Komentarze do artykułu
Prymas o krzyżach: czyżby cień Lenina znowu odżywał?
Prymas Polski, kard. Józef Glemp zapowiedział w Częstochowie, że Kościół będzie bronił obecności krzyża w życiu publicznym. - Czyżby cień Lenina znowu odżywał? - pytał prymas, komentując wyrok trybunału, według którego krzyż we włoskiej szkole narusza prawa rodziców i wolność uczniów.
O jakim cieniu Pan mówi Panie Prymasie?
Szanowny Panie Glemp. O jakim cieniu Lenina Pan mówi? O narzucaniu wszem i
wobec jedynie słusznej ideologii i zastępowaniu portretów Pierwszych
Sekretarzy krzyżami? Zapomniał Pan kiedy został Prymasem? Ja pamiętam. To było
za czasów PRL-u - czyli w czasach socjalizmu, a jak Pan to określa - czasach
powszechnego obowiązywania leninizmu. Przecież nie został Pan Prymasem wbrew
PZPR-owi - polskiej filii Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Ja wiem,
że władza ludowa miłością do Kościoła nie pałała, ale jakoś "przyjemności"
których doświadczał kard. Wyszyński, Szanownego Pana ominęły. To Pan, Szanowny
Panie spotykał się oficjalnie z tow. Jaruzelskim, tow. Urbanem, tow.
Jaroszewiczem i Bóg jeden wie z jakimi jeszcze towarzyszami z PZPR i WRON i
brał czynny udział w ustalaniu stosunków pomiędzy Ludową Ojczyzną a Kościołem.
To o Panu dziennikarze w mundurach Ludowego Wojska Polskiego w Dzienniku
Telewizyjnym mówili, że nawołuje Pan Polaków do zaniechania strajków, tak
godzących w gospodarkę Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, do zachowania spokoju
i powstrzymania się od protestów i demonstracji w rocznice powstania
Solidarności, porozumień sierpniowych czy wprowadzenia stanu wojennego. Nie
pamiętam natomiast, aby w kościele, w Radiu Wolna Europa, Radiu Watykan czy
jakimkolwiek innym, niezależnym od "cienia Lenina" źródle, ktokolwiek i
kiedykolwiek zdementował te informacje. To nie Pan walczył z cieniem Lenina,
tylko my. My i wielu zwykłych księży. Księży, którzy tak jak ksiądz
Popiełuszko zapłacili najwyższą cenę. Ja pamiętam te wydarzenia, a Pan zdaje
się o nich już zapomniał. W stanie wojennym kościół był ostoją katolicyzmu,
polskości i patriotyzmu, ale teraz, pod Pana przewodnictwem, stał się symbolem
obłudy i zakłamania. Ja nie potrzebuję krzyża w każdej szkolnej sali, w każdym
pokoju w każdym urzędzie, aby postępować zgodnie z dziesięcioma przykazaniami
i naukami Jezusa. Mnie obwieszanie wszystkiego jedynym, słusznym symbolem,
niezależnie czy jest to portret Hitlera, Stalina, Lenina, Bieruta czy krzyż,
kojarzy się z podporządkowywaniem społeczeństwa temu właśnie symbolowi. I
chciałbym dożyć takich czasów, w których Polak będzie mógł być Polakiem, nie
będzie mu potrzebny Wielki Brat ani za Bugiem, ani za oceanem. Czasy w których
Polacy będą mogli decydować o sobie, a nie będą musieli słuchać poleceń od
czerwonych czy czarnych, a jedynymi, oficjalnymi symbolami będą biały orzeł i
biało-czerwona flaga. I nikt nie będzie sobie nimi mordy wycierał, bo symbole
te będą nasze, a my nie będziemy musieli się ich wstydzić, tak jak kiedyś
wstydziliśmy się "leninów" a teraz krzyży. To nie my, którzy chcemy
zakończenia dyktatur jesteśmy w cieniu Lenina. To Pan i Panu podobni jesteście
tym cieniem i wierzę, że Bóg nas osądzi. Ale czy Pan też w to wierzy?