Dodaj do ulubionych

Biuro Pośrednictwa Pracy "TOJARO"

IP: *.bartoszyce.com.pl / 212.244.202.* 03.02.06, 12:08
Witam!
Potrzebuję informacji na temat wiarygodności BPP TOJARO z Koła. Warunkiem
podjęcia współpracy jest wpłacenie im 900 zł.
Edytor zaawansowany
  • Gość: czytelnik IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.02.06, 11:33
    Sam fakt, ze trzeba wplacic oznacza, ze lepiej sobie darowac te firemke.
    Chyba bylo o tym na forum Gazety, chyba w "Praca w WB i Irlandii". Pisalo tez
    chyba w gazecie "Praca i Nauka za Granica" www.pracainauka.pl

    Pozdr
  • anglia2006 21.02.06, 22:53
    Witam!
    20.02.2006 przyjechałem z wyjazdu organizowanego przez TOJARO. Wyjazd wyglądał
    następująco. Z chęcią go opisze ponieważ obiecałem to 40 paru osobom, które
    wyjechały tym samym autokarem co ja.
    Wyjechaliśmy 2 tygodnie temu w sobotę ok godz. 11.00 Spotkanie było na dworcu
    PKP gdzie była jedna pani z biura i mydliła nam sympatycznie oczy. Po krótkiej
    rozmowie zdbrała z jakimś gościem w autobusie po 100 Funtów nie chcąc dać
    żadnego pokwitowania na te pieniądze, na dodatek jakiś inny gość (nie wiem kim
    był) zebrał od nas po 600zł za transport do anglii - na to także nie
    otrzymaliśmy żadnego pokwitowania - ale za to "buzie" im się "chachały". po
    odjeżdzie z dworca podróż nasza trwała do niedzieli godz. 16.00 Dotarliśmy do
    Mansfield - nie wiem czy poprawnie to napisałem gdzie nikt na nas nie czekał i
    po wielu telefonach okazało się, że powinniśmy być w poniedziałek ok godz.
    08.00 i kierowcy chcieli nas wysadzić na chodniku nie daleko biura ISM. Jednak
    nie wysiedliśmy bo co byśmy mieli robić??? - koczować całą noc na chodniku -
    spaliśmy więc w autokarze do poniedziałku rano. W nocy przyjechał do nas
    właściciel biura TOJARO (młody facet w dresowej bluzie - pomaranczowej blizie i
    dzinsach - to był właściciel poważnej firmy). Świetnie mydlił oczy nam -
    ochrzanił kierowców, że za wcześnie był wyjazd z Koła i obiecał nam że to
    ostatnie nieporozumienie - A TO BYŁ POCZĄTEK!!! Po podpisaniu w ISM nie wiem
    czego ponieważ jak to pan Człapa i jego koledzy powiedział nie ma czasu na
    obiaśnianie treści pism mieliśmy pojechać na szkolenie a później do mieszkan -
    podzielono nas na grupki. Ja pojechałem w pierwszej turze i !!! wieźli nas
    jakimś złomem przez ok 2 godziny i w koncu dowieźli nas na jakąś farmę - a miał
    być to wyjazd do fabryki z kwiatkami ale to nic. na farmie tej wysiedliśmy -
    poszliśmy w krzaki siusiu zapaliliśmy papierosa i kazali nam wsiadać - to chyba
    miałobyć szkolenie, trwało ok 10 minur ponieważ zawieźli nas do mieszkan.
