Dodaj do ulubionych

Jak zachęcić męża na dziecko?

27.07.09, 11:20
Jestem od 2 lat szczęśliwą mężatką( choć początki nie należały do
łatwych-oboje jesteśmy zbyt dumni i uparci co rodziło czasami konflikty, to
wzajemne docieranie trwało około roku, mimo iż razem jesteśmy 10 lat i
mieszkaliśmy ze sobą już przed ślubem).
Mąż jest też ode mnie starszy 9 lat. Jakiś czas temu zapytałam kiedy
powiększymy rodzinę, rozmowy na ten temat były już na długo przed ślubem i
było oczywiste, że będziemy ją mieć-przynajmniej jedno dziecko. Pamiętam, że
mąż prosił bym czekała do wakacji-wspólnego wyjazdu, gdzie zaczniemy się
starać. Nie naciskałam męża, szanowałam jego decyzję i cierpliwie
czekałam......(odliczałam nawet dni do wyjazdu-ciesząc się na samą
myśl)....ale nic takiego się nie stało, na moje pytanie czy zaczniemy się
starać:mąż odpowiedział, że tego nie czuje a ma 38 lat. Zrobiło mi się bardzo
przykro, płakałam, rozmawiałam jeszcze kilkukrotnie, ale widzę nic na siłę,
moje opowiadania o tym, że potem mogą być kłopoty, że mamy już swoje lata, że
dziecko jest cudownym dopełnieniem rodziny na niewiele się nie zdały.
Trochę przygasłam ostatnio, chociaż miedzy nami jest poprawnie, ale brakuje
mi jego chęci, ostatnio nawet stwierdził, że chce ale może za 2, 3 lata-więc
ja nie rozumiem po co tyle czekać????
Oboje jesteśmy dojrzali, mamy mieszkanie, dobre posady, nie brakuje na
pieniędzy, sporo podróżujemy......Nie wiem jak mam zachęcić męża???A nie chce
uciekać się do chorych sposobów, chcę by on chciał i wtedy, żeby dziecko było
dowodem wzajemnej miłości i chęci....hmmmm Ma ktoś pomysł?
W dodatku wszyscy mnie obarczają wina, bo nikt by nawet nie pomyślał, że to
mój mąż nie chce....
Edytor zaawansowany
  • madra30 27.07.09, 12:26
    Nikt nie odpowiada a liczyłam, że posypią się propozycje.
    Proszę w takim razie Panię Agnieszkę o pomoc. Nie wiem czy mam poruszać temat z
    mężem do skutku, czy nie omawiać go w ogóle i cierpieć w skryciu, jak przekonać?
    boje się konsekwencji jakie niesie ze sobą późna decyzja o dziecku, tego, że ja
    tego pragnę i ciężko mi odpowiadać na pytania najbliższych i rodziny...Czy ja
    coś robię nie tak?
  • agusia-g 27.07.09, 12:56
    Wiesz co prawdopodobnie wygoda życia sprawia, że twój mąż odbiega od decyzji.
    Jest dojrzałym człowiekiem wiec nie sadze by obawiał się, ze nie sprosta
    wymaganiom stawianym ojcu ale zwyczajnie jest mu wygodnie żyć tylko z tobą. Nie
    wiem patrząc na mnie i na mojego męża wiem , ze ja bym stosowała tylko i
    wyłącznie ciągle dyskusje na ten temat na pewno odwoływałabym się do swojego
    tyjącego zegara no i do tego iż zawsze marzyliśmy o dziecku wiec dlaczego teraz
    ucieka od decyzji. Czyli jeśli macie dobry kontakt i warunki na to by mieć
    dzieciątko to zwyczajnie wierciłabym dziurę w brzuchu.
  • lilit2005 27.07.09, 13:34
    Mysle, ze twoj maz postepuje troche nieuczciwie. Przed
    slubem "umawialiscie sie" ze bedziecie miec dziecko, wiec nie
    domagasz sie teraz nie wiadomo czego. Twoje pragnienie jest
    najzupelniej zrozumiale. Byc moze mezczyzni odbieraja to inaczej.
    Dziecko jest dla nich wieksza abstrakcja, nie "tyka" im biologiczny
    zegar, a jednoczesnie niemowle kojarzy im sie tylko z obowiazkami,
    pieluchami, nieprzespanymi nocami, odsunieciem na drugi plan itd.
    Rozumiem, ze chcialabys aby twoj maz "chcial" tego dziecka i tej
    ciazy. Prawdpodobnie on "chce" tak teoretycznie, ale czeka az nagle
    zacznie chciec nie wiem - sercem, brzuchem, az nagle poczuje
    dojmujaca pustek zycia bez dziecka itd. Tyle ze to moze nastapic
    pozno lub wcale. Musisz odwolac sie nie do jego emocji i uczuc, ale
    do jego odpowiedzialnosci - zenil sie by zalozyc rodzine. Bardzo
    mozliwe ze te emocje przyjda jak podejmie te decyzje, jak zajdziesz
    w ciaze czy urodzi sie dziecko. Byc moze bedziesz musiala czekac na
    to az dziecko troche podrosnie i maz bedzie w stanie nawiazac z nim
    kontakt. Sama musisz podjac decyzje czy chcesz tego dziecka, biorac
    pod uwage ze przez jakis okres maz moze emocjonalnie nie angazowac
    sie w ojcostwo. ALE nie probuj do wrobic w dziecko - "wpadka" itp.
    Nawet jesli nie bedzie skakal ze szczescia jak zajedziesz w ciaze
    czy urodzisz dziecko, on musi akceptowac dziecko i zwiazana z nim
    odpowiedzialnosc.
    Rozumiem, ze ty masz 29 lat a twoj maz 38. Wydaje mi sie ze
    spokojnie moglabys dac sobie np. jeszcze rok. Ale biorac pod uwage
    jego wiek jakos nie sadze zeby on szybko zaczac czuc ze chce
    dziecka. Nie jest ani specjalnie mlody, by chciec sie jeszcze
    wyszalec, ani w wieku srednim, by robic pierwsze podsumowania co mu
    udalo sie w zyciu osiagnac. Jesli zdecydujesz sie dac mu/wam czas,
    to nie rob z tego dziecka jakiejs obsesji, postaw sobie jakies inne
    cele i sie na nich skup. Ja nie wiercilabym dzieury w brzuchu ale
    zaproponowala mu jakis plan dzialania np. za pol roku pojedziemy na
    ekstra wakacje, potem skoncze jakis projekt w pracy, a w maju
    przyszelgo roku zaczniemy sie starac o dziecko. I co jakis czas
    robila "sprawozdanie" z postepu tych planow. Gdyby zaczac mowic o
    tym ze nie "czuje", to jak mowilam odwoluj sie do jego rozumu, tego
    co ci przed slubem "obiecal". Moze sprobuj dotrzec tez do tego co
    jest za tym brakiem "czucia". Moze on ma jakies zupelnie
    nieuzasadnione obawy, ktore trzeba np. rozwiac. Np. boi sie ze
    ugrzezniecie na dobre w domu. Musisz go wtedy przekonac ze z
    dzieckiem mozna tez wychodzic na miasto, jechac w podroz, albo
    zostawic je z babcia, itd.
  • madra30 27.07.09, 13:41
    Dziękuję też podobnie myślę co do tej wygody życiowej, wiem, że byłby
    wspaniałym ojcem-mówiłam mu to nie raz. To cudowny człowiek, nie rozumiem tylko
    dlaczego on nie pragnie dziecka-wie dobrze, że nie obarczyłabym go zbyt bardzo,
    raczej dzielimy się obowiązkami-ja może z racji tego, że jestem kobieta-więcej
    biorę na siebie, ale wiem, że co do dziecka-nie wymigiwałby się wcale, kochałby
    szalenie...dziecko wniosłoby zmiany, ale wydaje mi się, że życie nie zmieniłoby
    się na niekorzyść-raczej na korzyść!boje się tez, ze skoro mówił wcześniej o
    wakacjach a jednak wycofał się z tego zamierzenia to nawet jak poczekałabym te
    dwa czy trzy lata-może znowu zmienić zdanie-a dwa te nasze lata!!!!!!!
    Rodzice raczej nie wtrącają się w nasze życie, ale pytają na co ja czekam, że
    robię krzywdę mężowi-bo on ma swoje lata i pewnie bardzo pragnie, bo tak mnie
    kocha-ale gdyby wiedzieli, że ja chcę tylko on nie bardzo.....Boje się wiercić
    mu dziurę w brzuchu-ze to wywoła skutek odwrotny...naprawdę nie wiem jak to
    mądrze rozegrać!
    Już mu troszkę gadałam, to powiedział, ze już to słyszał i nie muszę mu
    powtarzać na okrągło tego samego:( a dwa, że podczas zbliżeń szybko się
    wycofuje!!!!!!!
  • miacasa 27.07.09, 13:54
    Boje się wiercić
    > mu dziurę w brzuchu-ze to wywoła skutek odwrotny...naprawdę nie wiem jak to
    > mądrze rozegrać!
    > Już mu troszkę gadałam, to powiedział, ze już to słyszał i nie muszę mu
    > powtarzać na okrągło tego samego:( a dwa, że podczas zbliżeń szybko się
    > wycofuje!!!!!!!

    Moim zdaniem, on może stosować taktykę "tak, tak, później, tzn. wcale". Nie
    wierć dziury w brzuchu, nie "rozgrywaj" tylko konkretnie ustal czy on
    KIEDYKOLWIEK chce mieć z Tobą dziecko. Nie pozwól mu rozmydlać tematu tylko
    poproś o bardzo precyzyjną i szczerą odpowiedź ale licz się z tym, że mąż może
    dzieci nie chcieć i z tym będziesz musiała się zmierzyć.
  • madra30 27.07.09, 14:15
    Taka rozmowa się odbyła po wspólnych wakacjach-właściwie to od razu po tym jak
    na wakacjach nie doszło do powiększenia rodziny-zapytałam wprost:"Czy chcesz
    mieć dzieci czy nie?!". Powiedziałam mu, ze oczekuje szczerej odpowiedzi...Że
    bardzo go kocham, że wyszłam za niego bo jest dla mnie wszystkim, że dla mnie
    logiczne było, że będziemy starać się o dziecko tuz po ślubie, że 1, 5 roku
    żyliśmy mając tylko siebie i cudownie gdyby do nas dołączył nasz synek lub
    córeczka-istotka którą powołamy do życia i będziemy wspólnie kochać i się
    troszczyć...ze ludzie żyją w biedzie i jakoś wychowują dzieci a nam niczego nie
    brakuje, że stać nas na godne życie, że potomstwo to nie tylko poświecenie i że
    nie czuje się dziecka póki go sie nie ma, ale jak przyjdzie na świat to się mu
    nie oprzemy....że ja mam instynkt, ze odwlekaniem takiej decyzji, która wydawała
    mi sie oczywista mnie rani, że ślub był powodem założenia rodziny i mojej
    miłości, że ma powazny wiek-że rozumiem gdyby wstrzymał sie z decyzja jesli
    byłby dwudziestoparolatkiem-ale nie chcę zeby mylano go z dziadkiem albo, żeby
    potem nie mial siły na wychowywanie, że nawet nie wiadomo czy możemy,że później
    mozemy gorzko żałować itp....ajjjj nagadałam się wiele...wtedy powiedział, że za
    2, 3 lata! Wybuchłam płaczem wtedy-a on podszedł i powiedział, że on sie pyta a
    nie , że mówi tak-dla mnie to to samo, skoro się pyta-znaczy nie chce...rety mój
    odpowiedzialny, dojrzały, zrównoważony mąż okazał sie w tej kwestii
    infantylny-ach aż mnie złość ogarnia jak to piszę!!!!!!!!!Wolałabym chyba, żeby
    powiedział: NIE CHCE DZIECI!!!!!!!!Wiedziałabym przynajmniej na czym stoję i co
    mam zrobić ze swoim życiem! Nie moge przestać o tym mysleć-zaczyna mnie to dręczyć!
  • annb 27.07.09, 14:40
    Byc moze liczy ze za dwa do trzech lat Ci przejdzie.
    że się rozejdzie po kosciach
  • madra30 27.07.09, 14:46
    Szkoda, że nikt tu nie napiszę jak zachęcić, tylko każdy pisze sugerując mi,
    że on nie chce i że teraz mam albo zgodzić się na takie życie albo nie...ale on
    tego nie powiedział:że nie chce....jego postepowanie sugeruje wiele, ale moze
    faktycznie nie jest teraz jeszcze gotowy?Czy ja jestem naiwna?Ostatnimi czasy
    sprawił nam psa, którego uwielbia i ja widzę jak przez niego przemawia instynkt
    chociaż się nie przyzna, ale psa traktuje jak dziecko i to cudowny widok,
    dlatego we mnie potrzeba założenia prawdziwej rodziny jest jeszcze silniejsza!
  • annb 27.07.09, 14:59
    Nikt nie napisze bo stoją z boku i oceniają
    Ty się łudzisz
    Psa masz po to abys sie czyms zajeła i nie zawracała panu głowy
    Byc moze twój mąz ma jakies traumy z dzieciństwa i dlatego nie chce
    dziecka.Byc moze boi sie ze nei sprosta
    Tylko szkoda ze Ci tego nie powiedzial przed slubem tylko teraz
    kręci.Nie on pierwszy i nie ostatni.
    Aha
    jak będziesz z nim negocjowac "mienie dziecka" to się nie podkładaj
    i nie deklaruj ze wszystko przy dziecku zrobisz, że on nic nie
    będzie musiał oprócz zapłodnienia Ciebie.Bo strzelisz sobie w stopę.



  • triss_merigold6 27.07.09, 15:12
    Święte słowa.
    Biorąc pod uwagę, że nie masz 19 lat i jesteście długo parą i
    małżeństwem to pan mąż nie powinien być zdziwiony potomstwem.
    Znaczy, ja bym zaciążyła bez negocjowania. Ostatecznie wiedział, że
    chcesz mieć dzieci i twierdził, że on również chce.
  • miacasa 27.07.09, 15:15
    > Znaczy, ja bym zaciążyła bez negocjowania. Ostatecznie wiedział, że
    > chcesz mieć dzieci i twierdził, że on również chce.

    to też nie jest dobre rozwiązanie
  • triss_merigold6 27.07.09, 15:21
    Dla kogo niedobre? Dla pana, bo poczuje się zaskoczony? Zapewniam
    Cię, że rezygnacja z macierzyństwa dla wygody faceta nie przynosi
    kobiecie nic dobrego.
  • miacasa 27.07.09, 15:30
    ja jestem z tych, co to z faceta są skłonne zrezygnować i poszukać takiego,
    który chciałby mnie i wspólne z nim potomstwo (szczęśliwie udało mi się z takim
    założyć rodzinę), bo świadome robienie sobie dziecka przy założeniu, że będzie
    ono tylko moje to okaleczanie dziecka na starcie (ojca dla dzieci należy
    wybierać starannie)
  • annb 27.07.09, 15:35
    Przeciez pani zalozycielka watku tez wybierala starannie.
    Pan nigdzie nie powiedzial ze dziecka nie chce
    tylko ze jak doszlo do realizacji to zaczęły sie schody
    Jakies prolongaty i uniki
    Zdarza sie
    Pani za dwa do trzech lat wieszczę zaawansowaną depresję z powodu
    niemoznosci realizacji marzen o dziecku.
    I naprawde chcialabym sie mylic i nie miec racji.
  • zuzanka79 27.07.09, 15:16
    triss_merigold6 napisała:

    > Znaczy, ja bym zaciążyła bez negocjowania. Ostatecznie wiedział,
    że
    > chcesz mieć dzieci i twierdził, że on również chce.

    Właśnie miałam to samo napisać.
    Tylko obawiam się, czy za jakiś czas autorka tego wątku nie założy
    kolejnego tym razem o tym, jak to pan mąż nie był przygotowany do
    tego, by zostać ojcem , i ona teraz musi wszystko sama koło siebie,
    koło dziecka i koło pana męża.
    --
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=43710&w=71816265
  • triss_merigold6 27.07.09, 15:20
    Zawsze wtedy może pana męża olać i odejść z dzieckiem a potem
    znaleźć nowego partnera. To zdecydowanie łatwiejsze niż w wieku 30
    lat rozwód i dopiero szukanie nowego partnera, który będzie chciał
    mieć dzieci, a potem decyzja o dziecku etc. bo rynek wolnych
    sensownych nie jest zbyt obfity. Czas się liczy, czas.
  • annb 27.07.09, 15:21
    Robienie wszystkiego koło pana męza mozna skreslic z grafiku
    obowiązkow do wykonania.Dorosły jest i ręce ma sprawne.
    Zaciążenie w tym konkretnym przypadku moze byc trudne, gdyż
    założycielka wątku chyba sugeruje ze mąz uprawia stosunek przerywany
    No chyba ze się mylę.
  • triss_merigold6 27.07.09, 15:24
    Będę cyniczna - trzeba powiedzieć panu, że się bierze pigułki i
    nawet pokazywać te pigułki (co za problem iść do gina po receptę i
    odżałować parę złotych), jest szansa, że nie będzie się upierał przy
    stosunku przerywanym ani przy gumach.
  • krzysztof-lis 27.07.09, 19:55
    > Znaczy, ja bym zaciążyła bez negocjowania. Ostatecznie wiedział, że
    > chcesz mieć dzieci i twierdził, że on również chce.

    Wyrzuciłbym z domu na kopach, rozwiódł się z orzeczeniem o winie żony i
    przewiózł przez wszystkie możliwe instancje w sądach aby możliwie długo nie
    płacić jej zasiłku a następnie wywalczył wyłączne prawo do opieki nad dzieckiem.

    To byłaby chyba dobra kara za takie świństwo.

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • kozica111 27.07.09, 21:08
    "Wyrzuciłbym z domu na kopach, rozwiódł się z orzeczeniem o winie żony i
    > przewiózł przez wszystkie możliwe instancje w sądach aby możliwie długo nie
    > płacić jej zasiłku a następnie wywalczył wyłączne prawo do opieki nad dzieckiem"

    Wrabianie to swinstwo-zgoda.Ale jesli maja koscielny to unikanie poczęcia jest
    podstawa stwierdzenia niewaznosci małżeństwa, wiec .....
  • triss_merigold6 27.07.09, 21:16
    Jakie wrabianie, halo? Pan przed ślubem twierdził, że chce miec
    dzieci i m.in. dlatego został mężem tej pani. To takie
    nieoczekiwane, że po 2 latach od ślubu pani zachodzi w ciążę?
  • krzysztof-lis 27.07.09, 21:37
    > Jakie wrabianie, halo? Pan przed ślubem twierdził, że chce miec
    > dzieci i m.in. dlatego został mężem tej pani.

    Ale nie, że chce je mieć w tym konkretnym miejscu i czasie.

    Jeśli on się sprzeciwia (a teraz się sprzeciwia -- nie chce dziecka TERAZ, tylko
    KIEDYŚ), to byłoby to wrobienie -- zrobienie czegoś wbrew stanowisku męża.

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • krzysztof-lis 27.07.09, 21:35
    > Wrabianie to swinstwo-zgoda.Ale jesli maja koscielny to unikanie
    > poczęcia jest podstawa stwierdzenia niewaznosci małżeństwa, wiec
    > .....

    Czyli stosowanie antykoncepcji też jest podstawą do stwierdzenia nieważności ślubu?

    Ale chyba rozwodu cywilnego na tym się nie da oprzeć, prawda?

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • madra30 27.07.09, 21:42
    Hmmm napisałam na forum z bezsilności chwilowej i dlatego, że było mi trochę
    smutnawo:(. Liczyłam na dobre rady, troszkę się przeliczyłam, bo niektórzy od
    razu radzą się rozwodzić. Gdyby to był facet, którego znam chwilowo, który jest
    dla mnie okrutny to fakt rozważałabym taką możliwość, ale to dobry facet,
    dlatego nie wierzę w to, że pod tekstem za 2, 3 lata-kryje się:NIGDY! Problem
    nie w tym tylko:jak ja mam zachęcić?nakłonić?Jak porozmawiać, żeby nie czuł się
    naciskany, bo ja nie wierzę, że nie chce...obstawiam, że się boi-nie wiem sama
    czego-może zmian...może obawia się tylko dlatego bo nie wie jak będzie. Znam go
    10 lat, bardzo mnie kocha, ja go też, tylko ta jedna kwestia nas różni czy
    dlatego od razu powinnam brać rozwód?Niedorzeczne! Przecież musi być jakiś inny
    sposób!!!
  • triss_merigold6 27.07.09, 21:52
    Tia. Jestem bardzo stara więc powiem tyle: zajdź w ciążę a
    przekonasz się jak bardzo Cię kocha i czy w ogóle. No risk no fun. W
    razie czego albo wychowasz sama albo skorzystasz z dyskretnej usługi
    w bratnich Czechach.
  • miacasa 27.07.09, 21:55
    Jak porozmawiać, żeby nie czuł się
    > naciskany, bo ja nie wierzę, że nie chce...obstawiam, że się boi-nie wiem sama
    > czego-może zmian...może obawia się tylko dlatego bo nie wie jak będzie

    A dlaczego uważasz, że musisz z mężem obchodzić się jak ze zgniłym jajem? Możesz
    przeprowadzić zupełnie rzeczową, przemyślaną i podpartą argumentami rozmowę.
    Twój mąż chyba nie zdaje sobie sprawy jak duża liczba kobiet po trzydziestce ma
    obecnie problemy z zajściem i donoszeniem ciąży. On może sobie do ojcostwa
    dojrzewać i 15 lat ale twoja płodność będzie spadać z każdym kolejnym cyklem.
    Tak, wiem, że są kobiety, które rodzą pierwsze dziecko po czterdziestce jednak
    nie oszukujmy się to są wyjątki. Moja siostra o dziecko zaczęła się starać w
    wieku 33 lat po 2 latach starań zaszła w ciążę i urodziła dziecko, które
    niestety zmarło tuż po urodzeniu z powodu wad rozwojowych. Nie warto bez ważnych
    powodów samemu zwiększać ryzyko niepowodzenia.
  • kozica111 27.07.09, 21:45
    A to ja napisałam a nie Krzysio:)

    Stosowanie antykoncepcji jesli druga strona pragnie dziecka i takie bylo
    stanowisko przed slubem - ze dzieci beda, wedlug mnie jest podstawa uznania
    zwiazku za zawarty nieważnie.Cywilnego oczywiście to nie dotyczy.
    Osobiscie dla mnie Pan swiadomie przeciaga sprawe w czasie, gdyby mial jakies
    25-30 lat, uwierzyłabym w 2 lata zwłoki...a tak...On nie chce miec dzieci w ogole.
  • madra30 27.07.09, 21:57
    No właśnie jak stwierdzić czy gra na zwłokę czy naprawdę nie che:Jak pytałam to
    twierdzi, że chce i twierdzi, że on się nie uparł przy 2-3 latach tylko, że
    zapytał? Nie mniej jednak dziwne dla mnie stało się to pytanie, bo jak odpowiem
    nie to co?On odpowiedział zobaczymy, nie martw się na zapas-ja chce, tylko teraz
    tego nie czuje....wiem, że wkoło nie będę pytać go oto samo, chcę znaleźć sposób
    by on zechciał, żeby mu zaczęły krążyć takie myśli w głowie. Ja gotowa jestem
    poczekać najwyżej pół roku, ale też niechciałabym żeby to było wyliczone...po
    prostu chciałabym z wielkiej miłości jak mi się wydawało, w zasadzie nadal
    czuje, że mnie kocha ale nie rozumiem co go tak blokuje, fakt, że ani on ani ja
    na swoje lata się nie czujemy, w związku mamy układ partnerski, nigdy siebie na
    wzajem staramy się nie ograniczać, nie mamy żadnych problemów , czasami się
    pokłócimy, ale szybko się godzimy, ja raczej jestem konsekwentna i zawsze liczył
    się z moim zdaniem-było pare sytuaci po ślubie, gdzie trochę stał się bierny,
    ale przerobiłam już ten temat i sporo było w tym mojej winy, bo zbyt często
    próbowałam mu dać do zrozumienia, że jestem niezależną kobietą...ale w takiej
    sytuacji jak najbardziej zależną!Co robić? Obrazić się-to dziecinne, wpaść-nie
    chcę tego, zresztą czuję, że w obawie stosuje przerywany stosunek-zreszta od
    zawsze +wyliczone dni niepłodne były nasza recepta na tzw. bezpieczny seks-nie
    chciałam nigdy przyjmować tabletek ze względu na mój zdrowy tryb życia.Czy
    znajdzie się ktoś kto nie będzie za rozwodem?
  • krzysztof-lis 27.07.09, 22:14
    > Stosowanie antykoncepcji jesli druga strona pragnie dziecka
    > i takie bylo stanowisko przed slubem - ze dzieci beda, wedlug mnie
    > jest podstawa uznania zwiazku za zawarty nieważnie.Cywilnego
    > oczywiście to nie dotyczy.

    Nie o to pytałem -- czy unieważnienie małżeństwa kościelnego funkcjonuje
    równolegle jako cywilny rozwód -- na tej samej zasadzie, jak ślub konkordatowy,
    który "załatwia" też ten cywilny?

    > Osobiscie dla mnie Pan swiadomie przeciaga sprawe w czasie, gdyby
    > mial jakies 25-30 lat, uwierzyłabym w 2 lata zwłoki...a tak...On
    > nie chce miec dzieci w ogole.

    Też tak myślę -- ale to trzeba zweryfikować, nie owijając w bawełnę.

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • triss_merigold6 27.07.09, 22:18
    Nie funkcjonuje. Unieważnienia małżeństwa kościelnego nie ma żadnych
    cywilnych skutków prawnych.
  • triss_merigold6 27.07.09, 21:14
    1. Pani nie jest bezrobotną 19-latka po zawodówce zyjącą w 10 osób w
    kawalerce, która poznała Zenka ABS na osiedlowej pakerni a następnie
    udała się z nim na tylne siedzenia starego audi i tam poczęła, bo
    młodsze od niej mają już po dwójce przychówku przynajmniej.
    Pani i pan (małżeństwo full legal) mają mieszkanie oraz dobre posady
    więc są finansowo zabezpieczeni ergo argument finansowy odpada.

    2. Pani ma lat 29 a pan 38, gdyby była 25-latką tuż po studiach z 25-
    latkiem tuż po studiach doradzałabym z serca poczekanie z potomstwem.

    3. Pan deklarował, że chce mieć dzieci. Deklarował przed ślubem nie
    stawiając warunków czasowych. Pani nie miała podstaw, żeby zakładać,
    że kłamie, prawda?

    4. Pani deklarowała przed ślubem, że chce miec dzieci i że jest to
    m.in. cel założenia rodziny ergo pan nie powinien być zdziwiony
    ciążą. Przecież twierdził, że tez chce.

