Dodaj do ulubionych

chora siostra meza

26.03.09, 09:57
Witajcie.Mam naprawde spory problem, na razie jest on tylko w mojej glowie, ale przyjdzie taki moment ,ze bede musiala stanac z nim twarza w twarz.Sprawa wyglada nastepujaco.Moj maz ma powaznie chora siostre, ktora wymaga calodobowej opieki.Obecnie zajmuja sie nia tesciowie, poswiecili jej cale swoje zycie, sa wspanialymi ,oddanymi corce rodzicami i podziwiam ich za taka postawe.Sa to jednak rodzice.ja mam raczej obojetny stosunek do siostry meza i nie wyobrazam sobie abym w przyszlosci miala sie nia zajmowac.Ostatnio, bedac u tesciow uslyszalam ,ze kiedys tam....chora Anna bedzie musial zaopiekowac sie moj maz.Lekko sie zdziwilam i spytalam tesciowa, co on na to.Odpowiedziala, ze jeszcze nie wie ,bo domyslam sie nie bylo jeszcze takiej rozmowy. Na to ja,ze moj maz a jej syn z pewnoscia obarczylby tym obowiazkiem mnie i zrobil ze mnie opiekunke, pielegniarke i nianke swojej chorej siostry.Ja nie moge sie na to zgodzic i nie wezme takiego ciezaru na swoje barki.Tego jednak juz nie powiedzialam,ale tak mysle.Siostra meza jest osoba, ktora nie potrafi samodzielnie funkcjonowac,stale ktos musi przy niej byc.Wymaga pielegnacji, nie potrafi sama sie umyc, ubrac ,jest osoba chodzaca,jednak samodzielnie nigdy nie opuszcza mieszkania,tesciowie,starsi i schorowani juz ludzie wychodza z nia na spacery, myja ja ,karmia podaja leki.Do tego wszystkiego trudno jest sie z nia komunikowac, gdyz nie potrafi mowic, wydaje z siebie tylko jakies okrzyki ,wlasnie w ten sposob probuje komunikowac sie ze swiatem zewnetrznym.Potrafi wyrazac swoje emocje,nastroje np.dotykiem ,usmiechem, placzem, pokrzykiwaniem czy nawet agresja.Nie ma z nia jednak kontaktu slownego.Nie robi w domu nic,trudno tego od niej wymagac.Spedza czas chodzac po mieszkaniu z kata w kat,pokrzykujac lub tez spiac.Ostatnim zajeciem,ktore przypadlo jej do gusty jest darcie starych gazet i papierow.Tesciowie pozwalaja jej na to ,bo jesli nie, to wowczas krzyczy i staje sie nieco agresywna, okazuje w kazdym razie swoje niezadowolenie.Ja nie wyobrazam sobie ,abym w przyszlosci miala sie nia zajmowac.Probowalam kiedys rozmawiac o tym z mezem ,ale on zamyka sie na ten problem i woli pomijac go milczeniem .Mam mu to za zle.Rowniez to, ze za namowa swego ojca a mojego tescia spowodowal ,ze pobudowalismy dom,ktory nie byl moim marzeniem .Od poczatku tej nieszczesnej budowy mialam przeczucie ,ze jest ona po to, aby kiedys mogla zamieszkac razem z nami siostra meza, a my mielibysmy sie nia wowczas zajmowac. Nikt oczywiscie nie powiedzial mi tego wprost, ale tak to czulam i czuje do dzis, a mieszkamy w tym nowym domu juz prawie cztery lata.Nie wiem do dzis ,dlaczego nie przeciwstawilam sie w sposob zdecydowany i stanowczy temu pomyslowi z budowa domu, zaluje tego,uwazam ze to chyba najwiekszy moj dotychczasowy blad.Majac takie podejscie do calej sprawy, nie czuje sie w tym domu ani w moim malzenstwie szczesliwa.To glownie tesciowie w poczatkowym okresie budowy finansowali cale przedsiewziecie, a ja mialam wrazenie ,odczucie, ze staje sie od nich zalezna i bede musiala im kiedys za to sie odwdzieczyc.Koncze juz na dzisiaj,chociaz moznaby pisac o calej sprawie jeszcze bardzo dlugo i wplatac w nia kolejne watki.Moze na koniec dodam tylko tyle, ze mam b. zle relacje z mezem, czuje ze mnie ignoruje, lekcewazy po prostu olewa.Nie rozmawia ze mna calymi dniami ,a i ja odplacam mu tym samym.Brakuje pomiedzy nami szczerosci ,co ja gadam, brakuje wlasciwie wszystkiego.
Edytor zaawansowany
  • 26.03.09, 10:11
    Widzę 2 wyjscia:
    opiekę siostrze można opłacic, tzn meiszkaaz Wami ale zajmuje się
    nią platna opiekunka
    dom opieki , który Wy opłacacie ( Waszz "dług" wobec Teściów, bo tak
    rozumiem ich inwestycję w Wasz dom- jako zapewnienie domu córce).

    Swoją drogą wychodząc za niego za mąż , gdy on miał niepełnosprawną
    siostre nie spodziewałas się ze opika spadnie na Was?
  • 26.03.09, 12:36
    Wychodzac za maz oczywiscie nie myslalam co bedzie potem, za iles tam lat.Moja matka wspomniala mi tylko,czy nie mam obaw co do stanu zdrowia naszych przyszlych dzieci, ale nie moglam o tym myslec bedac zakochana po uszy.Mysle sobie teraz, ze to ja namowilam czy tez zachecilam meza do tego abysmy sie wreszcie pobrali, po wieloletnim chodzeniu te soba.Znamy sie z czasow szkoly sredniej.To byla chyga moja inicjatywa,tak to pamietam.Mialam dosc krotkich, potajemnych czasem spotkan i dlugo trwajacej rozlaki.Bylam pewna,ze maz mnie kocha i pragnie tego samego co ja.Wracajac do siostry, to umieszczenie jej jak tu w wiekszosci piszecie w domu opieki, nie jest chyba sprawa taka prosta.Tesciowa w rozmowie ze mna mowila, ze na wolne miejsce w takim domu trzeba czekac,a w dodatku jest to kosztowne i renta siostry meza bylaby niewystarczajaca.Rodzice odkladali dla niej pieniadze, jednak ostatnio wszystkie te oszczednosci poszly na splate dlugu mojego meza, ktory narozrabial w pracy i grozilo mu dyscyplinarne zwolnienie.Dlatego tez tesciowie pokryli dlug meza korzystajac z oszczednosci jakie zgromadzili dla chorej corki.Zastanawia mnie tylko jedna rzecz, dlaczego matka mojego meza poruszyla ze mna te rozmowe i czy ja musialam ja kontynuowac?
  • 04.10.17, 05:08
    Nie mogę zrozumieć! Zabraliście chorej środki do życia a teraz żałujecie jej na opiekę?! Współczuję chorej rodziny chorej, bo bez serca.
  • 11.10.17, 10:21
    zolwik52 napisał(a):

    > Nie mogę zrozumieć! Zabraliście chorej środki do życia a teraz żałujecie jej na
    > opiekę?! Współczuję chorej rodziny chorej, bo bez serca.

    "Zabraliście"? To autorka zabrała?
  • 11.10.17, 10:27
    schwarzkobler napisał(a):


    > "Zabraliście"? To autorka zabrała?

    Autorka przyjela. A przynajmniej wspolprzyjela.
  • 26.03.09, 10:30
    Relacja z mężem to jedno, nie ma chyba nic wspólnego z siostrą, dlatego ten
    temat musisz już rozwiązać sama. Ważne żeby narzędziem nie było milczenie, bo
    tym sposobem będziecie się tylko od siebie oddalać.

    Siostra - to temat trudny, ale możliwy do okiełznania. Jak na razie - opiekują
    się nią teściowie - i do tego czasu możesz spokojnie zostawić sprawy takimi
    jakimi są.
    Jeśli rodzice nie będą się w stanie opiekować - a nie chcesz się nią opiekować -
    musicie wspólnymi siłami załatwić opiekę. Ona może mieszkać z teściami - ale gdy
    im braknie sił niech nie kombinują przeprowadzki, tylko mieszkają z nią dalej,
    tak aby przez 8 godzin dziennie mogła tam przebywać też profesjonalna opiekunka/
    pielęgniarka.
    Zarówno ty jak i mąż nie musicie się nią opiekować i macie prawo razem podjąć
    taką decyzję. Powodem może być wasza praca, do której też trzeba chodzić i
    przypuszczam, że twój mąż pomimo milczenia ma podobne zdanie i po tygodniu
    takiej "opieki" miałby dość.
    Ty - masz prawo odmówić. To nie jest twoja siostra.
    On - ma prawo spróbować opieki jak chce - jak zobaczy,że musi zrezygnować z
    pracy i zrozumie ile to wymaga trudu - też sobie odpuści i zorganizuje coś
    logicznego, tak myślę.
  • 26.03.09, 11:40
    W razie śmierci rodziców "problem" opieki nad siostrą spada na brata
    (jeśli nie żyją rodzice i dziadkowie). To on ma prawny obowiązek
    zorganizować tę opiekę (oczywiście nie musi tego robić osobiście).

    --
    Sygnaturka do wynajęcia
  • 13.10.17, 07:07
    jasne, to że zagarnął pieniądze przeznaczone dla siostry dalej nie czyni go odpowiedzialnym za jej los, prawda?


