Czyn Romana Polańskiego był obrzydliwy i jego ocena moralna po
upływie 33 lat nie ulega zmianie.
Ale już rzymianie wymyślili instytucję przedawnienia. W
kontynentalnym prawie europejskim (nie zmieniając oceny moralnej
czynu) nikogo nie można ukarać po upływie okresu przedawnienia. Ta
zasada nie obowiązuje w prawie amerykańskim.
Polański został zatrzymany w Europie. Szwajcarzy nie mogli go nie
zatrzymać jeśli dostali amerykański wniosek z oznaczeniem konkretnej
daty przyjazdu do Szwajcarii poszukiwanego w Ameryce przestępcy.
Ale to nie oznacza, że muszą Polańskiego Amerykanom wydać.
Skoro w Szwajcarii (z uwagi na okres przedawnienia) nie można już
Polańskiego ukarać; to - zgodnie z zasadami procedury ekstradycyjnej
- Szwajcaria nie powinna wydać Polańskiego Amerykanom. Ale... w
sprzeczności z ogólnymi zasadami ekstradycji pozostaje treść umowy o
ekstradycji łącząca Szwajcarię z USA - Amerykanie we wszystkich
umowach ekstradycyjnych (także z Polską) wynegocjowali sobie
klauzulę, że nie wydaje się osoby ściganej za przestępstwo jeśli
przedawnienie nastąpiło w kraju wzywającym (w tym wypadku w
Ameryce), a w Ameryce czyn Polańskiego się nie przedawnił.
Co weźmie górę: zapis umowy Szwajcaria-USA, czy ogólne zasady prawa
kontynentalnego obowiązujące w Szwajcarii i tzw. klauzula porządku
publicznego ??? Nie wiadomo.
W każdym razie "casus Polańskiego" ujawnia odmienność, żeby nie
powiedzieć przepaść między europejskim i amerykańskim systemem
prawnym jej wynik będzie dla obu systemów ważnym precedensem.
A prawników, wypowiadających się o sprawie istotnie należałoby
wykastrować - komentując sprawę mylą nawet pojęcie niekaralności
czynu (a to nie jest w świetle umowy Szwajcaria - USA podstawa
odmowy wydania) z tym, że czyn Polańskiego - nawet przedawniony -
jest przestępstwem (i to obrzydliwym).
Piszę o tym na:
maclawyer.pl
Jerzy M. Majewski
adwokat
Tekst linka