Dodaj do ulubionych

mąż furiat

13.07.09, 12:26
Witam,
czytam Wasze posty z ciekawością - napisze ija, chociaż to wszystko
jest chyba bardziej na zasadzie wygadania się niż uzyskania dobrej porady. A
może ...
Mam dwoje małych dzieci - 5,5 i 1,5 roku. Jestem mężatką od 10 lat. W czym
problem? Moje małżeńskie życie staje się koszmarem. Mąż to Dr. Jackel (nie
wiem czy to poprawna pisownia) i Mr. Hyde. Raz mówi do nas Słoneczka, Moje
Dziewczynki i zachowuje się super, a nagle z błahego powodu wpada w furię.
Wyzywa mnie od najgorszych: suko, k..., krowo itp.Warczy, że do niczego sie
nadaję, że nie jestem kobietą. Słowa wypier..., spie... itp. to "normalka".
Oczywiście przy dzieciach. Gdy próbuję przemówić mu do rozumu, prosze by nie
przeklinał przy dzieciach mówi, że to moja wina, bo mogłam go nie prowokować.
A czym np. "prowokuję"? Np. kolejną prośbą, by nie zostawiał noża lub gorącej
kawy na brzegu stołu - chodzi o młodszą córkę.
Do półtorarocznego dziecka warczy, gdy płacze np.: zamknij ryj cholero. Gdy
mu tłumaczę jak robi bezmyślnie i strasznie, to odpyskuje, że mogła nie beczeć
z byle g....
Po "atakach" jest trochę dobrze i tak w kółko.
Nie jestem ideałem, ale nigdy bym tak nie potraktowala własne dzieci. Dziwne
jest w tym wszystkim, że wiem, że on nas kocha.
Co robić? Błagam go, by poszedł do specjalisty, bo sam sobie nie daje z tym
rady. Nie chce. Twierdzi, że wystarczy bym "chodziła jak w zegarku' i bedzie
ok. Tzn. mam nadal pracować zawodowo, miec na głowie wszystkie opłaty itp.
sprzątać, gotować, zajmować się dziećmi i być zawsze gotowa na sex.
To co piszę, to wielki skrót i brak opisu całej sytuacji.
Co robić? Odeszłabym od niego, ale dziewczynki bardzo go kochają. Poza tym w
dobrych momentach jest super. Starsza córka bardzo to wszystko przeżywa,
ciągle podkreśla, że ona chce bysmy zawsze byli "wszystkie cztery". Chcę
ratować moją rodzinę, ale juz nie moim kosztem. Przelała się czara upokorzeń,
wyzwisk i niespełnionych obietnic.
Więc jeszcze raz: co robić?
Pozdrawiam i życzę rozwiązania Waszych problemów.
Edytor zaawansowany
  • 13.07.09, 12:42
    Panu kopa, no chyba ze pojdzie na terapie dla przemocowcow.

    dziekuje za uwage.
    --
    Jeśli nie układa ci się z kochankiem, możesz po prostu wyjść z
    łóżka. Co jednak masz zrobić, jeśli pieprzy cię twój własny kraj?
    Nancy Mann
    Wiedzmowo
  • 22.07.10, 11:48
    kicia031 napisała:

    > Panu kopa, no chyba ze pojdzie na terapie dla przemocowcow.



    Te mądrości, które nie są nawet warte wody ze spłuczki...





    --

    '...bo tak mówi prawo...'
  • 13.07.09, 12:44
    Twój mąż nie zdaje sobie sprawy,że ma poważny problem i dopóki sobie tego nie
    uświadomi nie macie szans na szczęśliwe małżeństwo.Uciekaj,bo on krzywdzi
    również dzieci.
    A tak na marginesie to "chodzić jak w zegarku"-co to w ogóle za
    powiedzenie??Rozumiem,że on wymaga od Ciebie,żebyś była idealna?
    Przecież wiemy,że to niemożliwe.Nikt nie potrafi być idealnym,a Twojemu mężowi
    to dużo brakuje do bycia normalnym,pozdr

    --
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1848585,5,1,34918.html
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1848586,5,2,34918.html
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1851361,2,1.html
  • 13.07.09, 13:04
    Bardzo Ci wspolczuje, ale zgadzam sie z poprzedniczka - zostaw go,
    az on uswiadomi sobie, ze cos jest nie tak i sam zwroci sie o pomoc
    do specjalisty.

    Byc moze to tylko przemeczenie (chociaz to slownictwo, jest
    przerazajace). Nie zgadzaj sie na takie traktowanie, bo niebawem
    moze zaczniesz wierzyc, ze to zachowanie rzeczywiscie jest
    spowodowane wami, a wy go prowokujecie.
  • 13.07.09, 13:15
    Straszne to co piszesz i wszystko dziej się na oczach dzieci.Na co Ty jeszcze
    czekasz.To nie furiat to war..... skazuje dzieci i żonę na takie życie.Szukaj
    pomocy namów go na wizytę u psychologa .
    --
    [img]http://emoty.blox.pl/resource/tuxout.gif[/img]
  • 13.07.09, 13:36
    Ale jak go namówić?
    Ja też jestem nerwowa, ale wiem,ze u mnie to jest reakcja na jego zachowanie.
    Mąż nie zdaje sobie sprawy z powagi problemu, uważa,że jestem chorą histeryczką.
    Pamietajcie - mamy dzieci! One chcą nas razem. Mimo wszystko...
    Tylko,ze ja mam już dość.
    Dzięki za wszystkie rady.
  • 13.07.09, 13:50
    Dzieci teraz póki są małe to chcą was razem, jak staną się starsze i
    parę razy usłyszą twórczość tatusia to będą miały słuszny żal, że je
    na takie dzieciństwo skazałaś. To nie dzieci mają decydować o
    kształcie Twojego związku, tylko Ty o ich dzieciństwie! Nie wiem,
    odejdź na trochę i zapowiedz mężowi, że powrót będzie możliwy tylko
    wtedy jak udowodni, że się zmienił. Zdajesz sobie sprawę, że
    dziewczynki jak będą starsze to też usłyszą, że są k...mi od
    własnego ojca? Jak myślisz, zapomina się takie coś?

  • 13.07.09, 13:56
    Nie mnamawiac. Przygotowac sie do podjecia pwoaznych krokow -
    zapewnic sobie wsparcie rodziny, prace i lokum, a potem postawic
    warunek.


