A na poważnie to zapytać można jakim cudem osoba, od której więcej inteligencji
ma ją rybki w akwarium, może być ministrem. W każdym normalnym kraju minister
zdrowia powinien zadać sobie pytanie, jak to możliwe, że wykształconym, młodym
dziewczynom z dużego do miasta nie przychodzi do głowy zabezpieczenie, mimo, że
o prezerwatywach i HIV z pewnością słyszały (zaliczając się do "oświeconych"
90%. Problem polega na tym, że młodzi Polacy przekonani są, że problem HIV ich
na pewno nie dotyczy. Skoro Simon M. był poetą, dostał nagrodę, a poza tym taka
przeszłość i wspaniały człowiek, to HIVa na pewno nie ma - oto prawdopodobny tok
myślenia tych zarażonych dziewczyn i prawdopodobnie setek innych, dla których
jeszcze nie jest za późno. Edukacja seksualna to nie tylko świadomość, że
istnieje prezerwatywa i sex-shop, ale świadmomość zagrożeń i umiejetne im
przeciwdziałanie. I tym powinien zająć się minister zdrowia a nie paplaniem o
wstrzemięźliwości i wierności. Żenada!
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.