancza mnie dostatecznie i
    zajmuje wystarczjąco duxo czasu, a dom - cóż, obecnie mieszkam w
    jeszcze mniejszym mieszkaniu nix kiedykolwiek i - jestem szczęśliwa.
    Dom będzie albo i nie, fajnie jak będzie, ale jak nie - przecież nie
    zarżnę męża.
    Teraz jesteś w takim momencie, że zakochanie się przechodzi w
    miłość. W zakochaniu to jest tak że jakos tak wychodzi że z tą drugą
    osobą to będziemy świat podbijać, wszystko co najlepsze, wszystko da
    się załatwic - tak naprawdę kochamy samych siebie i jakis
    nieszczęsny bialkowy nośnik, który nam pasuje do realizacji siebie.
    Miłość jest inna - jest druga osoba, inna, są niespodzianki i to
    masa , bo wreszcie zamiast własnych wyobrażeń widzi się człowieka -
    nie mów mi ,że ty byłeś racjonalny i przemyslałeś sprawę - to sie
    zawsze tak wydaje, tak to działa ( palę, bo lubię ), mnie tex sie
    tak wydawało ,, zresztą ja podobna chyba jestem do Ciebie, i teraz
    śmiac mi sie chce jak sobie przypominam jak zgrabnym umysłowym
    saltem omijalam i tłumaczyłam sobie wszystko co mi nie pasowało, ale
    widzę to dopiero teraz, po latach nastu.
    Tutaj nie za bardzo widać że masz żonę, bo ONA jest dla ciebie
    ważna, raczej że wziałeś babke, o której myslałeś że załatwi ci
    ważne dla ciebie sprawy. Mam złą nowine - nikt nie załatwi twoich
    spraw tak dobrze jak ty sam. Zawsze będzies miał jakąs pretensję i
    żal a i jej się nic za bardzo nie będzie chciało, troche na złość
    może, że te plany są ważniejsze niż ona.
    Polecam książki
    "Pomóż sobie, daj światu odtechnąć", " Kobieta bez winy i wstydu"
    "Zdradzony przez ojca" " Miłość to wybór" " Związki i rozwiązki
    miłosne" i druga częśc o małżeństwach, i przede wszystkim " jak
    mówić,żeby dzieci słuchały, jak słuchać żeby dzieci mówiły" - to się
    naprawdę bardzo przydaje, i w rozmowach z dorosłymi.
    Spadam na urlop od moich dzieci
    wszystkiego najlepszego Krzysztof i zadbaj o siebie, a żonę chwilowo
    zostaw w spokoju - masz dosyć własnych problemów i ona ci ich nie
    rozwiąże.

    A co do gadki o panience po maturze co robi tipsy w wykonaniu jednej
    pani dość często robiącej sobie dobrze online - no cóx ja znam
    panienke z doktoratem z genetyki co robi tipsy, bo to lubi, doktorat
    leży w szufladzie - i współczuję każdemu takiego rozumku co pozwala
    na wygłoszenie podobnych sądów .
    I więcej szacunku do siebie i żony - za cos takiego powinieneś ostro
    babkę pojechać, a jesli podzielasz jej zdanie - to masz naprawdę
    cholerne kłopoty,


  • krzysztof-lis 14.03.09, 11:04
    > I więcej szacunku do siebie i żony - za cos takiego powinieneś ostro
    > babkę pojechać, a jesli podzielasz jej zdanie - to masz naprawdę
    > cholerne kłopoty,

    Przyznam szczerze, że nie wiem, czyją wypowiedź masz na myśli, bo chyba ją
    przeoczyłem.
  • sanciasancia 18.03.09, 20:59
    > gdyby to był wygadany romantyczny humanista, ale mamy do czynienia z
    > geekiem, tak się to nazywa?
    Nie. To się nie nazywa ani geek ani nerd. Co najwyżej troll.
    Żaden nerd ani geek nie wejdzie na forum kobiece bez przystawienia naładowanego
    pistoletu do skroni i groźby zniszczenia jego unikatowej kolekcji zawierającej
    atari, commodore'a i 8086 (i ukradzione części od Odry).
    --
    Loitering with content.
  • krzysztof-lis 18.03.09, 21:21
    > Nie. To się nie nazywa ani geek ani nerd. Co najwyżej troll.

    Jeśli mamy tylko te dwie opcje do wyboru, to raczej geek niż troll.
  • sanciasancia 19.03.09, 15:22
    Nie mój drogi, geekiem nie jesteś.
    Z ilości i jakości postów wynika, że do trolla Ci bliżej.
    Bycie geekiem wymaga odpowiedniego poziomu introwersji i olania wszystkiego poza
    zainteresowaniami. Interfejsem geeka wielokrotnie jest jego własna żona
    (odpowiadając na pytanie po co geekowi żona - żona jest geekowi niezbędna do
    kontaktów ze światem i organizacji życia).
    Geek nie pisze komentarzy na emamie ani na Zyciu rodzinnym. Co najwyżej na blogu
    Linusa bądź LWN-ie albo innym branżowym piśmie albo forum o błędach w kernelu,
    bo na fora na gazecie o d.M. mu szkoda czasu. Nie zaprząta sobie głowy tym, czy
    jego żona robi tipsy czy nie, bo bardziej interesuje go jej komentarz na temat
    nowego artykułu, który napisał Stallman i co sądzi w zmianach w licencji GNU
    GPL. Jak ma poczucie, że żona traci czas, to jej mówi z wyrzutem, a miałaś się
    nauczyć pythona (tu wstawiamy wybrany ulubiony język programowania geeka).
    Ostatnia naprawdę krwawa dyskusja, w kórej wziął udział była na studiach i
    dotyczyła wyższości emacsa nad vi'em (i zakończyła się uruchomieniem klienta
    poczty na emacsie w stanie wskazującym na spozycie). Ta przedostatnia była o
    tym, czy Tolkien był wielkim pisarzem, czy tylko mediewistą.
    Nie muszę chyba dodawać, że geek swoje pliki uwielbia edytować sedem.
    Za mało piszesz o odnawialnych źródłach energii a za dużo na gazecie, żeby Cię
    wziąć za geeka.
    --
    Loitering with content.
  • krzysztof-lis 19.03.09, 18:59
    > Z ilości i jakości postów wynika, że do trolla Ci bliżej.

    Jeśli za trolla rozumiesz osobę, która ma inne zdanie niż większość tego forum,
    to z pewnością.
  • sanciasancia 20.03.09, 10:23
    W definicji trolla uwzględnione jest pisanie kontrowersyjnych opinii po to by
    wywołać dyskusję.
    IMHO ten wątek o 6 tygodniach połogu bez współżycia można spokojnie zaliczyć do
    trollowania. Do geekowania raczej nie.
    --
    Loitering with content.
  • krzysztof-lis 20.03.09, 17:50
    > W definicji trolla uwzględnione jest pisanie kontrowersyjnych
    > opinii po to by wywołać dyskusję.

    No dobrze -- ja stworzyłem wątek po to, by otrzymać odpowiedzi na pytania, a nie
    wywoływać dyskusję o roli mężczyzny i kobiety w rodzinie.

    > IMHO ten wątek o 6 tygodniach połogu bez współżycia można
    > spokojnie zaliczyć do trollowania.

    Aha.
  • sanciasancia 21.03.09, 10:17
    > > IMHO ten wątek o 6 tygodniach połogu bez współżycia można
    > > spokojnie zaliczyć do trollowania.
    >
    > Aha.
    To był wątek na serio?
    Myślałam, że w szkole uczą biologii.
    --
    Loitering with content.
  • krzysztof-lis 21.03.09, 10:38
    > To był wątek na serio?

    To był wątek, którego celem było pochwalenie się, że dziecko już się urodziło.

    > Myślałam, że w szkole uczą biologii.

    Nie wiem jak teraz, ale za moich czasów uczyli.
  • sanciasancia 30.03.09, 11:40
    > Nie wiem jak teraz, ale za moich czasów uczyli.
    To chyba niezbyt skupiali się na rozmnażaniu, higienie ciąży i połogu.
    I chwalisz się dzieckiem, narzekając na to, że z seksu nici?
    Jestem pod wrażeniem.
    --
    Loitering with content.
  • krzysztof-lis 30.03.09, 19:04
    > To chyba niezbyt skupiali się na rozmnażaniu, higienie ciąży i
    > połogu.

    Nie mam zielonego pojęcia, zupełnie tego nie pamiętam.

    > I chwalisz się dzieckiem, narzekając na to, że z seksu nici?

    Przeczytałaś tamten wątek? Bo ja właśnie przejrzałem wszystkie moje wypowiedzi i
    nie znalazłem miejsca, w którym byłyby moje narzekania.
  • triss_merigold6 10.03.09, 20:43
    Powtórzę za inną forumowiczką: za wcześnie się ożeniłeś, żona jest
    za młoda, za wcześnie zdecydowaliście na dziecko.
    Pokory synu, trochę.
    Zrobiłeś dziecko bardzo młodej kobiecie, bez pracy, bez
    wykształcenia i bez doświadczenia zawodowego. Oczekujesz, że będzie
    generować kasę?! Za jakieś 4-5 lat może tak pod warunkiem, że
    skończy przyzwoite studia.
    Dorosły facet uwierzył, że tpisy dają 5 tysięcy miesięcznie?!
    Ojacieeee, miszcz biznesu. Gdyby Twoja żona prowadziła z matką znany
    na rynku salon kosmetyczny to może owszem takie dochody byłyby
    realne. Ale na 100% nie osiągnie takich dochodów panienka, która
    klei paznokcie znajomym.
    Etat chcesz rzucić powiadasz... miszcz interesów... w momencie
    kryzysu na rynku pracy... A kto Was ubezpieczy, przepraszam?

    O budowie domu zapomnij. Cokolwiek wyliczyłeś pomnóż to 3 razy. To
    są naprawdę duże koszty i z klejenia tipsów oraz dłubania w
    stronkach internetowych budowalibyście ten dom ze 30 lat.
    Pani niech skończy te turystykę i zaczepi się w jakimś biurze
    podróży, te 1500 zł pracując spokojnie za biurkiem wyciągnie.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 21:05
    > Pokory synu, trochę.

    O ile pokora ma oznaczać wysłuchiwanie w milczeniu kolejnych obelg pod swoim
    adresem, na to liczyć nie możesz.

    Założyłem ten wątek by uzyskać pomoc w realizacji moich pomysłów, wcale
    jednocześnie nie wiedząc, czy są najlepsze w naszej sytuacji albo czy są w ogóle
    dobre. Ten wątek powstał też po to, by je zweryfikować.

    > Dorosły facet uwierzył, że tpisy dają 5 tysięcy miesięcznie?!

    Bardziej chodziło o to przedłużanie rzęs, które kosztuje znacznie więcej, niż te
    tipsy. Perspektywy, które przedstawiała żona wyglądały całkiem realistycznie.
    Uczciwie stwierdzam, że się na tym nie znam, więc nie byłem w stanie tego
    porządnie ocenić.

    > Etat chcesz rzucić powiadasz... miszcz interesów... w momencie
    > kryzysu na rynku pracy... A kto Was ubezpieczy, przepraszam?

    Plan przewidywał pójście na urlop wychowawczy na 3 lata. A to nie jest
    definitywne rzucenie pracy, prawda? Nie rozumiem za bardzo, co masz na myśli
    pytając o ubezpieczenie.

    > O budowie domu zapomnij. Cokolwiek wyliczyłeś pomnóż to 3 razy.

    Liczyłem, że potrzebujemy 200 000 PLN i uważam, że w tych pieniądzach można się
    z powodzeniem zmieścić.

    > Pani niech skończy te turystykę i zaczepi się w jakimś biurze
    > podróży, te 1500 zł pracując spokojnie za biurkiem wyciągnie.

    Jak ma pracować za 1 500 to niech idzie do McD, szkoda czasu i kasy na studia.
    Zresztą za takie pieniądze to się jej nie opłaci iść do pracy, skoro więcej
    zapłacilibyśmy opiekunce...
  • triss_merigold6 10.03.09, 21:25
    Pytasz o zdanie kobiety, które w znakomitej większości są od Ciebie
    znacznie starsze i mają większe doświadczenie życiowe więc bądź
    łaskaw słuchać i myśleć.

    Nie trzeba się na czymś znać dokładnie, żeby być w stanie
    zweryfikować rojenia - to a propos zarobków z rzęs i tipsów. KRYZYS
    = ludzie rezygnują z usług, które nie są niezbędne. Te nie są.

    Na wychowawczym masz ubezpieczenie, zgadza się.

    Nie zmieścisz się w 200 000 zł. Zapomnij. Mój aktualny chłop parę
    lat pracował w branży budowlanej, rynek materiałów i usług zna
    bardzo dobrze a kwestię ceny budowy domu już analizowaliśmy. I nie
    wyjdzie tyle nawet przy założeniu, że 75% pracy wykonuje się we
    własnym zakresie - samemu wylewa fundamenty, stawia sciany etc. nie
    mówiąc o wykończeniówce.

    W biurze turystycznym na początek dostanie 1500 zł ale ma szanse
    poznać rynek i robić coś sensownego zgodnie z wykształceniem a potem
    iść dalej. Z McDonalda dalej nie pójdzie, chyba, że do biedronki na
    kasę.

    Przyzwyczaj się do myśli, że skoro nie ożeniłeś się z korporacyjną
    suką to Ty masz utrzymywać dom.
  • miacasa 10.03.09, 21:28
    Triss, noszsz dreszczy dostałam na myśl o korporacyjnej suce ;)
  • krzysztof-lis 10.03.09, 21:33
    > Nie trzeba się na czymś znać dokładnie, żeby być w stanie
    > zweryfikować rojenia - to a propos zarobków z rzęs i tipsów. KRYZYS
    > = ludzie rezygnują z usług, które nie są niezbędne. Te nie są.

