Simon mówi, że jest zdrowy cd. (rzeczpospolita)
Simon mówi, że jest zdrowy
Kilka miesięcy temu pewna kobieta, cierpiąca na niemożliwą do wyleczenia anginę, zgłosiła się do Szpitala Zakaźnego w Warszawie. Okazało się, że jest nosicielką wirusa HIV. Podczas rozmowy lekarz skojarzył, że ma trzy przypadki zarażenia tym samym agresywnym typem wirusa. Kobiety mówiły, że miały stosunki seksualne z obywatelem Kamerunu.
Wszystkie ofiary informowały Mola, że zaraziły się najprawdopodobniej od niego. Rozmawiał z nim także lekarz. - Reakcją zawsze były wściekłe zarzuty o rasizm, o używanie stereotypu, że każdy czarnoskóry jest zarażony - mówi "Rz" osoba znająca sprawę. - Poza tym twierdził, że nawet jeśli jest chory, to jego prywatna sprawa.
Tuż przed świętami Bożego Narodzenia zdesperowane ofiary zaczęły ostrzegać przed Molem na internetowych forach (pisownia oryginalna): "ten człowiek ŚWIADOMIE ZARAZA WIRUSEM HIV zaraził już wiele kobiet, każda go poinformowała, nic nie robi sobie z życia i zdrowia INNYCH, to obłudny, perfidnie zły i wyrachowany człowiek" - napisała jedna.
Kolejna dodała: "smutna sprawa, ale to prawda.... ja też się zaliczam do tego niestety dosyć szerokiego grona świadomie przez niego zakażonych osób. Rzadko się zdarza, żeby jeden człowiek narobił tyle złego, ale to psychopata....., ale mam nadzieję, że niedługo to się skończy, bo nic tak potwornie nie wkurza jak ta bezradność i bezsilność, w momencie jak słyszy się o kolejnej w ten sposób potraktowanej dziewczynie...".
Krótko potem ukazała się odpowiedź podpisana nazwiskiem Mola. "Nazywam się Simon Mol. Jestem zdrowy. (...) Ktoś, kto twierdzi, że został zarażony przeze mnie, powinien odważnie mówić w swoim imieniu i mówić o faktach, a nie wyobrażeniach. W przeciwnym razie jest to najzwyczajniej w świecie polityczna i rasistowska kampania wymierzona we mnie ze względu na to, kim jestem, co robię i skąd pochodzę" - czytamy na forum.
Z informacji "Rz" wynika, że HIV u Mola wykryto w 1999 roku w czasie jego pobytu w ośrodku dla uchodźców w Dębaku. Zgodnie z procedurami medycznymi jest praktycznie niemożliwe, żeby Kameruńczyk się o tym fakcie nie dowiedział.
Prezerwatywa politycznie niepoprawna
Gdy szefowa Krajowego Centrum ds. AIDS Anna Marzec-Bogusławska organizowała szkolenie dla pracowników polskich ośrodków dla uchodźców, ku swemu zdumieniu dowiedziała się, że w tzw. terenie zapanowała specyficzna moda: na seks z osobą o innym kolorze skóry.
Jeszcze niedawno tylko w wielkomiejskich środowiskach alternatywnych utrzymywanie stosunków seksualnych z uchodźcą z Czarnego Lądu było trendy. Za jednym zamachem załatwiało to dwie potrzeby - zademonstrowanie swojej wrażliwości politycznej i zaspokojenie specyficznej ciekawości.
- Inny kolor skóry zawsze jest atrakcyjny seksualnie. Dla Polek zainteresowanych czarnymi mężczyznami ważny jest też fakt ich parametrów - seksuolog prof. ZbigniewIzdebski podchodzi do sprawy naukowo. - Przecież największy z oferowanych na rynku rozmiar prezerwatyw nazywa się "afroamerykański".
- Jeśli nie starcza moralności, powinna zadziałać świadomość bardzo wysokiego ryzyka i chłodna kalkulacja - denerwuje się ksiądz Arkadiusz Nowak, od dwudziestu lat pracujący wśród osób zarażonych wirusem HIV.
- Problem polega na tym, że Simon gniewnie walczył ze stereotypem, że Afryka to kontynent, z którym związane są różne nieszczęścia i klęski, jak susza, głód czy AIDS. Sugestie, że czarny mężczyzna może być nosicielem HIV, uważał za rasistowskie uprzedzenia - mówi młoda dziewczyna organizująca kiedyś spotkania poetyckie Simona Mola.
W myślach dziewczyn, które zaraził kameruński uchodźca, powraca to samo pytanie: dlaczego się nie zabezpieczały? I nie mają wątpliwości - wstydziły się żądać prezerwatywy właśnie dlatego, że Simon był czarny. Paradoksalnie, to właśnie ich liberalny światopogląd sprawił, że potulnie godziły się na seks. Bez zabezpieczeń. Padły ofiarą politycznej poprawności.
