> Skupianie się tylko na CO2, jako przyczynie zmian klimatycznych nie
> ma nic wspólnego z nauką - jest jak przypisywanie zatłoczonym
> autobusom winy za epidemię grypy, a wydawanie astronomicznych sum na
> zwalczanie CO2...
I tu doszliśmy do sedna sprawy: nie trzeba wydawać żadnych znaczących sum.
Wystarczy chociażby zamykane (z powodu starości) kotły w elektrowniach węglowych
zastępować reaktorami atomowymi (te nie emitują CO2). Koszt wytworzenia prądu w
elektrowni węglowej jest taki sam jak w atomowej, a niektóre dane wskazują, że w
atomowej jest nawet niższy (z danych na
www.energy.eu/ wynika, że
wyrażona w euro cena prądu we Francji jest niższa niż w Polsce, a przecież we
Francji pensje pracowników są wyższe).
Przypomnę, że w 1994 zakazano w państwach uprzemysłowionych produkcji
najgroźniejszych freonów [wszystko wskazywało, że niszczą one warstę ozonową,
choć koncerny produkujące freony do końca twierdziły, nie ma na to dowodów i
sprzeciwały się sprowadzeniu takich zakazów] i nic wielkiego się nie stało: po
prostu zastąpono freony innymi substancjami (nie niszczącymi warstwy ozonowej).
Tak samo powinno być i teraz: elektrownie węglowe w perspektywie kilkudziesięciu
lat moża zastąpić atomowymi.
> Gdziekolwiek byś nie był na Ziemi, ilość pary wodnej w powietrzu
> jest tak zmienna z dnia na dzień, miesiąca na miesiąc, że pojęcie
> średniej traci jakikolwiek sens...
A gdzie tam: wystarczy wyliczyć ilość wszystkich gazów w atmosferze, obliczyć
ilość pary wodnej w atmosferze i podzielić jedno przez drugie (wychodzi - choć z
bardzo dużą niedokładnością - 0.4%).
> krótkich równań termodynamiki wydaje się jednak trochę naciągane...
No oczywiście - z równań termodynamiki otrzymujemy jedynie jakiś punkt wyjścia.
Tak samo chcąc określić maksymalną prędkość samochodu z mocy silnika i przekroju
poprzecznego obliczymy jakiś punkt wyjścia. Chcąc ją obliczy dokładnie trzaba
jednak dużo więcej zmiennych.