Re: Koszta palenia przewyższają wpływy z akcyzy..
Postanowiłeś odświeżyć dość stary temat - ale ok, po kolei:
> ...po czym wyliczyłeś to tak, jakby każdemu choremu na raka płuc
> chemioterapia miała się "zwracać" tylko z "jego" akcyzy, zaś nie
> wziąłeś pod uwagę akcyzy zapłaconej przez tych, którzy takiego
> leczenia potrzebować nie będą - czyżby "ich" akcyza gdzieś
> znikała...?
Nie zrozumiałeś, pieniądze innych palaczy idą w dużej mierze na leczenie tych chorych, zwykle koszta leczenia+rehabilitacji+zwolnień lekarskich+niższej wydajności pracy przekraczają - często znacząco - "wpływy" z akcyzy, a wtedy trzeba sięgać do kieszeni innych, palaczy jak i niepalących.
> Konsekwentnie, palacze powinni w tej sytuacji wprowadzić
> kaluzulę: "akcyzy nie płacimy" (i kupowac wyłącznie fajki przemycane
> ze Wschodu).
Niestety coraz częściej tak się dzieje - o czym chyba zapominamy. Każdy palacz "jarający fajki" z przemytu to dodatkowe obciążenie dla budżetu - a jak pokazują statystyki, w ciągu ostatnich kilku lat sprzedaż papierosów (legalnych) spada - zaś ilość palących jest na tym samym poziomie (a może rośnie...? Niestety nie pamiętam dokładnie...) - wiadomo że w "magiczny" sposób palacze nie pozyskują tych papierosów...
> Nie wątpię, że palenie jest niezdrowe i zwiększa zapadalność na
> różne paskudne choróbska. Tyle, że pomysły ograniczania palaczom z
> tego powodu należnych im świadczeń zdrowotnych prowadzą do absurdów
> czystej wody. Następnym bowiem konsekwentnym krokiem powinno być w
> tej sytuacji ograniczenie świadczeń pijącym alkohol (nikt im nie
> kazał pić),
W wypadku alkoholików już w niektórych wypadkach tak się dzieje (np nie maja większych szans na przeszczep, a ostatnio była głośna sprawa szpitala który obciążał pijanych kosztami badań - Polskie prawo na to zezwala)
> otyłym (nikt im nie kazał się obżerać),
IMHO do pewnego stopnia tacy ludzie powinni dopłacać do swojego leczenia, mimo że te wszystkie batoniki które zeżarli miały wliczony podatek VAT.
> chorym na raka
> skóry (nikt im nie kazał się opalać), połamanym w wypadkach (mogli
> siedzieć w domu, zamiast szwendać się po górach czy rozbijać się
> samochodami), poranionym w bójkach (sam sobie winiem, że lazł przez
> Widzew w szaliku podobnym do ŁKSowskiego), przywalonym i
> zapylicowanym w kopalniach (mogli znaleźć inna pracę; a zresztą do
> górnictwa już tyle się dopłaca) etc.
To co wymieniłeś tutaj to absurd i tu zgoda - ale jest jednak różnica pomiędzy palaczem który truje siebie i innych z wyboru, a osobami chorymi na inne choroby wywołane przez zwykle zdrowe zachowanie (opalanie, uprawianie sportów itp) czy też ich pracę.
> Poza tym nie wiem jak w ogóle
> można by ustalić, kto faktycznie jest palący, a kto nie - śledztwa
> jakieś prowadzić, czy co...?
Jakby naprawdę trzeba takie coś stwierdzić to są sposoby czy to medyczne (badanie na zawartość nikotyny jak sądzę) czy... emm nieco mniej "humanitarne" - po prostu sadzasz takiego na kilka godzin/dni bez fajek - zaraz się przekonasz czy jest nałogowcem ;]
> Ano właśnie - ja też nie wiem i obawiam się w związku z tym, że z
> tzw. czapki.
