Komentarze do artykułu

Czy mam oddać ojca do domu starców?

Bo ja nie wiem, czy będę potrafiła żyć z tym piętnem, że umarł sam, w obcym łóżku i z pampersem

Czy mam oddać ojca do domu starców? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Teraz jak rodzice są sprawni nie oddałabym.
    Ale 15 lat temu Rodzice a w szczególności Tata musiał podjąć taka decyzje.
    Byłam w takim ośrodku codziennie.A Babcia gasła każdego dnia. Było strasznie,
    wtedy obiecałam sobie że ja swoich nie oddam, że nie będę musiała.
    Trudna decyzja.
  • największy problem jest taki że reszta rodzeństwa wypięła się na
    całą sytuację i nie chcą pomóc siostrze stąd cały problem
  • Skoro takie macie poglądy, Kochani, to ja Wam wytłumaczę, jakiej logicznej
    ekstrapolacji można na nich dokonać:
    Bachor kosztuje czas, pieniądze, można się zaniedbać wychowując itd. Najlepiej
    zatem bachora od razu oddać do domu dziecka, i wtedy nikt nikomu nie jest
    winien: bachor w przyszłości nie będzie musiał zajmować się higieną intymną
    rodziców, rodzice w teraźniejszości higieną intymną bachora. I git! Logiczne?

    Rozumiecie, głąby, jak Wasze poglądy rozp... więzi rodzinne i społeczne?
    Rozumiecie, jaką obrazą dla bohaterki reportażu są wasze "dobre rady", pasujące
    raczej do systemu sowieckiego bądź nazistowskiego? Skorzystajcie z dobrej
    okazji, psychoterapeutko i jezuito, żeby milczeć. A dla bohaterki reportażu -
    mój pełen szacunek.
  • Moi rodzice sa jeszcze na szczescie sprawni ale powiem szczerze, ze
    nie wiem co bym zrobila gdyby nie byli... Wiem natomiast jedno nie
    chce, zeby moja corka zyla tak jak bohaterka reportazu. Nie chce
    zeby rezygnowala z siebie i ze swojego zycia zeby sie mna
    zaopiekowac . Za bardzo ja kocham. Dlatego odpowiednio wczesniej o
    to zadbam i sama znajde dla siebie dom opieki na starosc. Przyjdzie
    mi to tym latwiej, ze nie mieszkam w Polsce a tutaj takie domy
    starcow wygladaja zupelnie inaczej.
    --
    Szczescie to jedyna wartosc, ktora sie mnozy kiedy sie ja dzieli.
  • Don Pedro, dorośnij.
    Jeśli samotna osoba nie jest w stanie poradzić sobie z opieką nad ojcem z
    zaawansowanym Alzheimerem, to znaczy, że pozostawiając ojca przy sobie bardziej
    mu szkodzi niż pomaga.

    Przykład z "bachorem" jest idiotyczny. W artykule nie ma mowy o sytuacji, gdy
    komuś się nie chce, tylko o sytuacji, gdy ktoś zupełnie nie daje sobie rady.
    Ponadto opieka nad starcem z demencją i alzheimerem to co innego niż opieka nad
    dziećmi. Doświadczyłem obydwu i wiem co piszę.

    Scenariusz umierania w pampersach jest okropny. Ale takie jest życie. W domu tez
    umiera się w pampersach. Człowiek to stworzenie, które zaczyna i kończy srając
    pod siebie. Żadne poświęcenie tego nie zmieni.

    Radziłbym też nie wypowiadać się o systemach nazistowskim i sowieckim, bo
    najwyraźniej nie masz pojęcia, o czym piszesz.
  • tejemniczy_don_pedro

    w artykule nie jest opisany problem wychowania, higieny itp osoby chorej na
    ciele, tylko osoby z alzheimerem, czyli z kolejnymi objawami choroby umyslu....
    moj dziadek ma alzheimera od 6 lat, przy czym 6 lat temu tylko zapominal czasami
    gdzie kto jest, kim jest, kim on jest - poczatki dla rodziny i dla niego samego,
    jak jeszcze cos kojarzyl, byly przykre, ale do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic...
    od 3 lat jest tylko coraz gorzej, nie poznaje juz nikogo, mentalnosc ma 5latka,
    biega, bo ucieka "do domu", ucieka z domu, w roznych czesciach garderoby,
    zostaly pomontowane dodatkowe zamki w drzwiach, ktore mama z babcia musza
    zamykac zawsze, okna niestety nie sa na klucz..uciekanie do ogrodka, skoki przez
    plot, wieczna agrecja, ze ktos chce go otruc, zabic, ukrasc mu dom itp... teraz
    to mozemy sie jedynie domyslac, ze o to chodzi, bo mowic tez juz prawie
    zapomnial jak sie mowi... to jest patrzenie na osobe 24 h na dobe, nie mozna
    odpuscic na 5 minut.. mama jeszcze pracuje, babcia ma tyle samo lat i jak taki
    czlowiek stary bo stary, ale alzheimer sily nie pozbawia, uprze sie , ze Ty
    chcesz go zabic, a Ty tylko chcesz umyc Go, bo zalatwil potrzebe w ubraniu, to
    nie jestes w dtanie wolami ruszyc, a i popchnac potrafi - babcia jest na skraju
    zalamania, bo tyle lat maz, ukochana osoba, a teraz trzeba uwazac, zeby Jej
    krzywdy nie zrobil, a i przy okazji sobie... leki podawane w tej chorobie maja
    100 skotkow ubocznych - chodzi sie jak robot, problemy z koordynacja miesni, co
    kilka godzin trzeba cos podac na uspokojenie, bo taka osoba ma manie
    przesladowcza... i to sa konskie dawki.. walka o kazdy kro, umyc, polozyc spac,
    zjesc..
    niestety to nie jest czyjes dziecko, ktore i tak w wiekszosci wypadkow mieszka z
    rodzicami i oboje sa odpowiedzialni (powinni byc), tylko to zwykle jest rodzic -
    rodzenstwo mojej mamy poukladalo sobie zycie w innych miastach i trudno zostawic
    prace i pozbawic zarobku swoja reszte rodziny (zone, meza, dzieci) za ktore
    jestes odpowiedzialny, zeby wrocic i zajac sie ojcem.. ja tez juz jestem w innym
    miescie i trudno mi sobie czasami poradzic z wyrzutami sumienia, ze nie jestem
    codziennie do pomocy mamie i babci... mama pracuje po 18 h na dobe, a jak wraca
    to wyrecza babcie, ktora pada po calym dniu walki... pracy tez nie rzuci, bo
    leki dla dziadka, jako leki z polki neurologicznej, to jedne z najdrozszych, a
    nikt inny na dom nie lozy...
    czasami czlowiek juz nie wie co zrobic... a specjalistyczny dom opieki - nie
    mowie o tym z "uwagi" umieralniach, tylko o porzadnej placowce przy tym co maja
    na co dzien, nie wyglada tak tragicznie.. w koncu ukochane przez rodzicow dzieci
    chore na raka, czy inne terminalne choroby czekaja na swoje odejscie w
    hospicjach i raczej nie dziwi to nikogo - bo to czesto jedyne miejsce, w ktorym
    otrzymaja swietna opieke i na ciele i psychiczna, a sam chyba widziales
    telewizyjne reportaze, o tym, jak rodzic biegnie do takiego dziecka i nie jest
    tak, ze oddal go na pastwe losu, tylko sam nie moze tej opieki zapewnic...nie
    nazwiesz chyba hispicjum wymyslem nazistow...
  • Przede wszystkim: "nie tak agresywnie, panie redaktorze" - jak
    mawiala Danuta Hojarska. To nie miejsce i czas na to.
    Po drugie, przeczytaj ze zrozumieniem wypowiedzi, które Cię tak
    wzburzyły. Widzisz gdzies w nich odniesienia do systemu
    nazistowskiego bądz sowieckiego? Jeśli chodzi Ci o domy
    opieki/hospicja, to w takim razie cała cywilizacja zachodnia jest
    duchowym spadkobiercą nazizmu/komunizmu (?) Dość ryzykowna teza,
    przyznasz, zwłaszcza jak sobie przypomnisz (bo na pewno wiesz, tylko
    zapomniałeś), że w hitlerowskich Niemczech ludzi psychicznie chorych
    po likwidowano jako nieprzydatnych.
    Naprawdę uwazasz, że to naziści oraz komuniści byli pomysłodawcami
    opieki paliatywnej? Hmm, jesteś prawdziwnym kreatorem historii albo
    ja o czymś nie wiem.
    Walczą we mnie w tej chwili dwie sprzeczne chęci:
    1. Żeby odpisać Ci w Twoim stylu, czyli: "Nie wypowiadaj się,
    agresywny i wulgarny głąbie, na tematy, o których nie masz
    najmniejszego pojęcia" (bardzo nęcące!)
    2. Żeby napisać Ci, że zanim cokolwiek napiszesz na tak
    kontrowersyjny temat, spróbuj się choć przez chwilę postawić w
    sytuacji kobiety z reportażu.
    Ona jest na skraju wyczerpania nerwowego i fizycznego. Czy dałes
    rade pojąć, co pisali fachowcy, że do akiej osoby potrzeba MINIMUM
    TRZECH OPIEKUNÓW? Czy rozumiesz, ze to jest za duzo na jedną osobę?
    Po prostu jest granica mozliwości. Poza tym ona też jest
    człowiekiem, ma swoje potrzeby, jakieś mizerne resztki swojego zycia.
    Jest jeszcze jeden aspekt tej sytuacji: może się zdarzyć tak, że
    któregś razu nie dopilnuje ojca, który ucieknie z domu/podpali
    mieszkanie/zacznie zakładac nowy gazociąg, wysadzając przy okazji
    dziesiątki lub setki osób w powietrze.

    Przede wszystkim: "nie tak agresywnie, panie redaktorze" - jak
    mawiala Danuta Hojarska. :-) To nie miejsce i czas na to.
    Po drugie, przeczytaj ze zrozumieniem wypowiedzi, które Cię tak
    wzburzyły. Widzisz gdzies w nich odniesienia do systemu
    nazistowskiego bądz sowieckiego? Jeśli chodzi Ci o domy
    opieki/hospicja, to w takim razie cała cywilizacja zachodnia jest
    duchowym spadkobiercą nazizmu/komunizmu (?) Dość ryzykowna teza,
    przyznasz, zwłaszcza jak sobie przypomnisz (bo na pewno wiesz, tylko
    zapomniałeś), że w hitlerowskich Niemczech ludzi psychicznie chorych
    po likwidowano jako nieprzydatnych.
    Naprawdę uwazasz, że to naziści oraz komuniści byli pomysłodawcami
    opieki paliatywnej? Hmm, jesteś prawdziwnym kreatorem historii albo
    ja o czymś nie wiem.
    Walczą we mnie w tej chwili dwie sprzeczne chęci:
    1. Żeby odpisać Ci w Twoim stylu, czyli: "Nie wypowiadaj się,
    agresywny i wulgarny głąbie, na tematy, o których nie masz
    najmniejszego pojęcia" (bardzo nęcące!)
    2. Żeby napisać Ci, że zanim cokolwiek napiszesz na tak
    kontrowersyjny temat, spróbuj się choć przez chwilę postawić w
    sytuacji kobiety z reportażu.
    Ona jest na skraju wyczerpania nerwowego i fizycznego. Czy dałes
    rade pojąć, co pisali fachowcy, że do takiej osoby potrzeba MINIMUM
    TRZECH OPIEKUNÓW? Czy rozumiesz, ze to jest za duzo na jedną osobę?
    Po prostu jest granica mozliwości. Poza tym ona też jest
    człowiekiem, ma swoje potrzeby, jakieś mizerne resztki swojego zycia.
    Jest jeszcze jeden aspekt tej sytuacji: może się zdarzyć tak, że
    któregś razu nie dopilnuje ojca, który ucieknie z domu/podpali
    mieszkanie/zacznie zakładac nowy gazociąg, wysadzając przy okazji
    dziesiątki lub setki osób w powietrze.
    Jeżeli nie ma możliwości zapewnienia PRAWIDŁOWEJ opieki nad
    agresywnym/niebezpiecznym dla siebie lub otoczenia chorym, uwazam,
    że jedynym wyjsciem jest oddanie go do specjalistycznego zakładu.
    Wiem, ze to bolesne i bardzo traumatyczne przeżycie, ale trzeba
    wybierac mniejsze zło. Poza tym, co przeszkadza odwiedzac taka osobe
    codziennie, by nie czuła sie samotna i opuszczona lub chocby po to,
    by pomóc przy myciu czy toalecie? (o ile jeszcze chory odczuwa
    róznicę miedzy czlonkiem rodziny a osoba calkowicie obca)
    Zyczę Ci więcej rozumu, empatii oraz tego, by życie nie postawiło
    Cię kiedyś przed takim wyborem - bo możesz baaaardzo zaskoczyć sam
    siebie, mój drogi tajemniczy_don_pedro
  • Zanim ktoś napisze opinie potępiającą osoby, które szukają pomocy w domach opieki dla swoich bliskich, niech powie czy miał, kiedy kolwieg doczyenia z osoba chora na Alzheimera?, czy wie ile wysiłku i miłości wymaga opieka nad takim człowiekiem która nie kończy sie po 8h pracy... opieka trwa 24 h na dobre przez 7 dni w tygodniu a za to dostaje się wyzwiska, upokorzenia osoby która się opiekujemy.
    Chętnie podyskutuje na ten temat mailem..
  • don pedro, a wiesz jak rozp....... więzi rodzinne osoba chora, nękająca ludzi
    którzy się nią opiekują??
    czy kiedykolwiek mieszkałeś z osobą starą, po wylewie, zdziecinniałą??

