Komentarze do artykułu

Czy mam oddać ojca do domu starców?

Bo ja nie wiem, czy będę potrafiła żyć z tym piętnem, że umarł sam, w obcym łóżku i z pampersem

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Czy mam oddać ojca do domu starców? Dodaj do ulubionych

  • 06.11.07, 02:43
    Teraz jak rodzice są sprawni nie oddałabym.
    Ale 15 lat temu Rodzice a w szczególności Tata musiał podjąć taka decyzje.
    Byłam w takim ośrodku codziennie.A Babcia gasła każdego dnia. Było strasznie,
    wtedy obiecałam sobie że ja swoich nie oddam, że nie będę musiała.
    Trudna decyzja.
    Zaawansowany formularz
    • 06.11.07, 03:40
      największy problem jest taki że reszta rodzeństwa wypięła się na
      całą sytuację i nie chcą pomóc siostrze stąd cały problem
      • 06.11.07, 11:09
        rano odebtrałem telefon od ciotki: twoja matka jest w domu starców w Łapach, natychmista pojechalismy tam, smród brud mocz, zabrałem matkę do siebie (wypędził ją z jej mieszkania - służbowe po ojcu). Przyjechałem po matki rzeczy (głównie chodziło o dowód osobisty) - miezkanie otworzyła siostra brata żony i musiałem wzywać milicjantów aby wyrwać ten dokument. Matka była w stanie agonalnym, "noc zadecyduje" odpowiedział ordynator w szpitalu MSW (matka była wdową po funkcjonariuszu MO). Umieściłem matke w prywatnym domu starców i stał sie cud - po 5 latach matka stanęła na nogi (wymagało to drogich leków (tubka maści 150 zł - 1 gram), ale przy wysokiej rencie rodzinnej 1800 zł w latach 80, to uratowało jej życie). Następnie kupiliśmy nowe mieszkanie z pokojem więcej dla matki, wynajmowaliśmy opiekunkę i matka wracała do zycia, zaczęła mówić itp. Mój biologiczny brat nie mógł tego znieść i podczas mojej nieobecności na daczy zabrał matkę do siebie. Pozyła niecały rok, znaleziono ją martwą w lesie. O śmierci dowiedziałem sie 2 dni po fakcie, wbrew sobie odmówiłem przeprowadzenia sekcji zwłok
        • 09.11.07, 07:41

          --
          Człowiek jest tym co robi, i co robi dobrze.
      • 06.11.07, 17:00
        Nie znasz sytuacji. Moze ten pan lubil tylko te corke, a reszte
        rodzenstwa odrzucil?
        • 06.11.07, 17:10
          najstarszą siostrę i najmłodszego brata. Ona pewnie była rodzinnym
          Kopciuszkiem od czarnej roboty. I nie miała męża, który mógłby ją
          obronić przed egoizmem rodziców.
          --
          Dogs look up to us. Cats look down to us.
          Pigs treat us as equals.
          Winston Churchill
          • 09.11.07, 07:42

            --
            Człowiek jest tym co robi, i co robi dobrze.
    • 06.11.07, 03:50
      Skoro takie macie poglądy, Kochani, to ja Wam wytłumaczę, jakiej logicznej
      ekstrapolacji można na nich dokonać:
      Bachor kosztuje czas, pieniądze, można się zaniedbać wychowując itd. Najlepiej
      zatem bachora od razu oddać do domu dziecka, i wtedy nikt nikomu nie jest
      winien: bachor w przyszłości nie będzie musiał zajmować się higieną intymną
      rodziców, rodzice w teraźniejszości higieną intymną bachora. I git! Logiczne?

      Rozumiecie, głąby, jak Wasze poglądy rozp... więzi rodzinne i społeczne?
      Rozumiecie, jaką obrazą dla bohaterki reportażu są wasze "dobre rady", pasujące
      raczej do systemu sowieckiego bądź nazistowskiego? Skorzystajcie z dobrej
      okazji, psychoterapeutko i jezuito, żeby milczeć. A dla bohaterki reportażu -
      mój pełen szacunek.
      • 06.11.07, 06:17
        Moi rodzice sa jeszcze na szczescie sprawni ale powiem szczerze, ze
        nie wiem co bym zrobila gdyby nie byli... Wiem natomiast jedno nie
        chce, zeby moja corka zyla tak jak bohaterka reportazu. Nie chce
        zeby rezygnowala z siebie i ze swojego zycia zeby sie mna
        zaopiekowac . Za bardzo ja kocham. Dlatego odpowiednio wczesniej o
        to zadbam i sama znajde dla siebie dom opieki na starosc. Przyjdzie
        mi to tym latwiej, ze nie mieszkam w Polsce a tutaj takie domy
        starcow wygladaja zupelnie inaczej.
        --
        Szczescie to jedyna wartosc, ktora sie mnozy kiedy sie ja dzieli.
        • 06.11.07, 14:32
          Zgadzam sie w 100 %. Ja swojemu dziecku też tego nie zafunduję. Juz
          dziś zbieram pieniądze na zakład opieki, taki, gdzie bedą dobre
          warunki (na litosc boską, są chyba takie nawet w Polsce!!!).
          To ważny temat i dobrze, że ktoś się nim wreszcie zajął. Mnie mama
          juz dawno powiedziała, że jakby co, mam oddac ją do jakiegoś domu
          opieki. Dopóki będzie sprawna, nie ma o czym mówic, ale co, jak
          alzhaimer..? nie wiem. Mam pracę, małe dziecko, planuję następnne, z
          czego miałabym żyć, gdyby kazano mi opiekować się mamą 24 godz.? I
          kto zająłby sie wtedy moimi dziećmi?
          Cóż, sama wolę starzeć się wsród innych starych, oczywiście w
          normalnych warunkach, a nie w zasmrodzonych obskurnych salach.Jedno
          jest pewne: to będzie mój problem, nie mojego dziecka.
        • 06.11.07, 15:22
          Z tym "wygladaja inaczej" to z jednej strony prawda z drugiej... No
          coz, w zeszlym roku byl reportaz BBC, zrobiony przez emerytowanego
          dziennikaza, ktory udawal, ze szuka domu starosci dla siebie i
          pomieszkiwal w kilku - z dyktafonem nagrywajac swoj dziennik. Niby
          dobrze ale: wszedzie smierdzialo, ludzie nie zawsze byli dobrze
          traktowani, mnostwo paranoicznych zakazow (bo np. lepeij zabronic
          wszystkim wychodzic bez opieki, niz by ktos mial sie zgubic, itp.
          Duzo poza tym zalezy od wlasnego nastawienia: jak starsza osoba jest
          radosna, towazyska i w ogole optymistyczna - bedzie sie dobrze czuc,
          jak ma depresje i nie lubi "obcych krecacych sie w poblizu" to nawet
          w najlepszym osrodku bedzie zle. Ale w domu tez nie koniecznie
          lepiej.
          • 06.11.07, 18:23
            Ja byłam w dokładnie takiej samej sytuacji jak ta kobieta.
            Opiekowałam się sama babcią chorą na miażdżycę i miałam wtedy 24, 25
            lat - nikt mi nie pomagał. Nie wiedziałam czy jak wrócę do domu to
            dom będzie jeszcze istniał czy pójdzie z dymem. Więc jak ktoś nie
            wie jak to jest to niech nie otwiera niepotrzebnie gęby i nie ocenia
            głupio!!! Chciałam oddać ją do domu opieki bo byłam wykończona
            psychicznie, przerażona i sama o krok od zrobienia sobie czegoś
            złego. Nigdy , nigdy nie będę wymagała od swojego dziecka, żeby się
            mną opiekowało na starość - nie po tym czego doświadczyłam. Kochałam
            babcię bardzo ale myślę,że naprawdę istnieje pewna granica
            poświęcenia po której przekroczeniu człowiek nie ma już siły pomagać
            drugiemu bo sam staje się bezużyteczny. Gdy nasze pokolenie będzie
            stare - będą już domy opieki o innym standardzie niż teraz - a
            przynajmniej trochę lepsze. Sama znam jeden taki dom opieki - i
            wcale nie prywatny. W domu opieki na starość jest lepiej staremu
            człowiekowi - towarzystwo w jego wieku, jaka taka rozrywka i opieka.
            To grzech skazywać dziecko na mękę. Bo to jest męka.
        • 06.11.07, 21:48
          Mam podobne plany. Podejrzewam, ze jestes z Kanady (tak jak ja);
          ale tak na trzezwo - czy zdajesz sobie sprawe z tego, jak drogie sa
          porzadne domy opieki? Poza tym - przerazajace jest tez wtedy
          poczucie samotnosci.. Chyba, ze jestes warzywkiem.
      • 06.11.07, 07:36
        Don Pedro, dorośnij.
        Jeśli samotna osoba nie jest w stanie poradzić sobie z opieką nad ojcem z
        zaawansowanym Alzheimerem, to znaczy, że pozostawiając ojca przy sobie bardziej
        mu szkodzi niż pomaga.

        Przykład z "bachorem" jest idiotyczny. W artykule nie ma mowy o sytuacji, gdy
        komuś się nie chce, tylko o sytuacji, gdy ktoś zupełnie nie daje sobie rady.
        Ponadto opieka nad starcem z demencją i alzheimerem to co innego niż opieka nad
        dziećmi. Doświadczyłem obydwu i wiem co piszę.

        Scenariusz umierania w pampersach jest okropny. Ale takie jest życie. W domu tez
        umiera się w pampersach. Człowiek to stworzenie, które zaczyna i kończy srając
        pod siebie. Żadne poświęcenie tego nie zmieni.

        Radziłbym też nie wypowiadać się o systemach nazistowskim i sowieckim, bo
        najwyraźniej nie masz pojęcia, o czym piszesz.
      • 06.11.07, 07:47
        tejemniczy_don_pedro

        w artykule nie jest opisany problem wychowania, higieny itp osoby chorej na
        ciele, tylko osoby z alzheimerem, czyli z kolejnymi objawami choroby umyslu....
        moj dziadek ma alzheimera od 6 lat, przy czym 6 lat temu tylko zapominal czasami
        gdzie kto jest, kim jest, kim on jest - poczatki dla rodziny i dla niego samego,
        jak jeszcze cos kojarzyl, byly przykre, ale do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic...
        od 3 lat jest tylko coraz gorzej, nie poznaje juz nikogo, mentalnosc ma 5latka,
        biega, bo ucieka "do domu", ucieka z domu, w roznych czesciach garderoby,
        zostaly pomontowane dodatkowe zamki w drzwiach, ktore mama z babcia musza
        zamykac zawsze, okna niestety nie sa na klucz..uciekanie do ogrodka, skoki przez
        plot, wieczna agrecja, ze ktos chce go otruc, zabic, ukrasc mu dom itp... teraz
        to mozemy sie jedynie domyslac, ze o to chodzi, bo mowic tez juz prawie
        zapomnial jak sie mowi... to jest patrzenie na osobe 24 h na dobe, nie mozna
        odpuscic na 5 minut.. mama jeszcze pracuje, babcia ma tyle samo lat i jak taki
        czlowiek stary bo stary, ale alzheimer sily nie pozbawia, uprze sie , ze Ty
        chcesz go zabic, a Ty tylko chcesz umyc Go, bo zalatwil potrzebe w ubraniu, to
        nie jestes w dtanie wolami ruszyc, a i popchnac potrafi - babcia jest na skraju
        zalamania, bo tyle lat maz, ukochana osoba, a teraz trzeba uwazac, zeby Jej
        krzywdy nie zrobil, a i przy okazji sobie... leki podawane w tej chorobie maja
        100 skotkow ubocznych - chodzi sie jak robot, problemy z koordynacja miesni, co
        kilka godzin trzeba cos podac na uspokojenie, bo taka osoba ma manie
        przesladowcza... i to sa konskie dawki.. walka o kazdy kro, umyc, polozyc spac,
        zjesc..
        niestety to nie jest czyjes dziecko, ktore i tak w wiekszosci wypadkow mieszka z
        rodzicami i oboje sa odpowiedzialni (powinni byc), tylko to zwykle jest rodzic -
        rodzenstwo mojej mamy poukladalo sobie zycie w innych miastach i trudno zostawic
        prace i pozbawic zarobku swoja reszte rodziny (zone, meza, dzieci) za ktore
        jestes odpowiedzialny, zeby wrocic i zajac sie ojcem.. ja tez juz jestem w innym
        miescie i trudno mi sobie czasami poradzic z wyrzutami sumienia, ze nie jestem
        codziennie do pomocy mamie i babci... mama pracuje po 18 h na dobe, a jak wraca
        to wyrecza babcie, ktora pada po calym dniu walki... pracy tez nie rzuci, bo
        leki dla dziadka, jako leki z polki neurologicznej, to jedne z najdrozszych, a
        nikt inny na dom nie lozy...
        czasami czlowiek juz nie wie co zrobic... a specjalistyczny dom opieki - nie
        mowie o tym z "uwagi" umieralniach, tylko o porzadnej placowce przy tym co maja
        na co dzien, nie wyglada tak tragicznie.. w koncu ukochane przez rodzicow dzieci
        chore na raka, czy inne terminalne choroby czekaja na swoje odejscie w
        hospicjach i raczej nie dziwi to nikogo - bo to czesto jedyne miejsce, w ktorym
        otrzymaja swietna opieke i na ciele i psychiczna, a sam chyba widziales
        telewizyjne reportaze, o tym, jak rodzic biegnie do takiego dziecka i nie jest
        tak, ze oddal go na pastwe losu, tylko sam nie moze tej opieki zapewnic...nie
        nazwiesz chyba hispicjum wymyslem nazistow...
      • 06.11.07, 07:51
        Przede wszystkim: "nie tak agresywnie, panie redaktorze" - jak
        mawiala Danuta Hojarska. To nie miejsce i czas na to.
        Po drugie, przeczytaj ze zrozumieniem wypowiedzi, które Cię tak
        wzburzyły. Widzisz gdzies w nich odniesienia do systemu
        nazistowskiego bądz sowieckiego? Jeśli chodzi Ci o domy
        opieki/hospicja, to w takim razie cała cywilizacja zachodnia jest
        duchowym spadkobiercą nazizmu/komunizmu (?) Dość ryzykowna teza,
        przyznasz, zwłaszcza jak sobie przypomnisz (bo na pewno wiesz, tylko
        zapomniałeś), że w hitlerowskich Niemczech ludzi psychicznie chorych
        po likwidowano jako nieprzydatnych.
        Naprawdę uwazasz, że to naziści oraz komuniści byli pomysłodawcami
        opieki paliatywnej? Hmm, jesteś prawdziwnym kreatorem historii albo
        ja o czymś nie wiem.
        Walczą we mnie w tej chwili dwie sprzeczne chęci:
        1. Żeby odpisać Ci w Twoim stylu, czyli: "Nie wypowiadaj się,
        agresywny i wulgarny głąbie, na tematy, o których nie masz
        najmniejszego pojęcia" (bardzo nęcące!)
        2. Żeby napisać Ci, że zanim cokolwiek napiszesz na tak
        kontrowersyjny temat, spróbuj się choć przez chwilę postawić w
        sytuacji kobiety z reportażu.
        Ona jest na skraju wyczerpania nerwowego i fizycznego. Czy dałes
        rade pojąć, co pisali fachowcy, że do akiej osoby potrzeba MINIMUM
        TRZECH OPIEKUNÓW? Czy rozumiesz, ze to jest za duzo na jedną osobę?
        Po prostu jest granica mozliwości. Poza tym ona też jest
        człowiekiem, ma swoje potrzeby, jakieś mizerne resztki swojego zycia.
        Jest jeszcze jeden aspekt tej sytuacji: może się zdarzyć tak, że
        któregś razu nie dopilnuje ojca, który ucieknie z domu/podpali
        mieszkanie/zacznie zakładac nowy gazociąg, wysadzając przy okazji
        dziesiątki lub setki osób w powietrze.

