Sie znawca odezwal!!!
Wypadaloby napisac, ze ludzie sie rozwodza, bo niezgadzaja im sie charaktery, bo
zauroczenie wygaslo i nie potrafia ze soba rozmawiac i mieszkac wspolnie,
A caly ten artykul to tylko paplanina jakiegos ksiedza, ktoremu na reke stosowac
prawo wynalezione przez jego szefa (ktory nie ma honoru sie objawic, tylko
wysyla na Ziemie poplecznikow). Ale tego ksiedza i jego szefa nie interesuje, ze
slub, czyli deklaracja, ze bede z kims na sile do konca zycia, jest dla ludzi
niewykonalna. Zreszta ten ksiadz i jego szef wie, ze stworzyl czlowieka na swoj
obraz, czyli idiote, ktory nie potrafi zrozumiec podstawowych rzeczy, ktore go
otaczaja. Prawo, ktore wymyslono 2000 lat temu jest bzdurne, bo co prawda slub
jest przezyciem duchowym, ale niestety wychowanie dzieci doprowadzilo do tego,
ze wielu ludzi to egoisci, ktorzy nie moga sie dogadac z innym czlowiekiem. A
potem sa problemy, glupia chemia spowodowala, ze ktos sie zauroczyl, a tu sie
dowiaduje, ze trzeba sie rozejsc, bo ta druga osoba dostaje bialej goraczki na
widok tej pierwszej. Czyli kalsyka - hormony, neurony i glupia koscielna gadka,
zeby na sile z kims sie zestarzec. Jesli ktos sie kocha, to slub mu nie jest
potrzebny, bo bez tych publicznych deklaracji dojeda razem do happy endu,
wychowaja dzieci i beda sie szanowac.
Pytanie: Ile polskich rodzin udaje, ze wszystko jest w porzadku, sa po slubie,
a co dzien biora sie za lby. A w ilu polskich rodzinach po slubie zdarzaja sie
lewizny, wyskoki na boki i zdrady??????
Zacytuje Cie:
> świadczy tylko o niezrozumieniu tematu :)
I tk faktycznie jest, wiec jak cos napiszesz, to sie zastanow, czy masz racje.
krusnik02 napisał:
> Nie ma nad czym się rozwodzić :) A Twoje twierdzenie zawarte w ostatnim zdaniu
> świadczy tylko o niezrozumieniu tematu :)