    O firmie z rzęsami mowa była w wakacje, gdy o kryzysie świat nie słyszał.

    BTW -- słyszałaś o "efekcie szminki"?

    > Nie zmieścisz się w 200 000 zł. Zapomnij.

    Mam znajomego, który buduje domy za mniej więcej takie pieniądze. Ale bez
    względu na to, czy moje szacunki są realne, czy nie -- pieniędzy na dom tak czy
    siak nie ma.

    > Przyzwyczaj się do myśli, że skoro nie ożeniłeś się z korporacyjną
    > suką to Ty masz utrzymywać dom.

    Obawiam się, że nie jestem w stanie przyzwyczaić się do tej myśli i pozbyć się
    obrzydliwego uczucia, że "coś jest nie tak".
  • annb 10.03.09, 21:45
    efekt szminki dotyczy kompensacji
    zamiast samochodu kupie sobie szminke, bo musze sobie podarowac
    odrobine luksusu
    ale nie pojde przedluzac rzes, ani kłaśc żelu bo za miesiac
    moge stracic prace, a jak na rozmowe o nową iśc z zaniedbanymi(bo
    oszczedzam kase) paznokciami czy z rzesami tęskniącymi do salonu.
    lakier jest tanszy wiec poprzestane na nim
    no przykro mi
    nie pociesze

    --
    Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
    wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
    które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii, fochów,
    żądań i oczekiwań pod hasłem 'bo wszyscy tak robią'. - kawka74
  • ivoncja 14.03.09, 19:57
    > O firmie z rzęsami mowa była w wakacje, gdy o kryzysie świat nie słyszał

    Jaki ten świat niedobry, nie chce się do twoich precyzyjnych planów
    dostosować...Obawiam się, że do takiej myśli będziesz zmuszony się przyzwyczaić
    a nawet z nią pogodzić, inaczej wylądujesz u psychiatry z głęboką depresją.
    Gdyby wszystko w życiu układało się tak, jak to sobie zaplanujemy, byłoby na
    pewno dużo łatwiej żyć, ale pociesz się że nikt tak nie ma. Skoro starcza wam na
    życie i jeszcze trochę zostaje, to przestań wreszcie wyliczać swojej żonie, ile
    to już nie zarobiła kasy i ciesz się, że nie musicie liczyć na finansową pomoc
    rodziców, jak wiele młodych małżeństw. I jeszcze jedno- odpowiedzialność za
    rodzinę to nie tylko zarabianie, zarabianie, zarabianie... Nie każdy musi mieć
    dom wybudowany za własne pieniądze już przed trzydziestką, może wy też nie
    musicie. Z tego co piszesz wynika, że zarabianie i odkładanie jest dla ciebie
    życiowym priorytetem. I jeszcze jedno- gdyby dzieci potrzebowały tylko i
    wyłącznie karmienia i przewijania, ludzie już dawno wynaleźliby do tych
    czynności automaty. Dzieci potrzebują przede wszystkim miłości i zainteresowania
    rodziców. Z powodu braku tych dwóch czynników rodzą się patologie. Skup się
    więc na tym, co twoja żona jako matka może dać dziecku, a nie na tym, czego nie
    może dać tobie.
    --
    ivoncja.blox.pl/html
    ---------------------------
    Bardzo łatwo podbić moje serce- wystarczy być kotem. :)
  • krzysztof-lis 16.03.09, 22:24
    > Jaki ten świat niedobry, nie chce się do twoich precyzyjnych planów
    > dostosować...

    Nie świat niedobry, tylko żona niedobra. Na siłę wyższą bym się nie obrażał.

    > Nie każdy musi mieć dom wybudowany za własne pieniądze już przed
    > trzydziestką, może wy też nie musicie.

    Nie muszę, ale chcę. I jeśli moja żona też tego chce (albo mówi, że tego chce),
    oczekuję że będzie starać się ten cel osiągnąć.

    > Z tego co piszesz wynika, że zarabianie i odkładanie jest dla
    > ciebie życiowym priorytetem

    Zarabianie i odkładanie jest tylko środkiem do osiągnięcia celu. Tej budowy
    domu. Która zresztą nie jest dla mnie najważniejsza, bo ważniejsze jest
    posiadanie dzieci i rezygnacja z etatu w perspektywie kilku lat. Na dziecko
    zdecydowaliśmy się świadomie, wiedząc że opóźni to budowę domu. Tak samo
    świadomie chcę odejść z pracy gdy nadarzy się okazja (zamiast np. wynająć
    nianię) choć to też tę budowę domu opóźni.
  • rumpa 10.03.09, 21:27
    Krzysiek i te 200 tys mnie upewnia że bujasz w obłokach i na bakier
    jesteś z rzeczywistoscią - zajrzyj na forum Muratora i tam spotkasz
    tych co jeszcze nie wybudowali i uważają że za 200 tys się da i tych
    co wybudowali - i wiedzą że sie nie da.
    Nawet wszystko robiąc samemu.
    Masz tu akurat pecha albo szczęście, bo ja mam fioła na punkcie
    budowy domu i od 10 lat wiszę na forach, czytam wszystkie muratory,
    ładny dom , i co tam sie jeszcze nowego pojawiło, i dlatego wiem -
    wróć na ziemię, za 200 tys nie wybudujesz i tyle, chyba że 70- 80
    metrów w stanie "deweloperskim".
    Ale skoro wspominałeś coś o trójce dzieci to chyba to miałby być
    raczej sam garaż...
    Pozdrawiam
  • krzysztof-lis 10.03.09, 21:36
    > Krzysiek i te 200 tys mnie upewnia że bujasz w obłokach i na bakier
    > jesteś z rzeczywistoscią - zajrzyj na forum Muratora i tam spotkasz
    > tych co jeszcze nie wybudowali i uważają że za 200 tys się da i tych
    > co wybudowali - i wiedzą że sie nie da.

    Na forum muratora jestem dłużej, niż tu. ;)

    > Masz tu akurat pecha albo szczęście, bo ja mam fioła na punkcie
    > budowy domu i od 10 lat wiszę na forach, czytam wszystkie muratory,
    > ładny dom , i co tam sie jeszcze nowego pojawiło,

    A to w marcowym muratorze powinien być w jednym artykule cytat z moich ust. ;)
    Coś odnośnie oszczędzania energii. ;)

    > za 200 tys nie wybudujesz i tyle, chyba że 70- 80 metrów w stanie
    > "deweloperskim".

    Ja chcę dom konstrukcji szkieletowej. Instalacje i prąd zrobię we własnym zakresie.

    domnajtaniej.pl/cennik-nowak-110.php
    To strona mojego znajomego, taki dom chcę mniej więcej zbudować. Liczę, że jako
    znajomy zrobi mi to rzeczywiście za tyle pieniędzy...
  • annb 10.03.09, 21:49
    omojbosze
    klekajcie narody
    caly cytat
    tylko ze co z tego?
    teoretykiem jestes
    pogodz sie z tym
    A jak ty ten dom chcesz stawiac z dzieckiem pod pacha?
    a moze pod powala dzieciaka powiesisz zeby nie przeszkadzal w
    budowie?
    zejdz na ziemie



    --
    Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
    wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
    które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii, fochów,
    żądań i oczekiwań pod hasłem 'bo wszyscy tak robią'. - kawka74
  • krzysztof-lis 10.03.09, 22:24
    > omojbosze
    > klekajcie narody
    > caly cytat
    > tylko ze co z tego?

    Nic, pochwalić się tylko chciałem, że jednak na pewnych rzeczach się znam.

    > teoretykiem jestes

    W wielu kwestiach -- na pewno. Nie ma się co tego wstydzić.

    > A jak ty ten dom chcesz stawiac z dzieckiem pod pacha?

    Nigdy się nad konkretami nie zastanawiałem.
  • chicarica 11.03.09, 09:35
    Patrzę na ten kosztorys i nijak nie widzę tam 200 tys. Że już nie wspomnę o tym,
    że to jest stan przed wykończeniem, a wykończenie to - lekko licząc - 1/3
    kosztów budowy, pod warunkiem że nie zaszalejesz.
    No i nie wiem czy w konstrukcji szkieletowej to też będzie 1/3, bo coś mi się
    wydaje że bardziej 1/2.
    --
    Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
    Forum Avon
  • krzysztof-lis 11.03.09, 09:53
    > Patrzę na ten kosztorys i nijak nie widzę tam 200 tys. Że już nie
    > wspomnę o tym, że to jest stan przed wykończeniem, a wykończenie to
    > - lekko licząc - 1/3 kosztów budowy, pod warunkiem że nie
    > zaszalejesz.

    Poczytaj o tym, jak wygląda dom w stanie tam opisanym i zastanów się, czy można
    już w nim mieszkać.

    Bo naprawdę gołe płyty wiórowe na ścianach czy wiszące luzem gniazdka są do
    zaakceptowania, gdy się człowiek wyprowadza z ciasnego mieszkania.

    > No i nie wiem czy w konstrukcji szkieletowej to też będzie 1/3, bo
    > coś mi się wydaje że bardziej 1/2.

    Co to zmienia w mojej sytuacji? Czy sprawia, że potrzeba nam MNIEJ pieniędzy?
  • chicarica 11.03.09, 10:55
    "Poczytaj o tym, jak wygląda dom w stanie tam opisanym i zastanów się, czy można
    już w nim mieszkać."
    Przeczytałam. Odbierałam mieszkanie w stanie bardziej zaawansowanym niż taki dom
    i gwarantuję ci, że nie można w czymś takim mieszkać na pewno. A wyprowadzałam
    się też z 35 m.
    --
    Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
    Forum Avon
  • chicarica 11.03.09, 10:58
    Nie sprawia, że potrzeba wam mniej pieniędzy, pokazuje natomiast, że twoje plany
    są kompletnie oderwane od rzeczywistości i że trzeba zacząć od skonkretyzowania
    tychże planów i skonfrontowania ich z warunkami prawdziwego życia, a dopiero
    potem próbować znaleźć sposoby na zrealizowanie tych planów.
    --
    Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
    Forum Avon
  • ivoncja 14.03.09, 20:03
    > wiszące luzem gniazdka są do
    > zaakceptowania, gdy się człowiek wyprowadza z ciasnego mieszkania.

    Ale nie w sytuacji, gdy się ma małe dziecko albo i trójkę dzieci. Mam wrażenie,
    że zapomniałeś, że pojawienie się dziecka zmienia mocno, żeby nie powiedzieć
    diametralnie życie jego rodziców.
    --
    ivoncja.blox.pl/html
    ---------------------------
    Bardzo łatwo podbić moje serce- wystarczy być kotem. :)
  • krzysztof-lis 16.03.09, 22:25
    > > wiszące luzem gniazdka są do
    > > zaakceptowania, gdy się człowiek wyprowadza z ciasnego mieszkania.
    > Ale nie w sytuacji, gdy się ma małe dziecko albo i trójkę dzieci.

    Ale wiesz, to był tylko przykład. Rzeczywiście, rzucony zupełnie bezmyślnie, bez
    uwzględnienia tego, że wiszące gniazdka nie są bezpieczne. Może więc podam inny
    -- pudełka zamiast szaf i karimata zamiast łóżka też jest do zaakceptowania, gdy
    się człowiek wyprowadza z ciasnego mieszkania.
  • triss_merigold6 10.03.09, 21:41
    Toż mówię, mam chłopa, który tematem zajmował się dośc długo i jest
    w stanie sam mnóstwo rzeczy zrobic + wie gdzie co kupować. A ja mam
    fioła na punkcie budowy/kupna domu i tez czytam. Z dwa razy większą
    kwotą to może bym się zastanawiała, podkreślam MOŻE.
    Oszczędzic to sobie można kładąc panele zamiast parkietu albo
    linoleum zamiast terakoty ale nie na samej budowie.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 22:22
    > Z dwa razy większą kwotą to może bym się zastanawiała, podkreślam
    > MOŻE.

    To stawia mnie (nas?) tylko w jeszcze trudniejszej sytuacji. Rozumiem, że w
    związku z tym mam w ogóle z pomysłu przeprowadzki z 35-metrowego mieszkania do
    własnego domu? Kredytu przecież nikt o zdrowych zmysłach mi nie da, ja zresztą
    resztki rozsądku mam i w kredyt do końca życia się nie wpakuję.
  • annb 10.03.09, 22:27
    na poczatk moze nie poczynaj tej kolejnej dwojki z ustalen
    bo bedzie wam i ciezko, i ciasno
    a marzeniami miski nie napelnisz
  • krzysztof-lis 10.03.09, 22:32
    > na poczatk moze nie poczynaj tej kolejnej dwojki z ustalen
    > bo bedzie wam i ciezko, i ciasno

    Może to i dobrze, miałbym motywację, by coś zmienić. ;)

    > a marzeniami miski nie napelnisz

    Podobnie jak dobrymi chęciami żony.
  • annb 10.03.09, 22:33
    wiesz
    ty ją wybrales
    nikt ci nie kazal...


    --
    Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
    wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
    które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii, fochów,
    żądań i oczekiwań pod hasłem 'bo wszyscy tak robią'. - kawka74
  • krzysztof-lis 10.03.09, 22:51
    > wiesz
    > ty ją wybrales
    > nikt ci nie kazal...

