Problem jest łatwy do rozwiązania. Wystarczy chrzcić ludzi dorosłych, którzy
sami mogą zdecydować czy chcą być katolikami czy nie. No ale w interesie
kościoła jest mieć jak najwięcej wiernych. Gdybyś miał wpływ na przyjęcie przez
siebie chrztu, nie byłbyś świadomym, szczęśliwym katolikiem?
Niewiara jest wiarą? Oooo...
No więc informuję Cię, że Ty nie wierzysz, tylko WIERZYSZ, ŻE WIERZYSZ. :) No i
nie ma żadnego dowodu, że masz rację.
Natomiast wypisać ludzie się chcą, żeby kościół nie mógł się posługiwać
fałszywym argumentem o ilości swoich wiernych. Kościół twierdzi, że w naszym
kraju około 95% ludzi jest wierzącymi katolikami. Uważam, że to kompletna
bzdura, ochrzczonych, może tak, ale wierzących? Jeśli jest 50% to dobrze.
Natomiast taka statystyka jest pewnym punktem oddziaływania na opinię społeczną,
czy nawet na prawodawców.
Wszystkiego tego można uniknąć, jak pisałem na początku, dając ludziom możliwość
decydowania o akcie chrztu.
Jaki ze mnie katolik? A ochrzczony jestem.
A no i z kościoła wyjść możesz. No i co to za bzdury z oczami? Na to Twoi
rodzice nie mieli wpływu, a na fakt ochrzczenia i owszem. Co to w ogóle za
zwyczaj, decydowania za kogoś w takich sprawach. No ale wierzący nie posługują
się rozumem w takich kwestiach.
--
W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
Nietzsche
Wywiad ze Stanisławem Lemem