        Przede wszystkim: "nie tak agresywnie, panie redaktorze" - jak
        mawiala Danuta Hojarska. :-) To nie miejsce i czas na to.
        Po drugie, przeczytaj ze zrozumieniem wypowiedzi, które Cię tak
        wzburzyły. Widzisz gdzies w nich odniesienia do systemu
        nazistowskiego bądz sowieckiego? Jeśli chodzi Ci o domy
        opieki/hospicja, to w takim razie cała cywilizacja zachodnia jest
        duchowym spadkobiercą nazizmu/komunizmu (?) Dość ryzykowna teza,
        przyznasz, zwłaszcza jak sobie przypomnisz (bo na pewno wiesz, tylko
        zapomniałeś), że w hitlerowskich Niemczech ludzi psychicznie chorych
        po likwidowano jako nieprzydatnych.
        Naprawdę uwazasz, że to naziści oraz komuniści byli pomysłodawcami
        opieki paliatywnej? Hmm, jesteś prawdziwnym kreatorem historii albo
        ja o czymś nie wiem.
        Walczą we mnie w tej chwili dwie sprzeczne chęci:
        1. Żeby odpisać Ci w Twoim stylu, czyli: "Nie wypowiadaj się,
        agresywny i wulgarny głąbie, na tematy, o których nie masz
        najmniejszego pojęcia" (bardzo nęcące!)
        2. Żeby napisać Ci, że zanim cokolwiek napiszesz na tak
        kontrowersyjny temat, spróbuj się choć przez chwilę postawić w
        sytuacji kobiety z reportażu.
        Ona jest na skraju wyczerpania nerwowego i fizycznego. Czy dałes
        rade pojąć, co pisali fachowcy, że do takiej osoby potrzeba MINIMUM
        TRZECH OPIEKUNÓW? Czy rozumiesz, ze to jest za duzo na jedną osobę?
        Po prostu jest granica mozliwości. Poza tym ona też jest
        człowiekiem, ma swoje potrzeby, jakieś mizerne resztki swojego zycia.
        Jest jeszcze jeden aspekt tej sytuacji: może się zdarzyć tak, że
        któregś razu nie dopilnuje ojca, który ucieknie z domu/podpali
        mieszkanie/zacznie zakładac nowy gazociąg, wysadzając przy okazji
        dziesiątki lub setki osób w powietrze.
        Jeżeli nie ma możliwości zapewnienia PRAWIDŁOWEJ opieki nad
        agresywnym/niebezpiecznym dla siebie lub otoczenia chorym, uwazam,
        że jedynym wyjsciem jest oddanie go do specjalistycznego zakładu.
        Wiem, ze to bolesne i bardzo traumatyczne przeżycie, ale trzeba
        wybierac mniejsze zło. Poza tym, co przeszkadza odwiedzac taka osobe
        codziennie, by nie czuła sie samotna i opuszczona lub chocby po to,
        by pomóc przy myciu czy toalecie? (o ile jeszcze chory odczuwa
        róznicę miedzy czlonkiem rodziny a osoba calkowicie obca)
        Zyczę Ci więcej rozumu, empatii oraz tego, by życie nie postawiło
        Cię kiedyś przed takim wyborem - bo możesz baaaardzo zaskoczyć sam
        siebie, mój drogi tajemniczy_don_pedro
      • 06.11.07, 08:09
        don pedro, a wiesz jak rozp....... więzi rodzinne osoba chora, nękająca ludzi
        którzy się nią opiekują??
        czy kiedykolwiek mieszkałeś z osobą starą, po wylewie, zdziecinniałą??

        --
        fotoforum.gazeta.pl/5,2,pilchowa.html
      • 06.11.07, 08:09
        Masz rację Don Pedro, jednak spróbuj następnym razem wyrażać swoje
        racje nie obrażając rozmówców.
        • 06.11.07, 09:04
          franiaaa1 napisała:

          > Masz rację Don Pedro, jednak spróbuj następnym razem wyrażać swoje
          > racje nie obrażając rozmówców.

          Nie da rady. Oni reprezentują antycywilizację, afirmującą egoizm, wolność od
          odpowiedzialności i od płacenia zaciągniętych długów. Etyczną antyewolucję od
          człowieka do małpy, która ma się nażreć i zabawić, wolna od nakazów moralnych i
          związanych z nimi niedogodności. Ta antycywilizacja jest mi wstrętna i obdarzać
          jej pozorami szacunku nie zamierzam. Nie traktuję tych ludzi jak rozmówców. Nie
          mamy o czym rozmawiać, promowane przez nich postawy się zwalcza (od początku
          cywilizacji!), a nie o nich dyskutuje. A że się obrażą? A niech się obrażają...
          • 06.11.07, 09:19
            Drogi don Pedro,skoro jestes takim prawym czlowiekiem,brzydzacym sie
            cywilizacja smierci,to moze zglosisz sie do bohaterki reportazu i
            pomozesz jej w opiece nad ojcem?oczywiscie w ramach wolontariatu.
          • 06.11.07, 09:52
            Chłopaku z Twojego postu wynika, że nigdy nie opiekowałeś się chorą
            osobą. Fajnie jest siedzieć wygodnie przed kompem i umoralniać
            świat. Opiekuję się chorą mamą, ma otępienie starcze, mógłyś mi
            pomóc w ramach wolontariatu i Twojego wielkiego oburzenia na tych
            egoistycznych, którzy myślą tylko o sobie. Zapraszam do siebie. To
            takie typowo polskie - fajnie,że inni mają gorzej. Kocham mamę i to
            bardzo, ale kocham też mojego męża i moje dzieci, kiedy nie dam
            rady z opieką , nie będę mieć skrupułów.
          • 06.11.07, 12:38
            cóż - z tymi początkami cywilizacji to gruba przesada, kiedyś np.
            starych i niedołężnych strącało się ze skały.

            tu zapewnia się opiekę - i to bardziej profesjonalną, niż ta którą
            może oferować rodzina.

            nie znoszę natomiast argumentów o płaceniu długów. Jakich? dzieci
            się ma dla samej idei, a nie żeby odrabiały pańszczyznę i były
            wdzięczne za wychowanie, czyli coś, co jest oczywiste. Naturalną
            koleją rzeczy jest to, że powinny one przede wszystkim pomagać
            swojej rodzinie - mężowi, swoim dzieciom i wnukom.

            Kocham moje dziecko i nigdy nie chciałabym jej skazać na tak
            potworne życie. Na tym polega rodzicielstwo - że dla swoich dzieci
            chce się jak najlepiej, a NIE DLA SIEBIE.

            Decyzja o posiadaniu dziecka nie powinna wypływać z chęci posiadania
            darmowego niewolnika do obsługi na starość.
            • 06.11.07, 13:11
              Dla mnie niedopuszczalne jest to, że reszta rodzeństwa umywa ręce.
              Przeciez jest jeszcze trzecie rozwiazanie. Jeżeli reszta rodzeństwa
              chce mieć święty spokój, to powinna chociaż zrzucić się na
              pielęgniarkę, która by choć na kilka godzin w tygodniu pozwoliła
              kobiecie odetchnąć. Rozumiem, ze ojciec ma mieszkanie... Można
              wziać kredyt hipoteczny i bedzie na pielęgniarkę, no chyba że
              rodzina liczy na spadek ...

              I jeszcze druga sprawa. W dzisiejszych czasach jest moda na to żeby
              nie mieć wiecej niż jedno dziecko. To jest czysty egoizm -
              skazywanie jedynaka na podobne dylematy w przyszłości.
              • 06.11.07, 14:17
                Czytam, wściekam się - a to takie proste (kosztowne!)
                rozwiązanie.
                Od zarania ludzkości znane. Opiekun, niania,
                pielęgniarka DOMOWA. Aby domownicy mogli odsapnąć.
                Moi znajomi tak zarobkują we Włoszech jako opiekunowie.
                .
                Mój dziadek, ma Mama, o babci nie wspominając,
                umierali w swych domach, łóżkach. Przy nas.
                TAK ZALECA się u ludzi niechorujących, a w fazie
                terminalnej chorób wtedy, kiedy szpital nie ma już
                możliwości ulżenia.
                .
                Dziadka swego nawet "oszukałem" namówiwszy go do
                przeniesienia się do domu, z mieszkania po nieżyjącej
                babci, mówiąc mu - Dziadku, to dopóki ci się nie
                poprawi. A w tym czasie ma Mama już w szpitalu miała
                rozpoznany rak płuc. Dwie osoby wymagały równocześnie
                opieki u nas wtedy w domu.
                .
                Przecież to esencja RODZINY, kochać bliskich do KOŃCA.
                .
                Nie oddałbym bliskiej osoby do domu opieki. Opiekować
                się można i u siebie. Z pomocą nawet obcych
                opiekunów...
                Brawo, no nareszcie ta propozycja.
              • 06.11.07, 17:13
                A moze on wiele lat wczesniej umyl rece od obowiazkow wobec reszty
                rodzenstwa? Skad wiesz, ze byl sprawiedliwy i traktowal rowno
                wszystkie dzieci? Skad wiesz, ze spelnial swoje obowiazki wobec
                wszystkich?
          • 06.11.07, 13:05
            coś ci się chłopcze głęboko pomyliło

            Afirmacja egoizmu? Gdy rozmawia się o tym, jak zapewnić innym?
            Wolność od odpowiedzialności? Gdy dyskutuje się o tym, że domy opieki są marne,
            a samodzielnie nie można opiekować się starcami?

            Etyczna antyrewolucja, blablabla

            "Nie traktuję tych ludzi jak rozmowców"
            A widzisz, a oni tak Ciebie traktują. Pomyśl nad tym.
          • 06.11.07, 14:43
            Między cywilizacją życia, za piewcę której się uważasz, a
            zwalczaniem innych jest niestety ogromna przepaść.
            Nie pomyslec o starości za młodu, nie przejmowac sie za bardzo
            wychowaniem dziecka, ale za to miec oczekiwania, że to właśnie
            dziecko zostawi w diabły swoje zycie i podopiecznych i zajmie się
            starość - oto altruizm w czystej postaci. Biedni twoi bliscy.
          • 16.01.08, 11:16
            Dobrze spotkać takie nieegoistyczne osoby, jak Ty Don Pedro. Dlatego bardzo Cię
            proszę o pomoc. Opiekuję się babcią z miażdżycą mózgu i zaburzeniami
            paranoicznymi, do tego niepełnosprawną i leżącą. Babcia co i rusz wzywa do domu
            policję, straż, której każe wybijac okna, żeby wpuścić wezwane przez siebie
            pogotowie, nas wciąż oskarża, ze chcemy ją zabić, otruć. Jestem pewna, że
            zechcesz w ramach wolontariatu pomóc nam w opiece nad babcią - zwłaszcza w nocy,
            bo wzywa nas wtedy co najmniej raz na godzinę (a Ty przecież możesz wcale nie
            spać w imię poświęcania się i miłości bliźniego). Z chęcią przyjmiemy Twoją
            pomoc. Napisz do mnie maila, to powiem Ci, gdzie możesz się stawić, żeby Twoje
            slowa o pomaganiu i poświęcaniu oblec w czyn. Pozdrawiam.
      • 06.11.07, 08:46
        widzisz, wszystko zależy od okoliczności. a co jeśli masz chorego rodzica i
        chorego bachora? albo jeśli opieka nad rodzicem pochłonie cały twój czas,
        wyrzucą cię z pracy, zostawi cię żona, odbiorą ci dzieci. sądy kategoryczne są
        łatwe. poza tym czym innym jest przewijanie dziecka, a czym innym przewijanie
        ojca. czasem potrzebna jest też specjalistyczna pomoc: czy chciałbyś
        samodzielnie cewnikować swojego ojca? łatwo ci się mówi kolego. ale być może sam
        zobaczysz, jak to jest.
        • 06.11.07, 15:45
          Prostaki jak mozecie mowic o dziecku bachor
        • 09.11.07, 09:05
          psychiczne wykonczenie opiekuna. Opieka na psychicznie chora, bliska osoba jest
          czesto ponad sily.
          Demencja, alzheimer - wymaga albo nieslychanie silnej psychiki lub odpoczynku co
          jakis czas, inaczej przyjdzie samemu zwariowac albo wyladowac z silna depresja.
          Jakie rozwiazanie - chyba dac mozliwosc odpoczynku osobie zajmujacej sie starsza
          osoba. nawet jeden wieczor w tygodniu.

          --
          Człowiek jest tym co robi, i co robi dobrze.
      • 06.11.07, 09:16
        Rozumiecie, głąby, jak Wasze poglądy rozp... więzi rodzinne i społeczne?
        > Rozumiecie, jaką obrazą dla bohaterki reportażu są wasze "dobre rady", pasujące
        > raczej do systemu sowieckiego bądź nazistowskiego?

        to raczej Twoje poglądy tam pasują. Oni niszczą wiezi rodzinne i społeczne?
        Cżłowieku, ta rodzina sama je zniszczyła - wszystko na barkach jednej jedynej
        osoby, już po raz drugi.

        a teraz cos ci napiszę - moja babka, matka mojej matki miała Alzheimera . 8 lat.
        Potrafiła podnieść telewizor i umazana w odchodach iść z nim otwotzyć drzwi , a
        potem zrzucić telewizor sama na siebie.. Trzeba było przy neij czuwać 24 godziny
        na dobe . Ostatnie 3 lata to był koszmar, a ostatni rok - lepeij nie mówić .

