Wciąż nie rozumiem, dlaczego przeszkadza Ci samo istnienie knajp dla palących,
przy założeniu, że są inne knajpy - dla niepalących. Wchodzisz do knajpy,
czujesz dym, natychmiast z niej wychodzisz, idziesz do innej knajpy. Ja nie
lubię pewnej muzyki i kiedy słyszę ją w jakimś klubie wychodzę z niego i idę do
innego. I nie domagam się, by w każdym klubie grano tylko to, co ja akurat
lubię... Ale jak rozumiem koniecznie wszyscy muszą się dostosować do Ciebie i
Twoich wymagań... Ja nie chodzę do knajp dla niepalących, nie przeszkadza mi
natomiast to, że są.
Jaranie nie jest zabronione. Pierdzenie też nie, a kiedyś w knajpach były nawet
spluwaczki. Mogę sobie wyobrazić knajpy, w których tego typu czynności nie są
niemile widziane. Pewnie bym do takiej knajpy nie poszedł, ale też nie
domagałbym się natychmiast jej zamknięcia. To sprawa właściciela takiej knajpy i
jego klientów, nie moja...
Problemem jest rozdzielenie palących od niepalących. I zezwolenie na istnienie
knajp tylko dla palących i tylko dla niepalących ten problem rozwiązuje... No,
chyba, że niepalący, choć jest ich więcej, nie chcą jednak chodzić do knajp,
więc te tylko dla nich zaczną szybko padać... Wtedy ich zrozumiem. Syndrom psa
ogrodnika...
Zakazać, zakazać, zakazać... Lewactwo wyżera Ci mózg.
--
Jeszcze tu jestem, mój kocie. I staram się trzymać fason...