    --
    Jeśli nie układa ci się z kochankiem, możesz po prostu wyjść z
    łóżka. Co jednak masz zrobić, jeśli pieprzy cię twój własny kraj?
    Nancy Mann
    Wiedzmowo
  • 13.07.09, 13:50
    Dzieci chca Was razem??? ale Ty masz tylko jedno zycie nie bedzie
    drugiego albo do specjalisty albo do widzenia
  • 13.07.09, 13:55
    Dla mnie są dwa wyjścia albo terapia albo rozwód. Nic innego nie wchodzi w grę i
    co z tego, że czasem jest fajnie jak w Twojej głowie głównie zostają upokorzenia
    podobnie jest u dzieciaków. Nie daj się tak poniżać nawet jeśli się rozstaniecie
    dzieci nadal mogą spotykać się z ojcem. Lepsze to niż dorastanie w patologicznej
    rodzinie bo to co robi Twój mąż to patologia!!!
  • 22.07.10, 16:03
    kochanie terapia pomoże na chwile a on po prostu taki jest i inny nie będzie ty
    do końca życia będziesz się martwiła co będzie jutro czy za rok ja jeszcze tylko
    zabezpieczam się finansowo dowiaduję się co mnie czeka ze strony prawnej bo
    prawda jest taka że same robimy z siebie cierpiennice mam kontakt na co dzień z
    kobietami które są po rozwodach tam też bywało lepiej mężczyźni którzy potrafili
    być wspaniali dla swoich rodzin i z dnia na dzień zmieniać się w tyranów też
    zwlekały i wiesz co mówią? to się nie zmieni i dzięki nim stanęłam na nogi i
    uwierzyłam w siebie wiem że sobie poradzę.U mnie po ostatniej wojnie gdzie ja
    nie odezwałam się słowem a dokładnie poszło o jedno pieczone skrzydełko zostałam
    zwyzywana i stał się agresywny ubrałam szybko dzieci i bez słowa wyszłam na
    spacer by poczekać aż zaśnie minęło trzy dni i teraz jest super kochany mąż
    zabrał mnie na zakupy kazał wybrać buty tylko że ja nie zapomniałam jeszcze o
    sprawie z przed miesiąca kiedy musiałam uciekać z grilla z działki z
    dzieciakami tak jak stałam upokorzył mnie przy rodzinie zwyzywał groził a
    później przepraszam wybacz i jak by się nic nie stało jest robotny można
    powiedzieć złota rączka obsypuje nas prezentami chodzi z nami na spacery ale
    trzeba jeszcze umieć normalnie żyć bo niema nic gorszego jak strach przed
    własnym mężem
  • 22.07.10, 16:39
    Cóż, pokazujesz dzieciom, że mamunia woli uciekać z nimi z własnego
    domu zamiast pozbyć się agresora.
  • 22.07.10, 17:09
    kochana wszystko trzeba robić z głową plan odejścia już jest i to pewnik kiedy
    moje życie stało się piekłem nie miałam niczego postanowiłam się zabezpieczyć
    mieszkanie już mam teraz finansa mam zapewnić swoim dzieciakom biedę ? to że
    wyszłam po prosztu oszczędziłam swoim dzieciom awantury z mieszkania jeśli ktoś
    odejdzie to tylko będzie on ale tu też jeśli znasz nasze prawo trzeba się dobrze
    zabezpieczyć muszę pamiętać o tym że on ma rodzinę a ja jestem sama i mogą
    chcieć odebrać mi dzieci
  • 22.07.10, 17:18
    To szczęść Boże. Na jakiej podstawie sąd miałby przyznać dzieci
    alkoholikowi stosującemu przemoc?
  • 23.07.10, 09:43
    jemu nie ale on ma rodziców i możliwe a ja bez środków do życia
  • 23.07.10, 13:00
    widać że nie masz zielonego pojęcia skoro tak piszesz albo jesteś zbyt młodą
    osobą by to zrozumieć ale szczerze nie dziwie się bo kiedy byłam pannom pod
    ochronką swoich rodziców myślałam dokładnie tak samo ,, na co ona czeka nigdy
    nie tkwiła bym w takim związku'' inaczej jest jak zostajesz zupełnie sama z
    problemem jeszcze sama sobie poradzisz ale dzieci muszą jeść trzeba opłacić
    przedszkole leki opłaty a wiemy że dzisiaj to majątek ale załóżmy, że z tym
    sobie poradzę .Wyobraź sobie osobę zastraszaną poniżaną odizolowaną od znajomych
    ,przyjaciół bo ile będą znosić chamskie i nieżyczliwe traktowanie twojego męża
    poodsówali się ode mnie nawet ci najstarsi znajomi i to było w jego celu
    ,stajesz się zupełnie zależna od niego słysząc na co dzień że jesteś debilem nie
    ma w tobie ani krzty ikry w życiu sobie nie poradzisz , i teraz co?, tak po
    prostu wejdę do reszty społeczeństwa stanę się z dnia nadzień tą pewną siebie
    dziewczyną z wieloma pasjami i pomysłami na życie jaką poznał, to nie jest takie
    proste jak się wydaje .Co prawda dzisiaj jestem pewniejsza siebie bo to on się
    stara i ubłagał mnie o jeszcze jedną szansę to ja na następny dzień susze mu
    głowę i wymagam wtedy jakiś czas jest spokój .Wczoraj wieczorem rozmawiałam z
    nim kolejny raz o tym jak to wpłynie na przyszłe życie dzieci czy sobie zdaje z
    tego prawdę dałam mu do zrozumienia że już się nie boję i jeszcze jedna jazda
    składam pozew oczywiście nadziei wielkiej nie mam ale biorę pod uwagę to, że
    przecież kiedyś był ponad rok przerwy , nasze życie wtedy było dobre. Nie
    prosiłam ale przekazałam mu, że jeśli jemu naprawdę tak zależy jest terapia
    dla osób które swoje traumatyczne przeżycia z dzieciństwa przeżucają na
    przyszłe życie .Nie wiem co będzie być może następny rok spokoju a ja mam czas
    na to co planuję dzieciakom krzywda się nie dzieje i nie stanie bo jest dla nich
    bardzo dobry syn za nim przepada ale zawarliśmy układ a raczej to była groźba że
    na syna nie ma prawa podnieść ręki nie zawsze to jest słuszne na dzień
    dzisiejszy ale tak jest bezpiecznie zwalczyłam przemoc fizyczną przeciwko mnie
    od momentu złożenia pozwu z przed dwóch lat pozostały agresywne zachowania i
    chamskie odzywki oczywiście z przerwami kiedy trzeba się na kimś rozładować
    wtedy ja zabieram go do pokoju czy kuchni tam gdzie niema dzieci i tłumaczę
    powołując się na dzieci i jego zdanie na temat jego ojca jakie ma sam
    ,oczywiście w momencie kiedy jest na fazie to nie możliwe więc walczę na
    wszelkie sposoby aby nie sięgał po ukochane piwko oczywiście też nie kłótnią
    tak było do ostatniego razu jednak zdaje sobie sprawę że dzisiaj jestem młoda i
    w miarę dla niego atrakcyjna na starość może to nie działać z resztą
    przyrzekałam na dobre i na złe ale bez przesady.Uwierz mi łatwiej mówić.
  • 23.07.10, 13:04
    Jestem bardzo stara. Nie przyrzekałam "na dobre i na złe" tylko
    miałam 2 śluby cywilne (jestem ateistką). Rozwiodłam się z mężem i
    mam dziecko, które mieszka ze mną, zarabiam i opłacam wszystko co
    trzeba na luzie.
  • 13.07.09, 13:57
    Dzieci zawsze chcą, by rodzice byli razem. Kochają oboje rodziców bezwarunkowo.
    Zwłaszcza małe dzieci. Zachowanie Twojego męża się nie zmieni, będzie dochodzilo
    najprawdopodobniej do eskalacji przemocy, dzieci będą na to patrzyły, bedą żyły
    w strachu przed wybuchami ojca, z czasem same staną się najprawdopodobniej
    obiektami przemocy, gdy "nie bedą chodziły jak w zegarku". Po latach znienawidzą
    Cię, że ich przed tym nie obroniłaś, odwróca się od Ciebie, zostaniesz sama
    albo, nie daj Boże, z chorym, agresywnym mężem, którego zachowania bedą się z
    wiekiem pogarszać.
    Odejdź przynajmniej czasowo od człowieka, który Cię krzywdzi. Może to go
    otrzeźwi i pójdzie na terapię. Dobry psychiatra i odpowiednie leki moga mu
    pomóc. To jedyna, niewielka co prawda, szansa na uratowanie rodziny.
    Ale pamiętaj, bez tego nie ma szansy, żebyś wychowala dzieci w dobrej,
    niezbędnej do ich rozwoju atmosferze, zrobisz im ogromną krzywdę. Oczywiście
    zakładam, że opisalaś prawdziwą sytuację, w miarę możliwości obiektywnie.
  • 13.07.09, 14:50
    A ja myślę,że się boisz.Człowiek tak łatwo się przyzwyczaja,że lepsza znane złe
    życie niż może lepsze,ale niepewne,inne.Piszę to jako 30-latka będąca kiedyś
    dzieckiem z takiej rodziny jak Twoja.Moje przedmówczynie mają rację-dzieci chcą
    oboje rodziców kiedy są małe,potem trzeźwo potrafią oceniać i analizować to,co
    się wokół nich dzieje.Do dziś mam żal do mamy,że była tak słaba,tak niepewna
    siebie,że skazała naszą rodzinę(mam jeszcze brata)na takie kiepskie
    życie.Najpierw to mama była obiektem wyzwisk,ale bardzo szybko i my się
    dowiadywaliśmy,jakimi jesteśmy sk...,że do niczego się nie nadajemy,że jesteśmy
    słabi,że go nie szanujemy(tak,oczywiście winą za swoje zachowanie obarczał nas i
    mamę).Byliśmy świadkami upokorzeń i ,zastraszania,wyśmiewania,a nawet wymuszania
    seksu na mamie.Nie mogłam zrozumieć przez długie lata,dlaczego mama na to
    pozwalała,dlaczego niczego nie zmieniła.Miała pracę,wykształcenie...Cóż,jesteśmy
    z bratem bardzo życiowo okaleczeni,niepewni siebie,zamknięci.Mama do dziś jest z
    ojcem i wciąż chodzi na paluszkach,żeby nie urazić,nie wywołać burzy.Piszę
    chaotycznie,bo wciąż podchodzę do przeszłości bardzo emocjonalnie,wciąż tego nie
    "przerobiłam"...Zastanów się na co narażasz swoje dzieci.Mój ojciec to
    bezrefleksyjny,zapatrzony w siebie dupek i wiesz,nawet nie mogę do niego mieć
    żalu,on nigdy nie zrozumie swojej winy,mogę tylko go nienawidzić.Za to mam żal
    do mojej mamy...Poszukaj wsparcia u rodziców,rodziny.Dasz radę.Masz prawo być
    szczęśliwa,a Twoje dzieci zasługują na normalność i właściwe wzorce.Życzę Ci
    dużo siły.
  • 12.08.09, 16:24
    Tak jak przedmówczyni pisała, dziewczyno nie zastanawiaj się..Oszczędź swoim
    dzieciom takiego życia, one nic nie są winne, że mają takiego ojca. Niech żyją
    szczęśliwie - może mniej pieniążków, ale zawsze w spokoju. Ja co prawda nie mam
    żalu do mamy, że nie odeszła, bo tak się dziwnie życie ułożyło, że po ich
    rozwodzie straciłyśmy dom z mamą i musiałyśmy z siostrą iść do ojca, żeby nie
    wylądować pod mostem na zimowe miesiące. Mama też zamieszkała z nim i do tej
    pory znosi jego krzywe jazdy. Pamiętam z dzieciństwa jak ją ustawiał, że ma się
    nauczyć pokory i miłości, że nie chodzi jak w zegarku (ja jestem od wczesnego
    dzieciństwa przewlekle chora i musiała ze mną po lekarzach jeździć). Mama miała
    na szczęście wsparcie w babci (jej teściowa), więc w razie "wygnania" miała się
    gdzie podziać. Nie wspomnę już o dniach opuszczonych w szkole przez takie nocne
    awantury i problemy z nauką, którym my oczywiście byliśmy winni (mam jeszcze
    starszego brata), nie on bijąc nas za byle przewinienie i wrzeszcząc, ale my, bo
    byliśmy tępi. Gdy przyjeżdżałam ze studiów też nie było lepiej, bo słyszałyśmy z
    siostrą o sobie wiele "pięknych rzeczy". Ja obecnie mam faceta, i świetnie nam
    się układa jak na razie. Myślałam, że jestem tak skrzywiona, że nikogo
    normalnego mieć nie będę, a tu taki traf :). Ojciec oczywiście próbował mnie
    skłócić z facetem, manipulował mną. Rok temu powiedziałam sobie dość - gdy
    kolejny raz z rzędu zaczął ją bić rzuciłam się w jej obronie i podrapałam go
    troche po twarzy, siostra kopnęła. Poszłyśmy z domu na całą noc - we trójkę.
    Wcześniej mu powiedziałam, że jeżeli tak bardzo go kłuje moja obecność w domu,
    to od października niech zapomni o mnie, że ma córkę, i że zgodnie z jego
    życzeniem odchodzę do faceta. O alimentach na stare lata jednocześnie może
    zapomnieć. W tajemnicy przed nim dostałam się na drugi kierunek (500 km ode
    mnie) i wzięłam dziekankę na pierwszym. Chyba po świętach beze mnie zrozumiał
    coś, bo na wielkanocne zaprosił nas już razem. Nie było źle. Moja mama niestety
    nadal się z nim męczy, ale planuje stanąć w końcu na nogi, znaleźć pracę i
    wyjechać gdziekolwiek. Po ostatniej pracy dorywczej nabrała trochę wiary. Kiedyś
    chciała pracować jako opiekunka do dziecka, ale "maż" nie mógł przyjąć do
    wiadomości, że ona spędzi noc poza domem. Trzymam za nią kciuki i mam nadzieję,
    że się podniesie po tylu latach. Oczywiście były nieraz kłótnie o urojone zdrady
    (wezwał kiedyś policję, bo stwierdził, że brat chce go zabić w nocy), co zawsze
    powodowało moją agresję i gadki w stylu "zamknij się, schizofreniku". Oczywiście
    był bulwers potem, że go nie szanujemy.
    Gdy byłam mała, też nie rozumiałam o co mamie chodzi,że jest taka niedobra dla
    niego, ale w wieku 4 lat, jak przychodził upity dzień w dzień i się awanturował
    stwierdziłam, że takiego ojca to ja nie kocham (babci było strasznie przykro jak
    to usłyszała).
    Życzę siły. Powodzenia.
    --
    Bardziej od pieniędzy potrzebujesz miłości.Miłość to siła nabywcza szczęścia.
  • 13.07.09, 21:16
    Ty jesteś żoną (czyt.partnerką) czy gosposią? To Tobie się szacunek nie należy?
    Na odpoczynek nie zasłużyłaś? Zegarek się spóźniał i nie dostałaś pozwolenia?