    5. Termin za 2-3 lata pani słusznie odbiera jako spychotechnikę, pan
    mąż nie ma żadnego racjonalnego powodu (zdrowie, praca, egzaminy na
    karku, młody wiek, nikłość doświadczeń życiowych), żeby termin
    poczęcia dziecięcia odsuwać.

    6. Bardzo jestem ciekawa w jaki sposób uzyskałbyś rozwód z
    orzeczeniem winy żony w takiej sytuacji, bardzo.

  • krzysztof-lis 27.07.09, 21:32
    Sytuacja tej rodziny nie daje pani moralnego prawa do wrobienia go w dziecko.

    Daje jej tylko moralne prawo do tego, by się z nim rozwieść -- bo on
    rzeczywiście wprowadził ją w błąd co do swoich zamiarów i planów.

    Wrabianie go w dziecko jest niemoralne i GŁUPIE.

    > 4. Pani deklarowała przed ślubem, że chce miec dzieci i że jest to
    > m.in. cel założenia rodziny ergo pan nie powinien być zdziwiony
    > ciążą. Przecież twierdził, że tez chce.

    Czy gdyby mąż wziął bez Twojej wiedzy kredyt do spłacania przez obydwoje przez
    20 lat na dom, w którym też "chciałaś" mieszkać, byłabyś szczęśliwa? Bo przecież
    decydując się na małżeństwo mówiłaś, że chcesz mieszkać we własnym domu -- a
    teraz mówisz, że chcesz, ale za 2-3 lata?

    Pomińmy na moment fakt, że jest to z pewnych względów niemożliwe.

    > 6. Bardzo jestem ciekawa w jaki sposób uzyskałbyś rozwód z
    > orzeczeniem winy żony w takiej sytuacji, bardzo.

    W takiej sytuacji, jak opisana, nie miałbym na to żadnych szans.

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • triss_merigold6 27.07.09, 21:48
    Tak serio to nie ma dobrego wyjścia (pomijam cudowne samoistne
    nawrócenie pana męża w ciągu najbliższego pół roku).
    On może sobie pozwolic marnować JEJ czas i nawet wierzyć w teksty,
    że za 2-3 lata to hohoho machnie bliźniaki od razu.
    - pani zostaje i czeka, płacze, namawia ewentualnie zaciska zęby
    odliczając miesiące, pan po 2-3 latach nadal nie ma ochoty. Depresję
    ma gwarantowana.
    - pani po 2-3 latach odchodzi, ile czasu zajmie jej odżałowanie
    związku i znalezienie nowego sensownego faceta chętnego na rozród?
    - pani zaciąża, pan obrażony na świat daje jej odczuć jak bardzo mu
    nie pasuje sytuacja, szarpią sie 2-3 lata, któreś odchodzi. Pani
    przynajmniej zrealizowała się macierzyńsko.
    - pani zaciąża, pan akceptuje a potem zaczyna się cieszyć, happy end
    (mało prawdopodobny)
    Ponieważ uważam, że łatwiej znaleźć (w grupie wiekowej 30+) partnera
    tak w ogóle niż partnera chętnego na dzieci to nieetycznie bym
    zaciążyła. Licząc bilans zysków i strat na zimno. Ale to ja i nie ma
    przymusu naśladownictwa.
  • ivoncja 30.07.09, 21:25
    krzysztof-lis napisał:
    >a następnie wywalczył wyłączne prawo do opieki nad dzieckiem

    Czy ja dobrze zrozumiałam???
    Walczyłbyś o wyłączne prawo do opieki nad dzieckiem, którego nie chciałeś??? O
    to, żeby odebrać je kobiecie, która w przeciwieństwie do ciebie pragnęła tego
    dziecka?
    Jeśli tak, to wyjątkowa z ciebie świnia. Fuj.
    --
    ivoncja.blox.pl/html
    ---------------------------
    Bardzo łatwo podbić moje serce- wystarczy być kotem. :)
  • krzysztof-lis 30.07.09, 22:56
    > Czy ja dobrze zrozumiałam???
    > Walczyłbyś o wyłączne prawo do opieki nad dzieckiem, którego nie
    > chciałeś??? O to, żeby odebrać je kobiecie, która w
    > przeciwieństwie do ciebie pragnęła tego dziecka?
    > Jeśli tak, to wyjątkowa z ciebie świnia. Fuj.

    Postąpiłbym jak świnia -- to prawda. Ale bądźmy szczerzy, ja bym się tylko
    dostosował do poziomu wyznaczonego przez partnerkę.

    Wrobienie partnera lub partnerki w dziecko to wyjątkowe świństwo. Odebranie mu
    prawa do samostanowienia o swoim życiu, o swojej przyszłości. Samo odejście nie
    byłoby wystarczającą karą.

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • miacasa 31.07.09, 11:31
    eee, dzieciuch z Ciebie jeszcze
  • ivoncja 31.07.09, 14:56
    krzysztof-lis napisał:
    > Samo odejście nie
    > byłoby wystarczającą karą.

    Dziecko jest podmiotem, nie przedmiotem. Jak widzę nie ma dla ciebie większego
    znaczenia czy będzie szczęśliwe- z ojcem, który go nie chciał, zabrał je matce
    wyłącznie, żeby ją "ukarać"...Bo nie sądzę żebyś w takiej sytuacji z faceta,
    który wzbraniał się przed posiadaniem dziecka nagle przeistoczył się w
    kochającego, troskliwego tatusia. Jeśli to twoje prawdziwe poglądy i nie służą
    tylko pobudzaniu dyskusji, to trzeba tylko zlitować się nad twoją głupotą. Poza
    tym jeśli masz zapędy do "karania" najbliższych, udaj się do psychologa dla ich
    dobra.
    --
    ivoncja.blox.pl/html
    ---------------------------
    Bardzo łatwo podbić moje serce- wystarczy być kotem. :)
  • krzysztof-lis 31.07.09, 16:27
    > Dziecko jest podmiotem, nie przedmiotem. Jak widzę nie ma dla
    > ciebie większego znaczenia czy będzie szczęśliwe- z ojcem, który
    > go nie chciał, zabrał je matce wyłącznie, żeby ją "ukarać"...

    To, że zabrałbym je matce tylko po to, by ją ukarać, jeszcze nie dowodzi tego,
    że nie byłbym dobrym ojcem. Wziąłbym na siebie ten ciężar dodatkowych obowiązków
    wynikający z wyłączności na sprawowanie opieki nad dzieckiem właśnie po to, by
    utrzeć nosa żonce.

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • konwalka 30.07.09, 21:26
    > Wyrzuciłbym z domu na kopach, rozwiódł się z orzeczeniem o winie
    żony i
    > przewiózł przez wszystkie możliwe instancje w sądach aby możliwie
    długo nie
    > płacić jej zasiłku a następnie wywalczył wyłączne prawo do opieki
    nad dzieckiem
    > .
    >
    > To byłaby chyba dobra kara za takie świństwo.


    A dlaczego sad ma odebrac dziecko matce, ktora pragnela go, urodzila
    i utrzymuje, doskonale sie opiekujac i dac je ojcu, ktory go nie
    chcial, wyrzucil z domu "na kopach" zone w ciazy (ew. z malenstwem)
    i oszczal obowiazek alimentacyjny "jak dlugo sie da"?

    Jedyne, co wysoki sad moglby zrobic w czasie rozprawy, to z trudem
    powstrzymac wybuch smiechu
    >

    --
    Kobieta, która jęczy w nocy, nie warczy w dzień
  • krzysztof-lis 30.07.09, 22:59
    > A dlaczego sad ma odebrac dziecko matce, ktora pragnela go,
    > urodzila i utrzymuje, doskonale sie opiekujac i dac je ojcu, ktory
    > go nie chcial, wyrzucil z domu "na kopach" zone w ciazy (ew. z
    > malenstwem) i oszczal obowiazek alimentacyjny "jak dlugo sie da"?

    A nie wiem -- wydaje mi się to również mało prawdopodobne, ale za to jakże
    atrakcyjne.

    Zadowoliłbym się również rozwiązaniem, w którym dzieckiem zajmujemy się
    obydwoje, przy czym bez płacenia alimentów -- czemu miałbym płacić alimenty
    żonie, która wyłącznie swoją decyzją powołała dziecko do życia? Niech teraz
    poniesie koszty tej decyzji.

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • ivoncja 31.07.09, 14:59
    krzysztof-lis napisał:
    > Zadowoliłbym się również rozwiązaniem, w którym dzieckiem zajmujemy się
    > obydwoje
    A ja, gdybym była tą ciężarną kobietą wywaloną NA KOPACH, zrobiłabym wszystko,
    żebyś nigdy tego niechcianego przez ciebie dziecka nie zobaczył.
    --
    ivoncja.blox.pl/html
    ---------------------------
    Bardzo łatwo podbić moje serce- wystarczy być kotem. :)
  • krzysztof-lis 31.07.09, 16:28
    > A ja, gdybym była tą ciężarną kobietą wywaloną NA KOPACH, zrobiłabym
    > wszystko, żebyś nigdy tego niechcianego przez ciebie dziecka nie
    > zobaczył.

    A wystarczyłoby uczciwie pogadać o macierzyństwie a nie wrabiać faceta w
    dziecko. :) Wtedy i wilk byłby syty i owca cała. A tak rozpada się rodzina, bo
    kobiecie zachciało się dziecka wbrew woli męża.

    Musicie zrozumieć, że tak to się może skończyć -- i tak kończyć się, w mojej
    opinii, powinno.

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • ivoncja 31.07.09, 16:50
    krzysztof-lis napisał:

    A tak rozpada się rodzina, bo
    > kobiecie zachciało się dziecka wbrew woli męża.
    Nie! Rozpada się, bo facet mimo że jak twierdzi -umiałby wziąć na siebie
    obowiązki i być dobrym ojcem, woli wykopać żonę (a co z miłością?) żeby utrzeć
    jej nosa... żałosne. Nota bene- rodzina jest wtedy, gdy jest dziecko- wcześniej
    jest to tylko małżeństwo.
    Zresztą nie ma co spierać się o jakąś hipotetyczną sytuację. Nie zmienię zdania,
    krzysztofie-lis. Jesteś niedojrzałym, samolubnym gó...arzem, nawet jeśli w tej
    chwili tylko próbujesz być kontrowersyjny.
    --
    ivoncja.blox.pl/html
    ---------------------------
    Bardzo łatwo podbić moje serce- wystarczy być kotem. :)
  • madra30 03.08.09, 14:18
    Witam!
    Zdziwiłam się, że pomimo mojej nieobecności nie zanikło to forum:))))
    Nieźle się spieracie i całe szczęście nie dotyczy to mnie.
    Powiem wam tyle:przeszło mi albo chwilowo-sama nie wiem. Odechciało mi się już
    dziecka-znaczy nie tak:byłoby cudownie a jak nie też dobrze. Znacie taką
    bajkę:Żuraw i czapla??? Otóż to! Nie mam już ciśnienia jak wcześniej, sama nie
    wiem dlaczego?! Wyjazd był udany, z mężem ok. Super spędziłam czas i zdałam
    sobie sprawę, że bez dziecka póki co to nie koniec świata, nie będę naciskać
    już, poczekam.
  • ula-lo 03.08.09, 14:52
    Żebyś sobie za parę lat nie pluła w brodę...
  • kag73 03.08.09, 18:57
    madra30 napisała:

    > Witam!
    > Zdziwiłam się, że pomimo mojej nieobecności nie zanikło to
    forum:))))
    > Nieźle się spieracie i całe szczęście nie dotyczy to mnie.
    > Powiem wam tyle:przeszło mi albo chwilowo-sama nie wiem.
    Odechciało mi się już
    > dziecka-znaczy nie tak:byłoby cudownie a jak nie też dobrze.
    Znacie taką
    > bajkę:Żuraw i czapla??? Otóż to! Nie mam już ciśnienia jak
    wcześniej, sama nie
    > wiem dlaczego?! Wyjazd był udany, z mężem ok. Super spędziłam czas
    i zdałam
    > sobie sprawę, że bez dziecka póki co to nie koniec świata, nie
    będę naciskać
    > już, poczekam.

    Przerabialam, znam z doswiadczenia wlasnego i kolezanki. Jezeli
    facet jest na "nie", albo tez niezdecydowany czy chce dziecka czy
    nie, zaczyna sie to udzielac kobiecie. Ona tez wtedy mysli, ze bez
    dziecka tez im dobrze, moze jednak nie. Bylam juz na tym etapie, ale
    wtedy to maz powiedzial do mnie "Ty jeszcze o tym nie wiesz, ale Ty
    chcesz miec dziecko albo bedziesz je chciala, widze to po Twoich
    reakcjach na dzieci i po zachowaniu w stosunku do nich". Ja sama nie
    bylam tego juz taka pewna.
    Spoko, mozecie poczekac. Trzymam kciuki i zycze, zeby jednak maz za
    2 lata chcial.
  • marianka_marianka 03.08.09, 21:16
    Skoro w jednym tygodniu szlochasz i wpadasz w depresję, bo chcesz dziecka, a w następnym twierdzisz: "Odechciało mi się już dziecka", to oznacza że sama do niego nie dojrzałaś.
    Poprawcie mnie, jeżeli się mylę, ale dziecka albo się chce, albo nie.
    I tu dojrzałość wykazuje Twój mąż, bo on wyraźnie nie chce i raczej mu się nie odmieni za dwa lata.
    A Ty będziesz się dalej szarpać, aż do momentu kiedy pozornie pogodzisz się z decyzją męża i całe życie będziesz miała wrażenie, że ogólnie jest wspaniale, ale ...
    --
    "Sama usmaż konfitury.Sama zrób budyń.Sama przecieraj zupkę.Sama zrób wedlinę,zasadź pomidora i najlepiej sama znoś jajka, babo! Do tego pracuj(niepracująca matka to obciach),noś modne w tym sezonie buty na koturnach,odwiedzaj regularnie SPA,prasuj ubranka maluszka z dwóch stron(inaczej maluszka zje Listeria i owsiki), miej wydepilowaną okolicę łonową i karm piersią co najmniej3lata.
    Pogięło was, redaktorzy GW?" by ledzeppelin3
  • madra30 04.08.09, 09:42
    marianka_marianka napisała:

    > Skoro w jednym tygodniu szlochasz i wpadasz w depresję, bo chcesz dziecka, a w
    > następnym twierdzisz: "Odechciało mi się już dziecka", to oznacza że sama do ni
    > ego nie dojrzałaś.
    > Poprawcie mnie, jeżeli się mylę, ale dziecka albo się chce, albo nie.
    Poprawiam cię:) tak do dziecka trzeba dorosnąć i ja wydaje mi sie dorosłam,
    nie powiedziałam przecież, że nie chce wcale!gdyby było( pojawiło się) byłabym
    przeszczęśliwa, ale go nie mam i nie będę żyła tylko ta myślą, że chcę,
    muszę...poczekam spokojnie na rozwój wydarzeń. I przepraszam, ale ja w depresje
    nie popadłam jak sugerujesz-tylko pisałam o tym, że mając takie myśli łatwo
    byłabym podatna...być może prawda to, ze udzieliło mi się to co mężowi( być może
    tak mi łatwiej)
  • madra30 27.07.09, 16:30
    Być może tym opisem o psie rozbawiłam samą siebie i zachęciłam waszą wyobraźnię
    do stworzenia sobie takiego obrazu, ale bez przesady mąż odróżnia dzieci od
    psa:). Po prostu troszczy się o naszego pupila, nie robi problemu gdy musi
    wrócić z pracy wcześniej, b mi coś wypadło a z psem wyjść trzeba albo ze
    spacerem-bo ja akurat mam mokrą głowę czy z jedzeniem. Jako chrzestny ojciec też
    spisuje się na medal-zawsze dba o chrześniaka, dzieci jego rodzeństwa zabieramy
    ze sobą na różne wyjazdy, bo kochają wujka i ma z nimi świetny kontakt,
    praktycznie wszystko jest ok, ten obrazek-popatrzeć tak z boku to wierzyć się
    nie chce....
  • miacasa 27.07.09, 15:13
    Ostatnimi czasy
    > sprawił nam psa, którego uwielbia i ja widzę jak przez niego przemawia instynkt
    > chociaż się nie przyzna, ale psa traktuje jak dziecko i to cudowny widok,

    traktowanie psa jak dziecko prze prawie 40-letniego faceta budzi u mnie co
    najmniej zdziwienie (nie, żebym psów nie lubiła bo lubię bardzo ale nie wpadłam
    w dorosłym życiu by swojego sierściuszka traktować jak dziecko, litości)
  • aiczka 06.08.09, 15:59
    Moim zdaniem "wiercenie dziury w brzuchu" nie jest dobrą metodą namawiania kogoś
    do czegokolwiek. Może spowodować dwie rzeczy:

    - albo namawiany będzie się czuł zaszczuty, niekochany, traktowany
    instrumentalnie, w namowach będzie widział uzasadnienie swoich obaw (skoro dla
    kobiety dziecko jest tak strasznie ważne nawet gdy jeszcze go nie ma, to co
    będzie, gdy się pojawi - czy przypadkiem mężczzna nie pójdzie w odstawkę),
    niezgodność oczekiwań w końcu przerodzi się w narastający konflikt i doprowadzi
    do końca związku,

    - albo namawiany będzie się czuł zaszczuty itd. i w końcu zgodzi się dla
    świętego spokoju na dziecko, do którego nie będzie przekonany, następnie będzie
    miał pretensje do kobiety za każdy kłopot, niedogodnośc i zmartwienie związane z
    przyjsciem na świat potomka, będzie miał poczucie zniewolenia, co będzie odbijać
    się na jakości związku.

    Oczywiście nie znaczy to, że rozmowy, przekonywanie, pokazywanie pozytywnych
    przykładów (np. jeśli ktoś boi się końca podróży, można pokazać mu, jak świetnie
    radzą sobie znimi państwo tworzący stronę www.malypodroznik.pl/),
    "zakazane". Wydaje mi się, że zwłaszcza pozytywne przykłady wraz z
    przypominaniem, że nasze życie oraz kontakty z dziećmi i ich zachowanie zależą
    od nas - możemy wybrać wzorce, do których będziemy dążyć, mogą być skuteczne.

    Na pewno warto zwierzyć się partnerowi ze swoich obaw (i wysłuchać jego).
    Dopiero znając je nawzajem do końca można spróbować rozważyć i omówić, które są
    uzasadnione a które nie. Warto też pamiętać i przypominać, że świadomość
    zagrożeń (np. takich jak zbytnia koncentracja kobiety na dziecku, szok
    poporodowy powodujący obniżenie libido u któregoś z partnerów, przemęczenie
    itd.) pomaga ich uniknąć lub zminimalizować ich skutki.
  • serendepity 27.07.09, 13:30
    Za 2-3 lata mezowi moze dalej sie nie chciec, nie masz zadnej gwarancji na to,
    ze znowu nie bedzie mial nowej wymowki. Na dodatek za 2 lata bedzie starszy,
    wiec wzrasta prawdopodobienstwa nie chcenia.
    Mozesz probowac przypomniec mu o tym co uzgodniliscie przed slubem i jakie byly
    plany. Jesli teraz zmienil zdanie, a Ty bardzo chcesz dziecka to widze male
    szanse na dogadanie sie.

    A opinia innych i jakimis obarczaniem wina to w ogole sie nie przejmuj. To Twoja
    osobista sprawa czy i dlaczego masz/ nie masz dzieci. Nie wdawaj sie w ogole w
    takie rozmowy i ucinaj je krotko.
  • madra30 27.07.09, 14:23
    A wiecie co jest najgorsze-że fakt, że bardzo bym chciała dziecko ukrywam przed
    znajomymi i rodziną-mówię coś zupełnie odwrotnego...sama nie wiem czy to taka
    moja obrona czy co?! Dlaczego ja nie potrafie powiedziec, że pragne, ale maż nie
    chce!??????Dlatego wszyscy myślą-że to ja...bo młodsza tyle...jego nawet nie
    pytają i nie rozmawiają na ten temat-mi tylko spokoju nie dają!
  • marzeka1 27.07.09, 14:29
    "fakt, że bardzo bym chciała dziecko ukrywam przed
    znajomymi i rodziną-mówię coś zupełnie odwrotnego.."- i długo masz zamiar tak
    oszukiwać przede wszystkim siebie??? Bo mąż zrobił się wygodny, widać, że chyba
    w tej kwestii cię oszukał, tak jakby twoje prawo do bycia matką nie było ważne.
    Wiesz, mogę zrozumieć,że para nie chce mieć dzieci, OK, gdy chcą tego oboje.
    Jednak w zyciu nie związałbym się z facetem, który dzieci mieć nie chce (u mnie
    pierwsze dziecko urodziło się 5lat po slubie, ale nigdy nie wykluczaliśmy bycia
    rodzicami).
  • madra30 27.07.09, 14:36
    Nie wiem..., dopiero niedawno uzmysłowiłam to sobie, że po co ja tak gadam-chyba
    w złości na los! teraz będę mówić( przynajmniej rodzicom i teściom), że chcę
    ale sama nic nie zdziałam....ale i tak nie lubię jak pytają!
    Właśnie ja sama nie wiem czy mąż chce czy nie chce-mówi, że chce tylko jeszcze
    nie teraz i ja już nie wiem czy chce, czy nie, czy ja powinnam poczekać czy
    nakłaniać-a jeśli tak to jak?Trudny temat to dla mnie!
  • agusia-g 27.07.09, 14:32
    No właśnie odpowiedz sobie na pytanie dlaczego wszyscy myślą ze ty nie chcesz??
    Moze pora zacząć mówić ze chcesz, dlaczego tak bardzo bronisz stanowiska męża.
    Myślę ze powinnaś szczerze mówić o swoim pragnieniu bycia matka. Ja bym nie
    zgodziła się na kolejne 2,3 lata ktoś pisze ze mąż będzie starszy itd ale to ty
    rodzisz ty tez będziesz starsza już po 30 a im dalej tym gorzej dla ciebie jako
    rodzącej kobiety.
  • sheer.chance 27.07.09, 19:12
    Moim zdaniem, przekonywanie meza mialo by sens, gdybys dzisiaj przekonala, a
    jutro miala dziecko. Przez 9 miesiecy ciazy plus starania, mezowi moze sie znowu
    odwidziec dowolna ilosc razy. Zdaje sie, ze poki co jest przekonany- na nie.

    Zaloze sie tez, ze te "2, 3 lata" maja ci zamydlic oczy, a naprawde pan ma na
    mysli 'na swiety nigdy".
    --
    The brain starts working the moment you are born and never stops, until you
    stand up and speak in public. Anonymous
  • kozica111 27.07.09, 21:09
    Po 1 nie ukrywac sprawy przed rodziną.Na pytanie odpowiadac prawdę; ja bardzo
    chce ale X nie chce...uwaza ze jest za młody na dziecko :)))Zostaw sprawe
    matkom, tesciowym i ciociom.
  • madra30 27.07.09, 22:11
    Dobranoc wszystkim, tak czy inaczej dziękuję za wasze wypowiedzi-skłaniają mnie
    do pewnych refleksji i spojrzenia na niektóre sprawy pod nieco innym kątem!
    Myślę, że szacunek -szacunkiem, ale powinnam jasno postawić moje warunki, ale
    z drugiej strony boję się jakichś nieprzewidzianych reakcji. Wiem, że gdybym
    chciała odejść-taki pretekst-mąż nie wahałby się i począł dziecko, ale ja nie
    chce nic na siłę. Chce po prostu kochać się-będzie to będzie-razem sprostamy
    nowemu wyzwaniu. Ja bardzo chcę-czuję, że jestem gotowa, też mam obawy, ale
    wiem, że podołam, wiem, że z niektórych spraw zrezygnuję w imię czegoś
    wyjątkowego, ale czuję, że to będzie największe szczęście jakie mnie
    spotka...tylko kiedy?, oby nie za 2, 3 lata!
  • triss_merigold6 27.07.09, 22:16
    Ty nawet nie wiesz czy gość jest płodny. Coraz wiecej mężczyzn ma
    problemy z jakością plemniczków więc nie szczebiocz, że na bank nie
    wahałby się i począł potomstwo. Na zimno takie rozważania, na zimno.
  • sheer.chance 27.07.09, 22:25
    Zgrzyt, zgrzyt...

    Maz zmienil zdanie po slubie co do jednego z waszych kluczowych ustalen, ale ty
    wciaz wiesz lepiej "co by zrobil gdyby".
    Zebys sie na swojej wierze nie przejechala...
    --
    I still miss my ex - But guess what? My aim is getting better.
  • krzysztof-lis 27.07.09, 22:15
    Ja tego nie potrafię zrozumieć. Chcesz go "zachęcić", ale nie tak, by czuł się
    zmuszony. W typowo kobiecy sposób zamiast powiedzieć UCZCIWIE i WPROST czego od
    niego oczekujesz, chcesz owijać w bawełnę w nadziei, że się domyśli i zachce mu
    się tego samego co Tobie.

    Jakbyś była lesbijką i miała partnerkę, mogłabyś tak postępować. Z facetem jest
    to niemądre.

    Powiedz mu to samo, co napisałaś tutaj:
    * chcesz mieć dziecko,
    * nie później niż za pół roku,
    * nie zamierzasz czekać w nieskończoność.

    I dowiedz się co on myśli na ten temat. Jak się ustosunkuje do Twoich oczekiwań.

    Wiesz, faceta do posiadania dziecka nie da się zachęcić tak, jak można go
    zachęcić do kupienia fajnego gadżetu czy sprzętu elektronicznego. Nie wystarczy
    mu go pokazać i powiedzieć jaki jest fajny (ten sprzęt), żeby SAM zapragnął go mieć.