    mieszkania były ładne ale najdroższe w okolicy 55 funtów tydzien za osobę po
    jakiś 2 godzinach dojechali następni i jak opowiadali co sie działo u mich to
    nie wiedzieliśmy czy to kawał czy co??? oni siedzieli prawie przez cały dzien
    na tym chodniku i czekali aż ich z tamtąd zabiorą ponieważ przyjechał po nich 1
    autobus i za chwile kierowca ich z niego wyrzucił nie wiadomo dlaczego ponieważ
    nie zdążyli jeszcze wsiąść wszyscy - tak było też z następnym autokarem aż
    wreszcie 3 autobus podjechał i wziął ich prosto na nocleg - gdzie nie było
    noclegu. Pan Człapa miał z tych 100 fontów wziętych od nas na dworcu zapłacić
    za mieszkanie za 1 tydzien oraz za home offiss (nie wiem czy poprawnie
    napisałem - przepraszam za błędy) - na miejscu właściciel domków Mick (Majk)
    nie wiedział co się dzieje ponieważ wiedział, że przyjedzie 30 osób a
    wszystkich nas przyjechało 3 autokary w tym też litwini, lotysze już sam nie
    wiem. My czyli pierwsza grupa która przyjechała już byliśmy w domkach ponieważ
    sami z własnej kieszeni zapłaciliśmy za 1 tydzien mieszkania i na dodatek
    chciał jeszcze kaucję po 100 funtów od każdej osoby ale dogadaliśmy się i
    zrezygnował ponieważ nie mieliśmy tyle pieniędzy. domki były 4 osobowe nas już
    było w domku 6 osób ponieważ przyjechało nas za dużo. Kiedy przyjechali inni z
    naszej grupy od PANA TOMASZA CZŁAPY WŁAŚCICIELA FIRMY TOJARO okazało się zę nia
    mają gdzie mieszkać i zostali na dworze - jednak nasz domek i inni
    postanowiliśmy że razem jedziemy na jednym wózku to nie pozwolimy im tak
    zostać - wzieliśmy do naszedo domku jeszcze 4 osoby i tak w 4 osobowym domku
    przez 2 tygodnie mieszkaliśmy w 10 osób. To i tak nie było żle ponieważ w
    niektórych domkach mieszkało po 12 osób - spaliśmy na podłodze ponieważ nie
    mieli łużek ale najważniejsze że był dach. do pracy nie wiadomo kiedy mieliśmy
    iść - ale nam się udało we wtorek jako pierwsi poszliśmy do pracy a to było
    tak. ok. 17.00 wpadł do naszego domku "ruski" i powiedział, że mamy jechać -
    nie wiedzieliśmy gdzie i po co ponieważ nic nie chciał powiedzieć - pojechało
    nas 6 facetów - zawiózł nas do fabryki kwiatków FLAUER PLUS tam coś
    podpisaliśmy - także nie wiemy co i po fabryce oprowadziła nas jakaś ruska
    pokazała gdzie jest wc, palarnia i jak korzystać a automatu do kawy płatnego.
    Na koniec "pokazu" powiedziano nam, że zaczynamy już pracę to poprosiliśmy żeby
    nas chociaż zawieziono do mieszkania żeby się przebrać w ciuch robocze.
    zgodzili się - uffff!!!! o godz. 19.00 zaczeliśmy pracę i pracowaliśmy przez 6
    dni - w pracy nie było prawie żadnego anglika tylko sami "ruscy" to nie ważne -
    my jako jedyni tak dłógo pracowaliśmy inny z naszej grupy robili 4 dni około
    tego. godziny pracy mieliśmy różne - a to było tak - "ruski" wpadał do nas do
    domku i mówił że jedziemy do pracy to były godziny nocne:
    22.00/04.00/02.00/03.00 i my jechaliśmy bo trza iść do roboty - "ruski" chciał
    od nas za dowożenie po 1 funcie ale że mieliśmy 15 minut na skróty do pracy to
    chodziliśmy. robiliśmy po 12 godz. najczęściej raz nawet 18 się trafiło. aha
    dali nam nawet ubraie robocze: bluza i czapeczka - miały być też rękawice ale
    nie dali i było powiedziane ze jak zgubimy to nam potrąco z wypłaty za nie więc
    po 6 dniach pracy oddaliśmy wyprane i ułożone . od poniedziałku siedzieliśmy
    cały tydzien w domu, część ludzi wyjechała do domu bo nie mieli kasy i nerwów.