        I nikomu nie zyczę czegoś takiego, moja matka, wtedy na ezrobociu siedziała z
        nia 24 na dobę i widziałam jak powoli wszyscy zaczynamy zyczyć ukochanej babci
        smierci. Zeby to juz sie skończyło - my do szkoły, ojciec do pracy, a matka
        wciaż przy niej i z dnia na dzień coraz bardziej wscieskła, zła, płacząca. Z
        perspeltywy widze to tak, ze tamten czas zniszczył kompletnie fizyczne i
        psychiczne zdrowie mojej matki - co z tego, ze koło 17 rodzina wracaała, jesli i
        tak były wtedy 3 04 godziny do snu babki... I nei porównuj prosze podnoszenia 80
        kg starszej, prawie bezwładnej kobiety, do zajmowania sie rocznym dzieckiem i
        ejgo higieną intymną. Jak sobie przypomnę kąpiele babci ...nie chcę o tym w
        ogóle mysleć.
      • 06.11.07, 09:22
        U nas w rodzinie osoby starsze mieszkają z dziećmi, i ok.

        Ale sporo osób żyje dziś w stylu "ja śiama ja śiama".

        Kiedyś rodzina żyła razem, wszystko robiło się prawie wspólnie. Np:
        wesela. Dzis więszośc nie wyobraża sobie, by rodzice dali im choćby
        1 zł na wesele, mimo że to uroczystośc rodzinna (tak!, ślub jest dla
        młodych, wesele dla rodzin).

        Obserwuje potem takich "samodzielnych", którzy kupują mieszkania i
        nie wyobrazają sobie, by na "starość" mogli przyjąc rodziców.
        Bo mieszkanie za małe, bo oni sami się utzymywali, nic nie brali,
        wiec co mama/tata chce.

        > Bachor kosztuje czas, pieniądze, można się zaniedbać wychowując
        itd. Najlepiej
        > zatem bachora od razu oddać do domu dziecka, i wtedy nikt nikomu
        nie jest

        - ktos może powiedzieć, że dzieci się nie prosiły :)))

        Inna sprawa, że kiedyś było kilkoro dzieci i te opieke nad rodziną
        można było dzileićć na kilka osób.

        Dziś jak "dzieci" biora slub w wieku 25-30 lat, to rodzice mają
        wtedy po 55 lat. Młodzi ida się wyszumiac na swoje ..... ale tylko
        na 5-10 lat, bo nagle się okazuje, że jeden rodzic umiera, drugi ma
        już 65 lat i trzeb się nim opiekować.
        Wychodzi na to, że "samemu" będzie się z 5-10 lat, a tak, całe życie
        z rodzicami.
        To może przerażać :D

        > Rozumiecie, głąby, jak Wasze poglądy rozp... więzi rodzinne i
        społeczne?

        - więzi rodzinne się juz dawno rozpadły!
        A zrobił to m.i. system a`la ZUS !!!
        Kiedys się rodziło sporo dzieci, bo ONE nas utrzymywąły na starość.
        Teraz ZUs zabiera nam połowe kasy, nie ma za co utrzymać dzieci. Ani
        nawet nie ma sensu ich rodzić. Bo starość "zapewnia" ZUS.

        Więc ani sens miec dzieci, ani liczyć na to, że to one nam byt
        zapewnią.

        W myśl zasady "ja śiama ja śiama", kazdy już oczekuje, że każdy
        zajmie się sobą.
        No chyba że mama ma rente, a synuś nie pracuje, to synuś się
        zaopiekuje za 70% jej kasy :) ;)

        Hymm, takie czasy .... lkwidujmy ZUS, może się coś zmieni :D
        • 06.11.07, 12:14
          Co ty bredzisz, nie sądzisz, że każdy ma prawo do życia tak jak mu
          się podoba? A ty od razu do masowego rozrodu nawołujesz... Może
          kiedyś było inaczej, ale to nie znaczy, że lepiej.
          --
          There's a big black hole gonna eat me up someday...
          • 06.11.07, 15:55
            I dlatego w obecnym systemie kazy MUSI płacic do Zusu?
        • 06.11.07, 18:28
          A co winien ZUS? ZUS czy inne ubezpieczenia są ratunkiem dla ludzi
          chorych i starych, którzy nie muszą byc na łasce rodziny. Człowiek
          się cywilizuje i nie musi już rodzić dzieci tylko po to, żeby miał
          się kto nim zająć na starość. Takie myślenie to ciemnota!!!
          Średniowiecze!
      • 06.11.07, 09:34
        don pedro jeżeli przeżyjesz cos takiego to możemy pogadać. Ja nie
        oddałam do domu opieki ale cena jaką zapłaciłam nie tylko ja ale
        moja rodzina jest bardzo wysoka. Dziś ma mam to już za sobą a mimo
        wszystko wraca ciągle jak bumerang. Zuczę Ci abyś nigdy nie musiał
        podejmować decyzji w tej materii
      • 06.11.07, 14:30
        Nikt, kto tego nie przerabiał, nie ma prawa się wypowiadać. Ja mam to za sobą, miałam 17 lat kiedy tak wyszło, że musiałam zamieszkać z prababcią. Byłyśmy we dwie z kuzynką. Smrodu, strachu i rozpaczy opisywać nie będę. Wytrzymałyśmy do końca. Babcia umarła spokojna.
        Teraz moja babcia (córka prababci) zaczyna chorować na to samo. Kuzynka ma już swoją rodzinę, ja pracuję i żyję pół w Bytomiu, pół w Krakowie. Moja mama jest niepełnosprawna, a ponieważ jest jedynaczką, nie ma rodzeństwa do pomocy. Sama nie da rady. Ergo - nie mamy wyjścia, szukamy jak najlepszego DPS-u. Żeby było "zabawniej" już wiem, ze ta opcja jest lepsza dla naszych wzajemnych stosunków. Przynajmniej nie znienawidzę swojej babci i nie będę czekać na jej śmierć. A tak było w poprzednim przypadku.
        Oby wszystkim, którzy tak łatwo wypowiadają kategoryczne sądy nigdy nie było dane stanąć z tym problemem twarzą w twarz. Tego się nie życzy najgorszemu wrogowi.
      • 06.11.07, 15:32
        Rozumiem, że to nie jest tania prowokoacja.
        Wydaje mi się don Pedro, że masz to szczęście, że życie nie postawiło Cię
        jeszcze w sytuacji wymagającej takiego wyboru. Twoje szczęście. Na Twoim
        miejscu modliłabym się, żebyś nigdy nie musiał go dokonywać.
        A tak apropos dzieci - są takie sytuacje, kiedy musisz wybrać, czy oddać dziecko
        do hospicjum czy nie.
        Każdy taki wybór jest trudny, nie myśl sobie, że ludzie oddają swoich
        zstępujących i wstępujących bez refleksji. Dlatego bezpieczniej jest nie oceniać.
        • 06.11.07, 18:24
          > A tak apropos dzieci - są takie sytuacje, kiedy musisz wybrać, czy oddać dzieck
          > o
          > do hospicjum czy nie.
          > Każdy taki wybór jest trudny, nie myśl sobie, że ludzie oddają swoich
          > zstępujących i wstępujących bez refleksji. Dlatego bezpieczniej jest nie ocenia
          > ć.

          Nie żyjemy w świecie idealnym. W świecie, w jakim żyjemy, Kowalska odda matkę do
          zakładu opieki, bo ma dość smrodu, Nowak w końcu przywali żonie, której hormony
          rzucają się na rozum i urządza mu piekło co miesiąc, Wiśniewscy porzucą dzieci u
          dziadków i wyjadą do Londynu itd. Takie rzeczy się zdarzają, nie jesteśmy
          doskonali. I nie ma wielkiego problemu, dopóki WIEMY, że Kowalska, Nowak czy
          Wiśniewscy (w kontekście: JA SAM TEŻ!) nie powinni tego robić. Żeby wiedzieć,
          trzeba oceniać. Żeby móc oceniać, potrzebny jest zestaw norm moralnych, które
          mówią co jest dobre, a co jest od pożądanego wzorca odstępstwem. Ten zestaw
          norm, który jest składnikiem cywilizacji, ktoś powinien kształtować. Piję tu do
          pani psychoterapeutki i pana księdza (obelżywa forma użyta świadomie), którzy
          przekraczają dopuszczalną granicę wiedzy o tym, że są w życiu różne sytuacje,
          wkraczając na niedopuszczalne poletko inżynierii społecznej i przy pomocy
          zaangażowanego dziennikarza zacierając granicę między dobrem i złem.

          Dokładnie - zacierając, bo o czym jest reportaż? O tym, że jest pani, która
          opiekuje się ojcem, a to jest trudne, więc rozważa dom opieki? To każdy wie, bo
          takie rzeczy są codziennością. Artykuł jest o tym, że dziennikarz (czy
          dziennikarka, nie chce mi się sprawdzać) przedstawia opcję domu opieki jako
          wyzwolenie tej pani, w tym od jej własnych, dziwacznych skrupułów, podpierając
          tezę opiniami ludzi, którzy z racji wykształcenia/zawodu powinni być ekspertami.
          Takie coś, opublikowane w dużym dzienniku, jest inżynierią społeczną,
          zachęcaniem ludzi do zachowań, które są społecznie niekorzystne i etycznie dość
          paskudne.

          Aha, etyka. Co najmniej dwie osoby ze mną dyskutujące użyły sformułowań
          "cywilizacja życia/cywilizacja śmierci" ustawiając sobie pewnie przeciwnika w
          wygodnej roli głupiego mochera, któy pewnie słucha Rydzyka. Tymczasem ja NIE
          użyłem słów "życia" czy "śmierci", będących słowami kluczowymi, zaiste
          pozwalającymi zaszufladkować wypowiadającego je. Ja użyłem słowa "cywilizacja",
          bo niezależnie
          od źródeł etyki, rozwój cywilizacji był skorelowany z zaprzestaniem wyganiania
          starców do lasu. Z przestrzeganiem pewnych umów społecznych. Z rozwojem uczyć
          wyższych. Z upowszechnieniem zachowań altruistycznych. Prywatnie, dla Waszej
          wiadomości, skłaniam się w tych sprawach ku socjobiologii, a nie chrześcijaństwu.
          • 06.11.07, 18:29
            j/w
            --
            Dogs look up to us. Cats look down to us.
            Pigs treat us as equals.
            Winston Churchill
            • 06.11.07, 18:38
              Jeśli Kowalska nie wyrobi i odda matkę do zakładu, to nie zamierzam się
              wypowiadać. Wypowiadam się, gdy ze smutnej konieczności próbuje się wyprowadzać
              nowatorskie NORMY etyczne, podpierając się profesjonalistami: panią psycholog i
              panem księdzem. Kowalskiej nie oceniam. Inżynierów społecznych tak.
              • 06.11.07, 18:52
                Pewnie, lepiej, żeby Kowalską do końca życia zżerały wyrzuty
                sumienia i otaczał społeczny ostracyzm.
                --
                Dogs look up to us. Cats look down to us.
                Pigs treat us as equals.
                Winston Churchill
                • 06.11.07, 19:38
                  echtom napisała:

                  > Pewnie, lepiej, żeby Kowalską do końca życia zżerały wyrzuty
                  > sumienia i otaczał społeczny ostracyzm.

                  Ach, więc bierzemy postępowa gazetę, podzielającego postępowy etos psychologa i
                  równie postępowego pana księdza i przerabiamy normy na "feel good", pozwalające
                  olać moralne zobowiązania, nażreć się i rozerwać bez wyrzutów sumienia i
                  społecznego ostracyzmu. Nowy wspaniały świat. Jak diabli. Kusi, cholerka, kusi
                  taki styl życia, ale miałem nieszczęście odebrania pewnego wykształcenia i nie
                  mogę nie zadać sobie pytania, dokąd by to nas, jako społeczeństwo, doprowadziło.
                  • 06.11.07, 22:21
                    Sama wychowuję troje dzieci, do końca opiekowałam się chorym ojcem i
                    tak samo zamierzam opiekować się mamą. Teraz Ty pochwal się swoim
                    rodzinno-społecznym dorobkiem.
                    PS. Wykształcenie też mam humanistyczne, i to podwójne.
                    --
                    Dogs look up to us. Cats look down to us.
                    Pigs treat us as equals.
                    Winston Churchill
              • 06.11.07, 19:16
                Don pedro, a ja za cholerę nie rozumiem, o co ci chodzi. Co to w ogóle za "odda
                do zakładu"? A co, w tych zakładach to jest zakaz odwiedzin? Jak ktoś umieści
                chorego w hospicjum czy domu opieki, to nie może spędzać przy nim 12 godzin
                dziennie (ale potem iść do domu się wyspać z tą świadomością, że chory mu domu
                nie podpali)?

                Skąd w ogóle ta fobia z 'oddawaniem' -- przecież ten człowiek 'oddany' nigdzie
                nie znika, przenosi się tylko do innego łóżka. To samo, co robiłeś dla niego w
                domu, możesz robić w hospicjum -- tylko tam masz wsparcie lekarzy, pielęgniarek,
                psychologów. Masz kontakt z rodzinami innych chorych, którzy mogą ci coś pomóc i
                podpowiedzieć. Zawsze możesz tego chorego zabrać z powrotem do domu, jeśli
                będzie mu tam źle.

                --
                "I nie poradzisz nic bracie mój,
                gdy na tronie siedzi...
                /OCENZUROWANO/ ".
                • 06.11.07, 19:30
                  nessie-jp napisała:

                  > Don pedro, a ja za cholerę nie rozumiem, o co ci chodzi.

                  Chodzi mi o sprzeciw wobec modyfikowania norm społecznych, które uważam za dobre
                  i pożyteczne.

                  > Skąd w ogóle ta fobia z 'oddawaniem' -- przecież ten człowiek 'oddany' nigdzie
                  > nie znika, przenosi się tylko do innego łóżka.