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • triss_merigold6 27.07.09, 22:24
    Grzeczne dziewczynki nie są uczone stawiania kogoś pod ścianą i
    żądania klarownych odpowiedzi. W wersji socjalizacji sprzedawanej w
    tym kraju to się nazywa szantaż, grzeczne dziewczynki liczą się z
    całym światem i nie uciekają do takich ordynarnych metod.
    Osobiście uważam, że to świetna metoda ale jest ryzyko usłyszenia
    niefajnej odpowiedzi i trzeba to ryzyko wkalkulować.
    I jeszcze - facet może sie wić i wykręcać, zbywać oraz stosować
    rózne techniki w rozmowie więc trzeba miec chwyt pitbulla żeby
    zmusic do odpowiedzi.
  • enith 28.07.09, 00:32
    Ty możesz i rozmawiasz z mężem o dziecku, ale tak naprawdę guzik się od niego dowiadujesz. Spytałaś CZEMU ZA DWA LATA, a nie TERAZ? Niech poda ci racjonalne argumenty, a nie wciska prawie trzydziestoletniej kobiecie, że MOŻE w przyszłości będzie dziecko. To jest żadna rozmowa o przyszłości, nic z niej nie wynika, nie podejmujecie żadnych decyzji. Ja na twoim miejscu poinformowałabym męża o swoich uczuciach i obawach z odwlekaniem macierzyństwa. Powiedziałabym, ze małżeństwo to kompromis i jeśli ty chcesz się starać o dziecko już teraz, a mąż za dwa lata, to spotkajcie się gdzieś w połowie i zacznijcie starać o dziecko, dajmy na to, za rok. Wiem, że nie jest to szczyt spontaniczności, i że nie tak to sobie wymarzyłaś, ale musisz wziąć pod uwagę, że mąż NAPRAWDĘ nie chce dzieci i zwyczajnie cię zbywa, wymyślając coraz to odleglejsze terminy rozpoczęcia starań. I jeśli kategorycznie nie zgodzi się na ten kompromis, będziesz wiedzieć od razu, na czym stoisz i w oparciu o tę wiedzę podejmować dalsze kroki: czy to rezygnacja z macierzyństwa, czy to "kontrolowana wpadka" (odradzam!), czy rozwód. A już na marginesie powiem ci, mój mąż będąc gdzieś mniej więcej w wieku twojego męża stwierdził, że dzieci jednak nie, że fajnie jest tak, jak jest, choć wcześniej deklarował, że tak, nawet dwoje fajnie byłoby mieć. I bez ogródek przyznał się, że przemawia przez niego wygodnictwo i chęć życia "tylko dla nas". Nie przeszkadza mi to, bo jestem podobnego do niego zdania w kwestii posiadania dzieci, ale mogło być tak, że znalazłabym się w dokładniej takiej, jak twoja sytuacji i też nie wiedziałabym, jak zmusić/przekonać partnera, że on CHCE MIEĆ DZIECKO. Ktoś może mnie zmusić do zjedzenia selera, ale nikt nie zmusi mnie do tego, bym CHCIAŁA ten seler zjeść. Z chceniem czegokolwiek innego, w tym dziecka, jest chyba tak samo. I już całkiem na koniec, moim zdaniem, jeśli 38-letni ustawiony życiowo, dojrzały, żonaty facet mówi, że nie chce teraz dziecka, to ma na myśli "nigdy". I tylko zwykła przyzwoitość wymaga, by miał odwagę powiedzieć ci to prosto w twarz.
  • madra30 28.07.09, 08:50
    enith napisała:

    > Ty możesz i rozmawiasz z mężem o dziecku, ale tak naprawdę guzik się od niego d
    > owiadujesz. Spytałaś CZEMU ZA DWA LATA, a nie TERAZ? Niech poda ci racjonalne a
    > rgumenty, a nie wciska prawie trzydziestoletniej kobiecie, że MOŻE w przyszłośc
    > i będzie dziecko. To jest żadna rozmowa o przyszłości, nic z niej nie wynika, n
    > ie podejmujecie żadnych decyzji. Ja na twoim miejscu poinformowałabym męża o sw
    > oich uczuciach i obawach z odwlekaniem macierzyństwa. Powiedziałabym, ze małżeń
    > stwo to kompromis i jeśli ty chcesz się starać o dziecko już teraz, a mąż za dw
    > a lata, to spotkajcie się gdzieś w połowie i zacznijcie starać o dziecko, dajmy
    > na to, za rok. Wiem, że nie jest to szczyt spontaniczności, i że nie tak to so
    > bie wymarzyłaś, ale musisz wziąć pod uwagę, że mąż NAPRAWDĘ nie chce dzieci i z
    > wyczajnie cię zbywa, wymyślając coraz to odleglejsze terminy rozpoczęcia starań
    > . I jeśli kategorycznie nie zgodzi się na ten kompromis, będziesz wiedzieć od r
    > azu, na czym stoisz i w oparciu o tę wiedzę podejmować dalsze kroki: czy to rez
    > ygnacja z macierzyństwa, czy to "kontrolowana wpadka" (odradzam!), czy rozwód.
    > A już na marginesie powiem ci, mój mąż będąc gdzieś mniej więcej w wieku twojeg
    > o męża stwierdził, że dzieci jednak nie, że fajnie jest tak, jak jest, choć wcz
    > eśniej deklarował, że tak, nawet dwoje fajnie byłoby mieć. I bez ogródek przyzn
    > ał się, że przemawia przez niego wygodnictwo i chęć życia "tylko dla nas". Nie
    > przeszkadza mi to, bo jestem podobnego do niego zdania w kwestii posiadania dzi
    > eci, ale mogło być tak, że znalazłabym się w dokładniej takiej, jak twoja sytua
    > cji i też nie wiedziałabym, jak zmusić/przekonać partnera, że on CHCE MIEĆ DZIE
    > CKO. Ktoś może mnie zmusić do zjedzenia selera, ale nikt nie zmusi mnie do tego
    > , bym CHCIAŁA ten seler zjeść. Z chceniem czegokolwiek innego, w tym dziecka, j
    > est chyba tak samo. I już całkiem na koniec, moim zdaniem, jeśli 38-letni ustaw
    > iony życiowo, dojrzały, żonaty facet mówi, że nie chce teraz dziecka, to ma na
    > myśli "nigdy". I tylko zwykła przyzwoitość wymaga, by miał odwagę powiedzieć c
    > i to prosto w tw
    Tak rozmawiałam z nim! Powiedziałam swoje stanowisko w tej sprawie! jedyny
    odzew jaki był w tej sprawie to też taki, żebym się za niego nie wypowiadała-bo
    on nie powiedział, że nie chce!I jak wcześniej utrzymywał, że zapytał mnie czy
    za 2, 3 lata a nie stwierdził.Oczywiście, że pytałam dlaczego za 2/3 lata?!
    uzyskałam odp., że dlatego, bo wtedy skończymy budowę domu-nie będziemy
    obciążeni wydatkami, popodróżujemy sobie. Tłumaczyłam, że podróże mogą odbywać
    się również z dzieckiem, że dom także w niczym nie przeszkadza i żeby nie
    wynajdował wymówek, bo skoro dom ma być przeszkoda a nie zachętą-to ja wyrzekam
    się domu już dzisiaj!powiedzialam, że ja czuje silna potrzebę posiadania dziecka
    i nie z kim innym tylko z nim, że nawet jesli tego nie czuje, to to jest
    normalne, poczuje jak zrobi!Że damy radę ze wszystkim, że wiek itp. ble ble
    ble....na koniec dodalam, że ja najwyżej poł roku moge poczekać. usłyszałam
    dobrze i rozmowa na tym się zakończyla, choc ja miałam chęć aby coś skomentował,
    wygadał się. Teraz nie wiem co mam mysleć???Czekać???Czy naciskać???Ponieważ
    mysl o tym nie daje mi spokoju, co jakiś czas powracam do tematu-ale slyszę-już
    to mi mówiłaś!Słyszalem już to! Ile razy bedziesz mi to powtarzać?!Już ci
    odpowiedziałem, wszystko w swoim czasie.....wiem, że podobnie było ze ślubem-po
    6 latach sie zareczył, ale po 8 się pobralismy. jest dobrym człowiekiem, ale
    wszystko przychodzi mu powoli-znam jego charakter doskonale, wiem , że jak na
    czyms mi zalezy trzeba zacząć rozmawiac duzo wczesniej. W tej kwestii nie wiem
    jednak jak i co? rozmowa sie odbyła-ale moze byłam zbyt normalna???moze powinnam
    się wydrzeć? Może zaszantazować? tak wnioskuje z waszych wypowiedzi, ale wpaść
    bym nie chciała!!!!!!!Musi sam dojść do tego-na dziecko( chociaz to małżenstwo)
    nie chce go łapać!
  • ula-lo 28.07.09, 09:05
    Wydaje mi się, że tu nie chodzi o "chcę" - "nie chcę" dziecka, ani o "Teraz" czy
    "później". Wydaje mi się, że Twój mąż po prostu o tym nie myśli, wchodzi jednym
    uchem, drugim wychodzi. Myśli o tym, co jest dla niego ważne: budowa domu, styl
    życia (np. podróże, o czym sama pisałaś), natomiast dziecko jest POZA NIM.
    Niefajnie jak na 38-letniego mężczyznę. Pewnie albo mu się KIEDYŚ zachce, albo
    nie. Rzecz tylko w tym, że dzieci nie poczynają się przez pączkowanie, jesteś
    jeszcze Ty... Dla mnie najtrudniejsze w takiej sytuacji byłoby to, że mężczyzna,
    z którym jestem, myśli wyłącznie przez pryzmat swojej osoby. Przecież on
    "rozmawia" z Tobą, jakby Cię w ogóle nie słuchał...
    Nie wiem, czy to dobra rada, ale przychodzi moi do głowy tylko: Jakie masz
    (mamy) plany na najbliższe 6 miesięcy? Za 6 miesięcy zaczynamy starania o nasze
    dziecko, albo odchodzę. Jest cień nadziei, że pan mąż to usłyszy, najpóźniej po
    pół roku :/.
    Na razie Ty sobie do niego nadajesz, a on się wyłącza, bo "mamusia" znowu ględzi
    - zachowuje się jak kilkuletnie dziecko, które słyszy to, co chce usłyszeć.
    Trzymaj się.
  • krzysztof-lis 28.07.09, 09:11
    > Dla mnie najtrudniejsze w takiej sytuacji byłoby to, że mężczyzna,
    > z którym jestem, myśli wyłącznie przez pryzmat swojej osoby.
    > Przecież on "rozmawia" z Tobą, jakby Cię w ogóle nie słuchał...

    Można to i odwrócić -- wątkotwórczyni nie analizuje punktu widzenia męża tylko
    zbija jego argumenty tekstem że i z dzieckiem można podróżować a ona wcale nie
    chce domu bo woli dziecko -- myśli wyłącznie przez pryzmat swojej osoby. Bo ona
    CHCE TERAZ dziecko...

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • ula-lo 28.07.09, 09:14
    To prawda - i dlatego sytuacja wygląda na patową. Dopóki ci ludzie nie zaczną ze
    sobą rozmawiać.
    Rzecz w tym, że są kobiety, które tak bardzo pragną dziecka (instynkt pewnie?),
    że popadają w depresję, są głęboko nieszczęśliwe, gdy to jest niemożliwe.
    Dom i podróże chyba nie powodują takich emocji?
    Co byś napisał, gdyby ona jemu prze 2/3 lata odmawiała seksu i on musiałby leżeć
    koło niej i zapijać szklanką wody? Facet szybko nadawałby się do leczenia, prawda?

    Instynkty to ogromna siła, trudno z nią dyskutować.
  • krzysztof-lis 28.07.09, 09:09
    > uzyskałam odp., że dlatego, bo wtedy skończymy budowę domu-nie
    > będziemy obciążeni wydatkami, popodróżujemy sobie.

    Z tym domem ma trochę racji -- ale nie ze względu na wydatki, tylko ze względu
    na zajętość czasu -- budowa domu zżera go mnóstwo.

    > powiedzialam, (...) że nawet jesli tego nie czuje, to to jest
    > normalne, poczuje jak zrobi!

    To nie jest prawda, wcale nie musi nic poczuć.

    > W tej kwestii nie wiem jednak jak i co? rozmowa sie odbyła-ale
    > moze byłam zbyt normalna???moze powinnam się wydrzeć?

    Jak dla mnie masz czytelną odpowiedź -- zaczniecie za pół roku. Czego chciałaś
    więcej? Żeby po wypowiedzeniu tego "zgadzam się" zaczął skakać z radości?

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • triss_merigold6 28.07.09, 09:24
    Pytanie za 100 punktów: co jeśli za owe pół roku pan nie podejmie
    żadnych działań i nadal będzie uprawiał stosunki przerywane w ramach
    antykoncepcji? Oczywiście podając w jego mniemaniu sensowne powody.
  • madra30 28.07.09, 09:42
    Co będzie?nie wiem, bo staram się nie dopuszczać takiej myśli, pragnę wierzyć,
    że nie będzie mnie więcej zwodził, wykręcał się i dojrzeje do takiej chęci, mam
    świadomość, że los może nas pokarać i nic z tego-ale w to tez staram się nie
    wierzyć, takie gdybanie na nic się zda!
    To mój mąż, którego kocham i któremu ufam i z którym czuję się bezpiecznie-nie
    chcę się uprzedzać, staram się zrozumieć, wierzę,że może zda sobie sprawę, że po
    tym jak się wycofał mnie jeszcze bardziej wzięło na dziecko!Nie zamierzam sie
    teraz z tym ukrywac jak to robiłam wczesniej przed rodziną!
    Nie wiem jestem taką osobą, że doszukuje sie zawsze dobrych stron a nie na
    odwót, staram się znaleźć sposób a nie się poddać,zachęcenie męża na dziecko
    jest bardzo trudne-wiem o tym-ale może mozliwe?
  • ula-lo 28.07.09, 09:44
    Tak przy okazji, czy w budowanym domu jest pokój dziecięcy?
    Pozdrawiam, trzymam za Was kciuki.
  • madra30 28.07.09, 09:47
    ula-lo napisała:

    > Tak przy okazji, czy w budowanym domu jest pokój dziecięcy?
    > Pozdrawiam, trzymam za Was kciuki.

    nie pokoju urzadzonego nie ma-bo póki co na razie mamy tylko działke, ale w
    mieszkaniu naszym mamy odlożoną-całaa kolecję samochodzików i kilka lalek-i to
    nie ja to trzymam-chcialam oddać, ale kiedys mi powiedział, ze zostaw bedzie dla
    dzieci "kiedyś"
  • miacasa 28.07.09, 10:54
    Skoro więc ustaliliście (tego się trzymaj) rozpoczęcie starań o dziecko za pół
    roku to na spokojnie zacznij się przygotowywać. Odwiedź ginekologa, zrób zlecone
    przez niego badania, może trzeba będzie się na coś zaszczepić (różyczka,
    żółtaczka, grypa?), coś przeleczyć. W odpowiednim czasie zacznij przyjmować kwas
    foliowy i spokojnie, bez zbędnych dyskusji "róbcie swoje" gdy nadejdzie
    uzgodniony termin.
  • serendepity 28.07.09, 11:06
    Ja bym poczekala te pol roku, ale potem nie odpuscila tematu. W miedzyczasie
    moze skoncentruj sie na czyms innym i nie "truj mu".
  • madra30 28.07.09, 09:45
    aaa i gdyby stało sie tak, że on nie może-trudno, na pewno nie odeszlabym z
    takiego powodu, jesli ja-wierze, ze on tez trwałby przy mnie-wtedy zwalilabym to
    na los! Póki co pragne dziecka, nie chcę myslec o tych najgorszych stronach
    medalu, bo po co?
  • krzysztof-lis 28.07.09, 10:45
    > Pytanie za 100 punktów: co jeśli za owe pół roku pan nie podejmie
    > żadnych działań i nadal będzie uprawiał stosunki przerywane
    > w ramach antykoncepcji?

    Wtedy trzeba go spuścić z wodą w kiblu.

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • madra30 28.07.09, 10:57
    krzysztof-lis napisał:

    > > Pytanie za 100 punktów: co jeśli za owe pół roku pan nie podejmie
    > > żadnych działań i nadal będzie uprawiał stosunki przerywane
    > > w ramach antykoncepcji?
    >
    > Wtedy trzeba go spuścić z wodą w kiblu.
    > wtedy to będą jego ostatnie stosunki-czy spuścić z woda w kiblu? Hmmm...gdyby
    tak miało się naprawdę stać to nie wiem jaka byłaby moja reakcja...hmmmmm może
    jajek na święta by już nie było heheh-joke! nie no ja muszę znaleźć
    sposób!Słowo:NIE nie istnieje dla mnie!Uparłam się!
  • katenowak 28.07.09, 11:30
    nie pisałam nigdy na maglu ale Twoja wiara w męża i jego zmianę zachowania mnie
    "zmusiły " do skrobnięcia kilku słów
    u mnie były wybierane imiona dla dzieci przed ślubem, po ślubie że jeszcze nie
    teraz, potem że nigdy a jeśli już to wciąż nie teraz i czysty przypadek( nie
    zabezpieczaliśmy się poza naturalną metodą ) wpadka po 6 latach po ślubie
    mój M ma 42 lata teraz a dziecko 2 i nie jest niestety odpowiedzialnym ojcem
    proponuję wnikliwą analizę jego osobowości i obaw przed dzieckiem a nie szukania
    sposobów jak go przekonać
    wiem że go kochasz ale dziecko to wielka odpowiedzialność
    szukaj źródła strachu przed dzieckiem, ciążą....
    --
    moja Zuza ma....
    moja Zuzka 23.03.2007
  • krzysztof-lis 28.07.09, 13:25
    > Słowo:NIE nie istnieje dla mnie!Uparłam się!

    Właśnie to miałem na myśli pisząc, że nie interesuje Cię zdanie męża.

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • madra30 28.07.09, 13:39
    krzysztof-lis napisał:

    > > Słowo:NIE nie istnieje dla mnie!Uparłam się!
    >
    > Właśnie to miałem na myśli pisząc, że nie interesuje Cię zdanie męża.
    >

    Krzysztofie!
    To niedokładnie tak, że ja się nie liczę z jego zdaniem!Skoro czekałam1, 5 roku
    to wynika samoistnie, że liczę się, tak?tak naprawdę argumentacja jego do mnie
    nie przemawia, ja mogę się liczyć z tym pół roku,ale nie, że wcale!Zdanie męża
    jak najbardziej mnie interesuje ale o silnej argumentacji. Dziecko jest dla mnie
    naturalnym wynikiem zformalizowanego związku!Skoro chce dziecka-tak zakłada,
    tylko nie wie kiedy i mnie, to niech on się liczy z konsekwencjami swojej
    wstrzymywanej checi a nawet jeśli to jak sugerujecie niechęć-to co z moim
    zdrowiem?Przecież ja moge sfiksować!!!!!!!!
  • krzysztof-lis 28.07.09, 14:50
    > Skoro czekałam1, 5 roku to wynika samoistnie, że liczę się, tak?

    Nie -- to oznacza tylko tyle, że z jego zdaniem się liczyŁAŚ.

    > Zdanie męża jak najbardziej mnie interesuje ale o silnej
    > argumentacji.

    To znaczy "nie zgadzam się na dziecko bo nie chcę mieć dziecka" Cię nie przekona?

    > zPrzecież ja moge sfiksować!!!!!!!!

    Jeśli fakt, że nie dostaniesz czegoś, co chcesz, spowoduje u Ciebie fiksację, to
    może idź do lekarza?

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • kag73 29.07.09, 22:53
    "Jeśli fakt, że nie dostaniesz czegoś, co chcesz, spowoduje u Ciebie
    fiksację, t
    > o
    > może idź do lekarza?"

    Wiesz co, Krzysiu, to tak jakby slepy mowil o kolorach. Co Ty chcesz
    wiedziec o instynkcie macierzynskim jak Ty kobieta nie jestes. To
    roznica czy ona chce "cos" czy chce dziecko.
    >
  • madra30 29.07.09, 23:18
    Witam ponownie!
    Uzależniło mnie to forum hehehe.Dziękuje raz jeszcze za wszystkie wypowiedzi
    odnoszące się do mojej sytuacji.Pani Agnieszka napisała bardzo mądrze(inni
    także), ale jestem zbyt "mała" żeby zrozumieć o co chodzi z tą podświadomością i
    w życiu nie doszukałabym się źródła tego, ale fakt ze mnie raptus jest, bo
    leżymy tak sobie dzisiaj zadowoleni( bo wydarzyła się pewna przyjemna
    okoliczność)i ja znowu zaczynam( troszkę inaczej niż zazwyczaj):" Misiek czy ty
    miałeś udane dzieciństwo, byłeś szczęśliwym dzieckiem?...Czułeś, że rodzice
    poświęcają ci wiele czasu i uwagi?. Odpowiedzi były: Normalne, normalnym
    dzieckiem,dbali o mnie ale bez przesady było nas troje przecież małych dzieci i
    w tamtych czasach nikt się nie roztkliwiał tak jak ma to miejsce teraz, kiedyś
    aby dzieci były najedzone, ubrane,wyspane i aby nic sobie złego nie zrobiły".
    Analizowałam w głowie co takie odpowiedzi mi dają, nie doszukałam się czegoś
    nadzwyczajnego.Drążyłam dalej, ale tak się starałam rozmawiac, wypytywać a nie
    naciskać..."Misiek dlaczego ty nie lubisz rozmawiać o dzieciach?-On: " A kto ci
    tak powiedział? Usłyszałaś tak ode mnie kiedykolwiek?" Ja: " No nie, ale tak
    czuje On: To źle czujesz! Ja: To dlaczego od kiedy bardzo bym chciała mieć
    dziecko i chciałabym, żeby to była także twoja dobrowolna decyzja mam wrażenie,
    że uciekasz przed tym, że nie chcesz, że dziecko jest dla ciebie tematem tabu,
    czymś kłopotliwym, niechcianym strasznym, czuję, że się boisz tego, po czym
    palnełam:"Czuje, że się boisz dać mi spermy, a co za tym idzie -dziecka!!!( o
    tym pisała mi Pani Agnieszka)
    A on skwitował: Za dużo myślisz!Nie nie jest tak!
    Tak mniej więcej zakończyła się rozmowa bo dalej było, chodź niunia się
    pakować-wyjeżdżamy do poniedziałku na kilka dni jutro...pakowałam, pakowałam,
    rozmyślałam, powiem wam , że dzisiaj zaznałam chwilowy spokój, przestało mnie
    dusić i przestałam miec ciśnienie-fakt, że mam kobiece dni i wiem, że na razie
    nie dojdzie do zbliżenia i nie będę myślała może teraz, może teraz mnie
    zaskoczy, może zechce....
  • kicia031 30.07.09, 16:10
    dbali o mnie ale bez przesady było nas troje przecież małych dzieci i
    > w tamtych czasach nikt się nie roztkliwiał tak jak ma to miejsce
    teraz, kiedyś
    > aby dzieci były najedzone, ubrane,wyspane i aby nic sobie złego
    nie zrobiły".

    jestem o rok starsza od twojego meza i uwierz mi, i w tamtych
    czsaach byly rodziny - takie jak moja wlasna - ktore poswiecaly
    dzieciom i ich potrzebom emocjonalnym i duchowym mnostwo uwagi.
    Wsrod moich znajomych z dziecinstwa na pewno zadne z rodzicow nie
    ograniczalo sie do tego, by dziecko bylo najedzone i ubrane.

    Moze w tym tkwi klucz do problemu - maz nie dostal milosci w
    dziecinstwie, a teraz przeraza go, jakie oczekiwania stawia sie
    przed rodzicami i ze im nie sprosta, bo nie ma wzorcow?

    --
    Jeśli nie układa ci się z kochankiem, możesz po prostu wyjść z
    łóżka. Co jednak masz zrobić, jeśli pieprzy cię twój własny kraj?
    Nancy Mann
    Wiedzmowo
  • kag73 30.07.09, 18:12
    Nie wiem, ale mnie sie wydaje, ze rzeczywiscie jeszcze 30 lat temu
    nikt sie az tak nie ceregielil z dziecmi, albo przynajmniej
    wiekszosc rodzicow nie. Bylo wiecej dzieci, bawily sie miedzy soba,
    czesto byli dziadkowie, rodzice chodzili do pracy. Niedawno ktos
    slusznie zauwazyl, ze jeszcze nigdy nie bylo tylu poradnikow i
    ksiaze o wychowywaniu dzieci, jednosczesnie nie bylo tego calego
    przepychu w sklepach. Byly tez inne wymagania pozniej, jezeli
    chodzilo o prace itp.
    Bicie dzieci tez nie bylo tak tepione jak teraz.
    On to uznaje za normale, nie za duzo, nie za mlo. Ja widze to
    podobnie, tyle ile ja sie moim dzieckiem zajmuje, bo mam tylko
    jedno, moja mama sie nami nie zajmowala. Mimo wszystko mialam
    szczesliwe dziecinstwo. Owszem do dzis pamietam, ze dostawalam
    czasem lanie, nie jest to ladne wspomnienie, ale nie zawazylo to na
    moim stosunku do dzieci i rodziny. Ja postanowilam, ze bicie nie
    jest metoda, to wszystko.
    Krotko, rozumiem co jej maz chce powiedziec, moze byly wyjatki, ale
    ogolnie az takiego biegania wokol dzieci nie bylo.
  • kicia031 30.07.09, 20:57
    Byc moze wiele zalezy od srodowiska. 90% moich znajomych ze szkoly i studiow to
    jedynacy, wiekszosc z nich ma 2, a wielu 3 i wiecej dzieci. Wiekszy na pewno
    nacisk kladzione wtedy na wychowania, spedzanie razem czasu, edukacje, a
    mniejsza na wartosci materialne, w ogole na stan posiadania, bo wiekszosc
    luksusow bylo po prostu niedostepnych.
    Moi rodzice pracowali ktocej miz ja i poswiecali mi wiecej czasu, niz ja jestem
    w stanie poswiecic swoim dzieciom. I nie bili mnie, te 2 czy 3 razy w zyciu,
    kiedy dostalam - nie lanie, tylko klapsa pamietam do tej pory.



    --
    Jeśli nie układa ci się z kochankiem, możesz po prostu wyjść z łóżka. Co jednak
    masz zrobić, jeśli pieprzy cię twój własny kraj?
    Nancy Mann
    Wiedzmowo
  • krzysztof-lis 30.07.09, 19:29
    > Wiesz co, Krzysiu, to tak jakby slepy mowil o kolorach. Co Ty
    > chcesz wiedziec o instynkcie macierzynskim jak Ty kobieta nie
    > jestes. To roznica czy ona chce "cos" czy chce dziecko.

    Oczywiście, że różnica -- bo pragnienie posiadania dziecka przez kobietę jest na
    tym forum wyceniane wyżej, niż pragnienie jego nieposiadania przez mężczyznę.


