tez nie jestem zwolennikiem bicia uczniow, choc uwazam, ze wymierzana
rzeczywiscie za powazne wystepki przeciw dyscyplinie chlosta (oczywiscie nie
jakas sadystyczna, tylko w rozsadnych granicach stosowanych np. do niedawna w
UK) czy chocby lanie linijka po rece nie jest zlym pomyslem; warunek jest jeden:
musi byc wymierzana przez zrownowazonego nauczyciela i to rzeczywiscie osobie,
ktora rozrabia, a nie przez nauczyciela-frustrata, ktory nigdy sie nie usmiecha
i w dodatku nienawidzi dzieci, przypadkowemu uczniowi, ktory poprostu sprawia
problemy. Kazdy z nas byl dzieciakiem i potrafi powiedziec, czym roznilo sie w
szkole zachowanie chuliganskie od bycia 'trudnym' dzieciakiem. A juz zupelnie
niedopuszczalne jest to, ze nauczyciel nie moze teraz nawet krzyknac na
niegrzecznego ucznia, postawic go do kąta, posadzic w oslej lawce, osmieszyc go
przed cala klasa czy szkola (wystawienie na apelu) itd. W szkole podstawowej
bylem w latach 80x i na poczatku 90x (do 92) i wiem, ze szkolni chuligani bali
sie kar, ktore mogli im wymierzyc nauczyciele czy dyrekcja; bylo sporo
bezkarnosci, ale NIE AZ TYLE co teraz; w latach 60x, gdy uczyli sie moi rodzice,
w szkole w ogole nie bylo bezkarnosci -- byla dyscyplina i powszechna grzecznosc
i uleglosc dzieci wobec nauczycieli i wladz szkolnych.