    --
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,pilchowa.html
  • Masz rację Don Pedro, jednak spróbuj następnym razem wyrażać swoje
    racje nie obrażając rozmówców.
  • Ja mam najgorsze przed sobą... Póki co moja babcia jest sprawna
    fizycznie,ale już ma wizje, potrafi godzinami do siebie gadać na
    głos, i nie pomaga nic. Idziesz do niej, siadasz piejsz z nią kawkę,
    wystarczy że odejdziesz a ona jeszcze przy Tobie zaczyna rozmowę z
    wyimaginowanymi ludźmi, zza ściany, z pokoju itp... Chodzi i płacze
    bez powodu, tzn powód jest wymyślony. Ja nie wiem jak się
    zachowywać...potakiwać czy mówić, że nie widzę jej "gości"? A
    najgorze jest to, że mieszkam tylko z tatą, chcę ułożyć sobie życie,
    a nie mogę. Ojciec traktuje za pewnik, że ja zawsze będę, że
    ugotuję, że jak on będzie w pracy to ja szybko przylecę ze swojej do
    babci, że jak wyjedzie na urlop to ja będę siedzieć na dupie w
    domu... Ale to jest jego matka,a nie moja... A ja mam 25 lat i nie
    mogę się wyprowadzić z domu, bo czuję się szantażowana emocjonalnie,
    bo biedny tatuś sobie sam nie poradzi ze swoją matką... A z nią jest
    coraz gorzej... Czy mam zostawić pracę, znajomych, partnera i
    wiecznie mieszkać z matką mojego ojca jak pomoc domowa na posyłki?
    Poważnie, nie wiem co mam robić... i doskonale rozumiem bohaterkę
    tekstu, choć najgorsze pewnie przede mną...
  • Niggdy w zyciu oni dali mi zycie.Kocham ich z calego serca.
  • bo tak jesteśmy wychowani. Moja mama zawsze powtarzała, że nigdy ni
    oddałaby babci do domu opieki. Babcia umarła w domu. Moja mama będąc
    po 70-tce zaczęła chorować. Mówiła - reumatyzm, kości mnie bolą. Po
    jakimś czasie, gdy zasłabła, upadała i zabrało ją pogotowie okazało
    się, że to nie reumatyzm tylko rak. Zaatakowany cały szkielet,
    przerzuty do mózgu. Lekarz po wielu konsultacjach powiedział, że nic
    nie można już zrobić, to ostatnie stadium choroby i pozostaje tylko
    hospicjum stacjonarne. Powiedział, że sama nie dam rady bo ona
    wymaga specjalistycznej opieki, gdyż może dochodzić do samoistnych
    złamań. Kończyłam właśnie budowę domu, a mieszkanie w którym
    mieszkała mama nie miało łazienki i innych udogodnień. Zgodziłam się
    na hospicjum, codziennie u niej byłam. Gdy mamie wracała świadomość
    to oskarżała mnie, że ją oddałam. Obicałam, że jak tylko zamiezkamy
    zabiorę ją. Nawet łazienkę tak przystosowaliśmy, żeby łatwo ją było
    myć. Umarła miesiąc przed naszą przeprowadzką i choć byłam przy niej
    gdy umierała, to do tej pory mam wyrzuty sumiena, że nie umarła w
    domu. Tak to odbieram jako córka, natomiast jako matka, nie
    chciałabym, żeby moja córka miała ze mną taki proble, a później
    takie wyrzuty sumienia. Mnie było bardzo cięko pogodzić opiekę nad
    mamą, opiekę nad dziećmi, budowę domu i pracę. Myślę, że w Polsce
    nie ma jeszcze domów opieki z prawdziwego zdarzenia, albo są
    nieiczne i bardzo drogie dlatego też sami opiekujemy się rodzicami,
    choć czasem jest to ponad nasze siły.
  • widzisz, wszystko zależy od okoliczności. a co jeśli masz chorego rodzica i
    chorego bachora? albo jeśli opieka nad rodzicem pochłonie cały twój czas,
    wyrzucą cię z pracy, zostawi cię żona, odbiorą ci dzieci. sądy kategoryczne są
    łatwe. poza tym czym innym jest przewijanie dziecka, a czym innym przewijanie
    ojca. czasem potrzebna jest też specjalistyczna pomoc: czy chciałbyś
    samodzielnie cewnikować swojego ojca? łatwo ci się mówi kolego. ale być może sam
    zobaczysz, jak to jest.
  • Też wszystko przede mną. Nie wdając sie w dyskusje proszę o opinie
    na temat domów opieki. Ceny pobytów. Pozdrawiam
  • Musi Pani odpocząć, polecam ośrodki, które przyjmują schorowane
    osoby na krótkie okresy. Mój dziadek bywał w takich miejscach
    prowadzonych przez siostry zakonne, a rodzinie dawało to chwilę
    oddechu. Polecam ponadto poważną rozmowę z rodzeństwem nie tylko
    Pani jest odpowiedzialna za rodziców.
  • Medycyna poszła do przodu. Pigułki znakomicie podtrzymują czynność
    wątroby, serca, płuc - a więc zwiększając długość życia jako taką.
    Nie ma i raczej nie będzie leku na zmiany starcze w mózgu.
    Internistycznie "zakonserwowany" staruszek ujawniający zaburzenia
    psychiczne (nieprzewidywalny, wrogi, momentami niebezpieczny) -
    poznawcze, świadomości - może żyć w takim stanie jeszcze całe
    dziesięciolecia, dezorganizując funkcjonowanie rodziny.
    Wspomniany "bachor" w ciągu miesięcy/lat rośnie, "uczłowiecza się",
    będąc dla rodziców źródłem miłości i satysfkcji. Sędziwy, coraz
    bardziej ułomny członek rodziny - tylko ją dezorganizuje, sprawia,
    że kolejni jej członkowie potrzebują pomocy psychiatry/psychologa.
    Jak tu się bowiem dobrze czuć, gdy osoba, która była dla nas
    autoryttem, źródłem wzorców nawet już nas nie rozpoznaje ?
  • Dla mnie sprawa jest jasna. Ja nie chciałabym spędzić starości
    w domu opieki i wiem, ze zaden człowiek tak samo sądzi.
    Nigdy bym nie oddała rodziców do domu opieki.
    Strach patrzeć jak wszyscy ludzie nauczyli się żyć wygodnie
    i jesli ktosim w tym przeszkadza (nawet rodzic) to nie mogą się
    z tym pogodzić :(
  • franiaaa1 napisała:

    > Masz rację Don Pedro, jednak spróbuj następnym razem wyrażać swoje
    > racje nie obrażając rozmówców.

    Nie da rady. Oni reprezentują antycywilizację, afirmującą egoizm, wolność od
    odpowiedzialności i od płacenia zaciągniętych długów. Etyczną antyewolucję od
    człowieka do małpy, która ma się nażreć i zabawić, wolna od nakazów moralnych i
    związanych z nimi niedogodności. Ta antycywilizacja jest mi wstrętna i obdarzać
    jej pozorami szacunku nie zamierzam. Nie traktuję tych ludzi jak rozmówców. Nie
    mamy o czym rozmawiać, promowane przez nich postawy się zwalcza (od początku
    cywilizacji!), a nie o nich dyskutuje. A że się obrażą? A niech się obrażają...
  • Ten Pan ma przynajmniej jedna osobe, ktory w rodzinie ma
    przynajmniej jedna osobe, ktora ma wyrzuty sumienia z powodu
    bezsilnosci nad jego stanem...
    Ponad rok temu wynajmowalam pokoj u staruszki, do ktorej sprowadzila
    sie rowniez jej corka- swiezo po lezeniu w szpitalu na bialaczke
    przeprowadzila sie do niej aby sie nia opiekowac.. Staruszka miala
    jeszcze inne dzieci, najmlodszej zapisala mieszkanie, w ktorym
    mieszkala, ale nikt oprocz chorej corki nie podjal sie jej opieki.
    Staruszka byla chora- miala cukrzyce, czesto nas nie poznawala,
    miala niewladna reke, pozniej wyladowala w szpitalu, bo miala polip
    w gardle ktory nie pozwalal jej nawet pic. Kiedy zostalam z nia i z
    moim mezem sama (chora corka znow wyladowala w szpitalu) staruszka
    przewrocila sie w lazience, zemdlala. Zadzwonilam do najmlodszej
    corki zeby moze zawiozla ja do lekarza, a ta nakrzyczala na mnie, ze
    ona ma daleko, ma dzieci, a tak wogole to czego ja od niej
    oczekuje... Zrobilo mi sie slabo.. Kolejnego dnia cisnienie mi sie
    podnioslo- wpadl wnuczek z kilkoma ciasteczkami niesmialo pytajac
    czy babcia ma jakies pieniazki.. na papierosy. I znow zostalismy
    sami. Podnosilismy ja jeszcze pare razy, przystawialismy krzesla do
    lozka zeby nie spadla w nocy i balismy sie o nia kiedy wychodzilismy
    do pracy. Pewnego dnia staruszka powiedziala, ze nie moze popic
    lekow, czy moglabym cos z tym zrobic. Stwierdzilam, ze to zbyt
    powazna sprawa i tym razem dostalam telefon do syna, ktory akurat
    wrocil z morza. Syn sie przejal, owszem, zawiozl mame do szpitala, a
    kiedy wyszla odstawil ja spowrotem do domu. Przejal sie jeszcze
    bardziej kiedy musial wywarzyc drzwi, kiedy podczas naszej
    weekendowej nieobecnosci staruszka zemdlala i lezala tak na podlodze
    caly dzien. Postanowil wiec oddac matke do domu opieki, a mieszkanie
    wynajac. Powiedzial nam zebysmy sie wyprowadzili i kiedy juz
    znalezlismy mieszkanie sytuacja sie zmienila. Pan zaczal mowic nam,
    ze gdyby to zalezalo od niego to mieszkalibysmy za darmo w zamian za
    opieke, ale stuacja jest jaka jest. Gdy zabieralismy swoje rzeczy
    matke odwiedzila chora corka i pytala czy musimy sie wyprowadzac. Na
    koniec zadala jedno pytanie, ktore do dzis dudni mi w glowie: to kto
    sie teraz zaopiekuje matka?
    Nie znam dalszych losow tej staruszki i jej corki. Odcielam sie
    wtedy od tego. Bylam bezsilna i zla na dzieci, ktore nie kochaja
    matki tylko to co po niej pozostanie. Mysle teraz czaeem o tej
    staruszce, zastanawiam sie czy zyje.. i mam nadzieje, ze jest juz po
    tamtej, w jej wypadku napewno lepszej, stronie.
  • Moja mama tez umarla w hospicjum. Wprawdzie spedzila tam tylko 7
    dni, bo staralismy sie jak najdluzej zapewnic jej opieke w domu. Ale
    w ktoryms momencie po prostu nie dalismy rady. Nie umielismy ocenic
    sytuacji i ja wlasciwie myslalam, ze jej pobyt w hospicjum moze
    trwac nawet kilka miesiecy. Nie zdawalam sobie sprawy z tego, jak
    szybko postepowala jej choroba. Dziekuje Bogu i losowi, ze mielismy
    mozliwosc skorzystania z hospicjum, bo wiem, ze miala tam naprawde
    dobra opieke, podczas gdy my bylismy na skraju zalamania nerwowego.
    Bylismy u niej codziennie, ja bylam z nia, gdy umierala. Zycie bywa
    okrutne i tak, jak ktos juz tu napisal, czasami trzeba wybrac
    mniejsze zlo.
  • Rozumiecie, głąby, jak Wasze poglądy rozp... więzi rodzinne i społeczne?
    > Rozumiecie, jaką obrazą dla bohaterki reportażu są wasze "dobre rady", pasujące
    > raczej do systemu sowieckiego bądź nazistowskiego?

    to raczej Twoje poglądy tam pasują. Oni niszczą wiezi rodzinne i społeczne?
    Cżłowieku, ta rodzina sama je zniszczyła - wszystko na barkach jednej jedynej
    osoby, już po raz drugi.

    a teraz cos ci napiszę - moja babka, matka mojej matki miała Alzheimera . 8 lat.
    Potrafiła podnieść telewizor i umazana w odchodach iść z nim otwotzyć drzwi , a
    potem zrzucić telewizor sama na siebie.. Trzeba było przy neij czuwać 24 godziny
    na dobe . Ostatnie 3 lata to był koszmar, a ostatni rok - lepeij nie mówić .

