Rospuda - ekologia w służbie polityki
20.02.2007, TB
Tadeusz Burger Rospuda - ekologia w służbie polityki Ekolodzy
utrzymują, że poprowadzona ponad Rospudą droga obniży poziom wód
gruntowych i zniszczy torfowisko. Jednak żaden autorytet z dziedziny
budowy dróg i mostów, hydrografii, ekologii nie stwierdził w sposób
poparty rzetelnymi badaniami, że musi nastąpić kataklizm - pisze
socjolog, doradca ministra środowiska
Od co najmniej roku trwa multimedialna prezentacja problemu
pt. "Zagłada doliny Rospudy" połączona z wezwaniem do ratowania tej
doliny przed zagładą. Chodzi o budowę obwodnicy Augustowa, która
wyprowadzi z miasta tranzytowy ruch tirów. Jednak obraz
przedstawiany opinii publicznej jest dalece uproszczony, a przez to
fałszywy. Żeby zrozumieć istotę konfliktu wokół Rospudy, niezbędny
jest wstęp pokazujący krótką, ale bardzo burzliwą historię
przedsięwzięcia.
100 tysięcy tirów
Problem zaczął się wraz z upadkiem Związku Radzieckiego i otwarciem
przejścia granicznego w Budzisku, które połączyło Litwę, Łotwę,
Estonię, a nawet Finlandię z Europą Zachodnią. Z czasem ruch się
zwiększał i obecnie przez Augustów - perłę polskich uzdrowisk -
przejeżdża 100 tys. tirów miesięcznie. W mieście w wypadkach ginie
20 osób rocznie. Zrozumiałe jest, że w końcu cierpliwość mieszkańców
się wyczerpała. O budowie obwodnicy słyszą od lat piętnastu, wiec na
przełomie roku 2005 i 2006 rozpoczęli comiesięczne protesty
blokujące ruch samochodów.
Niezbędne prace projektowe i procedury prawne rozpoczęły się w roku
1992. Osiem lat później wybrany (i zweryfikowany przez procedurę
oceny oddziaływania inwestycji na środowisko) wariant przebiegu
obwodnicy znalazł się w miejscowych planach zagospodarowania
przestrzennego trzech gmin (Augustów miasto i gmina oraz Nowinka).
Iwtedy budowa drogi powinna się rozpocząć, lecz konieczne były
czasochłonne uzgodnienia i decyzje cząstkowe, od których można się
było odwoływać, z czego część zainteresowanych skwapliwie
korzystała.
Protest wszystkich istot
W roku 2004 weszliśmy do Unii Europejskiej. Od tego czasu Polska
zobowiązana jest do ustanowienia na swoim terenie sieci obszarów
chronionych Natura 2000. Sieć ta w części pokrywa się z terenami
wcześniej obecnymi w polskim systemie ochrony przyrody, a w części
stanowi jego uzupełnienie. Istotne znaczenie ma fakt, że
funkcjonowanie sieci regulowane jest przez szczególne przepisy
wspólne dla całej Unii, które zostały wprowadzone również do
polskiej ustawy o ochronie przyrody.
Gdy w roku 2005 miała się rozpocząć budowa obwodnicy według
przyjętego wcześniej wariantu, zdecydowanie zaprotestowało przeciw
prowadzeniu inwestycji kilka organizacji ekologicznych. Szczególnie
aktywne okazały się: Greenpeace, WWF, CMOK (Stowarzyszenie Chrońmy
Mokradła), OTOP (Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków) i
Pracownia na rzecz Wszystkich Istot.
150 tysięcy podpisów
Ekolodzy stwierdzili, że obwodnica przetnie niezwykle cenną
przyrodniczo dolinę rzeki Rospudy, zniszczy unikalne torfowiska i
zagrozi bytowi kilku równie unikalnych gatunków fauny i flory. Kto
wie, czy nie istotniejszy dla protestujących jest argument prawny.
Otóż dolina Rospudy stała się elementem Natury 2000 i jako taka
wymaga powtórzenia procedur wyboru najkorzystniejszego wariantu.
Dzięki wsparciu medialnemu, przede wszystkim "Gazety Wyborczej",
Radia TOK FM i innych mediów, cała Polska się dowiedziała, że jest
cudo przyrody, czyli Rospuda, którą władze państwowe chcą zniszczyć
w bezmyślnym antyprzyrodniczym i antyeuropejskim szale. W krótkim
czasie zebrano podobno 150 tys. podpisów pod protestem i jest to
dowód zarówno na ekologiczną wrażliwość naszego społeczeństwa, jak i
na łatwość sterowania jego emocjami.
Równolegle przesłano do Komisji Europejskiej doniesienie o łamaniu
prawa przez polskie władze. W efekcie UE zażądała od Ministerstwa
Środowiska stosownych wyjaśnień. Do pełnego obrazu należy dodać, że
ekolodzy zakasali rękawy i wzięli się również do projektowania,
kreśląc swój lepszy wariant, który wędruje, ale niestety również
przecina Rospudę.
