<”Gdyby ucznia w szkole zapytać, kto jest bezpośrednio wyższą niż
premier władzą wykonawczą, zapewne odpowiedziałby, że prezydent nie
bacząc, że prawie wszystkie istotne kompetencje głowy państwa są
uzależnione od premiera. Konstytucyjnie zaś tą władzą nadrzędną
wobec premiera jest Rada Ministrów, ale to fikcja. Tę wyższą
instancję, która może prezesa przegłosować, wyznacza bowiem jako
zbiór osób, a także sztuka po sztuce sam podległy jej premier. On
też może wyrzucić (zdymisjonować) cały rząd, pod warunkiem że
wyrzuci również siebie. Jednak ministrów pojedynczo wyrzucać może
dowolnie. Zespołowo więc rząd, mając więcej władzy niż jego szef,
realnie ma jej mniej, skoro każdy członek gabinetu istnieje w tej
roli tak długo, jak prezes go chce trzymać.
Wpierw premier jako osoba, a potem cały rząd i jego polityka muszą
być aprobowane przez Sejm. Wysoka Izba kupuje ministrów zbiorowo, w
pakiecie. Jeżeli większości sejmowej nie podoba się np. jeden
minister, może ona tylko głosować przeciw całemu składowi. Jednak
zaraz po zaaprobowaniu przez Sejm składu rządu premier może zgodnie
z konstytucją, lecz wbrew jej intencji powołać zupełnie inny rząd,
byle ze sobą na czele, zupełnie ignorując parlament. Chcąc to
uczynić nie składa dymisji rządu, lecz przez trzy dni wyrzuca po 6
ministrów na dobę i mianuje sobie tylu nowych. Nie wymaga to zgody
Sejmu.
www.nie.com.pl/art20941.htm