Komentarze do artykułu
Wykonano karę śmierci na "snajperze z Waszyngtonu"
W zakładzie karnym w stanie Wirginia wykonano karę śmierci na Johnie Allenie Muhammadzie, nazywanym "snajperem z Waszyngtonu", który w październiku 2002 r. wraz z partnerem sterroryzował stolicę USA oraz jej okolice, zabijając 10 przypadkowych osób.
Re: Sprawiedliwości stało się zadość.
everettdasherbreed napisał:
> Masz alternatywną propozycję?
> Bandyta zabije ci dziecko, a ty nie musząc utrzymywać dziecka
będziesz płacić
> podatki na zasiłki dla bandyty, bo przecież musi się
zresocjalizować.
>
Rozpatrujesz przypadek indywidualny, często cytowany, tj. "bandyta
zabija Twoje dziecko". Trudno jest mi postawić się w takiej sytuacji
i wyobrazić sobie ją. Bliskich ofiar jest garstka, a śmiertelnemu
zastrzykowi przygląda się cała wielomilionowa wiara i przyklaskuje.
I nie karzą go, bo jemu to już w tej chwili wisi. Oni się mszczą, a
po wieczornym newsie, że pies ubity, kładą się snem sprawiedliwych.
Tak, alternatywą jest bezwzględne dożywotnie więzienie, w którym ten
człowiek nie tylko konsumuje, ale także wykonuje pewną żmudną i
pożyteczną pracę. Ponadto ma całe życie na bicie się ze swoim
sumieniem. I być może po wielu latach potrafi o tym zaświadczyć
innym, młodszym, którzy właśnie może wpadli na pomysł snajperowania.
Ubić i zakopać łatwo. Społeczeństwo amerykańskie jest wychowane na
koncepcji "wyciągania lekcji z wydarzeń". Dziecko wsadza paluch do
kosiarki, palucha nie ma. Jaką z tego wyciągamy lekcję, synku?
Kosiarka jest niebezpieczna i nie wkładamy do niej paluchów. Zabiłeś
z zimną krwią parę osób? Wchodź to celi, my tu poobradujemy, a potem
otrzymasz swoją lekcję w duchu ewangeliczno-reformatorskim w postaci
śmiertelnego zastrzyku w żyłę. Więcej nie będziesz mordował.
Problem w tym, że zasada "występek - lekcja" rodził się w dobrej
wierze jako sposób na adekwatność kary do czynu. Jednak śmierć nigdy
nie jest karą, nawet dla osób które wierzą w jakieś tam życie
pozagrobowe. Śmierć jest tylko satysfakcją dla oglądających i
spełnieniem zemsty.
Podnoszony we wszystkich tabloidach argument o tak zwanym "Twoim
dziecku" jest emocjonalny i prowadzi do zacietrzewienia. Nie
podpowiada żadnego rozwiązania.