Re: Jejku! To szokujące. Zapewne od tradycyjnego
Autor:
kowja
16.09.06, 14:49
> Widzisz, czegoś nie rozumiesz; ja nie twierdzę, że ja mam wpływ na fakt bycia
> ochrzczonym. Ja twierdzę, że mieli wpływ na to moi rodzice, a mogli zostawić
tą
> decycję mi i tak być powinno.
Idąc Twym tokiem rozumowania to i decyzję o Twoim poczęciu też powinni tobie
zostawić? Prawem rodziców jest decydowanie o tym, w jaki sposób Cię będą
wychowywali. Z drugiej strony Twoim prawem jest mieć do nich o to pretensję. To
jednoznacznie mi wskazuje, że gdzieś musieli popełnić błąd... Sznując Twoj
punkt widzenia - uważam inaczej...
> Czy przypadkiem nie pisałem jakie może mieć znaczenie? Świadomie to
ignorujesz,
> żeby znowu dopasować to do Swojej tezy o nieprawdziwości mojego(w tym
przypadku
> )
> ateizmu? (Zresztą ja wcale nie twierdzę, że jestem ateistą.) Twierdzisz zatem,
> że nie mogę być ateistą, bo interesuje mnie Twoja religia? (Skrót myślowy)
Jesli trzymamy się zasad logiki, to czy możesz zwalczać coś w co nie wierzysz?
A jesli wierzysz, nie jesteś ateistą, ale albo wierzacym, albo antyteistą
(zwalczającym religię).
By naprawdę wiedzieć, o co biega w religii, trzeba trochę się w nią zagłębić.
Religia, wiara to nie klepanie bezmyślnie paciorków, ale pełne poświecenia
życie dla dobra bliźnich. to dla wielu chrześcijan sa puste słowa... Ale nie
zmienia to faktu, że to stanowi podstawę naszej wiary. To, że większość młodych
ludzi współżyje przed slubem nie zmienia faktu, iz według religii jest to
grzech... I dlatego dla mnie religia stanowi główną oś życia. To według
przykazań oceniam, czy coś jest dobre czy złe. I nie jest to trudne. Dla
człowieka wychowanego w "normalnej, chrześcijańskiej" rodzinie te zasady są tak
oczywiste, jak oddychanie, prowadzenie samochodu - o tym sie nie myśli, to się
robi automatycznie. Stąd to okreslenie "integralna". I stąd moje opory dla
akceptowania zasad libertynizmu, nihilizmu itp. -izmów (z fundamentalizmami
włacznie).
> No i tu mylisz wiarę z religią. Żeby jaźń mogła poprawnie funcjonować i
> zawiadywać postępowaniem mnie jako istoty ludzkiej, będącej zwierzęciem
> społecznym, potrzebuję wierzyć w swoją "nieśmiertelność" czyli przyjmować
> założenie, że wychodząc do pracy nie zginę. Bez tej wiary(choć pamiętajmy, że
> nie ma ona odzwierciedlenia w rzeczywistości), nie mógłby funkcjonować mój
umys
> ł.
> Podobnie rzecz ma się z religiami; bo jak tu przyjąć, że umieramy i koniec?
> Przecież to byłby przerost formy nad treścią; żyjemy staramy się itd, a tu
nagl
> e
> obracamy się w niebyt. Trzeba zatem wymyśleć Boga i życie wieczne. Mechanizm
> podobny, ale bez religii funkcjonować się da.
No i mamy credo Twojej wiary. Co to znaczy "zwierzę społeczne"? Skąd wiesz, że
mamy taka potrzebę? Kłania się klasyczne pytanie, co było pierwsze - jajo, czy
kura? Czy potrzeba zrodziła wiarę, czy też brak tejże wiary zrodził
potrzebę "wytłumaczenia" się? To, co podałeś, to tylko jeden z nurtów filozofii
Boga 9i wcale nie najważniejszy). Ale musisz przyznać, że
dotykając "Niepoznawalnego" nie jest możliwe operowanie praktycznie żadnymi
dowodami. Ani ja Ci nie udowodnię, ani Ty mi nie przedstawisz materialnych
dowodów. Co najwyżej możemy sie przepychać argumentami logicznymi (i gwarantuję
ci wynik 50/50).
> Tu mam wątpliwości. Wiara jest przecież "łaską" daną od stwórcy, nie może być
> zatem aktem woli. Raczej jej odrzucenie takowym by było. Nie mogę zdecydować,
ż
> e
> wierzę, bo nie wierzę. Cała wiara chrześcijańska budzi we mnie same
wątpliwości
> i sprzeciw(z tą "cała", to trochę przesadzam). Czyż zatem aktem woli nie jest
> moja niewiara?
Wara jest aktem łaski boga, ale człowiek może swoim atem woli ją przyjąć lub
odrzucić. Jeśli wątpisz, to jesteś na dobrej drodze. Wiara jest procesem
dynamicznym. Została nam dana jako zadanie. To nie jest tak, że ją masz na
zawsze. Musisz cały czas z nią współpracować. Te wątpliwości odnosnie wiary są
u każdego (czy dobrze wybrałem, zrobiłem, zrozumiałem). Konieczna jest jednak
dobra wola i każdorazowy akt wyboru (najprościej - dobra i zła). Dlatego
twierdzę, że moja wiara poprzez akty jest "rzeczywista" - a nie wiara we
wiarę. Twoja niewiara też jest aktem woli. Ale jest to niewiara w sensie
religijnym. Nadal jesteś "homo religiosus". Zajmujesz się problemami wiary. I
bez znaczenia jest fakt, jak bedziesz to nazywal: jaźń, nadświadomość, dusza,
Duch itp. dlatego sądzę, iż nie jesteś ateistą. Jeśli wiara w Boga tak bardzo
Ci przeszkadza, że czynnie właczasz się w jej eliminację - wtedy stajesz się
antyteistą. Tylko pytanie, czy jesteś pewien, że wiesz co zwalczasz. Na ile
poznałeśt tę (lub inną religię). I nie mówię tu o krytyce kleru, lecz
zaprzeczaniom podstaw wiary...
> Tu masz rację, wierzę, że Boga nie ma, choć 100% pewności nie mam, wierzę też,
> że nie może być on(przy założeniu, że istnieje) taki jakim go widzą
chrześcijan
> ie.
Ty sam pewności nie masz, a jak chcesz dowieść tego innym? Jeden ze świętych
(bodajże Augustyn) powiedział, że dla wierzącego ma 1000 dowodów na istnienie
boga, dla niewierzącego - żadnego.
Rozumiem więc po ostatnim stwierdzeniu, iz nie jesteś "wojującym" antyteistą,
ale osobą poszukującą PRAWDY. Dlatego z własnego doświadczenie radziłbym Ci
szukać dalej i nie ferować ostrych wyroków. Bo możesz kiedyś spaść z konia jak
święty Paweł. I z całego serca Ci tego życzę....