Ta informacja jest wręcz niesamowita, bo przypomniała mi chore ploty i
informacje spiskowe które krążyły po Polsce gdzieś z 15 lat temu za
prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego. Dotyczyły one rzekomej przeszłości
ojca Kwaśniewskiego - Zdzisława. W różnych prawicowych portalach i stronkach
przewijała się informacja, że niejaki Sztolcman, oficer NKWD żydowskiego
pochodzenia dopuścił się niesamowitych zbrodni podczas swej działalności na
Pomorzu w drugiej połowie lat 40-tych. Opisy tych zbrodni epatowały
okrucieństwem godnym bohaterów markiza De Sade (szczególnie wyczyny pomocnika
Sztolcmana). Czytając te teksty śmiałem się że to musi być oczywista bzdura.
Za jeden z dowodów za fałszywością tych tekstów wziąłem opis tortur i
zamordowania grupy marynarzy szwedzkich które rzekomo miało miejsce w 1947
roku. Marynarzy tych ponoć przesłuchiwano w Gdańsku a zamordowano po
przewiezieniu do Słupska w związku z przemytem narkotyków(?). Opis tego
wydarzenia, bardzo bełkotliwy, niespójny i podejrzanie szczegółowy aż ociekał
antysemityzmem. Poza tym zadałem sobie pytanie: w jaki sposób jakiś polski
ubek/enkawudzista mógł pozabijać obywateli Szwecji (z poza żelaznej kurtyny) i
nie wywołać tym wielkich międzynarodowych reperkusji czy akcji poszukiwawczej?
Tak więc stwierdziłam że to musi być bzdura. A teraz taki zonk!
Trochę poguglowałem w poszukiwaniu tych tekstów o Sztolcmanie ale one jakoś
poznikały na przestrzeni lat z wyjątkiem
www.polonica.net/kwasniewski_stoltzman.htm . Żeby to przeczytać należy
wstrzymać oddech, przewinąć te wszystkie antysemickie pomówienia nt.
Kwaśniewskiego i dojść do "Zeznanie pod przysięga złożył Dominik Dzimirowicz".
Ciężko się to czyta ale w świetle rewelacji podanych przez "GW" widzę, że może
coś być na rzeczy.