    Nic nie wskazywało na to, że kobieta, w której się zakochałem, jest bierna i nie
    zamierza aktywnie uczestniczyć w realizacji marzeń i planów, które się jej tak
    bardzo spodobały. A całe swoje poczucie obowiązku i przyzwoitości ładuje w
    obiadki i porządki...

    Naprawdę, gdybym wiedział, że tak będzie, postąpiłbym na pewno inaczej. Z
    pewnością nie zdecydowałbym się na dziecko w takiej sytuacji, w jakiej byliśmy
    wtedy. Wtedy cały czas łudziła mnie, że to tylko stan przejściowy.
  • arieta 10.03.09, 21:00
    Wydaje mi sie, ze ogolnie jestes po prostu rozczarowany tym jak sie wszystko potoczylo. Mialo byc inaczej. Mialo byc wiecej pieniedzy i szybciej.
    Jestes sfrustrowany, ze ciebie mlodego czlowieka z perspektywami cos trzyma za ogon. To sa moje domysly.
    Ja tez tak mialam, no i nie oszukujmy sie, dalej tak mam, w wielu kwestiach, ze chce by bylo super i to juz.
    Pamietam z poczatkow mojego malzenstwa, ze czekanie na zmiany trzy miesiace wydawalo mi sie smieszne, jest niesprawiedliwe i ma sie zmienic juz. A w rzeczywistoscia okazywalo sie, ze trwalo to dwa lata, rok, czasem pol roku. Zmiany przychodzily, ale po prostu w moim odczuciu powoli.


    Wyglada tez na to, ze nie wiesz czego tak naprawde oczekuje twoja zona. Chyba tego samego czego ty, ale o czym innym swiadcza jej czyny. A mozliwe, ze ona oczekiwala, ze ty bedzesz bardzo szczesliwy, ze urodzila wam dziecko, ze sie nim i domem zajmuje, ze bedziesz ja za to docenial, kochal, chwalil. Ze ona Cie bedzie tym uszczesliwiala i sama sie cieszyla w tym czasie macierzynstwem. Moze liczyla na to ze bedziesz sie czul spelniony utrzymujac ich. Moze nie mowi tego na glos, ale mozliwe ze cos takiego miala w glowie. Moze cie to teraz bulwersowac, bo nie tak sie umawialiscie.

    No ale tak konkretnie w twojej sytuacji, ja wiedzac teraz czego nie wiedzialam 3 lata temu powiedzialabym...

    Podziel przez dwa swoje oczekiwania i dodaj dwa lata do ich realizacji. Zapowiedz zonie, ze czujesz sie sfrustrowany taka sytuacja i oczekujesz ze bedzie szukala pracy, kiedy np dziecko skonczy pol roku. Wiadomo, ze wtedy polowa ciezarow, z tym zwiazana spada na ciebie, ale sadzac po twoich wczesniejszych wypowiedziach to nie problem I jak dziecko skonczy pol roku przypomnij o tym. Moze ci powie, ze ona nie chce, ona sie widzi jako gospodynie domowa, albo ci powie, swietnie, juz nie moge zniesc siedzenia w domu.Moze cie sie jej reakcja spodoba, a moze poczujesz sie oszukany Wtedy zadecydujesz co dalej. W tej chwili juz nie wyrzucaj jej jej brakow i nie podkreslaj na kazdym kroku jak bardzo cie rozczarowala i jak bardzo jestes z jej postawy wobec pracy niezadowolony, bo to jest zly na to czas i nie da oczekiwanych efektow. Nie da to efektow wiec po co pogarszac sytuacje.

    Na pocieszenie powiem, ze ja jestem mezatka od 5 lat, pierwsze dwa lata nie pracowalam, szukalam pracy... ale chyba tak ze modlilam sie by jej nie znalezc:) Maz nie robil mi wymowek, zloty czlowiek:) W kazdym razie od trzecha lat pracuje, awansuje, dostaje podwyzki, rozwijam sie. Skonczylam studia jeszcze zanim zaczelam pracowac, teraz od roku znow wrocilam do nauki - zdobywam profesjonalne kwalifikacje zadowowe. Idzie ku dobremu, ale nic na to nie wskazywalo 3 lata temu. Tez mi chyba czasu na dorosniecie potrzeba bylo.
    --
    Justyna
  • verdana 10.03.09, 21:03
    A tak na marginesie - jak sytuacja sie zmienila i ja uznalam, ze
    trzeba wiecej kasy (mąż zadowoli sie para spodni i tym, ze jest co
    jeść), to JA poszukałam kolejnej pracy, a nie wysylalam do niej
    męża, ktory najwyraxniej tych pieniedzy nie potrzebował.
    Mam potrzeby - to sobie zarobię. Ty nie mozesz?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • krzysztof-lis 10.03.09, 21:14
    > A tak na marginesie - jak sytuacja sie zmienila i ja uznalam, ze
    > trzeba wiecej kasy (mąż zadowoli sie para spodni i tym, ze jest co
    > jeść), to JA poszukałam kolejnej pracy, a nie wysylalam do niej
    > męża, ktory najwyraxniej tych pieniedzy nie potrzebował.
    > Mam potrzeby - to sobie zarobię. Ty nie mozesz?

    Czuję, że to trochę nie fair, gdy tylko jedna osoba zarabia na realizację planów
    obydwojga. A druga, choć może, nie robi tego.
  • triss_merigold6 10.03.09, 21:49
    To w sumie bardzo ciekawa koncepcja. A mąż w kwestii dzieci tez
    uważał, że wystarczy im para spodni i karma? Minimalizm jest super
    dla singla, przy dzieciach odpowiedzialnemu mężczyźnie nie powinen
    wystrczać dochod na poziomie minimum biologicznego.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 21:08
    > Wydaje mi sie, ze ogolnie jestes po prostu rozczarowany tym jak
    > sie wszystko po toczylo. Mialo byc inaczej. Mialo byc wiecej
    > pieniedzy i szybciej. Jestes sfrustrowany, ze ciebie mlodego
    > czlowieka z perspektywami cos trzyma za ogon.

    Myślę, że można to tak podsumować.

    > Wyglada tez na to, ze nie wiesz czego tak naprawde oczekuje twoja
    > zona. Chyba tego samego czego ty, ale o czym innym swiadcza jej
    > czyny.

    WYDAJE MI SIĘ, że tego samego, co ja. Przynajmniej takie wrażenie odnosiłem z
    naszych rozmów. Ale właśnie... jej czyny świadczą inaczej...

    Za pomysł z odłożeniem frustracji na pół roku dziękuję! :)
  • kklekss 10.03.09, 21:24
    Jestes psychicznie chory i tylko tyle.Koniec.
  • verdana 10.03.09, 21:45
    E tam. Raczej ocenilabym autora na człowieka, ktory kocha pieniądze
    bardziej od zony i dziecka , ale jest za leniwy, aby chciało mu sie
    pracować. To jest jego podstawowy problem i tyle.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • krzysztof-lis 10.03.09, 21:51
    > E tam. Raczej ocenilabym autora na człowieka, ktory kocha pieniądze
    > bardziej od zony i dziecka , ale jest za leniwy, aby chciało mu sie
    > pracować. To jest jego podstawowy problem i tyle.

    Na pewno jest zbyt leniwy, by tylko on miał pracować na osiągnięcie celów
    własnych i żony. I czułby się w takiej sytuacji wykorzystywany.
  • triss_merigold6 10.03.09, 21:53
    Jak mówię - było brać korporacyjną sukę. Mają tylko minus, znaczy
    wysokie wymagania, odnośnie zarobków i wkładu własnego w życie
    rodzinne panów też. I Krzysztof by nie doskoczył po prostu do tej
    półki więc ma laskę po maturze, która robi tipsy.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 22:20
    > I Krzysztof by nie doskoczył po prostu do tej półki więc ma laskę po
    > maturze, która robi tipsy.

    Dołujące trochę jest to, co piszesz.

    Ale w sumie mobilizuje do udowodnienia sobie, że tak nie jest. Pytanie tylko,
    kto na tym tak naprawdę skorzysta.
  • chicarica 11.03.09, 09:30
    Jeśli chodzi ci o to, że w ramach udowadniania sobie czegoś znajdziesz sobie
    korporacyjną sukę, to gwarantuję ci że najbardziej skorzysta żona ;)
    --
    Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
    Forum Avon
  • krzysztof-lis 11.03.09, 09:54
    > Jeśli chodzi ci o to, że w ramach udowadniania sobie czegoś
    > znajdziesz sobie korporacyjną sukę, to gwarantuję ci że najbardziej
    > skorzysta żona ;)

    Jeśli nauczy się sama kierować własnym życiem -- na pewno. Tylko że wtedy nie
    będzie powodu, by się rozwodzić.

    Ale w sumie jeśli się tego nie nauczy, wróci do mamusi, też jej będzie dobrze.
  • triss_merigold6 11.03.09, 12:38
    Młoda jest, 2-3 lata i dziecko odchowa, akurat do jakiejś pracy
    biurowej po licencjacie pójdzie i lekkim twistem znalazłaby nowego
    faceta. Ty - niezależnie od wszystkiego musiałbyś płacić alimenty.
    Tylko nie twórz teorii na temat braku sznas kobiet z dziecmi na
    ułożenie sobie życia, bo tu na forum i w realu jest bardzo wiele
    przykładów świadczących o czymś zupełnie innym.

    BTW bardzo podobał mi sie tekst a propos spacerów "a moja mamusia
    mogła ze mną kilometr do przychodni... etc.". Mój jeszcze mąż też
    pare razy takim tekstem pojechał, że jego mamusia mogła. Zapomniał
    biduś, że nie jestem jego mamusią i nie mam genu poświęcania sie.
  • barbasia017 10.03.09, 21:55
    Obyś skończył jak Midas.
  • chicarica 10.03.09, 22:29
    "Moim pierwszym pomysłem było, żeby wziąć się za żonę i zagonić ją do roboty. "

    Krzysiu, podaj adres, z chęcią przyjadę (samochodem, a jak, na ten szczytny cel
    na paliwie oszczędzać nie będę) żeby cię piznąć w łeb torebką. W lutym urodził
    się wam syn. Halooooo, mamy marzec. 10 marca konkretnie. Ty chcesz żonę miesiąc
    po urodzeniu dziecka zaganiać do roboty? Ja pierniczę, ty się lecz, człowieku.
    --
    Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
    Forum Avon
  • krzysztof-lis 10.03.09, 22:33
    > Ty chcesz żonę miesiąc po urodzeniu dziecka zaganiać do roboty? Ja
    > pierniczę, ty się lecz, człowieku.

    Przecież napisałem w następnym zdaniu, że nie chcę załatwiać spraw w ten sposób,
    prawda?

    Streszczę Ci całość wątku -- wkurza mnie te 14 miesięcy bierności a nie to, że
    żona TERAZ nie zarabia pieniędzy.
  • swinka-morska 10.03.09, 23:04
    Miesiąc po porodzie - miszcz wybrał optymalny moment na zgłaszanie
    zastrzeżeń do żony, he he.
    Już usłyszałeś w tym wątku - trzeba było zawiązać interes na supeł i
    nie robić dziecka studentce.
  • krzysztof-lis 10.03.09, 23:17
    > Już usłyszałeś w tym wątku - trzeba było zawiązać interes na supeł i
    > nie robić dziecka studentce.

    Usłyszałem to wiele razy, ale niewiele razy usłyszałem jakieś konstruktywne
    uwagi, których najbardziej mi potrzeba.
  • chicarica 11.03.09, 09:29
    Ja mam dla ciebie konstruktywną uwagę.
    Ponieważ te zastrzeżenia do żony trzeba było zgłaszać ZANIM jeszcze zmontowałeś
    jej dzieciaka, to teraz - chwilę po narodzeniu dziecka - naprawdę nie jest dobry
    moment na jakiekolwiek zgłaszanie. Poczekaj z tym do końca macierzyńskiego co
    najmniej. Jak dziecko będzie mieć minimum pół roku (a najlepiej rok), będzie
    czas na zmiany w tej kwestii.
    Patrzę sobie na ten wątek, na twoją dzisiejszą aktywność na forum i widzę jedno
    - jak na ojca kilkunastodniowego dziecka, masz stanowczo za dużo wolnego czasu
    na rozmyślania. Zrobiłbyś coś przy dziecku, a jak dziecko śpi to spędził miło
    czas z żoną, zamiast produkować dziesiątki postów - to naprawdę lepiej
    wpłynęłoby na wasze małżeństwo, niż produkowanie się tutaj. No ale rozumiem,
    bzykać się nie można, to pewnie nie widzisz potrzeby spędzania czasu z żoną, nie? ;)
    --
    Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
    Forum Avon
  • krzysztof-lis 11.03.09, 10:09
    > Poczekaj z tym do końca macierzyńskiego co najmniej. Jak dziecko
    > będzie mieć minimum pół roku (a najlepiej rok), będzie czas na
    > zmiany w tej kwestii.

    Chcemy mieć trójkę dzieci, w możliwie niedużych odstępach, więc będzie trudno.

    Ale w tej sytuacji, jaką mamy teraz, nie widzę mieszkania w jednopokojowej
    kawalerce z więcej niż jednym dzieckiem...

    > No ale rozumiem, bzykać się nie można, to pewnie nie widzisz
    > potrzeby spędzania czasu z żoną, nie? ;)

    Nie. :)
  • chicarica 11.03.09, 11:03
    To może trzeba było NAJPIERW spróbować z pracą, domem itp. a dopiero później się
    mnożyć. Teraz możesz tylko naciągnąć gumę na instrument i spróbować nie dokładać
    do nieciekawej sytuacji kolejnej dwójki potomstwa. Zrobisz też przysługę żonie -
    w razie czego zawsze łatwiej zawinąć jednego dzieciaka pod pachę i odejść, niż
    trójkę.
    --
    Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
    Forum Avon
  • krzysztof-lis 11.03.09, 12:33
    > Teraz możesz tylko naciągnąć gumę na instrument i spróbować nie
    > dokładać do nieciekawej sytuacji kolejnej dwójki potomstwa.