    --
    Wszystkim dogodzić się nie da, ale wszystkich wku...ć to już żaden problem :D
  • 26.03.09, 11:36
    Piszę z autopsji, ponieważ w rodzinie mojego taty jest podobny
    problem. Tata ma przyrodniego brata (10 lat młodszego), który w
    wyniku powikłań po szczepieniu stał się upośledzony. Opiekuje się
    nim babcia, która mimo podeszłego wieku nieźle się trzyma. Od
    zawsze moja mama wiedziała, że po śmierci babci będzie problem.
    Babcia, która nota bene porzuciła mojego tatę jak był mały, w jego
    dorosłym życiu bardzo starała się nim manipulować ale moja mama na
    to nie pozwoliła. Tata powiedział, że nie może brać na siebie
    takiego zobowiązania, ponieważ ma rodzinę z którą musi się liczyć,
    opiekując się bratem nawet na wakacje rodzice nie mogliby wyjechać,
    poza tym tata jest starszy( już po 60-ątce)i co będzie jak on umrze
    przed wujkiem? tata zaproponował, ze można znaleźć dom opieki blisko
    naszego miejsca zamieszkania i brać wujka na weekendy, święta itp.
    Również w przypadku siostry mężą, możecie zaproponować dobry,
    sprawdzony dom opieki, możecie się zdeklarować, że będziecie ją
    regularnie odwiedzać, spędzać razem święta... . Będzie tam miała
    całodobową opiekę i towarzystwo ludzi podobnych do siebie. osobiście
    nie wyobrażam sobie sprawować opieki nad kimś zupełnie ode mnie
    zależnym ( poza oczywiście moimi dziećmi, ale tutaj autorki wątku
    nie łączą żadne emocjonalen relacje z siostrą męza), jak dziewczyna
    z wami zamieszka to nawet na zakupy nie będziesz mogła wyjść z mężem
    albo do kina, bo zawsze będzie musiał ktoś przy niej być.
  • 26.03.09, 12:01
    zajecie sie siostra po smierci rodzicow bedzie oczywiscie
    obowiazkiem twojego meza.
    Nie wiem, skad twoje przejkonanie, ze oznacza to, ze ty bedziesz sie
    musiala nia zajmowac, najwyrazniej nie potrafisz ulozyc sobie
    relacji w malzenstwie. na tym bym sie skupila, bo siostra jest
    zagadnieniem wtornym wobec waszego braku komunikacji.
    --
    Being the change you want to see
    Wiedzmowo
  • 26.03.09, 12:22
    Na składanie reklamacji za późno - było o tym rozmawiać przed
    ślubem. Ja, gdybym spotykała się z chłopcem, który ma upośledzoną
    siostrę od razu wiedziałabym, że po śmierci teściów my będziemy
    musieli zająć się chorą.
    Oboje jesteście winni sytuacji niedomówienia. Taka rozmowa powinna
    zaistnieć przed ślubem. Mąż widocznie nie miał odwagi podjąć tematu
    z obawy twojej odmowy. A Ty nie zadbałaś o to w imię swojego
    przyszłego spokoju i dobra. I dziś trza ci to brzemię nieść.
    Bo jeśli mąż nie zgodzi się na oddanie jej do domu opieki, co jest
    jak najbardziej zrozumiałe, bo chora jest na tyle rozumna, że bardzo
    to przeżyje, to nieludzim odruchem będzie Ci odmówić. No chyba, że
    pracujecie i nie będziecie technicznie mogli się nią całą dobę
    zajmować. Wtedy możesz jakoś się wykręcić... Wiem jakim trudem jest
    sprawowanie takiej opieki, bo mam sąsiadów z identycznym 13-letnim
    przypadkiem i ostatnio zastanawiałam się, czy jego rodzeństwu nie
    będzie trudniej w przyszłości o partnera właśnie z racji
    konieczności przejęcia ewentualnego obowiązku opieki - na co liczą
    rodzice, bo rozmawialiśmy kiedyś o tym...
  • 26.03.09, 12:52
    Przed slubem nie mysli sie o takich sprawach i nie wszystko mozna sobie wczesniej zaplanowac.Poza tym, mysle ze nie wychodzilam za maz za siostre meza lecz za niego ,a jego rodzice nie moga obarczac mnie takim ciezarem,bo zwyczajnie nie podolam, jestem za slaba psychicznie i chyba znalazlabym sie pierwsza w jakims zamknietym osrodku niz siostra meza.Chce normalnie zyc dla siebie i swoich dzieci Czy to cos zlego?Poza tym rzeczywiscie pracuje, no ale mam tez sporo wolnego czasu.
  • 26.03.09, 13:27
    Co nie przeszkodzilo wam zagarnac pieniadze ktore oni przez lata
    odkladali na jej opieke w razie gdy jej zabraknie.
    --
    ...Nawet ja nie jestem tak durna by przejmowac sie , glupim gadaniem
    innych ..(R)
  • 26.03.09, 13:29
    Szkoda, ze przed ślubem nie myślałaś.
    A po synu mogli się spodziewać , że się zaopiekuje siostrą tym
    bardziej że zbudowali dom , z myślą , że dla niej też znajdzie się
    tam miejsce.
    Myślę, że tesciowie i twój mąż już dawno ustalili....


    Ciekawe, czy gdyby to była Twoja siostra też byś się zapierała?
  • 26.03.09, 13:36
    Zwykle w takiej sytuacji poradzilabym znalezienie domu opieki, bo
    rodzice nie maja prawa wymagac od pozostalych dzieci zajmowania się
    niepełnosprawnym rodzeństwem 24 godziny na dobę.
    Ale ta sytuacja jest inna - bo pieniadze, przeznaczone na opieke nad
    siostrą zostały przeznaczone na potrzeby Twego męża i to rozumiem,
    nie z przyczyn losowych, tylko z winy męża. Pieniadze na dom też
    wzieliscie - a jak piszesz, prawdopodobnie tesciowie dali te
    pieniądze liczac na Wasza opieke nad córką.
    Zaciagnęliscie wobec tesciów moralne zobowiązania i teraz nie masz
    ochoty się z nich wywiązać. Obawiam się jednak, ze Twój mąż, o ile
    jest porzadnym człowiekiem, bedzie czuł, ze nie mozna brać, nic w
    zamian nie dajac - i albo zaopiekuje się siostrą, albo wybacz - jest
    nieuczciwy.
    trzeba bylo mysleć wczesniej. Teraz jest już chyba trochę za późno.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 26.03.09, 15:24
    a skąd takie założenie, że "mogli się spodziewać po synu że się
    siostrą zaopiekuje"? uważam, że nie tylko nie mogli, ale też nie
    powinni.

    znam blisko 2 rodziny z podobnym przypadkiem choroby - i dla tamtych
    rodziców oczywiste jest, ze kiedy nie będą mieli sami siły - ich
    upośledzone dziecko trafi do domu opieki, żadnemu z nich do głowy
    nie przyszło, żeby obarczać taką opieką drugie dziecko. Jedni już
    umieścili dorosłą już córkę w domu opieki, bo zwyczajnie jest jej
    tam lepiej niż w domu. Ma towarzystwo, zajęcia, bawi się, lubi tam
    przebywać. Rodzice chcą, żeby choć jedno z dzieci miało normalne
    życie. W obu przypadkach zdrowe rodzeństwo czuje się odpowiedzialne -
    ale nie zamierza realizować obowiązku kosztem własnego życia i
    własnej rodziny.

    P.S. NFZ-owskie domy opieki przyjmują wszystkich, niezależnie od
    wysokości renty. I bywają lepiej przygotowane do opieki nad takimi
    ludźmi niż prywatne.
  • 26.03.09, 15:50
    Ok , masz po czesci racje. Ale jesli oni nie chcieli sie ta siostra
    zajac to powinni natychmiast oponowac a nie godzic sie by wydwali
    kase ktora miala byc na zabezpieczenie osoby niepelnosprawnej gdy
    ich zabraknie.A to na budowe domu, na jakies machlojstwa syna. Jesli
    przyjmowali ta kase majac swiadomosc ze to z funduszu chorej siostry
    to sorry ale sami zaciageli dlug wzgledem nich dlug czy tego chca
    czy nie. Jestem pewna ze maz autorki liczy sie z tym ze bedzie sie
    musial zajac w jakis sposob siostra.


    --
    ...Nawet ja nie jestem tak durna by przejmowac sie , glupim gadaniem
    innych ..(R)
  • 26.03.09, 17:29
    Przepraszam, ale czy pomoc rodziców - zresztą poniekąd narzucona (bo
    autorka domu NIE CHCIAŁA) - jest jakimś handlem wymiennym? tu
    wygląda to tak, jakby było to jedynie narzędzie szantażu
    emocjonalnego. Nieuczciwością ze strony rodziców jest taka pomoc, bo
    to żadna pomoc, a perfidnie zastawiona pułapka.

    to po pierwsze - po drugie nawet jeśli pomogli, to nadal nie uważam,
    żeby AUTORKA miała za co być wdzięczna do tego stopnia żeby
    poświęcić resztę życia obcej kobiecie? bo nie ukrywajmy, obowiązek
    to może ma i brat, ale w praktyce takie sprawy spadają na barki
    kobiet.

    Rodzice pomogli swojemu synowi, wyciągnęli go z kłopotów w które się
    wpakował. No cóż - i za to mają prawo oczekiwać niewolniczego
    oddania jego i jego żony przez kolejne kilkadziesiąt lat? no
    sorry...
  • 26.03.09, 18:54
    Jakos im to ze siostra jest kaleka i to kasa na jej opieke nie
    przeszkadzalo jej od rodzicow wziasc. Jestem przekonana ze nie dali
    jej ot tak sobie. W koncu zabierali je ich ubezwlasnowolnionej
    corce, liczac ze syn tez kiedys im pomoze. O wiele uczciwsze byloby
    nie przyjmowanie kasy od tesciow . I jasne przedstawienie
    sytuacji.Ze na pomoc nie maja co liczyc. Wtedy dawali by lub nie
    ale nie byloby zobowiazan .
    A dlugi trzeba splacac.



    --
    ...Nawet ja nie jestem tak durna by przejmowac sie , glupim gadaniem
    innych ..(R)
  • 26.03.09, 23:14
    Przepraszam, ale czy pomoc rodziców - zresztą poniekąd narzucona (bo
    > autorka domu NIE CHCIAŁA)

    Ale nie oponowała, nawet nie wyraziła głośno swojego sprzeciwu

    'Rodzice pomogli swojemu synowi, wyciągnęli go z kłopotów w które się
    > wpakował. No cóż - i za to mają prawo oczekiwać niewolniczego
    > oddania jego i jego żony przez kolejne kilkadziesiąt lat? no
    > sorr"

    Pieniądze które otrzymał mąż autorki przeznaczone były na opiekę nad chorą
    córką w chwili gdy rodzice nie będą w stanie się nią opiekować. Jeżeli mąż
    autorki nie odda rodzicom pieniędzy mają prawo oczekiwać, że w zamian zajmie się
    siostrą

  • 27.03.09, 11:04
    Nie wiem o jakie kwoty chodziło, ale śmiem wątpić, czy pieniądze,
    które rodzice przeznaczyli na pomoc SWOJEMU synowi w jakikolwiek
    sposób zabezpieczyłyby siostrę na dłużej.

    prywatny dom opieki to koszt rzędu 1,6-2 tysięce miesięcznie (i to
    nawet w małych miejscowościach), cynicznie spytam - na ile miesięcy
    opieki nad córką byli w stanie odłożyć rodzice, z których jedno
    zdaje się całe życie nie pracuje? na pół roku? rok? dwa lata? trzy?

    w zamian oczekują kilkudziesięciu lat całkowitego podporządkowania
    życia. Autorka dała się wmanewrować w sytuację pt "niewolnika tanio
    kupię".
  • 27.03.09, 22:44
    5 czy 10000 bez problemu można pożyczyć z banku, sądzę więc że jednak chodzi o
    większą kwotę skoro dwójka pracujących ludzi nie była w stanie jej zdobyć.
    Dodajmy że ci rodzice z których jedno nie pracowało odłożyli dość znaczną sumę
    na dom syna ( większość kasy dali rodzice)
    Podejrzewam,że renta dziewczyny pokryje połowę kosztu prywatnego domu opieki.
  • 27.03.09, 10:55
    bo
    > autorka domu NIE CHCIAŁA)

    nie chcciala ale wziela i czerpie z tego profity na codzien.
    Nie mozna nikogo zmusic do przyjecia darowizny.
    --
    Being the change you want to see
    Wiedzmowo
  • 27.03.09, 14:38
    nie ona przyjęła darowiznę a mąż, on się na nią zgodził, on ją
    dostał pieniądze od rodzicow - co miała zrobić, awanturę, stanąć
    okoniem, wywrzeszczeć "po moim trupie"? to NIE JEJ pieniądze i nie
    ona je dostała. Mąż z nich skorzystał - realizując swoje plany, do
    których ona się dostosowała. Niekiedy takie decyzje wydają się do
    przełknięcia, a po czasie odbijają się solidną czkawką, której nie
    sposób przewidzieć. Naturalnie mogła się rozwieść na znak protestu,
    już widzę pozew "bo mąż złośliwie wybudował dom"...

    Teściowie CHCIELI - to dali. Jeśli miał to być handel wymienny - to
    teściowie powinni postawić sprawę jasno. Jeśli ktos mi coś daje, to
    nie mam obowiązku szukać drugiego dna i dopytuywać się co chce w
    zamian, bo zakładam, że daje z dobrego serca.

    a co do czerpania profitów - patrząc na bilans co autorka zyskała a
    co potencjalnie ma oddać - mówienie o profitach jest po prostu
    śmieszne. Nie ma takiej sumy, która by rekompensowała kilkadziesiąt
    lat poświęcenia obcej jej osobie. A że w razie czego spadnie to na
    nią, to więcej niż pewne, facet pracuje.
  • 27.03.09, 14:52
    Piszesz o niej jak o bezwlasnowolnej kretynce.Ktora jest na tyle
    ubezwlasnowolniona ze nie umie wwyrazic swojego zdania a juz o
    przeciwstawieniu sie nie ma mowy.

    Dom jest ich wspolna wlasnoscia wiec i ona przyjela darowizne.
    Podobnie sprawa sie ma co do kasy jaka otrzymali. Nie wiesz i
    napewno nie dowiemy sie obiektywnie ile tego bylo. Wiec moze byc i
    tak ze jestes w wielkim bledzie.