Czy nastąpi kataklizm?
Ogłoszona przez protestujących strategia ma charakter alternatywny.
W pierwszym wariancie Unia Europejska karze Polskę za łamanie prawa
i nawet już wybudowanej obwodnicy nie dopuszcza do ruchu, a nadto
nakłada kolosalne kary finansowe. Wariant drugi przewiduje, że
protestujący zablokują budowę, przypinając się do drzew (Adam
Wajrak - "Gazeta Wyborcza") lub zastosują inne techniki sprzeciwu
czynnego (Maciej Muskat - Greenpeace).
Co się stanie, jeśli dziś przed żądaniami ekologów ustąpimy i
rozpoczniemy procedurę wyłaniania innego projektu obwodnicy? Po
pierwsze - budowa zostanie wstrzymana na trzy lata, a niewykluczone,
że w efekcie i tak zwycięży obecny wariant. Po drugie - czekają nas
protesty mieszkańców Augustowa, w tym także blokowanie trasy na
skalę znacznie większą niż dotychczas. Po trzecie - nieuniknione są
duże straty finansowe.
Mamy wiec do czynienia z konfliktem o wielu aspektach:
przyrodniczym, prawnym, społecznym, ekonomicznym i politycznym.
Jest też wymiar techniczny przedsięwzięcia. Ekolodzy jako pewnik
uznają, że przejście drogi nad rzeką na ponad półkilometrowej
estakadzie musi obniżyć poziom wód gruntowych i zniszczyć
torfowisko. Inwestor przedstawił szereg ekspertyz, autorstwa
poważnych specjalistów, mówiących, że tak nie będzie, nie spotkałem
natomiast żadnej wypowiedzi autorytetu z dziedziny budowy dróg i
mostów, hydrografii, ekologii, który by stwierdził w sposób poparty
rzetelnymi badaniami, że musi nastąpić kataklizm.
Lista zdziwień
W pewnym momencie na krótko zaistniał pomysł poprowadzenia drogi
przez Rospudę nie na estakadzie, lecz tunelem. Projekt upadł z
oczywistych przyczyn ekonomicznych, lecz wcześniej zyskał akceptację
ekologów. I to już naprawdę trudno zrozumieć. Zważywszy oczywisty
fakt, że tego rodzaju inwestycja w obszarze podmokłym musi
doprowadzić do poważnych zaburzeń warunków hydrograficznych.
Listę zdziwień można kontynuować. Od ponad trzydziestu lat istnieje
konwencja z Ramsar o ochronie obszarów wodno-błotnych. W czasie
sesji zorganizowanej 4 stycznia 2007 r. w Bibliotece Uniwersytetu
Warszawskiego jedna z organizatorek spotkania reprezentująca
wspomniany już CMOK oświadczyła, że dolina Rospudy ma szansę stać
się drugim w Polsce (po Biebrzańskim Parku Narodowym) obszarem
objętym konwencją z Ramsar. Jest to przykład skrajnej ignorancji,
gdyż w Polsce jest aż 13 obszarów objętych tą konwencją o łącznej
powierzchni 125 tys. ha. Należy sądzić, że dla polskich ekologów '07
ochrona przyrody w naszym kraju rozpoczęła się wraz z wejściem do UE
i powołaniem sieci Natura 2000. Podobnie myśli i mówi redaktor
Wajrak, który uważa, że 23 parki narodowe, 120 parków krajobrazowych
i inne obszary chronione (ponad 30 proc. powierzchni kraju), z
których część zaliczana jest do międzynarodowych systemów obszarów
chronionych, takich jak Międzynarodowe Rezerwaty Biosfery, obszary
Światowego Dziedzictwa Przyrodniczego to... fikcja.
Swoją drogą zastanawia fakt, że bardzo aktywni i skuteczni przecież
przyrodnicy polscy nie spowodowali wcześniej objęcia Rospudy jakąś
formą ochrony. Rzeka tyle lat czekała na swojego Kolumba - Adama
Wajraka.
Ewolucja Wajraka
Do tej samej kategorii zdziwień należy fakt, że w całej akcji obrony
Rospudy nie uczestniczą polskie autorytety naukowe. Owszem różne
gremia podnoszą protesty, ale bez przedstawienia jakiejkolwiek
analizy naukowej tego konkretnego przypadku. Chyba w desperacji
sprowadzono ostatnio dwóch naukowców z Niemiec i Holandii, by
świadczyli o walorach Rospudy.
Na koniec warto zwrócić uwagę na ewolucję Adama Wajraka. Gdy w 1998
r. ekolodzy przypinali się do drzew, żeby zaprotestować przeciw
budowie a