    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • kag73 28.07.09, 11:49
    Powiedzial Ci, ze za pol roku. Zatem trzymaj buzie na klodke a
    przypomnij sie za pol roku, ale wtedy nie ma odwolania. Widac Twoj
    maz nalezy do ludzi, ktorzy mysla, ze beda zyc 1000 lat a niestety
    tak nie jest.
    Jest w takim wieku, ze nic nie stoi na przeszkodzie, z czasem bedzie
    jeszcze trudniej i wygodniej.
    Za pol roku woz albo przewoz. Jezeli mu bedzie zalezalo, zeby z Toba
    zostac, zdecyduje sie na "robienie" dziecka, skoro i tak je kiedys
    chce miec.
  • madra30 28.07.09, 12:02
    Ach czytam z takim zainteresowaniem jakie rady tu proponujecie, niektóre są
    zupełnie sprzeczne, ale doceniam i dziękuję za okazanie zainteresowania. pewnie
    niektórych moja wiara w męża irytuje i sądzą, że jestem łatwowierna i "łykam" co
    mi powie. gdyby jednak wątpliwości nie rodziły się w mojej głowie nie pisałabym
    na forum wcale.Nie wiem dlaczego króluje u mnie przekonanie, że będzie cudownym
    ojcem jak będzie nim-tak czuję, to właśnie wynika z moich obserwacji, gdybym
    miała wątpliwości nigdy nie wyszłabym za niego. Dzieci-kilka lat temu i mnie
    nikt by do nich nie przekonał-ale przychodzi taki moment, że się ich pragnie,
    może i do niego taki moment przyjdzie, może mnie zaskoczy i nie będzie
    wyczekiwał końca pół roku?! ale dlaczego nie teraz? To mnie irytuje, dlaczego
    chęć wyjazdów i wybudowania domu jest ważniejsza?I dlaczego ja ukrywam, że
    chciałabym dziecko bardzo przed znajomymi i rodziną( znaczy teraz moja mama
    wie)a on odrotnie-jak ktos sie go pyta, jak tam kiedy rodzinke planujecie-on
    odpowiada no niedługo! to mówi to na odczepnego? czy faktycznie 2/3 lata byłby
    dla niego niedługo a może te pól roku wziął sobie do serca, ja staram się nie
    drażnić go już-odpowiedział mi w końcu-wiec wiercenie chyba nie ma sensu-bo
    przeciez nie usłysze to co bym chciała,dużo się nagadałam na ten temat-ale nie
    wystarczająco, bo mnie dusi to w sobie-wiecie o co chodzi?
  • kag73 28.07.09, 12:24
    Tez mozesz odpowiadac rodzinie, ze niedlugo. Zreszta co to rodzine
    obchodzi.
    Jasne latwiej dla niego po kolei, najpierw dom, troche popodrozowac,
    dziecko zmienia wszystko w zyciu. Poza tym czlowiek z wiekiem
    wygodnieje. Do tego dochodzi jeszcze fakt, ze Twoj maz, jak sama
    napisalas, z wszystkim ma czas, powoli...powoli.
  • krzysztof-lis 28.07.09, 13:29
    > I dlaczego ja ukrywam, że chciałabym dziecko bardzo przed
    > znajomymi i rodziną( znaczy teraz moja mama wie)a on odrotnie-jak
    > ktos sie go pyta, jak tam kiedy rodzinke planujecie-on
    > odpowiada no niedługo! to mówi to na odczepnego?

    Dokładnie -- na odczepnego.

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • kag73 28.07.09, 13:14
    Roznie to bywa, niektorym nielatwo a niektorym az za latwo zajsc:))
  • madra30 28.07.09, 13:29
    tamara33 napisała:

    > A ja Ci wklejam wątek który sama założyłam kiedys...
    > forum.gazeta.pl/forum/w,586,94385083,94385083,Rozmowa_o_ciazy_z_partnerem.html
    >
    > My poki co sie staramy, bo łatwo zajśc wcale nie jest.

    Przeczytałam, ale nie wiem jak spowodowałaś , ze twój partner
    zechciał?Odpowiedz mi proszę.
  • agusia-g 28.07.09, 13:49
    A ja nie uważam, że jesteś naiwna skoro ufasz mężowi i tak jak decyzja z
    zaręczynami czy ślubem musiała dojrzeć u niego tak wierze ze i będzie w tej
    sprawie. Nie masz nigdy gwarancji, że będąc w ciąży teraz czy za 2,3 lata będzie
    wszystko ok czy będą problemy. Powszechnie wiadomo ,że z wiekiem coraz trudniej,
    ale nie jest to regułą. Myślę, że powinnaś zaufać mężowi tak jak mu ufasz do tej
    pory. Jesteście wspaniałą parą z tego co piszesz więc nie sądzę by mąż cie
    zbywał. Daj mu dojrzeć do tej decyzji, a ja myślę, że będzie to szybciej niż Ci
    proponował. W końcu jesteście ze sobą szmat czasu i znacie się na tyle, że
    wyczuje twój mąż w tobie, ze coraz bardziej pragniesz mieć dziecko i myślę, ze
    ten kochający Cie człowiek zacznie pragnąc je z tobą.
  • tamara33 28.07.09, 14:33
    W sumie czaiłam sie do rozmowy z miesiac chyba, dlatego ze znalismy
    sie dośc krótko.
    Ale z drugiej strony zdawałam sobie sprawe ze nasz wiek dziala na
    nasza niekorzyśc i na rozmowy za 2 lata moze byc za pozno.Pomyslam
    ze skoro wiem ze chce z nim byc i miec rodzine to zapytam wprost a
    arczej powiem wprost ze uwazam ze nalezy zaczac starania.No i po
    obiedzie zwyczajnie to powiedziałam, ze jesli chce miec ze mna
    dzieci to proponuje zaczac przymiarki bo uwazam ze czasu jest mało i
    co on na to.
    Był lekko zaskoczony - troche mu ograniczyłam szok bo poinformowalam
    o swoich problemach z prolaktyna i wskazalam na koniecznosc
    leczenia, dodajac ze ciaza tak zaraz to nie bedzie.Zgodzil sie, a
    teraz nawet bardzo cieszy , poki co z ciazy nic a on na dziecko sie
    bardziej nakrecił niz ja.
  • tamara33 28.07.09, 14:38
    Zrob sobie poki co podstawowe badania, bo jak sie okaze ze go
    namowilas a hormony lipne do leczenie opozni ciąże.Mozesz uzyc tez
    tego argumentu jak zrobisz badania a okaze sie ze cos nie w normie
    to zapytaj czy masz podjac leczenie i faszerowac sie lekami czy tez
    nie....jego odpowiedz w tej kwestii wiele wyjasni.
  • enith 28.07.09, 16:23
    A ja chcę wiedzieć, dlaczego zakładacie, że mąż zgodził się na starania za pół roku, bo jeśli z tego cytatu:
    "się domu już dzisiaj!powiedzialam, że ja czuje silna potrzebę posiadania dziecka i nie z kim innym tylko z nim, że nawet jesli tego nie czuje, to to jest normalne, poczuje jak zrobi!Że damy radę ze wszystkim, że wiek itp. ble ble ble....na koniec dodalam, że ja najwyżej poł roku moge poczekać. usłyszałam dobrze i rozmowa na tym się zakończyla, choc ja miałam chęć aby coś skomentował, wygadał się..."
    to moim zdaniem NIC nie zostało ustalone. Co oznaczało męża lakoniczne "dobrze" po tyradzie, której udzieliła mu żona? Że za pół roku zaczną się starać? Czy li i wyłącznie przyjęcie przez męża do wiadomości, że ona nie ma zamiaru czekać dłużej, co NIE JEST równoznaczne ze zgodą na rozpoczęcie starań! Moim zdaniem nic ta rozmowa nie wniosła. I myślę, że gdyby mąż wprost powiedział jej "dobrze, kochanie, zaczniemy się starać za pół roku, ale nie rozmawiajmy już o tym", to w ogóle nie byłoby tego wątku. Poważnie wątpię w to, że mąż naprawdę się zgodził, ale... podobnie jak osoby wyżej uważam, że autorka wątku powinna te pół roku milczeć na temat dzieci, natomiast wykorzystać je na badania, testy, przeleczenie zębów itp. Gdy przyjdzie czas na starania, gotowa będzie psychicznie i fizycznie na ciążę. Jednocześnie, bez marudzenia mężowi o dziecku, pokaże, że temat nie umarł, że przygotowuje się, może też męża w te przygotowania włączyć i obserwować jego reakcje.
  • triss_merigold6 28.07.09, 16:33
    Wypraszam sobie, ja nie zakładam.
    Uważam, że autorka jest kolejną ambitną, dumną kobieta, która sobie
    wmówiła, że należy negocjować i wstyd zniżać się do ludowych metod.
    Czym serwuje sobie klasyczny strzał w stopę, bo ona ma do stracenia
    znacznie więcej niż jej ślubny.
  • verdana 28.07.09, 16:52
    Po co przeleczenie, jak jest zdrowa? Po co zakładanie, ze będa
    klopoty z zajsciem w ciążę, skoro ich na razie nie ma? Czyli przez
    pół roku zdrowa kobieta ma latac po lekarzach, denerwować się, aby
    za pół roku uslyszeć "przecież mowilem, że dwa-trzy lata". na pewno
    nie powinna pół roku milczeć, bo poza wszystkim innym zakladnie, ze
    facet pamieta kazda niezobowiazującą rozmowe - jest błędem. Mąz za
    pół roku niczego nie będzie pamietał.
    jedyne rozwiazanie to przypominac stale, kupowac ksiązki o ciąży,
    pytać męża, jak urzadzi pokoj dziecinny "bo przeciez umowilismy sie,
    ze za pół roku dziecko". I obserwowac reakcję. Obawiam się, ze mąż
    przejdzie z obojetnosci "zobaczymy", do czynnych protestow. I będzie
    wszystko jasne.
    Albo po prostu wie, ze nie może miec dzieci.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • enith 28.07.09, 17:12
    www.poradnikzdrowie.pl/ciaza-i-macierzynstwo/przed-ciaza/by-dziecko-urodzio-sie-zdrowe_34557.html
    Warto PRZED ciążą zbadać się, sprawdzić stan zębów itd. Ja, na ten przykład, nigdy nie byłam szczepiona na różyczkę i gdybym zdecydowała się na dziecko, na pewno bym się zaszczepiła przed zajściem w ciążę. Można zacząć łykać kwas foliowy i zbadać się na obecność toksoplazmozy OBOK kupowania książek na temat dzieci czy wybierania koloru ścian do dziecięcego pokoju. Te działania pokazują mężowi, że żona przygotowuje się do ciąży i chyba nie ma powodu, by codziennie ględzić mężowi o dziecku. Póki co te rozmowy nic nie wniosły, może czas przejść do czynów? Mąż nie będzie mógł za pół roku powiedzieć, że nic nie wie o staraniu się o dziecko, jeśli autorka wątku będzie go zwyczajnie informować, że zrobiła takie i takie badania, że lekarz radził się jej zaszczepić czy coś w tej podobie. Nie jest to jawny nacisk na posiadanie dziecka (za który mąż co i rusz żonę ofukuje), ale bardzo czytelny sygnał dla niego, że potraktowała poważnie jego słowa i za pół roku zaczną się starać. I jeśli teraz mąż stwierdzi, że po co badania, szczepienia, książki itp. to będzie mieć dziewczyna czarno na białym, że ten pan dzieci mieć nie chce. I postąpić wg własnego uznania.

    > Albo po prostu wie, ze nie może miec dzieci.
    Zawsze istnieje taka możliwość, ale czym innym jest fizyczna niemożność posiadania dzieci, a czym innym niechęć do ich posiadania i świadome odbieranie żonie prawa do macierzyństwa. W pierwszym przypadku trudno kogokolwiek o taki stan rzeczy winić, w drugim... cóż, mąż wiedział przed ślubem, że żona chce dziecko i wykręcanie się w tej chwili sianem jest, moim zdaniem, złamaniem przez niego niepisanej między nimi umowy. To dość wyraźna przesłanka do rozwodu czy nawet unieważnienia małżeństwa kościelnego.
  • verdana 28.07.09, 17:50
    To warto robic, jeśli zapadnie decyzja o posiadaniu dziecka. chyba
    nie rozumiesz, co oznaczaja takie przygotowania dla kobiety, ktora
    chce miec dziecko, a nie wie, czy to się uda. Za kolejne pół roku
    wszystkie badania trzeba będzie powtarzać.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mamapodziomka 28.07.09, 17:49
    Wiesz co, ja jestem niewiele starsza niz autorka watku i jedno dziecko juz mam,
    a do ciazy jednak troche sie przygotowac musialam. Zeby na blysk (wszystkie
    prowizorki wstawic na stale), badania krwi (okazalo sie przy okazji, ze mam
    niedoczynnosc tarczycy, o czym nie wiedzialam), troche diety... Nie mowie, ze u
    kazdej kobiety tak jest, ale pare rzeczy mozna zalatwic wczesniej i miec pozniej
    z tym spokoj, poza tym to wytwarza wlasnie taka okolo-dzieckowa atmosfere w
    domu. Nie pozwala, zeby temat umarl, choc nie jest specjalnie nachalnym
    codziennym pytaniem, czy aby pan zdania nie zmienil ;)

    Kwestie przyjemniejszy, czyli pokoj, wozek, wyprawka, zastanawianie sie nad
    urlopem wychowawczym i innymi takimi rzeczami sa niezle swoja droga.
  • krzysztof-lis 28.07.09, 16:56
    > Co oznaczało męża lakoniczne "dobrze" po tyradzie, której udzieliła
    > mu żona? Że za pół roku zaczną się starać?

    Nie -- to oczwiście oznacza, że za pół roku dziecko im się urodzi.

    > Moim zdaniem nic ta rozmowa nie wniosła.

    Widocznie wątkotwórczyni zaspokoiła swoją ciekawość w tym momencie, choć i w
    moim mniemaniu powinna dopytać co to znaczy.

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • madra30 28.07.09, 17:47
    Witam ponownie!

    Zrobiłam dzisiaj tak:zadzwoniłam do przychodni i umówiłam wizytę do ginekologa
    na 11 sierpnia. Chcę się przebadać-zawsze raz/dwa w roku robię sobie cytologię(
    po tym jak u mojej koleżanki wykryto komórki rakowe.)Zapisałam się więc na
    wizytę a do męża mówię tak:Słuchaj zapisałam się do ginekologa-zrobić badania
    przed tym jak zaczniemy się starać żeby sprawdzić czy nie ma żadnych
    przeciwwskazań. Mąż tylko pokiwał głową. Wobec tego ja mu mówię: Słuchaj czy
    rozmowa z tobą na temat dziecka jest zakazana?To temat tabu? Nie chcesz o tym
    wcale rozmawiać? Chcesz mieć dziecko czy tak naprawdę go nie chcesz?
    Popatrzył na mnie zdziwiony i mówi: Przecież już rozmawialiśmy, że chcę. Na co
    ja do niego: Słuchaj a może ja wezmę tabletki tym razem, a on:przecież nie
    chciałaś nigdy ich stosować!A ja :Ludzie się zmieniają-najpierw nie chcą, potem
    chcą....Powiedział: Zrób badania najpierw, na co ja , że jedno nie wyklucza
    drugie,że jeżeli w najbliższym czasie nie chce dzieci to nie ma problemu wezmę
    tabletki, ale usłyszałam, że powtarza ostatni raz , że chce i żebym zrobiła
    badania, po czym nastąpiła dziwaczna cisza i zmiana tematu tak jakby na siłę.
    Nie wiem w głowie stały mi wasze opinie( nie na pewno nie che, na pewno się
    wykręca, zbywa mnie tylko...) ale nie wiem.Do tego 11 dam mu spokój.Jak myślicie?
  • tamara33 28.07.09, 17:53
    No to poniekąd wykorzystałaś moj sposób ;) ja zaczełam właśnie od tekstu wprost
    i przeszłam na kwestie badań i jakos zaskoczyło w głowie
  • madra30 28.07.09, 18:06
    Dziękuje wszystkim, bo jakoś mi lżej na duszy , łatwiej, mogę się tutaj
    wykrzyczeć i wyrzucić moje emocje. Mój mąż faktycznie ma problem z szybkim
    podjęciem decyzji w tej kwestii , bo w życiu zawodowym jest wysoko cenioną
    postacią, autorytetem w wielu sprawach dla wielu współpracowników, ja zawsze na
    niego z dumą patrzyłam:)Wiem, że choćby stracił pracę zawsze wypłynie na
    powierzchnię. Imał się w życiu wielu zawodów, a co do wierności tego jestem
    pewna-ja i tylko ja( nie ma nawet męskiego odruchu oglądania się za
    kobietami)-chociaż zanim powiedział mi, że mnie kocha trochę czasu upłynęło,
    nawet nie wiem kiedy zaczeliśmy być razem-chyba od pocałunku, bo od samego
    początku się zaprzyjaźniliśmy, ach ja byłam młodziutka i mozna powiedzieć, że
    dorabiałam sobie na targach różnych i tak wpadłam na niego-załatwiał mi różne
    prace:).Teraz jestem niezależną osobą-mam dobrą, ciepłą posadkę i dorabiam
    jeszcze w dwóch innych miejscach-tak więc sytuacja finansowa jest ok. Związek
    mój przeszedł różne próby czasu-prze kilka lat wyjeżdżałam po parę miesięcy za
    granice a on a mnie czekał zawsze a ja dzwoniłam co drugi dzień, było ciężko,
    wiele takich związków się rozpadło, nasz przetrwał.Tyle z nim przeżyłam, że nie
    mogłabym być bez niego, mam nadzieję, że będzie chciał tego dziecka, bo przecież
    to nadaje sens taki głęboki(dla mnie).Nie wyobrażam sobie inaczej, czy to źle?
    Pan Lis taki przekorny w swoich wypowiedziach...ale i tak dziękuje wszystkim
  • enith 28.07.09, 18:00
    No i w końcu jakieś konkrety! Idziesz do ginekologa zbadać się przed ciążą, mąż wie, popiera i zapewnia, że chce mieć dzieci. Ba, jest nawet przeciwny braniu pigułek. Moim zdaniem wszystko, póki co, idzie w dobrym kierunku. Po wizycie u lekarza możecie wrócić do tematu i podejmować dalsze ustalenia. Ważne, że zrobiłaś pierwszy konkretny krok: wizyta u lekarza, mąż nie stanął okoniem, a więc jest dobrze.
  • agitolkar 21.08.09, 17:19
    Nie czytalam wszystkich postow,tylko pobieznie.......... ale moge powiedziec i jestem tego pewna:) ze autorka tematu bawi sie waszymi wypowiedziami i to nie jest fair!!!!!!!!!!!!!
  • sheer.chance 28.07.09, 17:37
    Nie chce oslabiac twojej wiary w meza, ale widze kompletny brak logiki-- mialo
    byc za 2-3 lata, bo dom i podroze. No OK. Teraz maz sie zgadza na za pol roku.
    To co? Machniecie w tym czasie dom i pare wyjazdow, czy tez moze jego poprzednie
    argumenty mialy na celu wylacznie zamkniecie ci buzi? Moim zdaniem twoj maz
    wlasnie wywalczyl sobie pol roku swietego spokoju.

    Teraz to juz po ptokach, sama sobie te pol roku ustalilas, to sie tego trzymaj.
    Ale swoja droga zycie z takim facetem co go do wszystkiego trzeba namawiac,
    przekonywac i zmuszac, to gorsze niz przepychanie wieprza przez rurociag.

    --
    I still miss my ex - But guess what? My aim is getting better.
  • madra30 28.07.09, 17:50
    sheer.chance napisała:

    > Nie chce oslabiac twojej wiary w meza, ale widze kompletny brak logiki-- mialo
    > byc za 2-3 lata, bo dom i podroze. No OK. Teraz maz sie zgadza na za pol roku.
    > To co? Machniecie w tym czasie dom i pare wyjazdow, czy tez moze jego poprzedni
    > e
    > argumenty mialy na celu wylacznie zamkniecie ci buzi? Moim zdaniem twoj maz
    > wlasnie wywalczyl sobie pol roku swietego spokoju.
    >
    > Teraz to juz po ptokach, sama sobie te pol roku ustalilas, to sie tego trzymaj.
    > Ale swoja droga zycie z takim facetem co go do wszystkiego trzeba namawiac,
    > przekonywac i zmuszac, to gorsze niz przepychanie wieprza przez rurociag.
    >
    2, 3 lata to on się mnie pytał jak tylko zaczeliśmy rozmowę o dzieciach po tym
    jak nie doczekałam się obiecanych w wakacje starań a pół roku ja ustaliłam-taki
    mój kompromis, bo instykt i zegar dłużej nie pozwalają mi czekać, mój mąż gdyby
    przeczytał twój post, stw. że ja go do niczego nie zmuszam i że nie powiedział nie.
  • sheer.chance 28.07.09, 18:01
    Sluchaj, ja rozumiem co ty mowisz. W porzadku, ZAPYTAL, nie POWIEDZIAL. To
    rozroznienie nie ma w tym przypadku wiekszego znaczenia, niestety, bo,
    niezaleznie od formy, sluzy odwleczeniu w czasie powaznej decyji. popraw mnie,
    jesli sie myle, ale on nie zapytal "Moze za 2-3 lata postaralibysmy sie o
    dziecko? Co ty na to?", tylko na twoje "Kiedy?" odpowiedzial "Moze za 2-3 lata?"
    Wg mnie kolosalna roznica.

    Poza tym, nie powiedzial "Nie", jak dla mnie nie powiedzial tez konkretnie
    "tak". Ty ustalilas ze za pol roku, ty mu o tym powiedzialas, ty stwierdzilas,
    ze to ostateczny termin, ty chcesz isc do lekarza, ty chcesz o tym rozmawiac. On
    chce miec spokoj.
    Sama przyznalas, ze nie doczekalas sie OBIECANYCH wakacyjnych staran. DLatego
    sadze, ze nie doczekasz sie tez kolejnych.

    --
    I still miss my ex - But guess what? My aim is getting better.
  • krzysztof-lis 28.07.09, 18:08
    > jetylko na twoje "Kiedy?" odpowiedzial "Moze za 2-3 lata?"

    Odpowiedź pytaniem na pytanie oznacza "ja bym chciał za 2-3 lata, co o tym
    sądzisz?".

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • madra30 28.07.09, 18:13
    Wiem rozumiem co ma Pan na myśli...tez tak to odebrałam, ale może powiedział to
    z przekory, bo ja nalegałam na już?
    My tak czasem mamy-jesteśmy indywidualistami,czasami ja powiem coś co
    kompletnie nie myślę, byle zmusić mojego męża do żywej dyskusji, bo dużomówię a
    on z kolei mało, ale konkretnie....hmmm, mój mąż taki określiłabym
    to:perfekcyjny milimalista-zbyt długo by tłumaczyć...

    Naprawdę sądzicie, że zostanę bezdzietna?
  • sheer.chance 28.07.09, 18:18
    Co oznacza, to zdaje sie tylko maz wie.

    Jak dla mnie, 2-3 lata w tym przypadku to wystarczajaco dlugo, zeby widmo mienia
    dzieci przestalo mu wisiec nad glowa, a jednoczesnie na tyle krotko, zeby sie
    zona nie miala do czego przyczepic. Cos w stylu "moze w maju, moze w grudniu?"
    Niby tez pytanie...

    Zauwaz, ze maz juz autorce jeden termin dal (czy tez, jak przypuszczam, zgodzil
    sie na niego), wakacje. Teraz daje kolejny.

    --
    I still miss my ex - But guess what? My aim is getting better.
  • madra30 28.07.09, 18:28
    sheer.chance napisała:

