Cieszę się, że dobrze nam życzysz. :-)
Nie uważam żony za nienormalną. To, że ma duże potrzeby, jest
zupełnie naturalne - ja też mam. :-) Ale jeżeli ktoś robi sobie
rzeczy, po których nienawidzi siebie, rzyga... Jeżeli robi sobie
rzeczy sprawiające autentyczny ból... Jeżeli robi takie rzeczy nie
dlatego, że chce, ale dlatego, że "coś w niej" ją do tego pcha... To
nie jest już kwestia pruderii.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to objaw jakiegoś głębszego
zranienia i że bez psychoterapii się chyba nie obejdzie (zresztą
mnie też się przyda). Tak, że będę ją na to namawiał. Ale na razie
jest tak "nakręcona" na fantazje, których nie chce (wiesz, co to
neuroza?), że - aby terapia była u niej w ogóle możliwa - może
potrzebować czasowego "wyciszenia" swojej sfery seksualnej. Nie
wiemy, czy aż przez rok. Różne źródła podają różne zakresy czasowe,
w sumie zawierające się w przedziale od 1 miesiąca do 2 lat.
Artykuł, do którego wczoraj dotarłem, jako przeciętną podaje 3 - 4
miesiące. Inni znów podają 90 dni jako absolutne minimum. Więc może
miesiąc, może kilka... A może dłużej. Wszystko zależy od tego, jak
szybko poprawiał się będzie jej stan. Zresztą ja też chcę kochać się
z nią, a nie z jej neurozą... wiedząc, że tylko wpędzałbym ją w to
bagno coraz głębiej. Egoistą może i jestem, ale nie aż takim.
Co do rodzicielstwa - zdecydowaliśmy się je na razie odłożyć.
Przynajmniej do chwili, gdy rozwiązanie problemów nie ukaże się
przynajmniej "na horyzoncie". W obecnym stanie psychicznym nie
bylibyśmy wzorowymi rodzicami. Poza tym "hormonalne trzęsienie
ziemi" jest ostatnią rzeczą, jakiej ona teraz potrzebuje.
Pozdrawiam bardzo serdecznie!