                  To nie fobia. Wczuj się (nieco bardziej wykształciuchowato nazywa się to
                  empatia). Wczuj się w rolę bezradnego staruszka, dla którego własne łóżko,
                  poduszka, stolik, widok za oknem to resztka świata, jaka mu pozostała. Wsparcie
                  lekarzy i pielęgniarek? Można zamówić do domu, oczywiście, jeśli ma się tę
                  odrobine empatii nie wobec zawartości konta, 42" telewizora LCD albo wczasów,
                  tylko wobec staruszka, który kiedyś dał Ci kawał własnego życia
                  • 06.11.07, 19:35
                    > Chodzi mi o sprzeciw wobec modyfikowania norm społecznych,

                    Ale o jakie normy społeczne ci chodzi? Zapewnienie choremu dobrej, często
                    kosztownej opieki to chyba jest absolutne minimum norm społecznych!

                    > empatia). Wczuj się w rolę bezradnego staruszka,

                    Czy my rozmawiamy o artykule, czy o jakimś innym hipotetycznym staruszku?


                    > odrobine empatii nie wobec zawartości konta, 42" telewizora LCD albo wczasów,
                    > tylko wobec staruszka, który kiedyś dał Ci kawał własnego życia

                    Don Pedro, podejrzewam, że wielu z tych, co to tak litościwie trzymają w domu
                    umierających dziadków czy rodziców, robi to z prostej pazerności. Bo widzisz,
                    tak to babcię wystarczy trzymać w łóżku i raz dziennie zmienić pampersa. A cała
                    renta wpada do kieszeni czułych opiekunów. Takie współczesne "miłosierdzie gminy".

                    Natomiast jeśli chory trafi do domu opieki, to taki dom wówczas otrzymuje jego
                    rentę i rodzina nie może już sobie pozwalać na wczasy i telewizory za babcine
                    pieniądze.

                    Tak że jeśli już dopatrujemy się przyczyn ekonomicznych niewłaściwej opieki nad
                    chorymi, starszymi ludźmi, to radziłabym zwrócić uwagę na ten właśnie problem.
                    Trzymanie chorego w domu niewiele kosztuje. Umieszczenie go w dobrym zakładzie
                    opieki paliatywnej to nie tylko utrata jego emerytury czy renty, ale też
                    dodatkowe opłaty, często przekraczające 1500 zł miesięcznie.

                    Niestety, u nas ciągle normą społeczną jest trzymanie chorych zamkniętych we
                    własnym łóżku i we własnym świecie, bo "co sąsiedzi powiedzą". A że w zakładzie
                    opieki mieliby terapie zajęciowe, rehabilitację, psychologa...? Co z tego,
                    ważne, że emeryturka wpada do twojej kieszeni...

                    --
                    Więc tu trzeba by zalecić - w czasie deszczu nie mieć dzieci!
                    • 06.11.07, 19:52
                      nessie-jp napisała:

                      > > Chodzi mi o sprzeciw wobec modyfikowania norm społecznych,
                      >
                      > Ale o jakie normy społeczne ci chodzi?

                      O tą normę społeczną, że na starość moim moralnym obowiązkiem jest zapoiekowanie
                      się kimś, kto oddał mi kiedyś kawał własnego życia. I o tę normę, żeby wczuć się
                      w czyjąś rolę, wyobrazić sobie, że to JA mam 80 lat. I czego bym w takiej
                      sytuacji chciał. I postarać się to tej bliskiej osobie zapewnić, a nie pozbyć
                      się kłopotu.

                      > Don Pedro, podejrzewam, że wielu z tych, co to tak litościwie trzymają w domu
                      > umierających dziadków czy rodziców, robi to z prostej pazerności.

                      Na pewno się zdarza. Nie zmienia to faktu, że ci umierający dziadkowie czy
                      rodzice po stokroć wolą być we własnym domu, niż w bezdusznym, obcym zakładzie -
                      przemysłowej umieralni (z terapią ruchową i psychologami, zapewne takimi, jak
                      ten co to w reportażu posłużył za eksperta). Poza tym z tym motywem finansowym
                      to bym nie przesadzał (hasło: "stary portfel").

                      A argument o dodatkowych kosztach, rzędu 1500 zł. Mój Boże, jesli kogoś na to
                      stać, to przecież stać i na to, żeby zatrudnić na pełen etat pielęgniarkę i nie
                      wyrzucać staruszka z jego domu, z jego łóżka, z jego ogródka...
                      • 06.11.07, 20:06
                        > O tą normę społeczną, że na starość moim moralnym obowiązkiem jest zapoiekowani
                        > e
                        > się kimś, kto oddał mi kiedyś kawał własnego życia.

                        a) Co jest niemoralnego w zaopiekowaniu się przez zapewnienie godziwych warunków
                        życiowych? Nie mówimy o ludziach zdrowych, wyrzucanych siłą z własnych mieszkań.
                        Mówimy o chorym psychicznie człowieku, który nie poznaje własnej córki, a
                        mieszkanie uważa za "ten nowy dom, w którym wodociągów nie umiał założyć"

                        b) Kiedy kończy się obowiązek poświęcania całego swojego życia rodzicowi? Tak
                        teoretycznie pytam. Bo obowiązek rodzicielski teoretycznie kończy się po jakichś
                        18 latach. Ile lat jeszcze ta kobieta ma się zadręczać moralnością?

                        Owszem, można zatrudnić pielęgniarkę dochodzącą. A można i wynająć staruszkowi
                        pokój w pensjonacie. Jak mówię, jeśli starszy człowiek nie chce odchodzić z w
                        własnego domu, to nikt go nie ma prawa stamtąd wyrzucać -- ale w momencie, gdy
                        ten człowiek jest zagrożeniem dla siebie i innych, ty masz PSI OBOWIAZEK zadbać
                        o jego i swoje bezpieczeństwo! I to nie metodą zaklinania rzeczywistości, "a
                        może nic się nie stanie", tylko zapewniając mu 24-godzinną opiekę. Masz MORALNY
                        OBOWIAZEK dbania nie tylko o siebie i o chorego, ale też i o innych domowników.
                        Jeśli chory jest na poziomie umysłowym i psychologicznym agresywnego dziecka, to
                        niestety nie można przykładać do niego standardów osoby dorosłej.

                        --
                        Więc tu trzeba by zalecić - w czasie deszczu nie mieć dzieci!
                      • 06.11.07, 22:12
                        don pedro, podejrzewam ze jestes bardzo mlodym czlowiekiem bez
                        specjalnych doswiadczen i z duza pasja probujesz pouczac innych.
                        Zostaw ludzi z ich osobistymi decyzjami a przede wszystkim nie
                        oceniaj ich! Oceniac to sobie mozesz na lekcjach polskiego postaci
                        literackie, ale nie ludzi. Wlasnie ten moment(y) - pouczania i
                        oceniania sa dowodem na twoja niedojrzalosc.
                      • 06.11.07, 22:13
                        Pedro, nie bądź takim idealistą bo kiedyś życie postawi Cię w kłopotliwym
                        położeniu względem Twoich szlachetnych zasad i będziesz miał kaca moralnego.
                        Widzisz, problem nie jest tak moralnie jednoznaczny jak Ci się wydaje. Ty
                        widzisz krzywdę podopiecznego, ja widzę krzywdę opiekuna. Zadaj sobie pytanie,
                        która tak naprawdę większa. To nie zawsze jest wygodnictwo, pozbycie się
                        niewygodnego problemu. Czasem to walka o siebie samego.
                        Często pozostawienie starszej osoby pod własną opieką kończy się chorobą albo i
                        śmiercią (zawał) opiekuna. Wówczas podopieczny na pewno trafi do "umieralni".
                        Uważasz to za odpowiednie wyjście?
                        • 06.11.07, 22:28
                          To nie zawsze jest wygodnictwo, pozbycie się
                          > niewygodnego problemu. Czasem to walka o siebie samego.

                          I czasem jest to walka o dobro własnych dzieci.

                          --
                          Dogs look up to us. Cats look down to us.
                          Pigs treat us as equals.
                          Winston Churchill
    • 06.11.07, 07:55
      Zanim ktoś napisze opinie potępiającą osoby, które szukają pomocy w domach opieki dla swoich bliskich, niech powie czy miał, kiedy kolwieg doczyenia z osoba chora na Alzheimera?, czy wie ile wysiłku i miłości wymaga opieka nad takim człowiekiem która nie kończy sie po 8h pracy... opieka trwa 24 h na dobre przez 7 dni w tygodniu a za to dostaje się wyzwiska, upokorzenia osoby która się opiekujemy.
      Chętnie podyskutuje na ten temat mailem..
      • 06.11.07, 08:14
        Ja mam najgorsze przed sobą... Póki co moja babcia jest sprawna
        fizycznie,ale już ma wizje, potrafi godzinami do siebie gadać na
        głos, i nie pomaga nic. Idziesz do niej, siadasz piejsz z nią kawkę,
        wystarczy że odejdziesz a ona jeszcze przy Tobie zaczyna rozmowę z
        wyimaginowanymi ludźmi, zza ściany, z pokoju itp... Chodzi i płacze
        bez powodu, tzn powód jest wymyślony. Ja nie wiem jak się
        zachowywać...potakiwać czy mówić, że nie widzę jej "gości"? A
        najgorze jest to, że mieszkam tylko z tatą, chcę ułożyć sobie życie,
        a nie mogę. Ojciec traktuje za pewnik, że ja zawsze będę, że
        ugotuję, że jak on będzie w pracy to ja szybko przylecę ze swojej do
        babci, że jak wyjedzie na urlop to ja będę siedzieć na dupie w
        domu... Ale to jest jego matka,a nie moja... A ja mam 25 lat i nie
        mogę się wyprowadzić z domu, bo czuję się szantażowana emocjonalnie,
        bo biedny tatuś sobie sam nie poradzi ze swoją matką... A z nią jest
        coraz gorzej... Czy mam zostawić pracę, znajomych, partnera i
        wiecznie mieszkać z matką mojego ojca jak pomoc domowa na posyłki?
        Poważnie, nie wiem co mam robić... i doskonale rozumiem bohaterkę
        tekstu, choć najgorsze pewnie przede mną...
        • 06.11.07, 09:32
          Ja od 5 lat siedze w domu z moja babcia,a mam 29.Nie skonczylam
          studiow,nie pracuje,ubezpieczenie mam na meza,nie mam urlopow i
          wolnych weekendow,ze znajomymi kontaktuje sie telefonicznie i przez
          kompa,wychodze z domu raz na pol roku.Moja babcia jest sprawna, w
          miare, fizycznie i umyslowo jak na 83 lata,nie choruje na nic
          powaznego i moze zyc jeszcze dlugo.A ja sie zastanawiam jakie bedzie
          moje zycie po jej smierci,gdy bede 40sto letnia kobieta bez
          wyksztalcenia,doswiadczenia zawodowego,bez emerytury i bez dzieci
          (nie moge pozwolic sobie na dzieci,bo nikt nie jest w stanie mi
          pomoc dluzej przy babci,a nie stac mnie na opiekunke,zreszta babcia
          nie chce nikogo obcego w domu).I naprawde nie wiem co bym
          zrobila,gdybym miala podjac te decyzje jeszcze raz,wiedzac jak sie
          potoczy moje zycie.
          Zycze spokoju.
          • 06.11.07, 09:47
            Babcia ma się dobrze, a mimo to od pół roku nigdzie nie byłaś?

            Ja widze tylko jedno wyjście, wyjśc żyć, a na za opieke babci płaić
            opiekunce. Bo wnioskuje, że przez ostatnie 5 lat, to wystarczyło
            robić tylko zakupy?

            Ktoś może powiedziec że to miłośc, poświecenie - też. A też
            zniszczenie Tobie życia.
            Bo juz tobą, może nie będzie miał się kto opiekować .....

            • 06.11.07, 11:49
              Dobrze,jak na nia.Kiedy zaczelam opiekowac sie babcia,po smierci
              dziadka,byla w kiepskim stanie,m.in.nieuregulowana cukrzyca i lekkie
              otepienie.Bywa raz lepiej,raz gorzej,tez mialam,po powrocie z
              zakupow,odkrecony gaz w kuchence,mimo zaworu
              zabezpieczajacego,odkrecila oba.Zdarza sie,ze musi isc do
              szpitala,wtedy ja tez sie tam przenosze,bo nikt takimi ludzmi w
              szpitalu sobie glowy nie zawraca i nie nakarmi,np.Tez ja musze
              przygotowywac posilki,kapac,przewijac,podawac insuline
              4xdziennie,ostatni zastrzyk o 21.Nie jestem pania wlasnego czasu,bo
              musialam go dostosowac do rytmu dnia babci,posilki o okreslonych
              godzinach,lekarstwa,zmiana papmpersow.Do tego jest swiadoma,choc
              gorzej z pamiecia,i domaga sie roznych rzeczy,czasami wbrew
              zaleceniom.Niemoge jej zostawic samej na dluzej,bo zapomina,ze mnie
              nie ma i wstaje z lozka,nieraz ja podnosilam,a niestety za silna nie
              jestem.Na opiekunke mnie nie stac,pracuje tylko maz i nie zarabia za
              wiele,dobrze,ze babcia nie ma najnizszej emerytury;a do tego babcia
              nie chce nikogo obcego w domu.Jak babcia jest w lepszej kondycji to
              wychodze ze znajomymi,ale nie moge szalec za bardzo,bo rano musze
              zrobic sniadanie babci na 7.I jakos zawsze tak sie dzieje,ze jak sie
              umowie na fajna impre,to babci sie pogarsza i musze zostac w domu.
              Teraz juz sie przyzwyczailam,ale bylo mi ciezko.
        • 06.11.07, 09:41
          > A ja mam 25 lat i nie
          > mogę się wyprowadzić z domu, bo czuję się szantażowana emocjonalnie

          No i jest problem. Ludzie którzy piszą, że "ja nigdy w życiu" to czy
          to, powinni teraz powiedziec konkretnie, co by zrobili na twoim
          miejscu.

          Czy poszli sobie układac życie, bo jak nie teraz, to kiedy?

          Czy tez zostali w domu z babcią, bo tata musi pracowac, a ktoś musi
          się opiekować babcią.

          No są tez wyjścia pośrednie, zatrudnic opienkunkę, na czas
          nieobecności ojca ....
          tylko tu kłaniają się finanse.

