Niebezpieczna jazda J. Kaczyńskiego.
Mam wrażenie, że Kaczyński traktuje sprawowanie władzy jak najprzedniejszą, choć tymczasową rozrywkę, która zaspakaja jego potrzebę bycia chwalonym.
Oto dosiadł rumaka i próbuje popisywać się efektownymi woltami, cmoka wokół z uznaniem nad popisami jeźdzca tłum kibiców i wszyscy czekają tylko, aż z wiekim hukiem nastąpi upadek. Takie są reguły tej zabawy, póki co należy jak najlepiej wykorzystać ten czas kiedy rumak należy do nich. Taktyka nie polega na tym, by utrzymać sie jak najdłużej w siodle, czy już nie daj Bóg gdzieś zajechać, ale by robić wrażenie wytrawnego jeźdzca zdolnego do wszystkiego.
Każda figura jest na granicy zdrowego rozsądku, każdy ruch grozi złamaniem karku, ale skoro jeszcze jeździec siedzi w siodle - to znaczy, że wszystko kontroluje.
Nieuchronny upadek, wliczony z pełna świadomością w zasady gry, będzie oczywiście sprzedawany jako efekt intryg przeciwników, którzy nie chcieli pomagać ani podziwiać w skupieniu umiejętności jeźdzca, tylko wręcz zrzucili go po chamsku z rumaka.
Po bolesnym upadku jeździec i tak będzie odczuwal dumę z wykonanej woltyżerki - niech no ktoś spróbuje go kiedyś pokonać!
Zapomniał tylko, że rumaka dostał na króciutką chwilę, a tuż za siodłem ma obywateli którzy oczekują spokojnego stępu, by jak najdalej zajechać.
--
Odeszli komuniści - czerwoni ateiści,
Nadeszli terroryści - czarni sataniści.