    Zgadza się.
  • ivoncja 14.03.09, 20:12
    > Chcemy mieć trójkę dzieci, w możliwie niedużych odstępach

    Czy na pewno OBYDWOJE tego chcecie??
    >
    --
    ivoncja.blox.pl/html
    ---------------------------
    Bardzo łatwo podbić moje serce- wystarczy być kotem. :)
  • chicarica 10.03.09, 23:10
    14 miesięcy bierności, z czego 9 to była ciąża?
    Z drugiej strony, sam piszesz że chcesz żeby żona TERAZ te rzęsy robiła, żeby
    klientek nie stracić...
    Wiesz co, stary, tak to jest jak dzieci biorą ślub i mają dzieci.
    --
    Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
    Forum Avon
  • krzysztof-lis 10.03.09, 23:19
    > Z drugiej strony, sam piszesz że chcesz żeby żona TERAZ te rzęsy
    > robiła, żeby klientek nie stracić...

    Tak, chcę, bo inaczej to już w ogóle nic z tej żony firmy nie będzie a nasze
    pieniądze zainwestowane w kurs doklejania rzęs nie zwrócą się nigdy...

  • miacasa 11.03.09, 00:07
    > Tak, chcę, bo inaczej to już w ogóle nic z tej żony firmy nie będzie a nasze
    > pieniądze zainwestowane w kurs doklejania rzęs nie zwrócą się nigdy...
    >

    Za naukę się płaci, to też jest lekcja...
    Rada konstruktywna jest taka byś żale i dąsy schował na czas jakiś do kieszeni,
    rękawy do pracy zakasał, żonę i synka ucałował i pomyślał, że będzie dobrze bo
    będzie tylko musicie dać sobie szansę i sporo czasu. Dużo teoretyzowałeś zanim
    pojawiło się dziecko ale teraz twoje teorie rozbiły się o rzeczywistość i nie
    jesteś wyjątkiem. Każdy komu urodziło się dziecko musiał przez to przejść, każdy
    wyobrażał sobie, że będzie inaczej. U ciebie to dopiero rozgrzewka, będzie dużo
    gorzej to pewne ale dacie sobie radę jeśli będziecie ze sobą współgrać a nie
    szarpać każde w swoją stronę. Przykro czytać jak nisko cenisz swoją żonę, jej
    studia, marzenia... Ocknij się bo to TWOJA żona, matka TWOJEGO dziecka, staraj
    się by była TWOJA przyjaciółką. To co popsujesz w waszych relacjach teraz gdy
    jest od ciebie tak bardzo zależna trudno ci będzie kiedykolwiek odrobić, pewne
    rzeczy trudno wybaczyć, zwłaszcza kopanie leżącego. Szacunek, miłość,
    wyrozumiałość, pokora, oddanie, podziw - warto o nich pamiętać.
  • krzysztof-lis 11.03.09, 10:00
    > Dużo teoretyzowałeś zanim pojawiło się dziecko ale teraz twoje
    > teorie rozbiły się o rzeczywistość i nie jesteś wyjątkiem.

    Plany zaczęły się rozjeżdżać dawno przed pojawieniem się dziecka i TO właśnie
    mnie najbardziej denerwuje...

    Nie spodziewałem się, że dziecko w jakikolwiek sposób naszą sytuację poprawi.
    Nie spodziewałem się jednak, że do urodzenia dziecka będzie aż tak kiepsko.
    Spodziewałem się, że z dwóch etatów zrobi się jeden. Tymczasem tego drugiego
    praktycznie nie było.

    Rozumiem, że teraz nie jest dobry moment na zmienianie czegokolwiek. Myślę, że
    trzeba było napisać to w pierwszym wpisie.

    > Przykro czytać jak nisko cenisz swoją żonę, jej studia, marzenia...

    Tak naprawdę żona nie ma żadnych marzeń, planów, celów do osiągnięcia. Jak
    pisałem, ona żyje dniem dzisiejszym i nie zastanawia się, co będzie dalej. Gdy
    pytałem o jej plany czy marzenia, to o domu usłyszałem -- o tym, który chcę
    zbudować... Żona nie myśli natomiast o tym, jak ten cel osiągnąć, nie myśli też,
    czym będzie zajmować się zawodowo za kilka lat.
  • miacasa 11.03.09, 10:17
    > Tak naprawdę żona nie ma żadnych marzeń, planów, celów do osiągnięcia. Jak
    > pisałem, ona żyje dniem dzisiejszym i nie zastanawia się, co będzie dalej. Gdy
    > pytałem o jej plany czy marzenia, to o domu usłyszałem -- o tym, który chcę
    > zbudować... Żona nie myśli natomiast o tym, jak ten cel osiągnąć, nie myśli też
    > ,
    > czym będzie zajmować się zawodowo za kilka lat.


    Jest całkiem prawdopodobne, że żona nie dzieli się z tobą swoimi pragnieniami i
    marzeniami bo wyczuwa brak akceptacji i poirytowanie z twojej strony. Przypomnij
    sobie jaki byłeś mając 22 lata i jak byś się wtedy czuł mając już dziecko :)
    Choć było to już dość dawno, doskonale pamiętam, że w wieku 22 lat spędzałam
    czas na uczelni, w pracy, ze znajomymi, na randkach, w klubach, kinach,
    knajpach. Pojęcia nie miałam jak chciałabym żyć za 10 lat i co w tym życiu
    dokładnie robić. Zaczęło mi się jako tako rozjaśniać w głowie gdy skończyłam 26
    lat. Każdy inaczej dojrzewa ale z tego co piszesz przed wami jeszcze długa
    droga. Daj sobie i żonie prawo i czas do dojrzewania. Nie nakręcaj się w tym
    rozżaleniu bo to wygląda trochę tak jakbyś miał pretensje, że to żona zgarnia ci
    sprzed nosa urlop wychowawczy a ty nóżką tupiesz jak chłopczyk przy stoisku z
    zabawkami.
    Jesteś teraz na urlopie, pakuj młodego do wózka i idź na spacer. Zostaw żonę w
    domu niech się prześpi, wracając kup tulipany albo hiacynty w doniczce. Będzie
    dobrze, może nie tak jak to sobie wymyśliłeś ale równie dobrze.
  • krzysztof-lis 11.03.09, 12:22
    > Jesteś teraz na urlopie, pakuj młodego do wózka i idź na spacer.

    Na ten wiatr? Świeżo ulęgniętego noworodka? Zresztą nie chcę żonie odbierać
    przyjemności pierwszego wspólnego spaceru. :)
  • miacasa 11.03.09, 12:28
    żartujesz, prawda? dziecko do -5 można już trzeciego dnia po przyjściu ze
    szpitala zabrać na spacer (dzień wcześniej werandowanie, piszę jako mama dwóch
    urodzonych w mroźne zimy córeczek) a twój syn to stary koń 2 tygodnie bez
    porządnego dotlenienia to trochę długo (u mnie nie wieje, piękna słoneczno
    pogoda, może do was też dotrze wiosna)
  • krzysztof-lis 11.03.09, 12:40
    > żartujesz, prawda?

    Nie, piszę całkiem poważnie. Wiem tyle, co usłyszę od żony i przeczytam w mniej
    lub bardziej mądrych książkach. A do tej pory usłyszałem tyle, że w ciągu
    pierwszych dwóch tygodni to się dziecko weranduje a nie spaceruje.

    Dziękuję za skorygowanie mojego światopoglądu. :)

    > (u mnie nie wieje, piękna słoneczno pogoda, może do was też dotrze
    > wiosna)

    Słońce to i u mnie jest, ale wieje. Dobrze, bo chociaż pranie szybko schnie. ;)
  • attiya 11.03.09, 14:07
    krzysztof-lis napisał:

    > > Jesteś teraz na urlopie, pakuj młodego do wózka i idź na spacer.
    >
    > Na ten wiatr? Świeżo ulęgniętego noworodka? Zresztą nie chcę żonie odbierać
    > przyjemności pierwszego wspólnego spaceru. :)

    eeee tam - ja dziecia zapakowałam w chustę i poszłam kółko zrobiłam. I żadne
    wiatr nie był nam straszny :-) To bierz ja pod rękę i idzcie razem.
    I nie zapomnij o hiacyncie - ładnie pachnie :-)
    --
    Proszę o klikanie :-)
    www.rosniemyrazem.pl/competition_details.php?id=371&cat=ab
  • chicarica 11.03.09, 11:01
    > Plany zaczęły się rozjeżdżać dawno przed pojawieniem się dziecka i TO właśnie
    > mnie najbardziej denerwuje...

    Trzeba było sobie tego dziecka nie robić, tylko NAJPIERW skłonić żonę do
    rozwinięcia działalności. Teraz możesz tylko zacisnąć zęby i ciągnąć ten wózek.
    Widać że sytuacja cię przerosła.
    --
    Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
    Forum Avon
  • tukata 11.03.09, 10:29
    Szacunek, miłość,
    > wyrozumiałość, pokora, oddanie, podziw - warto o nich pamiętać.

    Nic dodać nic ująć. Tego wszystkiego u ciebie brak.
    Zacznij pracować nad sobą a nie nad żoną, już na początku waszej
    wspólnej drogi przydałaby się terapia, inaczej będziesz stałym
    gościem na forum dla rozwodników.
    Przeanalizuj wszystkie odpowiedzi i wyciągnij konstruktywne wnioski
  • aiczka 11.03.09, 11:53
    > Ocknij się bo to TWOJA żona, matka TWOJEGO dziecka, staraj
    > się by była TWOJA przyjaciółką.

    Dodałabym, że być może częste rozmowy z wyjaśnianiem, po co potrzebne Wam są
    pieniądze, wciąganie jej w rozmowy na temat przyszłości, dopytywanie o plany -
    tak, żeby poczuła bardziej, że to są także jej a nie tylko Twoje i że są
    osiągalne może trochę przygotuje ja do działania. Moga to być rzeczy, o których
    i tak nie ma co teraz dcydować - np. czy każde dziecko powinno mieć osobny pokój
    - ot tak, żeby zaczęła w myślach urządzać ten przyszły dom.

    Planowanie odległej przyszłości w młodym wieku jest trudne, ze względu na małe
    doświadczenie, zmienność rynku pracy, niepewność tego, co chciałoby się w
    przyszłości robić (ja np. wybrałam tymczasem jakąś dziedzinę a ostatnio okazuje
    się, że bardziej wciąga mnie inna, pochodna z którą w międzyczasie się
    zetknęłam), fakt, że młodzież zatrudnia się najchętniej na umowy o dzieło,
    zlecenia itp., zmienność rynku nieruchomości. Nie dość, że trudno sobie
    wyobrazić siebie za kilka lat, to jeszcze z góry wiadomo, że te wyobrażenia może
    trafić szlag. Zdecydowanie inaczej jest, gdy pracuje się od kilku lat na
    bezterminowej umowie w państwowej instytucji (małe ryzyko zwolnienia itp.).
  • krzysztof-lis 11.03.09, 12:23
    > Dodałabym, że być może częste rozmowy z wyjaśnianiem, po co
    > potrzebne Wam są pieniądze, wciąganie jej w rozmowy na temat
    > przyszłości, dopytywanie o plany - tak, żeby poczuła bardziej, że
    > to są także jej a nie tylko Twoje i że są osiągalne może trochę
    > przygotuje ja do działania.

    Słuszna sugestia.
  • miacasa 11.03.09, 12:29
    ja bym poczuła się osaczona takimi rozmowami gdybym nie była wewnętrznie gotowa
    do samodzielnego chwycenia byka za rogi
  • aiczka 11.03.09, 14:02
    Racja, przesadzać nie można. Tu niestety uwidacznia się konflikt pomiedzy
    sytuacją życiową dziewczyny a jej wiekiem. Plany w rodzaju budowy domu są
    wyzwaniem w każdym wieku, ale szczególnie ciężko ogarnąć coś takiego, kiedy się
    jest młodym, niezdecydowanym itd. Teraz normą staje się raczej, że po skończeniu
    szkoły idzie się na studia i "dorosłe życie" zaczyna raczej w wieku ok. 25 niż
    20 lat.
    Oczywiście można znaleźć wiele kontrprzykładów, ale np. pośród moich szkolnych
    kolegów wcześniejszą "dorosłość" osiągały osoby, które po szkole zatrudniały się
    np. w firmie rodziców albo na jakiejś innej nieskomplikowanej, ale pewnej
    posadzie. Jak się w wieku 22 lat ma już trzyletni staż w jednej pracy i
    perspektywę pozostania w niej - słowem uporządkowane życie, ma się do życia inne
    podejście niż po roku pracy, w trakcie studiów zaocznych i po kolejnych próbach
    znalezienia ścieżki w życiu.
    Myślę, że żona Krzysztofa jest nieźle zagubiona w sytuacji, która ją
    niewątpliwie przerosła (o czym świadczy chociażby nieumiejętność zaplanowania
    zakupów). Chyba nie do końca wierzy w swoje siły a pretensje (nawet zasłużone)
    niestety na to nie pomogą.