    I nikomu nie zyczę czegoś takiego, moja matka, wtedy na ezrobociu siedziała z
    nia 24 na dobę i widziałam jak powoli wszyscy zaczynamy zyczyć ukochanej babci
    smierci. Zeby to juz sie skończyło - my do szkoły, ojciec do pracy, a matka
    wciaż przy niej i z dnia na dzień coraz bardziej wscieskła, zła, płacząca. Z
    perspeltywy widze to tak, ze tamten czas zniszczył kompletnie fizyczne i
    psychiczne zdrowie mojej matki - co z tego, ze koło 17 rodzina wracaała, jesli i
    tak były wtedy 3 04 godziny do snu babki... I nei porównuj prosze podnoszenia 80
    kg starszej, prawie bezwładnej kobiety, do zajmowania sie rocznym dzieckiem i
    ejgo higieną intymną. Jak sobie przypomnę kąpiele babci ...nie chcę o tym w
    ogóle mysleć.
  • Drogi don Pedro,skoro jestes takim prawym czlowiekiem,brzydzacym sie
    cywilizacja smierci,to moze zglosisz sie do bohaterki reportazu i
    pomozesz jej w opiece nad ojcem?oczywiscie w ramach wolontariatu.
  • U nas w rodzinie osoby starsze mieszkają z dziećmi, i ok.

    Ale sporo osób żyje dziś w stylu "ja śiama ja śiama".

    Kiedyś rodzina żyła razem, wszystko robiło się prawie wspólnie. Np:
    wesela. Dzis więszośc nie wyobraża sobie, by rodzice dali im choćby
    1 zł na wesele, mimo że to uroczystośc rodzinna (tak!, ślub jest dla
    młodych, wesele dla rodzin).

    Obserwuje potem takich "samodzielnych", którzy kupują mieszkania i
    nie wyobrazają sobie, by na "starość" mogli przyjąc rodziców.
    Bo mieszkanie za małe, bo oni sami się utzymywali, nic nie brali,
    wiec co mama/tata chce.

    > Bachor kosztuje czas, pieniądze, można się zaniedbać wychowując
    itd. Najlepiej
    > zatem bachora od razu oddać do domu dziecka, i wtedy nikt nikomu
    nie jest

    - ktos może powiedzieć, że dzieci się nie prosiły :)))

    Inna sprawa, że kiedyś było kilkoro dzieci i te opieke nad rodziną
    można było dzileićć na kilka osób.

    Dziś jak "dzieci" biora slub w wieku 25-30 lat, to rodzice mają
    wtedy po 55 lat. Młodzi ida się wyszumiac na swoje ..... ale tylko
    na 5-10 lat, bo nagle się okazuje, że jeden rodzic umiera, drugi ma
    już 65 lat i trzeb się nim opiekować.
    Wychodzi na to, że "samemu" będzie się z 5-10 lat, a tak, całe życie
    z rodzicami.
    To może przerażać :D

    > Rozumiecie, głąby, jak Wasze poglądy rozp... więzi rodzinne i
    społeczne?

    - więzi rodzinne się juz dawno rozpadły!
    A zrobił to m.i. system a`la ZUS !!!
    Kiedys się rodziło sporo dzieci, bo ONE nas utrzymywąły na starość.
    Teraz ZUs zabiera nam połowe kasy, nie ma za co utrzymać dzieci. Ani
    nawet nie ma sensu ich rodzić. Bo starość "zapewnia" ZUS.

    Więc ani sens miec dzieci, ani liczyć na to, że to one nam byt
    zapewnią.

    W myśl zasady "ja śiama ja śiama", kazdy już oczekuje, że każdy
    zajmie się sobą.
    No chyba że mama ma rente, a synuś nie pracuje, to synuś się
    zaopiekuje za 70% jej kasy :) ;)

    Hymm, takie czasy .... lkwidujmy ZUS, może się coś zmieni :D
  • U mnie w rodzinie jest podobna sytuacja - Moja babcia jest cięzko chora , ma 80
    lat. Po sąsiedzku mieszka z nią 1 syn z zoną - Pan prezes. Mowią,że meczy ich
    ta sytuacja, że maja dość. Oczywiście w przyszłości zapisanym im domem nie
    pogardzą. Mój ojciec jest osoba znerwicowana, zmartwieniami finansowymi, swoimi
    rodzinnymi mowi że nigdy nie brał taka pod uwagę aby oddać swoja matke do domu
    starców. Brat naciska - mowi załatwię dom opieki weż tylko i zawiez ją. Nie
    życzę nikomu znaleśc się w takiej sytuacji, nie bede oceniac innych ludzi, bo ci
    co robią jak by sie znależli w taliej sytacji i tak okazaliby sie tchórzami.
  • Pisze pani ,ze corka pownna sie opiekowac a jak za chwile sama sie rozchoruje i
    nie wstanie z lozka i nie starczy aby obym ludza za wszysko zaplacic ,ja tak
    robilam opiekowlam sie sama spralizowana mama i nie dawalam rad ,sama mam
    porzony kregoslup a do opieki byly potrzebne 3 osoby ,buntowalam sie jak moja
    siostra zaproponowala prywatna opieke u siostr ale teraz wiem,ze wykonczylabym
    sie i moja codziennie u niej byc na zmiany i piekowac sie ,nikt nie dalby rady
    24 godziny na dobe sie opiekowac ,pracowac z dojazdem 10godzin min i prowadzi
    drugi swoj dom ,nie ma szans ,teraz to rozumiem i niech kazdy mierzy swoje
    mozliwosci sam i nikogo nie ocenia bo mozna miec jeszcze swoje prblemy ze
    zdrowiem,rodzinne ,finansowe i czasem trudno sprostac takiemu wezwaniu.Bywa tez
    ,ze osoba bliska jest coraz bardzie zlosliwa i bezwgledna i nic ja nie obchodzi
    co sie z nami dzieje a w normalnym osrodku nie jest samotna,ma kontakt z innymi
    osobami i wtedy jest mnie apodyktyczna ,niech kazdy postepuje wedlug swoich
    mozliwosci i nie ocenia nikogo bo tak najlatwiej jest zawsze.
  • Nie chciałabym, żeby moje dzieci musiały się mną opiekować, chciałabym zostać w
    ich pamięci jako człowiek, jakim jestem teraz. W nosie mam,jakim budyniem mnie
    będą karmić w domu starców. A najlepiej modlić się o śmierć bez całej tej
    okropnej otoczki długiego umierania.
  • Wiesz don pedro - tobie jeszcze życie dupy nie skopało, po prostu nic o nim nie
    wiesz...ale może kiedyś to nastąpić, staniesz przed dylematem postawiony pod
    ścianą i poddasz się, bo życie nie takich twardzieli potrafi złamać.
    Ale nie życzę Ci byś się o tym przekonał kiedykolwiek.
    Łatwo się mówi o moralności i etyce gdy stoi się obok, gdy mnie to nie dotyczy -
    bo łatwo jest wtedy oceniać... nikt nie chce brać odpowiedzialności za podjętą
    decyzję.

    "nie oceniaj, bo w końcu ciebie osądzą..."
  • Opowiem wam moją historię. Mój ojciec rok temu nagle zachorował na białaczkę. To
    był dla mnie i mamy wielki szok. Zawsze był zdrowym człowiekiem. Przez miesiąc
    leżał w szpitalu z zagrożeniem życia. Po podaniu 5 dawek chemii był krok od
    śmierci. Musieli odstawić jej podawanie. Chemia zniszczyła mu częściowo korę
    mózgową. Od roku żyje w swoim świecie. Od roku leży w pampersach. Od kilku
    miesięcy musi być karmiony bo sam nie jest w stanie utrzymać widelca czy
    talerza. Razem z mamą opiekujemy się nim. Nauczyłam się zmieniać ojcu pampersa,
    to było trudne. Pielęgniarka namawiała nas na oddanie ojca do domu opieki. Nie
    zgodziłyśmy się. Mimo że ojciec nie był najlepszym ojcem dla mnie nie
    wyobrażałam sobie abym mogła go oddać gdzieś. Jaki był taki był ale to mój
    ojciec. jakieś 3 tygodnie temu moja mama złamała prawą rękę. Ja pracuje od rana
    do wieczora, a ojcu trzeba zapewnić odpowiednią opiekę. Stanęłyśmy przed trudnym
    wyborem. I niestety musiałyśmy załatwić dla ojca hospicjum. Całe szczęście, że
    ojciec nie zdaje sobie sprawy z tego gdzie jest i co sie dzieje wokół niego.
    Powiem wam, że to był naprawdę trudna decyzja. Mam wyrzuty sumienia, że musiałam
    go tam odwieźć. Pocieszeniem jest fakt, że oddałyśmy go tylko na czas
    wyzdrowienia mamy. Jak tylko będzie znowu w stanie opiekować się ojcem to go
    zabierzemy do domu. Ten czas też pomoże mnie i mamie odpocząć i nabrać nowych
    sił do dalszej opieki....
    Oddanie do domu starców bliskiej osoby zazwyczaj jest trudną decyzją, mam
    nadzieję że ja już więcej nie będę musiała jej podejmować.
  • Ja od 5 lat siedze w domu z moja babcia,a mam 29.Nie skonczylam
    studiow,nie pracuje,ubezpieczenie mam na meza,nie mam urlopow i
    wolnych weekendow,ze znajomymi kontaktuje sie telefonicznie i przez
    kompa,wychodze z domu raz na pol roku.Moja babcia jest sprawna, w
    miare, fizycznie i umyslowo jak na 83 lata,nie choruje na nic
    powaznego i moze zyc jeszcze dlugo.A ja sie zastanawiam jakie bedzie
    moje zycie po jej smierci,gdy bede 40sto letnia kobieta bez
    wyksztalcenia,doswiadczenia zawodowego,bez emerytury i bez dzieci
    (nie moge pozwolic sobie na dzieci,bo nikt nie jest w stanie mi
    pomoc dluzej przy babci,a nie stac mnie na opiekunke,zreszta babcia
    nie chce nikogo obcego w domu).I naprawde nie wiem co bym
    zrobila,gdybym miala podjac te decyzje jeszcze raz,wiedzac jak sie
    potoczy moje zycie.
    Zycze spokoju.
  • nigdy nie mów nigdy. tutaj nie jest mowa tylko o zniedołężniałych staruszkach, tutaj chodzi o zmiany w mózgu. już parę osób dokłądnie opisało jaka to jest walka, taka opieka nad starym człowiekiem z alzheimerem lub demencją. to nie jest przyjechanie do babci/dziadka/mamy/taty na chwilę, to jest przebywanmie z nimi 24 h na dobę, 7 dni w tygodniu. to jest walka z nimi przy każdej zmianie pieluchy, przy każdym myciu, karmieniu. takiej osoby nie zostawisz samej nawet na 5 minut.
    i niestety prawdą jest, ze taka osoba rozwala psychicznie rodzinę - bo ona moze żyć tak kilkanaście lat albo i dłużej i w tym czasie wszscy wysiadają. i nawet kiedy cała rodzina jest zaangażowana w opiekę nad chorym, to i tak jedna osoba musi jej całkowicie poświęcić życie a przecież oprócz chorej osoby, którą ma pod opieką ma tez zazwyczaj swoją rodzinę. i to wszytsko odbija się na wsyztskich.
    taka decyzja jest ciężka, ale nie zrozumie jej nikt, kto przez to nie przechodził, kto nie widział jak ukochana osoba na naszych oczach zmienia się w roślinę (ale tylko mentalnie, fizycznie zazwyczaj jest sprawna), nie poznaje najbliższych, jest agresywna, nie może zostać na chwilę sama, bo sktutki mogą być opłakane. nie każdego stać na prywatną opiekunkę, która byłaby z tym człowiekiem ciągle.
    nie każdy ma też dom, do którego moze ściągnąć chorą osobę.

    zazwyczaj człowiek długo walczy ze sobą, wierzy, że da radę. ale w pewnym momencie trzeba dokonać wyboru.
  • don pedro jeżeli przeżyjesz cos takiego to możemy pogadać. Ja nie
    oddałam do domu opieki ale cena jaką zapłaciłam nie tylko ja ale
    moja rodzina jest bardzo wysoka. Dziś ma mam to już za sobą a mimo
    wszystko wraca ciągle jak bumerang. Zuczę Ci abyś nigdy nie musiał
    podejmować decyzji w tej materii
  • > A ja mam 25 lat i nie
    > mogę się wyprowadzić z domu, bo czuję się szantażowana emocjonalnie

    No i jest problem. Ludzie którzy piszą, że "ja nigdy w życiu" to czy
    to, powinni teraz powiedziec konkretnie, co by zrobili na twoim
    miejscu.

    Czy poszli sobie układac życie, bo jak nie teraz, to kiedy?