    > Co oznacza, to zdaje sie tylko maz wie.
    >
    > Jak dla mnie, 2-3 lata w tym przypadku to wystarczajaco dlugo, zeby widmo mieni
    > a
    > dzieci przestalo mu wisiec nad glowa, a jednoczesnie na tyle krotko, zeby sie
    > zona nie miala do czego przyczepic. Cos w stylu "moze w maju, moze w grudniu?"
    > Niby tez pytanie...
    >
    > Zauwaz, ze maz juz autorce jeden termin dal (czy tez, jak przypuszczam, zgodzil
    > sie na niego), wakacje. Teraz daje kolejny.
    >
    Wiem brak w tym wszystkim spójności chciałoby się wierzyć, ale doprawdy trudno,
    zwłaszcza, po wspólnym wyjeździe-nie wiem czy ten argument jest aż tak istotny,
    ale tak się spaliliśmy słońcem, że ja nie mogłam nosić bielizny nawet i nie
    dotykaliśmy się do siebie około 5 dni, potem tak,ale jego nadal plecy
    piekły...sprowokowałam go, bo brakowało mi jego czułości na wyjeździe, ale w
    momencie finalnym wyskoczył ze mnie i byłam zmieszana, potem się rozpłakałam, bo
    sądziłam , że to był ten wyczekiwany moment, wtedy jeszcze powiedział, że
    wakacje się nie skończyły i , że bardzo mnie kocha i żebym sobie głowy jakimiś
    głupotami nie zaprzątała, mi wtedy było żal że w tak pięknej scenerii to
    marzenie się nie ziści, ale pomyślałam jak wrócimy to wtedy, ale wróciliśmy i
    nic, kolejne zbliżenia i to samo, więc zaczęłam temat, że dlaczego nie teraz, że
    miało być na wakacjach, że co jest nie tak itp. Wtedy on do mnie, że może za 2/3
    lata....tak mniej więcej.
  • hugu 28.07.09, 17:49
    Miałam trochę podobny problem i... jestem w szóstym miesiącu. Mąż
    oczarowany i dumny jak paw, a jeszcze rok temu chodził nabzdyczony,
    nosił na rękach kota i całował go po łapkach i "nie był pewien, czy
    nadaje się do bycia ojcem".
    Tak, że sprawa jest jak najbardziej załatwialna! ;)
    Mojego męża też uważam za fajnego człowieka, tylko ma pewną wadę:
    podobnie, jak Twój mąż, strasznie wolno podejmuje decyzje, nie
    cierpi większych zmian i jest nieporadny w tzw. "życiu osobistym".
    Nie dojdzie więc do sytuacji, by, kierowany własnym entuzjazmem,
    podjął decyzję z tego zakresu. Terż niby nie mówi nie, ale stoi
    wobec takich spraw bezradny i... ani w lewo, ani w prawo!
    Lata spędzone z mężem uświadomiły mi, że 1. ten typ tak ma; 2. muszę
    porzucić marzenia o błysku w jego oczach i inicjatywie co do zmian w
    naszym życiu 3. jeśli chcę coś na tym polu uzyskać, muszę go po
    prostu piłować, stawiać pod ścianą, wykłócać się z nim o to i
    stanowczo żądać, nawet sięgając po okrutne ultimatum.
    Ogólnie - to działa i wychodzi na zdrowie. Choć miłe nie jest. Ale
    miło się kończy: ukochanym przez oboje jeszcze prenatalnie
    dzidziusiem!
    Tak, że, moim zdaniem, na pewno nie wolno wrabiać męża w dziecko,
    ale trzeba stanowczo żądać pewnych czynów! Ostro i z przytupem!
    Niech wie, że to nie przelewki i niech sam zdecyduje (tu przedstaw
    mu taką perspektywę): jeśli po ustalonym pół roku bez starań o
    dziecko nadal będzie unikał okoliczności sprzyjających poczęciu - to
    Ty nie zamierzasz rezygnować z macierzyństwa, a że na niego nie
    możesz liczyć - idziesz do kliniki umożliwiającej skorzystanie z
    banku spermy, gdyż, na szczęście, nie brak na tym świecie mężczyzn,
    którzy chętnie pomogą kobietom zostać matkami.
    Powiedz mu, że to jego decyzja, czy chce być ojcem Twojego dziecka,
    czy woli, aby został nim anonimowy dawca, bo jedno jest pewne: za
    pół roku zaczynasz starać się o dziecko! Niech on decyduje, czy się
    w to włącza z całymi konsekwencjami (ojcostwo), czy woli, aby kto
    inny był ojcem Twojego dziecka, a wtedy kolejna jego decyzja: Czy
    nadal chce być twoim mężem... Same jego decyzje. Nic za plecami.
    Wszystko jasne. Tylko warunki twarde. I bardzo dobrze, bo jego
    miękkie wykręty w konsekwencjach (twoja bezdzietność) są równie
    okrutne!
    A w praktyce na 99% facet na samą wieść o tym, że inny mógłby stać
    się ojcem dziecka jego żony, straci wapory i przystąpi do
    stosownych działań!:) Wizja "rywala" powala i wiele zmienia!
    I zauważ, ze nie wchodzi tu nawet w grę zdrada. Jako żona
    wywiązujesz się z obietnicy wierności (choć on jako mąż nie
    wywiązuje się z obietnicy mienia dziecka..). Ty jesteś ok. Tak, że
    nie proś, tylko żądaj i nie stawiaj sprawy jako domyślnej, tylko to
    dziecko jest JUŻ pewne, a jeśli on nie chce, żeby z nim... jego
    wolna decyzja! I podkreślaj, że wielka szkoda, jeśli się nie
    zdecyduje, bo wolałabyś z nim i marzyłaś, że z nim, ale skoro on
    nie, to nie masz innego wyjścia jak anonimowy zastępca... Bardzo to
    przykre, ale nieuczciwość męża obiecującego co innego a robiącego co
    innego sama Cię do tego zmusza... ;)
    Powinien skapitulować wobec takiej perspektywy. Na 99%.
    I: Trza być twardym, niie miętkim!;)
  • agnieszka_iwaszkiewicz 28.07.09, 19:54
    Zdaje się, że wypróbowała już Pani wszelkie sposoby racjonalnego przekonywania,
    a na te nieracjonalne nie chce się Pani zgodzić, co poniekąd jest zrozumiałe.
    Trudno zatem dać Pani dobrą radę w tym zakresie, gdyż tutaj nie ma zbyt wielu
    wyjść. Z grubsza są 2 sposoby zajścia w ciążę : naturalny i wspomagany, a
    przebieg obu "operacji' jest znany wszystkim dorosłym osobom.
    Patrząc jednak , nomen omen, głębiej na tę sytuację, wygląda na to, że mąż
    przejął wyjątkową, jak na mężczyznę kontrolę nad sytuacją. To może zastanawiać.
    Wiadomo nie od dziś, że stosunek przerywany, choć często stosowany, jest dla
    mężczyzn niekomfortowy. Pani mąż go stosuje, nawet gdy nie musi lub częściej niż
    musi. Może to oznaczać, że na bardzo nieświadomym poziomie, boi się coś Pani
    dać. Spermę? Dziecko? Lub boi się swego rodzaju zawłaszczenia przez kobietę.
    Ostrożność podczas stosunków, wymijające odpowiedzi, bagatelizowanie sytuacji ,
    traktowanie Pani naporu z dużą kontrą, nie dadzą się wytłumaczyć wyłącznie
    hasłem o niegotowości i niedojrzałości do roli ojca. Zważywszy dodatkowo jego
    wiek.Wydaje mi się, że bez dotknięcia jego bardzo intymnych spraw, związanych
    być może z jakimś doświadczeniem z przeszłości nie dojdziecie do porozumienia.
    Możecie pozostać na coraz bardziej zaostrzającym się konflikcie,przy bardzo
    dużej frustracji. Pani jawnej a jego zakamuflowanej.
    To co napisałam nie oznacza, że teraz ma Pani zaatakować męża z tej właśnie
    flanki. To mogłoby go urazić lub spłoszyć. A na pewno może zaostrzyć ostrożność.
    Trzeba raczej pracować nad ogólnym poczuciem bezpieczeństwa męża z Panią i w
    związku.
    Powoli i delikatnie wnosić taki temat. Jeśli coś w tym jest, zaproponować mu
    terapię.
    Ogólnie sytuacja jest trudna i wymaga delikatności. Nawet jeśli się mylę co do
    diagnozy ( co jest oczywiście możliwe ), warto ten trop sprawdzić lub wziąć go
    pod uwagę.Warto przyjrzeć się dynamice Waszej seksualności. 10 lat wspólnego
    życia to sporo, aby wyciągnąć jakieś wnioski. Pozdrawiam. Agnieszka Iwaszkiewicz
  • madra30 28.07.09, 21:27
    Dziękuję Pani Agnieszko!
    Szczerze liczyłam na to i wyczekiwałam, że wypowie się Pani tutaj. Czytałam
    Pani wypowiedź kilkakrotnie, nie mogłam zrozumieć, że mąż przejął kontrolę nad
    sytuacją-rozumiem co ma Pani na myśli, ale nie rozumiem jak do tego doszło i
    bardzo mnie to też zastanawia. Nie mam tak naprawdę świadomości, że może być
    inaczej.Nie odbierałam też tego w ten sposób, że mąż boi mi się czegoś dać, co
    do doświadczeń z przeszłości nigdy mi się na nic nie skarżył ani nie użalał a z
    tego co wiem jestem jego pierwszą poważną partnerką. konflikt byc może jakis ię
    wytwarza, tyle, że na co dzień jest dobrze-nie jesteśmy w stosunku do siebie
    oschli czy zagniewani, tylko w chwilach intymności mąż stosuje uniki przed
    zajściem moim w ciąże-potem jest chwilowe spięcie i potem jakby nigdy nic
    wracamy do normalnej rzeczywistości, chociaż ja mam takie właśnie powroty
    pretensji i szeregu pytań, które go drażnią. Mam nadzieję, że poradzę sobie z
    tym problemem, postaram się, ale nie wiem o jakie bezpieczeństwo Pani chodziło.
    Hmmm już zupełnie nie wiem co teraz...
  • kozica111 28.07.09, 21:43
    Chyba o to ze naturalna potrzeba człowieka jest stworzenie rodziny i posiadania
    kogoś kto jest częścią nas i partnera=dziecka.Jeśli takiej potrzeby nie ma to
    zazwyczaj /choc nie zawsze / cos w przeszłości, własnym dzieciństwie było nie
    tak.Czy Twoj mąż był chcianym dzieckiem?
  • kicia031 29.07.09, 10:29
    No chyba jest oczywiste, ze maz ci nie ufa - przejal calkowita
    kontrole nad antykoncepcja, co, zgadzam sie z Expertka, jest dziwne
    u mezczyzny, zwlaszcza w stalym, dobrym, wartosciowym zwiazku.

    Wyraznie uwaza ze po pierwsze mozesz go wrobic w dziecko, a po
    drugie, ze to wrobienie byloby czyms nad wyraz niepozadanym.

    Dziwne.

    Nie mowiac juz o tym, ze sam cie oklamuje - najpierw dziecko na byc
    poczete w czasie wakacji, potem za 2 - 3 lata, byc moze jego brak
    zaufania do ciebie wyplywa z faktu, ze on cie oklamuje i w zwiazku z
    tym czuje, ze i ty moglabys go oklamac - sadzi cie swoja miara.

    generalnie twoje przekonanie o wspanialosci waszego zwiazku i twego
    meza to raczej myslenie zyczeniowe niz fakty, IMHO.

    --
    Jeśli nie układa ci się z kochankiem, możesz po prostu wyjść z
    łóżka. Co jednak masz zrobić, jeśli pieprzy cię twój własny kraj?
    Nancy Mann
    Wiedzmowo
  • triss_merigold6 29.07.09, 10:42
    Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że kocham Kicię031.

    Sorry ale to nie jest normalne, że 38-letni mężczyzna w związku od
    10 lat i 2 lata po ślubie uskutecznia stosunek przerywany. I to
    wbrew woli żony. Zrozumiałabym małolata, który wyrwał coś na
    dyskotece, poszli w krzaki a gumek nie ma pod ręką.
    Nie widzę również powodu odkładania decyzji o pół roku. Para
    ustabilizowana materialnie, po ślubie, nienajmłodsza - jaką różnicę
    robi te pół roku?
  • madra30 29.07.09, 11:05
    Nie wiem czy jest oczywiste czy mąż mi ufa czy nie...Ja uważam, że mi ufa, a
    to, że ni kochamy się bez zabezpieczeń jest dla nas normalne juz od wielu
    lat-nigdy inaczej się nie kochaliśmy. To jest tez duże przyzwyczajenie, ja
    uważam , że strach przed poczęciem dziecka jest duzo silniejszy niż brak
    zaufania. Zaufanie akurat w naszym związku jest, tu bardziej chodzi o
    przekonanie, sile persfazji, jakis lek przed dzieckiem-z jednej strony wyczuwam,
    że by chcial, ale cos go blokuje-z tego co mówi wygodnictwo, chęć aby zycie sie
    nie zmieniało na razie, ale wiem, że po wczorajszym zapisaniu sie do ginekologa
    duzo zyskałam, ulżyło mi widząc, że zalezy mu żebym się przebadała no i
    potwierdził, że chce dziecko, ale wolałby jeszcze poczekać.
  • madra30 29.07.09, 11:08
    Nie wiem czy jest oczywiste czy mąż mi ufa czy nie...Ja uważam, że mi ufa, a
    to, że ni kochamy się bez zabezpieczeń jest dla nas normalne juz od wielu
    lat-nigdy inaczej się nie kochaliśmy. To jest tez duże przyzwyczajenie, ja
    uważam , że strach przed poczęciem dziecka jest duzo silniejszy niż brak
    zaufania. Zaufanie akurat w naszym związku jest, tu bardziej chodzi o
    przekonanie, sile persfazji, jakis lek przed dzieckiem-z jednej strony
    wyczuwam,że by chcial, ale cos go blokuje-z tego co mówi wygodnictwo, chęć aby
    zycie sie nie zmieniało na razie, ale wiem, że po wczorajszym zapisaniu sie do
    ginekologa duzo zyskałam, ulżyło mi widząc, że zalezy mu żebym się przebadała no
    i potwierdził, że chce dziecko, ale wolałby jeszcze poczekać.
  • krzysztof-lis 29.07.09, 21:49
    > No chyba jest oczywiste, ze maz ci nie ufa - przejal calkowita
    > kontrole nad antykoncepcja, co, zgadzam sie z Expertka, jest dziwne
    > u mezczyzny, zwlaszcza w stalym, dobrym, wartosciowym zwiazku.

    Jasne, ale jak kobieta zajdzie w ciążę wbrew woli męża to się okazuje, że "mógł
    sam pilnować prezerwatyw jeśli nie chciał dziecka".

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • agnieszka_iwaszkiewicz 29.07.09, 18:33
    madra30 napisała:

    >
    > nie mogłam zrozumieć, że mąż przejął kontrolę nad
    > sytuacją-rozumiem co ma Pani na myśli, ale nie rozumiem jak do tego doszło i

    Mąż przejął kontrolę nad swoją i Pani płodnością. Nie wiem jak do tego doszło,
    ale może to dotyczyć , i chyba taki wniosek płynie z Pani wypowiedzi, że ta
    kontrola dotyczy szczególnie sfery seksualnej. Może dzieje się tak z obawy,
    lęku, który rodzi brak zaufania i poczucia bezpieczeństwa w tej właśnie sferze.
    > bardzo mnie to też zastanawia. Nie mam tak naprawdę świadomości, że może być
    > inaczej.
    Nie odbierałam też tego w ten sposób, że mąż boi mi się czegoś dać,
    co > do doświadczeń z przeszłości nigdy mi się na nic nie skarżył ani nie użalał a z
    > tego co wiem jestem jego pierwszą poważną partnerką.

    Te przeżycia dla męża świadomości mogą nie być dostępne. To mogą być w pełni
    nieświadome przeżycia i emocje. Dlatego nie ma na co się skarżyć. To Pani
    ewentualnie może zacząć pomagać sobie i jemu łączyć różne fakty i zachowania ze
    sobą. Na poziomie świadomym to mąż mówi, że nie jest gotowy do posiadania
    dzieci, co zważywszy na jego i Pani wiek oraz długość związku, wydaje się
    zastanawiające i dlatego próbuję szukać przyczyny w pokładach nieświadomości
    męża, którą jak każdy z nas, zapewne posiada, ale jest ona niedostępna i wyraża
    się raczej w niewytłumaczalnych racjonalnie i powtarzalnych zachowaniach. To ,
    że Pani jest jego pierwszą poważną partnerką może tylko potwierdzać postawioną
    przeze mnie tezę o lęku przed kobietami
    .
    konflikt byc może jakis ię
    > wytwarza,

    Nie jakiś konflikt tylko poważny i dotyczący istotnej sfery. A do tego dla Pani
    kompletnie niezrozumiały i nie wytwarza się a już się wytworzył.
    To wszak nie oznacza, że obejmuje wszystkie dziedziny Waszego życia. Gdyby nie
    było konfliktu to by Pani nie pisała tutaj, nie płakała, nie zastanawiała się
    nad sprawa, prawda?

    tyle, że na co dzień jest dobrze-nie jesteśmy w stosunku do siebie
    > oschli czy zagniewani, tylko w chwilach intymności mąż stosuje uniki przed
    > zajściem moim w ciąże-potem jest chwilowe spięcie i potem jakby nigdy nic
    > wracamy do normalnej rzeczywistości,

    Jeszcze raz podkreślam, że to co piszę dotyczyć może tylko jednej sfery. Nie
    oznacza od razu, że macie być dla siebie nieprzyjemni. Wręcz przeciwnie myślę,
    że mąż może być dla Pani bardzo miły.

    chociaż ja mam takie właśnie powroty
    > pretensji i szeregu pytań, które go drażnią. Mam nadzieję, że poradzę sobie z
    > tym problemem, postaram się, ale nie wiem o jakie bezpieczeństwo Pani chodziło.
    > Hmmm już zupełnie nie wiem co teraz...

    Nic teraz. Napisałam, żeby Pani spokojnie się temu przyglądała i wzięła pod
    uwagę, to co napisałam jako jeden z wariantów.
    Może warto się też zastanowić, że na wiele wpisów z różnymi koncepcjami i
    diagnozą sprawy reaguje Pani trwożliwie i trochę niecierpliwie. Pani zadaniem
    jest raczej właśnie wyspokajnie sytuacji niż paniczne reakcje. Może właśnie to
    męża zatrzymuje i wpędza w obawy. On mówi: "poczekaj chwilę jeszcze" a Pani na
    to np: żąda natychmiastowych wyjaśnień i poważnych obietnic. To może męża, znów
    nieświadomie, niepokoić i odsuwać od Pani.
    Myślę, że już teraz powinno być jaśniej. Agnieszka iwaszkiewicz

  • madra30 29.07.09, 11:10
    Nie wiem czy jest oczywiste czy mąż mi ufa czy nie...Ja uważam, że mi ufa, a to,
    że ni kochamy się bez zabezpieczeń jest dla nas normalne juz od wielu lat-nigdy
    inaczej się nie kochaliśmy. To jest tez duże przyzwyczajenie, ja uważam , że
    strach przed poczęciem dziecka jest duzo silniejszy niż brak zaufania. Zaufanie
    akurat w naszym związku jest, tu bardziej chodzi o przekonanie, sile persfazji,
    jakis lek przed dzieckiem-z jednej strony wyczuwam,że by chcial, ale cos go
    blokuje-z tego co mówi wygodnictwo, chęć aby zycie sie nie zmieniało na razie,
    ale wiem, że po wczorajszym zapisaniu sie do ginekologa duzo zyskałam, ulżyło mi
    widząc, że zalezy mu żebym się przebadała no i potwierdził, że chce dziecko, ale
    wolałby jeszcze poczekać.
  • justynamos 29.07.09, 12:19
    witaj. Moj maz tez chcial dziecko ale kiedystam- ja jak najszybciej
    (mam juz 30-che na karku). Tak trwalismy dobre chyba ze 3 lata. Ja
    naciskalam, chcialam rozmawiac a on sie tylko wkurzal i ucinal
    rozmowe. Powoli zaczelismy oddalac sie od siebie, bylo wiecej
    nieporozumien (z blahych powodow) a w koncu mi psycha siadla i coraz
    czesciej plakalam. JAk pomyslalam o dziecku to juz mi lzy plynely a
    jak zaczynalismy rozmowe na ten temat to wpadalam w histerie. Ja juz
    nie panowalam nad tym (po kilku latach czekania) Dodam, ze moj maz
    rowniez mial kontrole nad antykoncepcja i skrupulatnie zawsze
    sprawdzal kiedy mam dostac @
    On widzial w jakim ja bylam zlym stanie psychicznym, jak zgaslam to
    pogadalismy powaznie i ja powiedzialam, ze jesli nie podejmiemy
    odpowiednich krokow to juz koniec, ja odchodze bo dluzej nie moge.
    Przemyslal sprawe i stalo sie.. mamy teraz slicznego synka. A
    najlepsze jest to, ze to ON teraz naciska na drugie dziecko :)
    Czym spowodowane jest takie zachowanie? mysle, ze napewno strach
    przed odpowiedzialnoscia, strach przed zmianami. Mysle, ze moj maz
    obawial sie, ze w jakis tam sposob straci mnie, ze ja poswiece sie
    dziecku i juz nie bedzie mnie mial w 100%, moze bal sie ze przestane
    go zauwazac, dbac o niego bo tak pochlonie mnie dziecko! Napewno ta
    bariera byla bardzo mocna i przekroczyc ja bylo bardzo trudno. Teraz
    jest najwspanialszym ojcem.
  • verdana 29.07.09, 12:49
    To akurat opowieść z mniej-więcej happy endem. Ale obawiam sie, ze
    nie musi tak byc. facet w małżenstwie, ktore od poczatku chciało
    miec dziecko, może oczywiscie uwazać, ze "potem", ale nie powinien -
    jesli dziecko ma byc teoretycznie poczęte za pół roku, tak panicznie
    obawiać się wpadki. A zachowuje sie tak, jakby dziecko mialo być
    kataklizmem.
    Nie wierze, ze kiedykolwiek będzie chciał miec dziecko.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • madra30 29.07.09, 13:04
    No tak ty nie wierzysz a ja wierze, bo to mój mąż...znam jego charakter, są
    sprawy jak ta , gdzie trudno mi zrozumieć jego postępowanie, ale powiedział
    wczoraj, że chce, teraz czekam tylko na wizytę u lekarza i potem zamierzam się
    starać, on wie o tym, poczekamy - zobaczymy.
    ten typ tak ma, co do ślubu 8 lat czekałam i po 6 latach się oświadczył, ale
    nie robił nic w tym kierunku, twierdził, że poczekamy, że teraz trzeba
    mieszkanie kupić, a ja nie chciałam go zmuszać i czekałam i nie jedna osoba
    zapewniała mnie, że on nie chce, że do slubu nie dojdzie, a jednak sam z
    siebie-stwierdził, że nie ma na co dłuzej czekać-licze, że w tym przypadku
    bedzie podobnie!tylko szybciej!
  • miacasa 29.07.09, 13:28
    Moja przyjaciółka od 16 lat (!) jest z mężczyzną, który panuje nad swoją i jej
    płodnością za pomocą stosunku przerywanego, on celowo nie daje jej dziecka (sam
    ma z inną kobietą) a ona się na to godzi "bo tak bardzo go kocha i żyć bez niego
    nie potrafi" ale ona już pogodziła się, że dzieci mieć nie będzie.
  • madra30 29.07.09, 14:19
    gdybym chciala nie zwazajac na meza -osiagnełabym zamierzony cel, poprosilabym
    o stosunek z pomoca prezerwatywy-bo taki tez stosujemy to w zaleznosci jak ja
    chce, ale ja wole jednak przerywany, ale gdyby mi tak na sile zalezało to sa
    sposoby na taka prezerwatywe tak? jakos ufa mi i jak chce zakłada ja, ale tu nie
    oto chodzi....
  • triss_merigold6 29.07.09, 14:44
    Z jednego z Twoich wcześniejszych postów wynikało, że uskutecznianie
    stosunku przerywanego wbrew Twoim chęciom Cię boli i uraża ale
    rozumiem, że to nieprzyjemne burzyć własną iluzję.

    Widzisz, taka zachowawczość i powolne dojrzewanie do istotnych
    decyzji życiowych jest zrozumiała u ludzi po przejściach, ze
    skomplikowanymi układami rodzinnymi, nieufnych na skutek różnych
    doświadczeń, mających niezachęcające wzorce rodzinne. Tu tego nie
    ma - dorosły i ustabilizowany zawodowo mężczyzna decyduje się na
    ślub z partnerką po 8 latach znajomości? Coś mi nie gra.
    Zrozumiałabym gdyby w ogóle ślub nie był planowany, są ludzie lepiej
    psychicznie czujący się w konkubinacie z różnych powodów (np. ja po
    dwóch małżeństwach pozostanę w konkubinacie).
    Rozumiem też, że ktoś od początku deklaruje, że dzieci mieć nie
    chce, aczkolwiek też z czasem może dopuszczać taką myśl.

    Widzisz, mój aktualny partner deklaruje, że nie chce miec swoich
    dzieci. Ja swoje małżeńskie mam jedno i zamierzam mieć więcej. On
    deklaruje a jednocześnie w żaden sposób się nie zabezpiecza, jest
    przeciwny aborcji w przypadku wpady i zdaje sobie sprawę, że
    skutkiem współżycia może byc ciąża. Tyle, że ja wiem z czego wynika
    jego postawa.

  • kicia031 29.07.09, 14:30
    ten typ tak ma, co do ślubu 8 lat czekałam i po 6 latach się
    oświadczył, ale
    > nie robił nic w tym kierunku, twierdził, że poczekamy, że teraz
    trzeba
    > mieszkanie kupić, a ja nie chciałam go zmuszać i czekałam i nie
    jedna osoba
    > zapewniała mnie, że on nie chce, że do slubu nie dojdzie, a jednak
    sam z
    > siebie-stwierdził, że nie ma na co dłuzej czekać-

    Zyjesz z facetem, ktory ma chora potrzebe kontroli i wydzielania ci
    rzeczy na ktorych ci zalezy wtedy kiedy ON chce, a nie wtedy, kiedy
    ty ich potrzebujesz. Odpowiada ci to - OK. Zyczymy powodzenia.

    --
    Jeśli nie układa ci się z kochankiem, możesz po prostu wyjść z
    łóżka. Co jednak masz zrobić, jeśli pieprzy cię twój własny kraj?
    Nancy Mann
    Wiedzmowo
  • madra30 29.07.09, 14:40
    kicia031 napisała:

    > ten typ tak ma, co do ślubu 8 lat czekałam i po 6 latach się
    > oświadczył, ale
    > > nie robił nic w tym kierunku, twierdził, że poczekamy, że teraz
    > trzeba
    > > mieszkanie kupić, a ja nie chciałam go zmuszać i czekałam i nie
    > jedna osoba
    > > zapewniała mnie, że on nie chce, że do slubu nie dojdzie, a jednak
    > sam z
    > > siebie-stwierdził, że nie ma na co dłuzej czekać-
    >
    > Zyjesz z facetem, ktory ma chora potrzebe kontroli i wydzielania ci
    > rzeczy na ktorych ci zalezy wtedy kiedy ON chce, a nie wtedy, kiedy
    > ty ich potrzebujesz. Odpowiada ci to - OK. Zyczymy powodzenia.
    >
    Tak to może wygladać, ale uwierz mamy osobne konta-ja dysponuje swoimi
    pieniedzmi( zarabiam dobrze)-mamy wspólne cele na które obydwoje sie skladamy i
    wlasne potrzeby i zachcianki, na ktore sobie pozwalamy. Nie ma wiec ograniczenia
    w finansach a gdybym musiala polegac tylko na mezu to tez by mi nie wydzielał,
    ani nie mam nakazow o której mam wrócic do domu czy nie moge sie z kims umówić,
    albo ze ma byc obiad podany-nie mam ochoty nie musze gotowac i maz nie ma do
    mnie oto pretensji a takie własnie problemy malżeńskie maja moje znajome-ja ich
    nie mam. w gruncie rzeczy dogadujemy sie dobrze-dziecko to pierwszy zgrzyt
    miedzy nami nawet nie tyle zgrzyt co moja bezsilnosc by czul tak jak ja i w
    zasadzie mój problem odnosi sie do tego jak sprawic by czuł, chciał, próbował,
    nie mógł sie doczekac, wiem, ze jak bede cierpliwa doczekam sie ale nie chce
    czekac 3 lata!
  • madra30 29.07.09, 14:43
    hmmm nawet nie chce czekac pól roku, moze mnie i opetała ta chęc ale ja bym
    chciała już! ze zdrowych pobudek i mojego instynktu!
  • miacasa 29.07.09, 14:48
    > Tak to może wygladać, ale uwierz mamy osobne konta-ja dysponuje swoimi
    > pieniedzmi( zarabiam dobrze)-mamy wspólne cele na które obydwoje sie skladamy i
    > wlasne potrzeby i zachcianki, na ktore sobie pozwalamy.

    A omówiliście już temat opieki nad dzieckiem gdy pojawi się na świecie? Macie
    wspólne, zgodne stanowisko odnośnie tego kto i przez jaki czas zrezygnuje z
    pracy (a tym samym zarabiania pieniędzy)? Bo może on obawia się okresu gdy
    będzie "jedynym żywicielem" i tego, że jednak obniży się Wam standard i odsunie
    w czasie realizacja marzenia o domu.
  • triss_merigold6 29.07.09, 14:52
    Tu nie chodzi o kwestie materialne, bo nie macie z nimi problemów.
    NIE WIESZ co by było w przypadku braku kasy.

    Nie bardzo rozumiem dlaczego - skoro zależało Ci na sformalizowaniu
    związku - czekałaś tyle lat.
    On nie będzie czuł tak jak Ty, bo nie jest Tobą. Wystarczy, żeby
    akceptował decyzję o dziecku jako naturalną konsekwencję małżeństwa
    i nie przeszkadzał. Używanie antykoncepcji jest przeszkadzaniem.
  • madra30 29.07.09, 15:12
    Jak poznałam mojego męża miałam 19 lat-nie spieszyło mi się do zamążpójścia,
    marzyłam sobie w skryciu, ale czekałam.do tego moje liczne zagraniczne wyjazdy(
    paromiesięczne-najdłuższy 6msc), ale jak skończyłam studia to się
    zaręczyliśmy-tyle, że nie usłyszałam deklaracji kiedy i tak na to kiedy czekałam
    trochę, oczywiście dopominałam się, kiedy pójdziemy do księdza, czy chce w ogóle?...
    Co do kwestii finansowej-ja wywodzę się w domu w którym brakowało
    pieniędzy-stad moje liczne wyjazdy-nie chciałam być zależna od chłopaka a do
    tego rozchorował mi się tato a mam straciła pracę-bo po 24 latach rozwiązali jej
    placówkę-przykre doświadczenie-ja wtedy dzięki tym wyjazdom bardzo im pomagałam
    i młodszej siostrze.
    Co do dziecka-wiem, że człowiek stanie na równe nogi i może zajść wysoko jeśli
    dąży i bardzo mu zależy. o przyszłość się nie obawiam-mam naprawdę dobre posady(
    jedną stałą i dwie umowa-zlecenie) a do tego sporo oszczędności na koncie-nie
    martwię się wiec o biedę na zapas -bardziej o zdrowie. O dziecku duzo kiedys
    rozmawialiśmy a nawet niedawno jeszcze, że ja po macierzynskim wrócę do pracy
    chyba, ze bede czuła inaczej, obowiazki tez zakladalismy beda rozłozone na dwoje.
  • krzysztof-lis 29.07.09, 21:56
    > Zyjesz z facetem, ktory ma chora potrzebe kontroli i wydzielania ci
    > rzeczy na ktorych ci zalezy wtedy kiedy ON chce, a nie wtedy, kiedy
    > ty ich potrzebujesz. Odpowiada ci to - OK. Zyczymy powodzenia.

