Komentarze do artykułu
Spółdzielnia każe płacić za słońce, a czujniki oszukują
W nadmorskich gminach jest podatek od czystego powietrza, a w Lublinie mieszkańcy skarżą się, że płacą za ....słońce. Jak mówią wszystkiemu winne urządzenia do pomiaru ciepła na kaloryferach, które ich zdaniem oszukują.
To niestety nie jest takie proste
W spółdzielni-molochu zwykły szary lokator nie ma nic do gadania. Wybory prezesa i zarządu nie odbywają się bezpośrednio, tylko przez przedstawicieli. Żeby mieć jakiś wpływ na wybory, trzeba by zmusić kilka tysięcy osób do przyjścia na zebrania, na których wybiera się przedstawicieli, znaleźć kilkudziesięciu chętnych do zostania przedstawicielami na walne zebranie, na którym można zmienić zarząd.
W tej grze wszystkie atuty są po stronie prezesa i zarządu - oni mają do dyspozycji nasze pieniądze, dzięki którym mogą manipulować potencjalnym elektoratem (zrobimy wam remont, jak będziecie grzeczni), środki przekazu (gazetki, strony internetowe), grono wieloletnich przyd..sów, którzy na zebraniach głosują tak, jak prezes każe, czas, który mogą poświęcić na przygotowanie wyborów, a za który my płacimy.
Terminy zebrań i przebieg zebrań ustala zarząd - takie zebrania trwają wiele godzin, a wybory są na końcu, wiele osób wychodzi, zanim do nich dojdzie.
Szeregowy członek spółdzielni nie ma czasu ani zdrowia na takie rozgrywki, a co gorsza w tym systemie nie ma żadnych szans na wygranie z zarządem.
Jedynym rozwiązaniem jest odgórne ustawowe zmuszenie spółdzielni-molochów do podziału na kilka mniejszych. W małej spółdzielni, gdzie wybory muszą być bezpośrednie, są większe szanse na prawdziwą samorządność spółdzielców.