    Od pozyczek sa banki a nawet one nie daja kasy za nic.Jak nie
    chcieli sie zobowiazywac bylo nie przyjmowac jej.

    --
    ...Nawet ja nie jestem tak durna by przejmowac sie , glupim gadaniem
    innych ..(R)
  • 28.03.09, 15:28
    gdzie wyczytałaś, że dom jest ich wspólną własnością? gdzie
    wyczytalaś że teściowie JEJ przekazali darowiznę? kazdy myślący
    realnie rodzic dając cokolwiek - daje raczej wyłącznie własnemu
    dziecku. Ona pisała tylko że wspólnie wybudowali dom, a nie że jest
    właścicielką połowy. Nawet jeśli jest - to raty kredytu, który by
    wzięli zamiast tej "pomocy" byłyby znacznie mniejsze niż "dług" -
    który jej został wciśnięty.

    jeśli mój maz dostanie coś od własnej matki to jak mam temu
    zapobiec? konkrety proszę.

    Nie musi mi się to podobać, nie muszę tego akceptować, ale nie mam
    prawa się w to wtrącać ani możliwości zablokowania takiej pomocy, bo
    to sprawa między nimi, nie mną. Mogę co najwyżej wyrazić swoje
    zdanie, które może być pominięte. Niestety w małżeństwie nie zawsze
    da się dyktować swoje warunki. Co konkretnie (poza rozwodem) można
    zrobić, jeśli rodzice pchają się z pomocą, a mąż/żona tę pomoc po
    prostu bierze i naszych argumentów nie przyjmuje do wiadomości?
  • 06.10.17, 14:33
    burza4 napisała:


    > Teściowie CHCIELI - to dali. Jeśli miał to być handel wymienny - to
    > teściowie powinni postawić sprawę jasno.

    A skad wiesz, ze tak nie bylo ?
    Autorka najwyrazniej kiepsko komunikuje sie z rodzina meza i z nim samym i moze po prostu o pewnych ustaleniach nie wiedziec. My tez nie wiemy, czy pieniadze dla defraudanta byly darowizna, czy pozyczka i jakimi warunkami obwarowana.
    Nie wiadomo nawet, miedzy nami mowiac, czy dom jest wlasnoscia autorki i jej meza, czy wlasnoscia tesciow uzytkowana przez syna z zona, czy wlasnoscia wspolna meza i szwagierki.
    Jak ktos sie rodzinnymi sprawami tak dalece nie interesuje, do autorki pije, nie powinien byc zaskoczony, gdy nagle cegla mu na glowe spada.

    Co do siostry - obecnosc w domu takiej osoby i opieka nad nia jest bardzo uciazliwa, fakt. Ale na dom opieki siostra moze sie nie zgodzic, jest pelnosprawna umyslowo, jak zrozumialam, tylko niekomunikatywna. Moze wyjsciem bylaby opiekunka na stale, mieszkajaca z siostra ?
  • 28.03.09, 15:29
    Musze sie wlaczyc w te wymiane zdan.Otoz decyzja o budowie domu zapadla wlasciwie bez mojego udzialu.Kiedy tesc nam to zaproponowal powiedzialam,ze mamy gdzie mieszkac i na budowe nas nie stac.Odpowiedzial, ze pieniadze sa i o nie nie musimy sie martwic,nie wspomnial natomiast nic o tym, ze w zamian za te pomoc finansowa bedziemy musieli kiedys zaopiekowac sie siostra meza.Te pieniadze nie byly zreszta odlozone z renty siostry,lecz byly to oszczednosci tesciow.Z czasem w pomoc wlaczyli sie moi rodzice, zaciagnelismy tez kredyt hipoteczny, wlozylam tam rowniez swoje oszczednosci.Natomiast jesli chodzi o dlug meza to sprawa wyglada tak.Gdy maz znalazl sie w tarapatach udal sie do swoich rodzicow, aby pomogli mu uregulowac zadluzenie do jakiego doprowadzil w swojej pracy.Nie konsultowal tego ze mna ani o nic mnie nie pytal, poszedl tam sam, nic mi otym nie mowiac.Rodzice pomogli mu wowczas.Tesc poprosil meza ,aby o niczym mi nie mowil, zeby mnie nie denerwowac.Dowiedzialam sie dopiero po ok.dwoch tygodniach,gdy maz powiedzial mi, ze potrzebuje pieniedzy na splate zadluzenia w pracy.Okazalo sie ,ze jest to juz kolejna kwota, ktora trzeba wplacic,bo grozi mu dyscyplinarne zwolnienie.Wowczas zaczelam drazyc ten temat,zadzwonilam do tesciow, powiedzialam im o klopotach finansowych meza i dowiedzialam sie wowczas otej pierwszej sumie ,ktora tesciowie bez mojej wiedzy juz mezowi ofiarowali.Spytalam jaka to kwota,itd.Tesc powiedzial mi ,ze nie sa to pieniadze darowane lecz jest to pozyczka i ze byly to oszczednosci przeznaczone dla siostry meza.Powiedzialam nawet ,ze nie powinien byl tego robic,ale on na to, ze to przeciez ich dziecko i musieli mu pomoc,bo nie wplacenie tej kwoty wiazaloby sie z duzymi konsekwencjami dla mojego meza. TAK to wlasnie wygladalo.
  • 30.03.09, 11:31
    Z tego co napisałaś pomoc w budowie domu była z dobrego serca, a pożyczkę na spłatę długu w pracy mąż musi oddać. To jest jego osobiste zobowiązanie i teściowie oczekują spłaty pieniężnej a nie odpracowania.
    Wygląda też na to że teściowie myślą o finansowym zabezpieczeniu dla córki na później.

    Czy mąż robi coś aby spłacić ten dług? Możecie sprzedać dom żeby mieć z czego zapłacić. A jeśli mąż od miesięcy z tobą nie rozmawia, zawsze miał tendencje do chowania głowy w piasek wobec problemów a ostatnio (tylko?) jest też nieodpowiedzialny finansowo to może połączyć sprzedaż domu z rozwodem czy separacją?

    Swoją drogą jestem zszokowana jak głęboko wśród forumek rozpowszechnione jest patrialchalne myślenie "kobieta istnieje po to aby wykonywać wszystkie sprawy zbyt ciężkie, nieprzyjemne, poniżające by mężczyźni chcieli robić je sami"
  • 04.10.17, 05:27
    Ja widziałam takie domy-odwiedzam kolegę który po wypadku stracił zdrowie a rodzina zwinęła cały majątek ( za opiekę nad nim oczywiście) Ja popełniłabym samobójstwo na dzień przed pójściem tam , bo tam już się nie uda. Moja koleżanka pracuje w podobnym domu w Wiedniu. Powiedziała, ze sama biła chorych do krwi jak miała osobiste problemy. Których? Oczywiście tych , którzy nie są w stanie donieść TAK JAK SIOSTRA MĘŻA PANI ZA WRAŻLIWEJ ABY SIĘ KIMŚ OPIEKOWAĆ.
  • 04.10.17, 11:54
    Gratuluję koleżanki.
  • 11.10.17, 13:57
    >> P.S. NFZ-owskie domy opieki przyjmują wszystkich, niezależnie od
    wysokości renty. I bywają lepiej przygotowane do opieki nad takimi
    ludźmi niż prywatne.

    Z tego, co wiem, są do nich duże kolejki.

    --
    The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
  • 26.03.09, 20:37
    katrin4 napisała:

    > Przed slubem nie mysli sie o takich sprawach i nie wszystko mozna sobie wczesni
    > ej zaplanowac.Poza tym, mysle ze nie wychodzilam za maz za siostre meza lecz za
    > niego ,

    Właśnie PRZED ślubem jest czas na myślenie o takich sprawach i na szczerą
    rozmowę na temat przyszłości. To dla rozsądnego i uczciwego człowieka podstawa,
    szczególnie w tak skomplikowanej sytuacji rodzinnej. Myślę, że Tobie zabrakło
    rozsądku, a Twojemu mężowi uczciwości, by jasno Ci powiedzieć jaki jest
    przewidziany scenariusz Waszej przyszłości. Bo w to, że on od początku miał
    świadomość oczekiwań rodziców w stosunku do Was, nie wątpię.
    A teza, że nie wychodziłaś za mąż za jego rodzinę, tylko za niego jest niestety
    nie do końca prawdziwa. Jak życie pokazuje i choćby to forum, nie Ty pierwsza
    się na to nabrałaś.
  • 26.03.09, 14:12
    Brat mojego ojca jest niepełnosprawny umysłowo. Razem było ich czworo rodzeństwa. Moi dziadkowie ( w tej chwili już tylko babcia) opiekują się synem na spółkę z domem opieki. Renta chorego prawie w całości pokrywa koszty stałego pobytu w domu opieki i lekarstwa. Kiedy stan zdrowia zdecydowanie mu się polepsza, wysyłają go do rodziców. I tak wygląda w skrócie całe jego życie. Mieszkanie dziadków (własnościowe, trzypokojowe) zostało przepisane na jedną z córek, pod warunkiem zajmowania się bratem i udostępnienia mu 1 pokoju do śmierci. Reszta rodzeństwa nie rości sobie żadnych praw do majątku rodziców.
  • 26.03.09, 19:03
    Wiele osób trzyma chorych opóźnionych w rozwoju lub ze schizofrenią
    w domu, bo im się wydaje, że jest to najwłaściwsze miejsce, no bo
    " w rodzinie". W domu te osoby wegetują, degenerują się, bo dom
    zapewnia wikt i opierunek, ale najczęściej nie zapewnia terapii
    zajęciowej jaką ci chorzy powinni mieć.
    Uważam, że dom opieki odpowiedni dla takiej osoby wiele mógłby
    załatwić.
  • 08.10.17, 19:46
    tak z ciekawosci bylas w takim domu opieki czy znasz sytuacje z opowiesci 'jak byc powinno'?
  • 26.03.09, 22:36
    Myslę, że byłoby tu możliwe jeszcze jedno rozwiązanie. Siostra męża może
    mieszkać z Wami i możecie mieć dochodzącą pielęgniarkę do pomocy. Bo jednak
    trzeba pamiętać, że ta chora osoba jest CZŁOWIEKIEM a nie intruzem w Waszym
    życiu. Gdybym miała taką sytuację, nie wahałabym się ani sekundy. Tak samo, jak
    wiem, że kiedyś będe pomagała i opiekowała się teściami jak będą starsi. To jest
    mój obowiązek i taka jest kolej rzeczy. a siostra męża nie jest dla Ciebie obcą
    osobą, tylko kimś bliskim, ciężko dotkniętym przez los.
  • 27.03.09, 12:54
    mamajaneczki napisała:

    > Myslę, że byłoby tu możliwe jeszcze jedno rozwiązanie. Siostra męża może
    > mieszkać z Wami i możecie mieć dochodzącą pielęgniarkę do pomocy. Bo jednak
    > trzeba pamiętać, że ta chora osoba jest CZŁOWIEKIEM a nie intruzem w Waszym
    > życiu. Gdybym miała taką sytuację, nie wahałabym się ani sekundy. Tak samo, jak
    > wiem, że kiedyś będe pomagała i opiekowała się teściami jak będą starsi. To jes
    > t
    > mój obowiązek i taka jest kolej rzeczy. a siostra męża nie jest dla Ciebie obcą
    > osobą, tylko kimś bliskim, ciężko dotkniętym przez los.