- Należy kierować się zdrowym rozsądkiem i ratować swoje życie - mówi prof. Izdebski.
- Fatalnie, że na forach internetowych ludzie wylewają teraz niechęć do czarnych i dziewczyn prowadzających się z bambusami - ubolewa reżyser Mariusz Orski.
Mola poznał na konferencji w Londynie, gdzie Kameruńczyk reprezentował mieszkających w Polsce uchodźców. Później spotkał go na panelu w Holandii. Początkowo dobrze oceniał Simona Mola. Potem zmienił zdanie.
- Chciał wykorzystać białego człowieka, tak oceniam jego mentalność. Tak, jakby każdy biały był mu coś winien. Nie wiem, czy ktoś okradał, czy eksploatował jego przodków i teraz Simon wyrównuje rachunki? - zastanawia się reżyser. - Czułem, że to jest bardzo zakorzenione w jego psychice.
Poeta, pisarz i guru
Simon Mol założył w Warszawie teatr Migrator, w którym grali uchodźcy, nie tylko z Afryki. Najważniejszym i właściwie jedynym w pełni scenicznym spektaklem była "Rasa pieczątek" - opisująca problemy uchodźców w Polsce. Spektakl wyreżyserował Mariusz Orski. Do zespołu zaangażował kilku profesjonalistów. - Pewnego dnia Simon przyszedł na próbę i powiedział jednej z aktorek, zresztą z Teatru Narodowego, "już nie grasz". Przyprowadził dziewczynę, która miała zająć jej miejsce. Był wściekły i głuchy na argumenty - mówi Orski.Spektakl, wystawiony najpierw w Muzeum Etnograficznym, przeszedł potem przez sceny klubów związanych z kulturą alternatywną, m.in. słynny warszawski klub Le Madame. Simon Mol był coraz popularniejszy. W ciągu siedmiu lat spędzonych w Polsce z uchodźcy o trudnym do powtórzeniu nazwisku Simon Moleke Njie stał się Simonem Molem, guru środowisk walczących z rasizmem. Podkreślano, że jest on przykładem, jak wiele uchodźcy mogą dać Polsce.
W 2003 r. dostał tytuł Antyfaszysty Roku. Był pisarzem, poetą i dziennikarzem. Utrzymywał, że został członkiem honorowym Pen Clubu. Ekscytowały się nim początkujące dziennikarki z działów kultury warszawskich magazynów i dzienników.
- Ofiary zarażeń to najczęściej młode, wrażliwe kobiety, które poznał w czasie wieczorków jego poezji, ale również dziennikarki zapatrzone w niego, piszące recenzje jego wierszy i sztuk - mówi Marek Siewert, policjant, który nadzorował śledztwo w sprawie Mola.
Jedna z zarażonych HIV chciała przeprowadzić z nim wywiad o prawach człowieka. Poznała go na seminarium. Na drugim spotkaniu Kameruńczyk zaczął ją podrywać. Inna z dziewczyn, poznana podczas wieczorku poetyckiego, przeżyła z Molem swój pierwszy raz.
W czasie intymnych spotkań Mol stanowczo nie zgadzał się na używanie prezerwatyw. - Kiedy jedna z dziewcząt zaprotestowała, Kameruńczyk zareagował bardzo ostro. Miał pretensje, że jest rasistką, że domaga się prezerwatywy dlatego, że jest czarny i na pewno ma HIV. W rezultacie ona poddała się i uległa - dodaje Siewert.
Smutek bogini polskiej
Gdy w środowy poranek policjanci zaczęli dobijać się do drzwi Simona, Kameruńczyk sięgnął po telefon. Z ustaleń "Rz" wynika, że najpierw zadzwonił na policję. Potem do misjonarza - werbisty, ojca Edwarda Osieckiego.
- To straszne, co zrobiono z Simonem. To też ogromny uszczerbek dla sprawy uchodźców - oburza się ojciec Osiecki, który mówi o sobie jako o powierniku SimonaMola. Kameruńczyka poznał wkrótce po jego przyjeździe do Polski, jeszcze w ośrodku dla uchodźców w Dębaku. Tłumaczył wiersze Simona charakteryzujące się - jak mówi - olbrzymią wrażliwością i realizmem magicznym, które w końcu wydano w wydawnictwie Verbinum.
Kiedy rozmawia się z osobami, które uważają, że dobrze znały kameruńskiego uchodźcę, uderza, jak mało w rzeczywistości o nim wiedziały. Zazwyczaj umiejętnie potrafił przekazać im pewną wizję siebie - taką, jakiej oczekiwali.
W jednym ze swych tekstów poświęconych prezentacji publicznej napisał, że aby przekonać ludzi do swych racji, co przypomina uwodzenie kobiety, trzeba najpierw przekonać siebie i w siebie uwierzyć. A potem można już "zbierać owoce swego mistrzostwa".
Najbardziej niezwykłym wierszem w twórczości Simona Mola jest "Bogini polska", kiedyś namię