    A tak w ogóle, to, Krzysztofie, poczytaj o depresji poporodowej u mężczyzn, np.
    tu dziecko.onet.pl/1494,6,41,smutek_swiezo_upieczonych_ojcow,artykul.html
    Nie twierdzę, ze na nią cierpisz, ale jak się przekonasz, obecnie już nie ulega
    wątpliwości, że świeżoupieczony ojciec (ale także w ogóle tzw. "ojciec rodziny")
    podlega silnej presji, wielkim obawom o przyszłość, boleśnie odczuwa ciężar
    odpowiedzialności, zwłaszcza gdy oczekuje isę od niego, by ponosił ją sam
    (niestety podejście "mężczyzna ma zarobić na rodzinę" wciąz pokutuje). Masz
    prawo czuć się obciążony i dobrze, że umiesz choćby nam napisać o swoich
    uczuciach (mimo, że nie znajdujesz na tym forum wiele zrozumienia). Może
    powienieneś również w tym duchu porozmawiać z żoną? Mówić jej, że Ciebie także
    przytłacza nieco życie i że powinniście wspierać się nawzajem? Podkreślaj, że
    nie chcesz zrzucać na nią całej odpowiedzialności. Po prostu musicie tworzyć
    zespół, żęby jakoś sobie ze wszystkim poradzić.
  • krzysztof-lis 11.03.09, 14:18
    > A tak w ogóle, to, Krzysztofie, poczytaj o depresji poporodowej u
    > mężczyzn, (...) Może powienieneś również w tym duchu porozmawiać z
    > żoną? Mówić jej, że Ciebie także przytłacza nieco życie i że
    > powinniście wspierać się nawzajem? Podkreślaj, że nie chcesz zrzucać
    > na nią całej odpowiedzialności. Po prostu musicie tworzyć zespół,
    > żęby jakoś sobie ze wszystkim poradzić.

    Dzięki za te pomysły! :)
  • attiya 11.03.09, 14:14
    miacasa napisała:

    > ja bym poczuła się osaczona takimi rozmowami gdybym nie była wewnętrznie gotowa
    > do samodzielnego chwycenia byka za rogi

    tak miacasa - ale skoro dziewczyna została matką to niestety nie ma zmiłuj się i
    trzeba przestawić się na inne tory i myśleć o przyszłosci....Jakby była panną na
    utrzymaniu rodziców - co innego - jeśli rodziców stac to hulaj dusza.....
    Fakt - facet też powinien o tym myslec w momencie jak sie idzie do łóżka ale
    dziewczyny to także nie zwalniało z obowiązku.
    Macierzyństwo macierzyństwem ale z czegoś żyć też trzeba. Dać dziewczynie jakiś
    okres przejściowy a później trzeba dobrze się zastanowić co dalej.
    --
    Proszę o klikanie :-)
    www.rosniemyrazem.pl/competition_details.php?id=371&cat=ab
  • mala.el 11.03.09, 00:13
    I ja napiszę tu kilka słów.
    Czujesz, że wszystko na Twojej głowie, że to Ty musisz martwić się o
    pieniadze, pracę ... Skoro tak czujesz, to pewnie tak jest. Myślę,
    że może to wynikać z tego, że starasz się być zapobiegliwy, chcesz
    wszystko przewidzieć, dograć, a także z braku cierpliwości w
    realizacji celów. Może też być tak, że chcesz wszystkim dyrygować,
    bo sądzisz, że Ty wiesz najlepiej i najlepiej to zrobisz. Narzucasz
    żonie tempo, w pewien sposób wyręczasz Ją w tym, co sama powinna
    zrobić (np. promocja jej interesu na Allegro). Może być też tak, że
    skoro Ty przejmujesz na siebie aktywność, Ona może już nie czuć pola
    dla własnej idywidualnej aktywności i rzeczywiście zaczyna Jej z tym
    być coraz bardziej wygodnie.
    Chcesz, by Ona czuła sie równie odpowiedzialna za Wasze plany jak Ty
    sam, by była aktywna.
    Jak to zrobić?
    Trzeba zacząć od siebie - musisz zmobilizować siebie do zostawiania
    pewnych spraw i decyzji żonie i nie wyręczania Jej, nie matkowania.
    Niech Ona złapie oddech, niech ma mozliwość zobaczenia braków, tzn.
    mozliwość zmartwienia się, poczucia współodpowiedzialności za Wasze
    wspólne plany. Zacznie główkować, kiedy dostrzeże braki - np. nie
    będzie mogła dowoli zaspokajać swoich potrzeb, np. co do jakości.
    Może sie mylę w diagnozie, ale wydaje mi się, że Ty chcesz wszystko
    przewidziec i zaplanować. Planowanie jest potrzebne, ale czasami
    trzeba pozwolić, żeby ten drugi sie nawet sparzył, by mógł się
    przebudzić, zaistnieć, by mógł poczuć, że od niego też dużo zależy,
    by mógł poczuć się odpowiedzialny za. Czasami trzeba stracić, by
    później wiele zyskać.

    Uzyskałeś mnustwo cennych porad w kwestii dziecka. Uczucie, miłość,
    bliskość, czas - to sa te rzeczy, których teraz maluch potrzebuje (i
    zwykle rodzice też) i tym trzeba się cieszyć - żadna kwota pieniędzy
    tego nie zastąpi.

    Rzeczywiście szkoda, ze żona nie pracowała przed ciążą i nie mogła
    pobierać 100% pensji będąc na zwolnieniu lekarskim w trakcie (chocby
    przez jakis czas) i na macierzynskim - bo to sie normalnie należy -
    trzeźwe kalkulacje są potrzebne w tych sprawach.

    Dobrze żeby pracowała, ale dopiero po macierzyńskim (klijentki
    poczekają, zrozumieją, są kobietami) - to i dla zdrowia psychicznego
    jest wskazane - ale najwyżej na 1/2 etatu, by miała czas dla
    dziecka. Na początku nie musi zarabiać kokosów - ważne żeby poczuła,
    że chce to robić, bo jak na razie, to Ona mota się, nie wie co chce
    robić - i nie jest to dziwne, bo ma 22 lata i jeszcze może wiele
    razy zmienić profesję.

    Rozumiesz co to jest satysfakcja z wykonywanej pracy.

    I budować dom, nie oglądać się, że na dzień dzisiejszy nie ma kwoty
    na całość. Te fundamenty, potem sciany i wizja wnętrza mogą
    mobilizować do aktywności również żonę.
  • mamusiafranusia 11.03.09, 01:08
    Nie pozostaje nic innego tylko wymienić żonę na inną :(
    Tyle tylko,że za nim ta następna wypowie "świadoma praw i obowiązków..." musi
    koniecznie podpisać umowę,w której zobliguje się do zarabiania określonej przez
    ciebie sumy.
    Bezwzględnie daj jej także do przeczytania wszystkie posty w tym wątku.

    Wydaje mi się,że najbardziej brak ci inteligencjii emocjonalnej.
  • krzysztof-lis 11.03.09, 10:07
    > Trzeba zacząć od siebie - musisz zmobilizować siebie do zostawiania
    > pewnych spraw i decyzji żonie i nie wyręczania Jej, nie
    > matkowania.

    Wydaje mi się, że warto spróbować. Dziękuję za pomysł.

    > Dobrze żeby pracowała, ale dopiero po macierzyńskim (klijentki
    > poczekają, zrozumieją, są kobietami) - to i dla zdrowia
    > psychicznego jest wskazane - ale najwyżej na 1/2 etatu, by miała
    > czas dla dziecka.

    Właśnie się zastanawiam, jak zgrać jej pół etatu z moim etatem.

    Na razie wyobrażam sobie pracę żony tak:
    * w czasie urlopu macierzyńskiego będzie jeździć raz-dwa razy w tygodniu na te
    rzęsy, wtedy będę brać urlop wypoczynkowy.
    * na ostatnie 6 tygodni urlopu macierzyńskiego idę ja -- ja będę za ten okres
    brać pieniądze a żona będzie mogła poświęcić ten czas by wdrożyć siebie i firmę
    do pracy na cały etat,
    * jeśli uda się jej osiągnąć taką pozycję, by móc pracować na cały etat, ja
    pójdę na urlop wychowawczy po tych 6 tygodniach albo wrócę do pracy a zatrudnimy
    opiekunkę.

    > I budować dom, nie oglądać się, że na dzień dzisiejszy nie ma kwoty
    > na całość. Te fundamenty, potem sciany i wizja wnętrza mogą
    > mobilizować do aktywności również żonę.

    Taka metoda mi się podoba. :)
  • kicia031 11.03.09, 10:57
    Jako ososba od lat zyjaca z zarzadzania projektami, czyli planowania
    i wdrazania planow chcialabym dac ci kilka rad:

    1. jeśli chcesz cos osiaganac, miej na podoredziu nie tylko
    plan A, ale B, C, D, E i może nawet jeszcze kilka wersji.
    2. zawsze opieraj swoje plany na rzetelnych badaniach – rynku,
    opini publicznej, trendow ekonomicznych – a nie na tym, co ci ktos
    powiedzial.
    3. to, ze ci ktos cos obiecal, czy zaplanowal z toba, nie
    oznacza, ze to zrobi, nie licz na to za bardzo, a nie doznasz
    rozczarowania – bądź przygotowany na wybor innego spososbu dojscia
    do celu, gdy partner w projekcie zmienia zdanie
    4. plany nadmiernie ambitne koncza się kleska
    5. brak elastycznosci we wdrazaniu planu konczy się kleska
    6. jedyna nad czym masz – i to nie calkowita, ale jakas tam
    kontrole – to twoje wlasne zachowanie i fakt ten trzeba brac pod
    uwage w planowaniu czegokolwiek co wymaga wsparcia innych.

    Jak dla mnie, kompletna glupota było staranie się o dziecko w
    momencie, gdy jego przyszla matka nie ma pracy na etacie – dzieki
    któremu mielibyscie srodki finasowe także podczas zagrozonej ciazy,
    problemow zdrowotnych, oraz swiadczenia macierzynskie przez
    niebagatelny okres 20 czy ile to tam teraz jest, tygodni.
    Przedstawiony przeze mnie przykład dobitnie pokazuje wartosc twojego
    planowania – jest ono oderwane od rzeczywistosci i albo szybko
    postarasz się odbudowac ten zwiazek, alebo czeka cie zycie w
    wiecznej frustracji.

    Na zakonczenie – historia prawdziwa. Mialam dobiegacza, który miał
    zwyczaj w soboitnie popoludnia obchodzic sklepy z plytami. Kiedy
    wyjechalismy z gory – okolice zakopanego – koles w sobote zarzadzal,
    bysmy pojechali do Krakowa, bo on na kazda sobote ma zaplanowane
    chodzenie po sklepach z plytami.
    Nieelestatycznosc to straszna wada. LOL

    --
    Being the change you want to see
  • kadewu1 11.03.09, 12:07
    Muszę się dopisać.
    Krzysiu, czy ty nie jesteś aby pozbawiony empatii? Mój mąż też inżynier, ale
    gdyby nie miał empatii oraz intuicji, nie byłby moim mężem.
    Czytając powyższe posty wyrobiłam sobie następujący obraz twojej żony - jakiejś
    pasożytniczej pustej lali, nieroba. Chyba skrzywiony, prawda? Te 14 miesięcy
    przed narodzinami dziecka, czyli jej bezrobocie, bardzo cię bolą i ciążą.
    Odpuść. Stało się - to jest przeszłość. Teraz myśl do przodu, ale włącz w to
    planowanie żonę.

    Teraz o mnie. Urodziłam dziecko mając 10 lat więcej, niż twoja żona. Mąż był z
    nami przez 2 tygodnie,by cieszyć się dzieckiem (miał oficjalny urlop - byłam po
    cc). Jestem odporną osobą, czułam się doskonale fizycznie, ale zawsze przecież
    odczuwa się mniejszy czy większy baby bluesik, niepokój o zdrowie malucha itd.
    Kolek nie było. Ale i tak było nam obojgu bardzo trudno. Potworne zmęczenie. To
    nie jest czas na zaczynanie czegokolwiek nowego. Ja 3 tygodnie po porodzie
    wróciłam do tłumaczeń (w domu)- takie przyjęłam zobowiązania. Było mi trudno,
    ale z dzieckiem przy piersi dałam radę. Chciałam pracować. Lubię pracować. Kiedy
    mały miał 7 miesięcy, wróciłam na etat. Dziś mały ma 3 lata. Uważam, że zrobiłam
    wszystko, co mogłam i dla dziecka, i dla finansów domowych - trzy lata karmienia
    piersią to ogromne oszczędności :-) i zachowanie prozdrowotne :-) Mąż mnie do
    pracy nie gonił. CHIAŁAM pracować. Miałam także wieloletnie doświadczenie
    zawodowe i jakąś tam pozycję (stałych klientów).
    Twoja żona nie chce i na razie nie może pracować. Jest też bardzo młoda i
    początkująca. Tak jak piszą dziewczyny wyżej - dla niej priorytet to maluszek
    oraz studia. Zrobi licencjat, pójdzie na mgr (albo nie - ale ma otwarta furtkę).
    Zapomnij o tym, co było przed dzieckiem. Wasze stare życie się w pewnym sensie
    skończyło. Teraz macie nowe i konieczne są przewartościowania. Brak planu nie
    jest niczym złym, więc odpuść choć na parę miesięcy! Wspieraj żonę. Może gnębi
    ją depresja? Czuje się bezwartościowa? Pomyśl o tym. Czy ty nie gardzisz żona?
    "Niech idzie do McDonalda" to nie jest zdanie, jakie chciałabym usłyszeć od
    kogokolwiek.
    Pomyśl o tym, bo przy tak dużych różnicach światopoglądowych rozejdziecie się.
    Nie ma jednego klucza. Wprost: nie mam algorytmu, który zmusi twoja żonę do
    pracy. Pamiętaj, dorosłej osoby nie można zmienić, jeśli sama tego nie chce.
    Dotyczy to was obojga.
    Naucz się odpuszczać sobie.
    K
  • krzysztof-lis 11.03.09, 12:28
    > Te 14 miesięcy przed narodzinami dziecka, czyli jej bezrobocie,
    > bardzo cię bolą i ciążą. Odpuść. Stało się - to jest przeszłość.
    > Teraz myśl do przodu, ale włącz w to planowanie żonę.

