Jeśli to nie korupcja, to co?
Autor:
mln79
27.09.06, 13:07
Beger zażądała wywarcia nacisku na wymiar sprawiedliwości aby jej sprawy sądowe
zostały umorzone, a Lipiński nie zaprotestował. I to wg PiS nie jest korupcja?
Przecież uczciwy człowiek na takie żądanie powinien odpowiedzieć: "Pani
żartuje, to przecież byłoby przestępstwo. Takie rzeczy nie wchodzą w grę." A
gdyby Begerowa dalej nalegała powinien pójść z tym do prokuratury. A on
tymczasem powiedział: "nie wiem czy to możliwe, ale pogadam z kimś kto się na
tym zna." To zupełnie tak, jakby Begerowa zaproponowała mu np. skok na bank, a
on powiedział: "nie mogę obiecać, że to się uda, bo nie znam się na rabowaniu
banków, ale pogadam z kimś, kto się zna." Wg mnie to jest sprawa dla
prokuratury.
Gdyby nie powyższy wątek, to ta rozmowa nie otarłaby się o kodeks karny. Ale
proponowanie stanowisk w zamian za przejście do innego klubu, choć zgodne z
prawem, jest moim zdaniem przy obecnej ordynacji nieetyczne, bo przecież
wyborcy nie głosują na człowieka, tylko na partię, więc zmiana barw partyjnych
w trakcie kadencji to po prostu nabijanie wyborców w butelkę.
Mam nadzieję, że ta rozmowa udowodniła wreszcie wyborcom PiS-u, jak cyniczni są
ich idole, ci samozwańczy obrońcy moralności. Chodzi mi zwłaszcza o "dobrą
radę" Mojzesowicza, żeby odczekać 2-3 tygodnie z objęciem stołka dla zamydlenia
oczu opinii publicznej.
Jeśli premier chce ratować twarz, powinien co najmniej natychmiast odwołać obu
panów i sam złożyć doniesienie do prokuratury na Lipińskiego. Bo na to, że
wzorem zachodnich mężów stanu poda się po takim skandalu do dymisji, nie liczę.
Nie ta klasa.