    Czy tez zostali w domu z babcią, bo tata musi pracowac, a ktoś musi
    się opiekować babcią.

    No są tez wyjścia pośrednie, zatrudnic opienkunkę, na czas
    nieobecności ojca ....
    tylko tu kłaniają się finanse.

    Wbrew pozorą, dzisiejszy świat nie jest taki łatwy jak kiedyś.
    Kiedys trzeba było byc w rodzinie, bo tak to było wszystko ustawione.
    A dziś cały system soclany/emerytalny/rentowy/społeczny jest
    nastawiony na inne tryby!
    Trzeba pracowac, trzeba opuszczać swoje lokum - więc co wtedy?

    to nie te czasy, gdy 80% ludzi żyło na wsi, i praca była 200 m za
    domem, lub miało się 6-8-ro rodzeństwa i te opieke się dzieliło.

    Dziś jest faktem atomizacja społeczńestwa! Człowiek czesto jest sam,
    musi się utrzymać!
    Kiedys rodzina utrzymywałoa rodzine. Dziś jak sam się nie utrzymasz,
    to nie odłożysz na swoją starość.

    Co ja bym zrobił na twoim miejscu? Muszisz życi, musisz wyjśc z tego
    domu. Jak znajdziesz prace, to nawet pomagać ojcu w opłacaniu pomocy
    dla babci, która będzie mieszkała w domu ojca. Niekoniecznie trzeba
    ja oddać.

    Bo może być tak, że ty wysiedzisz 20 lat pilnując babcie, a potem
    nagle ojciec będzie potrzebowął pomocy. I co wtedy. Skąd na to
    środki? Już nie mówie o tym, że całe TWOJE priv. życie zmarnowane. A
    każdy ma do niego prawo.
  • maryshaa i ewa - dziewczyny zacznijcie żyć. Mój błąd polegał na tym
    że zaangażowałam córkę do opieki i co teraz nie ma chłpaka, nie ma
    pracy - dobrze że choć podjęła studia ale praktycznie pozostaje na
    moim utrzymaniu w wieku 30 lat i boję się że będzie jej coraz
    trudniej ułożyć sobie życie
  • Babcia ma się dobrze, a mimo to od pół roku nigdzie nie byłaś?

    Ja widze tylko jedno wyjście, wyjśc żyć, a na za opieke babci płaić
    opiekunce. Bo wnioskuje, że przez ostatnie 5 lat, to wystarczyło
    robić tylko zakupy?

    Ktoś może powiedziec że to miłośc, poświecenie - też. A też
    zniszczenie Tobie życia.
    Bo juz tobą, może nie będzie miał się kto opiekować .....

  • kilka lat temu miałam podobną sytuację w rodzinie. Ale nikt z
    członków rodziny nie wypiął się i nie chował przed problemem.
    Dokładnie tak jak ktos napisał min. 3 osoby potrzebne są do opieki
    nad takim chorym. Poraża egoistyczna postawa reszty rodzeństwa, ale
    oni odbiorą swoje w przyszłości czekując w domach seniora na swoje
    dzeci, które myślę, że też nie będą miały dla nich czasu. Chwalimy
    się że jesteśmy w Europie, ale nam tak daleko do Europy jak
    Papuasom. Gdzie są pielędniarki środowiskowe opiekunki, czyż nie
    byłoby pewnym odciążeniem kobiety gdyby opiekę nad ojcem przejęła
    osoba wykwalifikowana. Mogłaby w tym czasie wybrać się na spotkanie
    towarzyskie, zadbać o siebie. W innych cywilizowanych krajach
    Europy - Włochy, Niemcy ta sprawa jest rozwiązana już od wielu lat,
    a u nas dprosić się aby ktoś przyszedł z hospicjum tylko na chwilę
    jest praktycznie niewykonalne. Wielu chce autentycznie sprawować
    opiekę nad chorymi samodzielnie, we własnym domu i taka pomoc byłaby
    na pewno dobrym rozwiazaniem. Może to jest za proste dla nas, ja
    mówię, że jeżeli jesteśmy za głupi żeby coś sensownego stworzyć to
    przenieśmy dobre rozwiązania z innych społeczeństw, które wyżej
    stoją cywilizacyjnie.
  • Chłopaku z Twojego postu wynika, że nigdy nie opiekowałeś się chorą
    osobą. Fajnie jest siedzieć wygodnie przed kompem i umoralniać
    świat. Opiekuję się chorą mamą, ma otępienie starcze, mógłyś mi
    pomóc w ramach wolontariatu i Twojego wielkiego oburzenia na tych
    egoistycznych, którzy myślą tylko o sobie. Zapraszam do siebie. To
    takie typowo polskie - fajnie,że inni mają gorzej. Kocham mamę i to
    bardzo, ale kocham też mojego męża i moje dzieci, kiedy nie dam
    rady z opieką , nie będę mieć skrupułów.
  • Dziekuję za ten artykuł. Od jakiegoś czasu mam podobny dylemat. Mam
    32 lata i sama opiekuję sie ojcem z zespołem otępiennym,
    prawdopodobnie to również alzheimer. gdyby nie sąsiadka i jej córka
    nie wiem jakbym sobie poradziła. osoby, które nie miały
    bezpośredniego dłużeszego kontaktu z osobami chorymi nie są w stanie
    sobie wyobrazić jak ciężki jest to kawałek chleba. ratuje mnie tylko
    poczucie humoru, bywaja dni, że chcę popełnic samobójstwo, nie
    zrobie tego, ale bezsilnośc która mnie ogarnia i to, że nie mam
    własnego zycia strasznie mnie smuci.
  • To przystaje do psychologia spoleczenstwo zakon koscielne
    organizacje socjalne.
  • Szkoda, że w artykule nie ma mowy o rozwiązaniu pośrednim - jeśli ktoś nie chce
    oddawać rodzica do domu opieki, może zwrócić się do hospicjum o przysłanie
    pomocy do domu. Wolontariusze mogą przyjść, pomóc w opiece nad chorym, czy nawet
    opiekować się nim przez kilka godzin w tygodniu. A to często wystarcza, żeby
    "wytrzymać".
  • Mam podobna sytuację. Moja mama opiekuje się ciężko chorym, leżącym
    z poważna demencją ojcem. My pomagamy jak możemy ale i tak większość
    czasu mama jest zdana na siebie. Sama ma powazne schorzenia i cała
    sytuacja ją wykancza i fizycznie i psychicznie i finansowo. Też
    wszyscy powtarzamy, że nie oddamy ojca do hospicjum ale jak długo
    wytrzymamy. Całe szczęśie, że mogę liczyć na męża i córki ale one
    się uczą, pracują nikt z nas nie rzuci pracy bo nie bedzie z czego
    przezyć. A leki kosztują, same kroplówki to ok 400 zł miesięcznie,
    do tego inne leki, wynajem łóżka, pampersy, środki higieny.
    Pielęgniarka z hospicjum przychodzi 2 razy w tygodniu na godzinę.
    Jeśli w inny dzień trzeba podać zastrzyk, wymienic wenflon bo stary
    przestał działac trzeba płacić 50 - 60 zł. Na wynajęcie opieki choć
    na kilka godzin dziennie nas nie stać. Opiekunka bierze ok 10 zł za
    godzinę a my mamy pensje oświatowe a rodzice niewielkie emerytury.
    Latwo jest oceniac innych i ubliżać, kiedy nie przeszło się tego
    samemu.
  • Obowiązkiem hospicjum jest przysłanie pielęgniarki 2 razy w tygodniu
    po godzinie i lekarza na wizyte raz w tygodniu. Za reszte trzeba
    płacić. Chetnych do pracy w hospicjach domowych jest coraz mniej a
    już do wolontariatu to minimalne ilości. A hospicja też oszczędzją
    na czym sie da np na ilosci zlecanych badań.
  • jestes dzielna kobieta,ale mysle ze na jakis czas np.2miesiace
    powinnas oddac ojca by pozniej z wieksza sila fizyczna i psychiczna
    moc sie nim zajac,i tak co 2 miesiace np.uwazam ze ty tez masz prawo
    do normalnego zycia,nie mozesz wszystkich grzechow swiata wziac na
    siebie,nad soba miej tez litosc nikt ci tego ni bedzie mial za zle.
  • Proszę przyjąć radę od 79-letniego człowieka,rówieśnika Pani
    ojca.Wiem że to cięzka decyzja ale chyba jedna możliwa,ojca trzeba
    oddać pod fachową opiekę,nie umniejszam Pani roli,Pani bierze to
    emocjonalnie bo to jest Pani ojciec,ale dla Pani i dla ojca będzie
    to najlepsze.Mam żonę i dwie córki, i dziękuje Bogu że jestem w
    takim stanie zdrowia,że nie trzeba dla mnie takiej opieki,jaką Pani
    musi dawać swojemu ojcu.Wczuwając sie w Pani sytuację nie chciał bym
    aby tak żona jak i moje córki były moimi pielęgniarkami,poprostu
    odczuwałbym to jako przymuszenie ich do tej roli,a także pewien
    wstyd wobec swoich przecież najbliższych.
  • Moja babcia miała 98 lat i była jeszcze całkiem żwawą staruszką,
    kiedy upadła w kuchni uderzając głową o kaloryfer. Po przyjściu z
    pracy zastałam ją nieprzytomną w morzu krwi. Trafiła na 10 dni do
    szpitala - byłam z nią każdego dnia w dzień i prawie wszystkie noce.
    Zaszyto głowę, przetoczono krew, ale z niej jakby wyparowało
    życie...
    Ordynator szpitala odwodził mnie od decyzji, żeby babcia wróciła do
    domu (Powiedział "Babcia ma już mało rówieśników..." i "Pani nie
    wie, na co się decyduje zabierając ją do domu!"). Ale ja wiedziałam.
    Po powrocie do domu popłakała się ze szczęścia, że leży we własnym
    łóżku i na własnej poduszce.
    Z dnia na dzień traciła siły. I ja też. Nie spałam w nocy, bo wołała
    co pół godziny, żeby przewrócić ją na drugi bok. Karmiłam ją i
    myłam, przebierałam pampersy. Była coraz chudsza. Gasła w oczach.
    Chodziłam nieprzytomna ze zmęczenia. Nie można było jej zostawić
    nawet na 10 minut samej, bo kiedyś wyszłam po zakupy i spadła z
    łóżka. Ale nigdy nie zmieniłabym decyzji, żeby zabrać ją ze szpitala.
    Później straciła mowę i tylko coś niezrozumiale krzyczała. Zmieniłam
    pracę, żeby móc być z nią więcej - a w pracy krócej. Załatwiłam jej
    za darmo opiekunkę w godzinach mojej nieobecności.
    Któregoś dnia wróciłam z pracy i opiekunka powiedziała, że babcia
    już nie chce jeść. Rzeczywiście- nie chciała.
    Położyłam ją więc, nakryłam, powiedziałam "Śpij babciu", a ona
    zaczęła płakać. "Nie płacz, babuniu, bardzo cię kocham. Spij".
    Wyszłam na chwilę z pokoju, a po chwili poczułam, jak nigdy jeszcze
    dotąd, że JESTEM SAMA. Wróciłam do niej i zobaczyłam, że usnęła na
    zawsze.
    Do końca życia moją radością w tym wielkim smutku będzie fakt, że
    mogłam ją tak pożegnać i że czuła moją obecność w ostatniej chwili.
    Serce rozpadłoby mi się na kawałki, gdyby umarła sama w szpitalu.
  • w marcu przenioslam swoja 74 letnia Mame z Sopotu do Warszawy- cale
    zycie marzyla, zeby wrocic do swojego rodzinnego miasta- spzredalam
    miekzanie w Sopocie,kupilam i wykonczylam dla niej mieszkanie w
    Warszawie, 10 minut drogi ode mnie . Malo byc tak cudownie:
    nareszcie blisko bez ciaglego strachu ze cos sie stanie. Nareszcie
    lekarze pod reka,inne mozliwoscie, winda, podjazdy i nowe
    mieszkanie, w ktorym sie nic nie psulo.Mam tylko brata, mieszka za
    granica.