    Przecież właśnie to robię -- myślę, co będzie dalej. I chcę włączyć w to
    planowanie żonę. :)

    > Wspieraj żonę.

    Nie bardzo jestem w stanie wspierać żonę w nicnierobieniu. Jedyne, w czym mogę
    ją wspierać, to studia i staram się to robić.

    > Nie ma jednego klucza. Wprost: nie mam algorytmu, który zmusi
    > twoja żonę do pracy.

    Szkoda, bo trochę na to liczyłem. ;) Ale widzę już po tej dyskusji, że "zmusić"
    żonę do czegokolwiek mogę jedynie własnym przykładem i zostawieniem jej w
    spokoju, bez nacisków z mojej strony.

    > Pamiętaj, dorosłej osoby nie można zmienić, jeśli sama tego nie
    > chce.

    Wiem! I dlatego chcę dowiedzieć się, jak sprawić, żeby żona chciała!
  • attiya 11.03.09, 11:43
    a wiesz, że po przeczytaniu tych wszystkich twoich wypowiedzi i odpowiedzi to
    podziwiam Cię - pomijam tu mój trochę inny punkt widzenia - ale to nie o to
    chodzi. Odpowiadasz na każdy post, nie obrażasz się krytycznymi uwagami,
    polemizujesz i to nawet czasem nieźle wychodzi :-0
    Cierpliwość to jednak ty masz :-) Ja dawno hmmm zdenerwowałabym się delikatnie
    rzecz ujmując.
    Może jednak uda wam się dogadać - czego wam życzę :-)
    --
    Proszę o klikanie :-)
    www.rosniemyrazem.pl/competition_details.php?id=371&cat=ab
  • krzysztof-lis 11.03.09, 12:36
    > a wiesz, że po przeczytaniu tych wszystkich twoich wypowiedzi i
    > odpowiedzi to podziwiam Cię (...)Odpowiadasz na każdy post, nie
    > obrażasz się krytycznymi uwagami, polemizujesz i to nawet czasem
    > nieźle wychodzi :-0

    Uważam, że znam się na wielu rzeczach, ale są też zagadnienia, o których nie mam
    zielonego pojęcia. Nie wstydzę się tego, więc przychodzę tu po pomoc i porady.
    Jeśli z czymś się nie zgadzam albo muszę naprostować coś, co zostało źle
    zrozumiane(*), nie mam innego wyjścia jak uczestniczyć w tej dyskusji. :)

    > Ja dawno hmmm zdenerwowałabym się delikatnie rzecz ujmując.

    Nie raz i nie dwa miałem ochotę odpowiedzieć coś w stylu "pier--l się i
    zdychaj", ale staram się jednak do tego nie dopuścić. ;)

    (*) Gdybym teraz rozpoczynał ten wątek, kilka rzeczy bym doprecyzował, żeby
    nacisk nie był położony na "żona teraz po porodzie ma się wynosić do pracy" (jak
    zostało to zinterpretowane), tylko "co zrobić w ogóle, żeby było lepiej".
  • attiya 11.03.09, 12:51
    no wiesz - kilka Twoich wypowiedzi zostało tak właśnie zinterpretowanych :-)
    Może faktycznie daj sobie przez kilka tygodni na luz....Pisałam o rachunkach, o
    potrzebie rozmawiania na temat "jak sobie dalej będziemy radzić" Zobacz co żona
    powie - nie daj sie zbyć "jakoś to będzie" bo to oznacza, że wcale nie będzie.
    No i są też takie sytuacje - znam kilka, że żona faktycznie po macierzyńskim
    wraca do pracy - jesli u was ty bedziesz mógł zostać w domu i połączyć
    wychowawczy - czyli pilnowanie dziecka z pracą to oki.
    Ale poczekaj jeszcze trochę z tym.
    --
    Proszę o klikanie :-)
    www.rosniemyrazem.pl/competition_details.php?id=371&cat=ab
  • krzysztof-lis 11.03.09, 13:03
    > jesli u was ty bedziesz mógł zostać w domu i połączyć wychowawczy -
    > czyli pilnowanie dziecka z pracą to oki.

    Z wychowawczym jeszcze nie wiem jak będzie, ale na końcówkę macierzyńskiego (6
    tygodni) powinienem pójść ja. Ja przynajmniej będę miał za to płacone. ;)
  • dorinn2 11.03.09, 13:12
    a mnie dziwi, ze Krzys ma tyle czasu na te odpowiedzi i polemike.. moj partner
    jak urodzilam syna (7 mieiecy temu) urlop wykorzystal na opieke nad nami.
    Gotowal, sprzatal, lezelismy sobie w trojke godzinami, przytulalismy sie, nosil
    Malego itp. Z tego co widze to Ty godzinami siedzisz ale chyba przed komputerem.
    Juz nie chce mi sie rozpisywac jaki Ty biedny jestes bo "cale zycie na Twojej
    glowie" a zla zona do roboty od 14 miesiecy nie chce isc i wlasnie teraz tak
    strasznie Cie to boli. Chlopie! opamietaj sie!

    P.S jak ja bylam w ciazy zaplanowalam, ze wroce do pracy po trzech miesiacach.
    Leci 7,5 miesiaca a mi jakos nie spieszno..tylko mnie nikt do niczego nie zmusza.
  • miacasa 11.03.09, 13:28
    > P.S jak ja bylam w ciazy zaplanowalam, ze wroce do pracy po trzech miesiacach.
    > Leci 7,5 miesiaca a mi jakos nie spieszno..tylko mnie nikt do niczego nie zmusz
    > a.

    Oj, jest takie powiedzenie, że jak chcesz Pana Boga rozśmieszyć to powiedz mu
    jakie masz plany.
    Sama jestem dobrym tego przykładem. Planowaliśmy dwoje dzieci na jednym
    wychowawczym i mój powrót do pracy gdy młodsze będzie miało 1,5 roku. Jestem już
    w domu 6 lat :)))) i jeszcze kilka zostanę. Nie uzgadniając tego z nami i
    zupełnie nie zważając na nasze plany rodzice męża zmarli niespodziewanie (moja
    mama nie żyje od lat), mój tata dostał zawału i mieszka od niedawna z nami (sam
    wymaga mojej opieki). Drugie dziecko urodziło się jako wcześniak, wymagało
    rehabilitacji i ogromnej troski, a żadna opiekunka nie wytrzymywała z dwójką tak
    żywiołowych dzieci. Tak więc nie pozostało mi nic innego jak zwolnić się ze
    swojej pracy po zakończonym urlopie wychowawczym :( ale zanim urlop się skończył
    założyłam własną firmę, którą prowadzę w domu. Od września i młodsze dziecię
    jest w przedszkolu, ale nadal potrzebuję pomocy męża w prowadzeniu firmy bo
    przedszkolaki często chorują (to było dla mnie zaskoczeniem ogromnym - choroby
    wieku dziecięcego nie były ujęte w planach).
  • cleopa 13.03.09, 12:13
    Po raz kolejny dziekuje Bogu że urodziłam sie wczesniej..wtedy
    mężczyźni uwazali za normalne że dba sie o zone i o rodzine , że
    łoży sie na zonę ktora dopiero co urodzila dziecko bo taka jest
    rola męża i ojca..Dlaczego nie jestes w stanie pojąć że facet ma
    dbać o swoja rodzine i dać jej poczucie bezpieczeństwa. Żona
    urodziła ty teraz zaopiekuj sie nia i dzieciątkiem a nie kwicz o
    pieniądzach..
    Przykry jest twoj stosunek do zony jako kobiety
    do zony jako kobiety w ciąży
    do zony po porodzie i jako mlodej matki :(
    Z tego co wyczytalam budziles ja wczeniej o 8 aby nie spala do
    10 ...logika przemawia ze byla wtedy w ciąży i Ty twierdzisz ze
    jestes normalny????
    Skad na Boga wiesz czlowieku jak odczuwa kobieta okres,jak odczuwa
    ciąże i jak boli po porodzie..A moze dziewczyna ma depresje
    poporodową co by nie bylo takie dziwne przy twojej postawie..
    Martwi mnie ze coraz więcej mlodych mężczyzn ma wlasnie taka
    postawe roszczeniowo-bez litości w stosunku do partnerek i zycia
  • krzysztof-lis 13.03.09, 16:01
    > Martwi mnie ze coraz więcej mlodych mężczyzn ma wlasnie taka
    > postawe roszczeniowo-bez litości w stosunku do partnerek i zycia

    Podziękuj feministkom. :)
  • krzysztof-lis 11.03.09, 13:55
    > zla zona do roboty od 14 miesiecy nie chce isc i wlasnie teraz tak
    > strasznie Cie to boli. Chlopie! opamietaj sie!

    Tak się złożyło, że teraz o tym napisałem. Wkurza mnie to co najmniej od paru
    miesięcy.
  • kicia031 11.03.09, 14:00
    Gotowal, sprzatal, lezelismy sobie w trojke godzinami, przytulalismy
    sie, nosil
    > Malego itp. Z tego co widze to Ty godzinami siedzisz ale chyba
    przed komputerem

    U nas bylo podobnie, chlop do kompa nawet sie nie zblizyl przez
    pierwsze 2 - 3 tygodnie, za to mam uwiecznione na setkach zdjec, jak
    sie przytulaja, jak wscieklak spi u taty na klacie, jak go nosi,
    obcalowuje, przewija i co tam jeszcze sobie Frania zyczy.
    Do tej pory maja swietna, bliska wiez.

    --
    Being the change you want to see

  • krzysztof-lis 11.03.09, 14:19
    Przewijam, karmię, noszę żeby mu się odbiło. No ale przecież nie będę mu stać
    nad głową jak śpi. ;)
  • kicia031 11.03.09, 15:17
    karmię,

    karmicie 12-dniowe dziecko butelka? sodomia i gomoria.
    --
  • krzysztof-lis 11.03.09, 15:25
    > karmicie 12-dniowe dziecko butelka? sodomia i gomoria.

    Mając wybór karmienia butelką albo odłożenia głodnego do łóżeczka, wybieramy to
    pierwsze.
  • zlosnica100 11.03.09, 14:52
    No prosze kogo my tu mamy ;)
    Moje zdanie na temat seksu i związków osób młodych znasz bo kiedys
    sie w temacie "przemówiliśmy".

    A tak na serio; Krzysztof zakladasz taka mozliwosć ze taka postawa
    zony jest jej "prawdziwym" obliczem i sie nigdy nie zmieni?
    Co wtedy?
  • krzysztof-lis 11.03.09, 15:10
    > A tak na serio; Krzysztof zakladasz taka mozliwosć ze taka postawa
    > zony jest jej "prawdziwym" obliczem i sie nigdy nie zmieni?

    Nie zakładam takiego scenariusza...
  • kai_30 11.03.09, 14:16
    krzysztof-lis napisał:

    > > jesli u was ty bedziesz mógł zostać w domu i połączyć wychowawczy -
    > > czyli pilnowanie dziecka z pracą to oki.
    >
    > Z wychowawczym jeszcze nie wiem jak będzie, ale na końcówkę macierzyńskiego (6
    > tygodni) powinienem pójść ja. Ja przynajmniej będę miał za to płacone. ;)

    A jesteś pewien, czy tak sobie tylko wymyśliłeś, podobnie jak wymyśliłeś sobie
    inne teorie życiowe, nijak nie przystające do rzeczywistości (typu: noworodek
    nie potrzebuje matki)? Urlop macierzyński przysługuje ojcu dziecka, gdy matka
    zrzeknie się jego części. Zatem aby móc skorzystać z tego prawa, Twoja żona
    musiałaby obecnie przebywać na płatnym urlopie, a tak nie jest, prawda?


    --
    [url=http://www.TickerFactory.com/]
    [img]http://tickers.TickerFactory.com/ezt/d/1;20721;104/st/20090508/dt/6/k/c1e4/preg.png[/img]
    [/url]
    Bo szczęście trzeba rwać, jak świeże wiśnie ;)
  • krzysztof-lis 11.03.09, 14:21
    > A jesteś pewien, czy tak sobie tylko wymyśliłeś, (...) Urlop
    > macierzyński przysługuje ojcu dziecka, gdy matka zrzeknie się jego
    > części. Zatem aby móc skorzystać z tego prawa, Twoja żona musiałaby
    > obecnie przebywać na płatnym urlopie, a tak nie jest, prawda?

    Żona prowadzi firmę i z tej racji przysługuje jej również płatny urlop
    macierzyński.
  • miacasa 11.03.09, 14:27
    no ale jest pewnie na ulgowym ZUS-ie i tego macierzyńskiego jest tyle co kot
    napłakał, załatwiaj ten swój "tacierzyński" a o żonę dbaj, chwal i zachęcaj, pod
    dobroci, po dobroci...
  • krzysztof-lis 11.03.09, 15:10
    > no ale jest pewnie na ulgowym ZUS-ie i tego macierzyńskiego jest
    > tyle co kot napłakał,

    Zgadza się, dlatego tym bardziej warto, bym to ja wziął te 6 ostatnich tygodni.

    > o żonę dbaj, chwal i zachęcaj, po dobroci, po dobroci...