    w piątek miał być wspaniały dzien - wypłata!!!! HAHAHA!!!! kilka razy przez
    cały dzien chodzilismy do biura ISM po pieniądze ale mowili że za godzinę i tak
    w KOŁO!!! PS. "ruscy bardziej się tam liczą niż polacy" więc zobaczyliśmy
    ze "ruscy" z obok z domku idą gdzieś to poszliśmy za nimi ok godz. 19.00 i
    okazało się że poszli do biura ISM po czeki (w czekach nam zapłacili) od frątu
    ISM biuro było zamknięte więc skierowano ich od tyłu i poszliśmy za nimi w
    ciemnych wąskich angielskich uliczkach. było już tam ok 20 osób (ruskich)
    zadzwoniliśmy po resztę naszych znajomych żeby przyszli bo nic nie wiedzieli i
    było nas za jakiś czas kilkadziesiąt osób - weszł nas tylko wszystkich ok 20
    osób reszcie powiedziano że dowiozą im do domu i za około 90 minut dowieźli
    (tak w ogóle to staliśmy tam jak w polsce za kiełbasą w czasach
    komunistycznych) do domków reszty czeki. czeki można było zrealizować tylko w
    Bostonie - bilety kosztowały 4,10 funta na osobę w 2 strony. zapomniałem dodać,
    że urwali nam 2 godz. 15 minut z godzinówki płacę mieliśmy 5.20 funta na
    godzinę a nocki miały mieć 5.46 funta i to brutto i od tego podatek wypłacili
    nam za 4 dni ponieważ płacą tam za tydzien i za 2 dni mają zapłacic w piątek
    24.02.2006 (mi mają przesłać pieniądze do polski ponieważ już wróciłem z
    tego "bagna") ale z tego co sie dowiedziałem to mogę zapomnieć o tych
    pieniądzach i jeszcze najważniejsze potrącili nam (biuro ISM) za ubrania i
    transport do pracy ok 30 funtów - ubrania przecież zwróciliśmy i nie mieliśmy w
    tedy za nie płacic i chodziliśmy piechotą a i tak skrobnęli nas na 10 funtów.
    za zrealizowanie czeku w bostonie wzięli od nas 11 funtów czyli za 4 dni pracy
    za 48 godz 15 minut zarobiliśmy 200 parę funtów a otrzymaliśmy 157 funtów z
    groszami. jeszcze mają nam zapłacić ok 100 funtów. hihihhi!!! BAJKA!!! pozatym
    jeszcze jedna ciekawa rzecz wszyscy nie zrealizowali czeku i w sobotę w dzien
    dowiedzielismy sie ze maja nas przewiesc 400 mil z tad (a mieszkalismy w
    Spalding) gdzieś nad ocean - część ludzi pojechała o 1 w nocy i byli na
    miejscu przed południem, po południu dzwonili do nas i powiedzieli, że wracają
    z tamtąd ponieważ )powiedzieli; cytuję: mafia ruskich, każą nam płacić 120
    funtów za mieszkanie) i że beznadzieja z robotą. Ja i część znajomych nie
    pojechała i po tej wiadomości byliśmy szczęśliwi, że nie pojechaliśmy, chociaż
    mieliśmy chwile zastanowienia czy dobrze zrobiliśmy nie jadąc ponieważ tu gdzie
    byliśmy pracy nie było, a tam mogła być - DOBRZE
  • anglia2006 21.02.06, 22:59
    Witam!
    20.02.2006 przyjechałem z wyjazdu organizowanego przez TOJARO. Wyjazd wyglądał
    następująco. Z chęcią go opisze ponieważ obiecałem to 40 paru osobom, które
    wyjechały tym samym autokarem co ja.
    Wyjechaliśmy 2 tygodnie temu w sobotę ok godz. 11.00 Spotkanie było na dworcu
    PKP gdzie była jedna pani z biura i mydliła nam sympatycznie oczy. Po krótkiej
    rozmowie zdbrała z jakimś gościem w autobusie po 100 Funtów nie chcąc dać
    żadnego pokwitowania na te pieniądze, na dodatek jakiś inny gość (nie wiem kim
    był) zebrał od nas po 600zł za transport do anglii - na to także nie
    otrzymaliśmy żadnego pokwitowania - ale za to "buzie" im się "chachały". po
    odjeżdzie z dworca podróż nasza trwała do niedzieli godz. 16.00 Dotarliśmy do
    Mansfield - nie wiem czy poprawnie to napisałem gdzie nikt na nas nie czekał i
    po wielu telefonach okazało się, że powinniśmy być w poniedziałek ok godz.
