A o czym jest ten artykuł? O "pedofilach" gwałcących wirtualne dzieci w
Internecie? Wymieniających się zdjęciami? Czy oni skrzywdzili choć jedno dziecko?
I z zupełnie innej beczki. Podczas przeszukania mieszkania sporządzany jest
protokół oraz ewidencja wszystkich zarekwirowanych przedmiotów mogących stanowić
"dowód w sprawie". Np. album ze zdjęciami (53 szt).
Gdy podczas rewizji zatrzymany zostaje dysk, grzebie sobie w nim biegły. Sam,
poza jakąkolwiek kontrolą. A potem na podstawie tego co znalazł (np. folder ze
zdjęciami, 53 pliki) sąd wydaje sprawiedliwy wyrok w imieniu Rzeczpospolitej
Polskiej...
--
Nie damy sobie wmówić