    Okay. :D
  • kai_30 11.03.09, 14:28
    krzysztof-lis napisał:

    > > A jesteś pewien, czy tak sobie tylko wymyśliłeś, (...) Urlop
    > > macierzyński przysługuje ojcu dziecka, gdy matka zrzeknie się jego
    > > części. Zatem aby móc skorzystać z tego prawa, Twoja żona musiałaby
    > > obecnie przebywać na płatnym urlopie, a tak nie jest, prawda?
    >
    > Żona prowadzi firmę i z tej racji przysługuje jej również płatny urlop
    > macierzyński.

    Taaa? W takim razie skąd sarkastyczne "ja przynajmniej będę miał za to płacone"?

    --
    [url=http://www.TickerFactory.com/]
    [img]http://tickers.TickerFactory.com/ezt/d/1;20721;104/st/20090508/dt/6/k/c1e4/preg.png[/img]
    [/url]
    Bo szczęście trzeba rwać, jak świeże wiśnie ;)
  • krzysztof-lis 11.03.09, 15:11
    > Taaa? W takim razie skąd sarkastyczne "ja przynajmniej będę miał za
    > to płacone"

    Ona dostawałaby jakieś 100 czy 200 PLN miesięcznie. Czyli prawie nic... Ja będę
    dostawać znacznie więcej.

    To nie było sarkastyczne, naprawdę!
  • marianka_marianka 11.03.09, 14:43
    Witaj, gratuluję synka! Jaki gigantyczny odzew na Twój post:))) Musisz być zadowolony!
    Postaram się w skrócie:)
    1. Znacie się krótko, widocznie zbyt krótko, żeby zauważyć "zapędy" żony w kierunku nicnierobienia w życiu;
    2. Twoja żona jest BARDZO młoda, a już ma dziecko i męża, który aktywnie wymusza na niej postawy, do których jeszcze nie dojrzała lub nie dojrzeje nigdy (wersja pesymistyczna, ale mniej prawdopodobna niż pierwsza);
    3. Rozumiem doskonale Twoją frustrację - jesteś człowiekiem oszczędnym (żona niepotrzebnie wydaje pieniądze), planującym co najmniej kilka kroków naprzód (żona nie myśli o przyszłości), buntujesz się przeciwko nierównomiernym rozłożeniu sił w małżeństwie, które miało wpisane w statut - partnerskie (żona nie widzi problemu, kłócicie się, w rezultacie Ty wychodzisz na nieczułego egoistę, a Ona na lenia bez ambicji) I obydwojgu Wam z tym źle…
    4. Główny problem to " żona przed ślubem się określiła, teraz mówi i robi zupełnie inaczej"… Próbuję sobie siebie przypomnieć w wieku 22 lat… Byłam młodą dziewczyną, imprezowałam, studiowałam dziennie, poznawałam ludzi, zwiedzałam świat no i określałam się BARDZO powoli do tego co chcę robić za parę lat… W tej chwili mam męża, dzieci, swoje życie, swoją rodzinę, swoje plany na przyszłość, odpowiedzialność za rodzinę, wspólne życie… Myślę inaczej niż jeszcze kilka lat temu.
    5. MUSISZ dać żonie czas na DOJRZEWANIE do świadomego bycia żoną, matką, partnerką. Uprzedzam, że może to potrwać kilka lat. Jeżeli będziesz z uporem maniaka wprowadzał swoje wizje, to może skończyć się tym, że się rozstaniecie.
    6. Naprawdę rozumiem Twoje rozżalenie, rozczarowanie tym co się aktualnie dzieje w Twoim życiu. Wydaje mi się, że nie dobraliście się pod względem oczekiwań wobec życia i oboje z tego powodu cierpicie. Tak jak napisałam wcześniej, MUSISZ pozwolić żonie się rozwinąć w którymkolwiek kierunku.
    7. Oczywiście możesz nią dalej sterować, ale prędzej czy później Ona Cię znienawidzi, a ty będziesz wypalonym, sfrustrowanym człowiekiem, który nie będzie potrafił cieszyć się tak po prostu życiem. Chociaż wydaję mi się, że już teraz tego nie potrafisz. Zagubiłeś gdzieś radość życia w tym całym planowaniu wszystkiego…
    8. Pamiętaj o ważnej rzeczy: Dziecko to najmniej planowalna i przewidywalna sprawa w życiu:) Możesz sobie do setki zaplanować życie, uwzględnić kilkanaście wersji wydarzeń, a Twoje dziecko i tak napisze swój scenariusz. Na razie jest malutkie, ale to dopiero początek długiej drogi, podczas której musisz się przygotować do całego wachlarza różnorodnych uczuć towarzyszących wychowaniu… Głęboka miłość, zachwyt, uwielbienie, wściekłość, frustracja….
    9. Z Twoich wypowiedzi przebija chłodna kalkulacja… Brakuje mi ciepłego spojrzenia na żonę, widzenia w niej kobiety którą pokochałeś… Odnoszę wrażenie, że jak patrzysz na nią to widzisz tylko mnożące się cyfry… A właściwie odejmujące się, bo przecież potrafisz doskonale wyliczyć ile każdego dnia " nie zarobiła" do wspólnej kasy… Strasznie to smutne, ale rozumiem że taki jesteś i nie zmienisz swojego podejścia. Kwestia tego jak Twoja żona widzi to w tej chwili, bo wiadomo przedślubne "widzenie" ukochanej osoby będzie zgoła inne niż po…
    10. W skrócie:
    - Daj żonie czas na dojrzewanie (minimum do końca macierzyńskiego, maksimum kilka lat);
    - Nie widzę nic złego w kwestii robienia od czasu do czasu na macierzyńskim tipsów, czy rzęs, jeżeli chce zachować swoje klientki, pod warunkiem że głownie Ona na to nalega;
    - Rozsądnie jest kupować tyle produktów spożywczych , żeby nie musieć ich wyrzucać; Ja też nie lubię marnotrawstwa żywności, co nie znaczy że od czasu do czasu też coś niecoś się zmarnuje - bez przesady; A co do tel. kom dlaczego go zmienia co pół roku? Psuje się czy jak? Niepotrzebny wydatek.
    - Przez okres macierzyńskiego odwieś plany na kołek, ciesz się żoną i dzieckiem, powstrzymaj się od uwag; powiedz że porozmawiacie pod koniec macierzyńskiego i wtedy spróbujcie określić się co do dalszych planów; Możliwości naprawdę jest wiele;
    - Co do budowy domu, zrób sobie raczej plan na pewno powyżej 5 - letni myślę, że jest realny, mimo kolejnych dzieci. Małe dzieci to małe wydatki porównaniu z momentem pójścia dziecka do szkoły. Jeżeli interesuje Cię budowa domu drewnianego, mogę Ci pomóc w określeniu realnych kosztów (siedzę w temacie);
    - Myślę, że musisz trochę uelastycznić podejście do życia, mieć kilka wersji w zapasie, nie trzymać się sztywno planów, nie chcieć zbyt wiele i nauczyć cieszyć się małymi szczęściami i każdym dniem, który tak szybko i niepostrzeżenie nam ucieka:)
    - Wiele mądrych i cennych uwag napisano powyżej… Śledzę z wielką uwagą wątek, który rozwija się naprawdę w błyskawicznym tempie i mam zamiar wynieść coś dla siebie… Zresztą z innych wątków już wyniosłam:)) Powodzenia!

  • krzysztof-lis 11.03.09, 15:17
    > Witaj, gratuluję synka!

    Dziękuję! Za całą Twoją wypowiedź również!

    > Jaki gigantyczny odzew na Twój post:))) Musisz być zadowolony!

    Odzew mnie zaskoczył. Opinie również trochę, choć mniej pozytywnie.

    > 1. Znacie się krótko, widocznie zbyt krótko, żeby zauważyć
    > "zapędy" żony w kierunku nicnierobienia w życiu;

    Równie dobrze te jej zapędy mogą być tylko chwilowym spadkiem formy, który
    nastąpił w niesprzyjających okolicznościach. Rzeczywiście, gdybyśmy znali się
    dłużej, miałbym pewnie inny pogląd na sprawę.

    > kłócicie się, w rezultacie Ty wychodzisz na nieczułego egoistę,

    O tak tak!

    Widać to też w tym wątku. ;)

    > - Daj żonie czas na dojrzewanie (minimum do końca macierzyńskiego,
    > maksimum kilka lat);

    Przyjąłem do wiadomości. :)

    > Jeżeli interesuje Cię budowa domu drewnianego, mogę Ci pomóc w
    > określeniu realnych kosztów (siedzę w temacie);

    Dzięki! Postaram się nie zapomnieć. ;)

    > - Rozsądnie jest kupować tyle produktów spożywczych , żeby nie
    > musieć ich wyrzucać; Ja też nie lubię marnotrawstwa żywności, co
    > nie znaczy że od czasu do czas u też coś niecoś się zmarnuje - bez
    > przesady;

    Widzę, że na tę sprawę patrzymy podobnie.

    > A co do tel. kom dlaczego go zmienia co pół roku? Psuje się czy
    > jak? Niepotrzebny wydatek.

    Bo chce mieć nowy telefon. Żeby jeszcze stary od razu sprzedała, ale musiałem to
    wywalczyć. ;)

    > - Myślę, że musisz trochę uelastycznić podejście do życia, mieć
    > kilka wersji w zapasie, nie trzymać się sztywno planów,

    Rzeczywiście -- muszę nauczyć się trzymać celów a mniej planów na ich
    osiągnięcie. :D
  • asia_i_p 11.03.09, 15:14
    Doczytałam wątek do połowy i zbrakło mi cierpliwości.
    Uwaga, tu rzeczywistość:
    - żona pracy prawdopodobnie nie dostanie, nawet jeśli powie, że ty
    będziesz siedział na wychowawczym - bo pracodawca jej nie uwierzy,
    będzie się bał, że zrezygnujecie z tego rozwiązania i w ogóle
    znajdzie 10 powodów, żeby zamiast niej zatrudnić młodego faceta z
    uregulowanym stosunkiem do służby wojskowej;
    - teraz jest najgorszy moment, żeby z żoną o tym rozmawiać, bo teraz
    ona potrzebuje męża, który ją wesprze, a nie organizatora kariery,
    który ją krytykuje i daje kopa do przodu;
    - jeżeli żona jest, jak twierdzi bierna, to może nie była to wasza
    wspólna wizja tylko twoja, a ona przytakiwała dla świętego spokoju?

    Opisałeś sytuację bardzo dokładnie, mój wniosek jest taki - macie
    rozbieżne wizje waszej przyszłości. Plus twoje przekonanie o swojej
    racji i przywiązanie do swoich planów doprowadziło do tego, że w
    zasadzie nie wiesz, jaka jest wizja żony. Ona zna twoją, ale jej ta
    wizja nie odpowiada, a ty nie znasz jej i nawet nie próbujesz się
    dowiedzieć, tylko dalej przekonujesz ją do własnej.

    Jedyna rada jaką widzę to rozmowa z żoną jakiej chyba jeszcze nie
    próbowałeś - ona mówi, a ty słuchasz. Opowiada, jak widzi waszą
    przyszłość. Jeżeli ta wizja cię przeraża, to jej to powiedz, ale nie
    na zasadzie "ja na ciebie nie będę robił darmozjadzie" "nie tak się
    umawialiśmy", tylko uczciwe "nie chcę/boję się być jedynym
    utrzymującym naszą rodzinę".

    Bardzo dużo chcesz - ustal swoje priorytety. Co jest dla ciebie
    ważniejsze - dywersyfikacja źródeł dochodu rodziny czy robienie
    pracy, która cię interesuje? Ustal to i walcz o to jedno, zamiast
    bronić tego idealnego planu, którego żona najwyraźniej nie chce.

    I zacznij traktować żonę jak osobę, którą chciałbyś, żeby była.
    Chcesz mieć dorosłą odpowiedzialną partnerkę, a traktujesz ją jak
    dziecko. Budzisz o 8-mej, zapędzasz do nauki. To nie ona jest
    bierna, to ty wyrywasz jej z rąk całą aktywność, sterujesz jej
    życiem co do minuty, a potem oczekujesz inicjatywy. Jeżeli ją
    będziesz traktować jak malutką dziewczynkę, to tak się będzie
    względem ciebie zachowywała.
    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
  • krzysztof-lis 11.03.09, 15:24
    > - żona pracy prawdopodobnie nie dostanie,

    Liczę się z tą możliwością, dlatego myśląc o pracy miałem na myśli raczej własną
    działalność.

    > może nie była to wasza wspólna wizja tylko twoja, a ona
    > przytakiwała dla świętego spokoju?

    Jest i taka możliwość, choć w takiej sytuacji oczekiwałbym, że powie mi, że moja
    koncepcja jej się nie podoba. Przynajmniej bym się na te plany tak nie napalał...

    > Opisałeś sytuację bardzo dokładnie, mój wniosek jest taki - macie
    > rozbieżne wizje waszej przyszłości. (...) ty nie znasz jej i nawet
    > nie próbujesz się dowiedzieć, tylko dalej przekonujesz ją do
    > własnej.

    Kilka razy na ten temat rozmawialiśmy, nie udało mi się poznać jej wizji naszej
    przyszłości. Dowiadywałem się, że ona nie ma własnej wizji tego, co będzie się z
    nią czy z nami działo. Poza hasłami w rodzaju kontynuowania studiów do
    magisterki, ale jeszcze nie wiadomo w jakim kierunku. Więcej nie pamiętam -- ale
    przyznaję uczciwie (teraz to sobie uświadomiłem), że to może być równie dobrze
    kwestia mojej mocno niedoskonałej pamięci.

