Komentarze do artykułu
Sprawa przyczynienia się do śmierci pacjenta dr. G wraca do sądu
Sąd Najwyższy uchylił decyzję o umorzeniu śledztwa ws. przyczynienia się do śmierci pacjenta dr. Mirosława G. - byłego ordynatora kardiochirurgii ze szpitala MSWiA w Warszawie. Według SN, nienależycie zbadano zażalenie rodziny zmarłego pacjenta Floriana M., w sercu którego w czasie operacji pozostawiono gazę, którą usunięto dopiero po tygodniu.
Sprawa przyczynienia się do śmierci pacjenta dr...
Materiał jest skandaliczny. Tytuł sugeruje, że dr G. został skazany, on
sam jest pokazany z przesłoniętymi oczami jako przestępca mimo, że jest
od dawnaosobą publiczną i każdy wie, o kogo chodzi. Tym czasem sąd
tylko nakazałponowne rozpatrzenie sprawy i wcale nie przesądził, jak to
rozpatrzenie się zakończy. To oznacza, że artykuł jest kolejnym linczem
wykonywanym na tym człowieku. Pozostawienie gazika jest niedoróbką, ale
tego typu błędy zdarzają się nie tylko każdemu lekarzowi, ale i każdej
osobie. A poza tym za to odpowiada intrumentariuszka, która tez jest
człowiekiem. Niewątpliwie nie ten fakt spowodował smierć chorego 70 dni
później. Podnoszona tu sprawa odpowiedzialności głównego operatora za
wszystkie czynności to znowu pewna przesada. Człowiek już sobie
posiedział i jeśli zostanie uniewinniony to będzie mógł skarżyć.
Możliwe jest, że plan sprowadza się do tego, żeby go skazać i zaliczyć
areszt w poczet wykonania kary. A czy jest winny? Kogo to obchodzi.
Zagrano sobie życiem tego człowieka i życiem tych, których mół
uratować, gdyby mógł pracować. Pisuje tu niejaka Palestrina dyrdymały o
publicznym sprzęcie. Otóż ten wielomilionowej wartości sprzęt stoi w
szpitalu MSWiA i nie słyszałem, żeby sam operował. Kto zdaniem
Palestriny odpowiada za tak rażące marnotrawstwo? Ludzie umierają w
Polsce, stoi sprzęt kupiony między innymi za moje podatki i co nikt nie
jest winien? Pisuje też tu jakiś lekarzyna, który zapewne wżyciu nie
uratował nikomu życia, ale bierze się za ocenianie ludzi podejmujących
najtrudniejsze wyzwania techniczne i emocjonalne. Gdyby sam stanął przy
stole operacyjnym i zobaczył czyjeś bijące serce to najpierw by zrobił
w gacie, a potem zemdlał z wrażenia. Można nie mięc współczucia dla dr.
G, ale nalezy sie współczucie dla losu setek zmarłych ludzi, których w
tym czasie mógł dr G uratować.