GW z jak zwykle karmi nas skrajnościami
Prasa czerpie szczególną satysfakcję z wywoływania u nas choroby
maniakalno-depresyjnej. Jednego dnia podają, że Polska jest najgorsza na świecie
w czymś tam, innego, że mamy najlepszych na świecie informatyków, a teraz to
nawet szkolnictwo. Nigdy nie wypadamy gdzieś w środku, zawsze albo najlepsi,
albo najgorsi. Z artykułu w angielskim brukowcu zrobili temat dnia. Wkurza mnie
takie pieniackie podejście. Zgodzę się, że szkolnictwo podstawowe jest na
wysokim poziomie, jeśli za taki uznać można ładowanie ludziom do głów masy
zupełnie zbędnych w życiu informacji. Sam w liceum na biologii uczyłem się nazw
wszystkim enzymów a na geografii w podstawówce wkuwałem, ile rudy żelaza
wydobywa się w poszczególnych krajach. Oczywiście nic z tych rzeczy nie
pamiętam, za to została wada wzroku. Na studiach miałem dwa lata analizy
matematycznej, algebry itp. Po skończeniu studiów okazało się, że jako absolwent
wydziału elektroniki nie miałem nawet godziny o technologii montażu obwodów
drukowanych, ani godziny programowania w Javie, ani godziny podstaw ekonomii czy
zarządzania. Byłem świetnym kandydatem na doktoranta, czyli osobę, która pisze
do szuflady, nosi głowę wysoko i mając 30 lat mieszka w akademiku dla
doktorantów. Nasze szkolnictwo zdominowane jest przez oderwane od życia i
potrzeb rynku ideały, a kadra to "beton" który uczy tylko dlatego, że nic innego
robić nie potrafi.