    W maju rozstalam sie z mezczyzna, po tzrech latach. ZZ Mam niestety
    bylo coraz gorzej.. pzrestala chodzic.. Przychodizl rehabilinat,
    pani do opieki codziennie. Ja robilam zakupy,pracowalam na dwoch
    etatach, zajmowalam sie wlasnym psem. Dla mnie jzu czasu nie
    wystarczalo. raz pojechalam na koncert z kolezanka. Zamowilam
    drinka, wyplam. W polowie koncertu zadzwonil telefon.. Mama
    upadla.... Szukanie taksowki, jazda pzrez pol miasta.... Zaczelos ie
    to powtarzac... W lipcu przyjechal moj brat. Mama calymi dniami
    siedziala i pazryla sie w przestrzen. Kontakt byl coraz gorszy, nie
    jadla, bo sie bala pojsc do lazienki, krepowalo jej to ze musi
    uzywac pampersow. 1 sierpnia brat pojechal do miasta... Pani od
    pomocy wyszla o 12, brat wrocil o 13... Mama lezala na podlodze..
    spadla z kzresla.. Zlamala noge w biodrze.... Szpital i diagnoza-
    stan nieoperacyjny. Mama w strasznym stanie,majaczy.. nie wiedzalam
    co robic... Decyzja wspolnie z bratem podjeta: dom opieki, bo w
    mieszkaniu nie ma warunkow a ja od 2001 roku nie bylam na urlopie i
    sama potrzebuje opieki, samotnosc mnie zabija... Mamie sie troszke
    poprawilo, wrocila do kontaktu, rozmawialysmy,a le straszie
    ylaslaba,nie chciala jesc. Przyjela do wiadomosci, z epojedzie do
    domu opieki. Znalazlam dom, bardzo mily... Mialam ja pzrewiezc 14
    sierpnia. Nie pzrewiozlam. Ranos atn sie gwaltownie pogorszyl, OIOM,
    reanimacja... o 19 Mama odeszla....


    Tak sobie mysle, z eona nie chciala isc do domu opieki, nie chciala
    cierpiec, ne chciala bolu i samotnosci... Nie moge soebie dac z tym
    rady, mam poczucie winy....

    Nie wiem, jakie rozwiazanie jest najlepsze. Mnie sie wydawalo, z
    etakie wlasnie. Ale czy mialam racje?
  • Choroba o której mowa przebiega etapami. Są okresy gdy chory jest
    agresywny nawet w stosunku do najblizszych i myślę, że wtedy raczej
    konieczne jest umieszczenie jego na wydziale np. Geriatrii. Gdy się
    wyciszy i uspokoi po ok. 2 tygodniach trzeba go zabrać. Chorzy
    bardzo negatywnie często znoszą taki pobyt, nie chcą przyjmować
    posiłków, zamykaja się w sobie. Jest to problem niezwykle trudny i
    trzeba często wybrać półśrodek, mając na względzie dobro pacjenta,
    ale też opiekuna, który jest tylko człowiekiem, często osamotnionym
    w opiece nad członkiem rodziny. Jest to bardzo trudne przeżycie dla
    rodziny, ale gdy kilku członków rodziny ten trud podejmie to
    rozkłada się to na wielu i nie jest to takie obciążające. Wiele osób
    ogladało serial KLAN i tam pokazana była w zarysie taka wzorcowa
    opieka nad chorym na to schorzenie. Ale to była rodzina bardzo
    dobrze zorganizowana i majętna, gdzie ten problem w taiej sytuacji
    zupełnie inaczej wyglada. Nie było problemu z brakiem środków na
    leki, na ewentualna opiekę. Pacjemt też nie był specjalnie
    agresywny. Koleżanka opowiadała mi że ma ojca chorego na ta chorobę
    i nie raz wyciagali juz siekierę z drzwi. Takie przypadki też się
    niestety zdarzają.
  • Ja nie chce być dla moich dzieci obciążeniem. Co nie oznacza ze jeśli zachoruje
    to maja o mnie zapomnieć. Jednak nie mogłabym z czystym sumieniem pozwalać żeby
    opieka (często przekraczająca możliwości) wyłączała je z normalnego życia.
  • A mój dziadek umierał ma Alzchaimera. Gdy wreszcie zmarł miałam 11
    lat.
    Pomijam moją pobitą babcię, pomijam kupę po całym mieszkaniu,
    pomijam kilkakrotne usiłowania wysadzenia domu w powietrze - byłoby
    do 20 trupów w ramach heroizmu mojej babci ( osobiście jakby jakiś
    gość, który od lat powinien być w szpitalu, wysadził dom i zabił
    moje dzieci, to niestety nie potraktowałabym tego w kategoriach
    wypadku -i nie mówcie mi o ich cierpienich że tatusia nie oddadzą -
    gdyby mi dzieciak wyleciał w powietrze to mogłoby sie to dla nich
    skończyć tragicznie- bo TO NIE BYŁBY WYPADEK- koszt ich rozwoju
    duchowego po prostu okazałby sie za wysoki) wreszcie umarł.Ale czy
    koszmar się skończył? Nie, bo moja babcia została tak zniszczona
    psychicznie opieką nad dziadkiem, że sama rozpoczęła zbożne dzieło
    rozwalania rodziny na skutek zaburzeń emocjonalnych.
    Efekty jakże szlachetnej opieki nad nic nie kontaktującym,
    agresywnym i NIEBEZPIECZNYM dla otoczenia człowiekiem - rozwalone
    małżeństwo moich rodziców, ogłupiale od stresu moja matka i babcia,
    moje dziecińswo w ciagłym zagrożeniu - od lat leczę nie wiadomo skąd
    pochodzący strach. Pomyslmy trochę - może strach od przerażonych
    kobiet wokół mnie, od syku gazu lecącego z kuchenki i jego smrodu w
    całym mieszkaniu, od siekiery w ręku dziadka?
    To by było dopiero zajebiste zjednoczenie rodziny, jakby w końcu
    udusił babcię! Fantastycznie by na nas wszystkich podziałało - po
    wzystkim pogłaskalibysmy go po główce i zgłosili kandydaturę mojej
    matki na następną ofiarę.
    Robi mi się słabo od gloryfikowania rodziny i jak to kiedyś było
    dobrze - to tylko wynik niedouczenia i głupoty ludzkiej.
    Staruszkowie swego czasu byli głodzeni na smierć i wysyłani w nocy
    po chrust. Tak się działo jeszcze naprawdę niedawno! naprawdę
    myślicie że ubezpieczenia i renty powstały żeby rozwalić rodzinę?
    Nie one powstały żeby staruszkowie mogli doczekać naturalnej
    smierci, nie zagłodzeni przez swoje dzieci, nie wywaleni z
    mieszkania czy domu wprost na dwór.A fakt że ludzie w ogóle
    zauważyli problem, świadczy tylko o jego skali.
    Wiecie , zbulwersowani aborcją, że jeszcze 200 lat temu tylko w
    jednej dzielnicy londynu znaleziono, podkreślam znaleziono prawie
    300 zamordowanych noworodków.
    Więc nic nie wiemy ile zostało uduszonych zaraz po urodzeniu za
    pomocą pępowiny albo szmat i nigdy nie odnalezionych albo pochowanch
    legalnie jako zmarłe po urodzeniu, bo nikt im do gardła nie zajrzał?
    A wiecie jak pozbywali się dzieci ci zamożniejsi i godni szacunku
    mieszczanie- co -tydzień-na mszy ?
    Oddawali je na wieś za marna kasę - te dzieci umierały zagłodzone
    przez chrześcijanskich, źyjących w zgodzie z wartosciami farmerów.
    A wiecie jak zarabiały na życie staruszki - okradały małe dzieci z
    ubranek i nagie zostawiały na ulicy - jasna rzecz że w zimie z
    jednego "skoku" miały więcej.A co z dzieckiem -eee tam i tak połowa
    umierała przed 5 rokiem życia.
    W ramach obrony wartości potrafili powiesić 7 letnia dziewczynkę za
    kradzież.

    JA KOCHAM NASZ SWIAT BEZ WARTOŚCI GDZIE 7 LETNIE DZIEWCZYNKI CHODZA
    DO SZKOŁY!!!!!!!!

    Najpierw wrócicie do szkoły i dowiedzcie się czegos wiecej o
    historii niż to że Chrobry był wielki, wygralismy bitwe pod
    Grunwaldem ( zaraz kiedy to było...)i to w zasadzie wszystko.Same
    bitwy i zero wiedzy o prawdziwej historii, tzn o tym jak ludzie żyli
    i jak sobie radzili.
    Nota bene Alzchaimer przy sredniej wieku 40 nie był specjalnym
    problemem, a szurnietych trzymano na łańcuchach gdzie srali pod
    siebie i udostepniano gawiedzi za niewielką opłatą - też pewnie w
    ramach tych tradycyjnych, niekomunistycznych wartości.
    Robi mi się słabo na myśl że mogłabym dostać Alzchaimera. Ale nie
    dlatego że wyląduję w domu opieki, jak większość tutaj
    nieegoistycznych i altruistycznych chrzescijan.
    Dlatego że wiem jak mogłabym, totalnie zidiociała i niebezpieczna,
    przez długie lata niszczyć życie mojej Rodziny.
  • rano odebtrałem telefon od ciotki: twoja matka jest w domu starców w Łapach, natychmista pojechalismy tam, smród brud mocz, zabrałem matkę do siebie (wypędził ją z jej mieszkania - służbowe po ojcu). Przyjechałem po matki rzeczy (głównie chodziło o dowód osobisty) - miezkanie otworzyła siostra brata żony i musiałem wzywać milicjantów aby wyrwać ten dokument. Matka była w stanie agonalnym, "noc zadecyduje" odpowiedział ordynator w szpitalu MSW (matka była wdową po funkcjonariuszu MO). Umieściłem matke w prywatnym domu starców i stał sie cud - po 5 latach matka stanęła na nogi (wymagało to drogich leków (tubka maści 150 zł - 1 gram), ale przy wysokiej rencie rodzinnej 1800 zł w latach 80, to uratowało jej życie). Następnie kupiliśmy nowe mieszkanie z pokojem więcej dla matki, wynajmowaliśmy opiekunkę i matka wracała do zycia, zaczęła mówić itp. Mój biologiczny brat nie mógł tego znieść i podczas mojej nieobecności na daczy zabrał matkę do siebie. Pozyła niecały rok, znaleziono ją martwą w lesie. O śmierci dowiedziałem sie 2 dni po fakcie, wbrew sobie odmówiłem przeprowadzenia sekcji zwłok
  • Nie wiem czy bohaterka tego artykułu czyta te komentarze, ale ..
    Mój dziadek jest w domu opieki, ale nie jakimś molochu tylko prywatnym, są tam
    tylko 2-3 osoby na raz. Oczywiście kosztuje to niemało, ale opieka jest naprawdę
    świetna, nie ma mowy o pampersach, to jest normalny ciepły dom. Dziadek już
    nawet swojego syna nie rozpoznaje, po 5 minutach rozmowy nie pamięta o czym się
    mówiło na początku, ma fobie o pożarach i wypadkach. Potrzebuje fachowej opieki
    24/7 i uważam, że lepiej mu tam, gdzie ma towarzystwo w starszym wieku, zawsze
    ktoś jest w domu, jest zadowolony.

    Nie można tak demonizować, że to "oddanie" "pozbycie się", skoro potrzebna jest
    fachowa opieka to należy ją zapewnić. Tylko trzeba znaleźć dobry dom opieki. Kto
    wie może tata bohaterki znajdzie tam przyjaciół, kogoś kto będzie uczestniczył w
    jego wizji rzeczywistości, złagodzi jego fobie.