    08.00 i kierowcy chcieli nas wysadzić na chodniku nie daleko biura ISM. Jednak
    nie wysiedliśmy bo co byśmy mieli robić??? - koczować całą noc na chodniku -
    spaliśmy więc w autokarze do poniedziałku rano. W nocy przyjechał do nas
    właściciel biura TOJARO (młody facet w dresowej bluzie - pomaranczowej blizie i
    dzinsach - to był właściciel poważnej firmy). Świetnie mydlił oczy nam -
    ochrzanił kierowców, że za wcześnie był wyjazd z Koła i obiecał nam że to
    ostatnie nieporozumienie - A TO BYŁ POCZĄTEK!!! Po podpisaniu w ISM nie wiem
    czego ponieważ jak to pan Człapa i jego koledzy powiedział nie ma czasu na
    obiaśnianie treści pism mieliśmy pojechać na szkolenie a później do mieszkan -
    podzielono nas na grupki. Ja pojechałem w pierwszej turze i !!! wieźli nas
    jakimś złomem przez ok 2 godziny i w koncu dowieźli nas na jakąś farmę - a miał
    być to wyjazd do fabryki z kwiatkami ale to nic. na farmie tej wysiedliśmy -
    poszliśmy w krzaki siusiu zapaliliśmy papierosa i kazali nam wsiadać - to chyba
    miałobyć szkolenie, trwało ok 10 minur ponieważ zawieźli nas do mieszkan.
    mieszkania były ładne ale najdroższe w okolicy 55 funtów tydzien za osobę po
    jakiś 2 godzinach dojechali następni i jak opowiadali co sie działo u mich to
    nie wiedzieliśmy czy to kawał czy co??? oni siedzieli prawie przez cały dzien
    na tym chodniku i czekali aż ich z tamtąd zabiorą ponieważ przyjechał po nich 1
    autobus i za chwile kierowca ich z niego wyrzucił nie wiadomo dlaczego ponieważ
    nie zdążyli jeszcze wsiąść wszyscy - tak było też z następnym autokarem aż
    wreszcie 3 autobus podjechał i wziął ich prosto na nocleg - gdzie nie było
    noclegu. Pan Człapa miał z tych 100 fontów wziętych od nas na dworcu zapłacić
    za mieszkanie za 1 tydzien oraz za home offiss (nie wiem czy poprawnie
    napisałem - przepraszam za błędy) - na miejscu właściciel domków Mick (Majk)
    nie wiedział co się dzieje ponieważ wiedział, że przyjedzie 30 osób a
    wszystkich nas przyjechało 3 autokary w tym też litwini, lotysze już sam nie
    wiem. My czyli pierwsza grupa która przyjechała już byliśmy w domkach ponieważ
    sami z własnej kieszeni zapłaciliśmy za 1 tydzien mieszkania i na dodatek
    chciał jeszcze kaucję po 100 funtów od każdej osoby ale dogadaliśmy się i
    zrezygnował ponieważ nie mieliśmy tyle pieniędzy. domki były 4 osobowe nas już
    było w domku 6 osób ponieważ przyjechało nas za dużo. Kiedy przyjechali inni z
    naszej grupy od PANA TOMASZA CZŁAPY WŁAŚCICIELA FIRMY TOJARO okazało się zę nia
    mają gdzie mieszkać i zostali na dworze - jednak nasz domek i inni
    postanowiliśmy że razem jedziemy na jednym wózku to nie pozwolimy im tak
    zostać - wzieliśmy do naszedo domku jeszcze 4 osoby i tak w 4 osobowym domku
    przez 2 tygodnie mieszkaliśmy w 10 osób. To i tak nie było żle ponieważ w
    niektórych domkach mieszkało po 12 osób - spaliśmy na podłodze ponieważ nie
    mieli łużek ale najważniejsze że był dach. do pracy nie wiadomo kiedy mieliśmy
    iść - ale nam się udało we wtorek jako pierwsi poszliśmy do pracy a to było
    tak. ok. 17.00 wpadł do naszego domku "ruski" i powiedział, że mamy jechać -
    nie wiedzieliśmy gdzie i po co ponieważ nic nie chciał powiedzieć - pojechało
    nas 6 facetów - zawiózł nas do fabryki kwiatków FLAUER PLUS tam coś
    podpisaliśmy - także nie wiemy co i po fabryce oprowadziła nas jakaś ruska
    pokazała gdzie jest wc, palarnia i jak korzystać a automatu do kawy płatnego.