    Czyli facet powinien zgadzać się na wszystko od razu, by nie być posądzonym o
    "chorą potrzebę kontroli"?

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • triss_merigold6 29.07.09, 22:09
    Taka forma uogólnienia jest nadużyciem, prosty chwyt erystyczny i
    doskonale o tym wiesz.
    Nikt nie musi zgadzać się na coś co godzi w jego/jej żywotne
    interesy ale wypadałoby pewne kwestie uzgodnić przed ślubem a po
    uzgodnieniu się nie wycofywać. Chyba, że zaszły jakieś
    nieprzewidziane okoliczności (ciężka choroba, bankructwo) ale w
    opisywanym przypadku nie zaszły.
    Wiesz, ja rozumiem opór przed decyzją o dziecku w sytuacji
    typu "suteryna bez łazienki; życie z MOPS; trójka dzieci na świecie;
    perspektywa samotnego wyjazdu na wieloletnie stypendium; choroba
    genetyczna/psychiczna/uzależnienia etc" ale tu pan nie ma żadnego
    racjonalnego powodu.
  • krzysztof-lis 30.07.09, 19:33
    > Nikt nie musi zgadzać się na coś co godzi w jego/jej żywotne
    > interesy ale wypadałoby pewne kwestie uzgodnić przed ślubem a po
    > uzgodnieniu się nie wycofywać.

    Zawsze to popierałem, więc i w tym przypadku podpiszę się pod tym stwierdzeniem.

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • kag73 29.07.09, 22:31
    Ja znam podobna sytuacje. Ona bardzo chciala dziecka, on jeszcze
    nie, uzywali prezerwatyw a on po kazdym stosunku skrzetnie sprawdzal
    czy oby gumka nie pekla np. Ona obsesyjnie chciala dziecka, miala mu
    to za zle. W koncu facet "dojrzal", zaczeli probowac, miala problemy
    z zajsciem w ciaze z jego winy. Wtedy plul sobie w brode, ze tak
    dlugo zwlekal. Udalo sie, jak juz bylo dziecko facet sam po krotkim
    czasie chcial drugie.
  • kag73 29.07.09, 22:46
    Krzysztof jest facetem, ale nic konkretnego nam nie powie, bo on
    zawsze tylko chce dac kontra i czepia sie slowek.

    Powiem Wam, ze mielismy podobny przypadek w gronie przyjaciol. Moj
    maz stwierdzil, ze kazda kobieta ma prawo do posiadania dziecka,
    jezeli tego chce. Facet moze to albo zaakceptowac i sie nie lumpic,
    albo musi liczyc sie z tym, ze ona poszuka sobie innego. Prosta
    sprawa, jego wybor. Jezeli zalezy mu na kobiecie i niby chce miec
    dzieci, to jak najbardziej jej to zagwaranuje. Moze myslenie
    uproszczone ale cos w tym jest.
    Niektorzy niepotrzebnie odwlekaja a czas ucieka i zegar biologiczny
    to tez nie przelewki, kobieta da sie zwodzic az w koncu bedzie za
    stara na ciaze a przeciez chciala miec dzieci.
    Uwazam, ze czasmi nie zaszkodzi przycisnac kogos do muru.
    Zwlaszcza jak ktos jest tak niezdecydowany jak maz autorki watku.
    Teraz jest wygodny, za 3 lata bez dzieci bedzie jeszcze wygodniejszy
    a do tego bedzie mial duzo mniej cierpliwosci.
    Nie zyje sie wiecznie.
    Odczekalabym tego sierpnia a potem powiedziala krotko "Wszystko
    mamy, nic nie stoi na przeszkodzie, ja mam instykt macierzynski,
    albo sie za to zabieramy albo mowimy sobie "do widzenia".
    Jezeli chcesz, zeby on chcial miec dzieci sam przez sie, to poczekaj
    te 2-3 lata. Nie gwarantuje Ci jednka, ze to pewne.
  • couiza 30.07.09, 11:40
    > Powiem Wam, ze mielismy podobny przypadek w gronie przyjaciol. Moj
    > maz stwierdzil, ze kazda kobieta ma prawo do posiadania dziecka,
    > jezeli tego chce. Facet moze to albo zaakceptowac i sie nie lumpic,
    > albo musi liczyc sie z tym, ze ona poszuka sobie innego. Prosta
    > sprawa, jego wybor. Jezeli zalezy mu na kobiecie i niby chce miec
    > dzieci, to jak najbardziej jej to zagwaranuje. Moze myslenie
    > uproszczone ale cos w tym jest.

    Moj maz mysli podobnie. W tej chwili jestesmy zgodni, ze nie chcemy miec dzieci.
    Kiedys rozmawialismy o tym, co by bylo, gdyby mi sie zmienilo i powiedzial, ze
    jak bede myslala inaczej, to wtedy porozmawiamy o tym i rozwazamy wszystko
    jeszcze raz. Ja nawet czasem sie go dopytuje czy nie zmienilo mu sie i nie chce
    miec dzieci i zeby w razie czego od razu mowil o tym, to ja tez rozwaze jego
    argumenty.
    Mysle, ze maz doskonale sobie zdaje sprawe, ze jesli bym uparla sie na dziecko,
    a on bylby przeciwny to po prostu zmienilabym partnera, zeby dopiac swojego. Tak
    samo ja zdaje sobie sprawe, ze mogloby to zadzialac w druga strone.
  • krzysztof-lis 30.07.09, 19:34
    > Krzysztof jest facetem, ale nic konkretnego nam nie powie, bo on
    > zawsze tylko chce dac kontra i czepia sie slowek.

    Ale co ja mam Wam powiedzieć, skoro ja mam 25 lat i pięciomiesięcznego syna,
    którego zrobiliśmy świadomie i celowo? Nie jestem w stanie postawić się na
    miejscu opisywanego faceta, więc pozostaje mi walka ze szczegółami. :)

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • kag73 30.07.09, 22:41
    Aj, Krzysiu, prawda, mlody jestes:))
    To fakt, im czlowiek starszy tym wiecej doswiadczenia zyciowego i
    wyobrazni.
  • krzysztof-lis 30.07.09, 22:53
    > Aj, Krzysiu, prawda, mlody jestes:))
    > To fakt, im czlowiek starszy tym wiecej doswiadczenia zyciowego i
    > wyobrazni.

    A po co ta wstawka?

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • the_vicious_one 04.08.09, 23:06
    Jak zachęcić? Przy założeniu, że mąż nie jest zdeklarowanym "nie-ojcem" i po
    prostu przekłada decyzję o dziecku, uważam, że da się to i owo zrobić.
    Macie pewnie znajomych, którzy mają dzieci. Odwiedzajcie jak najczęściej z
    mężem. Możesz poprosić koleżanki, żeby "mimochodem" opowiedziały, ile szczęścia
    dało im macierzyństwo. Poza tym może któraś ze znajomych par chciałaby pojechać
    na wakacje i poprosić was o opiekę nad swoim dzieckiem?
    Myślę, że warto pokazać, że dzieci nie gryzą. Mój facet jest w podobnym wieku,
    co Twój mąż. Nie ma dzieci z poprzednich związków, mówi, że nigdy z byłą żoną o
    dzieciach nie rozmawiali. A teraz bardzo chce mieć dziecko, bo trafił na taką
    nawiedzoną, jak ja :-]
  • krzysztof-lis 06.08.09, 21:19
    > Możesz poprosić koleżanki, żeby "mimochodem" opowiedziały, ile
    > szczęścia dało im macierzyństwo.

    Jeśli już, to nie koleżanki a KOLEGÓW. Nie przypuszczam, by przykład
    nawiedzonych mamusiek go do czegokolwiek przekonał.

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • kag73 07.08.09, 01:19
    hej ludziska, nie produkujcie sie. Autorak stwierdzila, ze jednak
    jej sie az tak bardzo dziecka nie chce. Poczeka te dwa lata>
    Patrz poprzednia strona:))
  • aiczka 07.08.09, 11:02
    > Poza tym może któraś ze znajomych par chciałaby pojechać
    > na wakacje i poprosić was o opiekę nad swoim dzieckiem?
    Moim zdaniem nie jest to najlepszy pomysł w tym kontekście. Cudze dziecko jest
    zwykle bardziej męczące niż własne. Nigdy do końca nie wiadomo, na co rodzice mu
    pozwalają, a na co nie, chce się być dla niego miłym, przez co częściej ulega
    się rozmaitym jego prośbom i pomysłom (w przypadku własnego dziecka wie się jak
    podać odmowę, czym ewentualnie rekompensować rozczarowanie itd.), nie wiadomo,
    jak zaradzić marudzeniu (nie widzi się np. że wynika ze zmęczenia i trzeba po
    prostu położyć dziecko spać). Ponadto albo dziecko znajduje się w obcym
    otoczeniu albo opiekunowie - w obu przypadkach opiekunowie mają uzasadnione
    poczucie, nieznajomości możliwych zagrożeń (nie umieją do końca przewidzieć,
    gdzie dziecko wlezie albo co wyciągnie) i w związku z tym muszą z większą uwagą
    pilnować dziecka.
  • wysoki.brunet 07.08.09, 14:37
    Może on też czuje sie szczęśliwy dopiero 2 lata po 10 lat
    przepychanek i nie chce zeby ten stan nagle utracić. Dziecko zabiera
    energię i wolność i wzajemne uczucia pary, wymaga przeniesienia na
    siebie energii zasobów i miłości. Często na miłość pary nic nie
    zostaje. Daje poczucie spełnienia ale głownie kobiecie. Jeżeli
    dopiero 2 lata po dłuższym okresie docierania się jest dobrze w
    związku może mieć uzasadnione podejrzenia że kiedy jego panią ogarną
    macierzyńskie instynkta zamieni się we wredną roszczeniową jędzę.
    Zresztą po doświadczeniach z pierwszą żoną druga musiała mi długo
    udowadniać i przekonywać że dziecko nie zmieni naszych relacji, ale
    dałem się przekonać i drugi raz katastrofy nie było.
    Poczytaj przykładowo czego boją się ci poczuwający się do odpowiedzialności mężczyźni i którym zależy na miłości w związku:
    forum.gazeta.pl/forum/w,568,94884211,94884211,Dziecko_zabralo_mi_milosc_zony.html
    forum.gazeta.pl/forum/w,568,81651272,,Bycie_ojcem_i_rozczarowanie_zmianami.html?s=0
  • madra30 10.08.09, 20:08
    Dzięki forumowiczu, poczytałam sobie te wypowiedzi, jakoś czuję rozżalenie...nie
    wiem sama co mam myśleć. Chciałabym dziecko, ale jak sobie myślę, że faktycznie
    ma unieszczęśliwić mego męża i zmienić wszystko na gorsze to mi się
    odechciewa-zadowolę się dzieći w rodzinie i psiakiem jeśli mi nie dane będzie.
    Fakt, że tęsknota za dzieckiem jest, ale to nie jest moją obseją, potrafię żyć
    póki co spokojnie, od czasu do czasu doskwiera mi tylko malutka chęć i myśl, że
    byłoby cudownie i wtedy byśmy byli jeszcze bardziej szczęśliwi albo się mylę!
  • madra30 10.08.09, 20:11
    W dzisiejszych czasach stawia się inwestowanie a nie wychowanie-drażni mnie to,
    drażni mnie, że dziecko kojarzy się z wydatkami, niezadowoleniem męża,
    nieprzespanymi nocami, końcem życia towarzyskiego, obowiązkami, problemami,
    coraz więcej par nie chce dzieci, nie chce obowiązków na głowie-jak mnie to drażni.
  • triss_merigold6 10.08.09, 20:29
    Cherie, komu się tak kojarzy? Twojemu mężowi? Nie jest jedyny, tego
    kwiatu pół światu.
    Piesek i dzieci w rodzinie Cię zaspokoją? Nie obraź się ale tak
    mogłaby napisać szesnastolatka a nie dorosła baba.
    Jeśli PARA nie chce dzieci to szczęść im Boże, ich wybór.
    Jeśli jedno z pary chce a drugie wręcz przeciwnie to mają cholerny
    problem.
    Nad mężem się nie użalaj, z opisu sądząc on Twoimi uczuciami i
    potrzebami zdecydowanie mniej się przejmuje.
  • miacasa 10.08.09, 20:48
    > Nad mężem się nie użalaj, z opisu sądząc on Twoimi uczuciami i
    > potrzebami zdecydowanie mniej się przejmuje.

    ale ów mąż wybrał sobie na żonę kobietkę i chce by nią nadal była, on nie chce
    kobiety, równoprawnej, niezależnej partnerki...

    Autorko wątku, nie przegap swojego czasu, pamiętaj, że na wszystko w życiu jest
    odpowiedni czas a dobiegając trzydziestki jesteś już zdecydowanie dojrzała
    biologicznie i społecznie do macierzyństwa a Twoja tęsknota za dzieckiem jest
    naturalnym przejawem dojrzałości psychicznej w tym względzie. Przyjrzyj się
    swojemu małżeństwu czy przypadkiem mąż nie wyznaczył Ci roli ozdobnika, takiej
    trochę ubezwłasnowolnionej osóbki do kochania, która ma być fajna i miła ale nie
    do końca może realizować swoje potrzeby w związku.
  • kag73 11.08.09, 00:02
    Oj, madra30 a juz myslalam, ze Ci sie odechcialo. Taaa, po
    co "unieszczesliwiac" meza, lepiej unieszczesliwic siebie. A dzieci
    w rodzinie i piesek to nie to samo co wlasne dziecko.
    czasmi mysle, ze kobiety swiadomie robia z siebie ofiary i czesto sa
    zbyt zdolne do poswiecen.
  • madra30 11.08.09, 09:11
    Kag73 masz sporo racji, ale jak mam uszczęśliwić nas oboje?Mam czekać i ufać czy
    naciskać, bo nie ufam?Rozmowy-nic więcej z nich nie wynika, on mi wręcz
    powtarza:, że już to słyszał!
    Wybieram się do lekarza, może on mi coś doradzi? Czy nie pytać?w sumie idę się
    przebadać, ale może należy wspomnieć, ze chciałabym założyć rodzinę, ale nie
    wiem jak przekonać męża, w końcu to facet , może pomoże?
  • anusia29 11.08.09, 10:13
    Przeczytałam cały wątek :))) nie będę się wdawała w rozważania co
    jest przyczyną takiego, a nie innego zachowania Towjego męża.
    Uważam, że rację ma Pani Agnieszka i musi być tu jakieś 'drugie' nie
    koniecznie uśwaidamiane dno.
    Napisze Ci za to co ja bym zrobiła i co jest - moim zdaniem uczciwe
    dla obu stron. Macie probelm, macie konflikt. To, że Ty momoentami
    uważasz, że będziesz mogła się obyć bez dziecka to maskowanie
    problemu. Po Towich postach widać, jak bardzo dziecka chcesz.
    Zachłannie, dziko, mocno - jak matka. I to akurat dobrze. Powiem Ci,
    jesli zdecydujesz się na opcję bez dziecka, dla wygody lub/i
    komfortu Twojego męża - będziesz ako 45+ kobieta bardzo
    nieszczęśliwa. Bo wtedy juz czasu nie cofniesz...
    A więc - ja bym porozmawiała spokojnie (!) z mężem. Bez słowotoku,
    zachęcania (to nie kupno samochodu), podpytywania się, dopytywania.
    Usiadłabym i powiedziała, że teraz będzie poważna rozmowa, o
    kluczowym dla zycia znaczeniu i porsze o jasne i porste i
    jednoznaczne odpowiedzi.
    Pozwiedziałabym mniej więcej tak:
    wiesz, że dziecko jest dla mnie ważne, że chceiliśmy je miec oboje.
    I myslę, że nadszedł juz ten czas. Chcę je mieć. Chcę zacząć
    starania teraz. Dom możemy zbudowac już z dzieckiem, podróże są
    możliwe z dzieckiem oraz po odchowaniu go. Nie chcę odkładać go na
    potem, bo już mamy 10 lat za sobą i dziecko jest kolejnym naturalnym
    etapem w związku.
    Ja chcę byc matką - nie za jakieś mityczne 2-3 lata, bo zawsze
    będzie coś, co może sprawić , że jeszcze nie teraz - albo dom, albo
    wakacje, samochód, trudny okres w pracy, zdrowie, itp.
    Yes or no, now or never? innych pcji nie ma. Jeśli nie przystajesz
    na te warunki, znaczy, że coś między nami w tej istotnej kwestii
    szwankuje i być może (!) musimy przemyslec nasz związek, czy ma on
    sens w takim kształcie.
    Nota bene - ja wczoraj z moim mężem zdecydowaliśmy się odbyć poważną
    i b ardzo smutną, ale konieczną rozmowę na temat - co zrobić jak
    jedno z nas umrze - jakie kroki prawne i majątkowe przedisęwziąć,
    jak wychowywać dalej nasze dziecko,co ewentualnie potem (ew. kwestia
    ponownego związku). Mamy małe dzieko, a mojemu męzowi właśnie umarł
    kolega - równolatek. I po takiej trudnej rozmowie wiemy już czego
    chciałaby 'w razie czego' druga strona i poczucie bezpieczeństwa.
    ---
    Miłość to cierpienie - powiedziała żaba tuląc się do jeża.
  • kag73 11.08.09, 12:36
    Anusia, to jest bardzo dobra rada. Tez juz cos takiego
    zaproponowalam autorce. Jezeli mezczyznie zalezy, to potraktuje jej
    instynkt macierzynski powaznie. Problemem jest, ze ona pewnie
    zbyt "letnio", nie wiem lagodnie podchodzi do sprawy a tutaj trzeba
    troche woz albo przewoz i konkrety, bo facet ja zbywa mowiac, ze juz
    to slyszal. Tak byc nie moze. Dlatego musi prawie postawic mu
    ultimatum.
    Madra30, ciekawam co Ci powie ginekolog. Napisz.
  • madra30 11.08.09, 21:55
    Witam forumowiczów!
    Byłam u lekarza. Siedziałam tam 1, 5 godziny. Przez godzinę spływały mi łzy po
    policzkach słuchając tego co do mnie mówi lekarz-wybrał bardzo alternatywny
    sposób rozmowy ze mną, używał ostrych i dosadnych słów , by móc mi zobrazować
    niektóre argumenty. Nie chce przytaczać całej rozmowy, powiem szczerze, że z
    wizyty ginekologicznej zrobiła się wizyta u seksuologa-terapeuty. Zaczęło się od
    tego, że powiedziałam o moim problemie...potem usłyszałam, że jestem piękną
    kobietą, za którą męzczyźni oglądają się na ulicy a ja daje z siebie robić
    "materac, lalke dmuchaną, jestem do ciupciania, jestem waginą"ponieważ godzę się
    przez tyle lat na stosunek przerywany...nie chcę przytoczyć całej rozmowy, ale
    sugerowano mi nawet, że mąż może nie być heteroseksualny a na koniec
    zdiagnozowano u mnie nerwice seksualną. Czy ktoś wie co to jest?
    Powiem tyle, że wyszłam z gabinetu czując ulgę ale i niedowierzając , że mąż
    mnie krzywdził latami a ja żyłam w nieświadomości seksualnej i godziłam się na
    to co mi nie sprawiało satysfakcji do tego moje libido jest większe niż
    partnera...Przytkało mnie, czułam się z początku zażenowana pytaniami, ale
    nacisku nie było bym udzielała odpowiedzi, sama spełzłam na tor rozmowy o moim
    związku i zgodziłam się na krępujące pytania, lekarz nie owijał w bawełne,
    nazywał narzady nawet rzekłabym wulgarnie-typu"ci... do cipciania"...Nie zdawałam
    sobie sprawy, żyłam w totalnej nieświadomości. Okazało się, że mój mąż to
    egoista i tchórz, jest oziębły emocjonalnie.Muszę sobie wszystko przemyśleć i
    zanalizować.
  • arieta 11.08.09, 22:45
    Może i ten lekarz rację miał, ale tak jak to czytam, to mam wrażenie, że on sam powinien czym prędzej na terapię pognać.
    --
    Justyna
  • kag73 11.08.09, 23:22
    No wlasnie, tez troche moze zbyt ostrych srodkow wyrazu uzyl, ale
    bylam ciekawa co na to powie facet ginekolog.
    Hmm, moze troche przesadzil, ale na pewno ma tez sporo racji.
    A na jakiej podstawie mowi Ci, ze masz "nerwice seksualna"?

    I jak to bylo z tymi stosunkami przerywanymi u Was? Nie odpowiada
    Wam prezerwatywa albo pigulki. Poza tym bez przesady, nie od
    poczatku chcialas miec dziecko, dlatego stosunek przerywany. Wiadomo
    dla ginekologa najwazniejsze sa dzieci, oni tak mysla po prostu.
    Ze spokojem, wszystko przemysl.
  • kag73 12.08.09, 01:32
    Nie znam Waszego zwiazku ani Twojego meza, ale nie wiem czy tak od
    razu nalezy z niego robic potwora, ktory Cie wykorzystywal i
    krzywdzil.
    Do konca nie wiemy co mu w glowie siedzi.

    Teraz uwazam jest ostatni dzwonek. Powiedz mu, ze bylas u
    ginekologa, wszystko jest w porzadku i mozesz zachodzic w ciaze, co
    jest Twoim zyczeniem, teraz, nie z 2 lata. Postawic sprawe na ostrzu
    noza. Zobaczysz reakcje.

    No chyba, ze juz zdazylas mu opowiedziec co bylo u ginesa albo
    zrobilas awanture.
  • madra30 12.08.09, 11:29
    Chciałam bardzo porozmawiać z mężem , ale byłam tak nakręcona i podminowana,
    że ze łzami w oczach powiedziałam jaką odbyłam rozmowę z lekarzem i , że moje
    przypuszczenia co do pewnych nieprawidłowości potwierdziły się, na koniec
    zapytałam czy jest heteroseksualny...
    Położyłam się spać w oddzielnym łóżku.
    Dzisiaj wiem, że działałam pod wpływem chwili i dużo niepotrzebnie powiedziałam
    i wysłałam mężowi sms-a , że nakręciłam się po wizycie u lekarza, że nie
    chciałam tego wszystkiego powiedzieć, że musimy sobie wyjaśnić wiele, że nie
    może być jak do tej pory itp. a on do mnie:nie pisz do geja!Tylko tyle, nie
    zabolało go to, że jest mi przykro, że czuje się zmieszana, że tyle
    nieprawidłowości, ze ja mogę mieć ze zdrowiem problemy, że w lekarza odczuciu
    jestem traktowana jak....tylko gej go zabolał! I się do mnie nie chce odzywać,
    znaczy odzywa, ale tylko jak coś zapytam, słychać po głosie ze nie jest
    dobrze!On to odebrał jako zdradę, brak szacunku-że rozmawiałam na prywatne
    sprawy z lekarzem.
  • miacasa 12.08.09, 11:36
    I się do mnie nie chce odzywać,
    > znaczy odzywa, ale tylko jak coś zapytam, słychać po głosie ze nie jest
    > dobrze!On to odebrał jako zdradę, brak szacunku-że rozmawiałam na prywatne
    > sprawy z lekarzem.


    i założę się, że teraz będzie cię karcił jak smarkulę, wpędzał w poczucie winy a
    ty niczym mała dziewczynka będziesz zabiegała o jego uwagę i "wybaczenie":(
  • triss_merigold6 12.08.09, 11:39
    Już dostałaś radę, że na zimno takie rzeczy, na zimno anie pod
    wpływem emocji. Swoją drogą reagujesz jak kobieta młodsza niż
    wynikałoby to z metryki.
    Oczywiście, że mąż skupił się na czysto personalnym odbiorze treści
    rozmowy z lekarzem, oni tak reagują i należy to olać. Olać i
    wypunktować wnioski, rady etc. KONKRETY. Złośliwości typu "on się
    czuje urażony i jak mogłaś przed obcymi" krótko kasuj. Problemem nie
    jest Twoja rzekoma zdrada czy brak szacunku tylko Wasze rozmijanie
    się w istotnych potrzebach i planach.
    Pan mąż zareagował idealnie, modelowo wręcz wywołując poczucie winy.
    Klasyka tematu.
  • anusia29 12.08.09, 11:42
    A ja mayślę, że i lekarz i pani agnieszka mają rację. Coś jest na
    rzeczy. powinnaś iśc do seksuologa i - jeszcze lepiej psychologa.
    Mąz ma nad tobą jakąś psychiczną władzę, patalogiczną bym
    powiedziała. Płakać po seksie?????!!!! Chyba że ze szczęścia i
    spełnienia. Nigdy nie miałaś normalnego, pełnego stosunku, tak do
    końca???? To nie jest fair, normalne, czy jak to zwał. I jeszcze
    facet Cię teaz szantażuje emocjonalnie, obchodzi go jego 'gej'. A
    gdzie tu Twoje uczucia??? Zasatnów się nad tym. To wszystko układa
    się w logiczny ciąg, w który wposuje się też 'odkładanie' 9lub
    niechęć) poczęcia dziecka.
    --
    Miłość to cierpienie - powiedziała żaba tuląc się do jeża.
  • madra30 12.08.09, 07:54
    Od początku w taki sposób przebiega prawie kazdy nas stosunek, ponieważ ja
    jako młoda dziewczyna nie miałam swiadomości ani wiedzy w tym zakresie,mój mąż
    był moim pierwszym partnerem, nie uważałam to za nic złego a wrecz przeciwnie
    wydawalo mi się to dobre rozwiązanie,że dzieki temu w młodym wieku nie zajdę w
    ciażę( chociaż dzisiaj wiem, że to żadna metoda antykoncepcyjna) z czasem a
    wlasciwie latami podczas różnych rozmów w gronie kolezanek zaczełam postrzegać
    to juz nieco inaczej, ale powiem szczerze, że to było jak nawyk-przyzwyczajenie,
    próbowalam to zmienić, ale widocznie zabrakło mi odwagi by powiedzieć, że to mi
    sie już nie podoba, sugerowałam inne rozwiązania, ale pigułek akurat nie
    chciałam brać.Moja wina, bo mogłam powiedziec , że nie chce tak i tak tylko tak
    czy siak....a ja sie godzilam...
    Nerwica? U mnie? Podobno to, że płaczę po kazdym odbytym stosunku,jestem potem
    nerwowa, zmeczona, boli mnie glowa, ale to nie jest pewne, że mam ja w 100%
    trzeba by było dogłebniej temu objawowi się przyjżeć i lekarz nie wytłumaczył mi
    wiecej....
    Czuje sie koszmarnie jak sobie pomysle, ze jestem jakimś materacem, wagina czy
    czyms tam jeszcze....a do tego jak ciemnogród-który z powodu braku edukacji
    seksualnej i braku asertywności przyzwalał na cos co mnie niszczylo tyle lat!
  • miacasa 12.08.09, 10:57
    > Czuje sie koszmarnie jak sobie pomysle, ze jestem jakimś materacem, wagina czy
    > czyms tam jeszcze....a do tego jak ciemnogród-który z powodu braku edukacji
    > seksualnej i braku asertywności przyzwalał na cos co mnie niszczylo tyle lat!

    oj, coś za mocno przyjmujesz jako prawdy niepodważalne słowa starszych mężczyzn,
    nie pozwól sobie by czyjeś opinie powodowały u ciebie tak silne, negatywne
    emocje i nie myśl o sobie jak o materacu! jesteś nieomal trzydziestoletnią
    kobietą, przestań wchodzić w rolę małej kobietki w kontaktach z facetami (bez
    względu na to czy to mąż, lekarz, szef w pracy czy nauczyciel)
  • kag73 12.08.09, 11:49
    Obraza sie czy nie, co nie zmienia faktu, ze macie problem, bo Ty
    chcesz dziecka a on Cie zbywa. Poniewaz nie mozesz sie z nim
    dogadac, zapytalas o rade lekarza. Kropka. Teraz konkrety, chce
    dziecka czy nie, jezeli tak, to zaczynacie je "robic" teraz. ty
    jestes gotowa.

