Re: Jejku! To szokujące. Zapewne od tradycyjnego
Autor:
kowja
17.09.06, 16:40
> Pycha rzecz ludzka, rozumiem bardzo dobrze.
Czyż lekarzowi, który cierpliwie tłumaczy laikowi pewne zagadnienia także
zacytujesz swoje określenie o pysze, kiedy skarci Cię mówiąc, że to on
studiował kilka lat medycynę? Wybacz, ja podałem fakty i jakabyś nie patrzył,
jednak jestem dyplomowanym specjalistą od pewnych rzeczy.
>
> Pewność Twoich przekonań wynika raczej z wiary niż z wiedzy. Jako osoba
wierząc
> a
> każdy fakt uznasz za podporę swej wiary a nie odwrotnie, podobnie jak ja tą
sam
> ą
> kwestię uznam za dowód na fałszywość tejże wiary. Wątpię byś doszedł w wyniku
> swych studiów do przekonania, że Bóg istnieje, sądzę, że raczej tylko
znalazłeś
> potwierdzenie, którego szukałeś.
Jak wyżej. Właśnie moje studia daja mi prawo twierdzić, że ja wiem to, co mówię
(oczywiście duża część wynika z wiary, ale jest podpierana wieloma latami
studiow nad zagadnieniem). Ja studiowałem różne stanowiska (także podobne do
Twoich). I nadal pozostaję wierzacy. I nie jest to kwestia zadufania, a pewnego
zakresu wiedzy. Mialem nadzieją, że dostrzeżesz pewną doze sarkazmu w tekście o
trzech książkach. Sugerowalem, że wypowiadasz się ze stanowczością profesora w
tematach, w których nie do końca masz wiadomości. Najlepszy przykład w Twoim
ostatnim poście. Krytukujesz luszi wierzących, mówisz, że Bóg taki siaki Cię
nie interesuje, a gdy podaje przykład z Pisma przyznajesz się do słabej
znajomosci (Przyznam, że lektura PS niespecjalnie mnie wciągnęła. W większości
była po
> prostu męcząca)
. Wątpię byś doszedł w wyniku
> swych studiów do przekonania, że Bóg istnieje, sądzę, że raczej tylko
znalazłeś
> potwierdzenie, którego szukałeś.
I dokładnie masz rację. Wierząc szukałem potwierdzenia. Ale na studiach miałem
także wiedzę o wielu inny stanowiskach, tak filozoficznych, społecznych,
religijnych, jak i naukowych (technicznych). I nigdzie nie znalazłem
UZASADNIONYCH WĄTPLIWOŚC.
Zakładając nieistnienie Boga, muszę uznać, że z ludźmi,
> którzy z Nim rozmawiają, jest coś nie tak. Przedstawiając taki sposób
myślenia,
> wcale się pod nim nie podpisuję.
Już nic nie rozumiem. Co to za dualizm. Zakładasz więc musisz, ale się pod tym
nie podpisujesz. Zaczynasz wątpić w swój rozum? Wiec z czym tu polemizować? Z
tym pdo czym się podpisujesz (rozumiem, że to twoje poglądy), czy z akademickim
rozważaniem. ale które jest które?
> Co do normy i ogółu... To, że miliard ludzi w coś wierzy, nie czyni tego
prawdą
> .
> Oczywiście zakładam, że jednak mogą mieć rację i aż boję się pomyśleć co to
> oznacza dla świata, bowiem chrześcijańska wizja stwórcy jakoś mi się nie
podoba
Znowu coś zakładasz. Moja prośba, byś się nie bał. Bóg na szczęście jest trochę
inny niż ten straszny z Twoich snów. A mówię to na podstawie tych
moich "pysznych" studiów, dzieł Ojców Kościoła itp. Pismo Sw (które jest
męczące) oraz ich dzieła to najlepsza podstawa. A co do obserwacji dzisiejszych
chrześcijan możesz zastosować postwę Gandhiego (on znał bardzo dobrze naszą
religię, problem w tym, że nie znalazł jej "świadków") - bycie dobrym
czlowiekiem.
> Jestem zdania, że Bóg chrześcijan jest małostkowy.
Ja wprost przeciwnie - jest Miłosierdziem.
Zadajesz pytanie, dostajesz odpowiedź i stwierdzasz "brak pola do dyskusji", no
> to faktycznie nie bardzo jest o czym dyskutować. Wobec takiego stanowiska...
> Jeśli przedstawiłem jakąś interpretację Boga, to właśnie zaistniała w realu,
ja
> k
> to określiłeś. Z taką też można prowadzić dyskurs. Można też nie chcieć tego
> robić, zasłaniając się traktatami. Jeśli będę chciał się zapoznać ze zdaniem
> teologów, to sięgnę po ich opracowania. Myślałem, że dyskutuję z Tobą.
