Komentarze do artykułu
Chcę być prezydentem, by odsunąć Kaczyńskich - Sikorski o słowach prezesa PiS
- Po to chcę być prezydentem, aby polityka hakowa i ci, którzy ją uprawiają - bracia Kaczyńscy - zostali odsunięci od wpływu na polskie sprawy - tak Radosław Sikorski skomentował w Radiu Zet słowa Jarosława Kaczyńskiego, który stwierdził, że na szefa MSZ są haki.
Próżno byłoby szukać tej informacji na czołówkach gazet. 29 marca2005r w
areszcie Warszawa Służewiec przy ul. Kłobuckiej dobrowolnie stawił się, by odbyć
karę, Maciej Zalewski. Były minister w Kancelarii Prezydenta Wałęsy, gdzie był
zastępcą Kaczyńskiego, prezes spółki Telegraf i w ogóle bliski współpracownik
braci Kaczyńskich. Zalewski jest prawomocnie skazany za oszustwo i łapownictwo
na 2,5 roku więzienia. Wyjdzie najpóźniej 29 września 2007 r.
Proces Macieja Zalewskiego rozpoczął się w 1993 r. Postawiono mu następujące
zarzuty:
• przywłaszczenie 1,7 mln zł przekazanych mu przez Bagsika i Gąsiorowskiego
(prezesi słynnej spółki Art-B) na kupno akcji spółki Telegraf,
• wyłudzenie od Art-B nieoprocentowanej pożyczki dla Telegrafu w wysokości 4 mln
zł (w przeliczeniu na nowe pieniądze),
• ostrzeżenie szefów Art-B o grożącym im aresztowaniu.
Z tego ostatniego zarzutu Zalewski został oczyszczony, choć bez wątpienia ktoś
Bagsika i Gąsiorowskiego ostrzegł. Według ich wersji to właśnie Zalewski 31
lipca przekazał Bagsikowi informację o zamknięciu dla nich granicy w ciągu 12
godzin. Termin upływał o 4.00 rano. 1 sierpnia o 2.00 w nocy Bagsik i
Gąsiorowski odlecieli do Izraela. Sąd nie znalazł wystarczających dowodów, że
ostrzegał minister Zalewski, tak jak po latach w Starachowicach poseł Jagiełło.
Ale wróćmy do początku sprawy. Spółkę Telegraf zasiliły hojnie państwowe firmy.
Między innymi Bank Przemysłowo-Handlowy (1,1 mln zł), Budimex (0,55 mln zł) i
Metalexport. W zamian inwestorzy dostawali papierowe akcje Telegrafu,
praktycznie bez prawa głosu, gdyż pozycja założycieli spółki była
uprzywilejowana. Wymiana akcji bez wartości na pieniądze wygląda na ukryte
darowizny o posmaku korupcyjnym.
Czym Telegraf mamił swoich dobroczyńców?
Stworzeniem koncernu medialnego (skąd my to znamy?), w którego skład miała wejść
ogólnopolska gazeta i telewizja. Gwarancją udanego przedsięwzięcia miała być
wpływowa wówczas partia braci Kaczyńskich Porozumienie Centrum. Adam Glapiński,
minister budownictwa z PC, złożył nawet wtedy właśnie jako minister budownictwa
(sic!) swój podpis pod listem motywacyjnym Telegrafu do włoskiej firmy w sprawie
uruchomienia ogólnopolskiej stacji telewizyjnej.
Prezes zarządu Metalexportu Jerzy Zieliński nie krył motywów zakupu akcji
Telegrafu: Ludzie związani z Telegrafem mieli wpływ na procesy decyzyjne: byli w
Kancelarii Prezydenta, czyli tam, gdzie te decyzje się kształtowały („Gazeta
Wyborcza” 18–19 maja 1996).
Korzystając z cennego wsparcia Zalewski poszukiwał intensywnie kolejnych
dobroczyńców. W 1997 r. w „Przeglądzie Tygodniowym” Dariusz Przywieczerski
(skazany teraz w aferze FOZZ) ujawnił, że Maciej Zalewski w czerwcu 1991 r.
chciał wyciągnąć od niego pieniądze na spółkę Telegraf. Forsa czerwonego
pochodzenia wtedy im nie śmierdziała, tylko kusiła.
Już jako minister z Kancelarii Prezydenta Zalewski zainicjował cykl spotkań z
szefami Art-B. Spółki, która osiągnęła olbrzymi sukces finansowy, często
działając na granicy prawa (oscylator bankowy). Naradzali się między innymi w
będącym wówczas siedzibą Art-B pałacyku w Pęcicach k. Warszawy. Jak twierdzą
Gąsiorowski i Bagsik, wpakowali w interes mający wspomóc PC – partię Kaczyńskich
– blisko 6 mln zł. Planowali dalsze przedsięwzięcia. W grę wchodziły miliony, a
nawet miliardy dolarów i uwaga... miliony ton ropy. W zamian Zalewski (czytaj
PC) miał im zapewnić bezpieczeństwo. Do realizacji planów jednak nie doszło.
Uprzedzeni o aresztowaniu biznesmeni zwiali za granicę.
Czy Zalewski działał sam, czy też ktoś nad nim sprawował pieczę? Odpowiedź na to
najważniejsze pytanie pada w autoryzowanym wywiadzie, jakiego udzielił Maciej
Zalewski Annie Bikont i Jerzemu Jachowiczowi z „Gazety Wyborczej” 17 lipca 1992
r. Zalewski przyznaje, że przebieg spotkań z Gąsiorowskim i Bagsikiem
„referował” swojemu bezpośredniemu szefowi, ministrowi ds. bezpieczeństwa
Lechowi Kaczyńskiemu!
Rozmawiający ze mną prezesi Art-B proponowali sfinansowanie inwestycji rzędu 2
czy nawet 3 miliardy dolarów – dodaje Zalewski.
Wielkie fundusze zgromadzone przez Telegraf rozpłynęły się w tajemniczych
okolicznościach. Część spółka wydała na swoje potrzeby, część źle zainwestowała.
Niektórzy wskazują, że jej rolę przejęła założona przez Jarosława Kaczyńskiego,
Sławomira Siwka i Macieja Zalewskiego Fundacja Prasowa „Solidarność”.
Ją również wspierał finansowo Bank Przemysłowo-Handlowy.
Tygodnik pierwszy wykrył brudne machinacje związane ze spółką Telegraf.
Związki Kaczyńskich z Telegrafem Spółka Telegraf została założona 29 września
1990 r. przez Jarosława Kaczyńskiego, Mariana Parchowskiego i Macieja
Zalewskiego. Członkami zarządu byli też politycy prawicy: Andrzej Urbański,
Jacek Maziarski, Krzysztof Czabański i Józef Orzeł. W radzie nadzorczej zasiadał
Lech Kaczyński, więc brat kontrolował brata. Wymienieni panowie w większości
stanowili nomenklaturę Porozumienia Centrum (PC) przekształconego po latach w
Prawo i Sprawiedliwość.