Doskonale rozumiem dlaczego. Prawda boli, gdy jest sprzeczna z ideami.
Bo tylko ślepy może powiedzieć, że dwóch podobnie wyglądających ludzi, z wspólną
przeszłością - bo wszakże są krewnymi, mówiących podobnym językiem to są "dwa
różne narody" bo oddziela ich granica. Za to dwie inne osoby, które mówiąc w
języku wyniesionym z domu a nie wyuczonym w szkole, kompletnie się nie
zrozumieją. Którzy nie rozumieją również swoich problemów codziennych i historii
swoich rodzin to jest "jeden naród".
Nie ma i nie było czegoś takiego jak naród, tak samo jak nie ma czegoś takiego
jak np "gatunek". To są wszystko twory fikcyjne, wirtualne ułatwiające ludziom
klasyfikowanie jakiś zjawisk. Jednak można o nich mówić wyłącznie w ujęciach
statystycznych - gdy przechodzi się do pojedynczych osobników nagle cała ta
nauka o narodzie bierze w łeb.
Tusk jest Polakiem? Niemcem? Kaszubem? Co mówi o jego narodowości? A taki
Chopin? Kościuszko? Mickiewicz? Kopernik? Tuwim? Heweliusz? Kim jest np taki
Wasserman? A abp Alfons Nossol?
Zobacz takiego Ladnsbergisa
pl.wikipedia.org/wiki/Vytautas_Landsbergis
facet gadał lepiej po polsku niż nasi właśni prezydenci - i co on jest Polak?
Litwin? Żyd? Niemiec?
Co będziesz mierzył, ważył, oceniał by określić czyjąś przynależność
narodową?
> BTW: internacjonalizm w dużej części forsowali górale właśnie - ze
> wzgórz Golan.
No taaaaaaak prawdziwy "patriota" nie może się obyć bez kropli "anty-". Bez tego
by się źle czuł. Co prawda nie na temat, ale "wszystko się mu kojarzy".