Własnie w tym problem. Podajesz swoje stanowisko i oczekujesz dyskusji. Ale jak
z tobą dyskutować, gdy Ty mówisz o Bogu, którego ja nie znam, a który jest
ponoć moim. Poruszasz wiele problemów i aby je wyjaśnić w realu trzebaby wielu
godzin. W momencie, kiedy podaję Ci źródła - obrażasz się - sam mogę sięgnąć po
opinie teologów. Dlaczego więc tego nie robisz?
> Sprawa polega w moim odczuciu na odzdzieleniu ziarna od plew. Przez 2000 lat,
> filozofowie dobudują do wszystkiego ideologię, zwłaszcza jeśli są filozofami
> wierzącymi. Umysł to potężne narzędzie.
Dobrze, że piszesz, iż jest to w Twoim odczuciu. Ja przy naprawie samochodu,
czy własnego zdrowia nie polegam na własnym odczuciu. Przy badaniu krytycznym
tekstu starych filozofów ufam badaczom (archeologom, grafologom itp), a nie
sobie. I dopiero na tej podstawie zaczynam wlasne przemyslenia. Ale Ty
zakładasz z góry i znów uogólniasz.
> Właśnie rzecz w tym, opieram się na swoim rozumie i przemyśleniach.
>
I powiedz mi, kto tu jest pyszny?
>A odnośnie odłamów - było wiele,
> >
> > jedne mniej inne bardziej zgodne z doktryną chrześicjańską. W samych czas
> ach
> > Jezusa było kilku "mesjaszy", ale przetrwało to "co od Boga pochodzi".
>
> To argument? Dowód? Czy co? Skoro przetrwało to co od Boga pochodzi, to
> szamanizm hawajski ma taką samą wagę i jest równie prawdziwy co nauki Jezusa.
> Zresztą co tam szamanizm, wszystkie współcześnie znane religie.
Dokładnie to. Dla wierzącego hawajczyka będzie to miało te samo znaczenie, jak
dla nas nasza wiara. Dla badacza religii będzie to bez znaczenia. Ale zdaje
się,że operowaliśmy chrześcijaństwem i jego rówieśnikami. I oczywiście dla mnie
jako osoby wierzącej jest to "dowód" w sferze wiary. I tylko tyle. Nic więcej.
> Tak, ale wiary jako takiej już jako nauki się nie traktuje. Nauka o wierze i
> owszem, ale nie wiara.
Zjawisko wiary też jest badane naukowo. Jest też nauka o Bogu (Teodycea). I nie
wiem, czy wiesz, ale każda z dzisiejszych nauka ma swoje "założenia". Nawet ich
królowa matematyka opiera się na wierze (zdefiniuj aksjomaty - punkt, prosta
itp). Wychodzi na to, że wszystko jest względne.
> Analogia, no nie pomyślałbym... Wybacz sarkazm, ale to to ja wiem, tylko jakoś
> nie mogłem dostrzec tej analogii.
No to łopatologicznie. Bóg - tajemniczy, niewyjaśniony, niezbadany;
analogicznie śmierć, poczęcie - tajemnicze, niewyjaśnione, niezbadane.
Oczywiście analogia tylko do pewnego stopnia. Wiemy często dlaczego człowiek
umiera, ale nadal nie potrafimy wyjaśnić kiedy dokładnie, na czym proces
smierci polego itp.
> I ja wcalę nie odmawiam prawa do istnienia Boga w świadomości ludzkiej, tyle,
ż
> e
> mam prawo głosić swe wątpliwości i ludzie wierzący muszą to zaakceptować, bo
na
> tym polega tolerancja i ludzka wolność.
Oczywiście, tylko jak Twoje domaganie się prawa ma do traktowania ludzi
wierzacych jako mniej więcej ludzi niespełna rozumu (bo wierzą)?
> Tą kwestię już wyjaśniałem powyżej. To było rozwinięcie pewnego założenia.
Rozumiem więc, że to nie Twoje stanowisko, tylko figura w argumentacji pewnego
wywodu logicznego. Jesli tak, to przyjmuję wyjaśnienie.
> To wygodne spojrzenie na te wyrwane z kontekstu fakty. Więc masowe ludobójstwo
> da się usprawiedliwić kontekstem? O to już niedaleka droga do
usprawiedliwiania
> najgorszych przestępców w dziejach ludzkości. To chyba KK nazywa
niebezpiecznym
> relatywizmem?
O czym Ty mówisz? Przecież sam wczesniej przyznałeś, ze mozesz mieć
zbyt "wąskie" podejście w interpertacji. Nad tym pracowały miliony ludzie przez
2000 lat, a Ty to zamykasz w kilku słowach bez przykładów. Może to KK odpowiada
za Oświęcim, wojne w Iraku itp? Za wyprawy krzyżowe papież już przeprosił - ale
to nie był bład wiary lecz człowieka i jego interpretacji. I jak widzisz został
naparwiony (kwestia interpretacji).
> To też jest ciekawa sprawa, te bajki. Nagle w dzisiejszych czasach zaczyna się
> trak