    Dzieci chcą Was cztery....Teraz o tym. Pochodzę z takiej rodziny. Matka nie
    dość, że chora, to bita i poniżana przez ojca. W końcu się rozwiedli, a ja
    zamiast ją wspierać to gdy sobie kogoś zapoznała strzelałam fochy i kazałam
    wybierać: albo facet albo ja. Byłam młoda i miałam pstro w głowie. Dodatkowo
    ojciec straszył mnie że my sobie bez niego nie poradzimy, że przymrzemy głodem.
    Jako dzieciak wierzyłam w to bardzo mocno, być może kochałam go na swój sposób,
    mimo ciągłego poniżania, przemocy psychicznej a i później bicia
    Ojca, a przede wszystkim normalnej rodziny mi to nie przywróciło, a skrzywdziło
    moją matkę. Nikogo sobie wtedy nie znalazła aż do tej pory i to przeze mnie. Nie
    mogę powiedzieć że jest szczęśliwa, pogodziła się ze swoim losem. Gdyby nie ja
    zapewne jej życie wyglądałoby inaczej.
    Kieruj się dobrem rodziny w Twoim mniemaniu. Dzieci w takich kwestiach:
    1. nie są autorytetem
    2. nie potrafią realnie ocenić rzeczywistości, ani tego, że takie zachowanie nie
    jest normą
    3. utrwalanie takich nieprawidłowych wzorców zacho0wań między rodzicami
    spowoduje, że kiedyś one tak będą się zachowywać w stosunku do swojej rodziny, i
    nadal mogą krzywdzić innych-nieświadomie. Takie wzorce zachowania im przekazano,
    przy Twoim bezwolnym przyzwoleniu.

    Tylko czekać aż na ciebie podniesie rękę. I co będziesz zamalowywała sińce
    korektorem?

    Twój mąż powinien zacząć się leczyć. Jeśli nie wykaże dobrej woli na Twoim
    miejscu albo wyniosłabym się ( jeśli masz gdzie), albo zaczęłabym zbierać dowody
    na to że ulegasz przemocy psychicznej. Pozwalasz na takie zachowanie i
    utwierdzasz go w przekonaniu że to on ma rację, że jego zachowanie jest
    akceptowalne.
    NIE ZGADZAJ SIĘ NA PONIŻANIE ŻADNYM KOSZTEM, NIE MA ARGUMENTU "ZA". MASZ PRAWO
    DO GODNEGO ŻYCIA I NIE DAJ SOBIE WMÓWIĆ ŻE JEST INACZEJ.
  • 13.07.09, 22:59
    Dziękuje za wszystkie wypowiedzi!!!
    Muszę to przemyśleć... Jutro się odezwę.
  • 14.07.09, 07:38
    Masz 2 córki - pomyśl czy chciałabyś aby znalazły sobie mężów na
    obraz Twojego. A później trwały przy nim niczym kotwica, dla "dobra"
    dzieci czyli ze strachu przed odejściem.
    Córki tworzą sobie wzór związku mężczyzny i kobiety na podstawie
    Waszego małżeństwa i tego co widzą w domu - takiego chcesz dla nich
    wzoru?
    --
    Moje trzy misie:
    x - oczekiwany 3.01.2010...
    Łukaszek - 6.01.2008
    Maciek - 3.01.1978 :):):)
  • 14.07.09, 07:37
    To bardzo trudny problem,może by faktycznie jeszcze coś uratowała dobra, mądra
    psychoterapia partnerska, ale Twój mąż musi być tego świadomy że dzieje się z
    nim coś bardzo niedobrego i musi chcieć to zmienić.Jeśli do tego nie dojrzeje,
    będziesz miała całe życie takie, jakie masz do tej pory. Dopiero po latach, gdy
    już będzie za późno zobaczysz jakie skutki to odniosło.Dzieci wychowywane w
    takiej atmosferze mimo że teraz jak piszesz"bardzo go kochają" być może
    znienawidzą ojca, będą nim pogardzać i Ciebie też,W pierwszej kolejności będą
    miały do Ciebie słuszne pretensje że nie zrobiłaś nic by je chronić.Rozbicie
    rodziny jest zawsze tragedią, ale przemyśl co lepsze dla Ciebie i dzieci teraz i
    na przyszłość.
    --
    vanilla-cafe.net/
  • 14.07.09, 09:17

    To naprawdę poważny problem, bardzo mi przykro, że musisz przechodzić przez
    takie rzeczy. Moja siostra wyszła za mąż za takiego właśnie człowieka. Dodam, że
    tylko dlatego, że zaszła w ciążę, a to było 20 lat temu, wtedy to był dobry
    powód). Męczyła się z nim 15 lat. Pamiętam jak kiedyś byliśmy razem nad morzem,
    mieszkaliśmy w jednym pokoju, mąż kopnął siostrę w brzuch (bo sobie wymyślił, że
    ona się umawia z kimś po kryjomu, co oczywiście było bzdurą). A ona przyszła do
    mojego łóżka i poprosiła, żebym nikomu o tym nie mówiła. Nie powiedziałam.
    Najbardziej ucierpiały przez niego dzieci. Starszą córkę nieustannie wyzywał od
    grubych krów (dziewczyna od ok 10 lat nie była na plaży w stroju kąpielowym, bo
    ma takie kompleksy przez niego), jakiekolwiek okruchy na dywanie, zbita
    szklanka, niezjedzony obiad - awantura. Więc generalnie ich życie polegało tylko
    na tym, żeby nie wkurzyć tatusia/ męża. Skończyło się, gdy mąż wylał mojej
    siostrze kufel piwa w twarz, oczywiście też za jakąś głupotę. Było to w jakimś
    barze, pełno ludzi, w tym oczywiście ich znajomi. Siostra wzięła dziewczynki i
    tego samego dnia wyprowadziła się do mojej mamy. Trochę z nią pomieszkała,
    wynajęła mieszkanie, znalazła lepszą pracę i udało się. Poznała fantastycznego
    mężczyznę, jest naprawdę szczęśliwa.
    Moja mama też nie była szczęśliwa w małżeństwie. Była z ojcem tylko ze względu
    na dzieci. A ja wolałam, żeby go z nami nie było, bo mama była nieszczęśliwa.
    Odetchnęła po rozwodzie.
    Nie bój się zrobić pierwszego kroku. To może uratować Ciebie i przede wszystkim
    Twoje dzieci.
  • 14.07.09, 15:29
    Najlatwiej jest doradzic zeby odejsc : (((
    Meza furiata masz pewnie nie od dzis.Pewnie przytlacza go ta
    codziennosc.Dzieci ,zona itp itd.
    Pewnie jakby pojawila sie perspektywa utracenia raju to by sie
    obudzil ale kto mu taka opcje niby ma dac????
    Ja cie rozumiem i trzymam kciuki ,ze znajdziesz zloty srodek.na to
    zeby wszyscy cztery byli szczesliwi : )))
  • 14.07.09, 16:36
    kochamkotyijuz napisała:
    (...) Najlatwiej jest doradzic zeby odejsc : (((
    Meza furiata masz pewnie nie od dzis.Pewnie przytlacza go ta
    codziennosc.Dzieci ,zona itp itd(...)

    A żona nie jest przytłoczona wybuchami furii męża?
    Dziwnie piszesz.
    Ja też rozumiem Autorkę wątku, mimo że takiego męża nie posiadam. Posiadam za to w bliższej i dalszej rodzinie kilka takich przykładów.

    Np. Ciocia, która całe życie przeżyła z mężem furiatem, wychowała z nim trójkę dzieci, jest z nim do tej pory. Myślę, że nie ma już siły i możliwości żeby odejść. Jest kłębkiem nerwów - leczy się z nerwicy, bez pracy (mąż zabronił), na łasce męża, który wydziela jej pieniądze. Poniża ją do tej pory w każdej nadarzającej się okazji. A ona nie odeszła wtedy kiedy mogła (mieszkanie jest jej więc miała łatwiej) a teraz jest już tak uzależniona od niego, że nigdy nie odejdzie.
    Dzieci są dorosłe, a z domu wyniosły wypaczony całkowicie obraz rodziny. Awantury i bicie na porządku dziennym.
    Wiem, że odejście od męża zawsze będzie trudne.
    Jakie widzisz tu inne wyjście? Skoro mąż nie widzi problemu w sobie?
    Jeżeli chce się jeszcze ratować męża i rodzinę, to należy zrobić wszystko żeby mu to uświadomić.
    Wydaje mi się, że pozostawanie z takim człowiekiem upewnia go w przekonaniu, że wszystko jest ok. A tak przecież nie jest.