    Na koniec "pokazu" powiedziano nam, że zaczynamy już pracę to poprosiliśmy żeby
    nas chociaż zawieziono do mieszkania żeby się przebrać w ciuch robocze.
    zgodzili się - uffff!!!! o godz. 19.00 zaczeliśmy pracę i pracowaliśmy przez 6
    dni - w pracy nie było prawie żadnego anglika tylko sami "ruscy" to nie ważne -
    my jako jedyni tak dłógo pracowaliśmy inny z naszej grupy robili 4 dni około
    tego. godziny pracy mieliśmy różne - a to było tak - "ruski" wpadał do nas do
    domku i mówił że jedziemy do pracy to były godziny nocne:
    22.00/04.00/02.00/03.00 i my jechaliśmy bo trza iść do roboty - "ruski" chciał
    od nas za dowożenie po 1 funcie ale że mieliśmy 15 minut na skróty do pracy to
    chodziliśmy. robiliśmy po 12 godz. najczęściej raz nawet 18 się trafiło. aha
    dali nam nawet ubraie robocze: bluza i czapeczka - miały być też rękawice ale
    nie dali i było powiedziane ze jak zgubimy to nam potrąco z wypłaty za nie więc
    po 6 dniach pracy oddaliśmy wyprane i ułożone . od poniedziałku siedzieliśmy
    cały tydzien w domu, część ludzi wyjechała do domu bo nie mieli kasy i nerwów.
    w piątek miał być wspaniały dzien - wypłata!!!! HAHAHA!!!! kilka razy przez
    cały dzien chodzilismy do biura ISM po pieniądze ale mowili że za godzinę i tak
    w KOŁO!!! PS. "ruscy bardziej się tam liczą niż polacy" więc zobaczyliśmy
    ze "ruscy" z obok z domku idą gdzieś to poszliśmy za nimi ok godz. 19.00 i
    okazało się że poszli do biura ISM po czeki (w czekach nam zapłacili) od frątu
    ISM biuro było zamknięte więc skierowano ich od tyłu i poszliśmy za nimi w
    ciemnych wąskich angielskich uliczkach. było już tam ok 20 osób (ruskich)
    zadzwoniliśmy po resztę naszych znajomych żeby przyszli bo nic nie wiedzieli i
    było nas za jakiś czas kilkadziesiąt osób - weszł nas tylko wszystkich ok 20
    osób reszcie powiedziano że dowiozą im do domu i za około 90 minut dowieźli
    (tak w ogóle to staliśmy tam jak w polsce za kiełbasą w czasach
    komunistycznych) do domków reszty czeki. czeki można było zrealizować tylko w
    Bostonie - bilety kosztowały 4,10 funta na osobę w 2 strony. zapomniałem dodać,
    że urwali nam 2 godz. 15 minut z godzinówki płacę mieliśmy 5.20 funta na
    godzinę a nocki miały mieć 5.46 funta i to brutto i od tego podatek wypłacili
    nam za 4 dni ponieważ płacą tam za tydzien i za 2 dni mają zapłacic w piątek
    24.02.2006 (mi mają przesłać pieniądze do polski ponieważ już wróciłem z
    tego "bagna") ale z tego co sie dowiedziałem to mogę zapomnieć o tych
    pieniądzach i jeszcze najważniejsze potrącili nam (biuro ISM) za ubrania i
    transport do pracy ok 30 funtów - ubrania przecież zwróciliśmy i nie mieliśmy w
    tedy za nie płacic i chodziliśmy piechotą a i tak skrobnęli nas na 10 funtów.
