Tinky Winky po prostu gra rolę kogoś innego od otoczenia i jest akceptowany. To
tylko dorośli o zaśmieconym mózgu, albo całkowicie odmóżdżeni mogą w tym widzieć
jakiś problem zamiast cieszyć się, że dziecko uczy się tolerancji. Czy ta
ograniczona kobieta nie potrafi zrozumieć, że "inne" dzieci - np.
niepełnosprawnie fizycznie lub umysłowo - mogą być dzięki temu serialowi również
zaakceptowane w swoim środowisku? I że to środowisko już w bardziej dojrzałym
wieku nie będzie lazło na ulice z okrzykami "bij pedała" i "Bij Zyda". A może
właśnie to tej... ehem... kobiecie najbardziej przeszkadza, bo jej samej własne
dzieci zwrócą kiedyś uwagę, że jest nienawistną i znienawidzoną istotą.
Najbardziej boimy się nieznanego i tego, co tkwi w nas samych i może być
kwintesencją tego nieznanego. Walcząc z tym czymś, podświadomie walczymy z samym
sobą. Trochę tolerancji przydałoby się temu krajowi. Nietolerancja należy się
zaś tym, którzy nietolerancję krzewią pod płaszczykiem troski o czyjeś dobro.
Nie puści tego TV "Publiczna", to puści prywatna - i zarobi krocie na reklamach.
Różne farfocle i im podobne będą miały mniej do rozkradania. Podejrzewam, że
teraz zacznie się nagonka na Teletubbies, którą nieoświecona część społeczeństwa
kupi. Może nawet wyjdzie na ulice z hasłem "Tinky Winky do gazu". Ta kobieta,
zamiast zwracać się do swoich psychologów o opinię na temat serialu, powinna
raczej zasięgnąć porady psychiatry na własny.
--
Hatikva
Bajka niestety z tej ziemi