Można oczywiście powiedzieć że skoro policzenie czegoś jest bardzo trudne to nie powinniśmy an podstawie takich obliczeń podejmować działań, ale z takim podejściem można polemizować...
> Myślę, że ewentualne zwiększanie wydajności pracy w normalnym kraju
> powinno być raczej zmartwieniem pracodawcy, a nie ustawodawcy.
Niższa wydajność pracy = niższe wpływy do budżetu - tak więc państwo jak najbardziej ma prawo interweniować - szczerze to nie wyobrażam sobie w dzisiejszym świecie wywalenia kogoś za to że pali(no z małymi wyjątkami np w szpitalach) - zaraz byłby pozew że to dyskryminacja i żądanie odszkodowania (a na zachodzie zapewne i wygrana takiego procesu).
> Palenie przy niepalących to oczywiście chamstwo, zwłaszcza przy
> dzieciach czy przy ludziach w inny sposób od siebie zależnych, a
> także w takich miejscach w których niepalący muszą przebywać razem z
> palącymi (samoloty, autobusy, przedziały kolejowe, urzędy etc.). Tam
> gdzie nie jest to jednak już i tak zabronione (np. w prywatnych
> mieszkaniach czy samochodach), niczego nie zmieni najbardziej nawet
> restrykcyjna ustawa - potrzebne jest po prostu konsekwentne
> kształtowanie kultury osobistej. Idiotyzmem jest natomiast
> arbitralne zakazywanie palenia w takich miejscach, do których ludzie
> chodzą dobrowolnie, mając zawsze możliwość iść gdzie indziej - np.
> właśnie w będacych przedmiotami planowanego prawa piwiarniach czy
> klubach. Nie ma bowiem żadnej logicznej przyczyny, dla których ich
> właściciele nie mieliby określać czy w środku palić wolno czy nie,
> wydzielać pomieszczenia dla palących etc. Ta regulacja to już tylko
> i wyłącznie "wielepiejstwo" władzy, która nb. nie ma najmniejszego
> zamiaru likwidować np. palarni czy wyszynku alkoholu w Sejmie, choć
> w innych podobnych instytucjach jest to wszak kategorycznie
> zabronione.
Prawo właściciela lokalu kończy się tam gdzie zaczyna się prawo stanowione przez osłów... eee tzn posłów z sejmu - i czy się nam to podoba czy nie, prawa należy przestrzegać. Zgodnie z tą ideą, właściciel lokalu nie może wydzielić miejsca dla palących marihuanę i nikogo to nie burzy, nie może sprzedawać alkoholu nieletnim (chociaż nie ma się co oszukiwać - i tak większość to robi, ponieważ kuleje egzekucja prawa, a wystarczyło by robić "prowokacje" i zgarniać koncesje jedna po drugiej... ehhh widać urzędnikom się nie chce) i nikogo to nie burzy. Restauracja nie może wykorzystać zepsutych produktów do sporządzenia posiłków, tak samo sklep nie może ich sprzedawać, a w lombardzie nie powinieneś kupić rzeczy kradzionych itd, jak widać prawo już ogranicza " wolność gospodarczą" i nikt się przez to nie burzy - z fajkami jest ten problem że właściciel prawie zawsze wybiera to co (obecnie) przynosi mu większy zysk - stąd mniejsza ilość lokali dla niepalących, ustawa ma szansę zniwelować ten problem odgórnie - może nie jest to najlepsze rozwiązanie, ale czasami(dodajmy BARDZO RZADKO) tak trzeba, właściciele (dobrych) lokali nie mają się o co martwić - jak palacz nie wyda dyszki na paczkę, to wyda na dwa piwa.
> Podobnie bzdurna jest teza, że chorzy palacze leczeni są en masse
> na koszt niepalących - i tyle.
I zgoda - tyle że ja nigdzie tak nie napisałem ;]
Też pozdrawiam.