Koledzy z klasy mówią: Zwariował, że wrócił
Mnie zainteresowało co innego. Jestem nauczycielką, od lat wszyscy
borykamy się z podobnym problemem, którego rozwiązanie nie wymaga
wielkich pieniędzy, a który jzosstał rozwiązany w angielskiej
szkole. W klasie uczniowie prezentują z 6 różnych poziomów
możliwości, umiejętności. Lekcja ma 45 minut, podręcznik dla klasy -
jeden- dla wszystkich ten sam ( a nauczyć muszę wszystkich).W
naszym kraju nie ma zgody na zróżnicowanie klas, na to, by
nauczyciel pracował w klasie z uczniami - albo bardzo dobrymi, albo
dobrymi, czy wyłącznie słabymi. Zaraz podnosi się krzyk o
dyskryminacji itp. Nie ma elastyczności planu zajęć. Nie ma badania
możliwości dzieci - także przez psychologa. Zawsze uczymy jednych
kosztem drugich- a jeszcze trzeba dodać, że nie ma żadnej pomocy
technicznej- fizycznie muszę sama przygotować ćwiczenia, wydrukować-
a i skserować - na własny najczęściej koszt.
Gdyby tak można - na polski dziecko chodzi do A, na matematykę do C,
na angielski do B ... i td.
Skupiamy się niby na każdym uczniu, ale kto ma z tego korzysć.
Skostniała jest szkoła, nauczyciel staje na głowie, a efekty mamy
niewspółmierne do pracy. Praca z uczniem słabym jest bardzo trudna,
dzieci rozwijają się w różnym tempie i mogą dogonić pozostałe-
często - jeśli uwierzą w siebie. W klasie z orłami uczeń słaby
najczęściej jest słaby, nie dogoni orła...