    Uwazam, ze lekarz troche przesadzil. Stosunek przerywany jest dosc
    popularny, kiedys nawet czytalam artykul "Antykoncepcja po polsku,
    czyli uwazamy". Nie wiem jak to jednak wyglada, czy ludzi praktykuja
    go zawsze, czy w pewnych momentach cyklu ida na calosc. U Was okazal
    sie metoda skuteczna, bo przez tyle lat nie zaszlas w ciaze.
    Istotne sa natomiast Twoje odczucia podczas seksu, czy maz Cie
    zadowala, doprowadza do orgazmu itp.
    Piszesz, ze placzesz po kazdym stosunku, ale moze dopiero teraz, bo
    chcesz dziecko a on znowu "wychodzi" w pore.
    Jezeli zdarzalo Ci sie to czesciej to jest to wynik pewnego
    niedosytu, na zasadzie "i po co mi to bylo", to reakcja na
    niezaspokojenie. Moze nie tematyzowalas tego, nie masz tez
    porownania jaki moze byc seks, bo on jest Twoim pierwszym partnerem.

    Moze dobrze sie stalo, przynjamniej maz wie, ze masz problem i skoro
    z nim nie potrafisz go rozwiazac, bo "on juz to slyszal", to
    zasiegnelas rady gdzie indziej, czy mu sie to podoba czy nie. Nie
    daj sobie wmowic winy, bo to znow odwiedzie Was od rzcywistego
    problemu: checi dziecka z Twojej strony.
  • marianka_marianka 11.08.09, 23:19
    Ty inicjowałaś rozmowę, więc tylko Ty wiesz co mówiłaś i w jaki sposób. Nie mnie oceniać sposób wypowiadania się lekarza, bo nie byłam przy tej rozmowie. To jest mało istotne.
    Najważniejsze jest to, że kolejna osoba spojrzała na Twoje dylematy jako na poważny problem. Trzeźwo patrzące osoby widzą Twoje życie jako podporządkowanie drugiej osobie - Twoje potrzeby idą na bok.
    Przez tyle lat godzisz się na stosunek przerywany, który jak sama piszesz nie daje Ci satysfakcji.
    Jest pewnie wiele takich kwestii, o których nie piszesz i nie zauważasz, a które ewidentnie wskazują jakie jest podejście Twojego męża do "wspólnego" życia.
    To co opisałaś już pokazuje, że jest to życie Twojego męża, a Ty tańczysz jak Ci zagra...
    --
    "Sama usmaż konfitury.Sama zrób budyń.Sama przecieraj zupkę.Sama zrób wedlinę,zasadź pomidora i najlepiej sama znoś jajka, babo! Do tego pracuj(niepracująca matka to obciach),noś modne w tym sezonie buty na koturnach,odwiedzaj regularnie SPA,prasuj ubranka maluszka z dwóch stron(inaczej maluszka zje Listeria i owsiki), miej wydepilowaną okolicę łonową i karm piersią co najmniej3lata.
    Pogięło was, redaktorzy GW?" by ledzeppelin3
  • marianka_marianka 12.08.09, 11:55
    Ktoś mądrze napisał, że zbyt mocno bierzesz sobie do serca rady starszych mężczyzn.
    To co powiedział lekarz jest kolejnym przyczynkiem do rozważenia Twojej sytuacji. Nie musisz histeryzować i wyzywać męża od gejów, a także ze szczegółami opowiadać co Ci mówił. Mężowi mogłaś przedstawić ogólny obraz, problem który wynika z takiego stanu rzeczy. Nie dziwię się że się na Ciebie obraził, w jego mniemaniu wbiłaś mu nóż w plecy opowiadając o waszych sprawach obcemu facetowi, który na dodatek nazwał go gejem... Myślę, że większość facetów potraktowałaby to jak zamach stanu, bo są wrażliwi na swoim punkcie szczególnie w dziedzinie seksu.
    Niestety z Twoich postów przebija infantylność, niedojrzałość, egzaltacja. Skoro traktujesz męża jak ojca, to on gładko wszedł w tę rolę i macie zamknięty krąg Ty posłuszna córeczka - on surowy ojciec. Zero partnerstwa. Gdybyś nie napisała ile lat macie lat, to byłabym pewna że Ty masz 20 a mąż 40.
    --
    "Sama usmaż konfitury.Sama zrób budyń.Sama przecieraj zupkę.Sama zrób wedlinę,zasadź pomidora i najlepiej sama znoś jajka, babo! Do tego pracuj(niepracująca matka to obciach),noś modne w tym sezonie buty na koturnach,odwiedzaj regularnie SPA,prasuj ubranka maluszka z dwóch stron(inaczej maluszka zje Listeria i owsiki), miej wydepilowaną okolicę łonową i karm piersią co najmniej3lata.
    Pogięło was, redaktorzy GW?" by ledzeppelin3
  • kag73 12.08.09, 12:12
    Problem byc moze wynika z tego, ze on jest jej pierwszym partnerem.
    Ona byla bardzo mloda i niedoswiadczona, on starszy moze bardziej
    doswiadczony.
    Bo ja wiem czy to infantylnosc. Po prostu rzadza nia w tej chwili
    wielkie emocje, my na wszystko patrzymy z boku, duzo latwiej nam
    mowic i oceniac. Poza tym ona go kocha, my nie, patrzymy trzezwo.
    Dziewczyna, prawie jak kazda kobieta, chce zeby wilk by syty i owca
    cala. Chce dziecka ale nie chce tego na sile narzucac mezowi, ktory
    nie chce. Jednak teraz pewnie powinna, bo sytuacja jest chora a
    facet zachowuje sie dziwnie i nie wiemy co mu w glowie siedzi.
    A miedzy Bogiem a prawda, jesli chodzi o sfere emocjonalna, wszyscy
    jestesmy dziecmi.
  • madra30 12.08.09, 12:17
    W odpowiedzi...
    Po stosunku płacze dopiero od jakiegoś czasu-tak dokładnie po obiecanych próbach
    poczęcia potomka, nie histeryzuje, po prostu robi mi się przykro, ze
    "wyskakuje"i ze to znowu nie ten moment, samoistnie łzy lecą mi po policzkach.
    Wcześniej godziłam się na takie stosunki, ale dopiero od niedawna przestały mi
    sprawiać przyjemność, dawniej mąż wynagradzał mi to inaczej, wiec nie było do
    końca tak, że czułam się materacem. lekarzowi nie opowiadałam mojego życia i
    doznań tylko odpowiadałam na pytania wiec tez nie ma pełnego obrazu
    sytuacji....co do moich relacji z mężem-faktycznie bywa, że czuje się jak
    dziewczynka , bo głaszcze mnie po głowie często-nawet mu to powiedziałam, że ja
    nie jestem dzieckiem i niech nie traktuje mnie jak córki-były takie rozmowy
    dawno temu, infantylna? Może i tak, zgodzę się, że przy nim przybieram taką
    postać, chociaż w codziennym życiu raczej nie jestem małą, nieporadną dziewczynką.
  • kag73 12.08.09, 13:33
    Wyglada na to,ze Twoj maz lubi miec nad wszystkim kontrole. Ty sporo
    mlodsza, on doswiadczony, pewnie mu taka rola tego wszechwiedzacego
    i o wszystkim decydujacego bardzo odpowiada a Ty sie dopasowalas.
    Tez nie sadze, ze facet traktuje kobiete jak materac itp. tylko
    dlatego, ze stosuje stosunek przerywany, bez przesady. Jakos sobie
    radzic trzeba, prezerwatywy na dluzsza mete tez przeszkadzaja, wiem
    po sobie, czasmi juz wolimy wlasnie stosunek przerywany, tak na
    zmiane.
    Istotne teraz, nie daj sie zbic z tropu. Moze byc mu przykro, ale
    sam nie stanal na wysokosci zadnia, nie zachowuje sie jak dorosly
    facet, nie mozna z nim porozmawiac powaznie i konkretnie, nie
    uwzglednia Twoich potrzeb a zatem...woz albo przewoz.
  • madra30 13.08.09, 10:45
    Od pewnego czasu pisze do Was na tym forum i to mi pomaga spojrzeć na moje życie
    bardziej obiektywnie, jest mi lepiej słyszac wszelakie opinie na temat mojej
    sytuacji.
    Moja sytuacja jednak stale jest trudna i nie przebiega zgodnie z moimi
    oczekiwaniami niestety:(
    Wczoraj chciałam zainicjowac spokojna rozmowę z mężem. Podeszłam do niego w tym
    czasie akurat ogladał smieszne filmy na komputerze. poprosiłam zeby ze mna
    rozmawial to odrzucił: to rozmawiaj! No słucham!
    Spokojnie tłumaczyłam, ze zależy mi na naszym wspólnym szczęściu, ze go kocham,
    że mam dosyc pewnych sytuacji, ze prosze go by w dojrzały sposob ze mna
    porozmawiał.tyle od serca, uczciwie i lagodnie mu powiedziałam ... Jednak
    zostałam olana! Na moje pytania słyszałam odpowiedzi typu: Wymyśl sobie!Tak tak!
    Rób sobie co chcesz! Twoja sprawa! Juz to słyszalem! Nic nowego nie mówisz!mam
    to gdzieś! Skonczyłas juz! Popłacz sobie!W miedzyczasie jeszcze smiał się
    ogladajac film i siedząc do mnie bokiem, ale proponowałam, żeby usiasc gdzie
    indziej i szczerze pogadać.
    Zrobiło mi sie bardzo przykro, doswiadczyłam jego obojetnosci, olal mnie
    maksymalnie a ja tak sie starałam normalnie pogadać. Był oziebły!!!!Zdenerwowal
    mnie do tego stopnia, że powiedzialm mu, że skoro nie moge sie z nim porozumiec
    i zachowuje się jak gó...arz i nie obchodzi go co ja czuje i nie zalzy mu na
    szczerej rozmowie to przykro mi, ale w takiej atmosferze nie chce spedzic tu
    chocby jednej minuty. Wzielam torbe, psa i wyszłam-na koniec dolecialo do mnie
    jego:"Tak leć do mamusi i sie poskarż"!
    Oczywiście poszłam do rodziców nocować i zamierzam tam siedziec do tąd aż mój
    mąż przemysli sobie i przeprosi mnie. troche mnie zdziwiło, że do tej pory nie
    zadzwonił. To ja powinnam miec dość jego a on zachowuje się jakby miał dość mnie
    i niewiadomo kiedy tak sie narobilo. Kocham go, ale wiem, że nie mogę sobie
    pozwolić na takie traktowanie!Tylko czy on zrozumie?
  • annb 13.08.09, 11:18
    zrozumie?
    miejcie nadzieję nie tę lichą marną

    do tej pory było tak jak on chciał i zapewne sądził że będzie tak
    nadal.
    Wątpie czy zrozumie.
    Potraktuje to jako twoją histerię i czepianie się



    --
    Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
    wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
    które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii, fochów,
    żądań i oczekiwań pod hasłem 'bo wszyscy tak robią'. - kawka74
  • serendepity 13.08.09, 12:25
    Tylko nie biegnij i nie przepraszaj go zaraz, bo uzna, ze mial racje i moze Cie
    tak traktowac. Dobrze, ze nie dajesz sie.
  • miacasa 13.08.09, 12:30
    ten mąż zachowuje się jak karcący rodzic, a wcześniej jak zwyczajny cham, bardzo
    współczuję
  • kag73 13.08.09, 12:35
    Urazona duma, gadalas o Waszym problemie z obca osoba. Nazwano go
    gejem, to gleboko siedzi. Jest obrazony, nie ma ochoty na rozmowe,
    musi przetrawic, moze mu minie.
    Nie dzwon, nie kontaktuj sie, czekaj co bedzie. Do tej pory on
    myslal, ze jestes slabiutka kobietka, ktora sobie troche poplacze a
    potem znow zapomni i bedzie na jego. Tym razem sie przekona, ze
    potrafisz tez inaczej i dobrze mu to zrobi. Bedzie musial sie
    ustosunkowac do sytuacji.
  • madra30 13.08.09, 12:54
    Dzięki ludzie!
    Z jednej strony wiem, że nie mogę tak dać się traktować i , że nie zrobiłam nic
    złego. Z drugiej zastanawiam się czy ja nie jestem uparta i czy go nie
    krzywdzę?Ale po wczorajszym zachowaniu wiem, że to głupie rozumowanie!
    Boje się tylko, że będę tak czekać a sytuacja się nie rozwinie dalej. Jutro
    mieliśmy ze znajomymi jechać na odpoczynek na kilka dni i w sobotę miał sie
    ulotnić , bo ma wieczór kawalerski.
    Do niedzieli nie zamierzam sie kontaktować ani wrócic do domu, potem muszę
    wrócic, bo nie moge robic rodzicom klopotu-ja kłopotem nie jestem, ale pies na
    pewno. Powiem nawet, że rano pekało mi serce, miałam ochotę 1000000razy
    zadzwonić, wysłać sms-a....ale teraz jest mi już dobrze. Wiem, że ja za niego
    nie zrozumiem, nie porozmawiam, nie wyjasnie sobie pewnych kwestji.
  • triss_merigold6 13.08.09, 13:21
    Czy Ty na pewno masz 30 lat czy weszłaś w rolę dziewczynki?
    Wyjazd do rodziców po, w sumie mało hard corowej, wymianie zdań był
    IMO niepotrzebny i taki właśnie dziecinny. Trzeba było gościa cisnąć
    do ściany do skutku i nie pozwalać się zbyć a dla Ciebie główny
    problem to fakt, że mąż nie reaguje na Twoje łzy. Przestań się
    mazać. Idź do jakiegoś psychologa, porozmawiaj i przestań mieć takie
    amplitudy emocjonalne.
  • annb 13.08.09, 13:37
    triss_merigold6 napisała:

    > Czy Ty na pewno masz 30 lat czy weszłaś w rolę dziewczynki?
    > Wyjazd do rodziców po, w sumie mało hard corowej, wymianie zdań
    był
    > IMO niepotrzebny i taki właśnie dziecinny. Trzeba było gościa
    cisnąć
    > do ściany do skutku i nie pozwalać się zbyć a dla Ciebie główny
    > problem to fakt, że mąż nie reaguje na Twoje łzy. Przestań się
    > mazać. Idź do jakiegoś psychologa, porozmawiaj i przestań mieć
    takie
    > amplitudy emocjonalne.



    ale wiesz Triss
    ciezko jest mowic do plecow
    pomysl z psychologiem popieram
    Do załozycielki watku_idz do tego psychologa bo za chwilę się
    złamiesz, wrocisz, przeprosisz i bedziesz czekac na dziecko do
    swietego nigdy.

  • madra30 13.08.09, 14:05
    Kto powiedział, że ja mam 30lat?Mam 27 lat co wiele nie zmienia akurat w tej
    kwestii. Ta rola małej dziewczynki-nie zaprzeczam. Wyszłam z domu dlatego, że
    nie mogłam znieść juz takiej sytuacji, lekceważenia, braku chęci rozmowy,
    olewactwa. Mój rodzinny dom jest dla mnie azylem.Rodzice nie wtracaja sie w moje
    sprawy, nie wypytuja i nie maja nic przeciwko moim wizytom, zazwyczaj jak mój
    maz jezdzi w delegacje ja wtedy u nich nocuje.A wiem, że chocbym w domu
    małżeńskim tygodniami sie nie odzywała-nic by to nie dało-juz nie raz
    próbowałam-a maż nie zauwazał niczego, a odpowiadałam tylko jak mnie o cos
    pytal-mało spostrzegawczy jest! Mąż nie jest ode mnie zalezny w zadnym stopniu,
    nie musze mu gotować, prasować, prać a ostatnio i kochac się. Żywi sie na
    mieście-zawsze, korzysta z pralnii, prasowac lubi sam. Jest taką "zosią samosią".
    Jedynie moim wyjsciem z domu mogłam mu pokazać, że skoro nie chce zgody ani
    rozmowy i ma mnie traktować źle to ja nie chcę byc w takim domu!mial wybór,
    został poinformowany, ze ja chce zgody, normalności i rozmowy by konkretnie cos
    ustalic , bo dla mnie to juz bywa uciazliwe! ostrzegałam go, że wyjde z domu jak
    w ten sposób ze mna rozmawia!
    Los bywa tez zbawienny-akurat zaproszono mnie przed chwilka w pracy na babski
    wieczór, tak wiec nie skusze sie zadzwonic czy wrócic do domu, mama co prawda
    bedzie sie musiała zajac moim psem, ale mam nadzieje, ze nie wykorzystam jej za
    bardzo!
  • madra30 13.08.09, 14:15
    Powiem tez tak ja naprawde bardzo licze sie z waszym zdaniem, ale do psychologa
    nie chcę iść-nie uważam to za nic złego-wrecz odwrotnie-uważam, ze bardzo by mi
    sie przydal-ale mój maz w tej kwestji jest zacofany i gdyby sie dowiedział, że
    byłam-traktowalby mnie jak wariatke-choc nie raz tłumaczyłam, ze to nic złego,
    zreszta proponowałam ostatnio bysmy razem poszli-bo to nasz wspólny problem-ale
    usłyszałam, ze to ja go mam, mu jest dobrze. Jesli moje napiecie faktycznie
    bedzie wzrastac to moze i sie udam, ale uważam, ze to forum po częsci słuzy mi
    lepiej a opinie mam nie tylko psychologa, ale i ludzi-forumowiczów.tak wiec
    zbieram wszelakie wasze opinie!I to, ze jestem anonimowa sprawia, ze sie nie
    zacinam a przy rozmowie w 4 oczy trudno by mi było opowidac o sobie w taki
    sposób jak piszę.Co do moich stanów-tak bywam chwiejna emocjonalnie, sama sobie
    próbuje "kopa w dupe dać" bo widze jak się roztkliwiam!
    Mój maż-kocham go, ma wiele zalet-ale ma tez sporo wad, jak jest dobrze to jest
    dobrze, ale jak źle to ja nie potrafie sobie z tym poradzić
  • miacasa 13.08.09, 14:44
    w pierwszym poście napisałaś, że mąż ma 38 lat i jest od ciebie o 9 lat starszy,
    więc się pogubiłam
  • madra30 13.08.09, 14:50
    ja mam rocznikowo 28 ale jeszcze 27 , a mąż ma skończone 37-tak to jest, nie
    chcialam do końca podawac danych w obawie przed zdemaskowaniem
  • miacasa 13.08.09, 14:57
    zatem wybacz czepialstwo ale się pogubiłam w wyliczeniach :)
  • moreno68 13.08.09, 14:06
    Myślę ,że żyjesz w świecie wyidealizowanego przez siebie związku ,
    wyidealizowanego przez siebie partnera i dlatego zderzenie z
    rzeczywistością jest teraz tak okrutne.
    Przeczytałam wszystkie Twoje wpisy.Wybacz szczerośc , ale nawet przy
    rozpoczynaniu współżycia przez Ciebie w młodym wieku, każda kobieta
    dojrzewa,czyta książki ogląda filmy , rozmawia z koleżankami i po
    pewnym czasie dociera do niej że stosunek przerywany nie jest
    normą.Sorry powiem wprost dla większości facetów zakończenie
    stosunku w ten sposób nie jes satysfakcjonujące.Dla kobiet też
    nie.Przy stałym partnerze dla mnie wprost trudne do pojęcia?
    Czy Twoim całym światem,horyzontem i jedyną w życiu orbitą poglądową
    jest Twój mąż?Gdyby pisła te posty 17 letnia panienka jestem w
    stanie zozumiec , ale jesteś dojrzałą kobietą a przebija przez Twoje
    myślenie totalny infantylizm.Wasz związek określiłabym jako ojciec z
    córką.Ojciec mentor, wydawacz poleceń i córeczka tatusia chcąca go
    za wszelką cenę zadowolic.
    Piszesz o swoim facecie jako super zaradnym życiowo, na konkretnym
    stanowisku.Czy uważasz ,że gdyby w życiu zawodowym nie potrafił
    słuchac swojego szefa, współpracowników czy kontrachentów byłby na
    takiej pozycji zawodowej.Raczej nie , bo pewnie ma w życiu zwodowym
    sytuacje kiedy też musi się podporządkowac, zacisnąc zęby ,
    ustąpic , nawet jesli jest szefem własnej firmy to w stosunku do
    innych kontrachentów.
    Czyli mówiąc wprost nie sądze,żeby w życiu zawodowym przy rozmowie
    odwracał się do kogoś dupskiem i bębnił w klawiaturę.Bo tam wie że
    musi się kontrolowac a Tobie może bezkarnie skakac po głowie , a Ty
    następnego ranka rozstrząsasz po 10000 razy czy zadzwonic.
    A na dodatek myślę że większym problemem niż pies w mieszkaniu
    Twoich rodziców powinien byc Twój mąż , który z tego co opisujesz ma
    sla Ciebie zero szacunku.
    Napisała fajny post psycholog, anusia 29 - i co z tego?Tam dane są
    rady dla dojrzałej kobiety która chce przejąc kontrolę nad własnym
    życiem i miec w małżenstwie partnera.
    Konkretne pytanie ,konkretna rozmowa ,,chcesz dziecko czy
    nie,,?.Czekasz pół roku a co póżniej jeśli nadal będzie
    odwlekanie.Dziecko jest dla Ciebie na tyle istotne że jesteś w
    stanie rozstac się z idealnym mężem jeśli go nie chce czy jak dalej?
    A przez najbliższe pół roku stosunek przerywany?
    Nie piszę tego złośliwie , ale obudz się dziewczyno , idz do
    psychologa , porozmawiaj z kims z zewnątrz i określ samodzielnie co
    jest dla Ciebie w życiu istotne.