    Pozdrawiam.
  • Rok temu u nas tez sie wszystko zawalilo.Tesc od kilku lat chorowal
    na Aizhaimera i Parkinsona poruszal sie na wozku inwalidzkim, uzywal
    pampersow ,byl karmiony , myty.Tym wszystkim zajmowala sie moja
    Tesciowa w ciagu tygodnia miala opiekunke a w weekendy pomagalismy
    my jej na zmiane z bratem mojego meza.
    Sami mamy trojke dzieci w tamtym czasie dwoje maly ( njamlodszy 3
    miesiace).W grudniu zeszlego roku Tesciowa zachorowala na rak
    trzustki.
    Nie mogla juz w niczym uczestniczyc i sama potrzebowala pomocy .
    Miesiace od stycznie zeszlego roku do sierpnia to bylo istne
    szalenstwo.
    Opieka nad chora Tesciowa ,dyzury nocne i dzienne w szpitalu przy
    chorym Tesciu , ktory zlamal panewke bo zapomnial ,ze nie potrafi
    chodzic.
    W ostaniej fazie dyzury nocne i dzienne przy Tesciowej bo trzeba
    bylo podawac przeciwbolowo morfine , uspokajac kiedy krzyczala.
    W tym wszystkim ja z moimi maluchami i moj maz.Pamietam ten okres
    jako jeden wieki koszmar.
    Tesciowa zmarla w maju , Tesc 3 miesiace po niej.Obydwoje w domu ale
    przyznam ,ze przeszlo mi przez glowe dom opieki dla Tescia .Dla
    Tescowej nie myslalam o domu opieki bo wiedzielismy ,ze choroba
    szybko postepuje i zostalo jej tylko kilka miesiecy.
    W przypadku Tescia moglo byc inaczej to mogly byc lata i nie wiem
    jak to wszystko moglo by sie dla nas skonczyc.My poprostu w tamtym
    okresie nie mielismy wlasnego zycia ,opieka nad dziecmi sprowadzala
    sie do potrzeb podstawowych , maz zaniedbal praca a nasze malzenstwo
    przechodzilo kryzys.MOj 14 latekh ( najsarszy syn ) chodzil sobie
    samopas .
    U nas trwalo to kilka miesiecy udalo nam sie wszystko uporzadkowac
    ale nie wiem jakbym podeszla do sprawy gdyby chodzilo o lata.
    --
    Jas urodzony 31/10
  • Bedę pisał o sobie, aby to nie wyglądało skandalicznie i nie po chrześc
    ijańsku.Choć ciągle się zastanawiam na czym polega chrześcijaństwo wi
    dząc ten świat. Tak, jestem stary choć nie na tyle by nie być samodziel
    mnym. Z żoną zdajemy sobie sprawę, że kiedyś nadejdzie ten dzień, że trz
    eba będzie podjąć decyzję czy być ciężarem swoich dzieci czy iść do dom
    u opieki. / starców / Jest to problem w katolickim społeczeństwie nie
    rozwiązywalny. Czy w tej niby miłości i szacunku do starych rodziców nie ma
    hipokryzji ? Jak wygląda życie starych ludzi na 10 tym piętrze
    w bloku ? Młodzi mają zazwyczaj trudną pracę, problemy z dziećmi,
    nie za dużo pieniędzy, walczą o egzystencję z dnia na dzień. Pokąd są
    wszyscy zdrowi to dobrze. Ale jak przyjdzie niedołężność to schody !
    Społeczeństwa zachodnie rozwiązały ten problem i rozwiązują. U nas ob
    strukcja kulturowa i chrześcijańska nie pozwala na podejście do spra
    wy w sposób rzeczowy i rozsądny. Nikczemnością jest zasłanianie się
    miłością do rodziców, a w rzeczywistości emerytury rodziców w poważ
    nym stopniu zasilają budżety rodzin. O czym bardzo dobrze wie władza.
    I ma w dupie tak zwane wynagrodzenie podstawowe. Emeryci dysponują ba
    rdzo poważnym groszem. Na ten grosz jak zawsze liczy władza. Co z teg
    go można uszczknąć. A przecież za ten grosz i przy pomocy społeczeń
    stwa można stworzyć na wzór zachodni domy opieki. Co jest ważnym !
    Opieka pielęgniarska i medyczna. Starzy zaś tak bardzo dużo nie potrzebują.
    Istotą rzeczy jest świadomość społeczna. Problem do dysku
    sji. Już najwyższy czas. Nie okłamujmy się !
  • Tego nigdy nie będziesz wiedziała - takie jest życie.
    Gdyby mama żyła, to byś sobie gratulowała.
    Tęsknisz za Nią i zastanawiasz się, czy mogłaby żyć dłużej, gdyby...
    Nigdy i nikt nie udzieli Ci odpowiedzi na to pytanie.
    Jesteś samotna i masz dużo czasu na rozmyslania.

    nie chciala
    > cierpiec, ne chciala bolu i samotnosci..

    To brzmi raczej jak Twoje wyznanie, to czego Ty się boisz i czego Ty
    nie chcesz.
    Daj swojej Mamie odpocząć i zajmij się sobą - masz dużo pracy.
  • Mam starszego brata chorego sam nie wiem na co (nie interesowałem się tym
    nigdy), w każdym razie cechuje niesamodzielnością i nadpobudliwością. Kiedy się
    urodziłem on miał już 13 lat i dosłownie rządził w domu. Rodzice nie dawali
    sobie rady, psychotropy też nie zawsze działały. Mimo, iż moi rodzice są i
    zawsze byli prawymi ludźmi to jednak wychowywałem się w domu przepełnionym
    agresją i strachem. Z żalem teraz uświadamiam sobie, że lepiej dla mnie i całego
    mojego rodzeństwa byłoby gdyby rodzice oddali chorego zawczasu do zakładu opieki.
  • Nauczcie się w końcu, że nie ma czegoś takiego jak domy opieki - tylko domy
    pomocy społecznej.

    Taki szczegół, ale ogólnopolski dziennik powinien zwracać na to uwagę.
  • Dobrze,jak na nia.Kiedy zaczelam opiekowac sie babcia,po smierci
    dziadka,byla w kiepskim stanie,m.in.nieuregulowana cukrzyca i lekkie
    otepienie.Bywa raz lepiej,raz gorzej,tez mialam,po powrocie z
    zakupow,odkrecony gaz w kuchence,mimo zaworu
    zabezpieczajacego,odkrecila oba.Zdarza sie,ze musi isc do
    szpitala,wtedy ja tez sie tam przenosze,bo nikt takimi ludzmi w
    szpitalu sobie glowy nie zawraca i nie nakarmi,np.Tez ja musze
    przygotowywac posilki,kapac,przewijac,podawac insuline
    4xdziennie,ostatni zastrzyk o 21.Nie jestem pania wlasnego czasu,bo
    musialam go dostosowac do rytmu dnia babci,posilki o okreslonych
    godzinach,lekarstwa,zmiana papmpersow.Do tego jest swiadoma,choc
    gorzej z pamiecia,i domaga sie roznych rzeczy,czasami wbrew
    zaleceniom.Niemoge jej zostawic samej na dluzej,bo zapomina,ze mnie
    nie ma i wstaje z lozka,nieraz ja podnosilam,a niestety za silna nie
    jestem.Na opiekunke mnie nie stac,pracuje tylko maz i nie zarabia za
    wiele,dobrze,ze babcia nie ma najnizszej emerytury;a do tego babcia
    nie chce nikogo obcego w domu.Jak babcia jest w lepszej kondycji to
    wychodze ze znajomymi,ale nie moge szalec za bardzo,bo rano musze
    zrobic sniadanie babci na 7.I jakos zawsze tak sie dzieje,ze jak sie
    umowie na fajna impre,to babci sie pogarsza i musze zostac w domu.
    Teraz juz sie przyzwyczailam,ale bylo mi ciezko.
  • Ja mam meza,poznalam go przed podjeciem opieki,z tym,ze on nie
    angazuje sie w opieke na babcia,chociaz pilnuje ja,jak ja
    wychodze.Pomaga mi mama,ale ona pracuje i nie jest dyspozycyjna.Ja
    juz wiem,ze dzieci raczej miec nie bede(swoich),bo nie mam ich kiedy
    urodzic,a zyc zaczne zapewne,po babci smierci,ale kiedy to
    bedzie,nie wiem.
  • I bardzo chwalebnie - tylko zauważ - nie miała Alzchaimera, nie
    ganiała Cię z siekierą, nie próbowała gotować wody w szklance na
    gazie, nie smarowała mieszkania kupą, była w niezłym stanie
    umysłowym i kiepskim fizycznym a nie na odwrót ( co przysparza o
    wiele wiecej "atrakcji" niż możesz sobie wyobrazić - zwłaszcza
    połączone z czystą złosliwością i wrogością), współpracowała z Toba
    no i miała 98 lat.
    Co Ty tutaj robisz?
    Weź sobie wyobraź te wszystkie rzeczy i pomnóż przez 13 lat.
    A podobno już byłaś zmęczona?Zaraz jak to napisałaś - Chodziłam
    nieprzytomna ze zmęczenia
    Ponawiam pytanie - czy ty w ogóle wiesz o czym piszesz?
    według mnie -NIE!
  • Tylko skrajny ignorant o wyidealizowanej, naiwnej jak u dziecka
    wizji świata może w imię "wartości rodzinnych" postponować i
    pogardxzać "dzisiejszymi czasami".
    Poczytaj don pedro choćby "Chłopów", jak traktowano ludzi starych. I
    przestań zapluwać się w imię rodziny, bo charakterystyczna dla
    naszej kultury gloryfikacja i idealizowanie rodziny przynosi więcej
    szkody, niż pozytku.
    --
    Nie mam serca do posady, do parady, do ogłady
    To zbyt opałakany stan
  • Co ty bredzisz, nie sądzisz, że każdy ma prawo do życia tak jak mu
    się podoba? A ty od razu do masowego rozrodu nawołujesz... Może
    kiedyś było inaczej, ale to nie znaczy, że lepiej.
    --
    There's a big black hole gonna eat me up someday...
  • cóż - z tymi początkami cywilizacji to gruba przesada, kiedyś np.
    starych i niedołężnych strącało się ze skały.

    tu zapewnia się opiekę - i to bardziej profesjonalną, niż ta którą
    może oferować rodzina.

    nie znoszę natomiast argumentów o płaceniu długów. Jakich? dzieci
    się ma dla samej idei, a nie żeby odrabiały pańszczyznę i były
    wdzięczne za wychowanie, czyli coś, co jest oczywiste. Naturalną
    koleją rzeczy jest to, że powinny one przede wszystkim pomagać
    swojej rodzinie - mężowi, swoim dzieciom i wnukom.

    Kocham moje dziecko i nigdy nie chciałabym jej skazać na tak
    potworne życie. Na tym polega rodzicielstwo - że dla swoich dzieci
    chce się jak najlepiej, a NIE DLA SIEBIE.

    Decyzja o posiadaniu dziecka nie powinna wypływać z chęci posiadania
    darmowego niewolnika do obsługi na starość.
  • Zdaje się, ze Ci co "nie wyobrazają sobie tego" to nie te osoby,
    które mialy cokolwiek z taką sytuacją wspolnego.
    Tylko ktoś kto to przezyl moze wiedziec o co chodzi.
    Ja, jak na razie, nie mam tego problemu, a gdybym miala - nie
    wiem... Po prostu nie wiem.
    Byl natonmiast taki przypadek w moejej rodzinie i u znajomych.
    Te osoby nie oddaly swoich rodzicow(matek z alzheimerem) do zadnego
    zakładu (pewnie mialy takie same dylematy jak pani w artykule), ale
    same teraz mówią, ze jesli one będą w takim stanie, to chcą być
    przeniesione do zakladu opieki. To chyba o czymś świadczy??

    Ludzie, ktorzy tego nie przezyli - nie zdajecie sobie sprawy jaka to
    wykańczająca sytuacja.
    Jak można tak latwo kogoś osądzac? To takie powszechne...

    Nawiasem mowiąc ja sama nie wiem co ze mną bedzie na starośc, bo mam
    dziecko niepelnosprawne(jedynaka), ktorym JA się zajmuje, a on się
    mną nie zajmie...
  • Onioni, utrafiłeś w sedno. Zmienił się sposób życia, ale sposób
    myślenia wielu nie nadążył nad zminami socjalno-społecznymi. Kiedyś
    pracę mieli wszyscy, ale blisko domu... Poza tym można było pozwolić
    sobie na to, żeby jedna osoba nie pracowała i mogła zajmować się
    domem i potrzebującymi domownikami... Teraz to niemożliwe. Mój tata
    z pracy zrezygnować nie może, jest sam po 50, zrezygnuje z pracy i
    co dalej? Ja jestem na początku drogi zawodowej, teraz mam czas na
    zdobywanie doświadczeń zawodowych, obieranie ścieżki... jak
    zrezygnuję z pracy po prostu wypadnę z obiegu i już kolejnej nie
    znajde.
    Chyba najlepszym wyjściem będzie zmuszenie ojca do podjęcia decyzji
    choćby o stałej opiekunce i wspieranie go finansowo. Choć
    rozmawialiśmy o tym nie raz, komentarz ojca był jeden - POMYŚLIMY O
    TYM... bo po co mysleć teraz skoro ja ugotuję, zosatnę, posprzątam i
    upiorę?. Muszę go uświadomić go w końcu ( bo póki co do niego to nie
    dociera, albo nie dopuszcza do siebie takiej myśli) że ja się kiedyś
    wyprowadzę, z babcią będzie coraz gorzej i nawet gdybym została z
    nim to i tak sobie nie poradzimy...w końcu pracujemy oboje po 8h
    dziennie + dojazdy, + sprawy do załatwienia,nawet głupie zakupy po
    pracy... to i tak dobrze, że babcia zostaje czasami na te 8 godzin
    sama i jeszcze np chałupy nie wysadziła rozkręconą kuchenką...ale
    może być różnie, ja to wiem i mam poczucie winy i strachu za każdym
    razem jak wychodzę z domu, żal mi jej że zostaje sama, a zdrugiej
    strony wkurza mnie to bo ojciec zachowuje się jakby miał to w
    dupie... Problem w tym, że ojciec nie dopuszcza myśli, że sobie nie
    poradzimy, że będzie gorzej, bagatelizuje kolejne objawy babcinej
    demencji, jakby bał się że i jego to czeka w przyszłości, jakby ze
    strachu przed własną starością starał się bagatelizować i
    trywizlizować babci problem.... Poza tym nadal się jej boi, dorosły
    chłop boi się nadal swojej schorowanej matki...Prędzej czy później
    jedynym rozwiązaniem, żebym mogła zacząć normalnie żyć będzie dla
    niego terapia szokowa, będzie musiał zorganizować pomoc dla swojej
    matki...Dlaczego to ja mam zajmować się nią, a potem nim? To, że
    czeka mnie w przyszłości opieka nad moimi rodzicami, to normalne...
    ale opieka nad babcią to chyba przegięcie, gdy jej syn żyje i miewa
    się świetnie...
  • coś ci się chłopcze głęboko pomyliło

    Afirmacja egoizmu? Gdy rozmawia się o tym, jak zapewnić innym?
    Wolność od odpowiedzialności? Gdy dyskutuje się o tym, że domy opieki są marne,
    a samodzielnie nie można opiekować się starcami?

