GW 2005: "Anastazja P., agentura w partiach i w mediach
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3028064.html
O tym, co było w szafie Lesiaka, rozmawialiśmy z posłami, którzy obejrzeli te
materiały, gdy zasiadali w komisji służb specjalnych. Z ich relacji wynika, że
UOP udało się umieścić swoich ludzi w kilku partiach politycznych oraz w
mediach. - W sumie ok. 10 osób - ujawnia jeden z naszych rozmówców.
Najbardziej znaną z tego kręgu jest Marzena Domaros, która jako dziennikarka
Anastazja Potocka, wchodziła w intymne kontakty z politykami. Z częścią osób
spotykała się w mieszkaniach operacyjnych UOP, który pokrywał niektóre jej
wydatki i płacił za przejazdy. Potocką wysłano też na Wybrzeże, gdzie w
środowisku prostytutek, cinkciarzy i taksówkarzy miała znaleźć materiały
kompromitujące Mieczysława Wachowskiego.
Inny poseł pamięta projekty artykułów prasowych i kryptonimy dziennikarzy
piszących na zamówienie, razem z tytułami, gdzie pracowali.
Był też zarys kombinacji operacyjnej mającej doprowadzić do skłócenia liderów
prawicy: Jana Parysa, Romualda Szeremietiewa i Jarosława Kaczyńskiego.
Siemiątkowski: jak Lesiak chciał pomóc SLD
- Zakładam, że pan Niemczyk mówi w dobrej wierze i faktycznie nie wiedział o
działalności płk. Lesiaka, który podlegał bezpośrednio szefowi UOP. To jest
możliwe, bo ja się o tym również dowiedziałem bardzo późno -
powiedział "Gazecie" Zbigniew Siemiątkowski. W latach 1993-97 w rządzie SLD był
koordynatorem służb specjalnych. To właśnie Siemiątkowski nagłośnił sprawę
inwigilacji partii politycznych przez UOP i przekazał materiały na ten temat
prokuraturze i sejmowej komisji służb specjalnych.
- W początkach lipca 1997 r. płk Lesiak zgłosił się do ówczesnego szefa UOP
Andrzeja Kapkowskiego i złożył ofertę dla lewicy. Stwierdził, że lewica ma złe
rokowania wyborcze i można jej pomóc. Zaproponował przeprowadzenie kombinacji
operacyjnej w oparciu o agenturę w partiach politycznych i w mediach - wspomina
Siemiątkowski. - Lesiak chwalił się, że taką kombinację raz już udało się
przeprowadzić w 1993 r., co doprowadziło do rozpadu prawicy i słabych notowań
Porozumienia Centrum [partii braci Kaczyńskich] - mówi Siemiątkowski.
Według jego relacji Kapkowski przestraszył się. - Poinformował mnie o sprawie.
Wezwaliśmy Lesiaka na drugi dzień. Komisja złożona z kilku oficerów śledczych
przejęła jego gabinet ze słynną szafą. Pamiętam, że jeden z tych oficerów był
pod wrażeniem, bo Lesiak prosił go, by dali mu kwadrans przed wejściem do
gabinetu. Najwyraźniej chciał się pozbyć jakichś akt - twierdzi były
koordynator służb.
Siemiątkowski opisuje "szafę Lesiaka": - Zwykła metalowa szafa od góry do dołu
wypełniona aktami, teczkami, zdjęciami, donosami, rękopisami. Były tam plany
działań dezintegracyjnych wobec partii prawicowych takich jak PC, RdR (Ruch dla
Rzeczpospolitej). Materiały obciążające przede wszystkim polityków prawicy, ale
też resztki materiałów ze spraw robionych na polityków lewicy -
operacja "Pamela" dotycząca Aleksandra Kwaśniewskiego, rozpracowanie Piotra
Ikonowicza z PPS czy socjaldemokratów Tadeusza Fiszbacha z Polskiej Unii
Socjaldemokratyczna - wylicza Siemiątkowski. Nie chce podać szczegółów.
Twierdzi, że przynajmniej o części działań płk. Lesiaka wiedział Andrzej
Milczanowski, szef MSW w latach 1993-95. Jeden z dokumentów podpisanych przez
Milczanowskiego nosił tytuł: "Propozycje niektórych działań dezintegracyjnych w
środowiskach obecnej opozycji".
Milczanowski nie chciał wczoraj skomentować tych informacji.