Komentarze do artykułu
PiS apeluje do Kaczyńskiego o kandydowanie. "To ważne", "To nic nie zmienia"
Politycy ze spokojem przyjęli informację o poparciu, którego w nadchodzących wyborach prezydenckich udzielili członkowie Prawa i Sprawiedliwości Lechowi Kaczyńskiemu - Od pięciu lat wiadomo, kto będzie kandydatem PiS- mówi Paweł Graś, rzecznik rządu. Jego zdaniem każdy inny kandydat, który wyrwałby się przed szereg byłby "samobójcą".
Partyjny Wiec plemienny...
W mediach znalazłem kiedyś określenie, że obecne partie mają charakter
wodzowski. Przy innej okazji, że wiece kandydatów na prezydenta w USA
przypominają wiece plemienne. Tak samo można nazwać to co się odbywa w
Poznaniu. PiS się zebrał, czyli plemię Pisowców naradzało się jak pokonać
wrogów. W odróżnieniu od PO partia Kaczyńskiego to wojownicy. Wódz klarownie
wyznacza wrogów z którymi trzeba walczyć. Słynne przemówienie i "my jesteśmy
tu gdzie wtedy a oni tam gdzie ZOMO" łopatologicznie wykłada kto jest wrogiem
(czyli cała reszta społeczeństwa nie popierająca wojowników Kaczyńskiego).
Wódz wyznaczył na wrogów "wykształciuchów" i słynny "układ" (który w samym PiS
miał się nieźle :). Atak na 'wykształciuchów' zaczął się dobrze a skończył się
tym, że Ziobro drobnym druczkiem musiał przepraszać lekarza za nazwanie go
mordercą nie posiadając żadnych dowodów. Gdyby to był lekarz przeprowadzający
aborcję to bym zrozumiał bo wpisuje się to w doktrynę PiS dbania o elektorat
Rydzyka. (Dziwi mnie także, że mimo zakazu aborcji nie zatrzymano żadnego
lekarza wykonującego zabiegi nielegalnie - a przecież podziemie kwitnie -
'wywoływanie miesiączki' itp)
Ale Wódz plemienia nie może tylko zagrzewać do walki z wrogiem, musi też
swojej drużynie obiecać łupy. Tym ważniejsza staje się wygrana w wyborach -
bez tego Wódz nie będzie miał czego rozdzielać. W plemieniu zacznie narastać
frustracja, że jednak może ten Wódz to jednak nie Attyla The Hun. :) Zacznie
się szukanie nowego wodza, który poprowadzi do zwycięstw i łupów.
Z kolei plemię PO wybrało inną strategię, która sprawdza się znakomicie.
Oczywiście nie ulega wątpliwości, że wojownicy wodza Tuska kopią pod nim
dołki. Na jakim świecie oni żyją, że o tak kontrowersyjnych sprawach
rozmawiają sobie przez telefon. Chyba, że stracili kontakt z rzeczywistością
albo co gorsza chcieli zaszkodzić wodzowi. Ale wracając do strategii PO -
polityka miłości się sprawdza. Ludzie pewnie mają dość bezustannej i
bezpardonowej walki na górze. Czytałem także w Newsweek, że strategia
medialnego kontaktu ze społeczeństwem za pomocą nowych technologii zapewniła
zwycięstwo Obamie. Okazało się, że niewielkie datki milionów zwolenników
przewyższają dwukrotnie grube miliony, które udało się zgromadzić
republikanom. PO też eksperymentuje z prawyborami. Oczywiście bardziej to
przypomina plebiscyt, który sposób prowadzenia kampanii zwycięży - czy taki
stonowany i poważny Komorowski czy światowiec i ostry fighter Sikorski. Jakbym
miał strzelać to postawiłbym na Sikorskiego, że zostanie kandydatem PO na
prezydenta. Sikorski wpisuje się w dość medialną politykę PO. Dodatkowo jest
niezłym wytrychem na wyborców PiS - może powiedzieć, że chce być prezydentem
wszystkich Polaków, zarówno tych z PiS jak i z PO (był w PiS i można to
wykorzystać). Założenie jest aby prezydent Polski był przedstawicielem
wszystkich a nie wybranej partii.