Jest zasada, ba ! zlota regula, ze jeden nalog zastepuje sie drugim nalogiem. Z
nalogu nie wychodzi sie jak z ospy wietrznej, a i ta zostawia czasem slady.
Zajmuje sie psychoterapia, nie specjalizuje sie co prawda w uzaleznieniech tylko
w superwizji, personal coaching. Wsrod moich klientow obserwuje wlasnie takie
zjawisko. Zastepowanie jednego skrzywienia, drugim. Wiec jak juz sie nie
zapracowuja " na smierc " , to koniecznie musza sobie fundowac kick w postaci
wspinaczki po scianie. Niektorzy z nich oddaja sie rozpuscie( nie nazwalabym
tego sexoholizmem. nie dochodzi do zerwania wiezi ani zawodowych, ani
spolecznych. Zycie pod cisnieniem. Znam tez kompulsywnych obzartuchow. Zal patrzec
I cokolwiek nie napisalibysmy o dobroczynnym , badz zgubnym dzialaniu endorfin,
hormonow, to zawsze mnie zastanawia bezrefleksyjnosc takiego dzialania, jakby
dualizm, rozszczepiennosc . W pracy racjonalni, skupieni, innowacyjni,poza
praca- chaos. Czesto polecam moim klientom faze wyciszenia. Cos jak w zakoncie
klauzurowym. Przestac gadac, przestac czytac, przestac, gapic sie w media,
przestac przezuwac. Byc cicho...dobry i tydzien a najlepiej dwa. Mozna gdzies w
srodek lasu sie wybrac i palatke rozbic, nienachalne gospodartwo turystyczne
albo rzeczywiscie pojsc na dwa tygodnie do klasztoru. I byc w koncu
cicho....uspokoic ta gonitwe. Ludzie czesto sprawy sobie nie zdaja jakie poklady
energii , tej dobrej , w nich spia. A spia...przywalone blyskotkami, popedami,
chciejstwem.Starac sie mowic jak najmniej i jak najwiecej wedrowac. Nie zmuszac
sie do myslenia podyktowanego w takich sytuacjach najczesciej panika,lekka
fobia. Niczego od siebie nie wymagac oprocz niemowienia i wedrowania. Sprobowac
wrocic do siebie.