    Etyczna antyrewolucja, blablabla

    "Nie traktuję tych ludzi jak rozmowców"
    A widzisz, a oni tak Ciebie traktują. Pomyśl nad tym.
  • Wydaje mi się, że jeszcze w naszych rodzinach ( pokolenie lat 50
    tych) jest głęboko zakorzenione pojęcie domu opieki, jako umieralni,
    jako niegodziwości i braku wdzięczności ze strony dzieci, jako kara
    i zesłanie... Moje pokolenie już patrzy na to inaczej, bo kształtuje
    nasze poglądy nowy sposób życia, wymusza na nas nowe podejście...
    Mam nadzieję, że na kanwie naszych potrzeb wyrosną domy opieki z
    prawdziwego zdarzenia... Ja widzę siebie jako 70 letnią staruszkę w
    takim domu, z rówieśnikami, z zajęciami organizowanymi przez
    opiekunów... a nie w domu, na głowie moich dzieci, które nie bedą
    miały sznas na odpoczynek, bo będą wpadać z pracy, do pracy....
    mam nadzieję, że domy opieki staną się za mojej starości standardem,
    będą na wysokim poziomie i nie będą postrzegane jako kara i
    koniecznosć, ale jako fajny sposób spedzania starości w otoczeniu
    rowieśników, gdzie wpadną moje dzieci w niedzielę, zjedza ze mną
    podwieczorek, pokażą wnuki, zabiorą na spacer... będą mi dziękować
    za wychowanie,a nie odpłacać za karę cięzką charówką... Chyba bym
    nie chciała być dla nikogo ciężararem i przykrym obowiązkiem... z
    kachanej mamy i babci przekształcić się w ciężar i koszmar, który
    się po cichu nienawidzi... Mnie właśnie przeraża nie dom starców, a
    starość w domu, na karku moich dzieci....
  • Critic, ależ są domy opieki. Wrzuć w wyszukiwarkę. W artykule nikt nie mówi, że
    taki dom musi być państwowy...
    --
    Lidka

    Dyplomata potrafi powiedzieć "spadaj" w taki sposób, że adresat wypowiedzi
    będzie się ekscytował nadchodzącą podróżą.
  • Dla mnie niedopuszczalne jest to, że reszta rodzeństwa umywa ręce.
    Przeciez jest jeszcze trzecie rozwiazanie. Jeżeli reszta rodzeństwa
    chce mieć święty spokój, to powinna chociaż zrzucić się na
    pielęgniarkę, która by choć na kilka godzin w tygodniu pozwoliła
    kobiecie odetchnąć. Rozumiem, ze ojciec ma mieszkanie... Można
    wziać kredyt hipoteczny i bedzie na pielęgniarkę, no chyba że
    rodzina liczy na spadek ...

    I jeszcze druga sprawa. W dzisiejszych czasach jest moda na to żeby
    nie mieć wiecej niż jedno dziecko. To jest czysty egoizm -
    skazywanie jedynaka na podobne dylematy w przyszłości.
  • Istnieje pewien sposób, który pozwala na zajmowanie się osobą chorą
    na chorobę Alzheimera. Należy jasno sobie powiedzieć, że nikt nie
    jest w stanie zrozumieć, co przeżywamy (my opiekunowie), tego nie da
    się opowiedzieć. Nie da się opowiedzieć, jak to jest, kiedy n.p.
    osoba zdrowa nie może wychodzić z domu przez kilka lat (bo osoby
    chorej nie można zostawić samej). Ale mamy przyjaciela, który może
    nas zrozumieć. Jest to właśnie osoba chora. Wtedy wszystko się
    zmienia. Przestajemy ze sobą walczyć. Osoba chora może nam wszystko
    wynagrodzić. Na przykład może mnie nazwać Ratunka. Ludzie chorzy na
    chorobę Alzheimera bardzo dużo rozumieją, więcej niż można sobie
    wyobrazić. Nawet w zaawansowanej chorobie. Dlatego nie wolno do nich
    ani przy nich mówić nic, co mogłoby ich obrazić, zdenerwować czy
    przestraszyć. Należy im wszystko bardzo wyraźnie wytłumaczyć, wiele
    razy. Wtedy nam pomogą. Należy normalnie z naszą osobą bliska
    rozmawiać, tylko nie mówić o rzeczach smutnych. Nie włączać TV, bo
    rzadko są tam programy pozbawione agresji. Lepsze jest radio i
    odpowiednia stacja albo muzyka. Ważne są leki. O tym decyduje
    lekarz, ale moim zdaniem dobre są leki przeciwdepresyjne, właśnie
    wcale nie uspokajające, oczywiście inhibitory acetylocholinoesterazy
    i dobra jest też memantyna (tylko jest bardzo droga). U innych osób
    może inne leki, ale trzeba je dobrze wybrać. Ważne jest, aby osoba
    nie była dodatkowo chora na jakąś chorobę somatyczną, n.p.
    nadciśnienie, hypo- albo hyperglikemię, nerki, płuca, pić jak
    najwięcej, krótko przechowywać żywność.
    Zaznaczam, że opiekujemy się naszą bliska osobą we dwójkę i nie
    wyobrażam sobie, że mogłabym to robić sama. Dlatego tak ważne
    byłoby, aby osoby opiekujące się chorymi na chorobę Alzheimera
    tworzyły jakieś grupy w danej dzielnicy czy mieście + wolontariusze –
    wtedy można byłoby opiekuna odciążyć choć na godzinę, aby
    mógł/mogła się choćby przespać.
    Pozdrawiam wszystkich
    R
  • Absolutnie tak, ale myślę że twój ojciec będzie dalej pasożytował na
    Tobie, dopóki nie zostanie zmuszony do...dorośnięcia i tyle.
    Na dobre słowo nie licz - konieczna jest kuracja wstrząsowa.
  • Nie ma w naszym prawodawstwie czegoś takiego jak "dom opieki". Nieważne, czy
    jest państwowy czy prywatny - nazywa się to dom pomocy.

    Wiem, że się czepiam, ale jeśli nie zwraca się na to uwagi to później pani w
    Wiadomościach czy Faktach potrafi chlapnąć "dom opieki społecznej".

    Tak samo jak w którymś odcinku CSI tłumacz zamiast "loci" powiedział "locusów".
    Brr...
  • 06.11.07, 13:42
    To a'propos mojego postu?
  • dopoki nie doswiadczy sie takiej sytuacji na sobie i na wlasnej
    rodzinie. Na wlasnych, zaniedbanych dzieciach,chodzacych samopas, na
    mezu, ktory w pewnym momencie podziekuje za wspolprace i znajdzie
    sobie mniej zapracowana partnerke..wszyscy na tym skorzystaja.
    Wielopokoleniowe rodziny, w ktorych ludzie rodzili sie, zyli i
    umierali, nie przystaja do dzisiejszych czasow, Ja na starosc sama
    chetnie przeniose sie do domu opieki (jesli dozyje), dzieci maja
    prawo do troski o wlasne rodziny, wymaganei od nich dozywotniej nade
    mna pieki uwazam za egoizm. Wybiore dom opieki, jesli bedzie taka
    koniecznosc, wlasnie z milosci do dzieci. W takich czasach zyjemy,
    taka cywilizacje tworzymy, ze jest to obecnie optymalne wyjscie. D
  • Oczywiście, że wiem, o czym napisałam: o babci, z którą mieszkałam
    12 lat a przez ostatnie 3 miesiące zrezygnowalam z kilku bardzo
    waznych dla mnie rzeczy, m. in. wymarzonej pracy, zeby przy niej
    być. I o tym, że pod koniec było trudno i byłam na obrotach przez
    prawie 24 na dobę. Nie wiem, za co jakiś smieszny atak. Ja WIEM o
    czym napisałam! Kazdy ma swoją historię.
  • Czytam, wściekam się - a to takie proste (kosztowne!)
    rozwiązanie.
    Od zarania ludzkości znane. Opiekun, niania,
    pielęgniarka DOMOWA. Aby domownicy mogli odsapnąć.
    Moi znajomi tak zarobkują we Włoszech jako opiekunowie.
    .
    Mój dziadek, ma Mama, o babci nie wspominając,
    umierali w swych domach, łóżkach. Przy nas.
    TAK ZALECA się u ludzi niechorujących, a w fazie
    terminalnej chorób wtedy, kiedy szpital nie ma już
    możliwości ulżenia.
    .
    Dziadka swego nawet "oszukałem" namówiwszy go do
    przeniesienia się do domu, z mieszkania po nieżyjącej
    babci, mówiąc mu - Dziadku, to dopóki ci się nie
    poprawi. A w tym czasie ma Mama już w szpitalu miała
    rozpoznany rak płuc. Dwie osoby wymagały równocześnie
    opieki u nas wtedy w domu.
    .
    Przecież to esencja RODZINY, kochać bliskich do KOŃCA.
    .
    Nie oddałbym bliskiej osoby do domu opieki. Opiekować
    się można i u siebie. Z pomocą nawet obcych
    opiekunów...
    Brawo, no nareszcie ta propozycja.
  • Nikt, kto tego nie przerabiał, nie ma prawa się wypowiadać. Ja mam to za sobą, miałam 17 lat kiedy tak wyszło, że musiałam zamieszkać z prababcią. Byłyśmy we dwie z kuzynką. Smrodu, strachu i rozpaczy opisywać nie będę. Wytrzymałyśmy do końca. Babcia umarła spokojna.
    Teraz moja babcia (córka prababci) zaczyna chorować na to samo. Kuzynka ma już swoją rodzinę, ja pracuję i żyję pół w Bytomiu, pół w Krakowie. Moja mama jest niepełnosprawna, a ponieważ jest jedynaczką, nie ma rodzeństwa do pomocy. Sama nie da rady. Ergo - nie mamy wyjścia, szukamy jak najlepszego DPS-u. Żeby było "zabawniej" już wiem, ze ta opcja jest lepsza dla naszych wzajemnych stosunków. Przynajmniej nie znienawidzę swojej babci i nie będę czekać na jej śmierć. A tak było w poprzednim przypadku.
    Oby wszystkim, którzy tak łatwo wypowiadają kategoryczne sądy nigdy nie było dane stanąć z tym problemem twarzą w twarz. Tego się nie życzy najgorszemu wrogowi.
  • Jak przeprowadzić "poważną rozmowę" z rodzeństwem, aby zdrowi na
    ciele i umyśle DOROŚLI i odpowiedzialni w życiu codziennym ludzie
    poczuli się odpowiedzialni także za los starych rodziców i zechcieli
    się tymi rodzicami, zainteresować? No jak?
  • Zgadzam sie w 100 %. Ja swojemu dziecku też tego nie zafunduję. Juz
    dziś zbieram pieniądze na zakład opieki, taki, gdzie bedą dobre
    warunki (na litosc boską, są chyba takie nawet w Polsce!!!).
    To ważny temat i dobrze, że ktoś się nim wreszcie zajął. Mnie mama
    juz dawno powiedziała, że jakby co, mam oddac ją do jakiegoś domu
    opieki. Dopóki będzie sprawna, nie ma o czym mówic, ale co, jak
    alzhaimer..? nie wiem. Mam pracę, małe dziecko, planuję następnne, z
    czego miałabym żyć, gdyby kazano mi opiekować się mamą 24 godz.? I
    kto zająłby sie wtedy moimi dziećmi?
    Cóż, sama wolę starzeć się wsród innych starych, oczywiście w
    normalnych warunkach, a nie w zasmrodzonych obskurnych salach.Jedno
    jest pewne: to będzie mój problem, nie mojego dziecka.
  • Nie nie wiesz.
    Artykuł jest o chorym na Alzhaimera.
    Twoja sytuacja nie ma nic wspólnego z życiem tej kobiety i ludzi
    opiekujących się chorymi na to swiństwo.
    To tak jakby chory na raka pisła o cierpieniu w bólach nowotworowych
    a ty bys się dopisała dajac tytuł " a ja wytrzymuję" i opisała
    migrenę.
    To nie atak, tylko może nieco brutalne oznajmienie Ci że los był dla
    Ciebie łaskawy. W sumie.
    Gdybyś chociaż dodała coś takiego jak - byłam wykończona po trzech
    miesiącach, a co dopiero gdy...i to przez lata. Stracona fajna praca
    to rzeczywiście przykrość, a co ze straconymi LATAMI fajnej pracy,
    normalnego życia i zdrowia, fizycznego i psychicznego? Co z kobietą
    młodą i piekną 50 lat, a moja babcia wygladała tak że faceci rwali
    ją a nie jej córki, energiczną i odważną, która po 13 latach budzi
    sie jako znerwicowana staruszka?
    Ale nie - dumny tytuł że Ty nie pozwoliłas i fajnie, moje gratulacje
    i szacunek, tylko że sytuacja trochę nie z tej samej półki. Tylko
    tyle i aż tyle. Najwyraźniej było Ci tak ciężko że proporcje
    nawaliły.Co zresztą ja rozumiem. Problem jest czy Ty też?
  • Między cywilizacją życia, za piewcę której się uważasz, a
    zwalczaniem innych jest niestety ogromna przepaść.
    Nie pomyslec o starości za młodu, nie przejmowac sie za bardzo
    wychowaniem dziecka, ale za to miec oczekiwania, że to właśnie
    dziecko zostawi w diabły swoje zycie i podopiecznych i zajmie się
    starość - oto altruizm w czystej postaci. Biedni twoi bliscy.
  • > To a'propos mojego postu?

