I w takim momencie zawsze nurtuje mnie kazus bibliotek. Nikt z autorów/wydawców/tłumaczy nie zarabia, a jednak nikt nie walczy z wypożyczaniem książek. Czym różni się książka od filmu, poza łatwościa przyswajania treści (co też może zostać uznane za tezę bardzo dyskusyjną). Jakoś z bibliotekami nikt nie walczy, a sieci p2p można potraktować jak tworzone oddolnie biblioteki. Co więcej, film z telewizji mogę bez problemu nagrać i pozostawić w domowej filmotece bez konsekwencji, a kopię filmu/muzyki/książki sciągniętego z sieci juz nie. I gdzie tu logika?
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.