    > Jedyna rada jaką widzę to rozmowa z żoną jakiej chyba jeszcze nie
    > próbowałeś - ona mówi, a ty słuchasz. Opowiada, jak widzi waszą
    > przyszłość.

    Rzeczywiście, dyskusje najczęściej wyglądają tak, że ja długo długo mówię a gdy
    już skończę, to ona mówić nie chce. Na pewno musimy jeszcze na ten temat
    podyskutować...

    > Bardzo dużo chcesz - ustal swoje priorytety. Co jest dla ciebie
    > ważniejsze - dywersyfikacja źródeł dochodu rodziny czy robienie
    > pracy, która cię interesuje?

    Jeśli miałbym ustalić priorytety, to kolejność moich dwóch najważniejszych
    życiowych celów byłaby taka:
    * rezygnacja z pracy i zarabianie wyłącznie z internetu lub chałtur, ewentualnie
    praca nauczyciela w ramach hobby i żeby nie zdziwaczeć do końca w domu,
    * budowa domu.

    > Chcesz mieć dorosłą odpowiedzialną partnerkę, a traktujesz ją jak
    > dziecko. Budzisz o 8-mej, zapędzasz do nauki. To nie ona jest
    > bierna, to ty wyrywasz jej z rąk całą aktywność, sterujesz jej
    > życiem co do minuty, a potem oczekujesz inicjatywy.

    Rzeczywiście, choć wynika to z tego, że wcześniejszy model z pozostawieniem
    wolnej ręki się nie sprawdził. ;) Takie miałem wrażenie.
  • asia_i_p 11.03.09, 21:12
    A jeszcze jedno przyszło mi do głowy - nie jest tak, że ona się boi
    tej twojej docelowej koncepcji, to znaczy obydwojga pracującego na
    swoim? To zawsze większe ryzyko niż praca etatowa no i brak np.
    wychowawczego, a planujecie trójkę dzieci w krótkim czasie. Może
    wie, że cię nie przekona, i blokuje pomysł w jedyny, jej zdaniem,
    skuteczny sposób?
    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
  • krzysztof-lis 11.03.09, 21:49
    > nie jest tak, że ona się boi tej twojej docelowej koncepcji, to
    > znaczy obydwojga pracującego na swoim?

    Na pewno jest to bezpieczniejsza koncepcja niż jedno niepracujące wcale. ;)

    > Może wie, że cię nie przekona, i blokuje pomysł w jedyny, jej
    > zdaniem, skuteczny sposób?

    Jeśli tak ma wyglądać komunikacja w partnerskim związku, to dziękuję...
  • asia_i_p 12.03.09, 13:26
    Ale ja myślałam, że już ustaliliśmy, że wasz związek partnerski na
    razie nie jest i najwyżej ma być partnerski w przyszłości. Myślałam,
    że o tym jest ten wątek.
    Nie możesz się bić z rzeczywistością, najpierw musisz ją przyjąć do
    wiadomości, potem można próbować coś zmieniać.
    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
  • moniafigiel 11.03.09, 15:52
    krzysztofie,
    Ty i Twoja żona jesteście jeszcze bardzo młodzi.
    Wasze dziecko głównie je i śpi i wydaje Ci się że tak bedzie zawsze.
    A zapewniam Cie że nie, czeka Was jesze mnóstwo wyzwań i wysiłku
    żeby malucha wychować. Z twojej wypowiedzi nie wynika, żebyś był w
    dziecku zakochany, żebyś się z niego cieszył. Że jest zdrowe i całe
    twoje. A jego matka cudowna, bo Ci to dziecko urodziła. Nie
    pomyslałeś że przeżywacie teraz niewzykłe chwile, a pieniadze
    jeszcze zdążycie zarobić, razem a nie Ty czy Ona.
    Masz tylko pretensje. Mnóstwo kobiet nie pracuje, tylko zajmuje się
    dzieckiem czy dziećmi i domem. I rodzina może i tak funkcjonować.
    Jestem mamą córeczki w wieku przedszkolnym, spędziłam z nią 1,5 roku
    w domu. Żyliśmy przez ten czas skromnie, ale mój mąż (też inzynier
    swoją drogą) nie gonił mnie do pracy, wręcz prosił żebym jeszcze z
    dzieckiem posiedziała. Bo ten czas jest dla dziecka bezcenny i mama
    jest mu potrzebna jak prawie nic na świecie. I na pieniadze i na
    karierę też przyjdzie czas tak jak i u nas przyszedł.
    Na szczęście hierarcha wartości mojego męża jest inna niż Twoja.
    Naszym fundamentem jest rodzina, miłość i szacunek dla siebie
    nawzajem a nie pieniadze.



    --
  • krzysztof-lis 11.03.09, 16:34
    > pieniadze jeszcze zdążycie zarobić, razem a nie Ty czy Ona.

    Gdybym miał tę pewność, nie byłoby tego wątku.
  • nataliak9 11.03.09, 17:20
    ze nie jestem twoja Krzysiu żoną, i że mam normalnego DOROSŁEGO,
    cudownego męża.takie posty jak twoje, raz po raz mnie w tym
    przekonuja, że jestem prawdziwą szczęściarą. współczuję twojej
    żonie, że urodziła dziecko komus takiemu jak ty.
  • krzysztof-lis 11.03.09, 18:00
    Cieszy mnie, że poprawiłaś sobie humor. Szkoda, że Twoja wypowiedź jest
    bezużyteczna.
  • kklekss 11.03.09, 18:22
    Ty jesteś zwykły leń i egoista, który założył sobie wizje siedzenia
    w domu przed komputerem .Skoro żonę po kilku dniach od porodu
    wyganiasz do pracy to jak to nazwać? To nie normalne a Ty naprawde
    jesteś chory.Nie kochasz żony ani dziecka .Dziwak jesteś
    brrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
    rrrrr
  • krzysztof-lis 11.03.09, 18:42
    Czy zdaje Ci się, że im więcej wykrzykników i literek "r" wpiszesz, tym większe
    wrażenie zrobi na mnie Twoja wypowiedź?

    Jeśli tak, to masz rację -- zdaje Ci się.

    > Ty jesteś zwykły leń i egoista, który założył sobie wizje siedzenia
    > w domu przed komputerem .

    Czyli siedzenie w domu przed komputerem polegające na pracy przy nim jest
    lenistwem a siedzenie w domu z dzieckiem już jest ciężką pracą? Ty chyba nie
    jesteś z tych, które walczą o równouprawnienie, prawda?
  • kammik 11.03.09, 20:37
    > Czyli siedzenie w domu przed komputerem polegające na pracy przy nim jest
    > lenistwem a siedzenie w domu z dzieckiem już jest ciężką pracą?

    Aha. Mam trzymiesięczną córkę - owo słynne "siedzenie w domu" powoduje, że bolą
    mnie ręce, nogi, wszystko tylko nie dupsko. Praca przy tym to pikuś. Od
    przyszłego tygodnia zaczynam pracę w domu - ale nie mam złudzeń, że będę
    pracować przy dziecku - wyłącznie wtedy, kiedy będzie spała. Świetne masz te
    wizje - słodkie bobo gaworzące w łóżeczku a tatuś dzielnie zarabiający na
    kolejną cegłę. Uhm, uhm, oczywiście.
  • violettaa 11.03.09, 19:44
    Az mi szkoda ciebie za duzo wziołeś sobie na błowę.Przypuszczam ze zonie jest z tym wygodnie.
  • ladaco2 13.03.09, 11:33
    Jestem totalnie w szoku!!! Ponad godzinę zajęło mi przeczytanie tego
    wszystkiego. Totalka!!!
    Krzysztofie!
    Nie chcę powielać tu tego, co napisały moje przedmówczynie, ale jedno ciśnie mi
    się na usta, kompletnie brakuje Ci inteligencji emocjonalnej. Mam chwilami
    wrażenie, że czytam wypowiedzi robota. Wiem, że to mało konstruktywne, ale nie
    mogłam się oprzeć. Z drugiej strony podziwiam Cię za to, że chcesz coś robić,
    zmieniać, masz wątpliwości. To znaczy, że jednak może jest jakaś nadzieja dla
    Ciebie. Chcesz rady, to posłuchaj...
    Twoja żona nie pracowała, nie wiem dlaczego, ale w końcu zdecydowała się na
    założenie własnej działalności. To wymaga odwagi i swego rodzaju desperacji. Ona
    się na to odważyła. Odpowiedz na pytanie - Jak duży był Twój udział w tej
    decyzji? Niekoniecznie był bezpośredni, wystarczyły ciągłe wyrzuty, że nic nie
    robi. Kiedy już odważyła się, zapaliła sią do tego pomysłu i sama siebie chciała
    przekonać, że to świetna idea i wymyśliła sobie, na podstawie niekoniecznie
    dobrych danych ile może zarobić. Ty uwierzyłeś w to, bo chciałeś uwierzyć. Nie
    ma co teraz opowiadać, że nie znasz się na tym. Przyszła ciąża - pamiętam kiedy
    sama zaszłam w ciążę. byłam wtedy na studiach, w połowie III roku, mniej więcej
    w wieku Twojej żony. Z największym trudem zdałam egzaminy na końcu roku. Nie
    dlatego żebym źle znosiła ciążę - wręcz przeciwnie, w życiu nie czułam się tak
    dobrze. Hormony sprawiły jednak, że nie byłam w stanie skupić się na niczym,
    poza swoim ciałem, ciążą i dzieckiem. Zaraz po zdaniu egzaminów wzięłam na rok
    dziekankę i dzięki temu resztę ciąży i pierwsze 8 miesięcy spędziłam z córeczką
    i mężem w domu. Nie było łatwo. Mąż pracował w fabryce i pieniędzy ledwo nam
    starczało do końca miesiąca. Kolejne lata, zanim skończyłam studia też nie były
    łatwe. Pracę dyplomową dałam w prezencie mężowi. Był to wg niego najpiękniejszy
    prezent jaki kiedykolwiek dostał. Chcę przez to powiedzieć, żebyś nie obwiniał
    żony, że nie pracowała podczas ciąży tak intensywnie jakbyś to sobie wyobrażał.
    To po prostu niewykonalne. Potem przyszedł poród i połóg. Nie wyobrażasz sobie
    jaki to stres dla organizmu i psychiki matki. Z dziewczynki ma się nagle zmienić
    w matkę. Dostaje do rąk coś, co rosło w niej 9 mies. a teraz jest od niej
    całkowicie zależne. Tak ona to w każdym razie czuje. To ciężar często ponad
    siły, stąd te baby blues, depresje, itp. sprawy. Spróbuj ją zrozumieć - teraz
    jesteś jedynym człowiekiem, u którego może szukać pomocy. Tylko czy chce? Dałeś
    jej w ostatnim okresie tyle ciepła, miłości i zrozumienia, żeby miała na to
    odwagę? Chyba nie... Musi być strasznie samotna i przestraszona... Jak jej
    podziękowałeś za poród i syna? Przyniosleś kwiaty? Otaczasz ją miłością i
    ciepłem? Podajesz śniadanie do łóżka? Chodzisz na zakupy? Dbasz, żeby nie
    musiała niepotrzebnie wstawać?Taki pocięty brzuch potwornie boli, tak samo jak
    rozerwane krocze. Zachęcasz do karmienia piersią? Młode matki zwykle boją się,
    że mają za mało pokarmu. Chcą dokarmiać butelką (zdaje się, że to właśnie
    robicie), a to ogromny błąd. Ważcie malucha po karmieniu piersią, żeby przekonać
    się ile się napił. Niech to będzie Twój pomysł - żeby dodać jej pewności siebie.
    Powiedz jej, że świetnie sobie daje radę w prowadzeniu domu i opiece nad małym
    liskiem. Spróbuj to wszystko robić przez jakiś czas. Zobaczysz, może z czasem
    to wystraszone zwierzątko zacznie do ciebie mówić, a kiedy to się stanie -
    zamknij buzię i słuchaj. Nie czekaj i nie układaj sobie w myśli odpowiedzi.
    Słuchaj.
    Wszystko potoczyło się tak szybko, że nie nadążasz złapać oddechu. Zapomnij na
    chwilą o Waszych (TWOICH) planach i ciesz się, że możesz poleżeć z mamą swojego
    synka i synkiem w łóżku przy karmieniu. Pokaż jej, że Ty się chcesz nią
    opiekować. Ugotuj im obiad. Daj sobie luz. Zobaczysz, że kiedy przyjdzie do
    siebie będzie chciała Ci to oddać, a potem możecie układać plany wspólnie, od
    nowa, w nowej rzeczywistości.
  • krzysztof-lis 13.03.09, 16:50
    > Twoja żona nie pracowała, nie wiem dlaczego, ale w końcu
    > zdecydowała się na założenie własnej działalności. To wymaga odwagi
    > i swego rodzaju desperacji. (...) Odpowiedz na pytanie - Jak duży
    > był Twój udział w tej decyzji?

    Gdyby był mały, nie zakładałbym tego wątku. Założyłem go, bo cała inicjatywa
    dotycząca działania mojej żony pochodzi zasadniczo ode mnie.

    > Jak jej podziękowałeś za poród i syna? Przyniosleś kwiaty?

    Tak samo jak ona mnie za spłodzenie syna.

    > Chcą dokarmiać butelką (zdaje się, że to właśnie robicie), a to
    > ogromny błąd. Ważcie malucha po karmieniu piersią, żeby przekonać
    > się ile się napił.

    Wychodzimy z założenia, że jeśli po nakarmieniu (gdy pokarm się skończy) dziecko
    dalej chce jeść, to trzeba mu to jeść dać. Więc dostaje jeszcze butelkę.