    --
    "Sama usmaż konfitury.Sama zrób budyń.Sama przecieraj zupkę.Sama zrób wedlinę,zasadź pomidora i najlepiej sama znoś jajka, babo! Do tego pracuj(niepracująca matka to obciach),noś modne w tym sezonie buty na koturnach,odwiedzaj regularnie SPA,prasuj ubranka maluszka z dwóch stron(inaczej maluszka zje Listeria i owsiki), miej wydepilowaną okolicę łonową i karm piersią co najmniej3lata.
    Pogięło was, redaktorzy GW?" by ledzeppelin3
  • 14.07.09, 18:56
    Decyzja należy do Pani.Ja jedynie chcę zwrócić uwagę na argumentację, której
    Pani używa. Argumentem pozostania i trwania w takim związku są dla Pani dzieci.
    Oczywiście ich los jest bardzo istotny, a dorośli muszą brać je pod uwagę przy
    każdej decyzji. Oczywiście, że można się obawiać jak zniosą zmiany, jeśli takie
    nastąpią. Natomiast nie powinno to stanowić argumentu przetargowego. Jest to
    bowiem argument bardzo przewrotny. Jest bardzo silny i porusza rozmaite emocje
    oraz daje poczucie, że robi się coś dla ich dobra, bo Pani dobro jest mniej
    warte. To zachęca do trwania w złym układzie i umacnia tę decyzję, bo się o
    sobie myśli pozytywnie. I wtedy jest rozszczepienie na złego męża i dobra
    poświęcającą się żonę. Można żyć wiele lat z takim poczuciem misji.
    Dlatego zachęcam, aby rozważyć swoją sytuację z mężem i użyć innych argumentów,
    dotyczących wyłącznie Pani. Dzieci do tych rozmyślań na razie nie włączać .
    Mąż bazuje na Pani lękach, poświęceniu i świadomości, że wiele Pani zniesie. Nie
    jest to zachęta dla niego do pracy nad sobą.
    Daje mu to silniejszą pozycje, więc dlaczego ma z niej rezygnować. Warto sobie
    też odpowiedzieć co oprócz dzieci Panią trzyma w takim związku. Może właśnie
    ta przemoc a potem , po niej nagroda, która uspokaja i pozwala wytrzymać
    następny atak furii? Agnieszka Iwaszkiewicz
  • 14.07.09, 23:41
    Mam mętlik w głowie, ale jeszcze raz Wam bardzo dziekuję za wszystkie słowa.
    Zapisałam męża do psychologa, zgodził się pójść, ale ciągle mówi o tym
    niepoważnie i z ironia.
    On nie widzi w tym wszystkim problemu. "Mamy nie dawać mu powodów do wkurzania,
    to będzie dobrze". Tyle,ze powodów daje życie cały czas. Choroba dzieci i furia,
    bo nie tak planował sobie ten czas. Nie ma w niedziele śniadania na stole zaraz
    po obudzeniu (muszę zając się najpierw dziećmi) - furia itp.
    To jest małżeństwo na dobre, bo te złe, czyli zwykłe ludzkie problemy go
    wkurzają. Gdy jest najedzony i nic się od niego nie chce, nie czeka go jakaś
    praca przy dzieciach, czy domowa, to jest super.
    Muszę końzcyć...
  • 15.07.09, 16:14
    A wierzycie,ze wizyta u psychologa coś da?
    Boję się, że on albo tam jednak nie pójdzie, albo nie opowie o co chodzi.
    Przecież to jest człowiek typu: Nie pobiłem ,pieniądze zarabiam itp., to jestem
    świetny.
    Na razie nie mam siły na rozstanie. Po pierwsze wciąż myślę o dzieciach, po
    drugie ja go kocham. To miłość nie za coś, tylko mimo wszystko. Wiem, trochę chora.
    Robię błąd, bo gdy mąz mi da czas spokoju, to moja determinacja by to
    zakończyć mija. Będę walczyć o normalnośc, zobaczymy co na to psycholog...
  • 15.07.09, 16:52
    Jeśli trafi do przenikliwego psychologa, ten będzie potrafił czytać między
    wierszami, niestety jeśli do konowała, może uznać, że problemu nie ma.
    Mój mąż też miewał wybuchy niepohamowanej złości (bez agresji czynnej) i nasze
    małżeństwo było przez to zagrożone. Zażądałam jako ultimatum pójścia do
    terapeuty. Długo trwało, zanim dał się namowić. Załatwiłam najlepszego, znanego
    mi skądinąd, psychiatrę. Mąż chodził do niego przez jakiś czas, lekarz
    zdiagnozował u niego nieradzenie sobie z negatywnymi emocjami (w dużym skrócie i
    uproszczeniu), mąż dostał odpowiednie leki i na jakiś czas się uspokoił.
    Niestety żle reagował na leki, był bardzo ospały, ociężały, spowolniony, wizyty
    były bardzo drogie, a wtedy byliśmy w nie najlepszej sytuacji finansowej i po
    jakimś czasie od odstawienia leków i zaprzestania wizyt, wybuchy powróciły.
    Zmniejszyła się nieco może ich częstotliwość, ale to zależy od aktualnej
    sytuacji. Jak jest w miarę spokojnie - jest w miarę dobrze, jak teraz, jak grozi
    mu utrata pracy, dzieci zachowują się nie po jego myśli albo brakuje pieniędzy -
    znów nasilają się zachowania despotyczno-awanturnicze. I tak w kółko. Ja ciągle
    się łudzę, że może się kiedyś zmęczy, ma rzeczywiście dobre chwile, jest oddany
    rodzinie i można na nim polegać, więc chyba po podsumowaniu zysków i strat i z
    obawy o przyszłość tkwię w tym związku, ale nie do konca jestem pewna, czy
    dobrze robilam i robię, godząc się na niektóre ekscesy.
    Ponoć wszystkie małżeństwa się kłócą, o naszym mówią, że to typowe małżeństwo po
    włosku, ale ja czasami jestem bardzo zmęczona walką o normalność.
    Jesteś młoda, dzieci małe, jeśli terapia, na którą Twój mąż może łaskawie się
    zgodzi nie przyniesie pożądanych rezultatów, nie gódź się na takie życie dla
    siebie i dzieci, posłuchaj mądrzejszych, jeszcze możesz znaleźć kogoś kto
    pokocha Cię bezwarunkowo, a nie tylko "jak będziesz chodzić jak w zegarku".
  • 15.07.09, 18:39
    Jeśli nie da terapia indywidualna lub oprócz terapii można namówić męża na
    warsztaty radzenia sobie z gniewem i agresją. Na pewno organizuje je
    Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie www.lps.pl a może i inne ośrodki. Mąż
    może tam się nauczyć narzędzi panowania nad tymi uczuciami, częściowo poznać ich
    źródła, a nade wszytko zobaczy, że inni mają podobne zachowania i traktują je
    jako problem i się nim zajmują. Trzeba go wspierać w każdej inicjatywie.
    Skoro Pani kocha męża, a ta argumentacja już brzmi inaczej, to może mu Pani
    dawać takie wsparcie głównie doceniając, te małe kroki. Agnieszka Iwaszkiewicz
  • 22.07.10, 09:56
    sevenicho napisała:

    > A wierzycie,ze wizyta u psychologa coś da?
    > Boję się, że on albo tam jednak nie pójdzie, albo nie opowie o co
    chodzi.
    > Przecież to jest człowiek typu: Nie pobiłem ,pieniądze zarabiam
    itp., to jestem
    > świetny.
    > Na razie nie mam siły na rozstanie. Po pierwsze wciąż myślę o
    dzieciach, po
    > drugie ja go kocham. To miłość nie za coś, tylko mimo wszystko.
    Wiem, trochę ch
    > ora.
    > Robię błąd, bo gdy mąz mi da czas spokoju, to moja determinacja by
    to
    > zakończyć mija. Będę walczyć o normalnośc, zobaczymy co na to
    psycholog

    Ja nie wierze, ze wizyta u psychologa cos da. Wyszlas za prymitywa i
    przemocowca, ktorego od lat obslugujesz i godzisz sie na jego
    zachowanie ( "jak nie ma sniadania na stole - furia") - nie wierze,
    ze sie zmieni. Szkoda mi Twoich dzieci bo odpokutuja za to jaki
    tworzycie im dom w przyszlosci..
  • 17.07.09, 14:53
    "Mamy nie dawać mu powodów do wkurzania,
    > to będzie dobrze".

    zastanawiam sie, jakbym zyla, gdybym miala przekonanie, ze moje
    uczucia i zachowanie nie zaleza ode mnie, tylko od innych ludzi. Ze
    nie mam nad soba zadnej kontroli i jestem jak listek miotany na
    wietrze czyjegos postepowania.