    hmmm moim obowiązkiem jest pomóc moim rodzicom, no może nawet nie obowiązkiem -
    to duże słowo - wiele dla mnie zrobili, poświecili w pewnym sensie swoje życie
    dla mnie i mojej siostry.
    Ale nie widzę powodu abym miała jakiekolwiek obowiązki wobec moich teściów. Nie
    są ani moją rodziną ani bliskimi. Dla autorki wątku siostra meża to też ani brat
    ani swat. Choć oczywiście trzeba takie sprawy załatwiać duzo wczesniej.
    --
    Proszę o klikanie :-)
    www.rosniemyrazem.pl/competition_details.php?id=371&cat=ab
  • 08.10.17, 19:52
    chore to co piszesz. Tworzysz z mezem rodzine? Byloby mi niezwykle przykro gdyby maz zostawil mnie sama z problemami i wypial sie na moich leciwych rodzicow.
  • 27.03.09, 00:21
    Mam podobną sytuację, tylko osobą wymagającą opieki jest nie siostra partnera a
    jego matka, która jest chora na schizofrenię. Wiążąc się z nim nawet przez
    moment nie myślałam, że będę musiała zaopiekować się teściową. Zył teść i on się
    nią zajmował. Kilka lat temu on zmarł i sytuacja zrobiła się nieciekawa.
    Początkowo opłacaliśmy wraz z rodzeństwem partnera dochodzącą opiekunkę do jej
    domu. Jednak to rozwiązanie nie sprawdziło się. Ona potrzebowała całodobowej ,
    specjalistyczej opieki, mimo iż sama potrafiła i ugotować, i posprzątać
    mieszkanie, kiedy choroba nie była "w ostrej fazie".
    Jednak okresy remisji choroby były krótkie, ponieważ nie chciała przyjmować
    leków. Nie pomagały tłumaczenia, prośby, sprawdzania czy połknęła tabletki.
    Oszukiwała jak tylko mogła. W końcu podjeliśmy decyzję o umieszczeniu jej w domu
    opieki. Nikt z nas nie mógł i nie chciał poświęcić się na nie wiadomo ile lat.
    Zresztą tu nie chodziło o nas, a o nasze dziecko. Partner stwierdził, że nie
    pozwoli, żeby córka dorastała i mieszkała z tak chorą osobą. I za to jestem mu
    wdzięczna.
    Co Ty masz Katrin4 zrobić? naprawdę nie wiem.
    P.S.Naszej rodziny teściowie nigdy nie wspierali finansowo ani w żaden inny sposób.
  • 27.03.09, 08:28
    W tych wszystkich wypowiedziach brakuje mi współczucia dla tej
    chorej dziewczyny, została przedstawiona jak mebel, gdyby była
    użyteczna to mogłaby jeszcze zostać ale, że jest bezużyteczna to
    najlepiej się jej pozbyć. Dziwne jest też to, że autorka przed
    ślubem nie przemyślała i przedyskutowała całej tej sytuacji. Ludzie
    w takim wypadku rozmawiają przecież, czy choroba jest dziedziczna i
    czy istnieje ryzyko dotknięcia nią potomstwa, które będziemy mieli,
    kto się będzie opiekował chorym rodzeństwem itp. To jedna z podstaw
    na których budujemy związek. Autorki to nie interesowało? Na koniec
    mają zobowiązania wobec tej dzieczyny, bo wzięli jej pieniądze. I
    też nikt nie myślał co będzie później? Cóż pozostaje teraz do bólu
    szczera rozmowa z mężem i teściami, oddanie im pieniędzy i spłata
    domu. Też dziwne w tym temacie milczenie autorki, teściowie z synem
    robili co chcieli. Było jej to na rękę, że dom się buduje?
    Ewentualnie autorka moze sie z mężem rozstać, co wydaje się nie być
    złym wyjściem.
  • 27.03.09, 09:00
    Oczywiście, że należy współczuć tej osobie, to jest żywy cierpiący człowiek.
    Autorka wątku nie ma żadnego obowiązku zajmować się tą osobą.
    Dziwi mnie tylko to, że kiedy teściowie finansowali budowę domu, nie zapaliła się jej w głowie czerwona lampka. Powinna była wtedy pytać, dlaczego pomagają finansowo, dyskutować z mężem czy przyjąć pieniądze. Być może ma takie podejście do życia - kiedy dają pieniądze to brać i o nic nie pytać.
    A co do myślenia przed ślubem, można było przynajmniej napomknąć na temat opieki nad siostrą.
    Ktoś wyżej napisał, że powinno się dyskutować na takie tematy przed ślubem, powinno się rozmawiać o ewentualnych własnych niepełnosprawnych dzieciach i innych przypadkach losowych.
    Pozwolę się nie zgodzić, z mężem nigdy nie rozmawialiśmy na temat co by było gdyby nasze dzieci...tu dowolne wstawić. Chcieliśmy żyć tą chwilą, która trwa, cieszyć się ślubem, wspólnym mieszkaniem, nie podchodziliśmy tak rzeczowo do życia. To przychodzi z czasem. Wolałam spędzić czas oczekiwań na dzieci ciesząc się życiem, a nie marnować go na niepotrzebne zamartwianie się pod tytułem - co by było gdyby... Jeżeli zdaży się jakaś tragedia, będziemy musieli dać sobie z tym radę, a do tego czasu szkoda życia.
  • 27.03.09, 09:03
    marianka_marianka napisała:
    Jeżeli zdaży się jakaś tragedia...

    Oczywiście powinno być:
    Jeżeli zdarzy się jakaś tragedia:)
  • 27.03.09, 10:09
    Po pierwsze co się martwisz już teraz?

    Jest coś gorszego w Twoim życiu niż chora siostra męża.
    Piszesz, że masz złe relacje z mężem, że brakuje w zasadzie wszystkiego, czyli
    jednym słowem kuleje Wam małżeństwo.
    Powinnaś się na tym skupić teraz.

    Poza tym z doświadczenia wiem, że pewnych rzeczy nie ma po co i nie da się
    zaplanować na całe lata naprzód.

    W przeciągu najbliższych pięciu lat Twoje życie może ulec zmianie.Możesz się
    rozwieść , może siostra męża umrzeć, albo cokolwiek. Będziesz się martwić
    siostrą męża jak zajdzie taka potzreba. A teraz się skup na własnym małżeństwie.
  • 27.03.09, 10:53
    własnie ze palila sie jej ta kontrolka tylko jakos nie przeszkadzalo
    jej to czerpac korzysci z kasy siostry. Domek przecudny swietnie sie
    miezka.Gdy po 20 latach gdy zbliza sie okres zwrotu zaciagnietego
    dlugu, chodzby moralnego to juz nie tak fajnie.To nagle nie ma sie
    sil? To jakas farsa. Ja tego domku nie chcialam ale 20lat
    mieszkalam.
    --
    ...Nawet ja nie jestem tak durna by przejmowac sie , glupim gadaniem
    innych ..(R)
  • 27.03.09, 11:31
    czerwona lamka ma się palić wszystkim, którym rodzice kiedykolwiek
    pomogli? dziwne, mi się wydaje, ze rodzice pomagają, bo chcą coś
    dziecku dać, a nie po to, zeby mieć narzędzie do szantażu czy
    manipulacji.

    moi znajomi pomagają dzieciom na miarę możliwości a nie "w zamian" -
    uważają, że opieka nad upośledzonym dzieckiem to ich obowiązek, a
    nie rodzeństwa, które ma prawo i powinno wieść normalne życie.
    Oczywiste jest dla nich, że kiedy nie będą dawali sobie rady -
    pozostanie dom opieki, który często jest lepszym rozwiązaniem dla
    takich osób.

    W tym przypadku nie ma takiej opcji, żeby pomoc rodzicow,
    jakakolwiek by ona nie była, równoważyła kilkudziesiąt lat
    uwiązania. To tak, jakby ktoś oczekiwał że mu się odda nerkę, bo
    kiedyś dał nam drogi prezent na imieniny.
  • 27.03.09, 11:45
    ciekawa jestem , czy autorka równie mocno zapierałaby się , gdyby to
    chodziło o JEJ siostrę.

    Siostra była niepełnosprawna już w dniu ślubu autorki wątku i nigdy
    jej nie zastanowiło, że może jej mąż poczuje moralny obowiązek
    opieki
    ( pomijając zupełnie kwestie finansowe) .
    Przecież to jego jedyna - jak rozumiem- siostra!
  • 27.03.09, 14:14
    być może miałaby więcej uczuć do własnej siostry, ale co to zmienia?
    Owszem, jest jego jedyną siostrą - i co z tego? czy to automatycznie
    oznacza konieczność skazania własnej rodziny na przymusowy areszt
    domowy? są inne sposoby realizacji tego zobowiązania niż domowa
    opieka.

    Zresztą nie widać żeby mąż jakoś przesadnie rwał się do pomocy,
    raczej chowa głowę w piasek, teraz siostrą opiekują się rodzice, w
    przyszłości liczy że wyręczy go żona. Fantastyczne poczucie
    moralnego obowiązku - realizowane cudzymi rękoma....

    owszem, mogła się zastanowić. Mąż i teściowie również powinni
    postawić sprawę jasno - a tego nie zrobili.
  • 27.03.09, 14:47
    być może miałaby więcej uczuć do własnej siostry, ale co to zmienia?
    > Owszem, jest jego jedyną siostrą - i co z tego? czy to
    automatycznie
    > oznacza konieczność skazania własnej rodziny na przymusowy areszt
    > domowy? są inne sposoby realizacji tego zobowiązania niż domowa
    > opieka.


    nie oznacza, ale przynajmniej myslałaby o formie realizacji a nie
    o tym czy jej to dotyczy


    Zresztą nie widać żeby mąż jakoś przesadnie rwał się do pomocy
    >w przyszłości liczy że wyręczy go żona.
    gdzie to wyczytalas? to jest obawa żony.



  • 27.03.09, 22:59
    Rozumiem, że w przypadku gdy twój mąż czy dziecko w wyniku wypadku zostanie
    niepełnosprawne, prosto ze szpitala wyślesz ich do ośrodka opieki bo przecież
    nie pisałaś sie na takie poświęcenie i nie możesz skazywać reszty zdrowej
    rodziny na takie niedogodności.
    "być może miałaby więcej uczuć do własnej siostry, ale co to zmienia?
    > Owszem, jest jego jedyną siostrą - i co z tego?"

    Autorka jasno określiła, że nigdy z mężem tematu siostry nie poruszała,
    podejrzewam że tematu opieki nad rodzicami czy teściami również nie podjęła.
    Skąd autorka może wiedzieć jakimi uczuciami darzy jej mąż siostrę jakie ma plany
    na przyszłość skoro z nim nie rozmawia.
    Nie wiem jak ty ale ja widzę upływ czasu, temat opieki nad rodzicami
    niejednokrotnie poruszaliśmy i obydwoje mamy świadomość swoich oczekiwań, swoich
    uczuć.
    siostra jest tu tematem zastępczym, to małżeństwo nie ma fundamentów, a ściany
    już dawno popękały w skutek braku rozmów, teraz trzeba tylko znaleźć pretekst
    aby zdecydować się na rozbiórkę
  • 28.03.09, 15:47
    Autorka napisała "Probowalam kiedys rozmawiac o tym z mezem ,ale on
    zamyka sie na ten problem i woli pomijac go milczeniem."

    a co do reszty - nie omawiamy mojego życia i to co ja bym zrobiła
    nie ma tu żadnego znaczenia. Dziecka bym pewnie nie oddała na stałe,
    choć szukałabym instytucji, gdzie mogłaby spędzać większość czasu,
    bo to o wiele bardziej stymulujące.