    Nie, to do tajemniczego don pedra kilkanaście postów wyżej:D

    --
    Nie mam serca do posady, do parady, do ogłady
    To zbyt opałakany stan
  • Z takim samym problemem borykalem sie od dawna .Schorowana matka -
    obloznie chora,bez srodkow na utrzymanie ,szantazujaca mnie
    emocjonalnie.Calkowity brak zrozumienia moich potrzeb wsrod rodziny
    i sasiadow spowodowaly szukanie rozwiazan nietypowych.Opieka nad
    matka pochlaniala caly moj wolny czas i srodki finansowe od
    kilkunastu lat.Po analizie za i przeciw tej sytuacji -znalazlem
    opieke dla matki ,wyjechalem za granice ,przysylam pieniadze do
    kraju na jej potrzeby a pozatym mam czas dla siebie i zbieram srodki
    na swoja starosc.
  • Z tym "wygladaja inaczej" to z jednej strony prawda z drugiej... No
    coz, w zeszlym roku byl reportaz BBC, zrobiony przez emerytowanego
    dziennikaza, ktory udawal, ze szuka domu starosci dla siebie i
    pomieszkiwal w kilku - z dyktafonem nagrywajac swoj dziennik. Niby
    dobrze ale: wszedzie smierdzialo, ludzie nie zawsze byli dobrze
    traktowani, mnostwo paranoicznych zakazow (bo np. lepeij zabronic
    wszystkim wychodzic bez opieki, niz by ktos mial sie zgubic, itp.
    Duzo poza tym zalezy od wlasnego nastawienia: jak starsza osoba jest
    radosna, towazyska i w ogole optymistyczna - bedzie sie dobrze czuc,
    jak ma depresje i nie lubi "obcych krecacych sie w poblizu" to nawet
    w najlepszym osrodku bedzie zle. Ale w domu tez nie koniecznie
    lepiej.
  • ojciec nie zyje, ale dzis, myslac o tym, nie potrafie sobie
    wyobrazic ze moja mama siedzi sama w szarym pokoju, nie ma sie do
    kogo odezwac, ze ostatnie lata spedzi w samotnosci..
  • Z całym wielkim szacunkiem do autorki.To zdanie "Bo ja nie wiem, czy
    będę potrafiła żyć z tym piętnem, że umarł sam, w obcym łóżku i z
    pampersem " zrobiło na mnie największe wrażenie.Mam rodziców - 77 i
    79 lat.....i BOJĘ SIĘ.Na razie są na "spowolnionym "chodzie".Nie
    wiem, jak będzie dalej ale już wiem że nigdy, przenigdy nie oddam
    żadnego z nich do takiej placówki.Nie oddam.I nikt i nic mnie nie
    przekona do zmiany decyzji.Tak juz postanowiłam.Od dawna.

  • Uważam, że nie ma nic złego w oddawaniu starszych ludzi pod opiekę domów
    spokojnej starości. Trzeba tylko dokonać odpowiedniego wyboru i nie kierować się
    jedynie ekonomicznymi względami. Tam mają medyczną opiekę, pielęgniarzy i
    wolontariuszy, którzy się nimi zaopiekują lepiej, niż my w domu.

    --
    nie dla amatorów
  • To drugie to straszny blad gramatyczny :o A dom opieki to przyjeta
    potoczna nazwa, co z tego ze wg. parawa obowiazuje inna. Czepiasz
    sie ;)
  • Rozumiem, że to nie jest tania prowokoacja.
    Wydaje mi się don Pedro, że masz to szczęście, że życie nie postawiło Cię
    jeszcze w sytuacji wymagającej takiego wyboru. Twoje szczęście. Na Twoim
    miejscu modliłabym się, żebyś nigdy nie musiał go dokonywać.
    A tak apropos dzieci - są takie sytuacje, kiedy musisz wybrać, czy oddać dziecko
    do hospicjum czy nie.
    Każdy taki wybór jest trudny, nie myśl sobie, że ludzie oddają swoich
    zstępujących i wstępujących bez refleksji. Dlatego bezpieczniej jest nie oceniać.
  • Prostaki jak mozecie mowic o dziecku bachor
  • I dlatego w obecnym systemie kazy MUSI płacic do Zusu?
  • Ale są takie możliwości, a o tym nie ma w tym artykule. Czasami wystarcza nawet
    niewielka pomoc, by opieka nad taką osobą przestała być udręką.
  • Poraża egoistyczna postawa reszty rodzeństwa, ale
    > oni odbiorą swoje w przyszłości czekując w domach seniora na swoje
    > dzeci, które myślę, że też nie będą miały dla nich czasu.

    Najgorsze, że nie wiadomo, czy ta kobieta odbierze od dzieci swoją
    nagrodę. Może one też nie będą miały dla niej czasu, skoro od lat
    nie uczestniczyła w ich życiu i nie interesowała się wnukami.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • trudna decyzja, ale naprawde madre opinie - terapeutki i jezuity. trzeba
    poruszac te tematy
  • Moi drodzy, o czym tu w ogóle mowa? Przecież człowiek ciężko chory POWINIEN być
    pod specjalistyczną opieką 24 godziny na dobę! Nie pod niefachową opieką jednej,
    zadręczonej kobiety.

    Przez sentymentalizm i lęk przed tym, co ludzie powiedzą, niszczy się życie
    kilku osób -- zamiast po prostu poszukać dobrego (w Polsce - prywatnego) domu
    opieki.

    Zastanówcie się -- jak jedna kobieta ma upilnować większego od siebie, chorego
    psychicznie mężczyznę? 24 godziny na dobę? Cóż z tego, że to jej ojciec - to
    przecież nie zmieni jego zachowania w żaden sposób. A jeśli córka go nie
    upilnuje i ojciec zrobi sobie krzywdę, otruje się, wyskoczy z okna, wpadnie pod
    samochód? To co -- wyrzuty sumienia do końca życia? A jeśli zaatakuje któreś z
    wnucząt, zabije albo okaleczy, nie zdając sobie sprawy z tego, co robi? Co wtedy?

    Prywatna opieka nad chorym kosztuje w Polsce krocie. Jesteśmy krajem III świata,
    jeśli chodzi o opiekę paliatywną. Ale czy nie lepiej - zamiast zamykać oczy i
    zaklinać rzeczywistość - wziąć dorywczą pracę i zarobić na porządny dom opieki
    dla ojca? Albo chociaż wynająć 2 pielęgniarki na zmianę, żeby się nim zajmowały
    cały dzień?

    Ludzie, którym się wydaje, że sentymentalnie i słusznie jest poświęcić swoje
    życie opiece nad chorym psychicznie rodzicem, nie mają pojęcia o rzeczywistości.
    Po pierwsze, jedna osoba takiej opieki nie zapewni. Po drugie, może więcej
    zaszkodzić, niż pomóc (np. przez uleganie kaprysom chorego, narażanie go na
    niebezpieczeństwo -- bo nawet kota się nie upilnuje przez 24 godziny na dobę, a
    co dopiero dorosłego, silnego mężczyznę).

    --
    Więc tu trzeba by zalecić - w czasie deszczu nie mieć dzieci!
  • Tata chorował na raka, niestety nie udało nam się Go uratować. Nigdy
    nawet przez chwile nie pomyslałam żeby oddać tatę do domu opieki czy
    do hospicjum. Ciężko było, patrzyłam jak ucieka z Niego życie, ale
    gdyby historia się powtórzyła postąpiłabym tak samo.
  • Nie znasz sytuacji. Moze ten pan lubil tylko te corke, a reszte
    rodzenstwa odrzucil?
  • zina20 napisała:

    > Tata chorował na raka, niestety nie udało nam się Go uratować. Nigdy
    > nawet przez chwile nie pomyslałam żeby oddać tatę do domu opieki czy
    > do hospicjum. Ciężko było, patrzyłam jak ucieka z Niego życie, ale
    > gdyby historia się powtórzyła postąpiłabym tak samo.

    Zina, o czym ty mówisz?! Co ma wspólnego opieka nad zdrowym psychicznie, ale
    ciężko chorym fizycznie człowiekiem, z opieką nad chorym psychicznie, ale
    fizycznie silnym? Nie dostrzegasz różnicy? Czy twój tata atakował ludzi, czy
    trzeba było pilnować, żeby nie uciekł, nie odkręcił gazu, nie zrobił sobie krzywdy?

    --
    "I nie poradzisz nic bracie mój,
    gdy na tronie siedzi...
    /OCENZUROWANO/ ".
  • Wstydz sie, rumpa. Wstydz sie. JAK MOZNA licytowac sie na cierpienie? Nikt nie
    umniejsza twojego, wiec ty nie miej pretensji do innych za to, ze los obszedl
    sie z nimi lagodniej. Rozumiem, ze gdyby w odpowiedzi na twoj post ktos napisal
    "a ja musialem wczoraj uspic krolika", poczulabys sie urazona porownaniem. Ale w
    obu przypadkach chodzi o starsza osobe w powaznym stanie. Pozostaje sie tylko
    cieszyc, ze babcia przedmowczyni odeszla w spokoju.

    Mowie to z perspektywy osoby, ktorej dziadek mial Alzheimera (wiem jak to jest
    zamykac pol mieszkania na klucz w nocy, znam uczucie wykrecanych rak, pytania "a
    co ty tu przyszlas szpiegowac?", obroze psow pociete nozem na male kawaleczki...
    siekiere zesmy rozsadnie chowali) i ktorej babcia chorowala na Parkinsona. Wiec
    wiem jak to wyglada, z obu stron.

    --
    Don't panic, it's organic!
  • Jestem "późną" jedynaczką, wychowaną w przekonaniu, że rodzice są
    najważniejsi. Wyszłam jednak za mąż i urodziłam dzieci, a nawet
    wyrwałam się na 9 lat z rodzinnego domu i miasta. W międzyczasie
    rozpadło się moje małżeństwo i zostałam sama z 3 dzieci. Potem
    wróciłam, bo rodzice stwierdzili, że już nie dają sobie sami rady.
    Niestety, mój despotyczny śp. ojciec uznał, że teraz zastąpi
    dzieciom ojca i zaczął stosować wobec wnuczek własne metody
    wychowawcze. To, plus parę innych czynników związanych ze zmianą
    środowiska, spowodowało koszmarne problemy wychowawcze, z którymi
    nie potrafię sobie teraz dać rady. Po paru latach tata zachorował -
    nie Alzheimer, tylko paraliż i demencja. Nie było tak źle, bo leżał
    niecałe pół roku. Mama była wtedy jeszcze "na chodzie", opiekowała
    się nim z pomocą moją i opiekunki (było nas stać, bo miał wysoką
    emeryturę). Po jego śmierci mama wpadła w depresję i zestarzała się
    w przerażającym tempie. Porusza się jeszcze samodzielnie i zrobi
    wszystko wokół siebie, ja tylko wychodzę z nią na zewnątrz. Myślę
    jednak z przerażeniem o dniach, kiedy przestanie wstawać z łóżka, a
    ja (z chorym kręgosłupem) zostanę jako jedyna dorosła osoba do
    opieki. Mama waży 30 kg więcej ode mnie i perspektywa dźwigania jej
    jest mało realna. Jak jednak miałabym oddać ją do domu opieki, skoro
    ojciec do końca był w domu? Najgorsze w tym wszystkim, że mam ukryty
    żal do rodziców, że związali mnie szantażem emocjonalnym i wychowali
    na swoją opiekunkę, zupełnie lekceważąc dobro własnych wnuków. Żal,
    że kazali mi wracać, zamiast usiąść razem i zastanowić się, w jaki
    sposób zorganizować im opiekę w domu. A jeszcze gorsza jest myśl, że
    choć kocham mamę, mam świadomość, że dopiero po jej śmierci będę
    naprawdę wolnym człowiekiem. Nie chciałabym, żeby moje dzieci kiedyś
    tak myślały o mnie i choć to trudne, nie będę ich przymuszać do
    opieki nade mną. Tak już jest, że dług zaciągnięty u rodziców
    spłacamy, opiekując się własnymi dziećmi i to nie rodzicom powinno
    się poświęcać całe swoje życie.

    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • najstarszą siostrę i najmłodszego brata. Ona pewnie była rodzinnym
    Kopciuszkiem od czarnej roboty. I nie miała męża, który mógłby ją
    obronić przed egoizmem rodziców.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
przejdź do: 1-100 101-148
(101-148)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.