    Moze zapytaj meza, czy tak wlasnie sie czuje? Czy jest mezczyzna,
    ktory panuje nad swoimi emocjami, czy tez jest zalezny w 100% od
    tego, co wy robicie. I czy chce tak zyc dalej.
    --
    Jeśli nie układa ci się z kochankiem, możesz po prostu wyjść z
    łóżka. Co jednak masz zrobić, jeśli pieprzy cię twój własny kraj?
    Nancy Mann
    Wiedzmowo
  • 17.07.09, 15:16
    Na tego typu pytania słysze zawsze jedną odpowiedź: ważne, że mi ulżyło lub, ty
    nie jesteś prawdziwą kobietą, więc myśl co chcesz. Poza tym to człowiek,
    któremu trudno wejść na ambicję. Ona przegrywa z egoizmem. Szkda już chyba
    rozwijac ten wątek. Za bardzo użalam sie nad sobą, a nie chcę się rozklejać.
    Może ktoś się zapytac, czemu wyszłam za niego za mąż. Odpowiedx jest prosta -
    dopiero przy zetknieciu sie z obowiązkami, koniecznością odpowiedzialności za
    innych (dzieci) i problemami wychodzi natura człowieka. Jedni problemy wspólnie
    rozwiązuja i ciesza się wszystkim pozostałym, inni ich nie przyjmują "na klatę",
    tylko wyładowują emocje na innych. Mój "błąd" polega na tym, że nie daję
    królewiczowi żyć tak wygodnie jak by chciał. Dzieci zdrowe i grzeczne są nasze,
    a chore i marudzące, moje.
    A miałam skończyć. Przepraszam. To już bardziej wylewanie żalu. Nie mogę tego
    zrobić np. do mamy.
  • 17.07.09, 11:37
    Witam,
    czytajac twoj post to tak jakbym czytała moja obecna sytuacje.Mojmąż
    dokladnie tak samo sie zachowuje. Ja pracuje zawodowo, zajmuje sie
    domem, opiekuje nasza 5 letnia corka i mna mojej glowie sa
    rachunku , pranie , sprzątanie itp.Jest bardzo nerwowoy , byle
    błahostka wpada furie i nie patrzy czy dziecko jest czy nie obok
    przeklina wyzywa mnie. pOtrafi za to ze corka nie poczestuje go np.
    czekoladka obrazic sie na dziecko. Ja musze sie z kazdego wyjscia z
    dzieckiem tłumaczyc, jak nie wróce o tej co mówiłam tylko 5 minut
    pozniej juz jest awantura, krzyki.dzwoni do mnie co 5 minut co
    robie , gdzie jestem, a jak nie odbiore telefonu bo np. w pracy nie
    moge to zarzuca ze nie chce od niego odbierac i znowu sie drze na
    mnie.takich opowiesci to nie ma konca.Dwa dni temu po kłotni
    oczywiscie o byle co oznajmil mi ze sie wyprowadza wiec ja to
    przyjelam bardzo spokojnie (bez płaczu i prosb - co do tej pory tak
    sie konczyle takie sprawy), jestem zmeczona jego zachowaniem, szkoda
    mi dziecka.Zaueazyl ze przyjelam ta informacje nie tak jak on sie
    spodziewal wiec wczoraj probowal porozmawiac, oczywiscie zaczal
    płakac ze 6 lat JA tak łatwo przekrełsam. Nie widzi tego ze to on
    doporowadzil do takiej sytuacji swoim zachowaniem.Praktycznie to ja
    juz podjela dcyzje ze nie bede ulega bo uwazam ze jak nie zrozumie
    swojego zachowania i nie zacznie sie leczyc to na zmiane nie ma co
    liczyc.Nie jest mi łatwo ale z drugiej strony chciałabym zaczac życ
    bez ciagłego bycia pod jego pregierzem. napisz jak u Ciebie wyglada
    sytuacja w chwili obecnej. Jesteś moze z W-wy?
    Pozdrawiam.
  • 17.07.09, 14:06
    Witam,
    to co napisała mama_natalci, mogłabym napisać i ja. I też mogłabym napisać
    mnóstwo takich historii. Nawet jeżeli mąz ma powód do niezadowolenia, to jego
    reakcja jest całkowicie nieadekwatna do sytuacji. Większośc ludzi, by nawet ich
    nie skomentowała. Mam dośc być traktowana jako przyczyna wszelkiego zła i worek
    do wyładowania emocji.
    Mój małżonek też obraża sie na dziecko, nawet na to półtoraroczne!
    Na pewno ja nie jestem oazą spokiju, ale nikt by nie był.
    Jestem z okolic Warszawy.
    A co do poprzednich postów, to jestem wdzięczna wszystkim, którzy tak
    szczerze i otwarcie opowiedzieli swoje historie, by mnie wesprzeć, zmobilizować
    lub po prostu dać do myślenia. Jak widać nie tylko mi jest tak nieróżowo.
    Dodam jeszcze, że bardzo mnie martwo mnie to,że widze jak córeczki są bardzo
    nerwowe i niecierpliwe. To przecież, moja i męża zasługa.
    Oczywiście, gdy wspomniałam o rozwodzie, to mąż znów sie wkurzyłi uważa, że
    chę zniszczyć rodzinę. Najgorsze sa teksty do dziecka typu: "zobacz córciu, mama
    chce, żebyście nie miały tatusia". Mi też się zdarza w nerwach wciągać w to
    dziecko. Potem czuję sie podle, próbuję sprawę naprawić, ale nie jest łatwo.
    Córka nauczyła się życ dobrymi chwilami... Ja też. Fakt, widze,ze jest czas, gdy
    mąż sie stara panowac nad sobą, być miły itp. I jest. Do następnego "ataku"..
    Pozdrawiam. I życzę nam siły i odwagi.
  • 22.07.10, 16:21
    kochane to zwyczajny terroryzm mój to w ogóle jakby mógł to by trzymał mnie na
    uwięzi
  • 25.07.09, 16:02
    Dziś jest kolejny straszny dzień. Nawet nie mam już sił go opisać.
    Mąż był u pani psycholog. Mówi, że ona twierdzi, że problem tkwi we mnie.
    A może tak jest? Może ja jestem wariatką? Zaczynam się nad tym powaznie
    zastanawiać. Może ja sama siebie nie słyszę i nie "koduję" co robię. Moze
    naprawdę to ja go doprowadzam do takiej furii? Może jestem wredną i szaloną
    babą? Już nic nie wiem. Czuję,że zaczynam tracić grunt pod nogami. Żyję w dwóch
    światach: piekiełko domowe i "wszystko ok" na zewnątrz (praca, rodzina, znajomi).
    Może powinnam pójść do psychiatry? Tylko nie wiem z kim zostawić dzieci w tym
    czasie. Nie chcę wciągać w to rodziny. Moi rodzicce swoja pomocą by mnie dobili.
    Te rady w stylu: "sama sobie go wybrałaś" lub "nie uzalaj się nad sobą; ja
    miałam toje dzieci ... i tu opis dzielności".
    Naprawdę zaczynam mysleć, że to chyba ja to wszystko rozwalam. przecież nikt
    by mnie tak nie traktował bez powodu? Co zrobić by zrozumiec samą siebie?
    Dlaczego wydaje mi się, ze to on ma złe zachowanie? Jak to ocenić?
    Przepraszam za ten chaotyczny post. Jak na wariatkę przystało...
  • 25.07.09, 17:39
    nie oceniaj, nie pocieszaj się psychologiem bo mąż nie pójdzie dłuższą terapię,
    nie myśl o sobie tylko o córkach

    nie mam współczucia dla kobiet takich jak Ty - fundujesz dzieciom takie
    problemy, z których się potem będą latami wygrzebywać, latami!

    w tej chwili to siebie niestety stawiasz w centrum
    owszem, jesteś ofiarą ale matką na pierwszym miejscu więc łaskawie się zbierz w
    sobie i zadbaj o zdrowie psychiczne swoich dzieci

    --
    I tylko jeża przelecieć się nie da.
  • 04.09.09, 12:53

    > nie oceniaj, nie pocieszaj się psychologiem bo mąż nie pójdzie
    dłuższą terapię,
    > nie myśl o sobie tylko o córkach
    >
    > nie mam współczucia dla kobiet takich jak Ty - fundujesz dzieciom
    takie
    > problemy, z których się potem będą latami wygrzebywać, latami!
    >
    > w tej chwili to siebie niestety stawiasz w centrum
    > owszem, jesteś ofiarą ale matką na pierwszym miejscu więc łaskawie
    się zbierz w
    > sobie i zadbaj o zdrowie psychiczne swoich dzieci

    Nareszcie jakieś słowa prawdy!!!! Jakie to wygodne, żeby nie musieć
    ponosić za nic odpowiedzialności, tylko przyjąć rolę pokutnicy i
    cierpiętnicy i użalać się nad sobą. A potem "tego nie zrobiłam,
    tametego nie zrobiłam, bo mąż, bo dzieci..." Zrgyzota na stare lata
    i domaganie się wdzięczności za lata poświęceń. Współczuję Twoim
    córkom, bo fundujesz im piekło i rzeczywiście latami będa potem
    próbowały odnaleźć siebie po to, by powtórzyć relację z takim samym
    gnojem psycholem jak tatuś (pewnie starsza córka wejdzie w ten
    model).

    Tak - psycholog ma rację - MASZ PROBLEM, bo czerpiesz ewidentnie z
    tej relacji wiele pozytywów dla siebie. Bo mąż daje ci geniealną
    wymówkę na wszystko. Cholerna cierpiętnica...

    Mąż - psychol. Nie ma wogóle czego komentować.

    Dzieci chcą was razem - nie rożśmieszaj mnie. Pięcioletnie dzieckoma
    podejmowac decyzje za ciebie? Czy moze to pótoraroczne ci
    powiedziało, że chce was razem?
  • 25.07.09, 22:52
    Jesteś pewna że to akurat powiedział psycholog? Nie wiesz co mąż opowiedział na
    spotkaniu. Może całą sytuację odwrócił? A moze powiedział prawdę i dostał
    konstruktywną krytykę, i przecież Ci się nie przyzna?

    Jeżeli bierzesz do siebie każde jego słowo i przez pryzmat jego opinii stwarzasz
    opinie o sobie, nie ufasz sobie, swojej intuicji, swojego wew głosu-to chyba
    jest źle. Czas uciekać.

    Ale widzę że z Tobą łatwo nie będzie. Tu się wyżalisz a w życiu nadal będziesz
    cierpieć. Tylko za co?

    Mąż wmówił Ci że nie masz prawa do szczęścia?
  • 26.07.09, 00:39
    Dwa ostatnie wpisy dały mi duzo do myślenia i niełego kopa. Dzięki.
    Już wiem jedno - łudziłam się,ze będzie lepiej. Wystarczało mi kilka dni
    spokoju i przejawów dobrych chęci męża by dalej trwać w takim związku. I
    wierzyc, ze jesteśmy "normalną" rodziną.
    Niech już będzie,że co złe, to ja. Może to nieprawda, może prawda.
    Nie chcę juz z nim być, on i tak mnie nie cierpi i nie szanuje.
    Kto ma dzieci, które tak mcno kochają oboje rodziców, to wie jak trudno podjąć
    pewne decyzje. Zmierzyć się z płaczem dzieci, oskarżaniem rodziny i otoczenia,
    agresją męża nie jest łtwo. Wiem,ze mnóstwo dzieci ma rodziców osobno i jest im
    ok. a ile dzieci cierpi z tego powodu? To ja muszę ponieść wszystkie
    konsekwencje swoich decyzji. Nie "plujcie" na mnie, że się boję, że się waham.
    Bo boję się jak diabli. Nie tego, czy poradzę sobie finasowe, czy
    organizacyjnie. To akurat bez problemu.
    Tak bardzo kocham swoje dzieci. Nie wiem, czy nie warto poświęcić siebie dla
    nich. Rozwód? Czy to jest najlepsze rozwiązanie?
  • 26.07.09, 17:17
    Czytam i czytam , i zazdroszczę ci....odwagi.Bo ja przechodze to
    samo co ty, a nic z tym nie robie.Jestem tchorzem i tyle.Kocham moje
    dzieci i dla nich tkwie w tym małżenstwie , bo one kochaja
    tatusia.Nie mam pracy i nie mam gdzie sie wyprowadzic.Nie jest
    łatwo.Może ty dasz rade-trzymam kciuki.Zrób to co należy...
  • 26.07.09, 17:35
    "Nie wiem, czy nie warto poświęcić siebie dla
    nich. Rozwód? Czy to jest najlepsze rozwiązanie? "- twoje słowa oraz słowa
    syl345 ".Kocham moje
    dzieci i dla nich tkwie w tym małżenstwie , bo one kochaja
    tatusia."- świadczą o jednym: nie rozumiecie, że dzieci wam nie podziękują za
    skazanie na dorastanie w rodzinie, gdzie jest przemoc, gdzie żony/matki nie
    szanuje się, że wasze dzieci dostają taki a nie inny przekaz męskości (chcecie,
    by wasze córki trafiły na podobnych dupków?????). Jakie poświęcę się dla
    rodziny????!!! W głowę się puknij kobieto, masz agresywnego faceta w domu, który
    potem gdy dzieci podrosną, na nich wyładuje złość,a piszesz o poświęcaniu się????