    Uważam że szczególnie w przypadku dorosłych osób upośledzonych
    opieka domowa najczęściej jest nieporozumieniem.
    Pierwsza myśl, która mi się nasunęła po przeczytaniu tego postu
    dotyczyła tego, jak bardzo teściowie skopali życie córce i sobie
    przy okazji. Nie mówi, jest kompletnie niesamodzielna, zamknięta w 4
    ścianach, koszmar jakiś. Co jest tak cudowne w tej domowej opiece?
    rodzice nie potrafią zaoferować jej nic poza wegetacją.
    Profesjonaliści nie zakładają, że nie ma po co się wysilać, nie
    poprzestają na podsuwaniu jedzenia i schodzeniu z drogi. Uczą,
    trenują, usprawniają. W przypadku córki znajomych dopiero pod
    fachową opieką okazało się, że np. może kontrolować wydalanie, może
    nauczyć się komunikować proste rzeczy, jeść sama, ubierać się. W
    Polsce takich ludzi zostawia się samym sobie, nie walczy o ich
    usprawnienie, bo pokutuje mit że przy rodzicach najlepiej, a ci
    raczej wyręczają niż rehabilitują.
  • 28.03.09, 16:38
    Oczywiście uważam, że dziewczyna powinna od dzieciństwa chodzić na zajęcia
    przeznaczone dla osób z upośledzeniem.
    Jednak jak widać po dalszych postach autorki problemy siostrą są tylko
    przykrywką, ci ludzie nie rozmawiają ze sobą, nie rozmawiają o swoich problemach.
    Związek powinien opierać sie na zaufaniu, szczerości a gdzie tu zaufanie jeżeli
    żona nie wie o problemach męża, a mąż nie ma pojęcia o troskach żony. Ci ludzie
    mieszkają razem ale żyją obok siebie, jak dla mnie siostra męża jest tylko
    pretekstem
  • 27.03.09, 23:11
    Powiem tak - jako matka dwójki dzieci, w tym jednego
    niepełnosprawnego intelektualnie dość mocno - żaden rodzić nie ma
    prawa oczekiwać od zdrowego dziecka przejęcia opieki nad chorym
    rodzeństwem. To rodziców obowiązek tak zabezpieczyć chore dziecko,
    aby to zdrowe nie było w swoim życiu ograniczane faktem, że ma
    niepełnosprawne rodzeństwo. Wiedząc jak wygląda moje zycie - nie
    zyczyłabym takiego największemu wrogowi, a co dopiero własnemu
    dziecku. Już dziś gromadzimy z mężem srodki na zaopiekowanie się
    naszą starszą córą - zaopiekowanie instytucjonalne. Młoda od kilku
    lat przebywa w szkole z internatem i żaden dom i najbliżsi nie
    zapewnią jej takich stymulacji i szans rozwojowych jak dobrze
    funkcjonująca placówka. Chorym pomysłem jest zamykanie osoby
    uposledzonej w czterach ścianach, gdzie oprócz widoku wciąz tych
    samych twarzy i tv nie ma żadnych innych stymulacji. Wtedy
    faktycznie - szybko taki chory stanie się meblem. Chorym pomysłem
    jest skazywać taką osobę na brak kompetentnej i profesjonalnej
    opieki, która poza czynnościami opiekuńczymi może w miarę możliwości
    osoby chorej ją uaktywniać i stymulowac. I katastrofa jest zmuszanie
    rodziny do sprawowania takiej pseudo opieki - w takim układzie
    generują sie same straty. Głownie emocjonalne.
    Do autorki watku - rozumiem Twój strach i obawy przed przyjęciem pod
    swój dach chorej siostry męza.Domyslam się, że Twój opór i
    watpliwości biorą się z tego, że sytuacja Wasza nie jest klarowna -
    kwestie finansowe i pomocowe ze strony teściów zaowocowały pewnym
    poczuciem zobowiązania. Moim zdaniem - jedyne rozsądne wyjście to
    znalezienie dla siostry męza dobrego miejsca bycia i zycia.
    Finansując tam jej pobyt - spłącacie niejako zobowiązanie wobec
    teściów. Poza tym - siostra nie stanie się uciążliwym codziennym
    problemem - będziecie w stanie nawet z uśmiechem ją w owej placówce
    odwiedzać, zabrać na święta i funkcjonować dalej po swojemu. To
    jedyne wyjście, jesli myślicie o naprawianiu Waszego związku. Wilk
    syty i owca cała. I niech nikt nie mói o współczuciu dla osoby
    chorej. MOja córka jest szczęśliwa. Mając swoją muzyczkę, ulubioną
    zupe na obiad, swobodę i możliwość robienia hałasu - jest
    szczęśliwa. Po swojemu. Każdy z nas jest szczęśliwy po swojemu.
    Należy współczuć innym, że ich szczęście jest inne od naszego?
    --
    Chłopczyk majowy...
  • 29.03.09, 13:58
    dziekuje za ten glos.
  • 05.10.17, 01:05
    ominika napisała:

    "> Powiem tak - jako matka dwójki dzieci, w tym jednego
    > niepełnosprawnego intelektualnie dość mocno - żaden rodzić nie ma
    > prawa oczekiwać od zdrowego dziecka przejęcia opieki nad chorym
    > rodzeństwem. To rodziców obowiązek tak zabezpieczyć chore dziecko,
    > aby to zdrowe nie było w swoim życiu ograniczane faktem, że ma
    > niepełnosprawne rodzeństwo. Wiedząc jak wygląda moje zycie - nie
    > zyczyłabym takiego największemu wrogowi, a co dopiero własnemu
    > dziecku. "

    Zgadzam sie calkowicie. Chyba trzeba nie kochac wlasnego dziecka, zeby oczekiwac od niego takiego poswiecenia.
  • 10.10.17, 20:07
    milamala napisała:

    > ominika napisała:
    >
    > "> Powiem tak - jako matka dwójki dzieci, w tym jednego
    > > niepełnosprawnego intelektualnie dość mocno - żaden rodzić nie ma
    > > prawa oczekiwać od zdrowego dziecka przejęcia opieki nad chorym
    > > rodzeństwem. To rodziców obowiązek tak zabezpieczyć chore dziecko,
    > > aby to zdrowe nie było w swoim życiu ograniczane faktem, że ma
    > > niepełnosprawne rodzeństwo. Wiedząc jak wygląda moje zycie - nie
    > > zyczyłabym takiego największemu wrogowi, a co dopiero własnemu
    > > dziecku. "
    >
    > Zgadzam sie calkowicie. Chyba trzeba nie kochac wlasnego dziecka, zeby oczekiwa
    > c od niego takiego poswiecenia.


    Ale pieniążki na/za chora siostrę to chętnie przygarnął.
    Ale opiekować sie nie bo nie ma obowiązku bo nie życzymy naszym wrogom takiego życia.
    Mógł kasy nie brac tylko sam zając sie własnymi długami.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 28.03.09, 08:55
    No i huzia na Józia, czyli na kobietę, która nie jest rodziną
    chorej, ale już niektórzy wskazują co jest jej moralnym obowiązkiem.
    Obowiązek ma mąż, bo to jego siostra.
    Sprawa jest do załatwienia między rodzicami a ich synem, synowa jest
    osobą która się powinna tym zająć na ostatnim miejscu.
  • 28.03.09, 22:50
    I tu się właśnie nie zgodzę. Bo jeśli obowiązek ma mąż, to ja, jako żona mam go
    również. Tu się właśnie realizuje przysięga małżeńska. Gdyby rodzice lub
    rodzeństwo mojego męża wymagało tego typu pomocy, sama namawiałabym go, żeby
    przyjąć chorego do domu i opiekować się nim. Od czego, do cholery, ma się rodzinę.
    Faktycznie w tych wypowiedziach widać strasznie jednostronne podejście. A co na
    to ta chora siostra? Przecież to nie jest, jak pisałam wcześniej, intruz, który
    postanowił Wam uprzykrzyć życie, tylko chory, cierpiący człowiek. I dokładnie,
    takie rzeczy bierze sie pod uwagę przed ślubem.
  • 29.03.09, 10:28
    Bardzo szlachetnie to brzmi i bardzo idealistycznie. Widać, że nigdy
    się nikim opóźnionym umysłowo i fizycznie nie opiekowałaś i pojęcia
    nie masz o tym co taki człowiek potrafi.
    Postępuj tak w swoim życiu jak piszesz, a zobaczysz, że cwana
    rodzina męża (z nim na czele uzna), że można Ci wcisnąc całą czarną
    robotę,która w zasadzie powinna należeć do nich.
  • 29.03.09, 14:03
    Moze powiedziane zbyt ostro,ale cos w tym jest.
  • 29.03.09, 13:53
    Temat siostry juz kiedys poruszalam,mieszkalismy jeszcze wtedy w bloku.Spytalam meza czy rozmawial juz kiedys z rodzicami o przyszlosci siostry, odpowiedzial,ze nie.Dlaczego? Bo nie.Jeszcze na to za wczesnie.To moze powinienes ich o to spytac? Nie, jak chcesz to ty z Nimi porozmawiaj. Ja? Przeciez Ty jestes blizsza Im osoba.Powinno to chyba nalezec do Ciebie.No i na tym koniec.Bylo to jakies dziesiec lat temu.
    Wtym temacie nigdy nie bylo otwartosci i szczerosci ,lecz zamykanie sie na problem.Ja tez przestalam w koncu o cokolwiek pytac, czekajac co przyniesie czas.Przed slubem nie moglam stawiac takich pytanswemu przyszlemu mezowi i Jego rodzicom.Mialabym uzalezniac wyjscie za niego za maz od ich odpowiedzi? Gdyby powiedzieli, ze o nic nie musze sie martwic, to podjelabym decyzje o wyjsciu za maz. Natomiast gdybym uslyszala, w co bardzo watpie, ze uslyszalabym takie slowa, ze bedziemy musieli kiedys zaopiekowac sie siostra, to zrezygnowalabym z tego czlowieka, ich syna.
    To glupie.
    Wyszlam za maz z milosci, pragnelam bysmy byli we dwoje na dobre i na zle.CHcialam tez wspolnego podejmowania decyzji, omawiania problemow, wychodzenia z klopotow razem, nie pragnelam ingerencji tesciow ani moich rodzicow w nasze zycie.Chcialam byc najblizsza osoba dla mojego meza, a czuje ze nia nie jestem.
    Gdybym to ja miala chorego brata,to jestem pewna, ze moi rodzice nie prosiliby mojego meza o opieke nad nim.Podjeliby ten temat ze mna.Ja moglabym sie zajac chorym,lecz nie spychalabym tego na swojego meza i brat nie moglby zamieszkac z nami razem, bez pelnej akceptacji meza.Moi rodzice nie mieliby takich oczekiwan w stosunku do mojego meza.Gdyby maz sobie tego nie zyczyl,moglabym podjac sie opieki sama, pisze moglabym ,a nie podjelabym sie z cala pewnoscia.Napewno nie chcialabym, aby rodzina przeze mnie zalozona ponosila tego konsekwencje.Wspolnie z rodzicami zastanawialibysmy sie tez nad umieszczeniem chorego w placowce opiekunczej.Moja rodzina, ta z ktorej pochodze nie jest idealna, ale potrafimy ze soba rozmawiac i podejmowac trudne tematy.Rodzicami zaopiekuje sie zawsze i nie oczekuje tutaj pomocy ze strony meza.Jesli bedzie taka potrzeba bede to robila sama lub wspolnie z rodzenstwem.Siostra meza, chociaz jest czlowiekiem i za takiego ja uwazam, to nie moja matka ani moj ojciec.To odrebny czlowiek .Problem jest chyba w tym ,co ktos juz tu chyba wychwycil, ze w moim malzenstwie brak komunikacji , brak szczerych rozmow, brak bliskosci a ja nie czuje sie kochana i szanowana przez meza. Nie odzywamy sie do siebie miesiacami,mijamy sie jak dwoje obcych sobie ludzi.To trwa juz jakies cztery miesiace odkad maz stracil prace.Dziekuje za Twoj glos, jednak nie mozesz tak do konca wiedziec jak Ty zachowalabys sie w podobnej sytuacji.
  • 29.03.09, 16:33
    Może nie miałam takiej sytuacji jak Ty, ale coś podobnego. W
    rodzinie mojego męża nie było zwyczaju pomagania sobie w chorobie,
    odwiedzania w szpitalu, interesowania się. Ja zostałam wychowana w
    duchu pomagania bliskim w krytycznej sytuacji. Ale tylko ja, bo mój
    brat już nie.
    Rodzina męża, i nie tylko,to zauważyła i usiłowała mnie ustawić w
    roli dyżurnej pomagaczki - opiekunki wszystkich w rodzinie od a do
    zet, mimo, że oni z tą pomocą dla mnie w krytycznych chwilach nie
    śpieszyli. W pewnym momencie musiałam oprzytomnieć, otrząsnąć się z
    idealistycznych ciągot do pomagania i powiedzieć dość. Bardzo to
    było przyjemne.
    Zawsze podkreślałam, ze zdrowy egoizm jest niezbędny do przetrwania.
    Nie jesteś po to by innym było z Tobą wygodnie.
    Tobie od razu radzę postawić sytuację jasno. Jak znam życie mąż
    powie, że teoretycznie opieka nad siostrą to jego sprawa, ale
    przecież on nie będzie zmieniał pampersow siostrze, mył jej, prał
    itd, itd.
    Spodziewaj się szantażu emocjonalnego, odwoływania się do ludzkich
    uczuć itd. - olej to równo. To bardzo przyjemne patrzeć jak cwane
    lenie odchodzą z niczym, bo się im nie udało zagonić kogoś do roboty.
  • 29.03.09, 20:54
    Tylko że od tych ludzi autorka z mężem najpierw wyciągnęli dość sporo kasy, kasy
    która była przeznaczona zna zabezpieczenie opieki nad chorą siostrą
  • 05.10.17, 01:09
    makurokurosek napisała:

