Jechał 300 km, by oddać głos - nie było go na l..
praktycznie za ostatnie pieniadze, i zarywajac nocke, a i w sobote i
w niedziele pracowalam dojechalam do murcji by zaglosowac. mimo ze
jestem _czasowo_ emigrantem(a przede wszystkim polka) to uwazam ze
prawo do glosowania mi sie nalezy jak psu buda. nawet jesli nie
zamierzalabym wroci, a zamierzam, i to nie za lat 10 czy 5, ale na
pewno wczesniej, to moi przyjaciele i moja rodzina sa w Polsce, wiec
tez moge zadecydowac jakie im warunki polityczne sprawic.
dla osob nie przebywajacych za granica: stad jest troche inny widok
na nasza polityke, mieszkalam w Polsce i widzialam polityke, jaka
byla, w niemieckiej prasie nie bylo wiele wzmianek o poczynaniach
naszych politykow, jesli jednak byly, to kazdorazowo siedzialam przy
snaidaniu, bo wtedy czytali gazety, ze spuszczona glowa wyrazajac
moj wstyd.
wiem ze w PL niektorzy mieli problem przejechac 60 km by oddac glos,
zaloze sie ze dla niektorych i 200 m sprawialo problem.
chce byc blizej UE niz USA. za rok lub dwa bede juz mieszkac w
Polsce i wtedy sie przekonam co wybralam. nie wierze w cud, moze nie
bedzie duzo lepiej, ale bedzie inaczej.
Pozdrawiam,
Imnariel