    Syl345- nie masz pracy, nie masz gdzie się wyprowadzić, a kto każe ci robić do
    od razu, pochopnie??? Skontaktuj się z jakimś kobiecymi organizacjami, mogą
    pomóc ,są domy dla kobiet, które w domu doświadczają przemocy,jest tam pomoc
    prawna itp. Bo o ile same możecie sobie spaprać życie, to robić to dzieciom?????
    Piszecie, że kochają tatusia, tylko że one podrosną i zamiast kochanego tatusia
    zobaczą furiata.
  • 26.07.09, 17:48
    > Kocham moje
    > dzieci i dla nich tkwie w tym małżenstwie , bo one kochaja
    > tatusia

    bzdurzysz
    jakbyś kochała tobyś ich nie skazywała na takie jazdy
    tatusia kochają, bo innego nie znają
    dzieci w DD też kochają swoich zapijaczonych, znęcających się tatusiów i co? to
    jest powód by z nimi były?

    sobie możecie życie spierdaczać do woli, ale dzieci Wam takiego wała kiedyś
    pokażą za ich życie zepsute, że Wam się złudzenia o ich szczęściu z głuchym
    brzdękiem o podłogę rozbiją

    --
    I tylko jeża przelecieć się nie da.
  • 27.07.09, 00:35
    > Tak bardzo kocham swoje dzieci. Nie wiem, czy nie warto poświęcić siebie dla
    > nich.


    kobieto, opamietaj sie.
    przeciez Twoj maz traktuje dzieci dokladnie tak samo jak traktuje Ciebie.
  • 27.07.09, 11:16
    Opamiętałam się.
    Wczoraj wreszcie rozmawialiśmy o problemie. Podjęłam decyzję - daje mu szansę
    na zmianę. Pół roku. Ma chodzić do psuchologa, a o ile on stwierdzi,ze ja też
    powinnam, to i ja.
    Oboje wiemy, że gdy nic się nie zmieni, znajdę siłe by odejść. Pracuję, nauczę
    sie prosic o pomoc i przyznawać do porażek i dam radę. teraz wszystko w jego
    rękach. W moich też, bo zamierzać go wspierać. I starać się zmienić samą siebie.
    Kocham go (dziwne), ale dzieci bardziej.
    Może to nie jest najlepsza decyzja, ale jest. To nie jest "odwleczenie"
    sprawy. Myślę,ze takie zmiany nie zachodzą "od już", więc potrzeba czasu. To są
    wybory między mniejszym i większym złem. Każda decyzja ma złe strony.
    Współczuję wszystkim, którzy mają podobne problemy. Już rozumim, że rozwód to
    nie zawsze pójscie na łatwiznę, to często ostatnia deska ratunku.
    Mąż dotarł do tego forum, jest wściekły, ze to wszystko opisałam. Myśli, ze
    pomysł rozwodu pojawił sie po radach "jakis obcych bab". Może obca kobieta, ale
    często, niestety, problem taki znany i bliski.
    Pozdrawiam wszystkich. Bardzo dziękuję za każde słowo, takze krytyczne.
    I ruszam do walki o naszą czwórkę! Nie będzie lekko. Wynik za pól roku. Po tym
    czasie albo wiktoria, abo koniec złudzeń...
  • 03.08.09, 09:02
    a ja myślę że jeśli chcesz podjąć próbę ratowania waszej rodziny to powinniście udać się na terapię rodzinną (małżeńską)i razem spróbować zobaczyć waszą rodzinę z perspektywy każdego z osobna no i popracować nad komunikacją i nad sobą, nie wydaje mi się żeby mąż był dobrym wyznacznikiem do podjęcia wizyt przez ciebie u psychoterapeuty, to twoja decyzja, ale myślę że przydałaby wam się taka konfrontacja na spotkaniu konsultacyjnym u terapeuty rodzinnego (innego niż wasi psychologowie indywidualni)no i póżnie zdecydujecie co dalej,przynajmniej nie będziesz sobie miała nic do zarzucenia, będzie wiadomo,że spróbowaliście wszystkiego...
  • 22.07.10, 09:32
    kochana ja także dawałam nie jedną o jednym się utwierdziłam i czas abyś ty
    zrozumiała on się nie zmieni furjatctwo leży w genach w zrytej psychice i już
    taki jest >mój mąż się stara wie że ma problem ale ile można się starać? robić
    coś w brew sobie ja już nie wierze u mnie nadzieja wygasła .
  • 04.08.09, 14:39
    Kobiety jak możecie tkwić w takich patologicznych związkach???

    chore!!!! jesteście chore! do tego skazujecie na to swoje dzieci!

    --
    pl.youtube.com/watch?v=U45Zq7u7isY
  • 22.07.10, 10:15
    Właśnie chodzi o to że dzieci nie wychodzą z tego bez szwanku.U mnie w domu
    przemoc przeżuciła się na syna byłam sama bez wsparcia i zastraszona chroniłam
    go zasłaniając sobą niestety syn zapadł na autyzm i w obecnej chwili żałuje że
    do tego dopuściłam bo przecież jest pomoc dla takich rodzin .Skończyło się kiedy
    zagroziłam że wezwę policję ale niestety było za póżno, chamstwa nie wyleczysz
    on już taki jest raz będzie lepiej co daje nadzieje po czym nadzieja legnie w
    gruzach przerabiałam to setki razy i nie wierzę a dzieci cierpią najbardziej do
    tego trzeba się liczyć z tym że będą powielać bo przecież nie znają innego życia
    a jakie to życie ?
  • 12.08.09, 18:15
    Bardzo gorąco Cię pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki, bo sama jestem w takiej sytuacji. Wcale nie łatwo jest odejść, bo zawsze ma się nadzieje, że będzie dobrze, na początku się wydaje, że wszyscy przeżywają problemy ale niestety prawda jest taka, że ludzie się nie zmieniają. U mnie też tak było, że jak trzeba mi było w czymś pomóc to mąż miał swoje ważniejsze sprawy i zawsze się awanturował. Nawet jak byłam w ciąży podniósł na mnie rękę i jeszcze tłumaczył, że to była moja wina, bo on miał inne plany , a ja śmiałam poprosić jego o pomoc. Wszystko co głupiego zrobił w chwili swojej agresji, było zawsze przeze mnie, bo ja sprowokowałam, lub czegoś oczekiwałam. Oczywiście jak mu się nic nie nakazywało do zrobienia to też do mnie mówił zdrobniale i pieszczotliwie, ale jak pojawiało się normalne życie był arogancki i agresywny i tak zostało do dziś. Teraz jesteśmy już na krawędzi naszego małżeństwa. I chociaż nadal nie mam oparcia w rodzinie w sprawie swojego rozwodu to chyba spróbuję zakończyć ten związek. Trzymaj się. Jestem całym sercem z Tobą
  • 03.09.09, 10:45
    Jeżeli chcesz coś zrobić dla dzieci... to odejdź. Zycie w wiecznych
    awanturach, krzykach i upokażaniu to nie jest dobry sposob na
    wychowywanie dzieci. Moj ojciec jest strasznym furiatem i niestety
    ja i moj brat nauczyliśmy się tego samego. Ja zepsulam przez to 2
    letni związek, a i tak się dziwię, że tyle ze mną wytrzymał. Na
    szczęście znalazłam kogoś innego kto uzmyslowił mi mój problem,
    jesteśmy ze sobą od 4 lat, ale zanim ja się wyciszylam po tylu
    latach awantur i zrozumialam, że można żyć bez klotni co 2 dzień
    minęlo dużo czasu. A i tak uważam, że powinnam jeszcze dużo
    zmienić.Ale ze mną to i tak maly problem, dużo gorszy jest z moim
    bratem. Nigdy nie był latwym dzieckiem do wychowywania, ale odkąd
    pamiętam sposobem ojca na niego bylo wieczne darcie na niego mordy i
    lanie, za to że nie chce jeść, za to, że nie chce się uczyć itd.
    itd. A najlepsze jest to, że jak kiedyś mu to wypomnialam to
    usluszalam, żę on może ze 2 razy w życiu podniósl rekę na mojego
    brata i żę to ja wypaczam rzeczywiastość. Doszło do tego, żę mama
    żeby unikać tych wszystkich awantur zaczęła na wszystko bratu
    pozwalać i za nic go nie karała, żeby tylko ojciec się nie
    dowiedzial i żeby nie bylo kolejnej klotni. Nie doprowadzilo to do
    niczego dobrego. Najgorsze jest to że do niego nic nie dociera, on
    nie widzi takiego problemu, jak mu powiedziałam, żę moglby iść do
    psychologa, żeby pomoc mojemu bratu to nie odzywa się do mnie już
    drugi miesiąc. On uważa i zresztą glosi to wszem i wobec że jest
    idealnym mężem i ojcem, tu cytat "bo wybudowal nam dom", a wszystko
    co się zlego stalo w naszym życiu jest winą mamy i mojego
    brata...mamy - najlepszej kobiety pod slońcem, która każdemu by
    pomogła, a nam oddala ostatnią kromkę chleba, podziwiam ją z calego
    serca, żę jest z nim tyle lat, a z drugiej strony mam do niej o to
    żal. Ja już jestem dorosla i jak tylko mialam okazję wyprowadziłam
    się z tego domu, ale martwię się o mojego brata, bo to naprawdę
    kochany dzieciak i o mamę, ktora od 27 lat chodzi jak w zegarku, a i
    tak ma średnio co 2 dzień awanturę np. o to, że ojciec zbił butelkę
    z sokiem, bo to przecież jej wina, bo on jest taki zapracowany i
    cale życie się spieszy.
    Wiem, że zakończyć związek to nie jest latwa sprawa, ale nie mow, że
    to dla dzieci bo nie wiesz, czy tak naprawdę nie skrzywdzisz ich
    bardziej tym, że z nim zostaniesz.
  • 04.09.09, 12:54

