Urodziłem się 1940 i dla mnie palenie było normalną czynnością każdego
dorosłego. Paliło się w domu, w pracy, w tramwaju, w pociągu, w samolocie i
praktycznie wszędzie. W wojsku dostawałem 10 papierosów dziennie i w całej
jednostce nie było ani jednego niepalącego. Jestem nałogowcem ze wszystkimi
zgubnymi skutkami tego nałogu, a palę naprawdę dużo 40-60 papierosów dziennie i
kilkukrotne próby rzucenia nałogu zawsze kończyły się na tyle źle, że
zaprzyjaźniony lekarz odradził mi następne. Wyjaśnił, że organizm przywyczajony
od 50 lat do codziennej walki z trucinami, uznaje za stan nienormalny brak tych
trucizn i ostro reaguje. Uświadomił mi że muszę, tak jak cukrzyk, dostawać
dożywotnio codzienną dawkę nie tylko nikotyny, ale i smółek, tlenku węgla i
innych świństw, bez których mój organizm nie potrafi już fukcjonować. Może by
ci dobroczyncy ludzkości pomyśleli o tym, ze w Polsce jest ponad 8 mln. palaczy
i że nie wszyscy chcą albo mogą rzucić palenie, może nie uszczęśliwiać narodu
na siłę!
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.