    > Tylko że od tych ludzi autorka z mężem najpierw wyciągnęli dość sporo kasy, kas
    > y
    > która była przeznaczona zna zabezpieczenie opieki nad chorą siostrą

    Nic nie wyciagneli.
    Na dom z pomoca zaoferowali sie sami tesciowie. Po latach okazuje sie, ze ta pomoc to wlasciwie byla nie pomoca a szantazem emocjonalnym. Mozna powiedziec, ze autorka wraz z mezem zostali wrobieni. Zaoferowano im pomoc, a oni nie mieli pojecia, ze jest w tym drugie dno.

    Jak chodzi o kase na machlojki meza, to byla to jedynie pozyczka, ktora maz musi oddac.
  • 29.03.09, 20:51
    Jeżeli twój mąż nie chciał tej rozmowy to należało ją zacząć z teściami przy
    okazji rozpoczęcia budowy domu. Należało im jasno przedstawić sytuację że może
    lepiej aby tą kwotę przeznaczyli na zabezpieczenie córki bo ty nie czujesz się
    na siłach, aby kiedyś przejąć po nich obowiązki.
    Wybacz ale chcąc nie chcąc zaciągnęłaś kredyt nie pytając się o jego koszty, a
    kiedy zbliża się czas spłaty szukasz ucieczki. Najbardziej uczciwym rozwiązaniem
    byłaby szczera rozmowa z teściami i jeżeli faktycznie finansowali was z myślą o
    tym że będzie mogła z wami zamieszkać siostra twojego męża to warto pomyśleć o
    innej formie spłaty zaciągniętego zobowiązania nawet kosztem sprzedaży domu.
    Jesteście małżeństwem i zaciągając zobowiązanie obydwoje jesteście zobowiązani
    do spłaty. to nie jest ważne czy twój mąż pytał ciebie o zdanie biorąc kasę
    przeznaczoną dla siostry, wasze współżycie to wasz problem, gdyby kasa
    pochodziła z banku po prostu byłabyś zobowiązana do jej spłaty czy ci się to
    podoba czy nie i według mnie to samo tyczy się tego zobowiązania.
  • 30.03.09, 16:37
    Zgadzam sie z Toba, ze przed rozpoczeciem budowy domu powinnam jasno przedstawic swoje stanowisko. Popelnilam blad. Przypominam jednak, ze budowa finansowana byla rowniez przez moich rodzicow.Nie wspomne o kredycie.W dodatku nikt nigdy nie powiedzial mi,ze to przedsiewziecie jest z mysla o chorej siostrze meza, ze warunkiem udzielenia takiej pomocy finansowej jest w przyszlisci zajecie sie nia.Jeszcze raz powtarzam ,ze pieniadze na dom nie pochodzily z renty siostry, byly to oszczednosci tesciow.Tak naprawde nie wiem jakie sa plany tesciow, bo mi o nich nie mowia, a ja o to nie pytam. Uwazam ,ze taka rozmowe powinni odbyc ze swoim synem a moim mezem.Byc moze wyolbrzymiam caly problem i nie potrzebnie martwie sie na zapas. Moi tesciowie to bardzo rozsadni i madrzy ludzie i nie sadze aby na sile kazali mi opiekowac sie swoja chora corka.Ja do swojej synowej nie zwrocilabym sie z taka prosba.Pieniadze odlozone dla siostry maz pozyczyl od swych rodzicow bez porozumienia ze mna, w dodatku prosili go ,aby mi o tym nie wspominal, nie chcac ich denerwowac.Czuje sie oczywiscie zobowiazana tesciom , wiem ze duzo dla nas zrobili i robia nadal i dziekowalam im za to niejednokrotnie.Potrafie tez sie odwdzieczyc za okazana mi pomoc, jednak nie dam sobie wmowic ze moim obowiazkiem jest zajmowanie sie ich chora corka, nawet przy pomocy opiekunki.Rozmawialam o tym z naprawde bliska mi osoba jaka jest moja matka i ona podziela moje zdanie za co jestem jej ogromnie wdzieczna. Rozmawiawialam tez z pewna zakonnica , ktora podsunela mi rozwiazanie, z ktorym w pelni sie zgadzam.Ta siostra zakonna poznala siostre mojego meza i powiedziala ze moge ja zabierac do domu na swieta lub letni wypoczynek, lecz nie wyobraza sobie abym mogla zajmowac sie nia na codzien, nawet wspolnie z mezem i wynajeta opiekunka.Ja po pracy mam prawo do odpoczynku i odprezenia.Oczywiscie czas pokaze jak sie to wszystko pouklada.Napewno kiedys dojdzie do tej decydujacej rozmowy.
  • 30.03.09, 17:52
    w najgorszym wypadku wezmiecie kredyt bedacy rownowartoscia pomocy
    rodzicow meza i z niego oplacac bedziecie siostrze meza miejsce w
    domu pomocy spolecznej

    takoz bym splacila pomoc rodzicow w splacie dlugu za meza
    jak sie beda opierali - po prostu powiedzcie, ze zainwestujecie te
    pieniadze z przeznaczeniem dla nich
    spiszecie dokument w ten sposob, zeby w razie smierci tesciow
    nastepnym w kolejce byla siostra (oczywiscie osoba prawnie nia sie
    opiekujaca)
    z pieniedzmi trzeba postepowac uczciwie i bez dwuznacznosci

    --
    Radzę, żeby pan nie zadawał sobie pytania: dlaczego mnie to
    spotkało? Niech pan pomyśli, jak z tego wyjść.
  • 30.03.09, 18:03
    Oczywiście i będziesz miała czas dla siebie jeżeli wcześniej spłacicie dług
    zaciągnięty u teściów i przeznaczony na spłacanie waszych długów ( w małżeństwie
    nie ma długów jednej osoby, jest wspólnota ). Jeżeli nie spłacicie kasy
    przeznaczonej dla siostry, twoi teściowie mają prawo oczekiwać że zapewnicie jej
    opiekę. wybacz ale zaciągnięte zobowiązania trzeba spłacać albo w formie
    pieniężnej albo w naturze.
    Natomiast z rozmową nie ma co czekać tylko usiąść jak dorośli ludzie i wyjaśnić
    sobie wszystkie niejasności
  • 01.04.09, 21:53
    makurokurosek napisała:

    > Oczywiście i będziesz miała czas dla siebie jeżeli wcześniej spłacicie dług
    > zaciągnięty u teściów i przeznaczony na spłacanie waszych długów ( w małżeństwi
    > e
    > nie ma długów jednej osoby, jest wspólnota ). Jeżeli nie spłacicie kasy
    > przeznaczonej dla siostry, twoi teściowie mają prawo oczekiwać że zapewnicie je
    > j
    > opiekę. wybacz ale zaciągnięte zobowiązania trzeba spłacać albo w formie
    > pieniężnej albo w naturze.
    > Natomiast z rozmową nie ma co czekać tylko usiąść jak dorośli ludzie i wyjaśnić
    > sobie wszystkie niejasności
    dlaczego czytasz tekst autorki bez zrozumienia. Dług zaciągnął jej mąż bez
    powiadamiania o tym swojej żony. I niech maż ponosi za to odpowiedzialność.
    Dorosły jest. I to jego siostra jest. NIe autorki wątku. I nie widzę tu powodów
    dla których to brat nie maiłby opiekować się siostrą - i zmieniac jej pampersy.
    Nigdzie nie jest napisane, że ma to robić obca osoba. Czyli autorka wątku.