          Wbrew pozorą, dzisiejszy świat nie jest taki łatwy jak kiedyś.
          Kiedys trzeba było byc w rodzinie, bo tak to było wszystko ustawione.
          A dziś cały system soclany/emerytalny/rentowy/społeczny jest
          nastawiony na inne tryby!
          Trzeba pracowac, trzeba opuszczać swoje lokum - więc co wtedy?

          to nie te czasy, gdy 80% ludzi żyło na wsi, i praca była 200 m za
          domem, lub miało się 6-8-ro rodzeństwa i te opieke się dzieliło.

          Dziś jest faktem atomizacja społeczńestwa! Człowiek czesto jest sam,
          musi się utrzymać!
          Kiedys rodzina utrzymywałoa rodzine. Dziś jak sam się nie utrzymasz,
          to nie odłożysz na swoją starość.

          Co ja bym zrobił na twoim miejscu? Muszisz życi, musisz wyjśc z tego
          domu. Jak znajdziesz prace, to nawet pomagać ojcu w opłacaniu pomocy
          dla babci, która będzie mieszkała w domu ojca. Niekoniecznie trzeba
          ja oddać.

          Bo może być tak, że ty wysiedzisz 20 lat pilnując babcie, a potem
          nagle ojciec będzie potrzebowął pomocy. I co wtedy. Skąd na to
          środki? Już nie mówie o tym, że całe TWOJE priv. życie zmarnowane. A
          każdy ma do niego prawo.
          • 06.11.07, 12:54
            Onioni, utrafiłeś w sedno. Zmienił się sposób życia, ale sposób
            myślenia wielu nie nadążył nad zminami socjalno-społecznymi. Kiedyś
            pracę mieli wszyscy, ale blisko domu... Poza tym można było pozwolić
            sobie na to, żeby jedna osoba nie pracowała i mogła zajmować się
            domem i potrzebującymi domownikami... Teraz to niemożliwe. Mój tata
            z pracy zrezygnować nie może, jest sam po 50, zrezygnuje z pracy i
            co dalej? Ja jestem na początku drogi zawodowej, teraz mam czas na
            zdobywanie doświadczeń zawodowych, obieranie ścieżki... jak
            zrezygnuję z pracy po prostu wypadnę z obiegu i już kolejnej nie
            znajde.
            Chyba najlepszym wyjściem będzie zmuszenie ojca do podjęcia decyzji
            choćby o stałej opiekunce i wspieranie go finansowo. Choć
            rozmawialiśmy o tym nie raz, komentarz ojca był jeden - POMYŚLIMY O
            TYM... bo po co mysleć teraz skoro ja ugotuję, zosatnę, posprzątam i
            upiorę?. Muszę go uświadomić go w końcu ( bo póki co do niego to nie
            dociera, albo nie dopuszcza do siebie takiej myśli) że ja się kiedyś
            wyprowadzę, z babcią będzie coraz gorzej i nawet gdybym została z
            nim to i tak sobie nie poradzimy...w końcu pracujemy oboje po 8h
            dziennie + dojazdy, + sprawy do załatwienia,nawet głupie zakupy po
            pracy... to i tak dobrze, że babcia zostaje czasami na te 8 godzin
            sama i jeszcze np chałupy nie wysadziła rozkręconą kuchenką...ale
            może być różnie, ja to wiem i mam poczucie winy i strachu za każdym
            razem jak wychodzę z domu, żal mi jej że zostaje sama, a zdrugiej
            strony wkurza mnie to bo ojciec zachowuje się jakby miał to w
            dupie... Problem w tym, że ojciec nie dopuszcza myśli, że sobie nie
            poradzimy, że będzie gorzej, bagatelizuje kolejne objawy babcinej
            demencji, jakby bał się że i jego to czeka w przyszłości, jakby ze
            strachu przed własną starością starał się bagatelizować i
            trywizlizować babci problem.... Poza tym nadal się jej boi, dorosły
            chłop boi się nadal swojej schorowanej matki...Prędzej czy później
            jedynym rozwiązaniem, żebym mogła zacząć normalnie żyć będzie dla
            niego terapia szokowa, będzie musiał zorganizować pomoc dla swojej
            matki...Dlaczego to ja mam zajmować się nią, a potem nim? To, że
            czeka mnie w przyszłości opieka nad moimi rodzicami, to normalne...
            ale opieka nad babcią to chyba przegięcie, gdy jej syn żyje i miewa
            się świetnie...
            • 06.11.07, 13:26
              Absolutnie tak, ale myślę że twój ojciec będzie dalej pasożytował na
              Tobie, dopóki nie zostanie zmuszony do...dorośnięcia i tyle.
              Na dobre słowo nie licz - konieczna jest kuracja wstrząsowa.
            • 06.11.07, 15:05
              Z takim samym problemem borykalem sie od dawna .Schorowana matka -
              obloznie chora,bez srodkow na utrzymanie ,szantazujaca mnie
              emocjonalnie.Calkowity brak zrozumienia moich potrzeb wsrod rodziny
              i sasiadow spowodowaly szukanie rozwiazan nietypowych.Opieka nad
              matka pochlaniala caly moj wolny czas i srodki finansowe od
              kilkunastu lat.Po analizie za i przeciw tej sytuacji -znalazlem
              opieke dla matki ,wyjechalem za granice ,przysylam pieniadze do
              kraju na jej potrzeby a pozatym mam czas dla siebie i zbieram srodki
              na swoja starosc.
        • 06.11.07, 09:47
          maryshaa i ewa - dziewczyny zacznijcie żyć. Mój błąd polegał na tym
          że zaangażowałam córkę do opieki i co teraz nie ma chłpaka, nie ma
          pracy - dobrze że choć podjęła studia ale praktycznie pozostaje na
          moim utrzymaniu w wieku 30 lat i boję się że będzie jej coraz
          trudniej ułożyć sobie życie
          • 06.11.07, 11:52
            Ja mam meza,poznalam go przed podjeciem opieki,z tym,ze on nie
            angazuje sie w opieke na babcia,chociaz pilnuje ja,jak ja
            wychodze.Pomaga mi mama,ale ona pracuje i nie jest dyspozycyjna.Ja
            juz wiem,ze dzieci raczej miec nie bede(swoich),bo nie mam ich kiedy
            urodzic,a zyc zaczne zapewne,po babci smierci,ale kiedy to
            bedzie,nie wiem.
    • 06.11.07, 08:16
      Niggdy w zyciu oni dali mi zycie.Kocham ich z calego serca.
      • 06.11.07, 09:05
        Ten Pan ma przynajmniej jedna osobe, ktory w rodzinie ma
        przynajmniej jedna osobe, ktora ma wyrzuty sumienia z powodu
        bezsilnosci nad jego stanem...
        Ponad rok temu wynajmowalam pokoj u staruszki, do ktorej sprowadzila
        sie rowniez jej corka- swiezo po lezeniu w szpitalu na bialaczke
        przeprowadzila sie do niej aby sie nia opiekowac.. Staruszka miala
        jeszcze inne dzieci, najmlodszej zapisala mieszkanie, w ktorym
        mieszkala, ale nikt oprocz chorej corki nie podjal sie jej opieki.
        Staruszka byla chora- miala cukrzyce, czesto nas nie poznawala,
        miala niewladna reke, pozniej wyladowala w szpitalu, bo miala polip
        w gardle ktory nie pozwalal jej nawet pic. Kiedy zostalam z nia i z
        moim mezem sama (chora corka znow wyladowala w szpitalu) staruszka
        przewrocila sie w lazience, zemdlala. Zadzwonilam do najmlodszej
        corki zeby moze zawiozla ja do lekarza, a ta nakrzyczala na mnie, ze
        ona ma daleko, ma dzieci, a tak wogole to czego ja od niej
        oczekuje... Zrobilo mi sie slabo.. Kolejnego dnia cisnienie mi sie
        podnioslo- wpadl wnuczek z kilkoma ciasteczkami niesmialo pytajac
        czy babcia ma jakies pieniazki.. na papierosy. I znow zostalismy
        sami. Podnosilismy ja jeszcze pare razy, przystawialismy krzesla do
        lozka zeby nie spadla w nocy i balismy sie o nia kiedy wychodzilismy
        do pracy. Pewnego dnia staruszka powiedziala, ze nie moze popic
        lekow, czy moglabym cos z tym zrobic. Stwierdzilam, ze to zbyt
        powazna sprawa i tym razem dostalam telefon do syna, ktory akurat
        wrocil z morza. Syn sie przejal, owszem, zawiozl mame do szpitala, a
        kiedy wyszla odstawil ja spowrotem do domu. Przejal sie jeszcze
        bardziej kiedy musial wywarzyc drzwi, kiedy podczas naszej
        weekendowej nieobecnosci staruszka zemdlala i lezala tak na podlodze
        caly dzien. Postanowil wiec oddac matke do domu opieki, a mieszkanie
        wynajac. Powiedzial nam zebysmy sie wyprowadzili i kiedy juz
        znalezlismy mieszkanie sytuacja sie zmienila. Pan zaczal mowic nam,
        ze gdyby to zalezalo od niego to mieszkalibysmy za darmo w zamian za
        opieke, ale stuacja jest jaka jest. Gdy zabieralismy swoje rzeczy
        matke odwiedzila chora corka i pytala czy musimy sie wyprowadzac. Na
        koniec zadala jedno pytanie, ktore do dzis dudni mi w glowie: to kto
        sie teraz zaopiekuje matka?
        Nie znam dalszych losow tej staruszki i jej corki. Odcielam sie
        wtedy od tego. Bylam bezsilna i zla na dzieci, ktore nie kochaja
        matki tylko to co po niej pozostanie. Mysle teraz czaeem o tej
        staruszce, zastanawiam sie czy zyje.. i mam nadzieje, ze jest juz po
        tamtej, w jej wypadku napewno lepszej, stronie.
    • 06.11.07, 08:35
      bo tak jesteśmy wychowani. Moja mama zawsze powtarzała, że nigdy ni
      oddałaby babci do domu opieki. Babcia umarła w domu. Moja mama będąc
      po 70-tce zaczęła chorować. Mówiła - reumatyzm, kości mnie bolą. Po
      jakimś czasie, gdy zasłabła, upadała i zabrało ją pogotowie okazało
      się, że to nie reumatyzm tylko rak. Zaatakowany cały szkielet,
      przerzuty do mózgu. Lekarz po wielu konsultacjach powiedział, że nic
      nie można już zrobić, to ostatnie stadium choroby i pozostaje tylko
      hospicjum stacjonarne. Powiedział, że sama nie dam rady bo ona
      wymaga specjalistycznej opieki, gdyż może dochodzić do samoistnych
      złamań. Kończyłam właśnie budowę domu, a mieszkanie w którym
      mieszkała mama nie miało łazienki i innych udogodnień. Zgodziłam się
      na hospicjum, codziennie u niej byłam. Gdy mamie wracała świadomość
      to oskarżała mnie, że ją oddałam. Obicałam, że jak tylko zamiezkamy
      zabiorę ją. Nawet łazienkę tak przystosowaliśmy, żeby łatwo ją było
      myć. Umarła miesiąc przed naszą przeprowadzką i choć byłam przy niej
      gdy umierała, to do tej pory mam wyrzuty sumiena, że nie umarła w
      domu. Tak to odbieram jako córka, natomiast jako matka, nie
      chciałabym, żeby moja córka miała ze mną taki proble, a później
      takie wyrzuty sumienia. Mnie było bardzo cięko pogodzić opiekę nad
      mamą, opiekę nad dziećmi, budowę domu i pracę. Myślę, że w Polsce
      nie ma jeszcze domów opieki z prawdziwego zdarzenia, albo są
      nieiczne i bardzo drogie dlatego też sami opiekujemy się rodzicami,
      choć czasem jest to ponad nasze siły.
      • 06.11.07, 13:08
        Wydaje mi się, że jeszcze w naszych rodzinach ( pokolenie lat 50
        tych) jest głęboko zakorzenione pojęcie domu opieki, jako umieralni,
        jako niegodziwości i braku wdzięczności ze strony dzieci, jako kara
        i zesłanie... Moje pokolenie już patrzy na to inaczej, bo kształtuje
        nasze poglądy nowy sposób życia, wymusza na nas nowe podejście...
        Mam nadzieję, że na kanwie naszych potrzeb wyrosną domy opieki z
        prawdziwego zdarzenia... Ja widzę siebie jako 70 letnią staruszkę w
        takim domu, z rówieśnikami, z zajęciami organizowanymi przez
        opiekunów... a nie w domu, na głowie moich dzieci, które nie bedą
        miały sznas na odpoczynek, bo będą wpadać z pracy, do pracy....
        mam nadzieję, że domy opieki staną się za mojej starości standardem,
        będą na wysokim poziomie i nie będą postrzegane jako kara i
        koniecznosć, ale jako fajny sposób spedzania starości w otoczeniu
        rowieśników, gdzie wpadną moje dzieci w niedzielę, zjedza ze mną
        podwieczorek, pokażą wnuki, zabiorą na spacer... będą mi dziękować
        za wychowanie,a nie odpłacać za karę cięzką charówką... Chyba bym
        nie chciała być dla nikogo ciężararem i przykrym obowiązkiem... z
        kachanej mamy i babci przekształcić się w ciężar i koszmar, który
        się po cichu nienawidzi... Mnie właśnie przeraża nie dom starców, a
        starość w domu, na karku moich dzieci....
    • 06.11.07, 08:54
      Też wszystko przede mną. Nie wdając sie w dyskusje proszę o opinie
      na temat domów opieki. Ceny pobytów. Pozdrawiam
      • 06.11.07, 09:13
        Moja mama tez umarla w hospicjum. Wprawdzie spedzila tam tylko 7
        dni, bo staralismy sie jak najdluzej zapewnic jej opieke w domu. Ale
        w ktoryms momencie po prostu nie dalismy rady. Nie umielismy ocenic
        sytuacji i ja wlasciwie myslalam, ze jej pobyt w hospicjum moze
        trwac nawet kilka miesiecy. Nie zdawalam sobie sprawy z tego, jak
        szybko postepowala jej choroba. Dziekuje Bogu i losowi, ze mielismy
        mozliwosc skorzystania z hospicjum, bo wiem, ze miala tam naprawde
        dobra opieke, podczas gdy my bylismy na skraju zalamania nerwowego.
        Bylismy u niej codziennie, ja bylam z nia, gdy umierala. Zycie bywa
        okrutne i tak, jak ktos juz tu napisal, czasami trzeba wybrac
        mniejsze zlo.
    • 06.11.07, 09:01
      Musi Pani odpocząć, polecam ośrodki, które przyjmują schorowane
      osoby na krótkie okresy. Mój dziadek bywał w takich miejscach
      prowadzonych przez siostry zakonne, a rodzinie dawało to chwilę
      oddechu. Polecam ponadto poważną rozmowę z rodzeństwem nie tylko
      Pani jest odpowiedzialna za rodziców.
      • 06.11.07, 14:30
        Jak przeprowadzić "poważną rozmowę" z rodzeństwem, aby zdrowi na
        ciele i umyśle DOROŚLI i odpowiedzialni w życiu codziennym ludzie
        poczuli się odpowiedzialni także za los starych rodziców i zechcieli
        się tymi rodzicami, zainteresować? No jak?
    • 06.11.07, 09:02
      Medycyna poszła do przodu. Pigułki znakomicie podtrzymują czynność
      wątroby, serca, płuc - a więc zwiększając długość życia jako taką.
      Nie ma i raczej nie będzie leku na zmiany starcze w mózgu.
      Internistycznie "zakonserwowany" staruszek ujawniający zaburzenia
      psychiczne (nieprzewidywalny, wrogi, momentami niebezpieczny) -
      poznawcze, świadomości - może żyć w takim stanie jeszcze całe
      dziesięciolecia, dezorganizując funkcjonowanie rodziny.
      Wspomniany "bachor" w ciągu miesięcy/lat rośnie, "uczłowiecza się",
      będąc dla rodziców źródłem miłości i satysfkcji. Sędziwy, coraz
      bardziej ułomny członek rodziny - tylko ją dezorganizuje, sprawia,
      że kolejni jej członkowie potrzebują pomocy psychiatry/psychologa.
      Jak tu się bowiem dobrze czuć, gdy osoba, która była dla nas
      autoryttem, źródłem wzorców nawet już nas nie rozpoznaje ?
    • 06.11.07, 09:03
      Dla mnie sprawa jest jasna. Ja nie chciałabym spędzić starości
      w domu opieki i wiem, ze zaden człowiek tak samo sądzi.
      Nigdy bym nie oddała rodziców do domu opieki.
      Strach patrzeć jak wszyscy ludzie nauczyli się żyć wygodnie
      i jesli ktosim w tym przeszkadza (nawet rodzic) to nie mogą się
      z tym pogodzić :(
      • 06.11.07, 09:26
        Pisze pani ,ze corka pownna sie opiekowac a jak za chwile sama sie rozchoruje i
        nie wstanie z lozka i nie starczy aby obym ludza za wszysko zaplacic ,ja tak
        robilam opiekowlam sie sama spralizowana mama i nie dawalam rad ,sama mam
        porzony kregoslup a do opieki byly potrzebne 3 osoby ,buntowalam sie jak moja
        siostra zaproponowala prywatna opieke u siostr ale teraz wiem,ze wykonczylabym
        sie i moja codziennie u niej byc na zmiany i piekowac sie ,nikt nie dalby rady
        24 godziny na dobe sie opiekowac ,pracowac z dojazdem 10godzin min i prowadzi
        drugi swoj dom ,nie ma szans ,teraz to rozumiem i niech kazdy mierzy swoje
        mozliwosci sam i nikogo nie ocenia bo mozna miec jeszcze swoje prblemy ze
        zdrowiem,rodzinne ,finansowe i czasem trudno sprostac takiemu wezwaniu.Bywa tez
        ,ze osoba bliska jest coraz bardzie zlosliwa i bezwgledna i nic ja nie obchodzi
        co sie z nami dzieje a w normalnym osrodku nie jest samotna,ma kontakt z innymi
        osobami i wtedy jest mnie apodyktyczna ,niech kazdy postepuje wedlug swoich
        mozliwosci i nie ocenia nikogo bo tak najlatwiej jest zawsze.
      • 06.11.07, 09:32
        nigdy nie mów nigdy. tutaj nie jest mowa tylko o zniedołężniałych staruszkach, tutaj chodzi o zmiany w mózgu. już parę osób dokłądnie opisało jaka to jest walka, taka opieka nad starym człowiekiem z alzheimerem lub demencją. to nie jest przyjechanie do babci/dziadka/mamy/taty na chwilę, to jest przebywanmie z nimi 24 h na dobę, 7 dni w tygodniu. to jest walka z nimi przy każdej zmianie pieluchy, przy każdym myciu, karmieniu. takiej osoby nie zostawisz samej nawet na 5 minut.
        i niestety prawdą jest, ze taka osoba rozwala psychicznie rodzinę - bo ona moze żyć tak kilkanaście lat albo i dłużej i w tym czasie wszscy wysiadają. i nawet kiedy cała rodzina jest zaangażowana w opiekę nad chorym, to i tak jedna osoba musi jej całkowicie poświęcić życie a przecież oprócz chorej osoby, którą ma pod opieką ma tez zazwyczaj swoją rodzinę. i to wszytsko odbija się na wsyztskich.
        taka decyzja jest ciężka, ale nie zrozumie jej nikt, kto przez to nie przechodził, kto nie widział jak ukochana osoba na naszych oczach zmienia się w roślinę (ale tylko mentalnie, fizycznie zazwyczaj jest sprawna), nie poznaje najbliższych, jest agresywna, nie może zostać na chwilę sama, bo sktutki mogą być opłakane. nie każdego stać na prywatną opiekunkę, która byłaby z tym człowiekiem ciągle.
        nie każdy ma też dom, do którego moze ściągnąć chorą osobę.