    > nie oceniaj, nie pocieszaj się psychologiem bo mąż nie pójdzie
    dłuższą terapię,
    > nie myśl o sobie tylko o córkach
    >
    > nie mam współczucia dla kobiet takich jak Ty - fundujesz dzieciom
    takie
    > problemy, z których się potem będą latami wygrzebywać, latami!
    >
    > w tej chwili to siebie niestety stawiasz w centrum
    > owszem, jesteś ofiarą ale matką na pierwszym miejscu więc łaskawie
    się zbierz w
    > sobie i zadbaj o zdrowie psychiczne swoich dzieci

    Nareszcie jakieś słowa prawdy!!!! Jakie to wygodne, żeby nie musieć
    ponosić za nic odpowiedzialności, tylko przyjąć rolę pokutnicy i
    cierpiętnicy i użalać się nad sobą. A potem "tego nie zrobiłam,
    tametego nie zrobiłam, bo mąż, bo dzieci..." Zrgyzota na stare lata
    i domaganie się wdzięczności za lata poświęceń. Współczuję Twoim
    córkom, bo fundujesz im piekło i rzeczywiście latami będa potem
    próbowały odnaleźć siebie po to, by powtórzyć relację z takim samym
    gnojem psycholem jak tatuś (pewnie starsza córka wejdzie w ten
    model).

    Tak - psycholog ma rację - MASZ PROBLEM, bo czerpiesz ewidentnie z
    tej relacji wiele pozytywów dla siebie. Bo mąż daje ci geniealną
    wymówkę na wszystko. Cholerna cierpiętnica...

    Mąż - psychol. Nie ma wogóle czego komentować.

    Dzieci chcą was razem - nie rozśmieszaj mnie. Pięcioletnie dziecko
    ma podejmowac decyzje za ciebie? Czy moze to pótoraroczne ci
    powiedziało, że chce was razem?
  • 04.09.09, 13:18
    Hmm powiem tak ja tez byłam w baaaardzo podobnym związku
    Po paru latach stwierdziłam że mam dość i odeszłam
    Teraz wiem jedno szkoda mi tych zmarnowanych lat na tego palanta
    już dawno kopnęła bym go w dupsko ale też były wymówki bo dziecko itp
    TERAZ WIEM ZE NIE WARTO
    TAKI CZŁOWIEK SIĘ NIE ZMIENI JEST DEBILEM I TYLE
    sorry za tak brutalne słowa ale moze ich ton skłoni autorkę do jakiś czynów
    /oczywiście pozytywnych/
    pamiętaj życie masz tylko jedno czy warto je zmarnować przy kimś kto daje ci łzy
    i upokorzenie??
    Co zrobisz za pare lat kiedy dzieci będą już dorosłe i odejdą załozyć swoje
    rodziny??
    Wtedy bedziesz chciała budować coś od nowa??? Myslisz ze lepiej na starcie jest
    zacząć komuś młodemu czy dużo starszemu o zwichrowanej psychice przez jakiegoś
    trutnia /o ile w szale cię wcześniej nie zatłucze młotkiem do kotletów co będzie
    tez twoją winą bo poprosisz o to by nie stawiał kawy na rogu/
  • 08.09.09, 00:42
    mam wrażenie, że podobny post czytałam jakiś czas temu, pisałaś juz gdzieś o tym
    problemie?
    --
    Człowiek jest istotą agresywną - z wyjątkiem niektórych gryzoni żaden inny
    kręgowiec nie zabija z taką konsekwencją i upodobaniem osobników swojego gatunku
    Elliot Aronson
  • 26.10.09, 12:23
    tak jakbym czytała prawie swoją historię. tylko ze u mnie dochodzi
    jeszcze do rękoczynów. Powiedz mi jak możesz byliscie na tej
    terapii?? Przyniosła jakieś skutki??
  • 26.10.09, 14:44
    witam.znam takie zachowanie histeryka o jakim piszesz.Znam też takie osoby ktore sie wyładuja najpierw a pozniej załuja.to jest walka z wiatrakami.Tacy ludzie sie nie zmieniaja .A znam takich dwoje i nie bede sie zagłebiac w temat.Pozdrawiam
  • 29.10.09, 12:08
    Basiu , tacy ludzie tez mogą się zmienić . Jestem tego żywym przykładem.
    Może nie byłam aż tak wulgarna jak niechlubny bohater wątku ale miałam swoje
    jazdy. Cierpiało na tym dziecko i ja sama . Nie wiedziałam co jest ze mną nie
    tak , aż w końcu musiałam zmierzyć się z najgorszymi koszmarami. Mogłam
    oczywiście stwierdzić ,jak moja matka że nie mam sobie nic do zarzucenia i to
    świat jest zły( w tym my , dzieci) ale wolałam zmienić siebie.
    To była droga przez mękę. Nie będę udawała że to coś łatwego i przychodzi ot tak
    ,ale warto było. Były lektury, terapia, łzy i ból który przychodził
    niezapowiedziany . Wciąż pracuję nad sobą i pewnie do końca swoich dni będę
    musiała kontrolować niektóre swoje zachowania .
    Wydaje mi się jednak że z tym jest jak z każdą umiejętnością . Na początku jest
    ciężko, a potem to nasza druga natura :-))

    Człowiek, o którym jest wątek ma chyba problemy z radzeniem sobie z agresją .
    Nie jestem psychologiem ale tak mi się wydaje.
    To co robi swojej rodzinie to coś strasznego. Żal mi żony ale najbardziej
    dzieci. Jeśli zona szybko nie podejmie decyzji od odseparowaniu siebie i dzieci
    od niego , zapłacą wszyscy bardzo wysoką cenę .
    Trzymam kciuki


  • 29.10.09, 12:44
    wczoraj zrobił mi awanturę, bo nie zjadłam parówek, tylko zrobiłam sobie
    grzanki. Chodziło o to, że parówki się zmarnują przeze mnie i ja marnuję jego
    pieniądze. Sam zrobił sobie chwilę wcześniej jajecznicę, tak dla informacji.
    Dodatkowo wkurzyło go, że moje dwa ubrania leżą na jego stercie ubrań i to już w
    ogóle była awantura z piskami, podnoszeniem głosu i obwinianiem mnie o wszystko.
    On się tak emocjonuje, że wręcz się trzęsie z przejęcia jak dziecko przed
    sklepem, podnosi głos o dwa tony i nie da sobie wejść w słowo. Rzucił we mnie
    tymi ubraniami. Wszystko na oczach 2 letniego synka, który zaczął krzyczeć na
    tatę. Potem NM poszedł do swojej matki (mieszka 5 minut od nas) i siedział tam
    jakieś 2 godziny. Dzisiaj rano dzwoni teściowa i mówi mi, że musimy się jakoś
    dogadać dla dobra dziecka i muszę coś z tym zrobić. Generalnie zaproponowała
    rozmowę żeby mi udzielić kilku rad jak się zachować żeby było dobrze.
    Heeeelllooooołłłł!!!??? Tzn. że co ja mam jeszcze robić, skoro on sie czepia
    takich głupot? Mam się schować do szafy i wychodzić jak on mi każe sobie kolację
    podać? To nie pierwszy raz są takie jazdy. On jest totalnie sfrustrowany i
    nieszczęśliwy, ale nie rozmawia o tym, siedzi cicho aż do momentu jak mu jakieś
    gówienko zacznie przeszkadzać i BAM!

    Już podjęłam decyzję o odejściu, ale właśnie staję na nogi. Pracowałam wiele
    miesięcy prawie za free, ale się opłaciło, bo wiele się nauczyłam i dostałam
    fajną propozycję pracy od stycznia (zdalnej). Jeszcze tylko trochę i spadam.

    Tak jak ty ciagle słyszę, że dla dobra dziecka rodzice powinni być razem, ale
    dla mnie to jakaś bzdura. Nie pozwolę żeby moje dziecko patrzyło na takie
    zachowania, tym bardziej, iż nic nie wskazuje na to by nastąpiła poprawa, a jak
    tak dalej pójdzie to jeszcze skończy się na tym, że dostanę w twarz, bo mu źle
    podsmażyłam naleśnika.

    Sama jestem sobie winna, mogłam go tak nie usprawiedliwiać, gdy widziałam jego
    zachowanie duuuużo duuuuuuuużo wcześniej. Teraz trzeba to tylko naprawić i dać
    sobie szansę na normalność.