    --
    Proszę o klikanie :-)
    www.rosniemyrazem.pl/competition_details.php?id=371&cat=ab
  • 01.04.09, 23:03
    A czy ja w którymkolwiek momencie napisałam kto ma się zająć zmianą pampersów ?
    Nie, ja napisałam że zaciągnięte długi należy spłacać a wierzycieli nie powinny
    interesować problemy z porozumieniem sie między małżonkami.
    "Dług zaciągnął jej mąż bez
    > powiadamiania o tym swojej żony. I niech maż ponosi za to odpowiedzialność."
    Rozumiem, że w twoim związku jest jasny podział zarobki męża przeznaczone tylko
    na jego wydatki, zarobki twoje tylko dla ciebie. Jeżeli decyduje się z kimś żyć
    to konsekwencją tego jest wspólne rozwiązywanie problemów jak i wspólne
    spłacanie długów. To że mąż autorki ze swoimi problemami zamiast do żony poszedł
    do rodziców świadczy tylko o kiepskiej formie małżeństwa , jednak dopóki nie ma
    rozdzielności majątku za długi odpowiadają wspólnie. O związek trzeba dbać , a
    nie liczyć na wieczną bajkową miłość i boże szczęście, a podstawą dbałości o
    związek jest rozmowa.
  • 14.04.09, 13:11
    nie kochana - u nas żadne z nas nie podjęłoby decyzji o pożyczce bez zgody
    drugiego - i to racja, że akurat w tym związku są problemy skoro mąz robi to w
    tajemnicy....Ale pomijając to, to jednak to on a nie ona ma zobowiązania wobec
    siostry. Swojej siostry a nie siostry żony.
    --
    Proszę o klikanie :-)
    www.rosniemyrazem.pl/competition_details.php?id=371&cat=ab
  • 15.04.09, 14:32
    Po śmierci mojego ojca moja mama wybrała się do babci, po drodze spotkała
    znajomego który zaskoczony zapytał sie po co jedzie do teściowej skoro zmarł jej
    mąż , na co ona ale teściowa żyje.
  • 30.03.09, 19:01
    Tak zupełnie to bym się z tym nie zgodziła. W końcu teściowie też
    nie grają w otwarte karty. Powinni byli postawić sprawę tak - dajemy
    Wam pomoc, ale warunkiem jest zajęcie się osobiste siostrą po naszej
    śmierci. Jednak tego nie zrobili. Nie wiadomo czy chodziło im o to,
    by podejść synową na zasadzie wzięłaś pomoc, to musisz pomagać.
    W końcu gdy synowej i mężowi przyjdzie umieścić siostrę w domu
    opieki i dopłacać do tego domu długie lata, odwiedzać ją tam to też
    będzie niemały wysiłek i obciążenie.
    Ja bym za wcześnie problemu nie robiła.
  • 30.03.09, 17:15
    Jest jeszcze jeden problem (moze nie doczytalam o tym)... ale ...
    ktores z was, czyli albo maz albo ty bedzie musialo zrezygnowac z
    pracy. Na niewiadomo jak dlugo. Z tego co pisalas maz probil dlugi w
    pracy, czyli raczej nie jest odpowiedzialna osoba. Utrzymanie
    doroslej, chorej osoby, wymagajacej rehabilitacji + wlasnej rodziny
    przy jednej pensji moze byc trudne.
    Kolejna sprawa. Jezeli siostra z wami zamieszka, to mysle ze
    sytuacja miedzy wami sie nie poprawi, a raczej pogorszy. Mam taka
    sytuacje u znajomych. On, z tytulu tego ze nie ma pracy, zajmuje sie
    chora tesciowa, ona pracuje. To trwa juz 2 rok. I pomimo tego ze to
    szanujace sie malzenstwo to jest coraz gorzej, on w ciagu dnia nie
    moze sie nigdzie ruszyc, jak zona wraca do domu (18.00) to zaczyna
    sie kapiel tesciowej, szybka kolacja i on zmeczony psychicznie po
    prostu pada przed tv. Nie maja czasu dla siebie, nie ma szans na
    wyjscie (nie stac ich na zatrudnienie opiekunki).
    To bardzo bardzo trudne sytuacje i zgodze sie z jedna z
    wypowiadajacych sie tutaj osob, o to powinni zadbac rodzice chorego
    dziecka, nie zakladajac z gory ze siostra jest "przypisana" bratu.
    A co sie stanie jak to malzenstwo nie przetrwa? Czy brat zrezygnuje
    z pracy i zostanie 24h z siostra? Mysle ze bedzie zmuszony szukac
    innego rozwiazania.
  • 30.03.09, 19:14
    A czy Ty uważasz, że jest osoba, który wytrzyma 24 - godzinną
    opiekę nad chorą niepełnosprawną fizycznie i umysłowo.?Prędzej ona
    wyciągnie nogi i nawet wiem, że nie zajmie jej to dużo czasu.
    Moja znajoma miała chorą szwagierkę, przypadek jw.,
    którą "odziedziczyła"po rodzinie męża (wszyscy umarli łącznie z
    mężem). Najpierw była bardzo ambitna, próbowała jej załatwiać
    opiekunki w mieszkaniu szwagierki, później wzięła ją do siebie, bo
    już żadne opiekunki nie zgadzały się być z chorą. Jak się zaczęło
    wyciąganie goowien z klozetu rozmazywanie po ścianach, podcieranie
    się zasłoną itp. ekcesy, to szybko jej ambicja przeszła. Skończyło
    się domem opieki w warunkach wiejskich, gdzie w końcu ta chora byla
    o wiele bardziej zadowolona, bo przynajmniej organizowano tam
    zajęcia, na co nikt w warunkach domowych nie miał czasu ani siły.
  • 30.03.09, 22:27
    Ja z pracy nie zrezygnuje. Mamy na utrzymaniu dwojke dzieci, co prawda juz doroslych, ale wciaz jeszcze uczacych sie.Chce pomagac im finansowo jak najdluzej bede mogla, tzn. dokad sie nie usamodzielnia i sami nie podejma pracy. Maz obecnie znalazl nowa prace,nie wiem jak platna, poniewaz pracuje dopiero pol miesiaca.Nie wiem tez czy pracodawca przedluzy mu umowe o prace.Poszukiwal nowego zajecia trzy miesiace, po utracie wczesniejszej pracy.Szczesliwie jakos je znalazl.Te trzy miesiace ale takze to ,co dzieje sie teraz w naszym malzenstwie to chyba najgorszy okres w moim zyciu. Wcale nie przesadzam.Byc moze przyjda jeszcze trudniejsze czasy, ale to co obecnie przezywam zmusilo mnie do tego , by sie z kims tym podzielic i wlasnie dlatego zaczelam pisac na forum.Dziekuje wszystkim, ktorzy zabrali glos w poruszonej przeze mnie kwestii.Nie mam tak naprawde z kim o tym pogadac. Jest oczywiscie moja matka, jest rodzenstwo, ale jak dlugo mozna bliskim opowiadac o swoich rozterkach ,rozczarowaniach itp.Oni przeciez tez maja wlasne problemy, dlatego raz jeszcze dziekuje za wszystkie glosy.
  • 01.04.09, 17:07
    Myślę, że jednak w razie śmierci teściów lub utraty przez nich sił, opieka nad
    siostrą męża spadnie na Państwa. Piszę w liczbie mnogiej, bo uważam że w
    naturalny sposób spadnie to na Państwa oboje. Być może mąż będzie miał większą
    moc decyzyjną , bo to jego siostra, ale a takiej sytuacji szeroko pojęta opieka
    stanie się wspólna. Można negocjować jej podział, można wspólnie podejmować
    decyzje w sprawie siostry, rozmawiać o nich, argumentować swoje stanowisko, ale
    jest to niewątpliwie problem Waszego małżeństwa. Co więcej, wydaje mi się to
    naturalne. Małżeństwo to nie tylko to co ściśle wewnętrzne. Małżeństwo nie jest
    próżną. Bez względu na to czy Pani tak chciała czy nie , ale rodzice męża, gdy
    był w trudności pomogli mu. I nie ważne jakie mieli motywacje, a trudno wszędzie
    wietrzyć podstęp i manipulację. Tym samym pomogli i Pani, bo nie trzeba było
    inwestować nagle pieniędzy, bo mąż nie stracił pracy a zarobkami z niej dzielił
    się chyba z Panią. Zainwestowali pieniądze, które chronić miły ich ciężko chore
    dziecko a może i wspomóc tym samym i Państwa, gdy przyjdzie na Was czas opieki.
    O tym właśnie myślę, gdy mówię, że małżeństwo to nie dwuosobowa próżnia.
    Doskonale rozumiem Pani niepokój co do takiej opieki, niechęć do niej, strach
    przed zmianą w życiu.
    Dlatego wydaje mi się, że należy otwarcie porozmawiać z rodzicami męża i z
    mężem. Wspólnie. Przedstawić stanowisko i własne możliwości Może już zacząć
    podejmować jakieś decyzje w sprawie siostry męża. To lepsze i chroniące na
    przyszłość bardziej niż rozpamiętywanie własnych uraz w stosunku do teściów i
    męża lub snucie domysłów, które mogą nie mieć poparcia w rzeczywistości.
    Z listu wynika, że jest Pani już dojrzałą osobą. Nie wiem zatem skąd takie obawy
    przed jasnym postawieniem sprawy. Nie ma powodu czekać, aż mąż coś zrobi, trzeba
    wziąć sprawy w swoje ręce. Przecież to Pani się niepokoi nie mąż. Lepiej
    szybciej coś zrobić, niż poczuć się zaskoczoną za jakiś czas a potem natychmiast
    sfrustrowaną i obrażona na nieprzychylny los. Naprawdę zachęcam do rozmowy,
    nawet kilku. Nie od razu trzeba dochodzić do porozumienia. Proszę pamiętać , że
    za tym wszystkim stoi los i życie osoby chorej i, nie ze swej winy zależnej od
    innych.Pozdrawiam. Agnieszka Iwaszkiewicz
  • 04.04.09, 22:04
    Bardzo dziekuje za ten glos. Jest wywazony i nie oceniajacy mojej osoby.Bardzo chcialabym umiec rozmawiac z mezem, ale jest to trudne i to nie ze wzgledu na moja osobe lecz na niego,gdyz on zamyka sie ostatnio wlasciwie na wszelkie rozmowy.Odpowiada mu jak to sam ujal taka forma rozmowy: krotkie, konkretne pytanie i taka sama odpowiedz.Tak to ciagniemy pare miesiecy.Mnie ta sytuacja bardzo meczy, ale troche sie juz dostosowalam.Moze kiedy probowalam z nim rozmawiac ,robilam to nieumiejetnie, moze nie powinnam byla podnosic glosu, moze nie powinnam robic mu wyrzutow, pewnie bylam zbyt rozemocjonowana.No coz, mialam chyba do tego prawo, po tym co nawywijal w swojej pracy, ale tez po tym w jaki sposob mnie traktowal w obecnosci innych osob.Znowu go oceniam.Chyba juz nie potrafie inaczej.Wiem ,ze przechodze najgorszy okres w swoim zyciu, mam jednak nadzieje, ze nie na prozno.Mam nadzieje ,ze moj maz cos zrozumie ,moze i ja lepiej poznam siebie i moze nasze malzenstwo jeszcze sie odrodzi.Musze byc jednak pewna ,ze on tego chce i ze mu na tym zalezy.Co do rozmowy z tesciami na temat opieki nad siostra meza, to byc moze ja podejme, ale prosze o jakas wskazowke, jak mam to zrobic.Mam sama podjac taka rozmowe? Czy nie powinno to nalezec do mojego meza?Moze po prostu spokojnie czekac na to co przyniesie zycie?
  • 04.04.09, 23:14
    Jeżeli nie podejmiesz rozmowy, twoje relacje z teściami będą się pogarszać.
    Najgorsze co może zaistnieć w kontaktach międzyludzkich to niedomówienia.
    Rozmowę możesz zacząć nawiązując do zaciągniętego długo, wówczas w dość płynny
    sposób można dojść do planów wobec siostry męża.
  • 06.04.09, 18:41
    A ja uważam wprost przeciwnie. Uważam, że Katrin powinna zostawić
    inicjatywę rozmowy najbardziej zainteresowanym, czyli teściom i
    mężowi. Relacje Katrin z mężem są złe, czuje się przez niego
    nieszanowana, czuje, że mąż najchętniej zrzuciłby całą opiekę na
    nią - w sumie nie wiadomo jaka jest perspektywa tego małżeństwa.
    Nie wiem dlaczego Katrin ma "wychodzić przed szereg" być
    nadodpowiedzialną, skoro Ci co powinni się czuć odpowiedzialni
    milczą. Na tym etapie nie wykonywałabym żadnych ruchów.
  • 06.04.09, 21:31
    Autorka nie wie jaki są plany teściów, a sam fakt że napisała ten post świadczy
    o tym że ta niepewność ją męczy, dodatkowo wpływa na i tak już nieciekawe
    stosunki z mężem, a w perspektywie czasu wpłynie również na pogorszenie
    stosunków z teściami. Jeżeli jej przypuszczenia są bezpodstawne to nie
    potrzebnie się denerwuje i przez niedomówienie tylko szkodzi relacją panującym w
    rodzinie. Jeżeli są uzasadnione to lepiej wyjaśnić to wcześniej, niz dowiedzieć
    się gdy np siostra brata zostanie przeniesiona do ich domu, a autorka postawiona
    przed faktem dokonanym
  • 14.04.09, 17:06
    moze nie powinnam byla podnosic glosu, moze nie powinna
    > m robic mu wyrzutow, pewnie bylam zbyt rozemocjonowana.No coz,
    mialam chyba do
    > tego prawo, po tym co nawywijal w swojej pracy, ale tez po tym w
    jaki sposob mn
    > ie traktowal w obecnosci innych osob.Znowu go oceniam.Chyba juz
    nie potrafie in
    > aczej.Wiem ,ze przechodze najgorszy okres w swoim zyciu, mam
    jednak nadzieje, z
    > e nie na prozno.Mam nadzieje ,ze moj maz cos zrozumie ,moze i ja
    lepiej poznam
    > siebie i moze nasze malzenstwo jeszcze sie odrodzi