        zazwyczaj człowiek długo walczy ze sobą, wierzy, że da radę. ale w pewnym momencie trzeba dokonać wyboru.
    • 06.11.07, 09:24
      U mnie w rodzinie jest podobna sytuacja - Moja babcia jest cięzko chora , ma 80
      lat. Po sąsiedzku mieszka z nią 1 syn z zoną - Pan prezes. Mowią,że meczy ich
      ta sytuacja, że maja dość. Oczywiście w przyszłości zapisanym im domem nie
      pogardzą. Mój ojciec jest osoba znerwicowana, zmartwieniami finansowymi, swoimi
      rodzinnymi mowi że nigdy nie brał taka pod uwagę aby oddać swoja matke do domu
      starców. Brat naciska - mowi załatwię dom opieki weż tylko i zawiez ją. Nie
      życzę nikomu znaleśc się w takiej sytuacji, nie bede oceniac innych ludzi, bo ci
      co robią jak by sie znależli w taliej sytacji i tak okazaliby sie tchórzami.
    • 06.11.07, 09:27
      Nie chciałabym, żeby moje dzieci musiały się mną opiekować, chciałabym zostać w
      ich pamięci jako człowiek, jakim jestem teraz. W nosie mam,jakim budyniem mnie
      będą karmić w domu starców. A najlepiej modlić się o śmierć bez całej tej
      okropnej otoczki długiego umierania.
    • 06.11.07, 09:28
      Wiesz don pedro - tobie jeszcze życie dupy nie skopało, po prostu nic o nim nie
      wiesz...ale może kiedyś to nastąpić, staniesz przed dylematem postawiony pod
      ścianą i poddasz się, bo życie nie takich twardzieli potrafi złamać.
      Ale nie życzę Ci byś się o tym przekonał kiedykolwiek.
      Łatwo się mówi o moralności i etyce gdy stoi się obok, gdy mnie to nie dotyczy -
      bo łatwo jest wtedy oceniać... nikt nie chce brać odpowiedzialności za podjętą
      decyzję.

      "nie oceniaj, bo w końcu ciebie osądzą..."
    • 06.11.07, 09:31
      Opowiem wam moją historię. Mój ojciec rok temu nagle zachorował na białaczkę. To
      był dla mnie i mamy wielki szok. Zawsze był zdrowym człowiekiem. Przez miesiąc
      leżał w szpitalu z zagrożeniem życia. Po podaniu 5 dawek chemii był krok od
      śmierci. Musieli odstawić jej podawanie. Chemia zniszczyła mu częściowo korę
      mózgową. Od roku żyje w swoim świecie. Od roku leży w pampersach. Od kilku
      miesięcy musi być karmiony bo sam nie jest w stanie utrzymać widelca czy
      talerza. Razem z mamą opiekujemy się nim. Nauczyłam się zmieniać ojcu pampersa,
      to było trudne. Pielęgniarka namawiała nas na oddanie ojca do domu opieki. Nie
      zgodziłyśmy się. Mimo że ojciec nie był najlepszym ojcem dla mnie nie
      wyobrażałam sobie abym mogła go oddać gdzieś. Jaki był taki był ale to mój
      ojciec. jakieś 3 tygodnie temu moja mama złamała prawą rękę. Ja pracuje od rana
      do wieczora, a ojcu trzeba zapewnić odpowiednią opiekę. Stanęłyśmy przed trudnym
      wyborem. I niestety musiałyśmy załatwić dla ojca hospicjum. Całe szczęście, że
      ojciec nie zdaje sobie sprawy z tego gdzie jest i co sie dzieje wokół niego.
      Powiem wam, że to był naprawdę trudna decyzja. Mam wyrzuty sumienia, że musiałam
      go tam odwieźć. Pocieszeniem jest fakt, że oddałyśmy go tylko na czas
      wyzdrowienia mamy. Jak tylko będzie znowu w stanie opiekować się ojcem to go
      zabierzemy do domu. Ten czas też pomoże mnie i mamie odpocząć i nabrać nowych
      sił do dalszej opieki....
      Oddanie do domu starców bliskiej osoby zazwyczaj jest trudną decyzją, mam
      nadzieję że ja już więcej nie będę musiała jej podejmować.
      • 06.11.07, 09:47
        kilka lat temu miałam podobną sytuację w rodzinie. Ale nikt z
        członków rodziny nie wypiął się i nie chował przed problemem.
        Dokładnie tak jak ktos napisał min. 3 osoby potrzebne są do opieki
        nad takim chorym. Poraża egoistyczna postawa reszty rodzeństwa, ale
        oni odbiorą swoje w przyszłości czekując w domach seniora na swoje
        dzeci, które myślę, że też nie będą miały dla nich czasu. Chwalimy
        się że jesteśmy w Europie, ale nam tak daleko do Europy jak
        Papuasom. Gdzie są pielędniarki środowiskowe opiekunki, czyż nie
        byłoby pewnym odciążeniem kobiety gdyby opiekę nad ojcem przejęła
        osoba wykwalifikowana. Mogłaby w tym czasie wybrać się na spotkanie
        towarzyskie, zadbać o siebie. W innych cywilizowanych krajach
        Europy - Włochy, Niemcy ta sprawa jest rozwiązana już od wielu lat,
        a u nas dprosić się aby ktoś przyszedł z hospicjum tylko na chwilę
        jest praktycznie niewykonalne. Wielu chce autentycznie sprawować
        opiekę nad chorymi samodzielnie, we własnym domu i taka pomoc byłaby
        na pewno dobrym rozwiazaniem. Może to jest za proste dla nas, ja
        mówię, że jeżeli jesteśmy za głupi żeby coś sensownego stworzyć to
        przenieśmy dobre rozwiązania z innych społeczeństw, które wyżej
        stoją cywilizacyjnie.
        • 06.11.07, 16:14
          Poraża egoistyczna postawa reszty rodzeństwa, ale
          > oni odbiorą swoje w przyszłości czekując w domach seniora na swoje
          > dzeci, które myślę, że też nie będą miały dla nich czasu.

          Najgorsze, że nie wiadomo, czy ta kobieta odbierze od dzieci swoją
          nagrodę. Może one też nie będą miały dla niej czasu, skoro od lat
          nie uczestniczyła w ich życiu i nie interesowała się wnukami.

          --
          Dogs look up to us. Cats look down to us.
          Pigs treat us as equals.
          Winston Churchill
      • 06.11.07, 10:20
        Mam podobna sytuację. Moja mama opiekuje się ciężko chorym, leżącym
        z poważna demencją ojcem. My pomagamy jak możemy ale i tak większość
        czasu mama jest zdana na siebie. Sama ma powazne schorzenia i cała
        sytuacja ją wykancza i fizycznie i psychicznie i finansowo. Też
        wszyscy powtarzamy, że nie oddamy ojca do hospicjum ale jak długo
        wytrzymamy. Całe szczęśie, że mogę liczyć na męża i córki ale one
        się uczą, pracują nikt z nas nie rzuci pracy bo nie bedzie z czego
        przezyć. A leki kosztują, same kroplówki to ok 400 zł miesięcznie,
        do tego inne leki, wynajem łóżka, pampersy, środki higieny.
        Pielęgniarka z hospicjum przychodzi 2 razy w tygodniu na godzinę.
        Jeśli w inny dzień trzeba podać zastrzyk, wymienic wenflon bo stary
        przestał działac trzeba płacić 50 - 60 zł. Na wynajęcie opieki choć
        na kilka godzin dziennie nas nie stać. Opiekunka bierze ok 10 zł za
        godzinę a my mamy pensje oświatowe a rodzice niewielkie emerytury.
        Latwo jest oceniac innych i ubliżać, kiedy nie przeszło się tego
        samemu.
      • 06.11.07, 11:07
        A mój dziadek umierał ma Alzchaimera. Gdy wreszcie zmarł miałam 11
        lat.
        Pomijam moją pobitą babcię, pomijam kupę po całym mieszkaniu,
        pomijam kilkakrotne usiłowania wysadzenia domu w powietrze - byłoby
        do 20 trupów w ramach heroizmu mojej babci ( osobiście jakby jakiś
        gość, który od lat powinien być w szpitalu, wysadził dom i zabił
        moje dzieci, to niestety nie potraktowałabym tego w kategoriach
        wypadku -i nie mówcie mi o ich cierpienich że tatusia nie oddadzą -
        gdyby mi dzieciak wyleciał w powietrze to mogłoby sie to dla nich
        skończyć tragicznie- bo TO NIE BYŁBY WYPADEK- koszt ich rozwoju
        duchowego po prostu okazałby sie za wysoki) wreszcie umarł.Ale czy
        koszmar się skończył? Nie, bo moja babcia została tak zniszczona
        psychicznie opieką nad dziadkiem, że sama rozpoczęła zbożne dzieło
        rozwalania rodziny na skutek zaburzeń emocjonalnych.
        Efekty jakże szlachetnej opieki nad nic nie kontaktującym,
        agresywnym i NIEBEZPIECZNYM dla otoczenia człowiekiem - rozwalone
        małżeństwo moich rodziców, ogłupiale od stresu moja matka i babcia,
        moje dziecińswo w ciagłym zagrożeniu - od lat leczę nie wiadomo skąd
        pochodzący strach. Pomyslmy trochę - może strach od przerażonych
        kobiet wokół mnie, od syku gazu lecącego z kuchenki i jego smrodu w
        całym mieszkaniu, od siekiery w ręku dziadka?
        To by było dopiero zajebiste zjednoczenie rodziny, jakby w końcu
        udusił babcię! Fantastycznie by na nas wszystkich podziałało - po
        wzystkim pogłaskalibysmy go po główce i zgłosili kandydaturę mojej
        matki na następną ofiarę.
        Robi mi się słabo od gloryfikowania rodziny i jak to kiedyś było
        dobrze - to tylko wynik niedouczenia i głupoty ludzkiej.
        Staruszkowie swego czasu byli głodzeni na smierć i wysyłani w nocy
        po chrust. Tak się działo jeszcze naprawdę niedawno! naprawdę
        myślicie że ubezpieczenia i renty powstały żeby rozwalić rodzinę?
        Nie one powstały żeby staruszkowie mogli doczekać naturalnej
        smierci, nie zagłodzeni przez swoje dzieci, nie wywaleni z
        mieszkania czy domu wprost na dwór.A fakt że ludzie w ogóle
        zauważyli problem, świadczy tylko o jego skali.
        Wiecie , zbulwersowani aborcją, że jeszcze 200 lat temu tylko w
        jednej dzielnicy londynu znaleziono, podkreślam znaleziono prawie
        300 zamordowanych noworodków.
        Więc nic nie wiemy ile zostało uduszonych zaraz po urodzeniu za
        pomocą pępowiny albo szmat i nigdy nie odnalezionych albo pochowanch
        legalnie jako zmarłe po urodzeniu, bo nikt im do gardła nie zajrzał?
        A wiecie jak pozbywali się dzieci ci zamożniejsi i godni szacunku
        mieszczanie- co -tydzień-na mszy ?
        Oddawali je na wieś za marna kasę - te dzieci umierały zagłodzone
        przez chrześcijanskich, źyjących w zgodzie z wartosciami farmerów.
        A wiecie jak zarabiały na życie staruszki - okradały małe dzieci z
        ubranek i nagie zostawiały na ulicy - jasna rzecz że w zimie z
        jednego "skoku" miały więcej.A co z dzieckiem -eee tam i tak połowa
        umierała przed 5 rokiem życia.
        W ramach obrony wartości potrafili powiesić 7 letnia dziewczynkę za
        kradzież.