    Pozdrawiam
  • madra30 13.08.09, 14:29
    Co do idealizowania męża-doceniam go a nie traktuję jak góru, bo potrafię miec
    własne zdanie i zdaje sobie sprawę, że nie jest wyrocznia w pogladach i nie we
    wszystkim ma racje. Ma dobre stanowisko, ale ja nie odbiegam dalece-mam stała
    pracę i 2 umowa-zlecenie-finansowo sobie radzę bardzo dobrze, mam odpowiednie
    wykształcenie i tez jestem dumna z wlasnych osiagniec a w przeszlości zdobywalam
    wiele medali w pewnej dyscyplinie sportowej i mąz do dzisiaj sie chwali nimi i
    wiem, ze też jst dumny z moich zawodowych osiagnieć.
    Co do tego, ze ja mówie on siedzi ignorujac mnie bokiem-dokladnie to samo
    powiedzialam czy w pracy tez na taki olewczy stosunek sobie pozwala, to
    powiedzial, ze nie bedzie sie spinal przede mna tak jak w pracy i , ze moze ma
    stanac na bacznosc jak do niego mowie?!
    Jedno wielkie niedogadanie!
    Trafiasz w sedno sprawy -ja wlasnie czuje sie infantylna, ale w tym zwiazku i
    nie sadze, ze jestem taka poza nim, ale nie umiem sie przebic poza to, bo jak,
    ja jestem stanowcza, jak mówie prost, jak informuje to i tak spotykam sie ( ale
    tylko przy kłotniach) z pewnego rodzaju smiesznoscia, bo on nie traktuje mnie
    powaznie, ani mnie ani moich potrzeb, ani moich rozmów....i co ja moge?
    I nie zakladam, że bede trwała wieki przy mezu z którym nie bedzie sie ukladac
    choc bardzo chciałabym zeby było dobrze i byc razem wieki.
  • madra30 13.08.09, 14:54
    i jeszcze o jedno zapytam: czy ma jakikolwiek zwiazek z moim problem fakt, ze
    mój mąż ma przyjaciela, który ma 41 lata a jego od roku ( razem (11 lat) zona ma
    30. panowie przyzjaznia sie juz od X lat. To małżeństwo nie chce dzieci, nie
    zalezy im na kupnie mieszkania a maja na to pieniązki-żyja nazwałabym dalece od
    standardów, ale wygladaja na szczesliwych. Ja czasami zarzucam mojemu, że
    napatrzył sie na nich i dlatego mu z niczym nie spieszno.
  • anusia29 13.08.09, 14:57
    nie ma zwiazku
    --
    Miłość to cierpienie - powiedziała żaba tuląc się do jeża.
  • miacasa 13.08.09, 14:59
    myślę, że może mieć związek, jeśli mąż nie miał w domu akceptowanego wzorca
    relacji małżeńskich to jak najbardziej może czerpać inspirację ze związku
    szczęśliwej, zaprzyjaźnionej pary
  • moreno68 13.08.09, 15:05
    Nie powinnaś przy takich kłótniach czuc się śmiesznia, bo to
    ośmiesza się Twój mąż.Myślę za to ,że Twój mąż projektuje specjanie
    tak sytuacje np.z gejem żeby przysłowiowo odwócic kota ogonem i
    wpędzic Cię w poczucie winy.A Ty przywzyczaiłaś go do takich
    sytuacji od wielu lat i trudno teraz wymagac że nagle się zmieni.
    Między poświęcenim komuś uwagi w rozmowie a staniem na bacznośc jest
    zasadnicza różnica.Czyli Pan przejaskrwia specjalnie sytuację żeby
    zagadac problem.
    Stwierdzenie ,że mąż weżmie mnie za wariatkę bo pójdę do psychologa
    wybacz chore.I co to właściwie Ciebie obchodzi co pomyśli?przecież
    on nie przejmuje się Twoimi przemyśleniami i nawet nie chce
    wysłuchac Twojego zdania.
    Mnie na Twoim miejscu by zaniepokoiło Twoje życie seksualne.Facet ma
    problemy z potencją?Nie satysfakcjonuje go pełny stosunek?Dążyłabym
    na Twoim miejscu do wyjaśnienia tego więc nawet jak nie psycholog to
    napewno poszłabym sama do seksuologa.Pytanie wprost ..oglądacie np
    razem jakieś filmy , opowiadacie sobie o fantazjach seksualnych itp?
    Co do kolegi....nawet jeśli może miec na niego taki wpływ , to tylko
    znaczy że jest mało dojrzały emocjonalnie.
  • madra30 13.08.09, 15:24
    Co do stosunku opisywałam, ze pierwsze lata nie widziałam w tym nic złego, ale
    rozmawiajac z kolezankami, ogladajac filmy doszlam do wniosku, ze wcale nie
    powinnam byc zadowolona, ze nie musze brac tabletek i nie zajdę w ciążę( byłam
    sportsmenką- dlatego nie brałam tabletek) oczywiscie uzywalismy tez gumek przez
    jakis czas i czasami sie jeszcze tak zdaża-ale tylko jak ja powiem, ze chcę w
    ten sposób z inicjatywy męża nie wychodzi nic takiego- a kiedys wychodziło!
    W kazdym razie stosunek przerywany zaczął byc tak naprawde klopotliwy w
    chwili, gdy chciałam bysmy starali sie o potomka!
    Nie ma problemów z potencja, pelny stosunek sie odbywa-tyle, ze ja mu dopomagam
    inaczej, o fantazjach seksualnych glównie rozmawiam ja, pytam co by chciał,
    jakie ma pragnienia-ja jestem otwarta,lubie eksperymentować, tylko nie bardzo
    mam z kim, on nawet nie wie jaka we mnie drzemie namietnośc...jemu jak
    twierdzi-zawsze jest dobrze i nic wiecej nie trzeba, powiem nawet , ze to ja
    głownie przejmuje inicjatywe w zabawach i widze jakie sprawiam mu
    zadowolenie-znaczy ostatnio juz nie jest tak wiadomo z jakiego wzgledu, i jak
    pytam dlaczego nie ma ochoty-słysze ze jestem zakwaczona i mu sie nie chce, albo
    jest zmeczony, albo spac mu sie chce....Filmy razem ogladamy, ale nie o takiej
    raczej tematyce:)
  • madra30 14.08.09, 10:41
    Od środy mieszkam u rodziców, nie kontaktowałam się z mężem ani on
    ze mną, bolało mnie, że tak mnie olewa, ale stwierdziłam, że nie
    będę miękka tym razem. Wczoraj trafił się babski wieczorek więc
    chwilowo strałam się nie myśleć. Dzisiaj on się złamał i zadzwonił-
    odebrałam dopiero za 3 razem a on"Nie wygłupiaj się, wracaj do domu,
    nie jestes dla mnie żadnym materacem, sama nakręciłaś całą kłótnię,
    nasłuchałaś się jakichś bzdur, wracaj słyszysz" Ja odp, że nic sobie
    nie wymyśliłam i że źle nie traktujesz, do czego i po co mam wracać?
    A on, że jest teraz bardzo zajęty , ale zadzwoni za godzinę....I co
    ja mam zrobić, dalej tkwić u rodziców? Wrócić do domu? Zaczynać
    znowu moje rozmowy o dziecku, seksie, lekarzu?
    Nie wiem jak mam się ustosunkować do całej tej sytuacji, żeby wyszło
    dobrze?
  • marianka_marianka 14.08.09, 11:07
    Zostań jeszcze u rodziców, zrób sobie wakacje. Mężowi powiedz, ze wrócisz pod warunkiem wspólnej wizyty u psychologa i pod innymi, jakie tam sobie wymyślisz.
    Zastanawiam się tylko po co wzięłaś ze sobą psa?
    Nie mógł zostać w domu, czy Twój mąż nie potrafi się nim zajmować?
    --
    "Sama usmaż konfitury.Sama zrób budyń.Sama przecieraj zupkę.Sama zrób wedlinę,zasadź pomidora i najlepiej sama znoś jajka, babo! Do tego pracuj(niepracująca matka to obciach),noś modne w tym sezonie buty na koturnach,odwiedzaj regularnie SPA,prasuj ubranka maluszka z dwóch stron(inaczej maluszka zje Listeria i owsiki), miej wydepilowaną okolicę łonową i karm piersią co najmniej3lata.
    Pogięło was, redaktorzy GW?" by ledzeppelin3
  • miacasa 14.08.09, 12:42
    Umów się z mężem w restauracji i spokojnie porozmawiajcie. Nie rozumiem dlaczego
    chcesz rozgrywać swoje życie a nie żyć. Za dużo tych kombinacji, podchodów,
    manipulacji... po co to wszystko?
  • kag73 14.08.09, 13:15
    Dobry pomysl. Wspolna kolacja w restauracji i rozmowa. Postaw sprawe
    na ostrzu noza, dziecko robicie teraz, chyba, ze on tak naprawde nie
    chce dzieci.
    Z psychologiem bym jescze nie wylatywala, to chyba jakas moda,
    wszyscy maja chodzic do psychologa.
    Powodzenia!
    Kto wie moze po kolacji wskoczycie do lozka i bedzie "na calosc"
  • vocativa 15.08.09, 08:21
    Madra30 i jak tam wczoraj było??Spotkaliście się i
    porozmawialiście??Zdecydowałaś się na powrót do domu??

    Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymaj się!:)
  • verdana 15.08.09, 11:37
    No cóż, ja będę szczera i brutalna.
    Nie w stosunku przerywanym tu problem, ani w relacjach seksualnych,
    ani nawet w dziecku. Problem jest w tym, ze męzowi nie zalezy na
    Tobie. Niezaleznie co mowi, czy dzwoni czy nie - nie zależy. Zalezy
    mu natomiast na utrzymaniu przy sobie osoby, ktora jest od niego
    całkowicie zalezna- robi to, co on zechce, kiedy zechce i jak
    zechce. Twoje zyczenia nie sa uwzgledniane - bo sie nie liczą.
    Jesteś potrzebna tylko do spelniania zachcianek męza i czynienia
    jego życia przyjemniejszym. Stad niechęć do Twoich wizyt u lekarza
    czy psychologa - bo oni mogliby Ci umożliwic popatrzenie z dystansu
    na to, w jaki sposob jesteś wykorzystywana i manipulowana.
    A co do dziecka? Bedzie, o ile facetowi nagle sie zachce je mieć.
    Jesli nie - zapomnij. Twj mąż nie zwykł robic niczego, na co nie ma
    ochoty. Ty jesteś dla niego raczej rzeczą - przyjemna w użyciu,
    owszem, ale rzeczą, nie osobą. A rzeczy głosu nie mają, a jak sie
    psuja - trzeba je wymienic na inne.
    Nie wróżę Ci szczęścia w tym małżeństwie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • marianka_marianka 15.08.09, 14:19
    Amen!
    Dlatego myślę, że wspólna wizyta u polecanego, znanego specjalisty to dobry pomysł.
    Mądra zobaczy jak zachowuje się jej mąż. Jeżeli nie przemówi do niego autorytet lekarza, to nie widzę nadziei na dwustronnie szczęśliwy związek.
    Jeżeli Cię kocha, to pójdzie z Tobą do specjalisty, chociażby tylko dlatego żeby udowodnić Tobie i sobie, że z nim wszystko ok, a wina leży po Twojej stronie. Kobiece fanaberie.
    Co powiedział mąż, kiedy zadzwonił?
    Rozkazał Ci wracać i zarzucił Tobie wymyślanie problemów.
    A gdzie tęsknię, kocham, proszę wróć...
    --
    "Sama usmaż konfitury.Sama zrób budyń.Sama przecieraj zupkę.Sama zrób wedlinę,zasadź pomidora i najlepiej sama znoś jajka, babo! Do tego pracuj(niepracująca matka to obciach),noś modne w tym sezonie buty na koturnach,odwiedzaj regularnie SPA,prasuj ubranka maluszka z dwóch stron(inaczej maluszka zje Listeria i owsiki), miej wydepilowaną okolicę łonową i karm piersią co najmniej3lata.
    Pogięło was, redaktorzy GW?" by ledzeppelin3
  • madra30 15.08.09, 15:35
    Witam!
    Mąż zadzwonił do mnie ponownie i prosił, żebym się nie obrażała, że przyjedzie
    po mnie za parę godzinek i prosi żebym była gotowa-pojedziemy nad jezioro i
    porozmawiamy.
    Chciałam i pojechałam, byłam niezwykle dumna, że to nie ja pierwsza
    zadzwoniłam, że udało mi się "nie złamać".I nie chodzi mi o upartość tylko o
    konsekwencję. Tylko jak wsiadłam do auta to pewna siebie stanowczym głosem
    powiedziałam co myślę o takich sytuacjach i co należy zmienić. Czego nie
    zaakceptuje a na co mogę się zgodzić.
    Mój mąż powiedział do mnie: Piłaś coś?I to zupełnie poważnie!
    Pojechaliśmy nad piękne jezioro.Mąż zabrał:gumki! Ale mi było zbyt zimno i nie
    miałam ochoty, co do dziecka :nie postawiłam go w sytuacji, że już, teraz
    natychmiast:powiedziałam, że do końca roku pragnę byśmy poczeli nasze dziecko a
    czy zacznie się starać od razu czy za 3 msc -wybór pozostawiam mu.Co do
    psychologa-nic nie zaproponowałam, bo akurat mieliśmy go na miejscu-sympatyczny
    człowiek , który grzał się z nami przy ognisku i który tak nas wychwalał pod
    niebiosa jakim to wspaniałym małżenstwem jestesmy, ze moje jakiekolwiek próby i
    gadki typu-ze się własnie nie odzywalismy, ze mamy problem i iine wizje
    założenia rodziny odebrane były z aprobata i normalnie w śiecie nie traktowane
    tak jak ja na to patrze, czułam sie jakby to było normalne, udzielił nam kilku
    porad, ale nie dyskutowalismy wyłacznie o nas.
  • verdana 15.08.09, 18:15
    czyli znowu facet wykrecil się od rozmowy, wolał wysluchwac
    psychologa, ktory naduzył swoich kompetencji - nie moze wystepowac
    jako psycholog tak sobie, przy ognisku. A ciekawe skad się tam
    wziął? Przypadkowo? Ską to wychwalanie - poznaje wspaniale
    małzenstwo na podstawie ksztaltu noa?
    smierdzi mi to na odległośc. Pan nic nie przyrzekł, probował Ci
    wmowić, ze pilas i wobec tego oczywiscie nie mozesz myśleć
    logicznie, nic nie przyżekł - a Ty juz cala w skowronkach.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • moreno68 15.08.09, 18:29
    Nie dodam nic do wypowiedzi Verdeny bo ma 100 % racje.Nie wiem czy u
    Ciebie to naiwnosc czy głupota.Po tekście o piciu mnie by zmroziło ,
    przy gumkach zatkało a domorosły przypadkowy psycholog doprowadził
    do mdłości a Ty jesteś w ekstazie bo facet zadzwonił.I co osiągnełaś?
    Że się odezwał...;)no faktycznie sukces.
    Mówię to z perspektywy własnego udanego związku 13 letniego
    związku...gadasz tyle o swoim idealnym małżeństwie że zawiewa kiczem
    na odległość.
    Czas pokaże kto miał rację.
  • moreno68 15.08.09, 18:33
    i na marginesie rozumiem,że psycholog uznał wasze życie sexualne
    normę wartą naśladowania;)czy też tego niewygodnego tematu nie
    poruszyłaś.
  • ula-lo 15.08.09, 18:40
    madra30, wydaje mi się, że Verdana ma rację. Czytam ten wątek i włosy stają mi
    dęba na głowie.
    Facet uciekł od rozmowy, zaaranżował jeziorko i raz seks "inaczej", i Ty
    uważasz, że jest ok?
    Wsiadanie do samochodu i zaczynanie z grubej rury jest bez sensu, bo chyba nikt
    o tak poważnych, zasadniczych sprawach jak seks i dziecko nie będzie rozmawiał
    "w biegu" albo " w drodze", ale co Ci z tego niby pojednania przyszło?
    Czy cokolwiek między Wami się zmienia??
  • ula-lo 15.08.09, 18:57
    "nie postawiłam go w sytuacji, że już, teraz
    natychmiast:powiedziałam, że do końca roku pragnę byśmy poczeli nasze dziecko a
    czy zacznie się starać od razu czy za 3 msc -wybór pozostawiam mu."
    I czy on cokolwiek powiedział, czy ja zawsze wszystko zawisło w próżni?
    Nie widzisz, że zamiast, żebyś Ty zaaranżowała powrót do domu, na Twoich
    warunkach (albo przynajmniej dzięki kompromisowi, który musi być efektem
    szczerej, partnerskiej rozmowy), zrobił to Twój mąż, po swojemu, a Ty poszłaś za
    nim jak na smyczy?
    Wróciłaś do domu I CO?
    O rany julek!
  • triss_merigold6 15.08.09, 19:06
    Żal mi Cię dziewczyno, stawiam dolary przeciwko orzechom, że nie
    będziesz w ciąży ani zaraz ani za trzy miesiące ani do końca roku.
    Jesli ten czlowiek przy ognisku wypowiadał się jako psycholog to
    postąpił absolutnie nieprofesjonalnie. Tak nie wolno, to wbrew
    wszystkim regułom etyki zawodowej.
  • madra30 15.08.09, 20:57
    Słuchajcie...Wiem, że postawiłam sprawę na ostrzu noża! Nawet jeśli w moim
    opisie nie wygląda to fachowo. Nie jestem dobra w pisaniu scenariusza mojego
    życia i nie opisałam sytuacji kropka w kropkę. Nie mam 100% pewności, że zajdę w
    ciążę, ale teraz moje wątpliwości to nie czy mąż będzie chciał(zapewniam , że
    będzie)ale czy jesteśmy płodni, czy naturalnie nam wyjdzie i problemy innej
    natury jeśli już. Jestem pewna, że mąż tym razem dotrzyma słowa, mogę mieć
    odrobinę niepewności czy chce tak szybko(koniec roku za pasem), ale wiem, że
    pójdzie na kompromis. Gumki wziął, bo wyraźnie mu powiedziałam, że nie ma takiej
    możliwości by stosować już stosunek przerywany-albo gumki albo bez, to, że je
    wziął dla mnie już o czym świadczy, bo zazwyczaj wiadomo jak to się odbywało.
    Może moja w tym słabość, że ja nie przekreślam drugiego człowieka-stale daje
    szanse na poprawę, może moja słabość, że zamiast wad dostrzegam zalety, może
    moja słabość...
    Kwestia psychologa, po prostu padło pytanie:"Czym się Pan zajmuje?" Nie
    wyleciałam z moją historią, rozmawialiśmy od tak o różnych sprawach. Usłyszałam,
    że fajnym małżeństwem jesteśmy i odp., że wcale nie takim fajnym, bo mamy
    ostatnio problemy ze sobą itp....Gadka jak z normalnym człowiekiem, w duchu się
    śmiałam, że nie wybrałam się do psychologa to psycholog wybrał się do mnie.
    Zdaję sobie jednak sprawę, że wizyta u psychologa nie przebiegała by w tym
    rytmie.Żadnej etyki zawodowej nie złamał-dziwię się, że ktoś tak napisał.
    Wierzę, że moje życie intymne się zmieni, a co do dziecka-ja muszę wierzyć w
    happy end!Jeśli nie będę wiedziała co zrobić. Dziękuję wszystkim za komentarze,
    sądzę, że to mój ostatni wpis.
  • ula-lo 15.08.09, 21:01
    madra30, z całego serca życzę Ci jak najlepiej; mam nadzieję, że napiszesz do
    nas niedługo, żeby się pochwalić, że jesteś w ciąży i że w rodzinie wszystko ok.
    Powodzenia!
  • mmk9 15.08.09, 21:26
    kojarzy mi się ze sceną z "Misia", kiedy żona Ochódzkiego przychodzi
    z kochankiem i tragarzami po mienie ruchome



    Kwestia psychologa, po prostu padło pytanie:"Czym się Pan zajmuje?"
    Nie
    > wyleciałam z moją historią, rozmawialiśmy od tak o różnych
    sprawach. Usłyszałam
    > ,
    > że fajnym małżeństwem jesteśmy i odp., że wcale nie takim fajnym,
    bo mamy
    > ostatnio problemy ze sobą itp....Gadka jak z normalnym
    człowiekiem, w duchu się
    > śmiałam, że nie wybrałam się do psychologa to psycholog wybrał się
    do mnie.
    >


    – No ale... A ty skąd wiedziałaś, że mnie zastaniesz... przecież
    wiedziałaś, że wyjeżdżam.
    – Przechodziliśmy, po prostu i wpadliśmy.
    – Jak to – przechodziłaś?!!! Z tragarzami?
    – Taa!! Przechodziliśmy. Z tragarzami. Bardzo Cię polubiłem, chłopie

  • kag73 15.08.09, 22:18
    Obym bylam falszywym prorokiem, ale tez nie sadze, ze bedzie dobrze.
    Facet wie, ze chcesz dziecka, walkujecie temat pare miesiecy, prosi
    o spotkanie i przyjezdza z gumkami. No, rzczywiscie mu zalezy!
    No a co on odpowiedzial na Twoj pomysl z koncem roku?
    Czasu mial tyle i jeszcze dostaje dodatkowe 3 m-ce.
    Trzymam kciuki!
  • verdana 15.08.09, 22:20
    Podejrzewam, zerzeczywiscie jest mozliwe, że maż mając dosyć
    marudzenia "pozwoli" Ci mieć dziecko. I zobaczy, czy w ciąży jestes
    nadal na kazde jego życzenie i czy mając dziecko na pierwszym
    miejscu stawiasz wygodę i zadowolenie męża - bo po to tylko jesteś.
    A jesli się przekona, ze z dzieckiem jest mu jednak niewygodnie
    zostawi Ci natychmiast - i powie, że jest to wyłacznie Twoja wina.
    On nie chciał dziecka, Ty go zmusilas i zniszczylaś małżenstwo.
    Dla mnie masz 99% szans na zostanie samotna matka z mężem, ktory
    postara się, abys dobrze zapamietala, kto ma racje.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • annb 15.08.09, 22:41
    a ja sie pod verdaną podpisuję

    uslyszysz-chcialas dziecka, to sie teraz mecz

    --
    Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
    wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
    które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii, fochów,
    żądań i oczekiwań pod hasłem 'bo wszyscy tak robią'. - kawka74
  • kozica111 16.08.09, 09:54
    Te gumki nad jeziorem mnie zabiły:)
    Dobre kilka dni kłotni, cichych dni, izolacji i....gumki....Hmmm, widac czego
    panu przez te dni najbardziej brakowało....i dlaczego sie "przełamał"
    Ja na twoim miejscu po 1 zmieniłabym siebie, czyli wyszła z roli pouczanej,
    manipulowanej,lepionej jak plastelina młodej żony.Gumki...no coż jak dla mnie
    mógłby sobie z nich balony zrobić i puszczać nad jeziorem....I odetnij emocje,
    nie histeryzuj, nie prowadz dyskusji łamiacym sie głosem...Bądz neutralna, miła
    ale stanowcza.Zastanów sie jak reagowac w sytuacji gdy on próbuje Cie wytracic z
    rownowagi.Tekst :piłas? po tym jak zobaczył Cie po tych kilku dniach miał to na
    celu.Umie Ciebie i twoje potrzeby deprecjonowac.Albo reaguj neutralnie i na
    luzie albo zagraj jego metoda choc raczej nie przebijesz manipulanta bo nie masz
    tego we krwi.ja bym odpowiedziała w tym samym tonie skoro on tak zaczyna;
    "widzisz do czego doprowadziłeś- pije przez Ciebie...;)" Tylko czy dasz rade
    pociagnac to dalej, ja bym go zwineła jak rożek ale ty raczej nie dasz rady,
    wiec lepsze beda reakcje neutralne.
  • serendepity 17.08.09, 15:13
    Dziwie sie, ze po tekscie: "pilas?" nie wysiadlas z samochodu i nie pojechalas z
    powrotem do rodzicow. Co to za rozmowa?

    Nic nie zmienilo sie, nie doszlo do powaznej rozmowy o fundamentalnych sprawach
    i problemach tylko zmieciono pod dywan obecny problem i maz laskawie przyjal do
    wiadomosci sprawe dziecka.

    Dziecko to byl tylko wierzcholek gory lodowej i punkt zapalny, ale pod spodem
    widac wiele innych problemow jak brak szacunku. Verdana to ladnie podsumowala.
  • krzysztof-lis 19.08.09, 12:18
    > Problem jest w tym, ze męzowi nie zalezy na Tobie. Niezaleznie co
    > mowi, czy dzwoni czy nie - nie zależy. Zalezy mu natomiast na
    > utrzymaniu przy sobie osoby, ktora jest od niego całkowicie
    > zalezna- robi to, co on zechce, kiedy zechce i jak zechce.

    IMHO to się kupy nie trzyma. PO CO facetowi kobieta, która:
    * nie gotuje mu,
    * nie pierze,
    * nie prasuje koszul,
    * do łóżka też mu nie jest potrzebna?

    Dla miecia?

    --
    >>za chwile napiszesz że kochamy męża bo hormony szczęścia, co za
    głupie gadanie!<< by m********
  • kozica111 19.08.09, 15:52
    "IMHO to się kupy nie trzyma. PO CO facetowi kobieta, która:
    > * nie gotuje mu,
    > * nie pierze,
    > * nie prasuje koszul,
    > * do łóżka też mu nie jest potrzebna?"

    A po co kobiecie facet ktory;
    * nie gotuje jej,
    > * nie pierze,
    > * nie prasuje bluzek,
    *nie zadowala jej seksualnie
    *nie chce mieć z nią dzieci?

    Do miecia?

  • agitolkar 21.08.09, 17:24
    Nie czytalam wszystkich postow,tylko pobieznie.......... ale moge powiedziec i jestem tego pewna:) ze autorka tematu bawi sie waszymi wypowiedziami i to nie jest fair!!!!!!!!!!!!!
  • madra30 21.08.09, 17:49
    Na jakiej podstawie to wywnioskowałaś?Niestety nikim się nie bawię i to, że
    zwierzam się na forum i potrzebuję rad nie oznacza, że się nudzę!



  • agitolkar 21.08.09, 18:40
    Wnioskuje to na podstawie twoich wypowiedzi,sa poprostu smieszne! te wszystkie twoje "historie zyciowe" sa opisane na bardzo niskim poziomie,typowe nowele,romansidla dla biednych pokrzywdzonych przez los kobiet,badz kobiet znudzonych zyciem siedzacych w domu i pastwiacych sie takimi historyjkami jak twoja.........a z tego w jaki sposob piszesz i jak pieknie ubarwiasz je w slowa nie wydaje mi sie zebys byla taka naiwna istotka:)
    tak czy siak "respect"i proponuje swoj talent wykorzystac w lepszy sposob:)
    pozdrawiam!
  • warta15 21.08.09, 22:53
    czytałam tylko twój początkowy watek reszty mi się nie chciało , ale
    jak facet ma 38 lat i jeszcze chce czekac to wogole nie chce dzieci
    i po dobroci nic nie zrobisz musisz jak chcesz miec z nim dziecko
    uciec się do kombinowania wiesz o czym mówie niby łykasz tabletki a
    nie łykasz i pewnie jak juz zajdziesz dla niego bedzie to wersja
    wpadka z czasem po pierwszym szoku pewnie bedzie wniebowizety nie
    słuchaj innych , a zwłaszca lisów i rób to co ci mówie bo ty poewnie
    tez jestes po 30 jak nie teraz to kiedy za faceta trzeba zadziałac
    niestety faceci teraz w wiekszosci to ciepłe kluch....
    --
    Agusienka
    tickers.tickerfactory.com/ezt/d/1;20723;19/st/20060819/dt/6/k/0831/preg.png
  • madra30 22.08.09, 13:41
    To mi dopiekłaś! Niestety nie cierpię telenowel ani romansów!Starałam się
    przyzwoicie pisać-wyszło niekoniecznie zgodnie z zamierzeniem!
    Niski poziom?Być może! Niestety może moje życie jest dla kogoś telenowelą ale
    dla mnie jest po prostu życiem!
  • agitolkar 22.08.09, 22:35
    Nie chcialam byc zlosliwa,poprostu "zadziwiajaco" opisalas swoje zyciowe historie,wrecz wydaly mi sie nie do uwierzenia,tymbardziej ze z tego jak piszesz wygladasz na inteligenta dziewczyne.........
    No ale jak to co pisalas to prawda to wspolczuje,moge ciebie jedynie pocieszyc tym ze jezeli twoj wybranek ciebie naprawde kocha to napewno sie przelamie:)
    Pozdrowka!
  • madra30 03.09.09, 11:38
    Stało się!Jestem najszczęśliwsza osobą na świecie!!!!!!!!!!!
    nie wiem czy się udało-czy zajdę w ciążę, ale oby tak:)))))))))niespodziewanie,
    mój maż zaczął wczoraj ze mną rozmowę, że wie i zdaje sobie sprawę jak wielka
    przykrość mi sprawiał itp.A potem zwyczajnie zaczął, że róbmy tego dzidziusia,
    bo nie ma na co czekać i zwlekać:))))))))))))))))))))))).mimo tak wielu opinii,
    że nigdy to nie nastąpi stało się, a tak bardzo się bałam, że jestem naiwna i
    może powinnam posłuchać waszych rad i odejść.Jestem teraz bardzo szczęśliwa
    nawet jeśli się nie uda za pierwszym razem.
  • ula-lo 03.09.09, 16:42
    madra30, bardzo się cieszę i życzę "złotego strzału". ;)
    Powodzenia!
  • miacasa 03.09.09, 17:57
    o, życzę bezproblemowej ciąży i zdrowego dziecka, trzymam kciuki
  • vocativa 05.09.09, 00:12
    Super:)Bardzo się cieszę:)Życzę Wam powodzenia w płodzeniu potomka:):)
    Pozdrawiam serdecznie i napisz jak tylko się uda!!!:)
    --
    kiedy wrócę tu jeśli wrócę kiedyś
    jeśli znajdę to po co szedłem wtedy
    jeśli zapytacie to odpowiem wam
    żyję kocham ufam i prawdę już znam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.