Seksualizacja kultury a edukacja seksualna
Tendencja do coraz wcześniejszego rozpoczynania życia seksualnego przez dzieci
wydaje się oczywista. Wynika to przede wszystkim z medialnych wzorców
zachowania, które biorą udział w socjalizacji dzieciaków. Otóż atrakcyjność
fizyczna, "seksowność" stawiana jest tu na piedestał, a co za tym idzie miłość
staje się utożsamiana z seksem. Wartości takie jak wierność, przywiązanie,
wstrzemięźliwość związane z kanonem chrześcijaństwa, odchodzą w społeczeństwie
konsumpcyjnym do lamusa, gdyż autorytetem dla młodzieży staje się Doda
pokazująca cyca i cała reszta podobnych gwiazdek, a nie kolejny TW biskup. Cóż,
można różnie oceniać to zjawisko, jednak ma ono postać trwałej tendencji, od
której chyba (niestety) nie ma odwrotu.
Tymczasem Romek Giertych zdaje się tego nie zauważać. Próbuje zawracać rzekę
kijem ograniczając edukację seksualną do lansowania wstrzemięźliwości.
Oczywiście, ta propozycja sama w sobie nie jest złą. Jednak ten, kto oczekuje po
tak ograniczonych działaniach jakiejś nagłej zmiany w zachowaniu młodzieży,
jest zwyczajnym głupcem. Uważam więc, że z jednej strony faktycznie powinno
kłaść się nacisk na akcentowanie wartości w relacjach międzyludzkich (miłość,
partnerstwo etc), z drugiej jednak strony należy przekazywać też zasób wiedzy,
która w przypadku kontaktu seksualnego uchroni nastolatków przed niechcianą
ciążą czy zarażeniem hiv.
Miałem kiedyś w liceum koleżankę, której 20kilku letni facet stwierdził, że
podczas pierwszego razu nie można zajść w ciążę. W efekcie złamał jej życie i
przekreślił szanse na przyszłość. Ten smutny przykład dosyć dobrze ilustruje,
jak ważna jest edukacja seksualna, która może takim przypadkom zapobiec.