        JA KOCHAM NASZ SWIAT BEZ WARTOŚCI GDZIE 7 LETNIE DZIEWCZYNKI CHODZA
        DO SZKOŁY!!!!!!!!

        Najpierw wrócicie do szkoły i dowiedzcie się czegos wiecej o
        historii niż to że Chrobry był wielki, wygralismy bitwe pod
        Grunwaldem ( zaraz kiedy to było...)i to w zasadzie wszystko.Same
        bitwy i zero wiedzy o prawdziwej historii, tzn o tym jak ludzie żyli
        i jak sobie radzili.
        Nota bene Alzchaimer przy sredniej wieku 40 nie był specjalnym
        problemem, a szurnietych trzymano na łańcuchach gdzie srali pod
        siebie i udostepniano gawiedzi za niewielką opłatą - też pewnie w
        ramach tych tradycyjnych, niekomunistycznych wartości.
        Robi mi się słabo na myśl że mogłabym dostać Alzchaimera. Ale nie
        dlatego że wyląduję w domu opieki, jak większość tutaj
        nieegoistycznych i altruistycznych chrzescijan.
        Dlatego że wiem jak mogłabym, totalnie zidiociała i niebezpieczna,
        przez długie lata niszczyć życie mojej Rodziny.
    • 06.11.07, 09:55
      Dziekuję za ten artykuł. Od jakiegoś czasu mam podobny dylemat. Mam
      32 lata i sama opiekuję sie ojcem z zespołem otępiennym,
      prawdopodobnie to również alzheimer. gdyby nie sąsiadka i jej córka
      nie wiem jakbym sobie poradziła. osoby, które nie miały
      bezpośredniego dłużeszego kontaktu z osobami chorymi nie są w stanie
      sobie wyobrazić jak ciężki jest to kawałek chleba. ratuje mnie tylko
      poczucie humoru, bywaja dni, że chcę popełnic samobójstwo, nie
      zrobie tego, ale bezsilnośc która mnie ogarnia i to, że nie mam
      własnego zycia strasznie mnie smuci.
    • 06.11.07, 09:56
      To przystaje do psychologia spoleczenstwo zakon koscielne
      organizacje socjalne.
    • 06.11.07, 10:05
      Szkoda, że w artykule nie ma mowy o rozwiązaniu pośrednim - jeśli ktoś nie chce
      oddawać rodzica do domu opieki, może zwrócić się do hospicjum o przysłanie
      pomocy do domu. Wolontariusze mogą przyjść, pomóc w opiece nad chorym, czy nawet
      opiekować się nim przez kilka godzin w tygodniu. A to często wystarcza, żeby
      "wytrzymać".
      • 06.11.07, 10:24
        Obowiązkiem hospicjum jest przysłanie pielęgniarki 2 razy w tygodniu
        po godzinie i lekarza na wizyte raz w tygodniu. Za reszte trzeba
        płacić. Chetnych do pracy w hospicjach domowych jest coraz mniej a
        już do wolontariatu to minimalne ilości. A hospicja też oszczędzją
        na czym sie da np na ilosci zlecanych badań.
        • 06.11.07, 16:13
          Ale są takie możliwości, a o tym nie ma w tym artykule. Czasami wystarcza nawet
          niewielka pomoc, by opieka nad taką osobą przestała być udręką.
    • 06.11.07, 10:35
      jestes dzielna kobieta,ale mysle ze na jakis czas np.2miesiace
      powinnas oddac ojca by pozniej z wieksza sila fizyczna i psychiczna
      moc sie nim zajac,i tak co 2 miesiace np.uwazam ze ty tez masz prawo
      do normalnego zycia,nie mozesz wszystkich grzechow swiata wziac na
      siebie,nad soba miej tez litosc nikt ci tego ni bedzie mial za zle.
      • 06.11.07, 10:57
        Choroba o której mowa przebiega etapami. Są okresy gdy chory jest
        agresywny nawet w stosunku do najblizszych i myślę, że wtedy raczej
        konieczne jest umieszczenie jego na wydziale np. Geriatrii. Gdy się
        wyciszy i uspokoi po ok. 2 tygodniach trzeba go zabrać. Chorzy
        bardzo negatywnie często znoszą taki pobyt, nie chcą przyjmować
        posiłków, zamykaja się w sobie. Jest to problem niezwykle trudny i
        trzeba często wybrać półśrodek, mając na względzie dobro pacjenta,
        ale też opiekuna, który jest tylko człowiekiem, często osamotnionym
        w opiece nad członkiem rodziny. Jest to bardzo trudne przeżycie dla
        rodziny, ale gdy kilku członków rodziny ten trud podejmie to
        rozkłada się to na wielu i nie jest to takie obciążające. Wiele osób
        ogladało serial KLAN i tam pokazana była w zarysie taka wzorcowa
        opieka nad chorym na to schorzenie. Ale to była rodzina bardzo
        dobrze zorganizowana i majętna, gdzie ten problem w taiej sytuacji
        zupełnie inaczej wyglada. Nie było problemu z brakiem środków na
        leki, na ewentualna opiekę. Pacjemt też nie był specjalnie
        agresywny. Koleżanka opowiadała mi że ma ojca chorego na ta chorobę
        i nie raz wyciagali juz siekierę z drzwi. Takie przypadki też się
        niestety zdarzają.
      • 06.11.07, 11:02
        Ja nie chce być dla moich dzieci obciążeniem. Co nie oznacza ze jeśli zachoruje
        to maja o mnie zapomnieć. Jednak nie mogłabym z czystym sumieniem pozwalać żeby
        opieka (często przekraczająca możliwości) wyłączała je z normalnego życia.
    • 06.11.07, 10:44
      Proszę przyjąć radę od 79-letniego człowieka,rówieśnika Pani
      ojca.Wiem że to cięzka decyzja ale chyba jedna możliwa,ojca trzeba
      oddać pod fachową opiekę,nie umniejszam Pani roli,Pani bierze to
      emocjonalnie bo to jest Pani ojciec,ale dla Pani i dla ojca będzie
      to najlepsze.Mam żonę i dwie córki, i dziękuje Bogu że jestem w
      takim stanie zdrowia,że nie trzeba dla mnie takiej opieki,jaką Pani
      musi dawać swojemu ojcu.Wczuwając sie w Pani sytuację nie chciał bym
      aby tak żona jak i moje córki były moimi pielęgniarkami,poprostu
      odczuwałbym to jako przymuszenie ich do tej roli,a także pewien
      wstyd wobec swoich przecież najbliższych.
    • 06.11.07, 10:50
      Moja babcia miała 98 lat i była jeszcze całkiem żwawą staruszką,
      kiedy upadła w kuchni uderzając głową o kaloryfer. Po przyjściu z
      pracy zastałam ją nieprzytomną w morzu krwi. Trafiła na 10 dni do
      szpitala - byłam z nią każdego dnia w dzień i prawie wszystkie noce.
      Zaszyto głowę, przetoczono krew, ale z niej jakby wyparowało
      życie...
      Ordynator szpitala odwodził mnie od decyzji, żeby babcia wróciła do
      domu (Powiedział "Babcia ma już mało rówieśników..." i "Pani nie
      wie, na co się decyduje zabierając ją do domu!"). Ale ja wiedziałam.
      Po powrocie do domu popłakała się ze szczęścia, że leży we własnym
      łóżku i na własnej poduszce.
      Z dnia na dzień traciła siły. I ja też. Nie spałam w nocy, bo wołała
      co pół godziny, żeby przewrócić ją na drugi bok. Karmiłam ją i
      myłam, przebierałam pampersy. Była coraz chudsza. Gasła w oczach.
      Chodziłam nieprzytomna ze zmęczenia. Nie można było jej zostawić
      nawet na 10 minut samej, bo kiedyś wyszłam po zakupy i spadła z
      łóżka. Ale nigdy nie zmieniłabym decyzji, żeby zabrać ją ze szpitala.
      Później straciła mowę i tylko coś niezrozumiale krzyczała. Zmieniłam
      pracę, żeby móc być z nią więcej - a w pracy krócej. Załatwiłam jej
      za darmo opiekunkę w godzinach mojej nieobecności.
      Któregoś dnia wróciłam z pracy i opiekunka powiedziała, że babcia
      już nie chce jeść. Rzeczywiście- nie chciała.
      Położyłam ją więc, nakryłam, powiedziałam "Śpij babciu", a ona
      zaczęła płakać. "Nie płacz, babuniu, bardzo cię kocham. Spij".
      Wyszłam na chwilę z pokoju, a po chwili poczułam, jak nigdy jeszcze
      dotąd, że JESTEM SAMA. Wróciłam do niej i zobaczyłam, że usnęła na
      zawsze.
      Do końca życia moją radością w tym wielkim smutku będzie fakt, że
      mogłam ją tak pożegnać i że czuła moją obecność w ostatniej chwili.
      Serce rozpadłoby mi się na kawałki, gdyby umarła sama w szpitalu.
      • 06.11.07, 11:55
        I bardzo chwalebnie - tylko zauważ - nie miała Alzchaimera, nie
        ganiała Cię z siekierą, nie próbowała gotować wody w szklance na
        gazie, nie smarowała mieszkania kupą, była w niezłym stanie
        umysłowym i kiepskim fizycznym a nie na odwrót ( co przysparza o
        wiele wiecej "atrakcji" niż możesz sobie wyobrazić - zwłaszcza
        połączone z czystą złosliwością i wrogością), współpracowała z Toba
        no i miała 98 lat.
        Co Ty tutaj robisz?
        Weź sobie wyobraź te wszystkie rzeczy i pomnóż przez 13 lat.
        A podobno już byłaś zmęczona?Zaraz jak to napisałaś - Chodziłam
        nieprzytomna ze zmęczenia
        Ponawiam pytanie - czy ty w ogóle wiesz o czym piszesz?
        według mnie -NIE!
        • 06.11.07, 14:16
          Oczywiście, że wiem, o czym napisałam: o babci, z którą mieszkałam
          12 lat a przez ostatnie 3 miesiące zrezygnowalam z kilku bardzo
          waznych dla mnie rzeczy, m. in. wymarzonej pracy, zeby przy niej
          być. I o tym, że pod koniec było trudno i byłam na obrotach przez
          prawie 24 na dobę. Nie wiem, za co jakiś smieszny atak. Ja WIEM o
          czym napisałam! Kazdy ma swoją historię.
          • 06.11.07, 14:39
            Nie nie wiesz.
            Artykuł jest o chorym na Alzhaimera.
            Twoja sytuacja nie ma nic wspólnego z życiem tej kobiety i ludzi
            opiekujących się chorymi na to swiństwo.
            To tak jakby chory na raka pisła o cierpieniu w bólach nowotworowych
            a ty bys się dopisała dajac tytuł " a ja wytrzymuję" i opisała
            migrenę.
            To nie atak, tylko może nieco brutalne oznajmienie Ci że los był dla
            Ciebie łaskawy. W sumie.
            Gdybyś chociaż dodała coś takiego jak - byłam wykończona po trzech
            miesiącach, a co dopiero gdy...i to przez lata. Stracona fajna praca
            to rzeczywiście przykrość, a co ze straconymi LATAMI fajnej pracy,
            normalnego życia i zdrowia, fizycznego i psychicznego? Co z kobietą
            młodą i piekną 50 lat, a moja babcia wygladała tak że faceci rwali
            ją a nie jej córki, energiczną i odważną, która po 13 latach budzi
            sie jako znerwicowana staruszka?
            Ale nie - dumny tytuł że Ty nie pozwoliłas i fajnie, moje gratulacje
            i szacunek, tylko że sytuacja trochę nie z tej samej półki. Tylko
            tyle i aż tyle. Najwyraźniej było Ci tak ciężko że proporcje
            nawaliły.Co zresztą ja rozumiem. Problem jest czy Ty też?
            • 06.11.07, 17:07
              Wstydz sie, rumpa. Wstydz sie. JAK MOZNA licytowac sie na cierpienie? Nikt nie
              umniejsza twojego, wiec ty nie miej pretensji do innych za to, ze los obszedl
              sie z nimi lagodniej. Rozumiem, ze gdyby w odpowiedzi na twoj post ktos napisal
              "a ja musialem wczoraj uspic krolika", poczulabys sie urazona porownaniem. Ale w
              obu przypadkach chodzi o starsza osobe w powaznym stanie. Pozostaje sie tylko
              cieszyc, ze babcia przedmowczyni odeszla w spokoju.