    Ty też spróbuj!
    --
    Mój kochany Oskarek ma już...
  • 01.11.09, 13:15
    witam Was,
    sevenicho, jak sobie radzicie?
    mamy synka 5 letniego, najcudowniejszą istotkę na świecie, lecz mam podobny problem z partnerem (jestesmy 9 lat ze sobą, jednak bez ślubu). wciżą słyszę od niego że jestem najgorsza, wszystko robie źle, chleb kroje nie tym nożem co trzeba, torebkę kłade na fotel - a to nie jej miejsce i miliony innych powodów... juz nie daje rady. ze wszystkiego robi problem, wszystko jest dobrym powodem do awantury. staram sie jak mogę, mam dobrą pracę, staram sie być jak najlepszą mamą, codziennie gotuję pysznę kolacyjki... bywają dni ze jest super, opowiada mi jak bardzo mnie kocha, życia poza mną nie widzi itp. ale następnego dnia wybucha z byle powodu (przy naszym synciu) i juz jestem jeb...., pier...ę głupoty. jest bardzo wulgarny wobec mnie,a mały tego słucha. gdy wracam z pracy z zakupami i z małym z przedszkola, jest wsciekły nawet wtedy, gdy od razu zaczynam robić małemu kolacje, zamiast najpierw wypakować zakupy. po prostu robi z igły widły. dodam ze jest uzależnioeny od marihuany, min 3 razy w tygodniu pali, chociaż jakbym nie miala nic przeciwko to paliłby codziennie. jakby tego było mało ma sławbość do alkoholu, po którym jest bardzo agresywny. jednak od dwóch lat nie widziaam go pod wpływem alkoholu, gdyż już jak mam podejrzenia, że pił alkohol, po prostu nie wracamy z synem do domu (mam o tyle komfortową sytuację, że moi rodzice mają duży dom i zawsze bardzo chętnie nas przyjmują - oczywiście zawsze mówię, że śpimy u nich bo marek wyjechał)kiedyś był okres że pił codziennie - odeszłam od niego, lecz po pół roku wróciliśmy do siebie. najpierw sie zaszywał - miala wszyty esperal 4 razy, potem terapia grupowa, potem indywidualna. efekt taki ze nie pije codziennie, jednak są dni gdy o 11 rano juz jest po gorzkiej żołądkowej, chwile potem po drugiej - oczywiscie jezdzi przy tym autem. wiem, jestem głupia że z nim jeszcze jestem. zrobił mi juz tyle krzywdy, powiedzial tyle przykrych słów. juz dopadła mnie swego rodzaju znieczulica, chyba nie wiem co znaczy normalnie żyć. codzienjnie wracam do domu, i mysle o tym czy bedzie awantura. przed kilkoma dniami mój syn znalazł pod kanapą pustą butelkę po wódce. byłam strasznie zła. powiedziałam ze ma mi wytłumaczyć, skad sie tam wzieła, czy znowu po kryjomu pije. wpadł w furie, wrzeszczał na mnie bardzo, ze nic mnie to nie powinno obchodzić, ze sie czepiam bez powodu, ze mam wyp..... z domu. wiec wyjechalismy. nie chce z nim być, ale boję sieze jak zadzwoni za kilka dni, zamydli mi oczy i znowu dam sie nabrać na jego miłe słówka.
  • 01.11.09, 20:32
    mama.28 napisała:
    "... wiem jestem głupia..."

    Wybacz, ale po lekturze Twojego postu tylko to jedno przychodzi mi do głowy.
    --
    "Politycy doprowadzili już do tego, że kiedy czytam że
    PREZYDENT BYŁ NA PREMIERZE, to nie wiem czy to relacja
    z wydarzenia kulturalnego, czy kolejny skandal seksualny... " by D&D
  • 01.11.09, 22:35
    Dołączam się do marianki. JAK MOŻESZ tak krzywdzić dziecko, będąc z kimś takim?
    W imię CZEGO z nim jesteś? Tylko,proszę, nie pisz, że go kochasz, bo zwymiotuję.
    Tam nie ma ŻADNEJ miłości: ty jesteś współuzależniona, on- nie kocha was na
    pewno, tylko dziecka żal.
  • 22.07.10, 02:43
    Wchodzę na tą str. po raz pierwszy i poczułam się lepiej mimo że to takie
    przykre .Najbliższa osoba jaką jest mąż potrafi tak ranić .Żyje w niepewności i
    strachu od siedmiu lat mamy dwoje wspólnych dzieci 5 i 6 lat.Przed ślubem był
    aniołem opiekuńczy ,dobry , pogodny jednak zaraz po ślubie okazało się że to
    maska wulgaryzm chamstwo po czasie doszła przemoc :plucie ,bicie po głowie
    wylany olej gorący z patelni na szyi bo za dużo było go na ziemniakach terroryzm
    z gotowaniem wiecznie coś źle poniżanie ,posondzanie o zdrady,wyprowadzał się z
    równowagi z byle powodu.Niestety przemoc przeszła na syna nie mogłam ich ani na
    chwilę zostawić samych osłaniałam go płakałam z nim trzy lata temu zagroziłam że
    zgłoszę to na policje jeśli jeszcze raz go uderzy ,przestał wtedy jednak
    okazało się że mały zapadł na autyzm Mąż uświadomił sobie że coś jedna k z nim
    nie tak i z łzami w oczach powiedział że żałuje wszystkiego włączył się
    intensywnie w jego terapię zabierał na basen jeżdził po lekarzach i przez ponad
    dwa lata okazywania małemu miłośni utracie masy pieniędzy i poczucia
    bezpieczeństwa mały doszedł do siebie ,ale niestety przemoc w stosunku do mnie
    została za każdym razem przepraszał tłumaczył to trudnym dzieciństwem on po
    prostu powiela to co działo się w domu .Dwa lata temu złożyłam pozew o rozwód
    ale mnie ubłagam oczywiście obietnicami wtedy była długa przerwa ale kiedy już w
    końcu poczułam się bezpiecznie zaczęło się na nowo upokarzanie publicznie ,
    wyzwiska ,nie mogę iść do pracy ,posądzanie o zdrady ograniczenie kompletnej
    swobody do tego doszedł alkohol ,lęk przed jutrzejszym dniem bo wiem że jest
    nieobliczalny .Wyszłam z domu w którym panował spokój ,stabilizacja i
    religijność i to samo próbuję przekazać swoim dzieciom w obecnej chwili ich
    przemoc nie dotyka ja je chronię ale czy one mają szanse na normalne życie
    widząc to co cię dzieje obok nich?.Stawiam twarde warunki ,rozmawiam z mężem
    ,robię za psychologa pilnuje go tłumacząc i przebaczam ale jaka czeka mnie
    starość u jego boku? kiedy już teraz mam dość.Nie mam nikogo żadnej rodziny na
    której mogę się wesprzeć jestem sama z moimi przyjaciółkami które mają swoje
    problemy.Wcześniej zwlekałam ze względu na mieszkanie i je wydeptałam teraz mam
    tak niską samoocenę że boję się że sobię nie poradzę .On się nie zmieni i to
    jest jasne a ja nie chcę tak żyć, żyje dzięki temu że mam maluszki tylko że one
    są bardzo za nim .Podjęłam decyzje o odejściu dowiaduję się w sprawach prawnych
    nie wiem jednak czego mogę się spodziewać bo on jest nie obliczalny jednak
    przyświeca mi jeden cel zapewnić spokój sobie i dzieciom a z nim niestety to
    niemożliwe.
  • 22.07.10, 09:01
    I z alkoholikiem-przemocowcem znęcającym się nad dzieckiem
    strzeliłaś sobie drugie dziecko? Cudnie. Szukaj pomocy prawnej.
  • 22.07.10, 10:41
    przemoc przeciwko synkowi zaczęła się dopiero po narodzinach córki zaczęła się
    faworyzacja syn był żywy i to mu nie pasowało na mnie podniósł pierwszy raz rękę
    kiedy byłam w ciąży z córką ponad rok po ślubie wćześniej wyzywał początkowo
    pomyślałam że da się to zmienić jesteśmy młody małżeństwem ale póżniej tak to
    się rozwinęło.Myślałam nie jednokrotnie o odejściu ale z dwójką dzieci bez
    pomocy do kąd?o mieszkanie starałam się trzy lata o przemocy powiedziałam jego
    mamie ale ta stwierdziła że jak chcę być traktowana jak księżniczka to mogę się
    rozejść kiedy widział że mam serdecznie dość i zapewniłam sobie mieszkanie stał
    się aniołem ale wtedy podjęłam ostateczne środki złożyłam pozew i złóżyłam
    zeznanie na policji ponad półtorej roku był spokój prezenty bez okazji brak
    chamstwa podkreślał jak żałuje tego co zrobił problem alkoholowe pojawiły się
    pięć lat po naszym ślubie wtedy poznał w pracy koleszkę i mieliśmy już dwoje
    dzieci z pierwszym dzieckiem zaszłam w ciążę zaraz po ślubie z drugim zaraz po
    narodzinach syna.łatwo jest oceniać kogoś z boku zwłaszcza kiedy się nie
    przeżyło byłam zastraszana bez środków do życia i dachu nad głową z dwójką
    maleństw i w szoku nie rozumiałam co się dzieje a jak ci ktoś wmawia że jesteś
    kompletnym debilem i sobie nie poradzisz słysząc to na co dzień w końcu w to
    uwierzysz
  • 22.07.10, 09:51
    rozwod, alimenty i dopilnowanie zeby tatus mial regularne kontakty z
    dziecmi.
  • 22.07.10, 10:46
    taki dokładnie mam plan dziękuje
  • 22.07.10, 15:56
    Dziwne
    > jest w tym wszystkim, że wiem, że on nas kocha.

    Dziwne w tym wszystkim to jest to, że Ty myslisz/wydaje Ci się, że
    on was kocha. Dlaczego tak Ci się wydaje?
  • 22.07.10, 22:30

    Dla mnie jesteś dla tych dzieciaczków takim samym katem co ich ojciec.
    One nie mogą odejść, nie mają gdzie uciec, nikt im nie pomoże skoro ich własna
    matka skazała je na zycie w takim domu.
  • 23.07.10, 01:07
    O tej wielkiej milosci dzieci do ojca poczytajcie sobie drogie
    ofiary przemocy, na forach poswieconych przemocy w rodzinie. Tam
    notorycznie wypowiadaja sie ofiary przemocy z dziecinstwa, ktore
    notabene, jako dorosle kobiety dokonywaly podobnych wyborow
    zyciowych, co ich matki. Naprawde doswiadczenie innych ludzi jest o
    tyle cenne, ze daje nam mozliwosc unikania pewnych sytuacji. Jezeli
    nie chcecie zasyfic calego zycia swoim dzieciom, to Waszym
    obowiazkiem jest uchronienie ich od przebywania z przemocowcem w
    jednym domu.
    --
    Maryjka
  • 23.07.10, 13:20
    Dzieciom krzywda na dzień dzisiejszy się nie dzieje bo taki był układ a raczej
    groźba właśnie dylemat też w tym że one za nim przepadają na syna od dawna nie
    podnióśł ręki to jakieś trzy lata i nie ma takiego prawa córkę zawsze
    faworyzował więc jej to nie dotknęło ,ale ja chcę im za wszelką cenę przekazać i
    wpoić takie normalne stabilne życie dlatego myślę o rozwodzie ojcem zawsze
    będzie nawet na odległość jeśli o to będzie zabiegał wczoraj oznajmiłam mu, że
    idę do pracy czy tego chce czy nie muszę porządnie stanąć na nogi i się
    uniezależnić, usamodzielnić po siedmiu latach niewoli to nie będzie łatwe ale
    tak postanowiłam.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.