    za zrealizowanie czeku w bostonie wzięli od nas 11 funtów czyli za 4 dni pracy
    za 48 godz 15 minut zarobiliśmy 200 parę funtów a otrzymaliśmy 157 funtów z
    groszami. jeszcze mają nam zapłacić ok 100 funtów. hihihhi!!! BAJKA!!! pozatym
    jeszcze jedna ciekawa rzecz wszyscy nie zrealizowali czeku i w sobotę w dzien
    dowiedzielismy sie ze maja nas przewiesc 400 mil z tad (a mieszkalismy w
    Spalding) gdzieś nad ocean - część ludzi pojechała o 1 w nocy i byli na
    miejscu przed południem, po południu dzwonili do nas i powiedzieli, że wracają
    z tamtąd ponieważ )powiedzieli; cytuję: mafia ruskich, każą nam płacić 120
    funtów za mieszkanie) i że beznadzieja z robotą. Ja i część znajomych nie
    pojechała i po tej wiadomości byliśmy szczęśliwi, że nie pojechaliśmy, chociaż
    mieliśmy chwile zastanowienia czy dobrze zrobiliśmy nie jadąc ponieważ tu gdzie
    byliśmy pracy nie było, a tam mogła być - DOBRZE
  • anglia2006 21.02.06, 23:02
    JEDNAK ZROBILIŚMY NIE JADĄC!!! po tygodniu siedzenia w domu bez pracy i zadnych
    perspektyw na dalszą prace "zagwarantowaną" przez firmę TOJARO zdecydowałem się
    wrócić także do polski. część ludzi została i szuka coś na własną rękę ponieważ
    wielu z nich zwolniło się z pracy w polsce dla większych zarobków w Anglii, a
    okazało się, że STRAT. mnie wyjazd ten kosztował ok 3500zł łącznie, a zarobiłem
    w Anglii 540zł to jestem stratny 3000zł na pośrednictwie FIRMY "TOJARO", a
    raczej na ich oszustwach. tak dla wiadomości to biuro pośrednictwa
    pracy "TOJARO" ma kontrakt podpisany prawdopodobnie z biurem pośrednictwa pracy
    w anglii ISM i tak samo są kompetentne jak firma LIDER, bo w autobusie
    przyjechali z nami też osoby z LIDERA. ISM z tego co się dowiedzieliśmy to jest
    najgorsza agęcja w anglii więc pamiętajcie, żeby nie przekraczać ich progu w
    dżwiach. Jedyny gest od właściciela biura LIDER był taki , że pan Kowalski
    przesłał 250 funtów dla podziału na siedem osób ponieważ te osoby zadzwoniły,
    że nie mają już kasy ale pod takim warunkiem, że inni nie dowiedzą się.
    Własciciel firmy TOJARO pan Tomasz Człapa miał nas w ...... i nawet jak
    powiedzielismy, że zgłosimy o tym na policję to odpowiedział, że "to możecie
    sobie zgłaszać", w rozmowie z nami zasugierował, że ma nas w d.... . na umowie
    jest podany nr tel do konsultanta ale jest problem, że tego konsultanta w
    anglii nie ma tylko zgłasza się kobieta w biurze w Kole i zawsze jest dostępny
    pan Człapa - właściciel firmy, która zrobiła nas w balona. PAMIĘTAJCIE WIEC
    LUDZIE, ŻE NIKT NIE ZAROBI WYJEŻDZAJĄC DO ANGLII TYLKO ZAROBI PAN CZŁAPA
    TOMASZ - właściciel "TOJARO"
  • marcella09 01.04.19, 13:48
    Takie numery to przegiecie :O ja z personis szukalam pracy i znalazlam dzieki nim ale o takich cudach nie slyszalam :O

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.