    Wszelka zmiana ktorej pragniesz zaczyna sie od siebie samego.
    radzilabym nie czekac na meza, tylko skuopic sie na sobie - na
    zmienianiu sie, na pracy nad soba - nie dla meza, ale dla samej
    siebie, wtedy i maz cie doceni...
    --
    Being the change you want to see
    Wiedzmowo
  • 30.03.09, 23:15
    nadejdzie taki dzień, kiedy Twój mąż będzie musiał podjąc bardzo
    ważną decyzję. On już wie, co Go czeka i że Ty jesteś przeciwna
    mieszkaniu z jego siostrą. Takie rzeczy się po prostu czuje. I wiem
    o czym piszę bo mam niepełnosprawnego brata. Jest nas razem czworo:
    dwóch chłopaków i dwie dziewczyny ale jeden brat jest chory. Nie
    wyobrażam sobie, żebym Go gdzieś oddała jak zabraknie naszych
    rodziców. Teraz jest u mnie bo mamy inne rodzinne problemy związane
    ze zdrowiem rodziców i nie jest dla mnie ciężarem ale dla mojego
    męża już tak. Kłótnie były codziennością ale ucięłam sprawę.
    Dokonałam wyboru: powiedziałam mojemu mężowi, ojcu moich dzieci, że
    albo sytuację zaakceptuje albo musimy się rozstac. To są trudne
    tematy i trudne decyzje ale jak się już podejmie decyzję to należy
    ją wyrazic jasno i wyraźnie bez względu na to, jaka ona będzie.
    Tutaj sprawy muszą byc jasne i oczywiste. Ja akurat nie miałam
    problemu z podjęcem takiej decyzji ale jestem bardzo mocno związana
    z moją rodziną, wychowano mnie na osobę wrażliwą nawet za bardzo bo
    to moje dobre serce często mi dawało popalic ale nie umiem inaczej.
    Napatrzyłam się na chore dzieci z czółkami przy oknie wyglądające,
    czy ktoś je odwiedzi, zaczepiające, łapiące za rękę każdego kto
    podejdzie. I wiem jedno: mój brat ma kochającą siostrę i nie będzie
    żebrac o miłośc. Moje poglądy na ten temat są bardzo ekstremalne
    więc na tym zakończę bo w przeciwnym wypadku zjedzą mnie tutaj
    niektóre osoby:) ale na koniec dodam: podejmij decyzję której po
    prostu nie będziesz żałowac i to nie tylko dziś czy za miesiąc ale
    nawet u schyłku życia, życzę Ci dużo siły.
  • 01.04.09, 21:46
    lisaa33 napisała:

    Ja akurat nie miałam
    > problemu z podjęcem takiej decyzji ale jestem bardzo mocno
    związana > z moją rodziną, wychowano mnie na osobę wrażliwą nawet za
    bardzo bo > to moje dobre serce często mi dawało popalic ale nie
    umiem inaczej.

    ciekawe czy równie wrażliwa będziesz na uczucia swoich dzieci, które
    dzięki twojemu dobremu sercu mogą stracić ojca. Uczucia męża są
    również kompletnie ignorowane, bo on ma się po prostu dostosować.
    Można i tak, tylko to ma swoją cenę.

    znajomi oddali upośledzoną umysłowo córkę do domu opieki. Oddali ją
    Z MIŁOŚCI. Fakt, nie wybrali pierwszego lepszego.

    Myślisz, że kochać można tylko bezsensownie poświęcając własne
    życie? ona jest w tym domu o wiele szczęśliwsza niż w swoim własnym.
    Bo ma towarzystwo, ma zajęcia edukacyjne, ma zabawy, najnormalniej w
    świecie lepiej się odnajduje w domu opieki. Zabierana do rodzinnego
    domu - tęskni za tamtym. Najzwyczajniej w świecie nudzi się w 4
    ścianach z 2 rodziców, którzy są zajęci normalnymi sprawami,
    prowadzeniem firmy, domu.

    Rodzice/najbliższa rodzina nie powinni być całym światem dla dziecka
    (nawet upośledzonego), bo to nikomu nie służy. W Polsce się takich
    ludzi izoluje w imię glorii poświęcenia najbliższych, w innych
    krajach takich ludzie się socjalizuje, i dzięki temu wiodą w miarę
    normalne życie. Nie lansuj więc bezsensownego poświęcenia jako
    jedynie słusznego modelu.
  • 02.04.09, 10:21
    Się podpisuję. Powiem wprost: gdybym musiała przez ładnych parę lat
    zajmować się całodobowo całkowicie niesprawnym członkiem rodziny to
    moje dziecko by ucierpiało. Straciłoby mój czas, pogorszyłyby się
    warunki lokalowe i finansowe. Finansowe ponieważ nie widzę
    możliwości jednoczesnego pracowania na pełny etat i zarabiania
    pieniędzy z pełnowymiarową opieką na niepełnosprawnym/upośledzonym.
    I przepraszam, że tak brutalnie ale kto by mnie w takiej sytuacji
    utrzymywał i odkładał na emeryturę? Jakoś nie widzę chętnych.
  • 02.04.09, 11:09
    Może różnica tkwi w wieku chorego? Jeśli dobrze zrozumiałam Lisę,
    jej brat jest jeszcze dzieckiem (dzieci z czółkami przy szybach),
    więc dla niego, niezależnie zdrowego czy chorego, naturalnym
    środowiskiem jest dom rodzinny. Dosyć do mnie przemawia to, co
    czytałam kiedyś w jakimś artykule - żeby dziecko niepełnosprawne w
    jakiś sposób uniezależnić od rodziców w tym czasie, w którym by się
    uniezależniało dziecko pełnosprawne. Tak, żeby śmierć rodziców nie
    była dla niego strasznym szokiem.

    I rzeczywiście, jest tak, że rodzina może trochę umiejętności
    niepełnosprawnego nie doceniać, mieć tendencję do nadopiekuńczości.

    Myślę, że rzeczywiście po śmierci rodziców za dziecko
    niepełnosprawne odpowiedzialna staje się reszta rodziny - rodzeństwo
    w pierwszej kolejności. Ale ta odpowiedzialność niekoniecznie musi
    oznaczać mieszkanie z chorym bratem/siostrą i przy znacznym stopniu
    niepełnosprawności mieszkanie z nimi może być kiepskim pomysłem, nie
    tylko ze względu na opiekuna, ale także ze względu na podopiecznego.

    Myślę, że równie dobrą a czasem lepszą opcją jest dom opieki, pod
    warunkiem, że jest starannie wybrany, kontatky są regularne (jak
    byłyby ze zdrowym rodzeństwem), kontrola nad stanem psychicznym
    chorego regularna i nieopierająca się na myśleniu życzeniowym. To
    wymaga funduszy i myślę, że autorka pierwszego postu z wątku powinna
    zmusić męża, aby zadbał o oddanie pieniędzy rodzicom, nawet jeśliby
    to oznaczało sprzedaż domu. Wiem, że to niepoprawne politycznie, ale
    uważam, że najbardziej potrzebujące dziecko, np. chore, ma jednak
    pierwszeństwo do pomocy rodziców.

    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
  • 06.10.17, 17:02
    A ja mysle, ze ten "problem" ma glebsze korzenie. Gdyby wasze stosunki malzenskie byly wzorowe, wasz zwiazek bylby oparty na wzajemnym uczuciu i zaufaniu, to ta ewentualna prognoza opieki nad niepelnosprawna siostra meza nie bylyby taka straszna. Bo w takiej rodzinie partnerzy wspomagaja sie wzajemnie, jak to sie mowi "na dobre i na zle". I nie mowie tu o koniecznosci zabrania siostry do siebie, tylko o wspolnym szukaniu rozwiazania (rowniez z tesciami), ktore byloby najlepsze dla wszystkich stron, przede wszystkim dla niepelnosprawnej siostry.

    Jako ze tej bliskosci u was brakuje, ty wzbraniasz sie wewnetrznie poswiecac swoje zycie dla wedlug ciebie obcej osoby. Czujesz sie przez meza niekochana i odstawiona na bok, wiec dlaczego masz sie jeszcze bardziej zaglebiac w ten zwiazek i brac na siebie odpowiedzialnosc za jego siostre? Popraw mnie, jesli sie myle co do toku twoich mysli. Ja z twoich postow tak to odczuwam. Brak komunikacji w rodzinie i przemilczanie problemu nie ulatwia oczywiscie sytuacji.

    Mysle, ze pierwszym krokiem jest proba naprawy waszych malzenskich stosunkow. Ty sama najlepiej wiesz, czy jest co naprawiac. Jesli nie widzisz sensu brnac w te historie, to zakoncz ten zwiazek, bo obydwoje bedziecie nieszczesliwi i zawsze bedziecie sie nawzajem obwiniac. I zanim odezwa sie glosy, ze idziesz na latwizne, zeby nie opiekowac sie siostra..... to nie ona jest tu problemem, tylko wasze wzajemne relacje. I nie pisze tego zlosliwie, wrecz przeciwnie. Takie mam poprostu odczucie.

    Powiem ci tak... sama mam starsza niepelnosprawna siostre i opiekuje sie nia moja mama. Cale zycie jest dyktowane pod jej komando. To JEST obowiazek na cale zycie. Siostra jest niepelnosprawna psychicznie, ale potrafi sie sama ogarnac i nawet pojsc do sklepu po chleb. Niestety nikt nie wie co siedzi w glowie takiego niepelnosprawnego czlowieka, jest czasami nieobliczalna i agresywna. Dopoki mama zyje, wszystko jest uregulowane. Ale juz teraz martwimy sie z siostrami, co zrobimy, gdy mamy zabraknie. Tym bardziej, ze dzieli nas odleglosc ponad tysiac kilometrow. Pare lat temu wzielam siostre do siebie na pare miesiecy, zeby mame odciazyc i to byl bardzo trudny czas. Czasami balam sie o swoje dzieci.
    Takze, nikt kto nie mial na codzien doczynienia z uposledzona umyslowo osoba, nie powiniem sie wypowiadac.

    Wiem, ze ten post ma juz kilka lat, ale jakos tak mialam potrzeba odezwac sie. Mam nadzieje, ze sledzisz jeszcze watek.
    Moze odezwiesz sie i opowiesz, jak to sie wszystko potoczylo?

    Zycze ci w kazdym badz razie duzo sily i wszystkiego dobrego.
  • 06.10.17, 17:39
    O je - w ogole nie spojrzalam na date startera. Wisi wysoko, znaczy aktualny :(
    Co do meritum - zgadzam sie z Toba, Czarny Kocie i tez jestem ciekawa. Moze sie dowiemy.
  • 09.10.17, 10:59
    >.Nie robi w domu nic,

    Umarłam. Chorej nie uleczysz, ale swoje podejście możesz zmienić. I to szybko, bo naprawdę będziesz baaardzo nieszczęśliwa.

    --
    Tęp pisiaki: hoduj dziki!
    Chcesz mieć las - posadź Szyszkę.
  • 09.10.17, 11:00
    Ups sorry, nie spojrzałam na datę...

    --
    Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
  • 11.10.17, 12:44
    Sytuacja trudna niewątpliwie. Ale... Sprzedajecie dom. Problem nr 1 rozwiązany. Kupujecie dwa mieszkania. Jedno dla siostry, drugie dla Was, jest jeszcze mieszkanie po rodzicach. Mieszkanie siostry wynajmujecie i z jej rentą winno wystarczyć na DPS. Dziewczyna ma też prawo do miejsca w placówce publicznej, trzeba złożyć wniosek i czekać. Na pewno będzie jej się lepiej żyło w tętniącej życiem placówce i w ustalonym rytmie życia. Można ją odwiedzać, zabierać ze sobą. Należy powiedzieć teściom, że opieka nad siostrą jest ponad Twoje siły. Porozmawiajcie z rodzicami. Jeśli zaproponujecie takie rozwiązanie, może uznają, że ich córce nie stanie się krzywda. Wręcz przeciwnie, będzie pod fachową opieką. Czasem takie rozmowy są trudne, ale po pierwszej burzy i niezadowoleniu, kiedy teściowie przemyślą, ochłoną zrozumieją, że to też jest forma pomocy ich córce.
  • 11.10.17, 13:05
    Magborna, watek jest sprzed osmiu lat :)
    My teraz w zasadzie jesli rozmawiamy, to miedzy soba, autorka juz tu pewnie nie zaglada, a sprawe ma dawno rozstrzygnieta. Swoja droga ciekawa jestem, jak, ale pewnie sie nie dowiemy...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.