              Mowie to z perspektywy osoby, ktorej dziadek mial Alzheimera (wiem jak to jest
              zamykac pol mieszkania na klucz w nocy, znam uczucie wykrecanych rak, pytania "a
              co ty tu przyszlas szpiegowac?", obroze psow pociete nozem na male kawaleczki...
              siekiere zesmy rozsadnie chowali) i ktorej babcia chorowala na Parkinsona. Wiec
              wiem jak to wyglada, z obu stron.

              --
              Don't panic, it's organic!
              • 06.11.07, 19:09
                Nie nie wstydzę się bo chyba mnie nie zrozumiałas - mnie nie
                chodziło starsza osobe w powaznym stanie , tylko o opiekunkę tej
                starszej osoby.
                Nie licytuję cierpienia. tylko że niestety po oczach wali czy masz
                wyciete z życia 3 miesiące czy 13 lat.
                To co mnie wkurzyło maksymalnie to tytuł " nie pozwoliłam babci
                umrzeć w szpitalu"
                Zauważ że artykuł jest o kobiecie która się waha po całych latach
                cierpienia i przed całymi latami cierpienia, cierpienia psychicznego
                i fizycznego, w zagrożeniu życia, która całe lata ma zmarnowane.
                I tu wyskakuje ci radosny tytuł - a ja wytrzymałam mimo że miałam
                opiekunkę i niestety musiałam zrezygnować z interesujacej pracy. Nie
                licytuję cierpienia starszej osoby, bo że jej babcia cierpiała
                prawdopodobnie bardziej niż kiedykolwiek mój dziadek, to prawie
                pewne. W ogóle nie było o jej babci. Było o pani która po całym
                artykule o wieloletnich, kompletnie beznadziejnych cierpieniach
                wielu ludzi, o desperacji z jaka poświecają własne życie nie ma nic
                więcej do powiedzenia niż że ona wytrzymała. Tylko nagle sie okazuje
                źe trzy miesiące. Naprawdę nie widzisz różnicy pomiedzy osobą która
                podejmuje sie opieki nad chorym na Alzhaimera a osobą zabierajacą
                babcię lat 98 do domu na parę miesięcy?
                Bo parę osób już jednak różnicę zauważyło, że czas trwania tej
                opieki jest jednak zasadniczy, że wytrzymywali bo choroba np
                nowotworowa miała trwać tylko kilka miesięcy. Ale kilka, kilkanaście
                lat? Tu już pojawiało sie wahanie, strach o konsekwencje. Jak
                myślisz dlaczego?
                Bo już nie tylko jest cierpienie nad cudzym cierpieniem, rozpacz nad
                własną bezsilnością w oczekiwaniu nieuniknionego końca, tylko po
                prostu - zniszczone własne życie, tragiczny wybór, co jest
                ważniejsze, a czasem zwykły strach przed powiedzeniem głośno - tak
                moje życie jest ważniejsze, co tam zwykłe :ja też chce mieć jakies
                życie.
                Co byś nie powiedziała to że ludzie umierają, nawet w cierpieniach,
                jest normalne.Potem jest czas na żałobę i powrót do życia. To że
                musisz być przez lata czyims cieniem, że przestajesz istnieć- nie.
                I dlatego własnie są to różne półki.
                • 06.11.07, 21:26
                  Wlasnie o to mi chodzi - o cierpienie opiekuna. Ludzie maja rozna odpornosc
                  zyciowa i czasem kilka miesiecy potrafi wyrzadzic duza szkode w psychice. I tego
                  wlasnie nie nalezy licytowac. Kazdy ma takie doswiadczenia, jakie ma. Teraz
                  rozumiem juz bardziej, o co ci w poscie chodzilo, ale za pierwszym razem
                  odebralam to jako: "zamknij sie, bo nie bylas w mojej sytuacji, moje cierpienie
                  jest lepsze, wazniejsze, godniejsze - przez to, ze dluzsze - a ty tu nie masz co
                  pisac".


                  --
                  Don't panic, it's organic!
    • 06.11.07, 10:55
      w marcu przenioslam swoja 74 letnia Mame z Sopotu do Warszawy- cale
      zycie marzyla, zeby wrocic do swojego rodzinnego miasta- spzredalam
      miekzanie w Sopocie,kupilam i wykonczylam dla niej mieszkanie w
      Warszawie, 10 minut drogi ode mnie . Malo byc tak cudownie:
      nareszcie blisko bez ciaglego strachu ze cos sie stanie. Nareszcie
      lekarze pod reka,inne mozliwoscie, winda, podjazdy i nowe
      mieszkanie, w ktorym sie nic nie psulo.Mam tylko brata, mieszka za
      granica.

      W maju rozstalam sie z mezczyzna, po tzrech latach. ZZ Mam niestety
      bylo coraz gorzej.. pzrestala chodzic.. Przychodizl rehabilinat,
      pani do opieki codziennie. Ja robilam zakupy,pracowalam na dwoch
      etatach, zajmowalam sie wlasnym psem. Dla mnie jzu czasu nie
      wystarczalo. raz pojechalam na koncert z kolezanka. Zamowilam
      drinka, wyplam. W polowie koncertu zadzwonil telefon.. Mama
      upadla.... Szukanie taksowki, jazda pzrez pol miasta.... Zaczelos ie
      to powtarzac... W lipcu przyjechal moj brat. Mama calymi dniami
      siedziala i pazryla sie w przestrzen. Kontakt byl coraz gorszy, nie
      jadla, bo sie bala pojsc do lazienki, krepowalo jej to ze musi
      uzywac pampersow. 1 sierpnia brat pojechal do miasta... Pani od
      pomocy wyszla o 12, brat wrocil o 13... Mama lezala na podlodze..
      spadla z kzresla.. Zlamala noge w biodrze.... Szpital i diagnoza-
      stan nieoperacyjny. Mama w strasznym stanie,majaczy.. nie wiedzalam
      co robic... Decyzja wspolnie z bratem podjeta: dom opieki, bo w
      mieszkaniu nie ma warunkow a ja od 2001 roku nie bylam na urlopie i
      sama potrzebuje opieki, samotnosc mnie zabija... Mamie sie troszke
      poprawilo, wrocila do kontaktu, rozmawialysmy,a le straszie
      ylaslaba,nie chciala jesc. Przyjela do wiadomosci, z epojedzie do
      domu opieki. Znalazlam dom, bardzo mily... Mialam ja pzrewiezc 14
      sierpnia. Nie pzrewiozlam. Ranos atn sie gwaltownie pogorszyl, OIOM,
      reanimacja... o 19 Mama odeszla....


      Tak sobie mysle, z eona nie chciala isc do domu opieki, nie chciala
      cierpiec, ne chciala bolu i samotnosci... Nie moge soebie dac z tym
      rady, mam poczucie winy....

      Nie wiem, jakie rozwiazanie jest najlepsze. Mnie sie wydawalo, z
      etakie wlasnie. Ale czy mialam racje?
      • 06.11.07, 11:19
        Tego nigdy nie będziesz wiedziała - takie jest życie.
        Gdyby mama żyła, to byś sobie gratulowała.
        Tęsknisz za Nią i zastanawiasz się, czy mogłaby żyć dłużej, gdyby...
        Nigdy i nikt nie udzieli Ci odpowiedzi na to pytanie.
        Jesteś samotna i masz dużo czasu na rozmyslania.

        nie chciala
        > cierpiec, ne chciala bolu i samotnosci..

        To brzmi raczej jak Twoje wyznanie, to czego Ty się boisz i czego Ty
        nie chcesz.
        Daj swojej Mamie odpocząć i zajmij się sobą - masz dużo pracy.
    • 06.11.07, 11:12
      Nie wiem czy bohaterka tego artykułu czyta te komentarze, ale ..
      Mój dziadek jest w domu opieki, ale nie jakimś molochu tylko prywatnym, są tam
      tylko 2-3 osoby na raz. Oczywiście kosztuje to niemało, ale opieka jest naprawdę
      świetna, nie ma mowy o pampersach, to jest normalny ciepły dom. Dziadek już
      nawet swojego syna nie rozpoznaje, po 5 minutach rozmowy nie pamięta o czym się
      mówiło na początku, ma fobie o pożarach i wypadkach. Potrzebuje fachowej opieki
      24/7 i uważam, że lepiej mu tam, gdzie ma towarzystwo w starszym wieku, zawsze
      ktoś jest w domu, jest zadowolony.

      Nie można tak demonizować, że to "oddanie" "pozbycie się", skoro potrzebna jest
      fachowa opieka to należy ją zapewnić. Tylko trzeba znaleźć dobry dom opieki. Kto
      wie może tata bohaterki znajdzie tam przyjaciół, kogoś kto będzie uczestniczył w
      jego wizji rzeczywistości, złagodzi jego fobie.

      Pozdrawiam.
    • 06.11.07, 11:16
      Rok temu u nas tez sie wszystko zawalilo.Tesc od kilku lat chorowal
      na Aizhaimera i Parkinsona poruszal sie na wozku inwalidzkim, uzywal
      pampersow ,byl karmiony , myty.Tym wszystkim zajmowala sie moja
      Tesciowa w ciagu tygodnia miala opiekunke a w weekendy pomagalismy
      my jej na zmiane z bratem mojego meza.
      Sami mamy trojke dzieci w tamtym czasie dwoje maly ( njamlodszy 3
      miesiace).W grudniu zeszlego roku Tesciowa zachorowala na rak
      trzustki.
      Nie mogla juz w niczym uczestniczyc i sama potrzebowala pomocy .
      Miesiace od stycznie zeszlego roku do sierpnia to bylo istne
      szalenstwo.
      Opieka nad chora Tesciowa ,dyzury nocne i dzienne w szpitalu przy
      chorym Tesciu , ktory zlamal panewke bo zapomnial ,ze nie potrafi
      chodzic.
      W ostaniej fazie dyzury nocne i dzienne przy Tesciowej bo trzeba
      bylo podawac przeciwbolowo morfine , uspokajac kiedy krzyczala.
      W tym wszystkim ja z moimi maluchami i moj maz.Pamietam ten okres
      jako jeden wieki koszmar.
      Tesciowa zmarla w maju , Tesc 3 miesiace po niej.Obydwoje w domu ale
      przyznam ,ze przeszlo mi przez glowe dom opieki dla Tescia .Dla
      Tescowej nie myslalam o domu opieki bo wiedzielismy ,ze choroba
      szybko postepuje i zostalo jej tylko kilka miesiecy.
      W przypadku Tescia moglo byc inaczej to mogly byc lata i nie wiem
      jak to wszystko moglo by sie dla nas skonczyc.My poprostu w tamtym
      okresie nie mielismy wlasnego zycia ,opieka nad dziecmi sprowadzala
      sie do potrzeb podstawowych , maz zaniedbal praca a nasze malzenstwo
      przechodzilo kryzys.MOj 14 latekh ( najsarszy syn ) chodzil sobie
      samopas .
      U nas trwalo to kilka miesiecy udalo nam sie wszystko uporzadkowac
      ale nie wiem jakbym podeszla do sprawy gdyby chodzilo o lata.
      --
      Jas urodzony 31/10
    • 06.11.07, 11:17
      Bedę pisał o sobie, aby to nie wyglądało skandalicznie i nie po chrześc
      ijańsku.Choć ciągle się zastanawiam na czym polega chrześcijaństwo wi
      dząc ten świat. Tak, jestem stary choć nie na tyle by nie być samodziel
      mnym. Z żoną zdajemy sobie sprawę, że kiedyś nadejdzie ten dzień, że trz
      eba będzie podjąć decyzję czy być ciężarem swoich dzieci czy iść do dom
      u opieki. / starców / Jest to problem w katolickim społeczeństwie nie
      rozwiązywalny. Czy w tej niby miłości i szacunku do starych rodziców nie ma
      hipokryzji ? Jak wygląda życie starych ludzi na 10 tym piętrze
      w bloku ? Młodzi mają zazwyczaj trudną pracę, problemy z dziećmi,
      nie za dużo pieniędzy, walczą o egzystencję z dnia na dzień. Pokąd są
      wszyscy zdrowi to dobrze. Ale jak przyjdzie niedołężność to schody !
      Społeczeństwa zachodnie rozwiązały ten problem i rozwiązują. U nas ob
      strukcja kulturowa i chrześcijańska nie pozwala na podejście do spra
      wy w sposób rzeczowy i rozsądny. Nikczemnością jest zasłanianie się
      miłością do rodziców, a w rzeczywistości emerytury rodziców w poważ
      nym stopniu zasilają budżety rodzin. O czym bardzo dobrze wie władza.
      I ma w dupie tak zwane wynagrodzenie podstawowe. Emeryci dysponują ba
      rdzo poważnym groszem. Na ten grosz jak zawsze liczy władza. Co z teg
      go można uszczknąć. A przecież za ten grosz i przy pomocy społeczeń
      stwa można stworzyć na wzór zachodni domy opieki. Co jest ważnym !
      Opieka pielęgniarska i medyczna. Starzy zaś tak bardzo dużo nie potrzebują.
      Istotą rzeczy jest świadomość społeczna. Problem do dysku
      sji. Już najwyższy czas. Nie okłamujmy się !
    • 06.11.07, 11:25
      Mam starszego brata chorego sam nie wiem na co (nie interesowałem się tym
      nigdy), w każdym razie cechuje niesamodzielnością i nadpobudliwością. Kiedy się
      urodziłem on miał już 13 lat i dosłownie rządził w domu. Rodzice nie dawali
      sobie rady, psychotropy też nie zawsze działały. Mimo, iż moi rodzice są i
      zawsze byli prawymi ludźmi to jednak wychowywałem się w domu przepełnionym
      agresją i strachem. Z żalem teraz uświadamiam sobie, że lepiej dla mnie i całego
      mojego rodzeństwa byłoby gdyby rodzice oddali chorego zawczasu do zakładu opieki.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.